w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK


Plan Shah Rukha

Forbes India, 8 lutego 2013
Tytuł oryginalny: The Shah Rukh Plan, Shah Rukh Inc
Autor: Charles Assisi, Deepak Ajwani, Sohini Mitter


Plan Shah Rukha

Największy krasomówca show-biznesu zdradza nam, jak robi interesy.

Wszedł spokojnym krokiem, ciągnąc za sobą swój wdzięk i dym z papierosa. Asystent podał mu do ręki szklankę whisky. I zaczęliśmy rozmawiać. Albo raczej - on zaczął.

„Potrafię zrobić linijkę tekstu w minutę. Jestem w stanie zapamiętać dwadzieścia stron, a następnie je wygłosić. Chodzę na te próby, ponieważ w przestrzeni, w której się znajduję, jeśli chodzi o pracę, moją interpretacją, oprócz tekstu i produkcji, powinienem być w stanie zrobić coś, by polepszyć doznania oglądających. To aspekt konieczny biznesu, w którym jestem, lub powód, dla którego w nim jestem. Biznes, dzięki Bogu, prosperuje, mam najlepszych ludzi, fantastycznych ludzi, ale my nigdy w tym biurze nie rozmawiamy o pieniądzach”.

Że jak?

Ostrzegali nas: ludzie, którzy widywali go z bliska: „On jest mistrzem wyćwiczonej improwizacji”; „Potrafi mówić i mówić i nie powiedzieć nic, a ty uświadomisz to sobie dwa dni później”; „Wykręci się od każdego pytania o Red Chillies Entertainment” - ci, którzy mówili, że marnujemy czas rozmawiając z nim o biznesie - „Ten facet nie ma pojęcia, co robi” (pewien znany producent); „On stracił rozum” (pewien dystrybutor) - i, oczywiście, wiedzieliśmy, że się spóźni - „Przy nim po prostu tłumię swoje ego i czekam” (pewien reżyser znany z punktualności, za pracę z którym większość aktorów oddałaby życie) - i tak oto spędzaliśmy dzień, czekając na telefon z jego biura - „Jest zajęty, będziecie musieli tu dotrzeć dwie godziny przed czasem” - który nie zadzwonił, a następnie kolejny dzień, aż wreszcie odebraliśmy telefon i pospieszyliśmy do niego do domu, gdzie czekaliśmy... Pięć... Potwornie... Otępiających... Godzin.

I wtedy jego agent, Mandvi Sharma, oznajmił nam, że już idzie. Ale: „Proszę, obchodźcie się z nim delikatnie. Jest chory, ma ponad 38 stopni gorączki”.

A potem, owszem, wszedł spokojnym krokiem i uśmiechnął się, a my zawiesiliśmy nasze niedowierzanie, zapomnieliśmy o naszym rozdrażnieniu i zamieniliśmy się w zafascynowanych słuchaczy. Jednak w pewnym momencie instynkt samozachowawczy się ocknął. Pewnie dlatego, że zdaliśmy sobie sprawę, że słyszymy rzeczy, które już kiedyś słyszeliśmy. Niektóre cytaty rozpoznawaliśmy słowo po słowie - przeczytaliśmy je wcześniej w jednym z poświęconych mu artykułów z „Outlooka” sprzed trzynastu lat.

Karmił nas nadtrawioną paplaniną. W sposób uroczy, przekonujący, z płynnością i szczerością naćpanego sprzedawcy używanych samochodów. Ale jednak paplaniną.

Przypomnieliśmy mu delikatnie, że gdzieś to już wszystko słyszeliśmy. Tak ostrożnie, jak to tylko możliwe, powiedzieliśmy mu, że wiele osób sądzi, iż uprawia pustosłowie.

Nawet nie mrugnął. „Mają całkowitą rację. Nie obrażam się za to”.

Czy usłyszeliśmy pstryknięcie? Ton się nie zmienił, ale wydawało się, że odchodził od scenariusza. „Nie muszę tego wszystkiego robić. Mam wystarczająco dużo pieniędzy, by starczyło mi na resztę życia. Ale trzeba mieć pasję. Trzeba być jak Walt Disney. Azim Premji taki jest. Ratan Tata taki jest. Mukeshbhai [jak nazywa Mukesha Ambaniego] taki jest. Jestem jak oni - skupiony i wiem, dlaczego robię to, co robię”.

Przez resztę wieczoru frazesy rzadko się pojawiały. Dostaliśmy logiczny wywód, nawet jeśli pod płaszczykiem zbytniej skromności, dostaliśmy plany, a nie chwytliwe hasła. O budowaniu trwałego biznesu z wykorzystaniem nauk otrzymanych od wielkich gwiazd korporacyjnego świata.

On twierdzi, że nie rozumie biznesu. Ale 72 godziny po tym, jak opuścił swoje pole grawitacji, efekty jego czaru przestają działać i można obiektywnie spojrzeć na to, co oczywiste: SRK dokładnie wie, co robi.


Trzymaj się tego, co znasz

On wierzy, że Red Chillies Entertainment (RCE - nazwa zbiorcza dla różnych firm, które prowadzi) ma potencjał, by generować kilkaset milionów dolarów rocznie, bardzo podobnie do któregoś z ważnych hollywoodzkich odpowiedników. Ta firma go również przeżyje. „W przeciwnym razie nazwałbym ją Shah Rukh Khan Productions. Każdy w tym biznesie nazywa firmę swoim nazwiskiem. Ale nie ja. Nie umieściłbym mojej twarzy na tej firmie. Ten facet, według mnie, za dużo się bije, pali w miejscach publicznych i robi wiele złych rzeczy”.

Od swoich idoli nauczył się tego: Bezwzględnie skup się na tym, co znasz, z wyłączeniem wszystkiego innego. Rozrywka zaś jest właśnie tym, co zna, rozumie i czym się ekscytuje.

Jeżeli wejdzie w interesy, które nie okazują się jego mocną stroną, wycofuje się. Jak wtedy, gdy otworzył dział od leasingowania sprzętu. „To nie była rozrywka”. Sprzedał go asystentowi, który na planie odbywał swój staż. „Nie rozumiem ani nie oglądam tych oper mydlanych o teściowych i synowych. One wychodziły dobrze Ekcie Kapoor. Ekta jest bliską przyjaciółką i wykonała kawał dobrej roboty. Ja tego nie potrafię”. Tak więc Red Chillies Idiot Box, firma, którą założył, by tworzyć programy telewizyjne, obecnie nie funkcjonuje.

Sport natomiast rozrywką jest. „Sport przyciąga dzieciaki. Uszczęśliwianie młodych ma więc sens z perspektywy biznesu”.

Długo pielęgnował w sobie myśl o założeniu czegoś na kształt English Premier League (EPL). Skonfrontował swoje pomysły z Lalitem Modim, starszym kolegą ze szkoły. „Zapytał mnie: „Chłopie, po co bierzesz się za piłkę nożną? Od siedmiu lat próbuję powołać do życia ligę krykieta, bo to jest komercyjnie opłacalne. Ty jesteś aktorem, pozostań przy aktorstwie”.

„Gdy kręciliśmy „Om Shanti Om”, zadzwonił i poprosił, bym wyłożył 40 milionów dolarów na drużynę w Indian Premier League (IPL). Powiedziałem mu, że to gruba forsa. Odparł: „Nie martw się, zorganizuję kasę, a Ty po prostu się włącz”. Lalit to mądry facet. Wiedział, że wraz ze mną pojawią się gwiazdy i sponsorzy, i zrobi się szum medialny. Nie tylko to. Być częścią IPL to jak być częścią najbardziej ekskluzywnego klubu w kraju, do którego nikt inny nie może się dostać. Jest Ambani, Mallya, firmy takie jak GVK i GMR, sama elita. A ci, którzy są poza, również będą chcieli tam należeć. Zaangażowałem więc Johna Buchanana i innych najlepszych trenerów. Mukeshbhai zrobił to samo. Vijay [Mallya] również. Sport daje równe szanse. Nie jest jak zebranie zarządu, na którym dyskutujesz o kwotach i wychodzisz”.

Kolejny jego biznes to realizacja efektów wizualnych. Gdy James Cameron wymyślił „Avatara”, poinformował Foxa, że to będzie kosztowało 500 milionów dolarów. Powiedzieli mu: „Jesteś pop********! Ostatni twój film uzbierał niewiele ponad 600 milionów dolarów. Co każe ci myśleć, że tym razem będzie lepiej?” Ale Cameron nie dał się, zebrał pieniądze i stworzył film, który ostatecznie zarobił 1,2 miliarda dolarów.

„Pomyśl tylko - mógł sam siebie zrujnować. Takiej trzeba odwagi. Cameron jest Cameronem, bo każdy jego film jest większy i lepszy. Premiery jego filmów to wydarzenia”.

„Ja jestem jak George Lucas, który chciał zrobić „Gwiezdne wojny”. Nie wiedział, jak. Powiedział więc: „Weźmy dziesięć osób, które uważają, że wiedzą, jak zrobić „Gwiezdne wojny”. Ale do tego potrzeba stworzyć odpowiednie oprogramowanie. A aby stworzyć oprogramowanie, potrzeba jakiegoś biura. A żeby zbudować biuro, trzeba kupić komputery. Połączmy więc to wszystko razem i załóżmy firmę taką jak Industrial Light & Magic Lucasa i zróbmy film taki jak „Gwiezdne wojny”. W końcu pojawiła się wytwórnia od efektów wizualnych. Sprzedał ją i zarobił mnóstwo pieniędzy. Gdy tak o tym myślę, zastanawiam się dlaczego coś takiego nie zadziała tutaj”.

„Lubię stawiać sobie ambitne cele. Nie myślę krótkoterminowo. Krótkoterminowość mnie nie przeraża. Mam odwagę dzięki powtarzanym w przeszłości błędom. Gdyby „Ra.One” nie odniósł sukcesu, poszedłbym do przodu i robiłbym „Ra.One 2”, dopóki film nie stałby się wizytówką efektów specjalnych w tym kraju”.

„Sedno sprawy leży w tym, że wszystko to jest rozrywką. Dostarczam ludziom rozrywki każdego roku od dwudziestu lat. Efekty wizualne to rozrywka. Produkcja filmowa to rozrywka. I krykiet też jest rozrywką. Nie jestem aż tak wszechstronny, jak myślą ludzie”.

Zgrabny znaczy dobry

SRK wierzy, że za jakieś dziesięć lat indyjscy filmowcy będą w tarapatach. Hollywood przejmie kontrolę, tak jak to stało się w Japonii, Korei, Europie czy w innych częściach świata. Za przykłady bierze „Incepcję” Christophera Nolana i „Titanica” Jamesa Camerona.

W 1997 r., gdy „Titanic” wszedł do kin w Indiach, zarobił 6 krorów rupii. A gdy dwa lata temu do kin weszła „Incepcja”, zyski z samego południa Indii wyniosły 12 krorów . W Hollywood to grosze. Ale oni realizują pewien plan i każde większe studio filmowe, czy to Fox, Sony, Columbia czy dowolne inne, chce kawałek Indii.

By wyjaśnić, co ma na myśli, mówi o tym, jak Fox Studios jako pierwsze zostało partnerem biznesowym od dystrybucji filmu „Nazywam się Khan” w Indiach. Nie chodziło o zarabianie pieniędzy, lecz o otwarcie bram. „Ponieważ jestem Shah Rukhem Khanem, każdy indyjski punkt sprzedaży otworzył się dla Foxa. Zadzwoniłem do dziesięciu, dwunastu osób, przedstawicieli wszystkich właścicieli kin w Indiach, i oni wszyscy się zgodzili”.

To było otwarcie, jakiego potrzebowali. Fox jest obecnie największym dystrybutorem w Indiach i do upychania hollywoodzkich produkcji używa kanałów, które zbudowano przy „Nazywam się Khan”.

SRK mówi, że Hollywood zna się na liczbach, a rachunek jest prosty: wpakowali się w Stanach w tarapaty. Średnio, by film dobrze wypadł, potrzeba jednego ekranu na 100 000 ludzi. Lecz nadmiar ekranów w Stanach Zjednoczonych spowodował, że Hollywood musiało sobie radzić, mając średnio jeden ekran na 10 000 osób. Musieli przyjrzeć się zagranicznym rynkom. Indie są kuszące - mamy jeden ekran na milion osób. SRK obstawia, że te liczby drastycznie się zmienią, gdy zbudowana zostanie infrastruktura.

Jako że coraz więcej ludzi chodzi do kin, finezja Hollywoodu w końcu ich do siebie przekona. Indie mogą robić największą liczbę filmów na świecie, lecz „Z całym szacunkiem, wartość tych produkcji jest g*******. Po co moje dzieci miałyby oglądać takie badziewie, skoro Hollywood oferuje coś lepiej zrobionego?”.

Jego obliczenia wskazują, że przeciętna indyjska rodzina wydaje mniej więcej 2000 rupii na każde wyjście do multipleksu. „To cholernie dużo kasy”. Co więcej: „Wydają więcej na popcorn, samosy i gazowane napoje niż na bilety. Jeżeli indyjskie filmy nie zaoferują im wspaniałych wrażeń za te pieniądze, nie unikniemy tego, że pójdą do Hollywoodu, bo wiedzą, że taki Cameron czy Nolan nie okradnie ich z doznań, jakich szukają. Chcę, żeby przychodzili do mnie, a nie do Hollywoodu”.

Jeżeli zajdzie potrzeba, proś

Główny artykuł z „Outlooka”, do którego nawiązywaliśmy wcześniej, zatytułowany był „Raju Ban Gaya Businessman”. „On mnie dobił”. To było wtedy, gdy Dreamz Unlimited, firma założona z ekranową partnerką, Juhi Chawlą, i jej mężem, Jaiem Mehtą, miała wkrótce wypuścić film pt. „Phir Bhi Dil Hai Hindustani”. Film ten poniósł klęskę.

„Magazyn „India Today” też się na mnie rzucił stwierdzając, że nie wiem, jak robi się interesy. Ale ja nigdy nie twierdziłem, że chcę być biznesmenem”. Jest za to najlepszym specjalistą od PR-u, jakiego RCE mogłoby mieć. „Jako pierwszy wyszedłem na ulicę, brałem udział w telewizyjnych show, chodziłem do centrów handlowych i promowałem filmy na szeroką skalę, na wszystkie te głupie, mało poważne, przesadzone sposoby, które ludzie stosują dzisiaj”.

Z reguły mówi: „Nigdy nie wychodzę prosić o interesy”. Ale jeśli chodzi o efekty wizualne - robi to. „Muszę przekonywać ludzi, by zaufali RCE. Uzyskuję dostęp, bo jestem Shah Rukhem Khanem. Poszedłem, spotkałem się z Rakeshem Roshanem i powiedziałem mu: „Proszę pana, proszę pozwolić mi popracować nad „Krrishem”. On mnie lubi i wie, że zrobię wszystko, jak mogę najlepiej, bo dawno połknąłem technicznego bakcyla”.

Na tym nie koniec. „Trwa również współpraca z Hollywood. Odmawiamy jedynie drobnych prac. Chcemy skupić się na kluczowych efektach. Ten specjalny efekt dźwiękowy, który usłyszeć można w „Ra.One”, wymaga użycia skomplikowanego oprogramowania. Takie właśnie tworzymy. Jak się je ma, to można je komuś wynająć”.

„Jak do „Życia Pi”: facet, który robił tygrysa, nie miał potrzebnego oprogramowania. Musiał je wynająć. My nie wynajmujemy technologii. My je tworzymy. Gdybym wyszedł z tym na zewnątrz, będzie mnie to kosztowało 12 milionów dolarów”.

„Żyjemy w pomyślnych czasach. Amerykańska gospodarka jest w złej kondycji. To pozwala nam pozyskiwać topowych amerykańskich specjalistów od efektów specjalnych i zatrudniać ich na umowach krótkoterminowych. Do pracy przy „Krrishu” najlepsi ludzie przyjechali właśnie stamtąd. Zatrudniamy ich na krótki okres czasu, dajemy im warunki najlepsze z możliwych i prosimy ich, by uczyli nasze dzieciaki jak to się robi”.

„Niefortunne jest to, że ci indyjscy chłopcy nie mieli okazji sprawić, by Harry Potter latał. Oni jedynie usuwali kable, bo nie dano im szansy. Gdy więc rozmawiam z nimi, pytam ich: „Zamierzacie przez całe wasze p******** życie zajmować się kablami? Świat nie wie, co zrobiliście. Ale wy to wiecie. Po prostu usunęliście kabel. Możliwe, że świat nie doceni „Ra.One”. Ale wy go docenicie, bo sprawiliście, że samochód latał. Do tego mieliście dorosnąć i ja wam daję szansę na zrealizowanie tego”.

"Nie jestem dostawcą usług informatycznych. Mam firmę produkującą oprogramowanie. I w ten sposób poradzę sobie z konkurencją. Gdy ktoś z Hollywood przychodzi, by ze mną pogadać, mówię, że mam jedną prośbę: nie zlecaj mi zabawy z kabelkami. Daję ci słowo: zapewnię ci pasję i jakość. W przeciwnym wypadku zabieraj swoje pieniądze”.


Użyj siebie

Jest w pełni świadomy tego, jaką potęgę ma jako marka i nie wstydzi się używać swojej pozycji. I nie porównuje kwartałów.

„Nie rozważam cięcia kosztów. Zawsze powtarzam moim ludziom, żeby myśleli, jak można zarobić więcej pieniędzy. Nastawienie na cięcie kosztów pochodzi od ludzi, którzy mają podejście „sab chalta hai” [„wolna amerykanka, wszystko się nada” - przypis tłumacza] i którzy umieją tylko kurczowo trzymać się starych sposobów na prowadzenie interesów. Gdy inni robią film za 40 krorów, ja robię robię film za 140 krorów. Chcę go rozwijać i ulepszać - chcę, aby właśnie tak ten biznes mnie w przyszłości karmił. Moje spółki nie są po to, by zarobić dodatkowe 2-5 milionów dolarów.

„Gdy kręciliśmy „Ra.One”, powiedziano mi, że mamy znakomity dźwięk, ale kina nie mogą go odtworzyć, a właściciele nie dadzą się naciągnąć na inwestycję w systemy nagłaśniające. Osobiście więc poszedłem do Dolby i zapytałem, czy mogliby zainstalować w kinach Dolby Surround 7.1. Powiedzieli, że zrobią to, jeżeli wykreuję markę swoim wizerunkiem. Obdzwoniłem właścicieli kin i powiedziałem im: „Słuchajcie, jestem Shah Rukh Khan i daję wam ten sprzęt od Dolby. Ustawcie go dla mnie”. Zgodzili się od razu. Doznania słuchowe widzów zostały polepszone, a oni nawet nie zdawali sobie z tego sprawy”.

„Karty graficzne, których użyto, by zrobić „Ra.One”, są koszmarnie drogie. NVIDIA, firma, która je wytwarza, dała mi 300 takich kart w zamian za moją nazwę firmową. To sytuacja, w której wygrywają obie strony. Jeżeli jutro będę robił jakiś film, a wy przyjdziecie do mnie w imieniu waszego magazynu i powiecie, że przygotowujecie wydanie specjalne o filmach i zapłacicie mi 20 lakhów za reklamę - to niedużo - pójdę na to, bo obie strony zyskają. Tak oto jestem coraz lepszy, moje marże pójdą w górę i wszyscy będą czerpać z tego korzyści”.

************

Wie jednak, że aby do tego wszystkiego dojść, musi zrestrukturyzować sposób prowadzenia działalności. Podgląda, jak robią to duzi chłopcy. „Mukeshbhai - popatrzcie tylko na niego. Odwiedzam Jamnagar z Nitą [Ambani] i zastanawiam się, jak się buduje rafinerię, w której pracują dziesiątki tysięcy ludzi, ze szkołami, ogrodami i szpitalami, skąd nie wycieka ani kropla ropy. Odwiedzam KV Kamatha - jak on zbudował ICICI Bank? Rajiv Bajaj - w jego fabrykach motory buduje się w 15-20 minut”.

„Chcę być właśnie tak zorganizowanym biznesmenem” - mówi ktoś, kto zazwyczaj twierdzi, że nie rozumie biznesu. Pierwsze kroki są właśnie stawiane. SRK rozumie, że powinien się dopasować do biznesu, ponieważ „ci kreatywni tego nie potrafią”. Dokonywane są przetasowania personalne i wyznaczane nowe role. W tym zawiera się również jego odsunięcie się od podejmowania decyzji w RCE i przekazanie praktycznie wszystkiego dyrektorom, z których każdy współpracuje z nim już od kilku lat.

RCE przynosi obecnie zyski, ale do osiągnięcia skali na miarę Hollywood, jakiej pragnie Khan, jeszcze trochę brakuje. Czy RCE uda się to osiągnąć? Co może stanąć na drodze?

Shah Rukh Khan jest najmocniejszą i, potencjalnie, najsłabszą stroną RCE. Jest założycielem, ambasadorem, maskotką, zaklinaczem deszczu, inspiracją i pozyskiwaczem funduszy, i by wpasować się we wszystkie te role, pracuje w tempie, które dla przeciętnego człowieka byłoby skrajnie wyczerpujące. To oczywiście nic nadzwyczajnego dla baronów biznesu, ale ich nie wzywa się jednocześnie na plany filmowe, by spędzali tam godziny, skacząc, tańcząc i emanując charyzmą na miliard ludzi. Ma teraz 47 lat i nadużywanie, na jakie naraził swe ciało, zacznie wkrótce dawać się we znaki. Czy jego status megagwiazdy przetrwa? Nie da się tego przewidzieć, biorąc pod uwagę kaprysy tego przemysłu, ale, ostrożnie szacując, on będzie w stanie utrzymać swoją pozycję na szczycie przez następne cztery do pięciu lat.

Czy to wystarczy, by wznieść Red Chillies Entertainment na sam szczyt łańcucha pokarmowego? Tak, były imperia biznesowe, które rozrastały się szybciej. Ale jest jeszcze to: wielu aktorów na całym świecie otwiera własne biznesy i ma ambitne, wizjonerskie plany. Ani jeden z nich nie osiągnął do tej pory prawdziwego sukcesu. King Khan nie będzie walczył tylko z samym sobą - będzie musiał pokonać historię.

My zaś mamy najlepsze miejscówki.

Tłumaczenie: Parmita


© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"