Ziemia i ogień
Filmfare, luty 1997 r.
Autor: Sheela Naheem
Przeciwieństwa przyciągają... widza. Niezwykle się od siebie
różnią – jak ziemia i ogień. Potraktowani razem, dają
podstawę do refleksji na temat - co jest nowego, co lepszego
w kinie indyjskim lat 90.
Na szczęście obaj są młodzi i mają wrodzoną pewność, że pada
na nich długi cień Amitabha Bachchana. Ich nowatorstwo i
pewność siebie pomagają kinu odbić się od marazmu późnych
lat 80.
Teraz zaszli już daleko na drodze przekształcenia przemysłu
filmowego na swoich warunkach. Ale obaj mają po 31 i swoje
własne, osobiste dylematy. Jak odkrywczy i odważni chcą być
teraz, kiedy już wyrobili sobie markę, kiedy już przybyli?
Każdy z nich pojawił się na swój własny sposób: Aamir z
mozolnym szacunkiem dla szczegółów i predylekcją do
spokojnej gry i naturalności; Shah Rukh z niezmordowaną
energią, buzującymi emocjami, z wrodzoną wewnętrzną
złożonością i dociekliwością. Każdy sporo eksperymentował ze
swoimi umiejętnościami aktorskimi, ale żaden nie jest
jeszcze do końca i w pełni ukształtowany.
Bardzo pasują do nich sportowe metafory – nie tylko dlatego,
że obaj są świetnymi sportowcami. Aamir ma temperament i
talent taki, jak mają analityczni, ciężko pracujący,
umotywowani sportowcy. Jego przygotowanie umysłowe i oddanie
dopuszczają do niewielkiej liczby pomyłek, ale także bardzo
ograniczają ilość okazji, które podejmuje.
Shah Rukhowi bliżej do bycia „naturszczykiem” -
utalentowanym, żywiołowym, z wewnętrznym dramatem i
tajemnicą zdolności, które ani nie są w pełni odkryte ani
kontrolowane. Aamir jest ciałem stałym, Shah Rukh –
zmiennym.
I sportowcy i aktorzy którzy lubią długie dystanse, pokonują
je zwykle, uzupełniając wrodzone siły wypracowanymi
umiejętnościami. Sukces oczywiście pozwala przez chwilę
żeglować po szerokich wodach i odcinać kupony, z
wprowadzaniem tylko minimalnych, bezpiecznych zmian. Tak
właśnie – oszałamiająco skutecznie – działa Amitabh, którego
cała nadzwyczajna kariera opiera się właśnie na tej formule.
Ale teraz otwiera się przed nami nowy wspaniały świat –
miliony konkurentów, widownia i cały przemysł w trakcie
przeobrażania się
Tak więc następny krok dla Aamira i Shah Rukha jest
ryzykowny. Czy staną się bardziej elastyczni? Czy
wykorzystają realne szanse i popracują nad pokonaniem
własnych słabości?
Każdy z nich jest błyskotliwy, utalentowany i pełen
zaangażowania. Ale sukces ma swoje sposoby na poskramianie
śmiałości i przerabianie artystów na ostrożnych
businessmanów. Nadal pozostaje kwestia otwartą czy Aamir i
Shah Rukh wykorzystają sukces czy to sukces pokona ich?
Aamir Khan
Właściwa skala, kilka fałszywych tonów
Zarówno Aamir jak Shah Rukh zwrócili na siebie
natychmiastową uwagę w nie pozostawiających żadnych
wątpliwości debiutach. Zaczęli grać w filmach nie po to, by
być czyjąś kiepską imitacją albo potwierdzać status quo kogo
innego. Autentycznie świeży i zawikłanie żywy występ w „Qayamat
Se Qayamat Tak” wykraczał daleko poza wymęczone i coraz
bardziej oklepane „heroiki” późnych lat 80.
Filmy romantyczne wróciły z przytupem, ale co ważniejsze dla
lat 90, energia młodości i bardziej realistyczni bohaterowie
zastąpili przyciężkawą i większą niż życie skalę postaci
granych przez Amitabha.
Już od pierwszego filmu, Aamir spokojnie, ale nieustępliwie
optował za naturalnym stylem gry. Początkowo naturalna skala
jego aktorstwa stanowiła wyraźny kontrast dla amitabhowego
zamiłowania do bohaterskiego rozmachu.
W ciągu następnych lat, wbrew aprobacie, jaką krytyka i
publiczność obdarzała bardziej rozbuchane i energetyczne
występy, Aamir niezmiennie trzymał się powściągliwego i
zaskakująco drobiazgowego podejścia do granych przez siebie
bohaterów.
To była długa i często samotna kampania wpuszczania oddechu
realizmu w przegrzane ramy mumbajskiegp melodramatu, a Aamir
w oczywisty sposób płacił za to wysoką cenę. Co roku (niemal
dosłownie co roku)nominowany do nagród od kiedy tylko zaczął
grać w filmach, był świadkiem, jak zawodowe laury są
przyznawane bez pudła innym, za ich bardziej efektowne
występy.
Wiele dobrej roboty pozostało bez nagrody. W „Dil Hai Ke
Manta Nahin” aamirowa wytrwała, zaradna pomysłowość ratuje
film, który zdaje się wypracowywać własną zgubę. Fatalnie
obsadzona zdzirowata, chropawa Pooja Bhatt jest trudna do
zniesienia, ale Aamir zachowuje spokój i lekkość. Jego
początkowe komiczne rozdrażnienie przeradza się w
konsternację a potem afekt, a w trakcie tego procesu postać
grana przez Pooję Bhatt łagodnieje na tyle, żeby
uwiarygodnić na koniec ich związek dla publiczności.
Premiery „Jo Jeeta Wohi Sikandar” i „Hum Hain Rahi Piyar Ke”
dzieli tylko rok, ale ich bohaterów wydaje różnić jakieś 15
lat. Zapewne Aamir jest już trochę za dorosły do grania
nieopierzonego smarkacza stającego na wysokości zadania w
„Jo Jeeta...” i nadal trochę zbyt młodzieńczy do roli
ojcowskiej figury w „Hum Nahin...” Aamir nie dociska, nie
szarżuje. W każdym z filmów spisuje się bardzo dobrze. Jego
naturalność, jego mistrzostwo zwyczajnego, codziennego
detalu i bardzo niewymuszone wyczucie czasu daje tym filmom
solidne zakotwiczenie. Jego postaci – a jest to niemal stała
w jego filmach – są od pierwszej chwili wiarygodne i
sympatyczne.
Jednak w „Hum Hain...” zarysowuje się problem, który narasta
w następnych latach. Stonowane, precyzyjnie wycyzelowane
charakterystyki postaci granych przez Aamira w jakiś sposób
skazują go na niezauważalność w jego własnych filmach. Juhi
Chawla – w najlepszym, zadziornym i pełnym życia występie –
zagarnia absolutnie całą uwagę i sympatię widowni w „Hum
Hain...” Aamir musi dorównać jej energii emocjonalnej dla
lepszej równowagi filmu - i nie robi tego.
Przeróżne wymagania odnośnie roli w „Dil” potwierdziły
aamirową klasę i potężną siłę przekazu, ale pokazały
również, że prostolinijność nie zawsze jest zaletą. Aż kusi,
żeby wydedukować z jego desperackiego tropienia Madhuri
Dixit w „Dil”, jak mógłby on zagrać rolę prześladowcy w „Darr.”
Nieruchome spojrzenie i skondensowany gniew sprawiają, że w
krótkiej, wstrząsającej scenie z „Dil” widzimy tylko jego
szarpiącą nerwy transformację. Wrażenie, jakie pozostawia
jest zadziwiająco chłodne, wyzbyte współczucia. Jego gra
wywołuje pragnienie zemsty, nie złagodzone żadnym
wewnętrznym cierpieniem czy wrażliwością
Jakikolwiek był pierwotny pomysł Yasha Chopry na „Darr,”
ostateczna wersja bazowała na dwoistości charakterów. Sunny
Deol, który zwyczajowo powinien być niekwestionowanym
mężem/bohaterem nie jest, cóż... w pełni przekonującym
protagonistą. Jego bardzo „macho” opiekuńczość ma podwójne
ostrze i wydaje się wyrastać raczej z głębi własnego ego niż
z miłości do Juhi Chawli.
Z kolei Shah Rukh Khan, który powinien być przerażającym a
nawet odrażającym złoczyńcą, jest kimś daleko bardziej
skomplikowanym – jest i przerażający i budzi współczucie.
Wstawcie na jego miejsce Aamira i otrzymacie film, który
będzie w każdym calu tak samo zaskakujący, ale o wiele mniej
złożony i niejednoznaczny moralnie.
Aamirowa prostolinijność wypadła o wiele lepiej w „Raakh” i
„Aatank Hi Aatank,” choć żaden z tych filmów nie posłużył mu
zbyt dobrze. („Raakh” jest zbyt nieugięcie posępny, „Aatank”
jest niezbyt szczęśliwą kombinacją pretensjonalności i
niezgrabności).
W „Aatank” przemiana bohatera na wzór Michaela Corleone
dokonuje się absolutnie bez emocji; podobny jest Aamir.
Fryzura z zaczesanych w tył, wybrylantynowanych włosów jest
pomyłką – podkreśla obłąkańczo dandysowaty wygląd; ale jego
zawziętość jest właściwa.
W roku 1995 w pracę Aamira wydaje się wkradać niepokojąca
melancholia. Ciepłe, żywe, ujmujące elementy jego wczesnych
ról wygasają na rzecz czegoś chłodnego i bardziej
zdystansowanego. Poziom jego występów jest jak zawsze,
nieomylnie właściwy. Wśród młodych aktorów to on nadal
bezdyskusyjnie nadaje trendy.
Ale uśmiech Aamira, niegdyś chłopięcy i wzruszająco
nieśmiały, teraz wydaje się zatrzymywać w trzech czwartych
drogi, jakby powściągnięty przez jakiś sekretny smutek. Być
może jest to tylko rozsądna stanowczość. Przez ostatnie dwa
lata Aamir w szczególny sposób oddawał się poszerzaniu
swojej aktorskiej skali. W „Baazi” zagrał zarówno macho, jak
transwestytę z równym zapałem, ale różnym skutkiem. Jest
zaskakująco dobry jako drag queen, ale o wiele bardziej
bezradny wobec wymagań kina akcji. Sceny takie najlepiej
jest grać bebechami, a jeszcze lepiej nie traktować siebie
przy tym zbyt serio. Kolejnym wymogiem jest, żeby w dużej
mierze zostawić swój mózg za drzwiami.
Nic z tego nie przychodzi Aamirowi naturalnie. Swojemu
papierowemu bohaterowi z „Baazi” daje bardzo konwencjonalne
podejście, a więc efekt końcowy jest nieprzekonujący i
niezajmujący.
A kolei „Akele Hum Akele Tum” jest jakby skrojone na jego
miarę. Aamir znakomicie zgrywa się z dziecięcym aktorem
(trudne zadanie, które Aamir przeprowadza bezbłędnie u bez
wysiłku) i daje nam inteligentną, szczerą, dojrzałą
interpretację związku przeżywającego głęboki kryzys.
On i Manisha Koirala angażują wiele prawdziwych emocji i
troski, rozwijając każde swoją postać, ale niestety, efekt
końcowy robi wrażenie zbytniej kumulacji. Film niczego nie
odkrywa nie mówiąc już o tym, że utrzymuje stale żwawo
dramatyczne tempo. Jego ponura powaga zaprzepaszcza śmiałe
wysiłki aktorów żeby kochać i ranić nie krzycząc.
Najbardziej interesująca jest bez wątpienia jego najnowsze
dzieło, „Rangeela.” Świeże podejście do planu oraz mądre
użycie piosenek i tańców jego reżysera, Rama Gopala Varmy,
jest najbardziej stymulującym zapleczem, jakie Aamir miał od
dłuższego czasu. Jego „tapori” zawiera wszystkie znaki
firmowe marki Aamira; rola jest znakomicie realistyczna,
przemyślana i precyzyjnie skrojona. Jest to jednak także
rola przyduszona przez samą postać, ewidentnie kiepsko
napisaną, oraz interpretację, którą ogranicza dosłowność i
brak złożonej emocjonalności. „Tapori” Aamira to młody
człowiek, który w pośpiechu zmierza donikąd.
Nie ma w nim nawet cienia sugestii o dorastaniu, które
uczyniło postać Shah Rukha Khana z „Dilwale Dulhania le
Jayenge” tak dynamiczną, czy „tapori” Anila Kapora z „Mashaal”
tak ujmującą.
Kiedy Aamir już raz określił swojego bohatera jako twardego
cwaniaczka z ulicy z niewyparzonym językiem, jego „tapori”
staje się kreacją statyczną. Bardzo chcesz być pewien, że za
jego pozą kryje się niepewny siebie młody człowiek, który
jest szaleńczo zakochany. Chcesz iskry nadziei, że jest tam
ktoś, kto potrafi dorosnąć i zmienić się.
Ale kiedy na koniec filmu Urmila Matondkar dokonuje swojego
wyboru, ma się poczucie raczej spełniania obowiązku, niż
miłości. Nie ma tu nic z euforii zakończenia DDLJ, żadnego
poczucia, że tych dwoje jest stworzonych dla siebie. Tapori
z „Rangeeli” jest klasycznym przykładem przedwczesnego
zahamowania rozwoju. Wychodzisz z sali kinowej myśląc, ---Hmmm,
ten związek ma tyle szans na sukces, co kostka lodu w
piekle.
Mimo oszałamiającego sukcesu, „Raja Hindustani” ma ten sam
problem. Choć bohater jest uczciwie i skutecznie wychudzony,
brak postępu pozostawia go boleśnie statycznym. Czujesz w
pewnym momencie pragnienie walnięcia Aamira w pierś tak
mocno, jak Karisma Kapoor i błagania go o rozwój jego
postaci.
Chcesz lubić jego bohatera bardziej, niż Aamir ci na to
pozwala. Czujesz że tęsknisz za pełniejszym, bogatszym,
bardziej satysfakcjonującym emocjonalnie występem. W tych
ostatnich rolach jest pewna cecha kliniczna – tak jakby
Aamir potrafił zrobić sekcję swoich bohaterów, ale nie umiał
znaleźć ich serc. Reszta jego pracy jest tak dobra, tak
szczera, że wiesz, że może on i tej wady się pozbyć. Może
znaleźć ich serca, jeśli tylko zechce, jeśli dobrze poszuka.
Shah Rukh
Tak naładowany energią
Oczywiście tym, czego brakuje w rolach Shah Rukh Khana, na
pewno nie jest serce. Alter ego Aamira Khana jest raczej
śmiały niż niepewny, głośny niż rozważny i
nad-entuzjastyczny niż powściągliwy. Zawsze raczej „za
bardzo” niż „za mało”.
Wyrazisty debiut Shah Rukha w „Deewana” wart jest
wielokrotnego oglądania. Poziom energii podskakuje wraz z
jego pojawieniem się tak gwałtownie, że jest jak zastrzyk
adrenaliny – dosłownie czujesz jej przepływ pod skórą. I na
dodatek jest już zaskakująco dobrze wyposażony – ma
inteligencję, wdzięk, wrażliwość, namiętność i
odpowiedzialność. Widać tutaj już każdy element jego
późniejszych ról (ze znaczącym wyjątkiem, jakim jest
dojrzałość emocjonalna, która z nagła pojawi się w DDLJ). To
i dobrze i źle.
Shah Rukh może być wykonawcą niezwykle frustrującym widza,
którego przyciąga jego ewidentny talent, ale jeszcze
bardziej odpycha albo izoluje jego samozadowolenie. Energia
jest jego największym atutem, o czym doskonale wie sam Shah
Rukh. Lecz jest także, przynajmniej w tej chwili, jego
zaawansowanym uzależnieniem. Pytanie nie brzmi chyba, czy on
sobie sam z tym poradzi, lecz: czy tego chce. Na razie jest
ona rodzajem koła ratunkowego. Pod presją czasu albo
wątpliwości, on po prostu zwiększa poziom jej intensywności.
To droga na skróty, strategiczny odwrót, siatka
bezpieczeństwa. A używa jej ostatnio cholernie często.
Energia Shah Rukha jest bardziej skupiona i nakierowana we
wczesnych filmach, w których była bardziej integralna cechą
charakteru bohatera, a mniej ewidentnie podpórką. Jego
owładnięty miłością bohater z „Deewana” i głodny sukcesu
inżynier Raju („Raju Ban Gaja Gentleman”) karmili się
obsesyjna i nerwową energią Shah Rukha.
Jego maksymalny dynamizm w „Kabhi Haan Kabhi Naa” jednak
jest w większości zbyteczny. Nie dodaje nic jarzącemu się
pragnieniu, zaczyna przesłaniać to, co jest w tej roli
subtelniejsze. Publiczność musi się przedzierać przez prawie
nieustanną nerwową ruchliwość, żeby dotrzeć do sedna
postaci.
To, co zostało powiedziane, świadczy tylko o tym, że występ
w „Kabhi Haan...” jest istnym cudem. Ociera się o światową
klasę. Rozbrajająco otwarty i podnoszący się po każdym
ciosie w sposób, który podbija nasze serca, Shah Rukh
ewidentnie potwierdza to, co było już jasne po „Raju Ban
Gaja Gentleman”. Jego bohater może być egoistą,
manipulatorem i człowiekiem niegodnym zaufania, ale my wciąż
jesteśmy gotowi mu wybaczyć.
Nie wiadomo, czy to z powodu wrażliwości, niewymuszonej
niewinności czy szczerego talentu do budzenia sympatii,
niektórzy aktorzy – z najlepszymi życzeniami od publiczności
– dostają od niej zgodę na mieszanie złego i dobrego w ich
postaciach.
Shah Rukh, rzecz jasna, nie przestaje sprawdzać, na jak
luźnej smyczy trzyma go widownia. Nakręcił bardzo szybko po
sobie „Baazigara” „Darr” i „Anjaam”. W trakcie tego procesu
przesunął granice dla bohaterów kina indyjskiego. W „Darr” i
„Baazigarze” przynajmniej wyraźnie odsłania obolałe i
pozytywne jądro istoty swoich bohaterów. Są oni ułomnymi,
godnymi współczucia ludźmi, którzy robią straszne rzeczy.
Motywacją działania Baazigara jest podejrzany, pokrętnie
złożony motyw osobistej zemsty, wzięty z amerykańskiego
„Pocałunku przed śmiercią”, który analizuje frustrację klasy
średniej i ciemną stronę Amerykańskiego Snu.
„Darr” jest bardziej klarowny i pod względem struktury i
motywacji, a opowieść robi dobry użytek ze złożonej
emocjonalności Shah Rukha. W każdym jego momencie mamy
zwykle dwie, a czasem więcej sprzecznych emocji,
uderzających z dużą siłą w jego bohatera. Wydaje się, że
czuje się on wygodnie swoją wewnętrzną uczuciową
wolnoamerykanką, a nawet jest nią zaciekawiony. W chwilach,
gdy wyłącza autopilota, daje jej sporo przestrzeni.
W „Darr” jest on jednocześnie i upośledzonym umysłowo
chłopcem i dorosłym mężczyzną opętanym niebezpieczną
obsesją. Nigdy nie tłumaczy ani nie nie faworyzuje żadnego z
nich. To stałe napięcie wewnątrz samego bohatera nie pozwala
także widowni ostatecznie jakoś go zakwalifikować, czy
ocenić. Końcowy pogodny akcent jest nieistotny. Nikt nie
ogląda „Darr” mając poczucie zadowolenia z takiego końca tej
opowieści o chorej miłości i zaborczości.
W następnej kolejności DDLJ jest najbardziej ewidentnym
wskaźnikiem tego, dokąd dotarł Shah Rukh Khan jako aktor.
Ten film to kompendium jego możliwości i złych nawyków.
Nadzwyczajną przyjemnością, jaką się ma podczas oglądania
jest to, że każdy z bohaterów dojrzewa nieco w jego trakcie,
a nikt bardziej niż Raj Shah Rukha. Ta ewolucja od mądrali,
zadowolonego z siebie lenia, do oddanego kochanka jest
ciepła, przekonująca, poruszająca.
Ale jest tam też to, co wszyscy nazywają nadekspresyjnością
Shah Rukha – szeroką, głośną, manieryczną, która sprawia, ze
jego Raj czasami (a zwłaszcza na początku) wydaje się być
papierowym charakterem. Mmmmmmm. Czy ktoś ma valium dla tego
chłopaka?
Shah Rukh nigdy nie robi jednej rzeczy, jeśli może upchnąć
dziesięć. Nigdy nie gra spokojnie, jeśli może dodać gazu.
Efekt jego działań jest dla widza denerwujący i
rozpraszający. W końcu zaczyna się marzyć o jego świetnej
roli, która miałaby spokój, czystość i prostotę.
A jeszcze – oooohhh – końcówka DDLJ w stylu łubudu. Była ona
pomysłem Shah Rukha (co przyznał w jednym z wywiadów) i jest
ogromną pomyłką, która z każdym kolejnym seansem robi się
coraz bardziej irytująca i bolesna. Końcowa scena walki jest
sprzeczna z charakterem filmu i zakłóca spójność postaci. To
jest jak potężny argument, za tym, żeby nigdy nie folgować
logice pochłoniętych sobą gwiazd.
Shah Rukh bardziej niż Aamir i inni rówieśnicy dba o
psychiczne i fizyczne detale swojego ekranowego wizerunku.
Zawsze się upewnia, że jego kostiumy będą hip – jak z
hip-hopu, a nie w stylu yuppie czy bollywoodzkiej
jaskrawości. Aamir może i ma określony wygląd – ten
podniesiony kołnierz, podwinięte rękawy, spodnie z paskiem –
ale Shah Rukh podąża bardziej za stylem. Wielka koszula z
rozpiętymi mankietami i rozchylonym kołnierzem ześlizgującym
się z karku, była uderzającym znakiem jego załamania się w
scenie więziennej w „Chamatkar”. A garnitury założone na
gołe ciało w „Raam Jaane” były wręcz natchnione. Tym jednym
elementem od razu graficznie pokazał on bogactwo i władzę
zderzone z brawurą nieokrzesanego ulicznika.
Cała ta fasada postawy i strojów jednak nie jest po to, żeby
zrobić z niego ekranowego herosa na pokaz. Konwencjonalny
bohater pozbywa się dziesiątków złoczyńców przeczesując
sobie włosy. Nie Shah Rukh. Wycinanie imienia Divyi Bharati
na ramieniu w „Deewana” czy zniesienie brutalnego pobicia w
„Raju Ban Gaja Gentleman” to tylko początek. Shah Rukh
potrafi być obolały na wielką skalę. Jego bohaterowie to ci,
którzy uszli cało, a nie zwycięzcy.
Sukces pozwolił Shah Rukhowi pójść na całość w upodobaniu do
bólu. W „Baazigarze” mamy znaczący postęp jak chodzi o ilość
krwi, szkła i wody latających dookoła, a bicie jest dłuższe
i i dotkliwsze niż w „Darr”. Cel tego wszystkiego nie jest
zbyt jasny, dopóki nie zobaczymy „Raam Jaane” i „Chaahat”. W
„Raam Jaane” mamy kluczową scenę konfrontacji pomiędzy Shah
Rukhiem, który właśnie został aresztowany, a jego głównym
przeciwnikiem. To jest gra do jednej bramki, niezwykle
brutalna, ale nie w tym rzecz. Ta scena mówi o stawianiu
oporu, a nie zwycięstwie. Bohaterom Shah Rukha udaje się
przetrwać, oni odmawiają poddania się. Obsesja wkracza na
grząski grunt, bez dowodów na wyciszenie i bez tendencji do
jakiejś samokontroli, która skierowałaby tę mroczną energię
w coś bardziej konstruktywnego i dla aktora i publiczności.
„Raam Jaane” nie miał wielu wielbicieli wśród krytyków.
Wszystko w tym filmie, a szczególnie Shah Rukh, było
przesadne. To był maksymalnie przerysowany występ. Lecz
bardziej niż kiedykolwiek, charakterystyka bohatera jest
intrygująca z powodu przepełniającego go gniewu – nawet
jeśli częściowo należy on do Jimmy Cagneya (film jest
remakiem klasycznych „Aniołów o brudnych twarzach z 1930),
częściowo Ala Pacino (na wzór „Człowieka z blizną”), a
częściowo – czystej adrenaliny. Być może ta pełna
wściekłości rola sprawdziłaby się lepiej, gdyby reszta filmu
dawała jakiś wyciszający kontrapunkt (zamiast tego cały on
jakby zaraża się tą bezpośrednią energią) i gdyby Shah Rukh
dał swojemu bohaterowi więcej niż jeden ubiór. Ale mimo to
jego postępująca w piorunującym tempie autodestrukcja jest
tak wyzywająca, że trudno jest nie oddać tej roli pewnego
niechętnego szacunku za jej kompletnie szaloną wewnętrzną
logikę.
Można by pomyśleć, że „Ram Jaane” przynajmniej zrobi tyle
dobrego, że przepędzi tego szczególnego demona ze świata
Shah Rukha. Ale nie... „Chaahat” bierze z „Ram Jaane”
krótką, pełną buntu scenę i rozbudowuje ją w coś, co można
uznać za trzystopniowy finał. Kusi, żeby pobawić się tu w
pewną wypaczoną psychoanalizę: wina i totalna kara
potrzebna, by sprawdzić stopień panowania nad zdarzeniami.
Ale faktem bezsprzecznym dla widowni pozostaje to, że film
ponad miarę dawkuje okrucieństwo. Brutalność osiąga w nim
wyższy poziom,a wszystko to po najmniejszej linii oporu.
Nadmiar to ryzykowny interes. Można się obawiać, że w końcu
stępi on wrażliwość widowni, a u aktora zmieni się we własną
parodię. W którym momencie aktor przestaje być wiarygodny?
SRK na razie wciąż testuje. Czy uwierzy, że publiczność
zaakceptuje go w spokojniejszej, bardziej skupionej roli?
Czy zaufa samemu sobie, że może być dobry bez sztuczek
jedynie rozpraszających naszą uwagę?
W gruncie rzeczy dla aktora łatwiej (i zabawniej) jest
wydatkować energię, niż dla widza podążać za nim. Po jakimś
czasie aktorzy bardzo intensywni zaczynają działać nam na
nerwy. Shah Rukh Khan ma niezwykłe szczęście – ma przed sobą
ogromną liczbę możliwości. Pytanie tylko, czy chce je
wypróbować.
Patrząc w przyszłość
Sukces to szalona, wspaniała, niebezpieczna rzecz. Kiedy go
osiągasz, rzadko pragniesz podnosić swoją jakość, a na
dłuższą metę często kosztuje cię utratę więzi z twoją
publicznością.
I Aamir i Shah Rukh osiągnęli właśnie oszałamiający, ale i
trudny etap. Aamir skupił się na mniejszej ilości filmów,
oraz na produkcie o wyższym znaku jakości. Przyniosło to
komercyjny owoc. „Raja Hindustani” był oszałamiającym
sukcesem finansowym. Ale gdzie podziała się głębia i
bogatsza charakterystyka postaci, której moglibyśmy się
spodziewać po takiej ilości włożonego w rolę wysiłku i
takiej staranności? Gdzie jest wartość dodana?
Shah Rukh pracuje tak dużo i ciężko, że należy się obawiać,
czy ilość przejdzie w jakość, a pewne powtarzające się
nawyki będą wciąż powracały z czystego braku czasu na
popracowanie nad rolą. Czy jego niewyczerpana dociekliwość –
która w przeszłości była napędem do podejmowania ryzyka –
nie wygaśnie? Czy jego romans z własną energią pozwoli mu na
podjęcie trudnego zadania rozwinięcia ekranowej dojrzałości?
Czy Aamir Khan, który czasami sprawia wrażenie aktora
pierwszoplanowego dążącego do kariery aktora
charakterystycznego, zmobilizuje się, żeby zacząć pracować
nad większą emocjonalnością? Czy Shah Rukh, który często
wydaje się skłonny do rozmieniania nadzwyczajnego talentu
dramatycznego na zwykłe „odgrywanie”, znajdzie równowagę i
czystość, których potrzebuje, żeby w pełni wykorzystać także
swój potencjał komiczny?
Czy obaj znajdą dobry materiał i natchnionych reżyserów,
których potrzebują? A gdy już znajdą, czy będą umieli
pogodzić wymagania super gwiazdorstwa z potrzebą budowania
postaci? Czy każdy z nich przejmie kontrolę i nad sobą i nad
własną drogą w branży i dokona znaczącej zmiany w
kinematografii z Bombaju?
Obaj muszą podjąć ryzyko, każdy inne. To, co ryzykowne dla
Aamira: wyzbyć się części sławnej samokontroli i wypuścić
się na niezbadane dotąd terytorium uczuciowości – to druga
natura Shah Rukha. A to, co ryzykowne dla Shah Rukha –
zrzucenie szalonej fasady i praca bliższa prawdziwemu życiu
– jest instynktowne dla Aamira.
Obaj mają potencjał, żeby osiągnąć wszechstronność. Ale czy
osiągną? Nie mamy kryształowej kuli. Musimy czekać...
obserwować.. mieć nadzieje.
CYTUJĄC
AAMIR KHAN
Sridevi powinna być moją heroiną we wszystkich filmach.
Bardzo chciałbym zagrać z nią w „Summer of 42” (czerwiec
1988)
Pamiętam, że przed premierą „Qayamat Se Qayamat Tak” filmowi
publicyści próbowali ściągnąć dziennikarzy filmowych, żeby
przyszli ze mną porozmawiać, ale oni zawsze jakoś się
ulatniali (maj 1989)
Moja kariera może nigdy nie osiągnąć szczytów, jakie
osiągnęłaby, gdybym kręcił trzy filmy równocześnie... ale
ważne jest dla mnie spędzanie czasu z żoną i dzieckiem.
(styczeń 1993)
Kiedy chodziłem z Reeną, byłem okropnie niepraktyczny. Dziś
już nie zachowuję się jak bufon, żeby jej zaimponować (luty
1994)
Obiektywnie, mam wrażenie, że jestem przeciętnym aktorem,
który poprawia się w miarę upływu lat (październik 1994)
Gdybym zagrał rolę Shah Rukha w „Darr,” mój bohater byłby
mocniejszy i mniej stylowy (październik 1994)
Być może młodzi nie wychodziliby po obejrzeniu filmów
Amitabha Bachchana zachowując się jak chuligani, gdyby on
miał na nich pozytywny wpływ (maj 1995)
Nawet pewna część branży nie może przełknąć faktu, że nie
sypiam z kim popadnie... nie jestem Chhupą Rustamem (maj
1995)
Jak kraj zasłużył sobie na swoich polityków, tak my
zasługujemy na filmy, jakie nam serwują (listopad 1995)
Są chwile, kiedy czuję się niepewnie... ale nigdy na tyle,
by podpisać kontrakty na 10 głupich filmów (styczeń 1996)
SHAH RUKH KHAN
Jeśli mamy w kraju jakiegoś znakomitego aktora, to jest nim
Aamir. Słyszałem, że chce przejść na aktorską emeryturę po
trzydziestce i zająć się reżyserią. Ja też planuję odejść po
trzydziestce (sierpień 1992)
Czy jesteś macho całą gębą tylko wtedy, gdy pozujesz z
tulącymi się do ciebie pięcioma dziewczynami? Jeśli inni tak
chcą, proszę bardzo, ja wolę przylgnąć do mojej pracy
(sierpień 1992)
Oczywiście, że jestem stylowy ale też nie jestem aktorem
metody. Przede wszystkim jestem Shah Rukhem Khanem a potem
bohaterem, którego gram. (luty 1993)
Pracując razem można się wiele nauczyć. Aamir jest tak
świetny w scenach romantycznych, że to mnie doprowadza do
szaleństwa (sierpień 1993)
Zbyt wiele się zdarzyło, za wcześnie, za szybko. Zaczynam
się czuć jak marionetka na sznurkach szarpana w różnych
kierunkach... Nie mam ambicji być najlepiej opłacanym
aktorem w kraju. I tak już myślę, ze mi płacą za dużo
(czerwiec 1994)
Nic się nie zmieniło. Dalej jestem pogodny, zarozumiały,
arogancki. Wciąż uważam, ze jestem najlepszy. (listopad
1994)
Wielu ludzi mówi mi: w filmach jesteś taki przystojny,
ale... I nie kończą zdania. (grudzień 1994)
Nigdy nie mam oporów, żeby wyglądać na wystraszonego czy
brzydkiego. .. Niektórzy mówią, że jestem tandetnie
powierzchowny. To komplement. To samo mówili o Kamalu
Hassanie (marzec 1995)
Strasznie chciałbym redagować nekrologi. Radziłbym Aamirowi
Khanowi za rok zacząć się martwić (lipiec 1995)
Czekam na dzień, w którym powiedzą: „zagraj to jak Shah Rukh”.
Teraz grają „na Amitabha Bachchana” (lipiec 1995)
Stwierdzenie, że jestem „aktorem spontanicznym” to stereotyp
gorszy niż „jesteśmy tylko dobrymi przyjaciółmi” (sierpień
1996)
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"