Paheli - Zagadka. Analiza filmu
Autor: Philip Lutgendorf
Źródło:
http://www.uiowa.edu/~incinema/Paheli.htm
Ten absolutnie zajmujący film nadaje nowy rys dwóm stałym
tematom indyjskich opowieści: opowieści o uwiedzeniu
zamężnej kobiety przez widmowego lub pół – boskiego
kochanka, który przybiera postać jej męża; oraz filmowy trik
– motyw podwójności, który nie tylko zapewnia nam dreszczyk
emocji z powodu oglądania popularnego aktora w dwu różnych
rolach, ale także zakodowane w kulturze, dramatyczne
ucieleśnienie psychologicznej złożoności i konfliktu:
„rozszczepionej osobowości” objawionej w kilku ciałach.
Reżyser Palekar, wsparty przez Red Chillies, firmę
producencką założoną przez Shah Rukha Khana i jego zonę
Gauri), bardzo zręcznie budując na kilku podstawach;
ludowego podania o starożytnych korzeniach, opracowanego od
nowa jako powieść (autorstwa słynnego rajastańskiego pisarza
Vijaydana Dethę)(1), a potem jako film artystyczny
zatytułowany 'Duvidha' (Dylemat), stworzył coś
nadzwyczajnego: mainstreamowy, wielkobudżetowy film, który
poza tym jest dowcipny, urzekający wizualnie i na koniec -
ma zwodniczo wieloznaczne przesłanie – 'zagadkę”, którą
widzowie mogą spróbować rozgryzać i smakować
Punktem wyjścia dla opowieści może być pochodząca z około 5
wieku p.n.e opowieść z „Ramajany” o Ahalyi, najpiękniejszej
kobiecie na ziemi, która została poślubiona ponuremu
mędrcowi Gautamie, ale wzbudziła pożądanie jurnego króla
niebian, Indry, który zapragnął posiąść ją nie tylko dla
własnej rozkoszy, ale i po to, żeby przejąć duchowe moce jej
męża (które, według ideologii patriarchalnej, zależą w
czystości żony). Kiedy pewnego dnia Gautama wyszedł, aby
wziąć kąpiel, Indra przybrał jego postać i wszedł do domku
tej pary. On i Ahalya wzięli się do rzeczy, lecz Gautama
niespodziewanie wrócił (zapomniał ręcznika?) i przyłapał ich
in flagrante delicti. Rozwścieczony mąż rzuca na oboje
okropne klątwy: w zależności od wersji opowieści, Indra
zostaje wykastrowany lub całe jego ciało pokrywa się
licznymi sromami (co, być może, dało asumpt do jego
późniejszego przydomku, „o tysiącu oczach”), a Ahalya
zostaje skazana na eony niewidocznej, nieczułej egzystencji
– co często interpretuje się jako przemianę w głaz, aż w
końcu zostanie dotknięta i oczyszczona stopami młodego Ramy.
Ale Ahalya była nie tylko piękna, ale i mądra, a szczególna
fascynacja opowiadaczy historii zawsze skupiała się na
kwestii; czy była świadoma, co robi? W klasycznych tekstach
można znaleźć obie odpowiedzi: i że została oszukana przez
Indrę, a więc była zupełnie „niewinna,” a mimo to ukarana;
lub, że rozpoznała boga w przebraniu, ale była mile
połechtana... albo ciekawa... albo sfrustrowana seksualnie i
weszła w to mimo wszystko.
Historia Ahalyi została radykalnie przekształcona w kilku
ludowych opowieściach – potwierdzając wpływ kobiecego punktu
widzenia, lub światopoglądu klas niższych, w których kobiety
mają więcej władzy – tak jak opowieść kannadyjska o „wężowym
kochanku” przetłumaczona przez A. K. Ramanujanę. Święta
kobra, pod wpływem magicznego napoju, zakochuje się w młodej
żonie, opuszczonej przez rozpustnego męża i odwiedza ją co
noc pod postacią męża. Kiedy żona zachodzi w ciążę, jej
prawowity mąż oskarża ją, ale wężowy kochanek instruuje ją
sprytnie, jak przejść test prawdomówności przed królem, w
rezultacie czego wszyscy wychwalają jej czystość (2). W
końcu rodzi pięknego syna i zdobywa od nowa serce męża –
choć jej kochanek, usychając z tęsknoty, ostatecznie
popełnia samobójstwo, wieszając się na jej warkoczach.
Opowieść zdradza całkowitą solidarność ze sfrustrowaną,
zaniedbaną żoną, i zaprasza słuchaczy do radowania się tym,
jak ona (za wężową sprawą), nabiera wszystkich stróżów
społecznej moralności. Daleko jej do ukarania za
pozamałżeński romans, zamiast kary otrzymuje kochającego
męża, piękne dziecko i nienaganna reputację – nie mówiąc już
wspaniałym seksie co noc na dokladkę.
Filmowa legenda Palekara bliższa jest w sposobie narracji i
duchu opowieści raczej ludowej, niż klasycznej, ale okazuje
niezwykłe współczucie i wnikliwe zainteresowanie obojgu – i
mężowi i żonie – naprawdę, rozkoszny, ale niejednoznaczny
koniec pozwala na interpretację filmu jako opowieści o
podwójnym dojrzewaniu. Film rozpoczyna się sceną, w której
Lachchi (Rani Mukherji) jest przygotowywana do poślubienia
Kishenlala (Shah Rukh Khan), syna bajecznie bogatego kupca z
Navalgarhy, a jej przyjaciółki przekomarzają się z nią
(poprzez piosenkę Aaadhi raat jab, „O północy, kiedy...”,
która towarzyszy napisom początkowym) na temat nadchodzącej
bezsennej nocy poślubnej i radzą, aby zalotnie „odmówiła”
awansom męża.
Wszystkie te dobre rady okazują się jednak niepotrzebne i
brzmią dość ironicznie, bo nieśmiały prostaczek Kishenlal
jest pracoholikiem – popychadłem, który nieustannie coś
rachuje, aby zasłużyć na uznanie chciwego ojca Bhanwarlala (Anupam
Kher, w cudownie satyrycznie sportretowanym businessowym
etosem kojarzonym zwyczajowo ze społecznością Marwari,
zajmującą się handlem). Podczas pierwszej wspólnej nocy
Kishenlal wyjmuje nos z ksiąg handlowych tylko po to, aby
oznajmić Lachchi, że musi z rozkazu ojca opuścić ją o
świcie, aby wyruszyć w pięcioletnią delegację do odległego
handlowego miasta. Mówiąc, „jaki jest sens rozniecania iskry
namiętności na tylko jedną noc?” zostawia piękną żonę samą w
łóżku, pozwalając, aby usnęła zmęczona płaczem. Na szczęście
dla Lachchi, kocha ja ktoś inny: zmieniający postać 'bhut',
który został przez nią zauroczony, kiedy jej orszak ślubny,
w drodze do domu, zatrzymuje się aby odpocząć w nawiedzonym
karawanseraju i przy schodkowej studni ('baoli').
Sanskryckie słowo bhuta (wymawiane jako 'bhoot' w hindi),
jest formą czasu przeszłego od „być,” więc dosłowne oznacza
kogoś kto „był”, choć zwyczajowo tłumaczone jest jako
duch/widmo. Czasami jest on przedstawiany jako nieprzyjazna
zjawa, która może zawładnąć ludzkim ciałem i torturować je,
a w płynnym ponadnaturalnym ekosystemie indyjskiego
folkloru, słowo to może oznaczać także (i tak jest w naszej
opowieści) pół-boską istotę o nadzwyczajnych mocach. 'Bhut'
Lachchi (który najpierw pojawia się jako kruk, potem jako
inne zwierzęta, błękitnik (3) i jako wieśniak, zanim w końcu
przybierze kształt Kishenlala/Shah Rukha) jest zwodniczym,
nieśmiertelnym bytem, który mówi o sobie 'mayavi' (magik,
iluzjonista), ale prócz swoich pokazanych przy pomocy
filmowych efektów specjalnych umiejętności zmieniania
kształtu, ma ewidentnie też dużo mądrości i (co
najważniejsze dla opowieści), wielkie serce. Nie tak jak
Indra w opowieści o Ahalyi, a raczej jak kobra w historii
południowo indyjskiej, nie szuka po prostu przygody na jedną
noc. Choć jego ciało jest iluzją, jego miłość jest
prawdziwa, tak szczera, że skoro wie o planowanej
pięcioletniej nieobecności Kishenlala, choć przybiera jego
postać i szczęśliwie wchodzi do jego domu dzięki podstępowi,
nie może znieść oszukiwania tej, którą kocha. Tak więc
szczerze wyznaje Lachchi, podczas ich pierwszej intymnej
chwili, kim jest (a kim nie jest). To, co następuje potem –
i reszta filmu – jest na tyle ciekawe, że nie chcę tego
zdradzać. Opowieść jest znacząca, jak sadzę, w świetle
historii reprezentacji kobiecego punktu widzenia – lub jego
braku – w historii kina popularnego.
Film jest wielodaniową znakomitą ucztą, okraszoną mocnym
zestawem sześciu piosenek, które są subtelnie wplecione w
wątek opowieści, przepięknymi lokacjami z Rajastanu,
dekoracjami i kostiumami (film zabiera nas w istną wyprawę
szlakiem pałaców z odwiecznego, dawnego Rajastanu),
scenariuszem zapisany w pikantnym hindi z rajastańskimi
naleciałościami, tak, że jest zrozumiały dla mówiących
(standardowym) dialektem Khari Boli (tego nie zauważą
oczywiście widzowie nie-indyjscy, film ma na szczęście
przyzwoite napisy) i dwoma dowcipnymi marionetkami
kath-putli (poruszanymi komputerowo i ślicznie
„udźwiękowionymi” przez Naseeruddina Shaha and Ratnę Pathak
Shah), które na bieżąco komentują historię. Znakomite role
drugoplanowe (z Juhi Chawlą, wcielającą się w rolę zbolałej
szwagierki Lachchi, która także została opuszczona przez
męża, oraz Dilipem Prabhawalkarem jako podchmielonym wujkiem
Kishena), kulminują się w soczystym cameo Amitabha Bachchana
- zadziornego pasterza (czy jest coś, czego on nie umie
zagrać?), którego ostateczne (oczywiste?) rozwiązanie
'zagadki' w końcówce filmu, jest jak pyszny paan zamykający
posiłek. I pozostawia nas z przyjemnym posmakiem, kiedy
delektujemy się szczęśliwym, choć wieloznacznym
zakończeniem.
Niejednoznaczność „Paheli” bierze się w dużej mierze z
finezyjnego wykonania przez Shah Rukha jego podwójnej roli –
zarówno jako niedojrzałego (ale ewidentnie spragnionego i w
końcu budzącego się) męża, jak i jego pewnego siebie, ale
czułego i wrażliwego, nieziemskiego wcielenia. Ich
nieoczekiwane spotkanie jest nie tylko szansą dla montażysty
do popisania się najnowszą technologią, ale (według mojego
kapryśnego odczytania – z którym moja żona, także
wielbicielka filmu, mocno się nie zgadza) prawdziwą
emocjonalną zagadkę, która pozostawia co najmniej kilka
smakowitych możliwości interpretacyjnych - na przykład, że
miłość jest takim permanentnym 'zawładnięciem” i że to
dojrzałość pozwala na ucieleśnienie osoby dotąd
wyalienowanej i widmowej.
(1)"The Serpent Lover." In A. K. Ramanujan, A Flowering Tree
and Other Oral Tales from India (Berkeley: University of
California Press, 1997).
(2) błękitnik meksykański, ptak z rodziny drozdowatych
(3) motyw wykorzystany twórczo przez Deepę Mehtę w filmie "Heaven
on Earth"
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
>> przeczytaj o filmie w dziale
filmografia
>> zobacz galerię zdjęć z filmu