|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
przemówienia
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Jeden na jednego
Filmfare, artykuł z maja 1998
Autor: Jitesh Pillai
Ogłoszony właśnie przez ekspertów rynkowych numerem
jeden, jak nowo narodzony, Shah Rukh Khan wpada w szał...
rzecz jasna.
Nigdy w niedzielę. To czas na przyhamowanie, zarówno dla
władców, jak i maluczkich w Show City. Ale spróbuj dorwać
Shah Rukha Khana w jakikolwiek inny dzień tygodnia. On po
prostu nie wrzuca na luz. Ciskając wciąż w powietrze swoje
błyskotliwe sentencje, nagrywa właśnie w studio dubbing do
roli „bechara” Babloo w „Duplicate”. Po raz pierwszy mierząc
się z podwójną rolą, ma podwójny zapas energii. Żadne
baterie nie są potrzebne.
Napisanie, że jego dzienny terminarz wypełniony jest
bardziej niż kalendarz premiera, jest równoznaczne z
marnowaniem papieru na… ech! - taką oczywistość! Bez sensu
jest rozwodzenie się nad tym. Takim jak ja, wyrobnikom
pióra, radzi się włączyć i solidnie podładować akumulator,
kiedy gonią od studia do studia z SRK. Biegnij, człowieku,
biegnij... albo ominie cię i chleb, i igrzyska.
A właściwie czemu nie? W końcu analitycy rynkowi
przysięgają, że Shah Rukh dotarł do szczytu wszelkich
aktorskich wyżyn. Jest genetycznie naznaczoną gwiazdą
świetnych lat 90 – „muchos gracias” za jego od czasu do
czasu rozczarowująco pospolity wygląd i te głębsze niż
głębokie dołeczki.
Ostatnio ciągle go nagradzają i wieńczą skronie. Otrzymał
właśnie National Citizen Award w Delhi, od prezydenta K.R.
Narayana. Odmaszerował dumnie z Filmfare’em dla najlepszego
Aktora za „Dil To Pagal Hai” i całym multum innych nagród.
Przez cały marzec przeskakiwał między Singapurem, Szwajcarią
a Australią, dając niezmordowanie koncerty oglądane przez
tłumy. Zachwyceni fani zasypali go deszczem prezentów dla
czteromiesięcznego synka.
Świeżo upieczony tatuś potrafi być i megagwiazdą i facetem z
sąsiedztwa z równą łatwością. Może nosić te same workowate
portki dwa dni pod rząd, ale nadal poruszać się wypasionym
mercedesem albo pajero. Kontrasty rzucają się w oczy przy
każdym podejściu.
Wszystko razem składa się w najlepszy moment na spotkanie ze
świeżo ustanowionym najgorętszym Khanem.
Od razu z marszu paplam, że właśnie ogłoszono go najnowszym
bohaterem numer jeden. Monarchowie rynku nawet ocenili, że
właściwie nie mieści się w skali od 1 do 10. Jego najbliższy
rywal plasuje się na… eee... 11 miejscu. Czy nie uważa, że
konkurencja zerka na niego powątpiewająco? W odpowiedzi
pyta, wkładając naprawdę język w policzek: „Sądzisz, że
próbują nadążyć? Ha”!
Proszę go, żeby był poważny. Według siebie – jest numerem
jeden czy nie? „Tak naprawdę mam jeszcze przed sobą długą
drogę” – tłumaczy. „W kategoriach cyfr i mechanizmów
rynkowych będę bezpieczny dopiero, kiedy moje cztery
następne premiery będą takimi superhitami jak „Dil To Pagal
Hai”.
SRK zauważa, że znawcy rynku są bezlitośni. „Aktor, który
ocenia się bardzo dobrze, powinien spędzić trochę czasu z
takim ekspertem. Oni są bezwzględni. Boże broń, jeśli twój
jeden albo dwa filmy nie wypalą, zniszczą cię.
Mówią mi od czasu do czasu, że przemawiam tylko do miejskiej
publiczności, że moje filmy nie sprzedają się na prowincji.
To jest tak naprawdę dość dezorientujące. Staram się więc,
żeby cyfry i fakty handlowe mnie nie zdominowały. Po prostu
nieustannie staram się grać coraz lepiej”.
No dobrze. Czy wobec tego może mi coś powiedzieć? Czy
pieniądze, które przynosi, poruszają go? Pauza, wybuch
głośnego śmiechu i stwierdzenie: „Tylko Mani Ratnam mnie
ostatnio poruszył. Inne pieniądze przychodzą i odchodzą. To
nic wielkiego”.
Taaa? Więc jak to jest, że właśnie nakręcił reklamę produktu
firmy związanej z alkoholem? „Hej! Już sprzedałem duszę,
grając w filmach hindi” – mruczy SRK. „Uważam więc, że to w
porządku, jeśli kręcę reklamy. Poza tym nie reklamuję ich
alkoholu, tylko napój gazowany. Potrzebuję pieniędzy na dom,
na zabezpieczenie przyszłości mojego syna. Muszę finansowo
stanąć mocno na nogach. Jeśli oznacza to zachwalanie
wszystkiego, od napojów gazowanych po kondomy, nie ma
sprawy”. Przewrotny uśmiech i oświadcza: „Nie, jednak
kondomów nie będę reklamował. Zachęcam tylko do tego, czego
sam używam”.
Rozmowa krąży wokół najbliższych planów filmowych. Jego oczy
koloru brandy błyszczą, kiedy wciąż i wciąż wraca do jednego
tematu: „Uważam, że efekty specjalne w „Duplicate” mają
standard światowy. Po raz pierwszy rola podwójna nie wygląda
sztucznie... jak to zwykle bywa, kiedy scenę kręci się dwa
razy i nakłada ujęcia na siebie. Yash Johar (producent)
wydał fortunę na pięciominutową scenę z użyciem
zaawansowanej techniki. I wyszło równie znakomicie jak w
„Mężach i żonie” z Michaelem Keatonem”.
Przebąkuję, iż mówi się na mieście, że Mahesh Bhatt był
reżyserem „Duplicate” tylko pro forma. Plotki mówią, że
wiele scen akcji robili jego asystenci. Mówi się też, że to
sam Shah Rukh nadzorował prace nad wygładzaniem całości,
szlifowaniem scenariusza i dialogów. „To nieprawda. Bhatt
saab jest bardzo demokratycznym reżyserem” – powarkuje
aktor. „Pozwala młodszym członkom ekipy odpowiadać za
poszczególne elementy. Nadaje wszystkiemu ostateczny rys na
koniec.
„Duplicate” jest dziełem zespołowym. Wszyscy dzieliliśmy się
pomysłami, które były przyjmowane albo odrzucane przez
Mahesha Bhatta. Plotka, że to ja kierowałem postprodukcją,
jest równie prawdziwa, jak to, że „Duplicate” reżyserowała
Juhi Chawla, Anu Malik albo Javed Akhtar. Rozumiesz?”
Rozumiem. Shah Rukh przypomina mi też całe stado problemów,
z jakimi zmagał się „Duplicate”. Mona, mama Juhi Chawli,
zginęła w najgłupszym wypadku, który zdarzył się, kiedy już
kończono zdjęcia w Pradze. SRK podsumowuje: „Kiedy zmarła
mama Juhi, Yash-ji natychmiast odwołał wszystkie plany
zdjęciowe. Znam takich producentów i reżyserów, którzy kręcą
nawet, kiedy ich aktorzy są złamani osobistą tragedią. Było
nam naprawdę bardzo ciężko. Juhi zastanawiała się, czy nie
zrezygnować z filmu… bo mama zginęła podczas kręcenia. Ale
czas leczy rany. Pogodziła się ze stratą, wróciła na plan i
zabrała się do roboty, jakby jej życie od tego zależało”.
SRK rozkręca się i strzela całą salwą: „Duplicate” to nie
film dla krytyków. To zabawny film dla dzieci. Chcieliśmy
nawet zrobić premierę tylko dla dzieci. Jeśli dzieciaki
miałyby ochotę, mogłyby przyprowadzić rodziców”.
Jak już zaczyna grzmieć, to na dobre. SRK zgodziłby się co
do wytłuszczonych w nagłówku projektów z reżyserami pokroju
Maniego Ratnama i Mansoora Khana. „Moi reżyserzy mają
wspólny cel” – zauważa. „A jest nim jakość. Mani konkuruje
tylko sam ze sobą. Jest bardzo pewien co do tego, czego
chce.
Kręcenie i dubbingowanie „Dil Se” skończyliśmy dokładnie w
45 dni. Mam jeszcze do nagrania piosenkę i kilka scen akcji.
Mani przyjął mnie jako członka ekipy technicznej, pozwolił
mi obejrzeć surowy materiał (sceny nie obrobione, nakręcone
w poprzednim dniu – przypisek Mowilka) z „Dil Se”, a tego
przywileju nie dał wcześniej żadnemu aktorowi. Więc o co
chodzi? Może to wygląda na zarozumialstwo, ale jestem po
prostu znakomity w filmie Maniego. Tego mi nikt nie
odbierze.
Co do „Josh”, to nigdy nie podważałem rozumowania Mansoora
Khana. Kręci, a jeśli nie jest zadowolony z rezultatu, kręci
od nowa. Spędzamy całe godziny na dyskusjach. Uwielbiam to.
Wiem, że jeśli chcemy zrobić dobry film, muszę ufać
instynktowi i osądom reżysera”.
SRK otwiera puszkę pepsi. Spieniony płyn wydaje świszczący
dźwięk. „Uważam, że dobry film powstaje dopiero wtedy, kiedy
na koniec dnia zdjęciowego reżyser i aktor mogą spojrzeć
sobie w oczy i powiedzieć: „Dzięki Bogu kręcimy ten sam
film” lub „Zmarnowaliśmy kupę czasu”.
Ze studia, w którym robił dubbing, jedziemy w stronę domu.
Nasz bohater chce wrzucić coś na ząb i odwiedzić swoją
porcję radości imieniem Aryan. Gdy jesteśmy już w jego
królestwie, SRK przeprasza i udaje się pod prysznic, a ja
idę wolno na taras, żeby poczuć słony zapach morskiej bryzy.
Świeżo ogolony SRK i mocny zapach wody toaletowej wyrywają
mnie z zamyślenia. Kontynuuję przesłuchanie.
Czy przygody w świecie zmieniania pieluch otwarły przed nim
nowy świat? „Zdecydowanie” – odpowiada. „Nawet widok Gauri
karmiącej, kąpiącej i przewijającej Aryana jest nowym
doświadczeniem. Teraz wiem, co było udziałem mojej mamy.
Kiedy widzę moją żonę z dzieckiem, wydaje mi się, że tworzą
wspólnie nowy, doskonały wszechświat. Nie chcę, żeby nawet
mój oddech wszedł pomiędzy nich. Wcześniej byłem bardzo
zazdrosny, kiedy Gauri zbliżała się do kogoś innego niż ja.
Ale kiedy widzę ją z Aryanem, czuję miłość, miłość i jeszcze
więcej miłości”.
Dodaje: „Dotąd kompletnie nie rozumiałem rodzicielstwa ...
ale teraz doskonale pojmuję uczucia matki w stosunku do
syna. A co jest w tym wszystkim najpiękniejszego i
nostalgicznego to fakt, że za 25 lat mój syn przyjdzie do
nas i powie: „Mamo, tato, wy nic nie rozumiecie”.
SRK prowadzi mnie, żebym zobaczył jego piękne dziecko, które
leży w kołysce przypominającej piknikowy koszyk. Odpowiada
czułym gaworzeniem na gruchanie i kląskanie ojca. Aryan
odwzajemnia po swojemu słodkie dźwięki wydawane przez Shah
Rukha.
Idyllę przerywa ukłucie przypomnienia, że aktor musi się
zaraz pojawić na planie kolejnego ujęcia. Przez cały czas
traktuje siebie z dużym przymrużeniem oka. Choć ma
świadomość, jakie jest oddziaływanie jego publicznego
wizerunku, nie próbuje tworzyć wokół siebie aury tajemnicy.
Doskonale zdaje sobie sprawę, jak absurdalna jest
przynależność do świata fantazji. „Sukces to sprawa bardzo
osobista” – wzdycha. „W pewnym momencie niektórych może
kusić, żeby wyskoczyć z 21 piętra. Więc w następnym filmie
postanawiają wykonać numer kaskaderski w postaci skoku z 30
piętra. Może to ich pomysł na sukces. Nie mój.
Walczę ciągle sam ze sobą. Moją największą troską w tej
chwili jest: jak przewyższyć „Dil To Pagal Hai”?
Jego pajero przeciska się przez uliczne korki, a on
podejmuje próbę zdemaskowania kilku pogłosek o grupie
aktorów i aktorek z ekipy lat 90. „Większość aktorów to
lenie i nudziarze” – oświadcza. „Żyją w świecie ułudy. Płaci
się im tysiące rupii, a wszystko, co od nich usłyszysz, to
„och, jakie to gorące”. Albo spot boya mówiącego: „Aaj,
madame jest dziś w złym humorze”. To już naprawdę
przegięcie. Nie płacą ci lakhów za twoje złe humory.
Nie chcę być arogancki, ale w pracy przekraczam wszelkie
normy. Próbuję stworzyć na planie świetny nastrój, choć
kończę, raniąc emocjonalnie samego siebie. Ale ja jestem
masochistą. Nie czuję się dobrze, jeśli wracając do domu nie
wiem, że cierpiałem”.
Co dalej? Zastanawiam się, czy aktor, który małpuje styl
każdego, od Dilipa Kumara i Amitabha Bachchana, po Rajesha
Khannę i Jima Carreya, dorobił się w końcu własnego. Syczy
zagryzając wargę: „Nie wiem, czy kiedykolwiek powstanie coś
takiego, jak styl gry Shah Rukha Khana. Ale może powstanie
jego metoda na aktorstwo. Oznacza ona, że nigdy nie staram
się ukraść sceny mojemu partnerowi i nie łakomię się na
najlepsze kwestie filmu. Nawet Madhuri, niech ją Bóg
błogosławi, mi to przyznała.
Druga sprawa: nigdy nikogo nie osądzam. Nie ma dla mnie
najmniejszego znaczenia, jaka jest orientacja seksualna i
postępowanie mojego partnera czy partnerki z planu.
I w końcu: mam bardzo pozytywne nastawienie. Naprawdę
twierdzę, że nie ma we mnie ani jednej negatywnej kosteczki.
Jeśli będzie jakiś początkujący aktor, który będzie miał te
wszystkie cechy, powiem: „Hej, on jest jak Shah Rukh Khan”.
A tymczasem będę naśladował wszystkich aktorów, jakich
lubię. Do „Josh” zaadaptowałem sposób chodzenia i kołysania
się Mickeya Rourke’a. A do „Badshaaha” mam zamiar sobie
zapożyczyć diaboliczny wyraz twarzy Jacka Nicholsona”.
Pajero Khana zgrzyta, hamując przy dokładnej kopii nieco
obskurnego miasteczka na Goa. Będą dziś kręcić niezwykle
dramatyczną kłótnię między SRK i Aishwaryą Rai.
Perfekcjonista Mansoor Khan przyklepuje gotową scenę po
wielu dyskusjach i powtórkach. Potem tłum filmowych kacyków,
rangi Ratana Jaina, Rajiva Mehry, Raja Kanwara i Shaashilala
Naira, domaga się jego uwagi. Poświęca trochę czasu każdemu
z osobna, zanim wróci do mnie. Mijają dwie godziny.
Oskarżam go obrażonym tonem, że spuszcza mnie po sznurku. I
insynuuję, że chociaż w kółko zapewnia, że robi filmy tylko
z tymi filmowcami, z którymi się dobrze rozumie, jest po
prostu ... niezłym lawirantem. Czy mu się to podoba czy nie,
to jednak podpina swój wagonik pod lokomotywy sukcesu, Yasha
Choprę, Rakesha Roshana, Subhasha Ghaia.
Zamiast złapać mnie za kołnierz, wyjaśnia mi z ojcowską
cierpliwością: „Żeby zaistnieć w przemyśle rozrywkowym,
musisz być jednocześnie wrażliwcem, lawirantem i
businessmanem. Ja taki jestem, a nawet jeszcze bardziej
zwielokrotniony.
Często mnie oskarżają, że mówię aroganckie zdania, a potem
udaję, że o nich zapomniałem, dla własnej wygody. Tak,
często połykam własne słowa. Nie mogę żyć przez cały czas z
jednym zestawem zasad. Ale w końcu mam dość odwagi, żeby
przyznać, że strzeliłem gafę. Jestem gotowy prosić o
wybaczenie”.
Tak, nie podobała mi się wizja Rakesha Roshana, kiedy
kręciliśmy „Karan Arjun”, ale byłem pod wrażeniem jego
niezachwianej pewności. Dlatego nakręciłem z nim „Koylę”,
film, z którego jestem dumny. Jeśli dziś Rakesh-ji albo
Subhash -ji złożą mi propozycję, która mnie poruszy, przyjmę
ją z największą przyjemnością”.
Podpuszczam go dalej, pytając, dlaczego, zamiast ze swoimi
stałymi ulubienicami, Juhi Chawlą, Madhuri Dixit i Kajol,
nie nakręci filmu z Urmilą Matondkar, Tabu i Mahimą
Chaudhary? Odpowiada ze śmiertelną powagą: „Mogę się
wypowiadać tylko na temat wybierania reżyserów. Wybieram
tych, z którymi chcę pracować. Ale nie próbuję wpływać na
wybór partnerki. Być może któreś z wymienionych miały grać w
filmach, które odrzuciłem. Ale odrzucałem je, bo nie podobał
mi się scenariusz, a nie bohaterka... Czy w innym przypadku
zagrałbym w „Pardes” z Mahimą, kiedy była debiutantką? W
czym więc problem? Jestem pewien, że z Tabu też zagram, już
wkrótce”.
Co chwilę wzrusza ramionami, jakby stale opędzał się przed
komarami. Otrząsając się jeszcze raz, mówi: „Aktor musi
uczyć się dwóch rodzajów miłości: miłości do sztuki i sztuki
miłości”.
Cooo? Brzmi to bardzo dziwnie, dziwię się, wytrzeszczając
oczy. Rzucając mi karcące spojrzenie, mówi: „Taaa, co z
tego, że brzmi to jak paradoks. Aktorstwo to zawód bardzo
indywidualny. Trzeba ciągle spoglądać w samego siebie i
tworzyć coś nowego Jednocześnie nie możesz się izolować od
ludzi. Musisz się z każdym komunikować. Tylko wtedy
pozostaniesz zakorzeniony w rzeczywistości.”
Po namyśle dodaje „Wiesz co? Za każdym razem, kiedy gram,
kiedy staję przed kamerą, czuję, jakbym się od nowa urodził.
Aktorstwo uwalnia mój umysł”.
Dla większości aktorów jego generacji Lee Strassberg mógłby
być równie dobrze nazwą jakiegoś alaskańskiego lodowca. Ale
nasz bohater jest na tyle lotny, że swobodnie dyskutuje o
wszystkim – od aktorskiej metody do mrocznych sekretów
bioder Michaela Jacksona. „Ojciec zawsze mi powtarzał, że
moje wykształcenie powinno sprawić, że będę mógł przeczytać
wszystko, od dziennika do lokalnej gazety w rządowym
gabinecie” – oświadcza.
Wracamy na jezdnię, dyskutując o nieprzetartych szlakach.
Cytuje mi to, co kiedyś pewien krytyk filmowy powiedział sam
o sobie. Sparafrazowane brzmi to mniej więcej tak: „Mało
wiem, ale to co wiem, wiem lepiej niż ktokolwiek inny. Wiem,
co sądzę o aktorach i aktorstwie. Nikt tego nie zmieni, bo
to moje własne przemyślenia.”
Shah Rukh identyfikuje się z tym krytykiem. Wie swoje i nikt
go nie przekona, że jest inaczej.
Jak więc człowiek z wizją wyobraża sobie przyszłość? Jakieś
dalekosiężne plany dla potomności? Bez chwili namysłu mistrz
riposty odpowiada: „Robię plany co do mojej zamożności, a
nie potomności. Ha”!
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|