My Name is Khan
"Nie umiem już kręcić
historii miłosnych"
Wywiad z Karanem Joharem dla czasopisma Society z września
2009 roku
Dobra,
przyznaję. Kocham typowe filmy Karana – bogactwo, blask,
styl, oprawę, ekstrawagancję numerów wokalno-tanecznych,
słodycz emocji, obfitość gwiazd. To moja dawka eskapizmu i
szczęśliwego świata, który jest surrealistyczny i
spektakularny. I martwi mnie, że teraz zabraknie tego
wszystkiego w filmach Karana.
Nie będzie arogancją z mojej strony, jeżeli nazwę Karana
jednym z najbardziej wpływowych filmowców naszych czasów.
Pojawił się na scenie w momencie, kiedy przemysł filmowy
wyraźnie został podzielony na ten tworzący produkcje „dla
klasy” i ten „dla mas”. Pewna część widzów rzeczywiście
spoglądała na filmy hindi z pogardą. W pierwszych dwóch
filmach („Kuch Kuch Hota Hai” oraz „Kabhi Khushi Kabhie Gham”)
Karan stworzył własny „gatunek” filmowy. I to był jego
największy sukces. W obszarze, w którym inni reżyserzy przez
lata walczyli o zaznaczenie własnej tożsamości, pojawił się
młody człowiek, któremu rzeczywiście udało się zredukować
podziały wśród publiczności. Jego filmy przypadły do gustu
taksówkarzom, urzędnikom, snobistycznej socjecie oraz
Indusom mieszkającym na stałe poza granicami Indii.
I wtedy właśnie, kiedy każdy początkujący reżyser chciał być
taki jak Karan Johar – Karan Johar zdecydował się zmienić
wizerunek. Zgodnie z tym, co mówi – nie będzie więcej robił
„tego rodzaju filmów”. Chłopiec patrzący na świat przez
różowe okulary dorósł. Podjął nowe wyzwanie w swoim ostatnim
filmie, „Kabhi Alvida Naa Kehna”, w którym odważył się
obalić stereotypy. Film spotkał się z bardzo różnymi
reakcjami, ale to nie miało żadnego wpływu na wizję Karana.
W swoim nowym filmie, „My Name Is Khan”, kroczy dokładnie tą
samą drogą.
Kiedy spotkałem się z nim w eleganckim biurze w Dharma
Productions, zdałem sobie sprawę ze znaczenia, jakiego
nabrała marka „Karan Johar”.
Wokół niego mnóstwo się dzieje – jego wierna ekipa, która
trwała przy nim przez te wszystkie lata, tworzy podwaliny
firmy, odkąd entuzjastycznie nastawiony dwudziestolatek
pokazał im nowe horyzonty. Sam Karan z ogromną łatwością
odgrywa różne role. Nanosi ostatnie poprawki w harmonogram
kręcenia „MNIK”. Pracuje nad wieloma różnymi aspektami i
promocją swojej nowej produkcji, „Wake Up Sid”. Twórcze
działania nad materiałem dla gwiazdorskiego duetu
Saif-Kareena, występującego w jego najnowszej produkcji pt.
„Kurbaan”. Spotkanie z zespołem i burza mózgów dotycząca
tytułu remake’u „Mamuśki” (film z S. Sarandon i J. Roberts z
1998 r. – przypis tłumacza). Być może jedyną przerwą w dniu
pracy jestem ja. Wtedy Karan ma chwilę oddechu i nad kubkami
kawy dyskutuje o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
To opowieść o drodze Karana Johara od chłopca do mężczyzny –
jego własnymi słowami.
Karan, byłeś uważany za
króla słodkich filmów. Jednak w ciągu kilku ostatnich lat
twoje nastawienie emocjonalne się zmieniło. Dlaczego to
robisz?
Wiesz, właściwie próbowałem dokonać autoanalizy. Kiedy
patrzę wstecz, myślę sobie, że kiedy straciłem ojca, w ciągu
jednej nocy zmieniło się moje myślenie. Coś się ze mną
stało; jakbym pozyskał nową osobowość. Czwartego dnia, kiedy
wszedłem do biura po chautha ojca (chautha – ceremonia
hinduistyczna organizowana czwartego dnia po śmierci danej
osoby – przypis tłumacza) i usiadłem na krześle, poczułem
się, jakbym się stał nowym człowiekiem. Wszystko, co
wydarzyło się potem, jest odzwierciedleniem tamtego momentu
w moim życiu. Do tamtej chwili w mojej pracy był pewien
rodzaj niewinności, surowości, a nawet frywolności. Nawet
miłość miała w sobie posmak rozmarzonej ufności; każde
uczucie było po prostu cudowne, piękne, miłe, jasne – nie
było strefy ciemności, nie wierzę w ciemność...
Utrata ojca dotknęła cię
tak mocno...
Kiedy utraciłem ojca, zacząłem widzieć szarość; wszedłem w
strefę cienia. Myślę, że wszyscy w niej żyjemy. Nikt z nas
tak naprawdę nie istnieje w ciemności czy jasności. Jeśli
jesteś całkiem po stronie mroku, powinieneś być w więzieniu,
a jeżeli jesteś po stronie światła – musiałbyś mieć nad
głową aureolę. Ale tak nie jest, prawda? Czułem się
odpowiedzialny za moją mamę, za moją firmę. Nie czułem tego
wcześniej. Wcześniej zawsze mnie bardzo chroniono i
osłaniano. Mój ojciec brał na swoje barki wszystko, co mnie
dotyczyło, każdą najmniejszą rzecz – w kwestiach
finansowych, ekonomicznych, uczuciowych, moralnych. Był moim
wzorem, moim superbohaterem; i wiesz – jeśli ręki, która
dotychczas cię prowadziła, nie staje – czujesz się całkiem
samotny. Zaczynasz myśleć o wszystkim w zupełnie inny
sposób. Tak właśnie było ze mną. Wszystkie moje wysiłki,
moja praca i pasje – wszystko się zmieniło. Stałem się
bardziej świadomy politycznie. Teraz zaczynam czytać gazetę
od pierwszej strony, kiedyś czytałem strony poświęcone
rozrywce. Zacząłem zwracać uwagę na własne wyniki finansowe.
Kiedy mój ojciec zmarł, pierwszy raz w życiu spotkałem się z
moim księgowym. Wszedł do mojego biura i powiedział: „Witaj,
jestem twoim księgowym”, a ja pomyślałem coś w stylu: „Nigdy
cię nie widziałem”. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z
prawnikiem naszej rodziny. Wiedziałem, że nikt inny, tylko
mój ojciec dba o to wszystko. Dla niego zawsze byłem Karan
baba i chyba nigdy nie stałem się dorosły.
W Dharmie poszedłeś dalej,
wykroczyłeś poza to, co robiłeś w czasach swojego ojca. Czy
to było trudne?
Było, ponieważ nie było ze mną mojego ojca. Ale wszystko,
czego się od niego nauczyłem, pomogło mi stworzyć moje
przedsiębiorstwo. W Dharmie nieugięcie postępujemy w
kierunku, w jakim on działał –podczas każdego spotkania
piszę na tablicy: „Dharma to dobra karma”. To wywołuje
emocje; to, co zrobiłem, zrobiłem już bez jego
przewodnictwa; jednak czuję, że coś, jakiś rodzaj energii
skłania mnie do podążania naprzód; i sądzę, że pochodzi ona
od mojego ojca.
Były trudne chwile; czasy, kiedy był świadkiem pięciu klap
pod rząd. Staliśmy w obliczu finansowych problemów.
Pamiętam, że w pewnym momencie musieliśmy nawet sprzedać
dom. To był dom mojej babki, a my musieliśmy zapłacić za
film, który okazał się klapą. Byłem świadkiem porażek, kiedy
dorastałem. Miałem tego świadomość, ponieważ niepowodzenie
filmu jest zawsze widoczne. Pamiętam, że mojego ojca nie
zapraszano na imprezy, inauguracje kręcenia filmu czy dawano
mu byle jakie miejsca na premierach. Obserwowałem to w
milczeniu, bardzo podświadomie, ale widziałem, co się
dzieje. Ponieważ był z gruntu dobrym człowiekiem, nigdy nie
stał się cyniczny czy negatywnie nastawiony. Zawsze był
dobry, zawsze wyrastał ponad to i to dlatego ja też nie
stałem się cyniczny.
Powód, dla którego zostałeś
filmowcem, to chęć zrewanżowania się wszystkim tym, którzy
traktowali go źle?
Kiedy zrobiłem mój pierwszy film, nie chciałem walczyć czy
się rewanżować: zasadniczo miałem pewność, że prowadzimy
szczęśliwe życie. Były okresy, kiedy dostrzegałem w oczach
matki czy milczeniu ojca, że dzieje się naprawdę niedobrze.
Wszyscy zauważają, że wychowałem się w południowym Mumbaju i
zawsze przynależałem do przemysłu filmowego. Ale jeśli
zerkniesz głębiej, zobaczysz, że nie było to łatwe dla
żadnego z nas; to była walka nawet dla mnie. Dlatego
odczuwam wielką irytację, kiedy ludzie wciąż próbują
wymyślać kłótnie pomiędzy Adim, Shah Rukhiem i mną. Wróćcie
do czasów, kiedy Adi zainspirował mnie do bycia filmowcem, a
SRK zgodził się u mnie zagrać. Nigdy nie dam rady im się
odwdzięczyć, wiem, że ofiarowali mojemu ojcu i mnie mnóstwo
szacunku w czasie, kiedy naprawdę tego potrzebowaliśmy. Więc
jeśli ktoś mnie poprosi o zamiatanie podłóg w Yash Raj
Studios albo reżyserowanie filmu dla Red Chillies, zostawię
moją firmę i zrobię dla nich wszystko. Nie dlatego, że
jestem im to dłużny, ale czuję się tak, jakbym był przez
nich zatrudniony.
Po śmierci ojca twoja wizja
kina także się zmieniła.
Nagle dorosłem. A kiedy się dorasta, zwraca się bardziej w
stronę własnego wnętrza. Kiedy to uczyniłem, uświadomiłem
sobie, że jest we mnie dużo więcej niż to, co pokazywałem na
celuloidzie. To, co prezentowałem, to był tylko wierzchnia
warstwa, a zacząłem ją ścierać po utracie ojca. Brak bieli i
czerni w „KANK”, moje pragnienie robienia poważnych filmów,
chęć dotknięcia problemu globalnego terroryzmu albo
postrzegania islamu w świecie – to wszystko są rzeczy, w
które mocno wierzę mocno i które dojrzewały podczas
ostatnich pięciu lat. Tak, być może jest grupa, która chce,
bym zrobił kolejną historię miłosną albo kolejne „KKHH”, ale
nie wiem już, jak to się robi. Nie wiem, jak powrócić do
niewinnej miłości. Nie odczuwam miłości w ten sposób. Nie
dostrzegam tej niewinności i surowości. Nie odczuwam
szczerości, jeśli chodzi o te uczucia.
Na przykład kiedy piszę dziś scenę miłosną, widzę, że nie ma
harmonii; czuję fałsz. Nie jest tak niewinna i szczera, jaka
powinna być. Widziałem ostatnio „Love Aaj Kal” i tam były
takie momenty niewinności. Myślę, że nie jestem zdolny do
wykreowania ich teraz. Wyjdzie bardzo sztucznie, jeśli
spróbuję. Czuję się tak, jakbym utracił moją miłość wobec
miłości. Dlatego już nie wiem, jak napisać pogodną historię
miłosną. Zawsze była pewna doza szarości i cynizmu, która
jest we mnie teraz. Doza dojrzałości i realizmu, która jest
w nas wszystkich, a którą czasem nazywamy, a czasem nie za
bardzo. Jeśli ktoś kieruje do mnie zarzut i pytanie,
dlaczego nie robię następnego „KKHH” – nie potrafię. Co to
jest pogodny film? To znaczy – musisz czuć się szczęśliwy,
by zrobić pogodny film, a może teraz nie jestem aż tak
szczęśliwy. Moje kino jest odzwierciedleniem mojego wnętrza,
a może w nim nie ma tego całkowitego zadowolenia, blasku i
szczęścia, które były kiedyś.
Zazwyczaj reżyserzy próbują
innego gatunku, jeśli w dotychczasowym nie odnieśli sukcesu.
Ty spróbowałeś innego, kiedy byłeś na szczycie, robiąc tzw.
„radosne” filmy.
Jestem całkowicie przekonany, że kiedy robiłem te filmy,
byłem daleko bardziej nakierowany na biznes i komercyjny
sukces, ponieważ sławiłem kino hindi jako kinoman i myślałem
o tych wszystkich rzeczach, które słyszałem i widziałem w
okresie dorastania. Na przykład wiedziałem, że konkretna
scena będzie świetnie przyjęta przez widzów z Delhi i
Lucknow. Wiedziałem, że publiczność będzie klaskać podczas
tych scen, więc włączałem je do filmu. To było doskonale
przemyślane – dziewczynka odmawiająca namaaz w „KKHH” czy
chłopiec śpiewający „Jana Gana Mana” w „K3G” – to były
manipulacje nakierowane na sukces komercyjny. Robiłem to
dlatego, że bywałem na seansach, podczas których działy się
takie rzeczy i chciałem tego dokonać. Chciałem, żeby do
mojego ojca zadzwonił dystrybutor z okręgu Delhi – UP i
powiedział, że film miał fantastyczne otwarcie i pobił
wszystkie rekordy. Chciałem tego jako dziecko. Chciałem
stworzyć przestrzeń dla mnie i mojego ojca w głównym nurcie
przemysłu filmowego. Ponieważ wiedziałem, że mój ojciec
nigdy nie odniósł sukcesu komercyjnego. I kiedy posiadłem te
cyferki, to było tak, jak zdobycie pierwszej nagrody, której
zawsze pragnąłem. Dziś wolę raczej zrobić film, z którego
będę osobiście dumny. Może nie zarobi tyle, ile „Ghajini”;
może nie będzie takich sum, ale powinienem czuć satysfakcję,
nawet jeśli nie dokona podboju mainstreamu.
Ale czy to właśnie nie jest
ryzyko, jakie podejmujesz w tym biznesie?
Kiedy kręciłem „KANK”, film ukazał się całkowicie na moją
odpowiedzialność. Nie sprzedałem go nikomu. To był film o
niewierności za 52 crore, w którym Shah Rukh Khan grał
główną rolę – kogoś, kto oszukuje żonę, a w realnej
rzeczywistości jest wzorem ojca i męża. Rani Mukherji,
uwielbiana przez tłumy, na ekranie oszukiwała swojego męża;
sam podjąłem to ryzyko. Przeszedł przez komisję w Yash Raj
Films, ale nie sprzedałem tego filmu. Jeśli robię coś w tym
stylu, nie śmiem ryzykować czyichś pieniędzy. Jeśli film,
który robię, niesie z sobą chociażby odrobinę ryzyka, będzie
odpowiednio wyceniony albo wypuszczony na rynek na moją
odpowiedzialność. Tego nauczyłem się od mojego ojca.
Kiedykolwiek ryzykujesz, upewnij się, że ponosisz to ryzyko
bardziej, niż ktokolwiek inny. Uważam, że wielu filmowców
tkwi w ułudzie. Uważają, że są artystami i mistrzami
malującymi na celuloidzie. Ale mój ojciec powiedział mi
kiedyś: „Od tego, co robisz, zależy, czy ktoś będzie
najedzony, czy głodny. Jest cały łańcuch zależności między
ludźmi, którzy doświadczają niedoli z powodu tego, co
robisz, lub zyskują na tym, co robisz”. Cały czas to bardzo
mocno siedzi w mojej głowie i sercu.
Tak, myślę, że typ biznesu, jaki prowadzę, także teraz się
zmienił. Nie mam już we mnie pragnienia dostarczenia filmu
najlepiej zarabiającego i podbijającego box-office. Chcę
zrobić film, na który będę mógł popatrzeć bez wstydu. Film,
z którego będę mógł być dumny, mimo jego nietypowej treści.
Oczywiście jeśli okazałby się największym przebojem roku,
byłbym przejęty i pełen zachwytu, ale nie jest to już moje
główne dążenie.
Kiedy każdy obiecujący
reżyser chce być Karanem Joharem, Karan Johar chce być kimś
innym...
Słyszę to często od ludzi – że ten reżyser pozuje na mnie
itd. Traktuję jak komplement to, że ludzie chcą mnie
naśladować. Ale szczerze – myślę, że być może chcą
naśladować coś, co robiłem poza kinem. Na przykład wyszedłem
ze strefy dla reżyserów, kiedy poprowadziłem rozdanie
nagród; kiedy zrobiłem talk-show; zacząłem współdziałać z
markami; zacząłem wypowiadać się o sprawach publicznych.
Wydaje mi się, że wcześniej reżyserzy byli odizolowani,
chcieli być traktowani serio. Ja wyszedłem bardziej na
zewnątrz. A ludzie stwierdzili: „Och! Nie możemy być tacy
jak mający podejście do mediów i biznesu Karan”. To nie mój
zmysł i podejście do mediów – to moja osobowość.
Wyreżyserowałeś tylko
cztery filmy, a udało ci się stworzyć swój własny gatunek.
Czy takie było twoje marzenie?
Nie śniłem o niczym takim. Nigdy sobie nie wyobrażałem, że
mogłyby się stać jakimś gatunkiem. Czy mogłoby być coś
takiego jak „film Karana Johara”? Zrobiłem, co umiałem.
Zaproponowałem swoją wrażliwość. I myślę, że zostałem
zaklasyfikowany naprawdę wcześnie. Po „KKHH” czytywałem
stwierdzenia o „filmach, jakie robi KJ”, a nakręciłem tylko
jeden! Potem zrobiłem film rodzinny, „K3G”, i bywały teksty
o „kinie familijnym, które kręci Karan Johar”. Zastanawiam
się, jakie filmy familijne zrobiłem poza „K3G”?
Przypuszczam, iż z powodu sposobu, w jaki je zrobiłem w
swoim czasie, stały się trochę kultowe; mimo że
zrealizowałem tylko trzy – cztery filmy, wygląda, jakbym
nakręcił ich trzydzieści.
Aktor, producent, reżyser,
konferansjer, gospodarz programu, model – odgrywasz wiele
ról. Która jest twoją ulubioną?
Bez wątpienia bycie reżyserem; wszystko inne to tylko hobby.
To znaczy, jeśli prowadzę program czy rozdanie nagród, robię
to tylko dla zabawy. Nie mam problemów ze staniem przed
kamerą czy w światłach sceny, uwielbiam to. Jeśli ktoś chce,
żebym ubrał się w czarny garnitur i szedł po czerwonym
dywanie – nie ma sprawy. Kocham to, bawi mnie to i zrobię
to. Każdy, kto mówi, że tego nie lubi, kłamie, udaje albo
nie miewa po temu okazji. Ale jeśli mnie zapytasz, co mnie
kręci na co dzień – jest to fakt, że mogę robić film. To, że
rzeczywiście mogę wymyślić świat, który inni zobaczą. Myślę,
że to honor i zaszczyt. To smutne, że nie wszyscy mogą
realizować filmy, ponieważ wydaje mi się, że jedyny czas,
kiedy jesteś Bogiem, to ten, kiedy jesteś filmowcem; wtedy
naprawdę stwarzasz świat i każdy może go zobaczyć. Tak...
Kiedy jeszcze możesz być jak Bóg? Jesteś Bogiem tylko wtedy,
kiedy jesteś twórcą filmów.
Twoja firma produkcyjna
rozwinęła się w wielu kierunkach od czasu, kiedy ją
przejąłeś. Ale wraz z wielkimi korporacjami wchodzącym na
rynek wszystko staje się trudniejsze dla samodzielnych
producentów. Jaki jest twój plan przetrwania?
Wiedziałem, że mam już markę i będzie głupotą, jeśli nie
położę na nią nacisku. Jestem w sytuacji, w której mam
ustabilizowaną pozycję, mogę odkrywać nowe talenty. Wszyscy
mi wciąż powtarzają: „Nie lansujesz debiutujących aktorów”,
a ja mówię, że robię coś znacznie większego – odkrywam
reżyserów. Mam sześciu asystentów, którzy robią dla mnie
teraz filmy, dałem im szansę, tak, jak chciałem. Było dla
mnie jasne, że nie chcę mieć studia czy zarządzać nim. Chcę
robić filmy, a jedyna droga to bycie wiodącą firmą
produkcyjną, która będzie związana ze studiem i której
studio umożliwi dystrybucję. Nie jestem zainteresowany
funkcjonowaniem widowni, sceny czy pokoju nagrań. To mnie w
tej chwili nie kręci, ale nie wiem, co będzie jutro. Nigdy
nie myślałem, że będę produkował równocześnie trzy filmy w
tym samym czasie. Kto wie, co mnie czeka? W tej chwili
cieszę się z faktu, że są powstają nowe filmy i są pełni
energii nowi ludzie, którzy te filmy robią.
Ale przemysł filmowy
potrzebuje też młodych aktorów. W biznesie dominuje garstka
gwiazd, a firmy produkcyjne jak twoja mogłyby to zmienić
poprzez lansowanie nowych twarzy. Dlaczego tego nie robisz?
Masz całkowitą rację i to będzie następny etap w Dharmie: z
pewnością zaangażujemy się w łowienie nowych talentów. Na
przykładzie Hollywood widać, że system gwiazdorski zawodzi
kompletnie. Oni też idą w stronę nowoczesnych gatunków
filmowych, w których pojawiają się nowe talenty, albo
grafika komputerowa zamiast nich; filmy, w których może grać
ktokolwiek, a gwiazdą jest komputerowa grafika. Tylko spójrz
– film z Johnnym Deppem nie zarabia takich pieniędzy, jak
produkcja wykreowana przez studio, które ma nowy pomysł lub
nową sztuczkę komputerową.
Całkowicie zgadzam się także z tym, że jesteśmy zbyt zależni
od tych pięciu gwiazd, które grają główną rolę. Jesteśmy
narodem szalonym na punkcie gwiazd i to wspaniałe, a te
gwiazdy zasługują na pozycję, którą mają. Ale mocno wierzę,
że zawsze najważniejsze jest tworzenie filmu i że wraz z nim
można wykreować gwiazdę. Nie można być uzależnionym od
gwiazd, ponieważ jeśli tak się dzieje, cierpi na tym
zawartość, treść filmu. Tak stało się u nas w latach 80.
Byliśmy w tamtym czasie tak bardzo uzależnieni od jednego
człowieka – Amitabha Bachchana – że wpłynęło to na obniżenie
jakości.
Teraz staram się o to, by każdy młody reżyser współdziałał z
nową ekipą, zarówno pracownikami technicznymi, jak i
aktorami – po prostu wnosił nową energię, ponieważ jestem
przekonany, że to droga postępu także dla Dharmy w
następnych dwóch latach. Chcemy odejść od pracy tylko z
wielkimi nazwiskami.
Kultura korporacji także
zrujnowała przemysł, spowodowała spowolnienie jego rozwoju.
Korporacje podniosły niebotycznie ceny i w końcu musiały
stanąć w obliczu kryzysu. Czy czujesz się w tej chwili
zagrożony ich obecnością?
W 2007 roku sprawy wymknęły się spod kontroli i
ucierpieliśmy z tego powodu. Wszystkie ceny były fikcyjne;
to był fikcyjny wzrost w ludzkich umysłach. Wróciliśmy tam,
gdzie powinniśmy być. Biznes kręcił się naprawdę dobrze w
latach 2005 i 2006, i nagle w 2007 roku aktorom zaczęto
płacić absurdalne kwoty. To znaczy – można żądać takiej
sumy, jeśli można również zagwarantować taki zysk z
otwarcia. Ale nigdy nie jest się tego pewnym. Jesteś tak
dobry, jak twój film. W ostatecznym rozrachunku nie jest
istotne, jak wielki jest popyt, bo jeśli nie ma w tym
wszystkim samego filmu, jego notowania zaczną zniżkować w
poniedziałek, a potem zainteresowanie nim spadnie
drastycznie. Jako producent wiem, ile mogę zapłacić – jeśli
chcesz to zrobić, zrób, jeśli nie – nie zawracaj mi głowy.
Dlaczego inni mają cierpieć, ponieważ tobie się wydaje, że
jesteś gwiazdą? Myślę, że urojenia to bardzo poważna choroba
trapiąca ten przemysł. Zapadają na nią aktorzy; reżyserzy;
producenci. Wszyscy żyją w ułudzie. Czasem myślę, że jeden z
drugim powinien wejść w Internet, wpisać swoje nazwisko w
wyszukiwarkę i przeczytać, co się o nim mówi. To powinna być
terapia. Robię to czasami – a ludzie piszą tak okropne
rzeczy, że to najlepszy sposób, by powstrzymać czasami swoje
ego. to potrzebne, ponieważ wszystko jest ulotne; możesz
odnieść połowiczny sukces, ale czuć się jak boski dar
ofiarowany przemysłowi. Nie jesteś nim. Nikt nie jest.
Jesteś tak dobry, jak twój film, i tyle wart, ile wysiłek,
który wkładasz w film. Naprawdę uważam, że urojenie jest
chorobą, na którą trzeba zwrócić uwagę – bardziej niż
jakikolwiek wirus czy świńska grypa. Jeśli istnieje jakiś
rodzaj szczepionki, by się przed nią chronić, chciałbym,
żebyśmy ją zdobyli.
Wracając do twojej firmy –
większość ludzi, z którymi pracujesz, to twoi bliscy
przyjaciele. Czy to utrudnia bycie czasami bezwzględnym w
kwestiach zawodowych?
Tak. Wiele razy się tak dzieje. Mam bardzo osobiste relacje
z ludźmi, z którymi pracuję; więc tak, nie działam w
bezlitosny sposób, w stylu korporacyjnym, jak to nazwałeś.
Zawsze trzeba zachować poziom współczucia, zaufania i
oddania.
Co się dzieje, kiedy musisz
podjąć drastyczne kroki?
Nie podejmuję takich kroków. Jest wiele rzeczy, których nie
robię, ponieważ tego nie potrafię. Oczywiście to się staje
trudne. Ale wydaje mi się, że to ta druga strona bycia z
kimś w bliskich stosunkach lub przebywania w tej strefie z
ludźmi, z którymi pracujesz. Zawsze są dwie strony medalu.
Ale moim atutem jest to, że mam pewne dojścia, których inni
nie mają. Zdecydowanie z tego powodu wiele rzeczy działa na
twoją korzyść. Nie można mieć wszystkiego.
W „My Name Is Khan” po raz
kolejny dotykasz poważnego problemu. Oczekiwania są ogromne,
to także twój najbardziej kosztowny film. Nie obawiasz się,
podejmując tak delikatną kwestię, jaki będzie masowy odbiór?
Myślę, że treść, istota filmu są bardzo poruszające. W tym
zakresie to nie jest eksperyment, a film pełen wrażliwości,
zrobiony z rozmachem; to było konieczne, ponieważ emocje są
tu tak silne, że nie potrafiłbym potraktować ich jak czegoś
drobnego. Musiałem podjąć temat w dobitny sposób, by
wybrzmiał głośno – stąd rozmach. Kiedy spoglądam wstecz,
myślę, że może scenariusz powinien być napisany tak, by film
mógł być trochę tańszy – ale taki nie jest. Zrobiłem go tak,
a nie inaczej i teraz muszę być wierny temu, co napisałem.
Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale jestem stuprocentowo
przekonany, że to ten obraz, przy którym najciężej
pracowałem. Jeśli więc to się w ogóle liczy, mój wkład w ten
film był trzysta procent większy niż w każdym innym wypadku.
Mocno wierzę, że ten wkład się opłaci.
Z „My Name Is Khan”
przekraczasz kolejne granice. Fox Searchlight Studios kupiło
film za ogromną sumę i pierwszy komercyjny indyjski reżyser
będzie miał wielką premierę w mainstreamowym Hollywood.
Tak, Searchlight planuje ponad diasporą. To jak próba
sięgnięcia do głównego nurtu – ale będzie to coś, co nazywa
się „premierą pomostową”. Start jest niewielki, a potem
wszystko zależy od produktu; zobaczymy, jak to będzie.
Faktem jest, że zaangażowanie Searchlight to bardzo poważna
sprawa. To po pierwsze. I to nie tylko umowa z indyjskim
odłamem, ale z Searchlight bezpośrednio.
Będzie inna wersja filmu na
rynek międzynarodowy?
Nie sądzę. To, co zaakceptuje diaspora, powinno być
ostateczną wersją filmu, mam nadzieję; ale właściwie nie
wiem. Widzisz, powiedziałem im jasno, że orientuję się w
biznesie w kraju i pośród diaspory. Oni mają szerszą wiedzę,
więc jeśli stwierdzą, że konieczna jest inna wersja, mogą ją
zrobić. Nie będę im wchodził w drogę, ponieważ znają się na
swojej działce – a ja na swojej.
Kiedy twój ostatni film, „Kabhi
Alvida Naa Kehna”, został przyjęty z mieszanymi uczuciami,
zmartwiło cię to? Niektóre reakcje były skrajnie ostre...
Jestem szczęśliwy, że nakręciłem ten film. Ponieważ
uwielbiam to, że dzięki mnie mężczyźni zostali wytrąceni z
poczucia pewności i uświadomili sobie, że żony oszukują
mężów w kwestii tego, co same myślą. Szczerze – teraz
większość maili, które otrzymuję, jest o „KANK”. Wiesz,
mężczyźni i kobiety w związkach mówili mi indywidualnie, że
nie mogli powiedzieć sobie nawzajem, że podobał im się film,
ponieważ był odzwierciedleniem tego, co myśleli. Naprawdę
mogę oceniać małżeństwa na podstawie reakcji ludzi na „KANK”.
Jeśli mogą z całą pewnością powiedzieć, że podoba im się
film, mogą też powiedzieć, że między nimi istnieją otwarte
relacje. Nie można nagle wyjść z „KANK” i stwierdzić, że się
nienawidzi filmu. Jeśli głęboko go nienawidzisz, to znaczy,
że masz bardzo wiele do ukrycia przed innymi i przed sobą.
Pewnego dnia pewien mężczyzna powiedział mi, że go nie
cierpi, a ja rzekłem: „Jak możesz nie znosić filmu? To
znaczy, że masz wiele do ukrycia. Co jest nie tak w twoim
małżeństwie albo co ty zrobiłeś źle”? Popatrzył na mnie
zaskoczony, a ja powiedziałem: „Jesteś z inną kobietą czy z
innym mężczyzną? To oczywiste, że z kimś jesteś albo byłeś,
to spowodowało taką niechętną reakcję”. Ponieważ to nie jest
film, którego można nienawidzić. Nie mogę uwierzyć, że ktoś
może go nie znosić – o ile nie kojarzy ci się w jakiś sposób
lub jakoś nie wyprowadza z równowagi. Są kobiety, które
mówią, że przypomniał im ich godne pożałowania małżeństwa;
słabość tych małżeństw. Uświadomił im fakt, że nie mogły
opuścić swoich mężów z różnych powodów. Jestem dumny z tego
filmu bardziej niż z jakiegokolwiek innego, ponieważ uważam,
że poczyniłem dzięki niemu społeczną deklarację.
Ludzie po prostu nie mogli
znieść niektórych bohaterów.
Przez tygodnie po premierze odbywały się konwersacje
salonowe na temat filmu. Dlaczego Rani nie kocha Abhisheka –
to była wielka zagadka. Ale nie kocha i nie można tego
podawać w wątpliwość. Takie jest życie. On jej nie pociąga.
Nie podnieca; uważa go za dziecko, zwyczajnie – małżeństwo
nie dostarcza jej namiętności, odkrywa ją z innym mężczyzną.
To problem setek kobiet na świecie; po prostu o tym nie
mówią. To, że on ma dobre serce i jest miłym człowiekiem,
nie oznacza, że będzie ją pociągał seksualnie. Namiętność i
energia seksualna nie mają nic wspólnego z dobrocią; zależą
od czegoś innego i trzeba sobie uświadomić, że to czas
takiego rodzaju ekspresji. Chciałbym, żebyśmy sobie
uświadomili, że żyjemy sami z sobą. Myślę, że najgorsze
kłamstwo to okłamywanie samego siebie. A wielu z nas ma do
tego skłonności. Jestem dumny z „KANK”, ponieważ jeśli
potrafiłem zrobić film, który sprawił, że zakwestionowałeś
swoje istnienie w związku, to znaczy, że udało mi się.
Są tacy mężczyźni, którzy wychodzą; którzy nie przyznają
się, że film im się podobał. Odmawiają powtórnego seansu i
są wściekli, że ich żony go lubią. To dlatego, że
odzwierciedla ich jako ludzi. Wszyscy wiemy, że monogamia
nie istnieje; to znaczy – wśród ludzi żyjących w
metropoliach wierność jest jak dinozaury. Nie zdarza się. A
film, który mówi ci właśnie o tym, z gwiazdami głównego
nurtu, musi spowodować zamieszanie. Cieszę się z tego.
Teraz możesz prawić
komplementy, ale pamiętam, że po premierze byłeś
wstrząśnięty do głębi...
Och, byłem całkowicie porażony. Ponieważ nie zdawałem sobie
sprawy, jak całkowicie dwulicowy może być świat, jak wiele
spraw zamiata się pod dywan. Byłem zszokowany. Wtedy mnie to
nie rozbawiło. Miesiąc później tak. Ale w tym momencie
zastanawiałem się, co się dzieje; skąd te debaty, dyskusje?
Dlaczego nie można zobaczyć go po prostu dla jego emocji?
Wiadomości pełne gniewu, wściekli ludzie... Jak film może
doprowadzić cię do wściekłości? Byłem w szoku – ludzie
podchodzili do mnie w kafejkach, hotelach, pełni irytacji.
Matki, podchodzące do mnie z córkami, po prostu wściekłe.
Byłem tak zszokowany, że wyjechałem z kraju na trzy
tygodnie, ponieważ odbierałem negatywne fluidy. Kiedy
wylatywałem do Ameryki, czułem wręcz, że ludzie na lotnisku
mnie osądzają – wiesz, jak ktoś wychodzi z więzienia, a
ludzie się na niego gapią – tak to wyglądało. Mogłem
dosłownie wyczuć przeszywające mnie spojrzenia, mówiące:
„Byłeś po naszej stronie; taki rodzinny facet… i popatrz, co
nam teraz zrobiłeś”. W tej chwili, kiedy spoglądam wstecz,
śmieszy mnie to, ale wtedy byłem zdenerwowany! Zakładam, że
jeśli cokolwiek, co robisz, jest skrajne, może sprowadzić na
ciebie skrajne reakcje.
Czy trudno ci pogodzić się
z porażką?
Nie sądzę, bym potrafił się z nią uporać. Nie jestem
przygotowany na to, by sobie z nią poradzić. Nie wiem, jak,
ale wiem, że będę musiał. Powtarzam sobie wszystkie te złote
myśli – że porażka to krok do sukcesu, że czyni cię
silniejszym; wszystkie one są dobre w książkach i wyglądają
dobrze, kiedy się je wysyła komuś w postaci wiadomości. Ale
kiedy uderza w ciebie – to w ciebie właśnie, ciebie dotyka i
zabija. Jednak jestem przekonany, że kiedy się wydarzy,
wyjdę z tego, ponieważ to potrafię. Przedtem radziłem sobie
z różnymi sytuacjami w życiu. Ale wiem, że nie jestem
przygotowany do tego, by uporać się z przegraną; zniszczy
mnie.
Jedyny twój film, który
okazał się klapą, to „Kaal”. Załamało cię to?
Nie, ponieważ nie czułem się zbyt związany z „Kaal”. To był
zły film, więc nie mogłem nikogo obwiniać. Poza tym nie było
tak źle, miał dobre otwarcie i właściwie trochę na nim
zarobiliśmy. Więc jeśli jest się zabezpieczonym finansowo,
to tak nie doskwiera. Teraz mogę spojrzeć za siebie i
powiedzieć, że to nie był dobry film; nie zasługiwał na
sukces.
Ale odczuwałem osobistą porażkę przy każdym filmie.
Powiedziałem to ostatnio Adiemu – zbudowałem karierę opartą
na rozczarowaniach. Po „KKHH” musieliśmy wyjechać z kraju,
ponieważ coś się wydarzyło. Nie cieszyłem się sukcesem
filmu, ponieważ mnie tu nie było. Po „K3G” powiedziano, że
to staroć przystrojona w nowe szatki. To był rok „Lagaan” i
„Dil Chahta Hai”, a mój film był jedyny w takim stylu. Nigdy
nie dostał nagród ani dowodów uznania i to mnie zmartwiło.
Przy „KHNH” tragiczne było to, że mój ojciec chorował w tym
czasie na raka, a po premierze okazało się, że „Koi Mil
Gaya” jest większym hitem, więc nasz film został przyćmiony.
Potem był „KANK”. Nigdy nie zdarzyło się, że po premierze
usiadłem w weekend z uśmiechem na twarzy. No dobrze,
„Dostana” sprawiła, że się uśmiechnąłem. Ale jedyną rzeczą
po „KKHH”, która naprawdę wywołała mój uśmiech, był „Koffee
with Karan”. To mój największy hit po „KKHH” i sukces od
pierwszego dnia. Poza tym – nigdy żaden krytyk nie napisał
źle o programie.
Czy krytyka także cię
dotyka?
Tak, bardzo na mnie oddziaływa, czytam każdą recenzję.
Wchodzę do sieci i czytam każde słowo – muszę tak. Zadręczam
się słowami każdej osoby, która pisze źle o moim filmie.
Lubię rywalizację. Kiedyś kłóciłem się z moją nauczycielką,
by otrzymać o pół punktu więcej – to w jakiś sposób
pokazuje, jaki jestem. Dała mi wtedy osiem punktów, a ja
uważałem, że zasłużyłem na osiem i pół, ponieważ podkreśliła
mi jeden błąd ortograficzny, którego nie było, dlatego się z
nią kłóciłem. Pokazałem jej wyraz w słowniku, a ona musiała
mi dać te pół punktu. Dziecko we mnie nie dorosło. Będę
kłócił się o pół punktu i o pół gwiazdki w recenzji. Będę
walczył i pragnął tego.
Nawet w filmach, które
tylko produkujesz, twój twórczy wkład jest niewątpliwy. Czy
reżyserzy pracujący z tobą nie czują się z tego powodu
oszukani?
Popatrz, „Dostana” jest w całości Taruna (Mansukhaniego),
ale on pracuje ze mną od dziesięciu lat, więc oczywiście
jest pewien wspólny poziom porozumienia; przejmuje się
poczucie estetyki ludzi, z którymi się pracuje, więc jest
tego wiele. Ale teraz, wraz z nową falą reżyserów, filmy są
totalnie inne. Jeśli zobaczysz promo „Wake Up Sid”,
dostrzeżesz, że nie ma nic wspólnego ze mną. „Kurbaan”,
reżyserowany przez Rensila D’Silvę, jest o światowym
terroryzmie, nie ma w nim ani odrobiny mnie. Możesz dostrzec
tę odrobinę w „My Name Is Khan”, ponieważ to ja reżyseruję –
ale nawet tu nie jestem tego pewien. W moich nowych
produkcjach nie zobaczysz „karanowości”, jeśli chcesz to tak
nazwać. Ale tak, wcześniej ten wkład był, ponieważ oni
stanowili część mnie, oddychali tym samym powietrzem, co ja,
przez prawie dziesięć lat.
Był okres, kiedy mumbajskie
towarzystwo patrzyło z góry na filmy hindi. Dorastałeś w
takim środowisku.
Tak, zazwyczaj w college’u kłamałem na temat tego, co robi
mój ojciec. Teraz przemysł filmowy to najbardziej modne
miejsce. Wtedy było inaczej. Dorastałem na Wzgórzu
Malabarskim w południowym Mumbaju. Nikt nie wiedział nic o
filmach; nikt nie mówił o filmach. Okłamywałem większość
moich przyjaciół na temat zajęcia ojca. Czuję się kiepsko,
mówiąc to, ale nie byłem dumny z tego, czym się zajmuje. To
było prawdziwe, a dziś czuję się źle z tego powodu, ponieważ
uważam, że powinienem być dumny z ojca, nieważne, co robił.
Przychodziłem bawić się w innymi dziećmi ze Wzgórza i nie
mogłem im powiedzieć, że mój ojciec kręci film z Prakashem
Mehrą pt. „Muqqadar Ka Faisla”, więc zazwyczaj mówiłem, że
jest biznesmenem. Kiedy poszedłem do college’u, wszystko się
trochę zmieniło. Teraz, w ciągu ostatnich trzech – czterech
lata wszyscy chcą być w przemyśle filmowym. Nie jest cool
mówić, że nie ogląda się filmów hindi, ponieważ to już nie
jest prawda. To znaczy – idzie się do Inoxa (multipleks) w
południowym Mumbaju i nigdy nie można dostać biletów.
Wszyscy oglądają filmy, wszyscy piszą tylko o filmach,
gadają o filmach.
Teraz obracasz się w tym
samym kręgu ludzi. Czy w ogóle rozmawiasz z nimi o pracy?
Tak, kiedykolwiek mam premierę, zapraszam ich; wszyscy są
moimi przyjaciółmi. Większość z nich ma jakieś związki z
filmem. Parmeshwar Godrej to moja bliska przyjaciółka i
uwielbiam jej pasję, ale ona zawsze miała związek z filmowym
biznesem. Albo Tina i Anil (Ambani), którzy są mi bardzo
bliscy, a Tina bardzo lubi filmy. Byłbyś zaskoczony tym, jak
wielu ważnych przemysłowców ma prywatne sale kinowe w
domach. Moje zaproszenia trafiają do nich wszystkich,
ponieważ znam ich osobiście i jestem szczęśliwy, że chcą
zobaczyć mój film.
Niegdyś sporo osób
twierdziło, że jesteś zbyt zależny od Shah Rukha Khana. Jak
sobie z tym dawałeś radę?
Przyjmowałem to normalnie, ponieważ tak było. Tak naprawdę z
jego powodu zacząłem karierę. Zgodził się zagrać w moim
pierwszym filmie – tak się zaczęło. Jestem uzależniony od
niego zarówno emocjonalnie, jak i zawodowo. Kiedy ludzie
pytają mnie, dlaczego SRK, spoglądam na nich i mówię, że
moim zdaniem ja potrzebuję go bardziej niż on mnie.
Potrzebuję jego wsparcia na planie. Poprzez swoją obecność
uwypukla pewne motywy w moich filmach; sprawia, że mój film
ma o wiele większą szansę na rynku. A poza tym jest dla mnie
osiągalny. Jeśli ludzie mówią, że jestem od niego
uzależniony – to tak, jestem, i to najszczersza prawda.
Istotnym uzasadnieniem mojego sukcesu jest on, więc dlaczego
nie powinienem być zależny?
Czy wydaje ci się, że inni
aktorzy czują się z tobą trochę mniej swobodnie, ponieważ
jesteś tak blisko związany z SRK?
Nie aktorzy, w którymi pracowałem – oni nie czują się
nieswojo. Czy to Abhishek, czy Saif, czy Hrithik.
Dogadywałem się też z tą trójką; wszyscy oni są dziś moimi
przyjaciółmi. Rozmawiałem też często z Aamirem i Salmanem.
Jestem z nimi w przyjacielskich układach.
Shah Rukh i ty zaczęliście
od przyjaźni, potem pracowaliście razem; teraz jesteście
partnerami w interesach. Mówi się, że nigdy nie powinno się
mieszać przyjaźni i biznesu. Jesteś z tym ostrożny?
Zgadzam się z tym. Ale to zależy też od tego, jakim jesteś
człowiekiem. Zawsze mieszałem biznes z przyjaźnią i w moim
przypadku to się zawsze sprawdzało. Tak jest z Adim i Shah
Rukhiem – obaj są moimi najbliższymi przyjaciółmi i z oboma
robię interesy. A emocje i przyjaźń są teraz o wiele większe
niż były przedtem. Adi i ja już nie pracujemy razem
zawodowo, ale w tej chwili jesteśmy sobie nawet bliżsi niż
byliśmy w ostatnim roku. Czuję to. Jeden z twoich magazynów
(„Stardust”) różnił nas miliony razy, ale tak naprawdę to
miało miejsce tylko na papierze. Naprawdę uważam się za
szczęściarza, ponieważ nie urodziłem się z przerośniętym
ego. Nie mam takiego. Jestem święcie przekonany, że byłbym
niczym bez tych dwóch ludzi. Nie byłbym filmowcem, gdyby nie
było Adiego i Shah Rukha. Dla mnie Shah Rukh jest jak ojciec
– cały czas na mnie wrzeszczy. Dzwoni do mnie i zwalnia mnie
dwa razy w tygodniu. A Adi zwalnia mnie codziennie. To tak,
jakbym utracił jednego, a znalazł dwóch ojców. Jeśli się
czyta wiadomości Adiego, są trochę złośliwe: „Czytam twój
durny wywiad, kiedy się zamkniesz”? Każdego dnia jest coś w
tym stylu: „Przestań tak gadać; nie rób tak; dlaczego tu
jesteś”? To tak, jakbym był kontrolowany i pilnowany przez
dwóch ludzi, więc nie może być problemu. Jak możesz mieć
problem ze swoimi rodzicami? Czasem naprawdę życzyłbym
ludziom, żeby mogli posłuchać naszych rozmów; mogli wejść do
pokoju, kiedy jesteśmy razem. Przedwczoraj zadzwoniłem do
Adiego po wskazówki dotyczące „Wake Up Sid”. Ten film jest
dystrybuowany przez UTV, ale Adi udziela mi wskazówek; tak
właśnie działamy. Dzwoni do mnie, bym czytał jego
scenariusze. Jeśli coś mi się podoba, mówię mu, jeśli nie –
też mu to mówię. Obaj, Adi i Shah Rukh, są moimi ostojami,
przewodnikami w moim życiu zawodowym. A kiedy mam problem z
jednym i drugim, idę do mojej mamy.
Jesteś także bardzo
zaprzyjaźniony z Gauri; niewiele osób o tym wie.
Rzeczywiście bliżej mi do Gauri niż do Shah Rukha. Ona jest
moją przyjaciółką; Shah Rukh nim nie jest, ponieważ, jak
powiedziałem, ciągle mnie zwalnia. Boję się go. To zupełnie
inny układ. Ludzie sądzą, że jesteśmy kumplami, ale w tym
jest wiele szacunku. Gdziekolwiek jestem, jeśli on wchodzi
do pokoju, ja wstaję i nie siadam, póki mnie o to nie
poprosi. Tak się właśnie zachowuję w jego obecności. Ale
faktycznie moją przyjaciółką jest Gauri – ona i dzieci.
Twoje wypowiedzi zawsze
emanują pewnością siebie i optymizmem. Czy to tylko zasłona,
za którą skrywasz swoją niepewność? Często czujesz się
niepewnie?
Każdego ranka. każdego dnia; w każdej chwili i o każdej
porze. Jestem bardzo niepewnym siebie człowiekiem. Jestem
niepewny i przerażony. Mam mnóstwo kompleksów. Jestem
przekonany, że to, co dzieje się teraz, jest tymczasowe, nie
jest na stałe. Czuję, że cały ten stan pomyślności jest
czasowy i pewnego dnia to wszystko zepsuję. Budzę się z tą
obawą każdego ranka. Patrzę na siebie i przeczuwam, że
wszystko zniknie; co zrobię, kiedy przestanę otrzymywać
kwiaty? Boję się starzenia; boję się utraty bliskich mi
ludzi; boję się, że stracę fanów; że stracę wsparcie widzów.
Obawiam się tego wszystkiego w każdej chwili. Boję się
komplementów, bo wiem, że kiedyś ich zabraknie. Dlatego,
jeśli ktoś mnie chwali, czuję się niezręcznie. Nigdy nie
zobaczysz mnie akceptującego pochwały. Zawsze potakuję ze
skrępowaniem. Nie wiem, co z nimi robić; tak mnie niepokoją,
że wolałbym ich nie słyszeć. Nie chodzi o to, że cieszy mnie
słuchanie słów krytyki, ponieważ z nią także mam problem.
Jestem po prostu kłębkiem obaw i kompleksów. Jestem też
zodiakalnym Bliźniakiem, więc w każdym momencie istnieją we
mnie dwie osoby.
”Koffee with Karan” był
wielkim sukcesem. Wyznaczył również pewien trend; inni
reżyserzy, jak Farhan Akhtar, Sajid Khan czy Farah Khan
także zaczęli prowadzić swoje programy. Ale żaden z nich nie
robi tego tak dobrze.
Naprawdę się cieszę, że żaden z nich nie potrafił dorównać „Koffee
with Karan”. Jestem szczęśliwy, że KWK pod tym względem jest
niedościgły. Cieszę się, że go zrobiłem. Jestem dumny z KWK,
ponieważ wiem, że byłem jedynym, który chciał go zrobić.
Wszyscy radzili mi, bym się za to nie brał – mówili, że
reżyser powinien utrzymywać wokół siebie aurę tajemniczości,
a to obniży moją wartość jako człowieka i osłabi moją markę.
Ale w rzeczywistości spowodowało jej wzmocnienie. Zawsze
paliłem się do tego, by zrobić coś takiego. Widzisz, zawsze
chciałem pracować w mediach. Kiedy byłem dzieckiem, jednym z
moich pomysłów na przyszłość było dziennikarstwo i zajęcie
się krytyką filmową. Sądzę, że KWK pozwolił mi zaspokoić
pewne pragnienie.
Planujesz trzeci sezon?
Nawet jeśli w przedziale tego typu programów zrobiło się
naprawdę ciasno??
Ty mi powiedz... Myślę, że KWK zawsze będzie miało
publiczność. Tak się dzieje w przypadku show, które się
liczy. Wiem, że są nowi wrogowie, nowe miłości i nowe
kontrowersje. Ludzie się zmieniają; kiedy zasiądą na
kanapie, będą inni niż ostatnio.
Mogę to zrobić albo nie; nie wiem. Ale wiem, że bawiłem się
doskonale przy robieniu programu. Jeśli ktoś mnie zapyta,
jakie mam hobby, odpowiem, że prowadzenie talk show. To
ulubione hobby.
Nagle zostałeś określony
ulubionym rozjemcą w branży. Ludzie walczą, a potem
przychodzisz ty i rozwiązujesz narosłe między nimi problemy.
Myślę, że więcej mi się przypisuje niż mogłem uczynić. Może
mam wokół siebie jakieś fluidy; pozytywny nastrój. I kiedy
ludzie przychodzą razem, czują, że mogą z tego skorzystać,
ponieważ wchodzą we wspólną przestrzeń. Mogą mieć problemy
ze sobą nawzajem, ale ponieważ znam ich wszystkich
osobiście, przebywają razem. Nie wiem, czy odgrywam w tym
znaczącą rolę. Jeśli zadaje mi się pytanie o to, czy
załagodziłem spór Aamira i Shah Rukha, stwierdzam, że nie
zrobiłem nic takiego. Pojawiła się sprawa współpracy z
multipleksami, która wymagała zaangażowania tych dwóch
mężczyzn, ikon. Spotkali się kilka razy w moim domu, ale to
wszystko. Ludzie spotykają się na mojej imprezie i jeśli
czują dobre wibracje, zbliżają się do siebie – mnie nic do
tego. Następnego dnia przeczytałem, że załagodziłem ten
spór; nic nie zrobiłem. Ale to prawda, nigdy nie staję po
którejś ze stron. Jeśli jestem blisko z dwójką ludzi,
przyjaźnię się z każdym z nich; nigdy nie opowiadam się po
którejś ze stron. Uważam, że nie powinienem. Jeśli ktoś z
kimś się kłóci, to ich problem.
Czy to kiedykolwiek
sprawiło, że znalazłeś się w niezręcznej sytuacji?
Tak, oczywiście. Kiedy dwójka ludzi, których bardzo lubisz,
ze sobą nie rozmawia i ma problemy, to kłopotliwe; to takie
będzie. Ale co można zrobić? Nie staje się po żadnej
stronie. Zwyczajnie się wycofuje. Myślę, że ludzie powinni
uczyć się tej metody i stosować ją, zamiast pchać się do
przodu z rozwiązaniem. Nie jest moim zadaniem niwelować
różnice zdań między ludźmi. Moje zadanie to bycie z nimi,
jeśli któryś z nich mnie potrzebuje – i to właśnie robię.
Karan, kilka lat temu byłem
imprezowiczem totalnym. Zazwyczaj każdego wieczoru gdzieś
bywałeś. Teraz się uspokoiłeś.
To wiek, moja droga. Wydaje mi się, że już tego nie
potrzebuję. Spotykam się z ludźmi u siebie albo u nich. Nie
wiem, może powinienem znowu zacząć bywać. Ale jest mi dobrze
właśnie tak – jestem szczęśliwy, spotykając się z ludźmi po
prostu podczas kolacji. Męczy mnie sam pomysł ciągłego
wychodzenia gdzieś. Nie wiem, czy to kwestia tego, że
dorosłem, czy tego, że następnego dnia muszę rano wstać, ale
nie wydaje mi się, żebym potrafił teraz tak imprezować.
Straciłem chęci do przyjęć i nocnego balowania. Czasem idę
poszaleć, raz na miesiąc czy dwa.
Czy kiedykolwiek jesteś
samotny?
Cały czas. Czuję się bardzo samotny.
Czy myśl o byciu samotnym w
wieku pięćdziesięciu lat cię przeraża?
Lękam się samej myśli o starzeniu. Bycie samotnym jest
jeszcze gorsze. Dużo o tym myślę. Porusza mnie widok
starości, pokazuje, co ze mną kiedyś będzie. Przeraża mnie
myśl o samotnym starzeniu się. Kiedy jestem chory, myślę o
tym jeszcze częściej, ponieważ teraz wszystko jest w
porządku, ale co potem? Uważam, że najważniejsze dla twórcy
filmów lub kogokolwiek, kto zajmuje się kreatywną pracą,
jest dzielenie z kimś tej pracy i pasji. Teraz mam mamę i
naprawdę bliskich przyjaciół. Ale przyjaciele tak naprawdę
nigdy nie zastąpią współmałżonka czy najbliższego członka
rodziny. W tej chwili, kiedy mam do pokazania nowy plakat z
filmu czy piosenkę, idę wysłuchać, co ma do powiedzenia moja
mama, lubię to. Ale kiedy tego zabraknie, zastanawiam się,
co będzie? Czasem tylko myśli na ten temat sprawiają, że
czuję wielkie osamotnienie. A innym razem, nawet teraz,
kiedy jestem otoczony pięćdziesiątką ludzi, wciąż czuję
pewien rodzaj osamotnienia. Test w twoim kodzie genetycznym.
Wiesz, że zawsze taki będziesz. Dlatego próbuję wypełnić
całe moje życie pracą. Czasem ktoś mi mówi, bym wziął dzień
wolnego, ale nigdy tego nie robię. Nawet w niedziele jestem
w biurze każdego ranka. Upewniam się, że mam coś do
zrobienia dla samego siebie, więc mogę tam przebywać cały
dzień. Nie umiem po prostu leżeć w łóżku i oglądać
telewizję. Oszalałbym. Czasem nawet własne myśli są
straszne. Własna samotność i przebywanie z samym sobą
sprawiają, że myśli się o rzeczach, o których się nie chce
myśleć. Takie chwile, kiedy się pojawiają, są kłopotliwe. W
tej chwili nie mam rozwiązania, które pomogłoby mi
przeciwstawić się tej samotności i pustce, poza tym, że
cieszę się, mogąc robić to, co robię. Nie ma niczego, w
stronę czego mógłbym się zwrócić. Ale jak dobrze pójdzie,
znajdzie się rozwiązanie. Coś się zawsze pojawia.
Swoje prywatne życie to
twoja sfera osobista.
Tak, to dlatego nazywa się je prywatnym.
Czy jest ono naprawdę tak
nudne, czy to ty po prostu jesteś bardzo dyskretny?
Po trochu jedno i drugie. Tak, nic wielkiego się nie dzieje.
Nie chowam zbyt wielu trupów w szafie. Nie mam szczególnie
ekscytującego życia prywatnego. Ale nie jest też ono tak
bardzo nudne. Prowadzę je, ale nie prezentuję go światu. Tak
postanowiłem, bo mam do tego prawo. Moje życie prywatne
zawsze takie było; jest powód, dla którego łączy się z
określeniem „osobiste” – jest własne. To duża część mnie
samego i nie życzę sobie o nim rozmawiać; nigdy tego nie
będę robił. Mówię o wszystkim, co dotyczy mojej profesji,
ponieważ uważam, że osoba związana z filmem powinna być jak
otwarta książka. Więc kiedy robię film, dlaczego mam
ukrywać, o czym jest?
Ostatnio obnosisz się z
siwizną. Czujesz się mądrzejszy, sędziwy w porównaniu z
dwudziestolatkami w twoim biurze?
Ciągle, w kółko farbuję włosy. Ale siwieję, taki jestem,
taki będę coraz bardziej. Jestem dość spokojny – i to nie
tak, że jestem bardzo posunięty w latach; czuję się teraz
bardziej dojrzały wewnętrznie niż kiedyś. O to chodzi przede
wszystkim. Jestem wciąż młody i pełen zapału, ale czuję się
zmęczony farbowaniem co chwilę siwizny. Myślę, że trzeba
pozostawać sprawnym i powinno się działać w kierunku
utrzymania dobrej sylwetki ze względu na samego siebie, ale
nie uważam już próżności za zaletę. Nie przykładam do tego
takiej wagi, jak wcześniej. „Distinguished”* – to
określenie, które teraz jest moim celem.
*Celowo pozostawiłam słowo angielskie, ponieważ jest ono
bogatsze znaczeniowo, może oznaczać kogoś, kto jest
znakomity, wyróżniający się, dystyngowany – a myślę, że
reżyserowi chodziło właśnie o różne odcienie znaczeniowe
tego określenia
Tłumaczenie: wstęp – an87, wywiad - GosiaJG
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"