w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Baadshah z pokoju posiedzeń

Entrepreneur, 3 września 2012
Tytuł oryginalny: Boardroom baadshah
Autor: Sriya Ray Chaudhuri


Shah Rukh Khan o własnych siłach stworzył grupę biznesową obejmującą film, sport i rozrywkę. Opowiada o tym, jak przyjmuje porażki w dobrym duchu i czerpie z nich naukę, i że wierzy, że nie wygrywa się srebra, ale przegrywa złoto.

W dość spokojne wczesne popołudnie jedną z mumbajskich bocznych ulic docieramy do imponującej bramy siedziby Red Chillies. Prosimy taksówkarza, żeby się tutaj zatrzymał. "Czy to...?". Niemal natychmiast około czterdziestu młodych ludzi wyrasta jak spod ziemi i otacza nas. "Będzie tu?" - pytają unisono. Zaskoczeni, możemy tylko potrząsnąć głowami. Tłumek znika. Ale kiedy opuszczamy siedzibę po kilku godzinach, ten sam tłum znów nas otacza. "Spotkaliście go? Powiedzcie, będzie niedługo wychodził?". Pytania nie ustają aż do chwili, kiedy dochodzimy do bramy.

Jeśli człowiek może budzić podobną histerię swoją nieobecnością, nic dziwnego, że obecność Shah Rukha Khana działa takie cuda na polu wybranej przez niego kariery. Jest megagwiazdą, ale jak się okazuje, jest też uwodzicielskim i wytrawnym biznesmenem, który zbudował wielobranżowe imperium dzięki swojemu męstwu, determinacji i wytrwałości. Rozwinął działalność w różnych kierunkach, zatrudniając jednych z najbardziej utalentowanych ludzi do prowadzenia poszczególnych oddziałów - a wszystko to bez udziału jakichkolwiek inwestorów na każdym etapie działania. Trudno się dziwić, że sam w sobie uważany jest dziś za człowieka-instytucję.

W procesie ewoluowania w aktora-przedsiębiorcę Shah Rukh Khan wykazał się wszelkimi przymiotami, które powinny definiować odnoszącego sukcesy biznesmena wspieranego przez pewny i zaufany zespół ludzi. Blesson Oommen, dyrektor finansowy Red Chillies Entertainments Sp. z o.o, mówi: "Daje nam zawsze wolną rękę i nie ingeruje w naszą pracę". Keitan Yadav, dyrektor wykonawczy i specjalista od efektów specjalnych Red Chillies VFX wyjaśnia: "Nie domaga się dziennych raportów. Pozwala nam robić swoje i daje swobodę wykonywania obowiązków zgodnie z najlepszymi umiejętnościami".
Khanowskie podejście niewtrącania się okazało się bardzo skuteczne w przypadku wszystkich przedsięwzięć, zwłaszcza drużyny krykietowej, Kolkata Knights Riders (KKR), która wygrała Indian Premiere League w 2012 roku, po całkowitej metamorfozie, obejmującej zatrudnienie pełnoetatowego managera do poprowadzenia firmy. Venky Mysore, dyrektor generalny i naczelny Knight Riders Sports Sp. z o.o mówi: "Ma niezwykle ostry zmysł biznesowy, który pozwala mu błyskawicznie orientować się we wszelkich interakcjach planowanych posunięć. Nie ma problemów z rozdętym ego, jest otwarty na sugestie i nie waha się prosić o wyjaśnienia, jeśli czegoś nie rozumie".
Kiedy Entrepreneur dopada Khana, promuje on właśnie jedną z firm, której jest twarzą - Videocon. Ubrany w wysłużony popielaty t-shirt, podarte dżinsy i charakterystyczne okulary przeciwsłoneczne, znajduje trochę czasu w napiętym harmonogramie, żeby podzielić się z nami swoją biznesową drogą.
Pomiędzy łykiem czarnej kawy, zerknięciem w lustro, czy z wyglądem wszystko ok, przystaniu na prośbę fotografa o zdjęcie okularów, Khan opowiada szczegółowo o swoim biznesowym imperium. Zapytany o umiejętności managerskie, ucina szybkim: "Po pierwsze i po ostatnie jestem facetem od rozrywki. Jeśli cokolwiek osiągnąłem w biznesie, to dzięki mojej karierze aktorskiej. Jestem tu, żeby zabawiać tłumy, sprawiać, żeby śmiali się ze mną, płakali ze mną, śpiewali ze mną i tańczyli".
Jak widzi swoją rolę przedsiębiorcy przemysłu sportowego i rozrywkowego? Khan mówi: "Po latach poświęconych wyłącznie aktorstwu odkryłem także inne dziedziny działalności. Ale każda z nich ma korzenie w tym samym źródle. Ja i tak najlepiej pojmuję branżę rozrywkową, ale w biznesie wiedzie cię ta sama pasja. Co do reszty, na miejscu czuwają godni zaufania profesjonaliści".
Przepytywany o fakt, że osiągnął już wielki sukces z tych dążeniach, odpowiada z charakterystycznym dla siebie uśmiechem z kącikami ust w dół: "To dlatego, że wierzę w powiedzenie: "Nie wygrywasz srebra, przegrywasz złoto". Zawsze we wszystko wkładam więcej niż 100 procent wysiłków i, inshallah, osiągam dobre efekty".

To mało powiedziane. Należąca do Khana firma Red Chillies Entertainments Sp. z o.o osiągnęła przychody wysokości 150 crore rupii w okresie obrachunkowym 2011-2012, a on sam szacowany jest na wartość ponad 2000 crore rupii, według nieoficjalnych raportów i źródeł branżowych.
Choć Khan nie pojawił się w przemyśle filmowym, mając błogosławieństwo jakichś ojców chrzestnych, dość szybko wspiął się na wyżyny. Gwiazdę telewizji uczynił z niego serial "Fauji" z 1988 roku, a kiedy zdobył swoje złoto dzięki filmom jak "Deewana" (1992), "Baazigar" (1993), "Dilwale Dulhania Le Jayenge" (1995), "Dil Toh Pagal Hai" (1997) i "Kuch Kuch Hota Hai" (1998), nie było już dla gwiazdora drogi odwrotu. On i żona Gauri założyli Red Chillies Entertainment jako firmę producencką w 2002 roku, a ona szybko rozwinęła się w różne kierunki działalności. Wcześniej, w roku 1999, Khan, że swoją filmową partnerką Juhi Chawlą i reżyserem Azizem Mirzą założyli Dreamz Unlimited. Zapisała ona na swoim koncie hit w postaci reżyserowanego przez Mirzę "Chalte Chalte" (2003). Ale później zarówno Chawla, jak i Mirza wycofali się z interesów, i firma została włączona do Red Chillies. Trwało to do grudnia 2011 roku, kiedy nastąpiło ostateczne wchłonięcie. Firma Dreamz Unlimited od tamtej chwili nie istnieje.

Dobry zespół

Khan ochoczo wskazuje, że jego biznes porusza się jak dobrze naoliwiona maszyneria dzięki doborowemu zespołowi ludzi, z których część wyłowił on osobiście. "Wierzę mocno w podział pracy. Każdy z departamentów ma własnego szefa, który dzieli moją wizję i wie, czego ja od danego departamentu oczekuję. Nie wtrącam się w codzienną pracę, bo nie muszę. Dobry biznesmen wie, czym jest jego biznes, z czym nie jest" - mówi Khan.
Jednym z kluczowych dla firmy ludzi jest Oommen. Doświadczony dyplomowany księgowy, który dołączył do firmy w 2000 roku, wspomina: "Zacząłem pracować z Shah Rukhem, kiedy potrzebował kogoś, kto mógłby pokierować finansami. To było na tydzień przed premierą "Phir Bhi Dil Hai Hindustani" (reżyserowanym przez Aziza Mirzę). Potem była jeszcze jedna firma, Arcligtz (kierowana przez Juhi i Khana), która wyprodukowała "Asokę" w 2001 roku. Red Chillies powołano około 2002 roku, na potrzeby filmów jak "Chalte Chalte" i "Main Hoon Naa".
Chawla sprzedała swoje udziały, kiedy postanowiła wycofać się z zawodu i poświęcić wyłącznie rodzinie. Red Chillies przejął tamte firmy i Dreamz Unlimited stał się jego częścią. "Dopiero w 2011 nastąpiła fuzja. Marzenia nadal są nieograniczone, tylko firma już nie istnieje" - dodaje Oommen.
Khan wypowiada się otwarcie, kiedy przechodzimy do kwestii finansowych. Szczerze mówi, że niewiele zna się na kwestiach zawiłości związanych z zarabianiem. "Mój zespół finansowy utrzymuje nas na powierzchni; ja tylko pilnuję kwestii uśmiechów i łez. Oczywiście musimy na siebie zarabiać i zdobywać jeszcze zyski" - mówi.

Choć Khan jak dotąd sam finansuje swoje przedsięwzięcia, to jedną z form rozwoju jego firmy może być otwarcie się na kapitały z zewnątrz. "Jeszcze nie poszliśmy do banku. Ale to jest dobry czas do szukania obcych inwestorów" - uważa Oommen. Khan musi tylko dać zielone światło dla tego ewidentnie znaczącego dalszego kroku. "Dawniej można było zrobić film za 15-16 crore. Teraz z takim funduszem zrobi się tylko mały film. Banki, różne instytucje finansowe, a nawet prywatni przedsiębiorcy są gotowi, żeby z nami wejść w spółkę. A finansowanie z zewnątrz to standardowa procedura w przedsięwzięciach biznesowych, także w naszej branży. Nie ma więc powodu ignorować tego aspektu biznesu" - dodaje Oommen.

Oczywiście podczas rozmowy z "Entrepreneurem" Khan mówi z charakterystycznym dla niego dowcipem, że jeśli któraś z jego firm będzie na minusie, to zawsze może potańczyć ekstra na weselach i wpompować w nią trochę funduszy. W 2000 roku, podczas ślubu syna potęgi stalowniczej, Lakshmiego Mittala, Adityi, w Kolkacie, Khan podobno zainkasował 2,6 crore za występ podczas przyjęcia. Mimo tajemnicy, jaka otacza często honoraria wielkich gwiazd kina indyjskiego, jest wiele nieoficjalnych raportów o skali opłat za występy na weselach i innych imprezach. Ale w przypadku Khana jest oczywiste przynajmniej to, że kwoty te liczone są w crore, nie w lakhach. Khan czasami otwarcie przyznaje, że występuje przy różnych okazjach dla pieniędzy. "W ostatecznym rozrachunku jestem człowiekiem od występowania i jeśli proszą mnie, żebym wykonał swoją profesję za profesjonalną płacę, nie ma w tym nic złego" - powiedział kiedyś Khan ze sceny podczas gali rozdania nagród.

Boiskowe zmagania

Jedną z bardzo dochodowych firm, choć nie wolną od problemów ząbkowania, jest KKR, drużyna krykietowa, współwłasność Shah Rukha Khana i Gauri Khan (55%) oraz Jaia Mehty i Juhi Chawli (45%). Także i w tej dziedzinie Khan wykazał się dużym wyczuciem biznesowym, nadając franczyzie charakter korporacyjny i oddzielając własność od zarządzania. Zatrudniając Mysore'a, człowieka z wielkim doświadczeniem w dziedzinie finansów, na stanowisko dyrektora wykonawczego i generalnego Knights Riders Sports, Khan dał jasno do zrozumienia, że chce rozwinąć franczyzę, doprowadzić do sukcesu i poprowadzić go ściśle według zasad korporacyjnych. Dlatego też nalegał, aby Mysore został dyrektorem generalnym, członkiem zarządu. Po trzech fatalnych sezonach, podczas których, choć drużyna przynosiła dochody, firma miała problemy związane z kiepskimi występami na boisku, Khan i Mehta zaangażowali Mysore'a, żeby przemodelował struktury i systemy działania spółki.
"Kiedy dołączyłem do zespołu, KKR byli w ogromnym dołku. To był idealny czas, żeby wszystko wymieść do czysta i zacząć od zera. Sam grałem w krykieta, więc przeniesienie mojej pasji na grunt biznesowy nie było problemem" - mówi Mysore, który był wcześniej dyrektorem naczelnym na Indie giganta ubezpieczeniowego SunLife Financial, a wcześniej pracował w MetLife. Mysore przyznaje, że decyzja o zajęciu się KKR wymagała długiego namysłu, ale dodaje, że wyzwaniu, jakie przed nim stanęło, i urokowi Khana nie można się oprzeć.
Natychmiast po objęciu stanowiska Mysore stanął przed wielkim wyzwaniem. Problem powstał po podjęciu pewnych drastycznych decyzji w pierwszych dwóch miesiącach. Był to wrzesień 2010 roku, za dwa miesiące miały zacząć się aukcje IPL. Mysore przekonał właścicieli, żeby zerwali z Souravem Gangulym, dawnym kapitanem drużyny narodowej i bengalską ikoną krykietową, który dotąd był niemal tożsamy z KKR. Nielicytowanie go podczas aukcji wydawało się bezlitosne, ale Mysore wiedział, że musi oddzielić biznes i uczucia. I wiedział, że to dla samego Khana będzie niezmiernie trudne, ze względu na jego gwiazdorski image i supergwiazdorski status Ganguly'ego w Bengalu.
Mysore ochotniczo wziął na siebie ryzyko, wiedząc, że Khan i Mehta popierają go całkowicie w tym, co było bardzo kontrowersyjną decyzją. "Co zrozumiałe, Khan przez kilka dni nosił się z podjęciem decyzji, ale byłem zdecydowany wziąć odpowiedzialność na siebie i powiedziałem mu o tym. Kiedy dał mi zgodę, przygotowaliśmy się do aukcji, skrupulatnie dogrywając szczegóły. Przećwiczyliśmy działania ze dwadzieścia razy, adaptując strategię Moneyball dobierania graczy według ich specjalizacji i zrozumienia funkcjonowania systemu" - wspomina Mysore. W KKR przestały się liczyć słynne nazwiska. Teraz kluczowa jest rola, jaką każdy z graczy odgrywa w strukturze całej drużyny. "Kiedy wreszcie usiedliśmy z Khanem i przedstawiliśmy mu nasze plany, powiedział: "Nie jadę na aukcję, zostawiam wszystko w waszych rękach". Mehta podzielał jego zdanie i tak KKR była jedyną drużyną reprezentowaną tylko poprzez zarząd" - dodaje Mysore. "To był ze strony Khana dowód dużego zaufania".

Oznaczało to także, że drużyna równa się biznes i będzie zarządzana według zasad korporacyjnych. Tamta aukcja zapoczątkowała dobre czasy, kiedy to KKR zagrali dobrze i przeszli do półfinałów w sezonie 4, a ostatecznie wygrali ligę w 2012 roku, pokonując faworytów IPL, Chennai Super Kings, na ich własnym boisku.
Mając na koncie ten długo oczekiwany sukces, drużyna KKR może teraz pociągnąć w przód macierzystą firmę. "Zmieniliśmy w tym roku logo, żeby nawiązać bardziej do charakteru sportowego i aby można było je ewentualnie rozwinąć w rodzaj serii, gdybyśmy zdecydowali się zainwestować w inne dyscypliny sportowe czy rejony geograficzne. Mamy bardzo dobrych sponsorów i jako firma jesteśmy dochodowi. Zamierzamy więc na przyszłość rozwinąć okołosportową sprzedaż na wielką skalę. Oczywiście w tym celu musimy najpierw rozbudować znacząco bazę fanów. Problem w tym, że Indusi są przyzwyczajeni do kibicowania drużynie narodowej. Nie wykształciły się u nich jeszcze nawyki lojalnościowe w stosunku do poszczególnych drużyn ligowych" - mówi Mysore.
Ale dodaje również, że macierzysta firma - w skrócie KKR - stawia na sprzedaż gadżetów odzieżowych i ozdób na wielką skalę i i zleciła to zadanie Freecultr. Umowa o sprzedaży oparta jest na zasadzie dzielenia się zyskami, czyli wpłacania KKR tantiem za każdą rzecz z nimi związaną. Podobne zasady zawarto na sprzedaż artykułów szkolnych, jak butelki na wodę, pudełka śniadaniowe i tornistry. Firma jest w trakcie rozmów z Coca-Colą, która jest jednym ze sponsorów KKR, co do linii puszek i butelek związanych z marką. Zamierza również wykorzystać portale społecznościowe do poszerzania bazy fanów. "Jesteśmy jedną z 20 najlepszych firm na Facebooku, zaczynającą od zera, do zebrania 1,2 miliona fanów w bardzo krótkim czasie. Podczas sezonu IPL przybywało nam 5000-7000 fanów na dzień. KKR obecnie króluje na twitterze i YouTube. Do obsługi portali społecznościowych mamy wydzieloną ekipę" - dodaje Mysore.
Wyniki przeobrażenia KKR widać jak na dłoni w postaci zysków. Patrząc w przyszłość, uważa on , że firma zwiększy swój CAGR (skumulowany roczny wskaźnik wzrostu) o 25% w ciągu następnych trzech lat. Wychodząc od przychodów wysokości 125 crore rupii w roku finansowym 2012, oznacza to zwiększenie do 250 crore w ciągu trzech lat. "Już teraz jesteśmy dochodowi, a po zlikwidowaniu nagromadzonych strat oczekujemy przełomu już w przyszłym roku" - mówi Mysore.

Pośród tego wszystkiego Khan wykazał się wysoką intuicją i inteligencją wystarczającą do ogarnięcia zawiłości prowadzenia firmy opartej na sporcie. "KKR to dla mnie sprawa niezwykle emocjonalna. Sport pomaga przezwyciężyć porażki i powinien być nieodłączną częścią życia w naszej młodości. Zaangażowałem się w IPL, bo uważam, że ta liga zmienia sposób postrzegania sportu w Indiach. Dobrze jest być managerem, aktorem lub sportowcem. Każda z tych profesji powinna mieć ten sam ciężar gatunkowy" - odpowiada Khan na pytanie o wybór opcji zakupu franczyzy IPL. "W przypadku KKR nie chodzi o czysty biznes, tylko o pasję. Juhi i ja firmujemy to przedsięwzięcie, bo nasze twarze są znane. Ale to ludzie jak Venky i Jai stoją u steru, bo w ostatecznym rozrachunku mamy się utrzymać i prowadzić dochodową firmę" - dodaje Khan.
To, że gwiazdor świetnie się w tym znajduje, bez względu na to, jaki kapelusz aktualnie nosi, jest widoczne choćby na podstawie fakcie, że na spotkaniu KKR jest ubrany w elegancki strój codzienny, jak przystało na właściciela franczyzy krykietowej, jednak idąc na spotkanie z mediami czuje się wystarczająco pewnie, by zaprezentować znoszone dżinsy i na oko jednodniowy zarost.

Specjalne efekty, specjalne sukcesy

Niezależnie od zmysłu biznesowego Khan często kieruje się sercem, a projektem szczególnie mu bliskim był "Ra.One", film science-fiction najeżony efektami specjalnymi, wyprodukowany przez własną firmę. Choć film nie odniósł takiego sukcesu, na jaki Khan miał nadzieję, jego efekty specjalne zostały powszechnie docenione. To pozwala mu patrzeć optymistycznie w przyszłość. "Mam wielkie plany rozwoju Red Chillies VFX. To jest studio światowej klasy, a ja mam nadzieję, że będziemy produkować efekty specjalne mogące się równać z najlepszymi na świecie" - mówi Khan.
Keitan Yadav dołączył do firmy w 2004 roku. Yadav i jego partner Haresh Hingorani, dyrektor kreatywny i kierownik VFX, zajmował się efektami specjalnymi w reklamie od 1994 roku. "Pracowaliśmy prawie z każdą agencją reklamową, robiąc przez tych 10 lat masę filmów reklamowych. Byliśmy małym niszowym zespołem, a naszą mocną stroną były zawsze efekty specjalne. Pewnego razu byliśmy zaangażowani przy produkcji reklamy australijskiej, z fachowcem od reklamy, Prahladem Kakkarem. To były czasy, kiedy Sachin Tendulkar, Khan i Kakkar wiele razem kręcili dla Pepsi. Mniej więcej wtedy Khan szukał kogoś, kto zrobiłby efekty specjalne do "Main Hoon Naa". Przygotowaliśmy dla niego prezentację, spodobała mu się nasza praca i znaleźliśmy się na pokładzie. Choć nie mieliśmy zaplecza filmowego, przyjął nas" - wspomina Yadav.
Pracowali metodą "bezszwową", efekty specjalne miały być czymś doskonale wkomponowanym w pozostałą materię filmu. Yadav wspomina podróż do Londynu z dziewięcioma rolkami "Main Hoon Naa" do zeskanowania. "Shah Rukh powiedział, że chce zobaczyć się wcześniej z człowiekiem, który zawiezie jego film do Londynu, i tak się spotkaliśmy" - mówi.
Mniej więcej wtedy, kiedy zespół pracował nad "Paheli", Khan napomknął Yadavowi i Hingoraniemu, że ma marzenie nakręcenia filmu sci-fi. "Miał bardzo klarowną wizję tego, co chce zrobić. Miał nadzieję na realizację w ciągu dwóch-trzech lat, ale w końcu zrobienie "Ra.One" zabrało długich pięć lat. W kwietniu 2006 roku narodziła się firma Red Chillies VFX. Zrobiliśmy "Dona", "Jhoom Barabar Jhoom", "Chak De! India" i inne. Nasze efekty specjalne są na światowym poziomie. Kiedy pracowaliśmy nad "Ra.One", mieliśmy już na koncie efekty specjalne do około 25 filmów, więc mieliśmy praktykę" - mówi Yadav.
W "Ra.One" 97 procent efektów specjalnych było robionych w Indiach, z czego 92 procent - przez Red Chillies VFX. "400 osób pracowało na trzy zmiany codziennie, żeby zdążyć" - deklaruje Hingorani.

Kiedy duet przygotowuje efekty specjalne do wielu nadchodzących filmów hindi, zatrudnienie w tym dziale wzrosło z około 40 do 200 osób. "Pracujemy nad nowym filmem Yash Raj, "Viswaroopam", "Krrish 3", "Happy New Year" i "Chennai Express", żeby wymienić tylko niektóre" - mówi.
Ale obaj uważają, że studio zawsze otrzymywało największe wsparcie od samego Khana, i to za jego sprawą firma ma światową rangę, która może zapewnić spełnienie pokładanych w niej nadziei.
"Shah Rukh to wizjoner, a także dobry finansista. Nie wtrąca się, ufa w efekt ostateczny, który zapewnimy. Chcemy, żeby nasze studio było jednym z najważniejszych w świecie. Powinniśmy dostawać zlecenia z Hollywood" - mówi Yadav.
Istnieje sporo ograniczeń co do zrobienia w Indiach dobrego filmu z efektami specjalnymi, a ludzie prowadzący Red Chillies VFX są świadomi jego możliwości, która w ostateczności wpływa na dochodowość biznesu. "Wszyscy tutaj jesteśmy kinomaniakami. Wszyscy wiemy, że Indusi mogą teraz oglądać zachodnie kino, w którym budżety przeznaczone na efekty specjalne są naprawdę duże. Kilka tamtejszych filmów miało budżety wysokości 200 milionów dolarów. My nie. Kiedy więc jacyś widzowie krytykują efekty, mają w większości rację. Robisz kiepską robotę, przyjmij krytykę. Ale takie negatywne komentarze pomagają nam wyciskać z siebie siódme poty" - dodaje.
Ostatecznie, jak mówi Hingorani, żeby robić efekty na światowym poziomie, Red Chillies VFX musi stać się niszowym studiem. "Kiedy ustawiamy sobie wysokie poprzeczki, nie wykonujemy pracy poniżej standardów. To zorganizowany, zadaniowy i bardzo konkurencyjny świat. Robi się wiele filmów, których jedynym elementem przetargowym są efekty specjalne. Nie możemy sobie pozwolić na obsuwę" - mówi.
I są wdzięczni, że zespół może otrzymywać wskazówki od właściciela osobiście. "Kiedy Shah Rukh produkuje film, angażuje się również w sprawy artystyczne i daje nam wytyczne. Jeśli firmę odwiedzają jacyś wielcy producenci, on jest na miejscu, żeby ich oprowadzić" - mówi Hingorani.

Podział obowiązków

Każdemu rzutkiemu przedsiębiorcy wróży dobrze, kiedy trzon jego zespołu zapewnia, że każdy z nich czuje się pewnie w wyznaczonej mu roli. Yadav mówi: "Od kiedy w 2004 roku dołączyłem do firmy, nigdy nie miałem poczucia, że pracuję z supergwiazdorem, bo on jest bardzo przystępny. Jest zajęty, ale kiedy czegoś od niego potrzebujesz, zawsze się zjawi. Wysyłamy mu BBMsy i maile, i czasami nie odpowiada natychmiast. Ale kiedy spotykamy się kilka dni później, odpowiada na nasze pytania za jednym zamachem w ciągu pięciu minut. Ma niezwykłą pamięć i bardzo jasny umysł".
Mówi dalej: "Jest pracoholikiem, oczytanym, świadomym, ale także bardzo zwyczajnym. Zawsze jest gotów cię podprowadzić, jeśli utknąłeś. Jest też maniakiem gadżetów".
Mysore również pozostaje z Khanem w kontakcie poprzez BBM i mówi, że ten nigdy nie wpływa na sposób prowadzenia KKR. Podział kompetencji, jak mówi jego zespół zarządzający, jest silnym punktem strategii Khana.

Sam Khan sprowadza swoją biznesową filozofię do prostego powiedzenia: "Każdy członek mojego zespołu jest w stanie zapewnić pożądane rezultaty. Robię, co do mnie należy, ale nie ingeruję w detale codziennych zajęć, bo ingerencja nie poprawia produktywności". Podaje też przykłady, kiedy to jego obecność stawała się przeszkodą dla pracowników. "Podczas jednego z pierwszych turniejów IPL zaglądałem do szatni, do graczy. Sourav (Ganguly, ówczesny kapitan KKR) podszedł kiedyś do mnie i powiedział: "Nie powinieneś tu być tuż przed meczem. Młodsi są tak w ciebie zapatrzeni że zapominają, że grają dla dobra drużyny i myślą tylko o tobie. Na pierwszym miejscu musi być krykiet". To bardzo prawdziwe. Musisz zrozumieć, że kiedy twoje nazwisko wywołuje niepożądany efekt na twoim zespole, lepiej trzymać się z daleka i nie skupiać uwagi świata na sobie, poświęcając większą sprawę".
Podejście Khana niesie ważną lekcję dla przedsiębiorców: wiedzieć, kiedy odpuścić i zająć tyle miejsce w swojej firmie, żaby twoi pracownicy mogli osiągać wyniki bez dodatkowej, niepotrzebnej presji ze strony pracodawcy.

Może to dlatego Khan zwykle pojawia się w biurze późnym wieczorem, długo po tym, kiedy wychodzi już większość młodszych pracowników. Oczywiście to oznacza, że przełożeni muszą zostawać dłużej, żeby spotkać się z szefem. Ale nie skarżą się.
"Nasza elastyczność w pracy oznacza, że znamy nasze obowiązki i wypełniamy je. Mamy wszyscy po 30-40 lat, to młody zespół. Kiedy startował Red Chillies, mieliśmy po 20 i 30 lat. Dojrzewamy wraz z firmą" - mówi Oommen.
Pytany o Gauri Khan, Oommen mówi: "Choć nie bierze udziału w procesie kreatywnym, to zajmuje się sprawami finansowymi i administracyjnymi, czasami bardzo konkretnie". Ponieważ jest ona jedną z osób uprawnionych do podpisywania czeków, Khan może nie zajmować się szczegółowo aspektem codziennych czy miesięcznych bilansów finansowych. "Zawsze mówi: "I tak kończy się na tym, że składam podpis na czekach, które mi dajecie, więc nawet nie sprawdzam, co podpisuję" - śmieje się Oommen.
Takie podejście sprawia, że ludzie Khana traktują firmę jak swoją własną.
"Niektórzy z nas, zaczynając tutaj pracę, nie mieli pojęcia o kręceniu filmów, ale wszyscy wyrośliśmy w tej branży. Nie mam poczucia, że szef jest supergwiazdorem. Jest bardzo zwyczajny i przystępny" - dodaje Oommen.

Jest jeszcze jeden ciekawy aspekt pracy dla Shah Rukha Khana. Wielu ludzi ze ścisłego zarządu nie ma tytułów przy nazwiskach, bo sam Khan nie wierzy w tytuły. "Ja nie mam żadnej nazwy stanowiska, bo nie uważam, żebym jakiejś potrzebował" - śmieje się Khan, zapytany, jakie jest jego stanowisko w Red Chillies.
"Tak, nie mamy nabożeństwa do stanowisk. On mówi, że jesteśmy tutaj równi. Wiele razy mu mówiłem, że to jest pomocne przy ustalaniu stopnia osobistego rozwoju, ale on uważa, że jest wiele innych mierników pozwalających ocenić czyjś rozwój. Mówi, że to stworzyłoby sztuczną hierarchię, do której nie ma przekonania" - wyjaśnia Oommen.
Choć nie organizuje regularnych tygodniowych albo miesięcznych spotkań, żeby odebrać raport o stanie firmy, znany jest z tego, że od czasu do czasu wpada i zwołuje niezapowiedziane zebrania podsumowujące.
Hingorani mówi: "Zawsze mam poczucie, że mogę zwrócić się do niego o każdej porze, z każdym problemem, jaki mogę mieć". Samar Khan, naczelny oddziału produkcji filmowej, związany od wielu lat z Khanem i jego firmą, dodaje: "Jest śmiałym przedsiębiorcą, otwartym na ryzyko rozpoczynania nowych przedsięwzięć. Nie wierzy w podążanie utartymi, bezpiecznymi ścieżkami. Doskonale wie, z czego będzie czerpał korzyści".

Tajemnica jego sukcesu

Mysore przypisuje sukces Khana jego inteligencji i ostremu umysłowi. "Jest zawsze dostępny. Nie uznaję marnowania jego albo mojego czasu bezproduktywnie na sprawy, których nie muszę z nim konsultować, ale on jest zawsze dostępny przez BBM" - mówi Mysore.
Nazywając go "szefem niewymagającym obsługi", naczelny KKR mówi, że przyszłość KKR to być może przyjęcie strategicznego inwestora.
"Będę zainteresowany, gdyby ktoś taki się pojawił. Nie szukamy nikogo aktywnie, ale przygotowujemy się na taką ewentualność. Taki krok rozwinąłby tylko firmę, więc mam w tym osobisty interes" - mówi.

A Shah Rukh Khan, wierny swojemu charyzmatowi przenikliwego biznesmena, jest otwarty na wszystkie możliwości pozwalające pójść firmie do przodu.
Jak zgodnie twierdzi cały zarząd, ten człowiek ma wizję budowania biznesu na różnych polach, apetyt na podejmowanie ryzyka i jest otwarty na zmiany, jakich wymaga każdy biznes w miarę potrzeby.
Ewidentnie, człowiek z Delhi, który przyjechał do Mumbaju z nadzieją, że odniesie sukces w branży filmowej, trzyma teraz rękę na wielu różnych branżach - produkcji filmowej, reklamie, telewizji, sporcie. W ciągu niemal 21 lat od premiery pierwszego filmu marka Shah Rukh Khan podąża pewnie ścieżką sukcesu.
Nie ma się co dziwić, że tłum przed bramą siedziby Red Chillies rośnie na samą pogłoskę, że może on się pojawić.
Każdy, jak się okazuje, chce, aby blask chwały supergwiazdora spłynął i na niego.

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"