|
w skrócie
autobiografia
-
młodość
-
mój ojciec
-
moja matka
-
początek
-
marka SRK
-
Gauri
-
Dreamz Unlimited
wywiady
artykuły
przemówienia
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Początek
Już jako
mały brzdąc zacząłem wykazywać zainteresowanie wszystkim, co
miało jakikolwiek związek ze sceną. Pamiętam, że mieliśmy
stare radio, w tamtych czasach nazywane bodajże
radiogramem. Ważył ładnych parę kilogramów i do tej pory
zachodzę w głowę, skąd się wziął skromny przyrostek „gram” w
jego nazwie. Za czasów mojego dzieciństwa telewizja nie była
jeszcze tak powszechna. Mam na myśli wczesne lata
siedemdziesiąte, gdy lodówki nie trzymało się w kuchni, lecz
w centrum pokoju dziennego.
Naszym
głównym źródłem rozrywki było właśnie owo ogromne radio. Moi
rodzice zazwyczaj ustawiali stację Vivith Bharati i
siadywali wieczorami wokół tej grającej skrzynki, słuchając
wiadomości i ówczesnych przebojów. Kiedy spiker zapowiadał
kolejną porcję nowin ze świata, przestawiałem stację.
Uwielbiałem tańczyć przy radiowej muzyce. Rodzice podkręcali
głośność, a ja odstawiałem wtedy najdziksze tańce, jakie
można sobie wyobrazić. Moje ruchy można było nazwać
skrzyżowaniem twista, tanga i szalonego ataku epilepsji.
Parę lat później zauważyłem ten typ tańca w dyskotekach i
teledyskach Ricky’ego Martina. Czasem gdy jestem sam,
chlubię się przed sobą, że jestem twórcą tej kompletnie
nielogicznej kombinacji ruchów. Ale staram się tańczyć
najlepiej jak umiem, gdy wiem, że dana piosenka była
wykonywana przez Mumtaz.
Mumtaz…
Zwykle
aktorzy mają swoich idoli w postaci ważnych osobistości lub
charyzmatycznych artystów. Moją idolką była Mumtaz - bo nie
mogę przecież powiedzieć, że nie była dla mnie wyjątkowa.
Mam na myśli to, że była bardzo niekonwencjonalną artystką.
Myślę, że miała dla mnie tak ogromne znaczenie ze względu na
mój pociąg do wszystkiego, co ma jakikolwiek związek ze
sztuką sceniczną.
Miałem
absolutnego bzika na jej punkcie. Z kolegami po nocach
słuchaliśmy radia - wtedy moje zdolności taneczne ukazywały
się w pełnej krasie. Ktoś mi powiedział, że piosenka z radia
to utwór z filmu, w którym grała Mumtaz i powinienem ruszać
się w tempie dwudziestu klatek na sekundę, tak jak aktorzy
ze starych filmów Charlie’ego Chaplina.
Kochałem
sposób, w jakim poruszała ustami. Myślę, że nikt na świecie
nie ma tego uroku, co ona. Była jednocześnie zmysłowa,
niewinna, niepokorna i pełna energii. Była pierwszą osobą,
którą usiłowałem naśladować. Wprost uwielbiałem chodzić i
tańczyć jak ona.
Moja
ulubiona piosenka pochodziła z filmu Shimmi’ego Kapoora – „Brahmachari”.
Słowa tego utworu wciąż mnie elektryzują: “Chakke pe chakka,
chakke mein gaadi, gaadi pe nikli apni swaari...” Jeśli
ktokolwiek jest w stanie wytłumaczyć mi znaczenie wyrazu „chakke”,
niech wyśle do mnie e-maila, proszę :)
„Circus”
„Circus”
był dla mnie wielkim i bardzo ważnym doświadczeniem. Nigdy
wcześniej tyle nie podróżowałem – przygotowując się do roli,
przejechaliśmy całą Maharashtra i Goa w ciągu trzech
miesięcy. Mogłem obejrzeć z bliska, jak wygląda życie w
prawdziwym cyrku. Prezentowano w nim show dość zbliżony do
tego, w jakim miał wystąpić mój bohater. Artyści grali z tak
wielkim zaangażowaniem i poświęceniem, jaki rzadko można
zaobserwować w czyjejkolwiek pracy. Przedstawienie zawierało
w sobie elementy sportowe, co sprawiło, że zacząłem odczuwać
silną osobistą więź z tym, co zobaczyłem. To wszystko było
niesamowite: podglądaliśmy za dnia pracę cyrkowców i ich
zakulisowe przygotowania, by zacząć kręcić po zakończeniu
ich występów, czyli około 22.00. Pracowaliśmy bez przerwy
całą noc do 9.00 rano, kiedy to cyrkowe show zaczynało się
od nowa…
Życie w
cyrku jest naprawdę wyczerpujące, chwilami wręcz mordercze.
Często widywałem zaledwie ośmioletnie dzieci zabierane z
treningów ze złamaniami rąk. Dziewczęta zawsze przebywały
osobno, w innej części pomieszczeń sypialnych, niż chłopcy.
Mogły opuszczać teren cyrku tylko raz na tydzień – trójkami
chodziły razem z kierowniczką cyrku na targ po zakupy.
Wszelkie historie miłosne między artystami były surowo
zabronione, ale mieli oni swoje sprytne sposoby na
kontynuowanie romansu poza wszystkowidzącymi oczami
dyrektorstwa. Była kiedyś taka sztuka, w której artystka
balansowała stopami dużym cylindrem, w którym znajdowało się
dwoje młodych aktorów – dziewczyna i chłopak. Wewnątrz bębna
para wymieniała się liścikami miłosnymi, które odczytywali w
swych kwaterach nocą po zakończeniu występów.
Łaźnie
damskie i męskie miały jedną wspólną ścianę. Metodą
kochanków było ustawianie się w czasie prysznica po
przeciwległych stronach ściany, przez którą do woli mogli
szeptać sobie czułe słówka. Zdumiewające było to, że ci
ludzie wieczorami zdobywali się na tak subtelne i ciepłe
gesty miłości, podczas gdy za dnia pod tym samym dachem
musieli igrać ze śmiercią wykonując karkołomne figury. Ich
życiowym dążeniem i ideą było bycie artystą trapezowym, to
wszystko. Wielu z nich zginęło lub zostało okaleczonych w
tej pogoni za doskonałością. Częsty był widok jednorękich
dozorców – niegdyś byli poskramiaczami lwów, ale w wyniku
wypadku przy tresurze drapieżników stracili kończyny. Nie
umieli nic oprócz występowania na scenie, więc utknęli w
cyrku wykonując najgorsze prace. Treningi artystów zaczynają
się we wczesnych latach życia, więc w okresie dorastania
jedyną rzeczą, którą potrafią zrobić, są występy
akrobatyczne. To trochę tak jak z aktorami – aktor już
zawsze aktorem pozostanie. Myślę że w mojej duszy też coś
takiego jest, że mógłbym prowadzić moją karierę w tym samym
kierunku: nie myśleć o alternatywach, po prostu pracować i
spełniać się w zawodzie aktora. Chciałem latać wolny jak
ptak, nie ograniczany żadnymi rozsądnymi myślami o
przyszłości, niezależny w wyrażaniu siebie – można
powiedzieć, że też chciałem zostać swego rodzaju artystą
trapezowym. Podczas mojego pobytu w cyrku nauczyłem się
pewnej maksymy: „Ho gaya to kartab, gir gaye, mar gaye toh
haadsa” – jeśli zwyciężyłeś, to co zrobiłeś było sztuką, a
jeśli nie – to był po prostu wypadek, staraj się i próbuj od
nowa, jeszcze raz i jeszcze – do końca swoich dni.
Tego
nauczyłem się od tych wielkich artystów i moich wspaniałych
przyjaciół – dali mi niezapomnianą lekcję życia, aktorstwa
oraz ogromną energię i nadzieję, w którą się uzbroiłem idąc
na spotkanie z bajeczną przygodą filmową.
„Dil
Darya”
Ten serial
powstał w Punjabie. Opowiadał historię dwóch
zaprzyjaźnionych, mieszkających po sąsiedzku rodzin –
sikhijskiej i indyjskiej. Do tego sielankowego krajobrazu
niestety w końcu wdarły się pretensje i nienawiść
spowodowane napięciami w targanym konfliktem regionie.
Serial wyreżyserował jeden z najlepszych moim zdaniem
filmowców w naszej kinematografii – pan Lekh Tandon.
To
doświadczenie było dla mnie najbardziej pouczające. Serial
niósł w swej fabule dużo uczuć i wymagał od aktorów sporo
łez przed kamerą oraz niezwykle emocjonalnej, przekonującej
gry. Była to dla mnie bardzo ważna lekcja połączenia
wyrażania typowych indyjskich uczuć z raczej uzachodnioną
szkołą aktorską. Pan Tandon, albo Lekhji, jak go zwykłem
nazywać, pomógł wznieść się ponad moje przyzwyczajenia i
dopasować się do głośnego i niezwykle emocjonalnego stylu
indyjskiego aktorstwa, jakiego wymagała ode mnie moja rola.
„Fauji”
Fauji
opowiadał historię wzajemnych relacji i problemów w wojsku
młodych jawajskich żołnierzy - główną siłą serialu była
właśnie młodość. Nasz pułkownik był osobą bardzo dobroduszną
i radosną. Nie wyobrażał sobie, że armia mogłaby być ukazana
na ekranie jako miejsce przepełnione wrogością i strachem
przed agresją. Pragnął tego, aby każdy widz identyfikował
się z bohaterami serialu i czuł, że sam z powodzeniem mógłby
stać się częścią żołnierskiego świata. Poprzez taki portret
armii chciał zachęcić młodych ludzi do wstąpienia do wojska
i sprawić, aby zaczęli oni postrzegać walkę dla ojczyzny
jako kwestię honoru – oczywiście to wszystko nie było jakąś
ułudą i oderwaniem od realiów, lecz po prostu innym
spojrzeniem na wojenną rzeczywistość. Pułkownik był
człowiekiem z ideą, tak bym to nazwał. Udało mu się stworzyć
w wojsku niezwykłą atmosferę młodzieńczej świeżości. Nikt
inny od tamtego czasu nie był zdolny połączyć w taki sposób
armii z młodością. Myślę, że to także był jeden z powodów
nagłego wzrostu mojej popularności, byłem ogromnie zdumiony
tym, jak szybko rosła liczba ludzi, którzy rozpoznawali mnie
na ulicach. W tamtym czasie uczęszczałem dopiero do
college’u i szczerze mówiąc - to było dla mnie porażające
stać się praktycznie z dnia na dzień osobą publiczną. Sądzę,
że wtedy ludzie z Bombaju zauważyli mnie w serialu i to
właśnie dlatego zacząłem wkrótce otrzymywać oferty filmowe.
Wówczas po raz pierwszy spostrzegłem tę piękną rzecz, którą
do dziś uwielbiam – mianowicie to, że potrafię wywołać
uśmiech na ludzkich twarzach, gdy spotykają mnie na ulicy.
Ciekawym
aspektem pracy nad Fauji były treningi fizyczne, które
pobieraliśmy od funkcjonariuszy policji i zawodowych
żołnierzy. Najlepszą częścią nauk były ćwiczenia skoków na
paralotni – oprócz tego było pływanie i szlifowanie technik
przyjmowania pozycji ciała przy skokach z wysokości.
Najwyższym pułapem na naszych ćwiczeniach był poziom 25
metrów. Jedynym zabezpieczeniem był mały drutowany przyrząd
nazywany bodajże fan descender. Gdy przyszła moja kolej do
skoku, instruktor powiedział mi, że mam wylądować twarzą w
stronę ekipy czekającej na dole. Poradził mi tak dlatego iż
sądził, że byłem tak przerażony, że w trakcie skoku mógłbym
narobić w spodnie. I skoczyłem… twarzą tuż przed operatorami
kamery. Żaden problem. Później w mojej karierze wykonywałem
takie skoki chyba nawet dwadzieścia razy :)
Zarówno
Fauji, jaki i Dil Dariya nakręcono w Delhi. Zebrały bardzo
przychylne opinie, zyskując przy tym wysoką oglądalność i
czyniąc mnie gwiazdą telewizji. Mniej więcej w tym samym
czasie powstawały inne bardzo udane seriale, jak na przykład
Nukkad, Tamas, Yeh Jo Hai Zindagi oraz Buniyaad. Wszystkie
wyprodukowano w Bombaju i co było oczywiste, miały większy
budżet niż te delhijskie. Otrzymałem kilka propozycji
filmowych z Bombaju, ale wówczas myślałem innymi kategoriami
– chciałem po prostu występować i wystarczała mi w
zupełności praca w serialach i teatrze. Zgłosiła się
niedługo potem do mnie jedna z bombajskich wytwórni
serialowych – Iskra Rogopag prowadzona przez Saeeda Mirzę,
Kundana Shaha oraz Aziza Mirzę. To były wielkie nazwiska nie
tylko w telewizji, ale również w przemyśle filmowym. Kundan
Shah wtedy dopiero co nakręcił jeden z moich ulubionych
filmów: Jaane Bhi Do Yaaron. Zaoferowano mi występ w dwóch
odcinkach ich serialu zatytułowanego Ummeed, a
reżyserowanego przez Vikasa, innego słynnego filmowca, co
sprawiło, że wprost znalazłem się w siódmym niebie. Udałem
się do Bombaju najbliższym lotem, pełen ciekawości i nadziei
w to, co mnie czeka w tym wielkim mieście.
Doświadczenie pierwszego dnia było całkiem interesujące.
Przedtem jedyną moją praktyką była praca z grupą młodych
zapaleńców w Delhi. Używaliśmy tylko kamery i sprzętu
nagrywającego dźwięk, a zdjęcia kręciliśmy wtedy, gdy
mieliśmy wystarczająco światła słonecznego. W Bombaju
wystawiono mnie natomiast przed kolosalnych rozmiarów
reflektorami o dziwnych nazwach, jak na przykład HMI albo
Baby. Początkowo kompletnym zaskoczeniem były dla mnie
komendy oświetleniowca, który rozkazywał: „Baby ki mundi
kaat ke laa!”, czyli „dać światło z Baby!”
Zupełną
nowością była też edycja nagranego materiału jeszcze w
trakcie kręcenia zdjęć oraz przygotowywanie piosenek z
playbacku. Wszystko było takie wielkie i takie
profesjonalne. Oczywiście nieudane sceny kręcono ponownie. W
Delhi zwykło się robić powtórki tylko wtedy, gdy aktor
zapomniał tekstu, a tutaj nagrywano ujęcia wielokrotnie aż
do momentu, gdy występ był idealny. Vikras potrafił kręcić
jedną scenę nawet po piętnaście razy. Pierwszego dnia, gdy
spakowałem się po pracy, odbyłem długą rozmowę z moimi
myślami. Wydawało mi się wtedy, że jestem najgorszym aktorem
na świecie, bo musiałem nagrywać te same ujęcia tak wiele
razy. To był dla mnie bolesny upadek po wzlocie na wyżyny
popularności w Delhi za czasów Fauji. Czułem, że po prostu
nie potrafię być aktorem. Vikras usiadł wtedy przy mnie i
przekonywał, że te wszystkie powtórki były konieczne nie z
mojego powodu, lecz po to, by poszczególne ujęcia oddawały w
pełni umyśloną wcześniej przez niego koncepcję filmu. Jestem
mu niezmiernie wdzięczny za jego dobroć i za to, że w tamtej
trudnej dla mnie chwili podtrzymał mnie na duchu i dodał
wiary w siebie.
Piszę o tym
dlatego, że czasem aktorzy myślą, iż potrafią wszystko, aż
nagle zdają sobie sprawę, że aktorstwo to sztuka, której
kunszt musi być rozwijany bez przerwy. Innymi słowy, takim
jesteś aktorem, jak bardzo chcesz i potrafisz się uczyć.
Gdybym wtedy przestał wierzyć w swoje możliwości, wtedy na
pewno nie rozwinąłbym się wewnętrznie ani jako aktor, ani
jako nikt inny. Musisz wierzyć, że za każdym razem, gdy
występujesz na scenie, zawsze jest przed Tobą jeszcze coś do
nauki… ten proces nigdy się nie kończy, chyba że sam
zakończysz przygodę z aktorstwem.
W zasadzie
wszystko, co robiłem na początku mojej pracy w telewizji,
działo się przez zupełny przypadek. Do głównej roli w Dil
Dariya pierwotnie typem Lekha Tandona był aktor Raja Bundela.
Los chciał, że trafiło na mnie. Seriale produkowane przez
Iskra Rogopag też miały ‘naczelnego’ gwiazdora wytwórni,
Rawana Malhotrę. Miał on zagrać głównego bohatera w Ummeed i
w Circus, ale okazało się, że był bardzo zajęty projektem
Saeeda Mirzy „Bagh Bahadur” i w ten sposób rolę powierzono
mnie. Czasem tak bywa, że coś jest Ci po prostu
przeznaczone. Większość ofert filmowych otrzymałem dlatego,
że ludzie ujrzeli mnie w TV grającego role bohaterów
wpisujących się w kanony typowego protagonisty indyjskich
mega produkcji. A serialem, który rozpowszechnił mój
aktorski wizerunek jako tego typu bohatera, był właśnie
stary dobry Circus.
W czasie
zdjęć do Ummeed bardzo zżyłem się z familią Kundana i Aziza.
Bardzo dużo czasu spędzałem w ich domach. Żona i dzieci
Aziza stały się dla mnie drugą rodziną. Byli naprawdę bardzo
dla mnie mili i wówczas poczułem, że wreszcie mam kogoś
bliskiego w wielkim Bombaju. Aziz jest dla mnie jak ojciec.
Podczas pracy nad Ummeed zapytał mnie, czy nie chciałbym
zagrać w 19-odcinkowym serialu opowiadającym o życiu w
cyrku. I do dziś pracuję według wyśrubowanych standardów,
które panowały w Iskra Rogopag. Nie mówię, że delhijskie
seriale nie były dobre, były po prostu zupełnie inne niż te
produkowane w Bombaju. Wszystko było większe, lepsze… i
kryło się za tym coś więcej, niż tylko występowanie przed
kamerą. Zgodziłem się więc na propozycję Aziza i już wkrótce
potem podróżowałem po całych Indiach razem z ekipą filmową i
Apollo Circus.
Tłumaczenie: shahrukhkhan.pl na podstawie www.planetsrk.com
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|