S h a h R u k h K h a n . p l || Forum
Forum poświęcone słynnemu aktorowi

Godne polecenia - Książki, które kochamy, lubimy, nie lubimy i dlaczego?

lalaith - 2008-09-18, 22:19
Temat postu: Książki, które kochamy, lubimy, nie lubimy i dlaczego?
Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem.


I tym oto chińskim przysłowiem pragnę rozpocząć nowy temat. Piszmy, jakie książki polecamy, dlaczego, spierajmy się z osądami innych, stwórzmy z tego wymarzony kącik mola książkowego, nie zapominając o słowach Magdaleny Samozwaniec: Dobra książa to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy ;)

malinqa - 2008-09-18, 22:40

O, świetny temat Lalaith :)
Uwielbiam czytać książki, choć teraz nie mam na to w ogóle czasu (matura...), więc siłą rzeczy czytać będę jedynie lektury... No cóż, przynajmniej się dokształcę ;)

W wakacje przeczytałam kilka książek, w tym serię "Zmierzch" ("Twilight") o romansie nastoletniej dziewczyny z wampirem, która bardzo mi się spodobała. Jest to jednak pozycja przeznaczona raczej dla nastolatek (i polskie tłumaczenie pozostawia wiele do życzenia, przez co niektórzy uważają książkę za infantylną i głupią :roll: ;) ), aczkolwiek wg mnie jest warta polecenia :)

varka - 2008-09-18, 22:45

Zaczęłam właśnie "Jaskółki z Kabulu" aut. Yasmina Khadra i "Zaklinacz cieni" aut. G.P.Taylor. Zawsze czytam kilka rzeczy na raz...ktoś zna? Ta pierwsza zaczyna się od publicznej egzekucji poprzez ukamienowanie wykonanej na afgańskiej kobiecie...
meggi27 - 2008-09-18, 22:48

A ja bardzo poleciłabym książki Erica Emmanuela Schmitta, takie jak
"Kiedy byłem dziełem sztuki", "Oskar i pani Róża", "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu".
Pisze on niezwykle o człowieczeństwie, życiu i wszystkim wokoło w sposób jedyny w swoim rodzaju.

[ Komentarz dodany przez: Elyshia: 2008-09-19, 13:27 ]
Poprawione literówki, polskie litery i wielkie litery, interpunkcja i nazwisko pisarza.

khosia - 2008-09-18, 22:54

Okazuje się, że jednymi z naszych ulubionych książek są powieści Jane Austen. Udało mi się zachować fragment rozmowy ShoutBoxowej dotyczącej właśnie JA.

Pogawędki okołojaneaustenowe :D
18.09.2008

Dzisiaj 17:52] lalaith: A to jest mój ulubiony "ktoś" na tubisiu: http://pl.youtube.com/user/MissJaneAustenfan
(...)
[Dzisiaj 17:58] khosia: Lalaith - okropne to było :( Ja wolę swoją wypbraźnię :P
[Dzisiaj 17:59] khosia: I Keira... Och...Nehi, nehi, nehi...
(...)
[Dzisiaj 18:02] lalaith: Khosia, bo się pogubiłam, co jest/było okropne?
[Dzisiaj 18:10] khosia: Lalaith - to zakończenie :P Z Keirą :) Pan Thorton do mnie przemawia :P Nie wiem jak dalej bo obawiam się, że niekoniecznie to dla niego skończy się szczęśliwie, ale nie chcę wiedzieć - chcę zobaczyć :D
(...)
[Dzisiaj 18:23] lalaith: Uff, bo myślałam, że pan Rochester :D A nowej Elizabeth i pana Fitzwilliama nie widziałam, choć zobaczyć chcę z czystej ciekawości. A propos Fitzwilliama, wiecie, jak niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że tak właśnie pan Darcy miał na imię? :D
[Dzisiaj 18:25] khosia: Ja wiem, ja wiem :P :D :D
[Dzisiaj 18:30] pogoda: Pamiętam,jak przeczytałam list Darcego do Lizzy i tam w podpisie było Fitzwilliam ;) I przyznam, że utkwiło mi to w pamięci. ;)
[Dzisiaj 18:31] pogoda: A czy ktoś jeszcze wielbi gorąco "Preswazje"? Z JA moja ukochana książka, a taka trochę w cieniu pozostałych.
[Dzisiaj 18:33] Gauri-ja: Ja! Ja! Kocham "Perswazje":) W jakim cieniu? :) Zaraz za DiU:)
[Dzisiaj 18:37] khosia: Ja! Ja też kocham "Perswazje"! Zaraz po DiU :P Na równi z RiR :D
(...)
[Dzisiaj 18:43] pogoda: U mnie P pierwsze, a potem DiU i Emma i RiR na równi. Ostatnio była w tv Emma, bardzo udana.
[Dzisiaj 18:44] Gauri-ja: Nie oglądam ostatnio TV - która wersja była?
[Dzisiaj 18:49] pogoda: http://www.filmweb.pl/f37362/Emma,1996 muszę powiedzieć, że lepiej podobała mi się niż tak z Gwyneth, naturalniejsza i bardziej szczegółowa
[Dzisiaj 18:50] lalaith: Emma, jako bohaterka denerwuje mnie niemiłosiernie, za każdym razem jak to czytam, chciałabym za uszy ją wytagrać. Och, "Perswazje", jak dawno tego w rękach nie miałam.
[Dzisiaj 18:53] Gauri-ja: Racja, Kate była lepszą Emmą niż Gwyneth - za to w wersji z Gwyneth mieli boskiego pana Knightley'a:)
[Dzisiaj 18:56] Gauri-ja: Mr Knightley: http://www.geocities.com/shirtlepiv/jeremy1.jpg i http://i100.photobucket.c..._northam_01.jpg
[Dzisiaj 19:00] lalaith: Pan Khnigtley był absolutnie cudowny
[Dzisiaj 19:05] khosia: Tak, tak, tak - absolutnie - pan Knightley :P Lalaith - ja tylko wersję z Gwyneth :( I mam podobnie - też za uszy ją wytargać - a ja wielbię jeszcze Mansfield Park - to studium ludzkiego charakteru :P
[Dzisiaj 19:09] pogoda: Zabluźnię teraz, ale mnie się pan Knightley z wersji z '96 bardziej podoba, jako prawdopodobniejszy, w końcu 37-letni ziemianin w tamtych czasach pewnie raczej duchem niż ciałem był piękny, a austinowskich bohaterek właśnie najbardziej Annę Elliot lubię, za słabość, Maya z KANKa mi ją trochę przypomina.
[Dzisiaj 19:11] khosia: Anna? Mayę? W jakim sensie?
[Dzisiaj 19:12] lalaith: Na dobrą sprawę, jak to Jane, czego jej wybaczyć nie mogę napisała, że "Darcy nie jest tak przystojny jak Wickham, czy raczej nie ma urody Wickhama, bo rysy jego bardzo są poprawne" co oznacza, że nie powinnyśmy mdleć na widok przystojnego Colina w surducie ;D
[Dzisiaj 19:13] khosia: Lalaith, no myślę, że autorka chciała nam powiedzieć, że za urodą idąc możemy zostać zwiedzione na manowce cnoty :D
[Dzisiaj 19:14] lalaith: Oczywiście, nie pierwszy pan Darcy i nie ostatni, pułkownik Brandon z R&R też urodą nie grzeszył, odwrotnie proporcjonalnie do przymiotów umysłu.
[Dzisiaj 19:16] pogoda: Tak. W sensie uległości wobec innych, obie na początku dokonują podobnych wyborów, Anna, żeby zadowolić rodzinę rezygnuje ze "szczęścia" (piszę w cudzysłowie, bo w końcu różnie może być;)), a Maya wychodząc za Rishiego też jakoś rezygnuje z siebie, ona do ponownego spotkania z Devem chyba niewiele jeśli w ogóle nic dla siebie nie robiła. Podobnie Anna stara się zadowolić ojca i siostry, nie okazuje im swoich uczuć, ani świadomości, że ją wykorzystują.
[Dzisiaj 19:18] pogoda: Pułkownik Brandon w wersji Alan Rickman zawładnął mym sercem. ;p Dziwiłam się Mariannie. ;)
[Dzisiaj 19:18] khosia: W tym sensie, no jest to jakaś myśl. Z tym, że ja Annę postrzegam jako osobę, która bardzo mocno ma wpojone pewne zasady i dla nich gotowa jest się poświęcić.
[Dzisiaj 19:19] khosia: Mariannie, nie ma się co dzieić, młoda to gUpia :D
[Dzisiaj 19:26] pogoda: GUpia gęś nawet:D
[Dzisiaj 19:30] pogoda: Też racja z tymi zasadami, Anna była podobna do matki i bardzo też swoim postępowaniem chciała pielęgnować wspomnienie o niej, a jej matka była prawdziwą damą, ale mam wrażenie, że była też skłonna uszczęśliwić innych nawet własnym kosztem. A matka Anny to jak pan Bennet,chwila zapomnienia i taki klops na całe życie. ;)
[Dzisiaj 19:31] lalaith: Dlatego za RR nie przepadam, ja wszystko rozumiem, zakochało się 17 letnie dziwczątko w rycerzu na białym koniu, przystojnym, grzecznym. Ale znieść nie mogę jej rozwydrzenia, czasem płytkości, zawsze egoizmu.
[Dzisiaj 19:43] khosia: Ale Lalaith - przeca ona romantyczna była :P I tak pojmowała swój romantyzm... Mnie się Eleonora podobała :) Chciałabym czasami być do niej podobna. Ale i tak najbardziej do mnie przemawia Lizzy i oczywiście Fanny, choć charakterologicznie najbliżej mi do Lizzy a najdalej właśnie do Fanny (
[Dzisiaj 20:05] pogoda: No dobra muszę się przyznać, że kompletnie nie pamiętam MP i Fanny, czas na powtórkę, a w RiR kontrast między Eleonor i Marianną jest ciekawy, z Marianną jeszcze taki problem, że matka zamiat ją stopować, to jej sekundowała w tej romantczności.
[Dzisiaj 20:11] khosia: Sekundowała bo nie miała pojęcia do czego to może doprowadzić jej dziecko. Pogoda jak możesz nie pamiętać Fanny? :) Toć ona miała niezłe przeboje: chorowita, jakaś taka niewyraźna, ale za to z zasadami. Podobała mi się mimo wszystko :D


:P Nie chciałam by zginęła nam taka rozmowa :)

juliette - 2008-09-18, 23:11

Meggi :) Eric Emmanuel Schmitt .

A ja polecam AS Byatt "Opętanie" - treściowo prosta, ale skomplikowana formalnie
- pisana i jak tradycyjna powieść i poezja, i listy, i dzienniki.
Dzieje się na dwóch planach czasowych - współcześnie - doktorant bada dzieje wiktoriańskiego poety Asha (postaci fikcyjnej), spotyka na swej drodze wiele ciekawych osób (jest i ciekawy wątek romansowy), drugi plan to dzieje owego poety Asha - zakończenie mocno zaskakujące.
Książka ciekawa - ale wymaga cierpliwości.

Z lżejszych powieści marynistyczne Patricka O'Briena, kryminały Andrei Camilleriego
(z kapitalnym komisarzem Montalbano).

Mika Waltari "Czarny anioł" - akcja dzieje się w trakcie zdobywania Konstatynopola przez Turków w 1453 r.

Ernst Wiechert "Dzieci Jerominów" - saga rodzinna - akcja zaczyna się przed I w. ś.
- kończy się w momencie wybuchu II w.ś. Dzieje 9 rodzeństwa - ich wybory są bardzo różne (od księdza do gestapowca). Napisana takim lekko osobliwym stylem, jakby nawiązujacym do Biblii. Świetnie oddaje to przekład - taki lekko archaizujący.

Emile Ajar "Życie przed sobą" (stara prostytutka wychowuje dzieci swoich młodszych koleżanek, dzieje wszystkich osób bardzo skomplikowane, pokazane bardzo emocjonalnie), "Lęki króla Salomona" - cudowna powieść o starości, o dojrzewaniu do starości, o tym, że trzeba nauczyć się starzeć. A także o tym, jak mylące bywają pozory - choćby wygląd zewnętrzny :D .

pogoda - 2008-09-18, 23:36

Arturo Perez-Reverte:
"Terytorium Komanczów" przedstawiająca dziennikarzy wojennych, bardzo realistyczna (w końcu, jako były dziennikarz wojenny właśnie, wiedział, o czym pisał), trochę brutalna i dużo mówiąca o ostatnich konfliktach.
"Klub Dumas" - dwie równoległe intrygi, jedna szatańska, druga dumasowska i tajemniczy świat książek. Po tej książce stwierdziłam, że chcę zostać antykwariuszem i cóż nadal chcę.
"Życie jak w Madrycie" - zbiór felietonów, bardzo błyskotliwe, a niektóre problemy brzmią dość znajomo.

khosia - 2008-09-18, 23:43

Ale, ale... to miałą być dyskusja..
Jestem zaniepokojana :(

Varka, niestety nie znam książek o których mówisz :( Nie podyskutuję z Tobą :(

Co do JA to ja chciałabym powiedzieć, że zawsze zastanawia mnie w jaki sposób Lizzy mówi o panu Darcym do Jane, już po spotkaniu w Rosings.A później jej myśli i reakcje przed Pemberley. Jakoś nie moge się pozbyć wrażenia, że to strasznie naciągane było.

juliette - 2008-09-18, 23:53

Przyznam bez bicia, że dla mnie książki Jane Austen, poza "Dumą i uprzedzeniem" są zbyt statyczne, brak im życia. Natomiast ekranizacje jej powieści bardzo lubię - jakoś mam takie wrażenie, że wiele zawdzięczają aktorom, którzy potrafią tchnąć życie w postaci, które w książce wydają się mocno wydumane i papierowe.

A tak w ogóle - czy musi być jak na planet licznik postów?
Człowiek czuje się jak w wyścigu - kto ma więcej postów ten lepszy :roll: ?

pogoda - 2008-09-18, 23:58

A właśnie, w serialu tego nie widać, właściwie nawet można twierdzić, że pan Darcy od początku jej wpadł w oko, tylko uraził jej miłość własną i dlatego go znielubiła, a w książce raczej skłaniała się ku Wickhamowi, tylko wrodzony rozsądek kazał jej tę skłonność w zarodku stłumić (prawidłowo, jak się później okazało). Natomiast pan Darcy w porównaniu z panem Colinsem wyraźnie zyskuje i jeszcze piękne Pemberly, więc trudno powiedzieć, czy kochała, czy raczej sobie to wmówiła.
Nati_J - 2008-09-19, 13:14

Bardzo fajny temacik :)
Tak więc ja polecam trzy książki:

-->> Chata w dolinie Rivers Francine

można też spotkać pod tytułem "Potęga miłości:

-->> "SMS - słowa mają siłę" Daniel Senderek
Bardzo fajna książka pisana w formie pamiętnika, można powiedzieć, że są to spisane SMS-sy z rozmowy dziewczyny i chłopaka.

-->> "Zapiski stanu poważnego" Katarzyna Grochola
Nie wiem skąd ta książka się wzięła w moim domu :-? przez długi czas przekładałam ją zakurzoną z kąta w kąt, aż pewnego dnia z ciekawości ją otworzyłam i przeczytałam pierwsze dwa zdani:
"Koniec świata! Będę miała dziecko..."
Od tego pamiętnego dnia moje czytanie nabrało tempa :)

Gabi_B - 2008-09-19, 19:25

Poza Bolly książki to moja druga miłość :D
Nie mam zbytnio kiedy czytać ostatnio, ale jak już się dorwę, to siłą mnie nikt nie odciągnie :P

Z książek, które mnie zaciekawiły (albo je zapamiętałam :) ):

W podstawówce pamiętam, że czytałam L. M. Montgomery - pochłonęłam całą serię Ani ..., choć najbardziej polubiłam Rillę ze Złotego Brzegu (i chyba muszę znowu tego poszukać po bibliotekach :D ) oraz Opowieści z Narnii C. S. Lewisa.

W gimnazjum zaczytywałam się w fantastyce, głównie w Sapkowskim <3 <3 - całą sagę o Wiedźminie + opowiadania :stars: (teraz mam taką samą sytuację jak z Anią ... ;( ), Tolkienie, Prattchecie (? chyba tak się odmienia), Paolinim no i Rowling :D Odkryłam Agathę Christie, która mnie zadziwia każdą kolejną przeczytaną przeze mnie książką, Paulo Coelho - przeczytałam Alchemika i Podręcznik wojownika światła. Aaa i pokochałam Kamienie na szaniec A. Kamińskiego. I lubię serię o Artemisie Fowlu E. Colfera :)

W tamtym roku czytałam jedynie Coelho i Christie poszukując Wiedźmina, w tym roku mam nadzieję, że mi się bardziej poszczęści :D
A i zapomniałam jeszcze o Nicholasie Sparksie - Pamiętnik i Jesienną miłość kocham <3

A poza tym wszystkim zawsze uwielbiałam Tytusa :D

khosia - 2008-09-19, 21:32

Aaaaa, Ania - przeczytałam kilka razy i kochałam tą serię, ale niestety po którymś tam razie stwierdziłam, że Ania za szybko się starzeje. Przybiło mnie to z lekka i nie czytałam potem więcej.
Rilla była okropna i szczerze mówiąc zawiodłam się na niej. Tak bez wyrazu, mdła i jeszcze straszny dzieciuch. A mnie przede wszystkim interesowała Ania.
Dolina Tęczy - ołmajgat - poryczałąm się jak bóbr, bo jak SPOILER zginął Walter to myślałam, że umrę z rozpaczy. A potem jeszcze motyw Wtorka. Nie, zbyt to emocjonalne dla mnie było i Dolinę Tęczy omijałam szerokim łukiem...

lalaith - 2008-09-19, 21:54

Ania i .... to książka mojego dorastania. Czytałam niezliczoną ilość razy, choć, po zastanowieniu, muszę przyznać się sama przed sobą, że nabardziej "zużyta" była Ania na Uniwersytecie. Jak mi żal było biednego Gilberta, tyle lat się za nią uganiał, a ta go odtrąciła. Ale w końcu na oczy przejrzała i przyznała, że książę z bajki nie musi mieszkać w wielkim domu, mieć aksamitnych oczu i wąsika. ( Ach, ta fascynacja Lordem Bayronem).
Z Khosią się zgadzam, ża mi serce ściskał, że im dalej, tym Ani było mniej. Lubiłam dzieciaki, szczególnie Waltera ( Khosiu, wiem co czułaś :( ), ale pogodzić się nie mogłam z tym, że Ania oddalała się od nas z łagodnym uśmiechem.
Przypomniał mi się jeden z ulubionych fragmentów:Scena zazdrości, a zaraz po tym zapowiedź losu Waltera. Swiat Ani zmienił się, dojrzała, a ja wraz z Nią :)
I mój ukochany cytat z Ani: Płacz może trwać noc całą, lecz o poranku nadejdzie radość.

Przy okazji, skoro już w krainie dzieciństwa jesteśmy, zapytam, czy ktoś tak jak ja obłędnie wielbił dzielnego, sarkastycznego Kapitana Blooda z powiesci Rafaela Sabatiniego o tym samym tytule?

khosia - 2008-09-19, 21:59

Lalaith, no właśnie. Za szybko dorosła i czas zaczął sie kurczyć. Nie mogłam tego znieść i nie mogłam znieść losów jej dzieci. Żal mi było jaszcze Meredith, bo w sumie była całkiem fajna. Sympatyczna, nieśmiał i taka w sam raz dal Waltera.


Co do kapitana Blooda - nie znam, nie czytałam, pierwsze słyszę :D

Gauri-ja - 2008-09-19, 22:02

..
khosia - 2008-09-19, 22:11

Gauri-ja napisał/a:
Ha, któż nie czytał Montgomery serię Ani oczywiście, Rilla - podobnie jak khosi - też mi nie podeszła. Za to moim faworytem od zawsze jest "Błękitny zamek" - uwielbiam do dziś tę książkę i jej bohaterkę. Czy ta historia nie była trochę, jak z Jane Austen?


Wielbię, wielbię, wielbię - wstyd się przyznać, że książkę mam rozczłonkowaną - po 3-5 kartek, w takiej formie ją dostałam i w takiej trzymam. I jak należę do gubiąco-bałaganiących to ta książka i jeszcze w podobnaj szczątkowej wersji Hrabia Monte Christo, jest absolunie nie pogubiona :)

Bohaterka Błękitnego Zamku to dla mnie od 25 roku życia nadzieja, że można zacząć później. Że wcale nie trzeba zaczynać czegokolwiek jak się jest młodym. Można zacząć jak się jest jeszcze młodym.
Uwielbiam Edwarda, jest taki wyluzowany, taki jak powinien być facet - on wiedział czego chce w życiu i to realizował, bez względu na to co powiedzą ludzie.

Cudowna lektura. I żałuję, że Lucy jest tak mało rozpropagowana, bo pozostałe jej książki też są niczego sobie.

lalaith - 2008-09-19, 22:15

Ha, możemy sobie o Dumasie pogawędzić. Za "Muszkierterami" nie przepadam, choć nie, cofam, tam jest cudowny, tajemniczy Atos. Za to Hrabiego Monte Christo znam na pamięć i uwielbiam każdą stronę tej książki.
Co do Tolkiena, nie wiem, czy biezpiecznie jest o nim rozmowę zaczynać, bom fanatyczna miłośniczka wszystkiego co profesor swą magiczną dłonią trzymającą pióro napisał, a Sirmarillion jest mi wiernym towarzyszem długich podróży.
I Indianie...połknęlam chyba wszystkie powieści, jakie tylko napisano, na polski przetłumaczono. Obiecałam hostorię o piórach we włosach opowiedzieć, to opowiadam.
Dziwne dziecko ze mne było, zawsze w książkach z nosem siedziało. I jak tylko coś ciekawego czytało, magia świata ukrytego na stronach powieści przenikała do rzeczywistości. Podobnie stało się po lekturze właśnie (Gauri :) ) Złota Gór Czarnych Ślęczałam nad mapą zachodnich Stanów, szukałam informacji związanych z klęską gen. Custera, włosy w warkocze zaplatałam, wpinałam w nie znalezione podczas wojennych wypraw pióra. Jedna z takich wycieczek marnie się dla mnie skończyła, bo gdy, będąc z rodzicami nad rzeką, zakradałam się bezszelestnie jej brzegiem, by ich wojennym okrzykiem nastraszyć, noga mi się obsunęła i do rzeki chlupnęłam. A październik był :P

Gauri-ja - 2008-09-19, 22:27

..
khosia - 2008-09-19, 22:34

lalaith napisał/a:
Za to Hrabiego Monte Christo znam na pamięć i uwielbiam każdą stronę tej książki.

Mało powiedziane - uwielbiam :) Czczę bałwochwalczo i kocham namiętnie każdy rys Hrabiego. To jest książka, którą mam w strzępach, z trudem zdobyta za komuny nie wytrzymała ilości przeczytanych przez mnie.
Jedną z najgorszych rzeczy, które zrobiono Hrabiemu to ekranizacja. Żadna ekranizacja nie pokazała kim jest, kim był i dlaczego takim się stał. Żadna ekranizacja nie pokazała prostoty a jednocześnie złożoności charakteru Hrabiego. W swojej pysze uważam, że należę do nielicznych, któe rozumieją duszę Hrabiego i dlatego każda ekranizacja wywołuje niekorzystny dla zdrowia zgrzyt zębów, mocno zaciśniętych.

Najgorszą rzeczą, którą zrobiono Hrabiemu to ekranizacje, w której grał Gerard Depardieu. Omatkojedyna! Toż reżyser pokazał z całą ignorancją, że książki nie zna i nie rozumie. Bo jak można było zakończyć SPOILER - sceną, w której Edmund i Mercedes są razem??? Nie mieści mi się to w głowie i na samą myśl o tym zęby same mi się zaciskają...

meggi27 - 2008-09-19, 22:38

Znowu będzie nie po polsku, ale muszę napisać o mojej ulubionej książce, a mianowicie 'Mroczna wieża' Stephena Kinga, to 7-tomowy cykl powieści, która bardzo dużo bazuje na "Władcy pierścieni" i poemacie sir Roberta Browninga pod tytułem 'Sir Roland pod mroczną wieżą stanął'. O tej książce nie da się opowiedzieć w paru zdaniach, wiec odsyłam tu http://pl.wikipedia.org/wiki/Mroczna_Wieża polecam, powieść długa, bo każdy tom to jakieś 700-800stron, ale warto.
khosia - 2008-09-19, 22:41

Gauri-ja napisał/a:
Ja niekoniecznie wszystkiego, bo (sorry) przez "Silmarillion" nie przeszłam. Ale LOTR-a kocham.

Mam podobnie, bo LOTRa nie kocham, jedynie lubię. Przeczytałam i stwierdziłam, że za sucha jak dla mnie :)

Karola Maya wielbię, przeczytałam wszystko co było w domowej biblioteczce. Indianką niegdy nie chciałam być. Zawsze byłam Old Shatterhandem :P Z tym, ze wszystko odbywało się w mojej wyobraźni, a ta bujna jest :)

Zaczytytwałam się w Curwoodzie, z tym że pomijałam książki o wszelakiej maści zwierzynie skupiając się jednak na ludziach i ich przygodach. Bliższe mi to było :)

Gauri-ja - 2008-09-19, 22:48

..
khosia - 2008-09-19, 22:53

Gauri-ja napisał/a:
No i tu mam problem... kiedyś coś Kinga przeczytałam, później kilka razy próbowałam jeszcze, ale nie podeszło mi. Nie lubię się bać. W okresie, w jakim to czytałam nie lubiłam też fantastyki, nadal nie lubię s-f. Może teraz inaczej bym odebrała jego książki, ale niespecjalnie mnie ciągnie na razie.

Teraz Ty pódź w me ramoina :)

Chociaż lubię sensację, kocham kryminał to jednak King mnie nie ciągnie. S-F i fantastyka też nie. Za to namiętnie czytam kryminały i och, ach i och ile mam ich na swoim koncie :)
Swojego czasu czytałam też thillery medyczne Robina Cooka i ojeju straszne to było. :(

meggi27 - 2008-09-19, 22:53

Gauri-ja napisał/a:
No i tu mam problem... kiedyś coś Kinga przeczytałam, później kilka razy próbowałam jeszcze, ale nie podeszło mi. Nie lubię się bać. W okresie, w jakim to czytałam nie lubiłam też fantastyki, nadal nie lubię s-f. Może teraz inaczej bym odebrała jego książki, ale niespecjalnie mnie ciągnie na razie.

Ależ Gauri, ta akurat książka to taka powiedzmy masala :P Bo jest i fantasy i western i akcja, a grozy to tam naprawdę mało, a jakie są piękne opisy, ja byłam także bardzo sceptyczna, jak pierwszy raz ta książka do mnie trafiła, ale się zakochałam i przeczytałam wszystkie 7 tomów, mam zamiar i drugi raz niedługo :D

Gauri-ja - 2008-09-19, 22:58

..
meggi27 - 2008-09-19, 23:02

Gauri-ja napisał/a:
A propos bania się - czytałyście Harlana Cobena? Po którejś książce można się zorientować w schemacie, ale za pierwszym razem BAŁAM SIĘ. Ojejku, bardzo.

Ja Harlama Cobena uwielbiam, czytałam z 7 jego powieści, uwielbiam ten cykl o Myronie, tak samo bardzo lubię Deana Koontza.

Gauri-ja - 2008-09-19, 23:08

..
meggi27 - 2008-09-19, 23:11

Ja na tych książkach się nie bałam, za to strasznie się bałam po książce 'W ciemności strachu' Maxime Chattam, po prostu książka przerażająca, choć to nie horror, a thriller.
khosia - 2008-09-19, 23:15

Zwalam na Gauri-ja :)

Oprócz tego że uwielbiam kryminały, sensacje, powieści JA, Dumasa i innych, zaczytuję się jeszcze nie mniej ni więcej, ale w romansach. Trochę to obciach w dziejszym świecie przyznawać się do tego typu literatury, ale ja podzielam zdanie bohaterki "Czaharów", Marii Rodziewiczównej - A czemu mam się zachowywać jak typowy mężczyzna? . Kocham autorów i zazwyczaj autorami czytam :) I tak swego czau trafiła do mnie książka LaVyrle Spencer pt: "Na jedną kartę". OT:Od razu widać różnicę podejścia do tematu miłości, związków i realcji męsko-damskich i od razu rzuca się w oczy, że książka jest pisana współcześnie, mimo, że akcja jest umieszczona ok. roku 1880.
Podjeście współczesne mocna skupia się na stronie seksualnej każdego związku, opisując jak bardzo on pożąda jej, a jak bardzo ona pragnie jego :)
Bohaterka, jak dla mnie jest miodem na moje serce, a zasługą jej jest wiek :) Otóż jak to w romansach bywa jest Ona i jest On. Ona ma na imię Agata, ma 32 lata i jest - UWAGA! :) - starą panną :) On, już mniej istotny ma bodajże 35 i jest wdowcem o złotym sercu, a na pozór o czarnym charakterze. :) Spotykają się w okolicznościach nietypowych. On jako właściciel salonu przygląda sie jak do jego lokalu środkiem miasta wkracza obraz nagiej kobiety, ona bogobojna wojowniczka - zgłasza obiekcje, przeciw takim widokom. To początek wojny, którą ze sobą prowadzą. :) W między czasie przypałęta się pewien pędrak imieniem Will, którym będą się musieli zaopiekować. Niestety los okrutnie będzie stawiał przseszkody i On będzie musiał ją opuścić ze względu na prohibicję.
No, nie mieli łatwo, ale książkę się dobrze i szybko czyta. :) Są momenty, które mnie wkurzają w książce, ale z drugiej strony opowieść ta daje jakiś punkt zaczepienia dla wszystkich po 30 :)

meggi27 - 2008-09-19, 23:22

Ja jeszcze z thrillerów uwielbiam Dana Browna i jego 'Kod Leonarda da Vinci', 'Cyfrowa Twierdzę' czy 'Anioly i demony', świetne.
khosia - 2008-09-19, 23:26

Gauri-ja napisał/a:
Też uwielbiam cykl o Myronie, przeczytałam 5 albo 6 części, ale za pierwszym razem momentami się bałam. Dawno już się nie bałam czytając książkę. W nocy.

O.o A czego tu się bać? Kocham język w jakim pisze Harlan, ale do głowy by nie przyszło, że można się bać :)

meggi27 - 2008-09-19, 23:30

A jak ja uwielbiam tego przyjaciela Myrona, jeju jak on się nazywał? I to jego 'wysłów się' :P Kurczę, dawno już nie czytałam jego książek i zapomniałam.
Gauri-ja - 2008-09-19, 23:39

..
meggi27 - 2008-09-19, 23:44

Oh tak Gauri win, uwielbiam, można powiedzieć, że się w nim zakochałam od pierwszego przeczytania :mrgreen:
khosia - 2008-09-19, 23:46

Gauri-ja napisał/a:
Czyżby boski i psychopatyczny Win Lockwood?

Bosski :D Ach mieć takiego przyjaciela :D

Gauri-ja napisał/a:
No widzisz... bo ja taka strachliwa jestem Ale serio, pierwszą książkę czytałam w nocy i się bałam... wiem, dziwne... trudno


Czemu dziwne? Ja już zaprawiona w bojach po Robinie Cooku to się nie boję Harlanowych :P Ale tu też trzeba zapytać o tytuł tej książki :D

meggi27 - 2008-09-19, 23:48

Ja widzę, że Babwulony jeden gust mają i kochają samych oryginalnych facetów :mrgreen: Ja się bałam po jego pierwszej przeczytanej książce 'Obiecaj mi'.

Komentarz dodany przez: Elyshia: 2008-09-20, 11:07
Poprawiłam we wszystkich Twoich postach w tym wątku interpunkcję, literówki, polskie znaki i wielkie litery bez ingerencji w treść. W Twoich wypowiedziach nie spotkałam się z ani jednym "ą" czy "ę". Zwracaj proszę uwagę na estetykę wypowiedzi!
meggi27
elyshiu bardzo przepraszam ,ale mam chwilow zepsuta klawiature i nie moge pisac polskich znakow.

pogoda - 2008-09-20, 00:54

Troszkę opóźniona, ale co tam. ;)

Na pierwszy ogień Lucy Maud Montgomery, którą też często sobie odświeżam. Też mam wrażenie, że LMM jest u nas nierozpropagowana, w sensie, "a to te miłe książeczki dla dziewcząt, ale z tego chyba się wyrasta, grr."
Samą "Anię..." czytałam dość dawno, bo boję się, że ten urok gdzieś zniknie. Też najbardziej lubię "Anię na uniwersytecie", czego to czasem nie trzeba, żeby kobieta na oczy przejrzała. A na "Rilli..." przy okazji Waltera też się spłakałam, aż moja mama się przestarzyła, bo dziecko samo siedzi i czyta, więc spokój powinien być.
Natomiast czasami nachodzi mnie na serię o "Emilce..." i kamień w wodę. Emilka ze swoim talentem i zdolnościami nadprzyrodzonymi, które rzadko się objawiają, ale jednak jest chyba moją ukochaną bohaterką.
"Błękitny zamek" jest niesamowity i faktycznie ma coś z klimatu JA.
Uwielbiam też "Dzbanek ciotki Becky" (nowsze wydanie pod okropnym tytułem "W pajęczynie życia"), który jest w pewnym sensie rodzinną sagą. Akcja dzieje się na przestrzeni roku. Zaczyna się od śmierci ciotki Becky i jej dzbanka właśnie, który odziedziczyć pragnie prawie każdy członek rozległej rodziny, ciotka przekazuje swą wolę do odczytania za rok najmniej spodziewanemu "wujkowi", a życie rodziny staje w tym czasie na głowie, książka jest też bardzo romansowa, ale pokazuje też, że nie zawsze małżeństwo jest jedyną drogą do szczęścia.
Z dzienników czytałam tylko "Uwięzioną duszę". Tytuł oddaje treść. Z tydzień chodziłam wbita w ziemię po tej książce, nawet się zastanawiam, czy sama LMM by chciała, żebyśmy mieli możliwość przeczytania jej pamiętników. Kontrast między pamiętnikiem SPOILER cierpieniem, szamotaniną wewnętrzną i właściwie depresją LMM /SPOILER, a jej powieściami jest ogromny.

"Hrabia Monte Christo" jest przewspaniałą powieścią i czymś o wiele więcje niż li tylko przygodową książką. A w związku z tym jakoś żywotniej niż wcześniej zareklamuję "Klub Dumas" Perez-Reverte, który jst kopalnią wiedzy o Dumasie, a w dodatku jest świetnie napisanym kryminałem, w którym za nic nie mogłam rozwiązać zagadki i musiałam pozwolić autorowi poprowadzić się do samego bardzo nieoczywistego końca. W dodatku Perez-Reverte potwierdza moje przypuszczenia, że książki mogą budzić wielkie namiętności. "KD" jest przetłumaczony przez mojego ukochanego Łobodzińskiego, który bardzo dobrze czuje styl P-R, wiadać różnice między jego tłumaczeniami, a innych tłumaczy, których przekładom jednak czegoś brak.

Meggi jesteś już kolejną osobą, która "Mroczną wieżę" poleca, zastanawiam się nad nią, bo próbowałam czytać "Lśnienie" i "Czarownice z Salem" i jakoś mi nie podeszły.

Ostatnio też poczytuję kryminalny cykl Mankella o komisarzu Walanderze i posterunku w Ystad, szwecka prowincja podobnie jak angielska to niebezpieczne miejsce, w którym się lepiej nie osiedlać. Intryga kryminalna często jest łatwa do odkrycia, ale to świadomy zabieg, dzięki którem z większym skupieniem możemy śledzić żmudną, ale zarazem fascynującą pracę policji i wszystko, co się dzieje poza samą sprawą. Walandery mają taki pochmurny przygnębiający klimat, że lubię się czasem nimi już do końca dobić.

varka - 2008-09-20, 01:05

No tak, znów wychodzi na to, że niszowa jestem i "W puszczach i sawannach Kamerunu" *wielbię miłością zupełnie absurdalną :roll: * przeczytałam w młodości tylko ja i autor... :mrgreen:
khosia - 2008-09-20, 10:44

pogoda napisał/a:
Ostatnio też poczytuję kryminalny cykl Mankella o komisarzu Walanderze i posterunku w Ystad,

Haaa, a ja właśnie jestem w połowie "O krok". :) Bardzo dobrze skonstuowany kryminał, realistycznie przedstawione postacie, mam wrażenie, że komisarza Wallender ze wszystkimi problemami natury zawodowej jest mi bliski. :)

Jakie to szczęście, że mam możliwść kupienia dobrej książki w niskiej cenie :D

varka napisał/a:
znów wychodzi na to, że niszowa jestem i "W puszczach i sawannach Kamerunu" *wielbię miłością zupełnie absurdalną * przeczytałam w młodości tylko ja i autor...

Zareklamuj :) Się skuszę :D

GosiaJG - 2008-09-20, 13:45

Nie po raz pierwszy pewne rzeczy są dla nas wspólne. :mrgreen: Anię oczywiście czytałam wiele razy, kolejne części z coraz większą melancholią, patrząc, jak moi kochani bohaterowie się starzeją, jak dzieci dorastają, jak w ich życie wkracza Wielka Historia...
Kocham "Władcę Pierścieni". "Hobbita" czytałam raz, "Silmarillion" we fragmentach, ale "Władca..." to jedna z moich ukochanych książek. Kiedy ją czytam, im bliżej końca jestem, tym lektura idzie mi wolniej. Bo nigdy nie chcę dotrzeć do momentu Szarej Przystani. Świat Śródziemia bez elfów, świadomość, że nie da się uratować czegoś bez poświęcenia czegoś innego (i kogoś) - wywołuje we mnie nieopisane poczucie straty. Jednak ciekawość jest silniejsza, zawsze się zaczytuję w zakończeniu, a potem przez kilka miesięcy nie wracam do tej książki.
Cały ból i nieuchronność Szarej Przystani oddała Annie Lennox w "Into the West".

Kocham "Hrabiego Monte Christo". Kiedyś Dumasa czytałam na pęczki, wszystko, co było, po kilka razy. Lubię "Królową Margot", "20 lat później", ale to "Hrabia..." jest niepokonany. Perfekcyjna opowieść o miłości i zemście, która i tak nie daje ukojenia. Podobał mi się Depardieu jako Edmund, ale sam film totalnie zawalono, przede wszystkim z powodu zakończenia. Za to do książki można wracać bez przerwy.
Jane Austen - to oczywiste. "Duma i uprzedzenie" przede wszystkim. "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte.

Z ostatnich czytanych rzeczy polecam "Shantaram" Dawno nie czytałam powieści tak mądrej i zabawnej.
Ostatnio jednak głównie czytuję jakieś rzeczy teoretyczne, dostałam np. od Kasi świetne "Mity przekładoznawstwa".
Zawsze - Szekspir. Przede wszystkim wielkie tragedie.

I zawsze, nieuleczalnie kocham poezję. Zbigniew Herbert to moje bóstwo po wsze czasy. Ale nie tylko on. Ostatnio Miron Białoszewski. Krzysztof Kamil Baczyński. "Treny" Kochanowskiego.

W ogóle książki - nie umiem bez nich żyć. Zawsze są jakieś. Teraz wymieniłam tylko kilka, ale jest jeszcze mnóstwo, o których w tej chwili pewnie zapomniałam, a które warte są wszystkiego.
Książki jak filmy - po jakimś czasie okazuje się, ile były warte, ile z nich pamiętam. Do takich wracam.

shanti - 2008-09-20, 14:04

Ania jest w moim życiu od zawsze, przynajmniej raz do roku sięgam po pierwszą część by po miesiącu mieć na sumieniu wszystkie, plus inne książki Lucy.
Kocham niezmiernie "Dziewczę z sadu".


Inną książką którą polecam jest "Dziewczynka w Czerwonym Płaszczyku" Romy Ligockiej. Poruszająca opowieść o wojnie, widzianej oczyma dziecka, poruszające losy kobiety na której na wojna odcisnęła wieczne piętno. Książka wielokrotnego użytku.

avoid - 2008-09-20, 14:15

Aaa, Gosiu. To ja się tutaj nie wypowiadałam, bo myślałam, że mnie za wariatkę weźmiecie, jak się przyznam, że uwielbiam Szekspira, Białoszewskiego (nie tylko poezję), no i Tolkiena.
Bo myślałam, że to takie nie trędi, więc siedziałam cicho. ;)

Szekspirem 'maltretowano' mnie oczywiście na studiach i teraz się z tego cieszę, bo pokochałam go bardzo, szczególnie w oryginale. Uwielbiam Otella. W wersji filmowej również, z Kennethem Branagh w roli Jago i Laurencem Fishburnem -Otello. [Laurence Fishburne jest genialny również jako Mike w filmie biograficznym o Tinie Turner, no i w Matrixie, rzecz jasna ;) ]. Muszę tę Omkarę wreszcie obejrzeć.

Lubię komedie Szekspira: 'Wiele hałasu o nic", "Sen nocy letniej", "Burza", "Jak wam się podoba."

Białoszewskim zainteresowałam się, będąc gówniarą w podstawówce. Najpierw był Staff, później Gałczyński (Teatrzyk Zielona Gęś znałam na pamięć), potem Białoszewski.
"Wsiadajcie, Madonny, Madonny
Do bryk sześciokonnych, ściokonnych..."
Ale absolutnie na łopatki rozłożył mnie "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego". Muszę do niego wrócić.

W Tolkienie zaczytywałam się parę lat temu, a czym mnie ujął?
Chyba tym samym, co Szekspir i Białoszewski. Niebywałymi zdolnościami lingwistycznymi.

lalaith - 2008-09-20, 14:55

Szekspir. Tak. Makbeta znam na wyrywki, Wieczór trzech Króli jako lekarstwo na chandrę służy, Podczas lektury Otella rwę włosy z głowy, Jagona uważam za najciekawiej zarysowany "czarny charakter" w literaturze.
Jako że mam nieuzasadniony pociąg do diabłów i aniołów w literaturze opisywanych, przepadam za Rajem Utraconym Miltona, mimo jego dydaktyzmu - wybaczam, za najlepszy obraz Szatana, z jakim się spotkałam.
Co do poezji, Baczyńskiego uważam za geniusza, i pogodzić się nie mogę z jego losem, lubię Staffa, zaczytuję się w Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, uwielbiam Szymborską i jej koty.
Herberta bardzo cenię za życzliwą mądrość, za szczerość, za, pomimo wszystko, pogodę ducha:
I bardzo lubię "Wiatr i Różę"

W ogrodzie rosła róża. Zakochał się w niej wiatr. Byli zupełnie
różni, on - lekki i jasny, ona - nieruchoma i ciężka jak krew.
Przyszedł człowiek w drewnianych sabotach i gołymi rękami zerwał
różę. Wiatr skoczył za nim, ale tamten zatrzasnął przed nim drzwi.
- Obym skamieniał - zapłakał nieszczęśliwy. - Mogłem obejść cały
świat, mogłem nie wracać wiele lat, ale wiedziałem, ze na zawsze czeka.
Wiatr rozumiał, że aby naprawdę cierpieć, trzeba być wiernym.




I wiadomość dla Khosiaczka i Gauri, w połowie "Błękitnego Zamku" jestem i w pełni zachwyty podzielam :D

coolka999 - 2008-09-20, 17:09

Widzę, że ciekawa dyskusja się rozwineła. To i ja wtrące swoje trzy grosze.
Cykl o Ani uwielbiam. Każde sięgnięcie po te książki to dla mnie powrót do dzieciństwa. (A, że często to robię powinnam sprawić sobie nowy komplet, bo w starym już fruwają kartki). Ania Na Uniwesytecie to mój prywatny faworyt w tym cyklu.
Dopiero całkiem niedawno odkryłam Cobena i Nicci French.
Ale i tak najważniejsze miejsce w moim sercu ma poezja Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.
Z racji moich zaintersowań w mojej prywatnej domowej bibliotece można znaleźć sporo książek z historii Powstania Warszawskiego.

shanti - 2008-09-20, 20:33

No i macie baby placek, z dzisiejszej wizyty u rodziców przywlekłam wszystke książki LMM :) Czytanie czas zacząć :)
arduinna - 2008-09-20, 20:46

malinqa napisał/a:
W wakacje przeczytałam kilka książek, w tym serię "Zmierzch" ("Twilight") o romansie nastoletniej dziewczyny z wampirem, która bardzo mi się spodobała. Jest to jednak pozycja przeznaczona raczej dla nastolatek (i polskie tłumaczenie pozostawia wiele do życzenia, przez co niektórzy uważają książkę za infantylną i głupią :roll: ;) ), aczkolwiek wg mnie jest warta polecenia :)

Czytam teraz 4 tom, nie uważam, że te książki są dobrze napisane. Śmiać mi się chciało przy niektórych sformułowaniach w pierwszym i drugim tomie. Mimo to czytam dalej, to chyna przez słabość do wampirów ;)
Cytat:
Tak więc ja polecam trzy książki:
-->> Chata w dolinie Rivers Francine

Mnie najbardziej podobała się jej trylogia Znamię Lwa: starożytny Rzym, początki chrześcijaństwa i poruszajaca historia miłości.
Cytat:
Znaczy, ja nie mogłam się zdecydować. Być Old Shatterhandem (to zawsze), czy (czasami) z Old Shatterhandem

Mnie się marzyło, żeby przenieść się do świata wykreowanego przez Maya. Przeczytałam mnósto jego książek i zawsze May bedzie mi sie kojarzył z dzieciństwem.
Cytat:
A propos bania się - czytałyście Harlana Cobena?

Lubię te w których wystepuje Myron, tylko mam problem z tymi książkami. Nigdy nie pamiętam co juz czytałam, tytuły zlewają mi sę w jedno, a czasami to nawet po opisie na okładce nie mogę poznać. :-o
Cytat:
jak ja uwielbiam tego przyjaciela Myrona, jeju jak on się nazywał? I to jego 'wysłów się

Też uwielbiam Wina, niby totalny psychopata, a mnie to bawi.
Cytat:
zaczytuję się jeszcze nie mniej ni więcej, ale w romansach.

Khosiu, ja od czasu do czasu też lubię je poczytać, bardzo lubię romansowo-kryminalną serię In Death pisaną przez Roberts pod pseudonimem J.D. Robb
Poezję czytam rzadko, ale mam kilka ukochanych wierszy. Jednym z nich jest "Poeta pragnie szaty niebios" Williama B. Yeatsa

Gdybym miał niebios wyszywaną szatę
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby -- w marzeniach,
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy;
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.

malinqa - 2008-09-20, 23:14

Cytat:
Czytam teraz 4 tom, nie uważam, że te książki są dobrze napisane. Śmiać mi się chciało przy niektórych sformułowaniach w pierwszym i drugim tomie. Mimo to czytam dalej, to chyna przez słabość do wampirów ;)


Tu się niestety muszę zgodzić, choć utrzymuję, że to po części wina tłumaczenia. Porównałam sobie kilka scen w oryginale i po polsku i czasami tylko wziąć i się załamać... (jeden z moich faworytów: - Do I dazzle you? jako - Tobie też mącę? :lol: ) W dodatku tłumaczka często używa dziwnych bądź śmiesznych, czasami wręcz przestarzałych zwrotów... Z drugiej strony uważam, że pani Meyer rzeczywiście pisze raczej prostym językiem, co mi jednak absolutnie nie przeszkadza, bo książka ma w sobie coś, co wciąga :) A do wampirów też mam słabość ;)

Nawiązując do poprzednich postów, dopisuję się do grona fanek Ani... Uwielbiałam ją dzieckiem będąc, a teraz, wstyd przyznać, już nie pamiętam nawet o czym były tomy od 2 w górę (bo z pierwszego coś mi jeszcze świta)... Chyba trzeba sobie co nie co odświeżyć :)

agawolf - 2008-09-21, 20:25

Własnie, róznice w tłumaczeniu wpływają niesamowicie na odbiór książki. "Winetou" i "Old Surhanda" wraz z "Skarbem.." czytałam jeszcze w wydaniu gazetowym, na studiach dostałam od dziadka pełne wydanie książkowe, zaczęłam czytać i ... pełna klapa. Nie dałam rady, pomyslalam, że wyrosłam. Później, kiedy znalazłam swoje stare wydania od nowa zaczęłam się zaczytywać w tych książkach i dopiero jak porównałam oba wydania okazało sie, że był inny tłumacz. Podobnie z Ania LMM, w domu była kolekcja z serii "Naszej Księgarni" z lat 70-tych. Poniewaz nie do mnie trafiła postanowiłam sobie ją kupić, traf chciał, że kupiłam u Prószyńskiego "Anię z Zielonego..." i zaraz zaczęłam przeglądać ZGRZYTAŁO... a to było jakieś inne tłumaczenie.. Nie dało się tego czytać. Więc przez kilka miesięcy na Allegro kompletowałam według tej serii z "Naszej Księgarni". Zresztą, nie lubię nowych książek i nowych mebli, ale to juz inna bajka :)
Mowilka - 2008-09-22, 13:28

Święte słowa o tłumaczeniach! Nowe mają niby na celu przybliżenie współczesnemu czytelnikowi, ale często są po prostu nieudolne, płaskie, mało ciekawe. Pamiętam Trzech panów w łódce. Umierałam ze śmiechu czytając. Potem sobie kupiłam w innym wydaniu. Nawet się nie uśmiechnęłam. Okazało się, ze tłumacz był inny. Klasyczny przykład to chyba Władca Pierścieni i Bilbo Bagosz w nowym tłumaczeniu oraz Obiezyświat zamieniony w Łazika. Horrendum! Albo nowa Duma i uprzedzenie i kwiatki pokroju "Twoje siostry są zaręczone" zamiast: "już tańczą".
Barańczakowi się udało. Dzięki niemu Szekspir zajaśniał nowym blaskiem - i poezji i humoru i niezwykłego, mięsistego, zrozumiałego języka.

pogoda - 2008-09-22, 14:33

Wiele zależy od tłumaczenia, mam też wrażenie, że są książki nieprzetłumaczalne, albo takie, w których czasem bardzo daleko trzeba odejść od oryginału, żeby móc się do niego zbliżyć. Sztampowy przykład "Cierpienia młodego Wertera" Goethego, pamiętam jak męczyłam się z tą książką w liceum, zastanawiając się jakim cudem mogła wywołać tak silne reakcje, potem zabierałam się do oryginału jak do jeża, a tym czasem padałam powalona, ona aż kipi od namiętności, jest napisana pięknym, zmysłowym językiem i nagle zrozumiałam nieszczęsnego Wetera i jego dylemat, a nawet jego koniec.

W temcie lektur z dzieciństwa, kilka lat temu, pewnego letniego popołudnia powtórzyłam "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren, żeby się odprężyć miłym wspomnieniem i przeżyłam szok, te dzieci to mali bohaterowie, którzy sami swoje dzieciństwo wypełnione ciężką harówką w gospodarstwach rodziców zamienili w magiczny świat zabaw i wyobraźni. I nie mogę wybaczyć akademii, że nie przyznali Lindgren Nobla, zanim okazało sę za późno.

an87 - 2008-09-26, 00:15

Poczytałam Wasze wypowiedzi, podumałam nad swoim marnym żywotem i stwierdzam z całą stanowczością:
Cykl o Ani - LLM to mój talizman, najukochańsze książki ever. Przeczytane X razy, z góry na dół, od początku do końca i od końca do początku. Jeżeli wyjeżdżam z domu na dłużej niż dwa, trzy miesiące Ania jedzie ze mną. Zawsze znajdę w nich odpowiedź na swoje wątpliwości. Najbardziej zmaskrowany tom (kartki osobno, ale wszystkie są) Wymarzony dom Ani. Błękitny Zamek <3 uwielbiam i często do niego wracam.
Jako, że w dzieciństwie, czasach liceum pokarało mnie nieśmiałością w stosunku do innych do książek lgnęłam zawsze. Mała An czytała o przygodach Muminków, Pipi, potem czas upływał mi przyjemnie w towarzystwie bohaterów J. Verne, Musierowicz, Ożogowskiej, Fiedlera, Maya.
Starsza An odkryła twórczość Andre Norton - Cykl Świat czarownic. Potem przyszedł czas na Orsona Scota Carda i jego Grę Endera, Glizdawce. Frank Herbert i cykl Diuna. Polecam te książki każdemu to kawał dobrej fantastyki pomieszanej z fantazy. Sapkowskiego i Tolkiena reklamować nie trzeba.
Proszę a oto i niejaka Joanna Chmielewska. No kocham jej książki. Lesio, Wszystko czerwone, Całe zdanie nieboszczyka, Skarby, Większy Kawałek Świata... i jeszcze długo by wymieniać a i Krowa niebiańska oczywiście to godziny spędzone na przygodach przerywanych napadami dzikiego śmiechu.
Kiedy An dorosła sięgnęła po literaturę poważniejszą. Harry Potter, Przygody Mikołajka. Świat Dysku Pratchetta (próbuję skompletować całość) uwielbiam. Tu również towarzyszy mi dziki śmiech i to przez większą część czytania każdej książki. Oczywiście Paolini Eragon i spółka (czekam z niecierpliwością na ostatni tom). Pullman i Mroczne Materie. Jeżeli ktoś lubi czytać o czarownicach, tajemniczych rytuałach polecam Sagę o Ludziach Lodu Margit Sandemo (ulubiony tom nr 33, pt. Demon nocy). Z literatury łatwej i przyjemnej polecam "romanse" J. Krantz (Księżniczka Daisy, Manhatan...) oraz coś co ja nazywam "romansem historycznym", ale z historią niewiele to ma wspólnego - Johanna Lindsey: Za głosem serca i Kochaj mnie zawsze - 100% pewności, że obśmieję się jak dzika fretka czytając je po raz enty. Frywolny język połączony z kapitalnymi żartami sytuacyjnymi. I wreszcie Jane Austen po raz pierwszy, drugi... i kolejny. Ja widać ambitna literatura to nie dla mnie.
A i zapomoniałabym o najważniejszym. Mapy. Uwielbiam czytać mapy. Może to trochę dziwne ale tak mam. Potrafię nad atlasem spędzić sporo czasu czytając mapy.

Elyshia - 2008-09-26, 20:55

An, możemy sobie podać dłonie, jeśli chodzi o mapy :) Już myślałam, że nikt ze mną nie podziela uwielbienia do map. Nieraz, gdy się nudzę, czy to w domu, czy czekając na coś samochodzie - wyciągam sobie ze schowka jakąś mapę i ją sobie studiuję. Gdy ktoś mnie zobaczy z nosem nad atlasem samochodowym, zawszę słyszę ironiczne: "I co? Gdzie tym razem jedziesz?"

Moje marzenie? Ścienna mapa współczesnych Indii. Ale jak coś mnie napadnie, to zanabędę na Allegro przedwojenną :) Będzie stylowo :)

GosiaJG - 2008-09-26, 21:18

Mój mąż kocha mapy wszelakie. :)
A ja, kiedy Gauri-ja była w Indiach w ubiegłym roku, kupiłam sobie mapę i "jeździłam z nią" palcem po mapie. :) W tym roku również.

Trochę zmienię klimat - jeśli można.
Podzielę się dwoma tekstami, które uwielbiam. Bo jak pisałam, kocham poezję. Ale o tej pani nie wspominałam. A warto. I te dwa teksty - genialne...
Jeśli można - to wkleję te dwa utwory.

Halina Poświatowska

* * *
wiedzą o nim
moje nabrzmiałe piersi
pocałunkiem obudzone o zmroku

ramię draśnięte
pamięć
drzemiąca w zagłębieniu dłoni

we wnętrzu moim
okwitł
jak kolczasty krzak głogu

zmarznięte ptaki
moich nocy
sfrunęły wszystkie
jedzą


* * *
więc jesteś jesteś jesteś
daj niech sprawdzę
niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami
niech w oczy spojrzę chociaż najmniej wierzę
oślepłym ze zdumienia oczom

jeszcze twój głos usłyszeć chcę
zapachem się zaciągnąć
pojąć cię raz na zawsze wszystkimi zmysłami
i nigdy nie zrozumieć i ciągle na nowo
dochodzić prawdy pocałunkami

larina - 2008-09-26, 21:40

Gosiu? A Jasnorzewska? A jej "Sen"? A Stachura? A "Dwa teatry"?
Kocham.

Zaraz poszukam tekstów i się zedytuję :P

Edit.
Mam


Edward Stachura - "Dwa teatry"

Życie to jest teatr, mówisz do mnie, opowiadasz,
Maski coraz inne, coraz mylne się zakłada.
Życie to zabawa, życie to jest taka gra
Przy otwartych i zamkniętychdrzwiach to jest gra.
Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam
Życie to nie tylko kolorowa maskarada.
Życie tym piękniejsze, im ważniejsze jeszcze jest.
Blednie przy nim wszystko, blednie przy nim sama śmierć.

Ty i ja teatry to są dwa, to są dwa.
Ty, ty prawdziwej nie uronisz łzy,
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi,
Lecz nie zaraźliwy jest twój śmiech, bo ty grasz.
Ja cały zbudowany jestem z ran,
Duszę na ramieniu ciągle mam,
Lecz gdy śmieję się to ze mną też cały świat.

Dzisiaj bankiet u artystów ty się tam wybierasz
Gości będzie dużo, nieodstępna tyraliera.
Tańce, alkohole, może flirty będą też,
Potem drzwi otwarte zamkną się, no i cześć.
Wpadnę tam na chwilę zanim spuchnie atmosfera
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram
Wyjdę na ulicę, pod fontanną zmoczę łeb.
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz.



Maria Pawlikowska - Jasnorzewska "Sen"

Iść przez sen ku tobie,
w twe słodkie ręce obie...
przez pola długie ogromnie,
sadzone w rzędy doniczek...
samych niebieskich konwalii
i szafirowych goryczek...
...przejść przez jezioro nieduże,
zrobione z drewnianej balii...
i trochę nieprzytomnie
iść dalej przez bór ciemny, w którym kwitną róże,
lecz w którym się nie pali ani jedna świeca...
gdzie straszy stary niedźwiedź dziecinny zza pieca,
dziś przerobiony na kota...
I widzieć w oddali już twoją psią budę
z kryształu, blachy i złota...
przedrzeć się z trudem poprzez dziwną grudę...
i jeszcze ten rów przebyć...
- potknąć się - i już nie być.

shanti - 2008-09-26, 22:34

Stachura! Miód na me serce! Tak jak poezję ciężko znoszę przez złe doświadczenia licealne, tak Stachurę wielbię pod niebiosa!
Zainteresowałam się bo był modny, pokochałam za ten wiersz:
Cytat:
Idź dalej
Czy wszystko już dla mnie stracone, skończone?
Wróżbiarzu, co czytasz z obłoków jak z ksiąg,
Spójrz i przeczytaj, co pisze tam o mnie.
Weź przebij, weź odsłoń mi nieco ten gąszcz!

Prawdziwy to gąszcz, kłębi gęściej się wciąż,
Niewiele tam widzi proroczy mój wzrok:
Krzyżują się drogi i gmatwa się czas,
Co było i co jest, i co stanie się.

Straszliwy to gąszcz, kłębi gęściej się wciąż,
Kurzawa szaleje, dzień zbłądził i noc.
Gdzieś gna tabun koni i pali się las,
I dym się unosi, wciąż więcej go jest.

Nie widzę już nic, nic a nic, biało mi.
Idź dalej niezłomnie, a mnie zostaw sny.
Nic nie jest stracone, skończone też nie,
Gdy droga przed tobą, a sam jesteś w tle.


Dziś składam pokłon prawie wszystkim...

Miłość mą do Stachury pogłębiają jego utwory w wykonaniu SDM-u.
A to... kocham...

Cytat:
Zrozum to co powiem,
Sprobuj mnie zrozumiec dobrze
Jak zyczenia najlepsze, te urodzinowe
Albo noworoczne jeszcze lepsze moze
O polnocy gdy skladane
Drzacym glosem nie klamane

Z nim bedziesz szczesliwsza
Duzo szczesliwsza bedziesz z nim
Ja coz, wloczega, niespokojny duch
Ze mna mozna tylko pojsc na wrzosowisko
I zapomniec wszystko:
Jaka epoka, jaki wiek, jaki rok, jaki miesiac, jaki dzien
I jaka godzina konczy sie, a jaka zaczyna

Nie mysl ze nie kocham
Lub ze tylko troche
Jak cie kocham nie powiem, no bo nie wypowiem
Tak ogromnie bardzo, jeszcze wiecej moze
Wiec dlatego wlasnie zegnaj
Zrozum dobrze, zegnaj

Z nim bedziesz szczesliwsza ...

Ze mna mozna tylko w dali znikac cicho

an87 - 2008-09-26, 23:58

Elyshia napisał/a:
An, możemy sobie podać dłonie, jeśli chodzi o mapy Już myślałam, że nikt ze mną nie podziela uwielbienia do map. Nieraz, gdy się nudzę, czy to w domu, czy czekając na coś samochodzie - wyciągam sobie ze schowka jakąś mapę i ją sobie studiuję.
Elyshia napisał/a:
Moje marzenie? Ścienna mapa współczesnych Indii.

Elyshia piąteczka. Wszelkie mapy, wszelakie uwielbiam. Dołożę jeszcze do tego mapę nieba i mamy komplet. Wczoraj w Empiku widziałam mapę samochodową Indii. Całkiem ładnie zrobiona, tylko te zagięcia :-? jak taką pierdyknąć na ścianę w antyramie? Se neda :P. Ale ja coś wymyślę.

Widzę, ze cytowanie poezji tu odchodzi. To ja też coś wrzucę i znowu wyjdzie, że ze mnie mało poważny człowiek, ale co tam. Uwielbiam ten wierszyk.

Aleksander Fredro - Małpa w kąpieli

Rada małpa, że się śmieli,
Kiedy mogła udać człeka,
Widząc panią raz w kąpieli,
Wlazła pod stół - cicho czeka.
Pani wyszła, drzwi zamknęła;
Małpa figlarz - nuż do dzieła!
Wziąwszy pański czepek ranny,
Prześcieradło
I zwierciadło -

Szust! Do wanny.
Dalej kurki kręcić żwawo!
W lewo, w prawo,
Z dołu, z góry,
Aż się ukrop puścił z rury.
Ciepło - miło - niebo - raj!
Małpa myśli: "W to mi graj!"
Hajże! - kozły, nurki, zwroty,
Figle, psoty,
Aż się wody pod nią mącą!
Ale ciepła coś za wiele...
Trochę nadto... Ba, gorąco!...
Fraszka! - Małpa nie cielę,
Sobie poradzi:
Skąd ukrop ciecze,
Tam palec wsadzi.
"Aj! Gwałtu! Piecze!"
Nie ma co czekać,
Trzeba uciekać!
Małpa w nogi
Ukrop za nią - tuż, tuż w tropy,
Aż po progi.
Tu nie żarty - parzy stopy...
Dalej w okno... Brzęk! Uciekła!
Że tylko palce popiekła,
Nader szczęśliwa. -
Tak to zwykle w życiu bywa

agawolf - 2008-09-28, 08:08

Tak An klasyka to jest to :mrgreen: Ja do dziś na widok faceta z rudymi włosami mam ochotę krzyknąć "Hej, ty, ryży kudła, wara od źródła.." :mrgreen:
an87 - 2008-09-28, 12:03

To się biedny Mickiewicz w grobie przewraca, że tak zapamiętana została jego praca.
Hi hi hi, szurnęło mnie z rana, bo mi tu rymy zaczęły jakieś wychodzić. Pana Tadzia trza pamiętać a nie infantylny wierz o lisie :mrgreen:

Hermia - 2008-11-11, 19:50

Seria o rudowłosej Ani przez wiele lat należała do moich ulubionych, liczyłam, że kiedyś poczytam raz jeszcze z córeczką.
Ukochanych książek mam wiele, ale najbardziej lubię chyba Jan Karon "W moim Mitford"i następne książki opowiadające o pastorze Timie. Ktoś kiedyś powiedział, że seria o Mitford jest napełniona optymizmem. I zgadzam się z tą opinią w stu procentach.Sielska opowieść o niewielkim amerykańskim miasteczku i jego mieszkańcach pozwala odetchnąć.
Z bardzo babskich książek kocham Małgorzatę Kalicińską za "Dom nad rozlewiskiem".
Lubię też specyficzne poczucie humoru, nieco pokręcone i absurdalne, amerykańskiego satyryka Christophera Moora.Brzuch mnie bolał ze śmiechu podczas lektury "Najgłupszego anioła" i "Baranka".

Gabi_B - 2008-11-17, 23:18

Nick Hornby:
Długa droga w dół - czworo nieznajomych spotyka się przypadkowo w Sylwestra na dachy jednego budynku z zamiarem popełnienia samobójstwa..
i jeszcze Był sobie chłopiec :)

Indra Sinha Powrót do Indii - Bhalu, mieszkający na stałe w Anglii, spotyka swoją przyjaciółkę z dzieciństwa. Wyjeżdżają razem do Indii, żeby rozwikłać tajemnice jego zmarłej matki..
Coś mi się kojarzy, że ktoś o tej książce wspominał na SB - w każdym razie radzę przeczytać do końca 8-)

Nadeem Aslam Mapy dla zagubionych kochanków - no tu muszę przyznać, że tytuł mnie nieco odstraszył :D ale książka jest świetnie napisana. Główni bohaterowie to starsze małżeństwo Pakistańczyków-imigrantów - Shamasa, który nie chce mieć nic wspólnego z islamem, i Kaukab, która jest wierna swojej wiarze.
Powieść jest momentami dosyć przerażająca, kilka razy miałam ochotę nią rzucić i już jej nie otwierać (a co jak co, ale jeszcze żadna książka nie doprowadziła mnie do takiej frustracji :) ). Jest tam taki fragment - dziewczyna hinduska i chłopak muzułmanin mieli romans, do tego dziewczyna miała męża wybranego przez rodzinę. Gdy jej rodzice się o wszystkim dowiedzieli, wezwali egzorcystę, który zapewniał ich, że dziewczynie nic się nie stanie, po czym została zaciągnięta do piwnicy i chłostana przez kilka dni - a to dopiero był początek tortur :-|
Uff... nie umiem ładnie pisać o książkach, ale tę ostatnia naprawdę polecam, realistycznie pokazuje sytuację muzułmanów, a głównie muzułmanek.. Dobry materiał do dyskusji nad VZ :P :P

Gauri-ja - 2008-12-01, 22:05

..
lalaith - 2008-12-03, 13:22

Jeśli coś choć delikatnie pachnie fantasy, przeczytać muszę. Pullmana poleciła mi znajoma, twierdząc, że na pewno mnie nie zawiedzie. I miała rację :) Przeczytałam trylogię jednym tchem, z przerwą na tak praozaiczne czynności jak spanie i jedzenie :D
Pzyznaję, że początkowo drażnił mnie język, ale to być może wina tłumaczenia, chwilami wydawał się napuszony, trochę siermiężny. Później przywykłam i zamiast zswracać uwagę na takie detale, zajęłam się fabułą. Kocham książki, które są zaborcze, które absorbują czytelnika bez reszty, zazdrośnie przykuwające do siebie i sprawiające, że jesteśmy nie na zewnątrz, a przewracamy strony ramię w ramię z bohaterami. I taki jest Pullman. Nieprzewidywalny, zmuszający czytelnika do myślenia (nie znoszę, gdy wszystko mamy podane na tacy), i co najważniejsze, naprawdę obdarzony wyobraźnią. Wydawało by się, że w fantasy napisano już wszystko - a tu niepodzianka. Można wymyślić coś, co nie jest wtórne. Uwielbiam Pancerne Niedźwiedzie!
I zdecydowanie nie jest to książka tylko dla młodzieży. Pullman pod płaszczykiem fantastycznej historii o równoległych światach, tworzy interesujące, barwne postaci, targane bardzo ludzkimi emocjami. Nie wzdraga się przed pokazaniem okrucieństwa, zazdrości , nienawiści, chorych ambicji, które przywodzą do zguby. I wcale nie przesłodzonej, miłości i przyjaźni.
Polecam gorąco :)

Cigana - 2008-12-03, 13:58

To ja może polecę jeszcze książki, od których zaczęła sie moja przygoda z fantasy, a mianowicie tetralogia "Ziemiomorze" autorstwa Ursuli K. LeGuin.
"Czarnoksiężnik z Archipelagu", "Grobowce Atuanu", "Najdalszy brzeg" i "Tehanu" to cykl książek o czarnoksiężniku Gedzie i jego drodze poprzez światło i mrok w poszukiwaniu właściwej drogi życiowej i mądrości. Osadzone w nacechowanych męskim szowinizmem wyspiarskim świecie powieści pokazują nam przemiany zachodzące w sercach ludzkich. Bardzo ciekawe rozważania związków przyczynowo-skutkowych i rozbudowane rozważania na temat równowagi w przyrodzie.
Pierwszy raz sięgnęłam po ten cykl w wieku 13 lat i dopiero kiedy jakiś rok temu przeczytałam te książki ponownie, byłam w stanie w pełni docenić ich głębie i złożoność.
Moją ulubioną książka z tego cyklu jest część druga : "Grobowce Atuanu". Ostatnia część natomiast wydaje mi się być napisana na siłę i odbiega jakościowo od reszty cyklu (wydaje mi się nawet, że "Ziemiomorze" miało być z założenia trylogią...).

Edit:
I jeszcze kilka słów o tłumaczeniach...
Bardzo gorąco polecam książki norweskiego autora Erlenda Loe, a zwłaszcza moją ukochaną powieść "Naiv.Super.", opowiadającą o przeciętnym człowieku, który w dniu swoich 25. urodzin stwierdza, że jego życie jest bez sensu i celu. Rzuca więc studia i wraca do swoich korzeni, dzieciństwa aby odnaleźć na nowo radość życia. Pomaga mu w tym sporządzanie list, piłka i inne zabawki.
Erlend Loe ma bardzo specyficzny, "wyluzawany" sposób pisania. Wydaje się, jakby każde napisane przez niego zdanie wychodziło z pod pióra "od niechcenia" i z przymrużeniem oka. Loe traktuje czytelnika jak "kumpla", któremu z nieformalny sposób opowiada historię.
Jednak tu musi nastąpić ostrzezenie:
Nie czytajcie polskich przekładów jego książek!!!
Pani tłumacz, którą niestety miałam okazję spotkać, a która ma monopol na tłumaczenie norweskich książek, nie potrafi za nic oddać w języku polskim tego specyficznego i tak uwielbianego przeze mnie sposobu pisania Erlenda Loe. Polski przekład "Naiv. Super." nie nadaje się wręcz do czytania, gdyż główny bohater, sfrustrowany 25. latek mówi w nim językiem bardziej pasującym do zdziadziałego 40 (nie mylić z "boskim Dziadem"!). Sięgnijcie lepiej po przekład angielski, jesli chcecie uniknąć kwiatków z cyklu:
Norweskie zdanie, które ja przetłumaczyłabym na "Mój brat ma nieco kasy" (Min bror har en del penger.) a polskim przekładzie brzmi "Mój brat dysponuje do pewnego stopnia gotówką.", lub moje ulubione tłumaczenia norweskich wyrazów wulgarnych i przekleństw. W Norwegii wszelkiego rodzaju wulgaryzmy i przekleństwa nie są jak w Polsce związane z cielesnością i lekkimi obyczajami, lecz z szatanem, piekłem i diabelskością. Niestety, w polskim przekładzie, wyrażenie: "ten diabelski facet" traci rację bytu...

an87 - 2008-12-03, 15:06

Na Szaruka!!!
Pullman, Paolini, Ursula LeGuin toż to sami swoi. Jak widać powyżej Babwulony nie tylko do Szaruka wspólnie wzdychają, ale i podobne książki czytają.
Ups, się mi rymnęło :P

lalaith - 2008-12-03, 15:33

Le Gun kocham na równi z Tolkienem, kupuję książki które są dla mnie ważne - więc wyszystko co Le Gun po polsku wydane mam :)
Cigi - żółwik, też najbardziej lubię Grobowce. Ale skoro już o Le Gun mówimy, prócz sięgniecia po opowieści o Gedzie/Krogulcu gorąco polecam Lewą rękę ciemności, według mnie najlepszą powieść pisarki. Niezwykła opowieść, umiejscowiona w niezwykłym miejscu - na odległej planecie Zima, gdzie wszyscy ludzie są hermafrodytami. W celach badawczych przybywa na nią przedstawiciel naszej rasy, dziwoląg według zimskich standardów. Niezwykła opowieść o przyjaźni, miłości i poświęceniu, mądra i przepojona humanizmem, jak wszystkie książki le Gun.

Cigi nie wymieniła ostatniej powieści w pentalogii, pt. Inny Wiatr To opowieść o losach Lebannena, znanego nam z Najdalszego Brzegu oraz Therru/Tehanu, dziewczynki o dwóch twarzach.
I jeszcze raz się edytuję :D Jak ktoś zasmakuje w Ziemiomorzu, niech przeczyta Opowieści z Ziemiomorza, jak sam tytuł wskazuje bcykl opowiadań o czarnoksiężnikach, czarownikach, smokach i Arcymagu :)

Cigana - 2008-12-03, 15:41

Pentalogia? Wow! O piątym tomie nie wiedziałam! Kiedy pierwszy raz czytałam ten cykl, to to była trylogia, a potem znalazłam z księgarni "Tehanu" (która jak już pisałam, nie przypadła mi do gustu). Muszę więc znaleźć ostatni tom! Dzięki, Lalaith!
lalaith - 2008-12-03, 15:49

Cigi, konieczne. Le Gun chyba jeszcze raz przemyślała swoją filozofię i wywróciła wszystko do góry nogami :D I wyjaśnia w końcu skąd sie wzięli ludzie smoki, jak powstał świat za murem.

Swoją drogą, tak mi sie teraz skojarzyło, świat umarłych u Pullmana i pustynna kraina za murem Le Gun mają wiele cech wspólnych :)

I chciałam jeszcze powiedzieć, że przez wiele, wiele lat, moim hasłem w necie był Kalessin :D

Hermia - 2008-12-19, 12:22

Jestem w trakcie czytania, ale już wiem, ze kocham tę książkę: "Perfumy w rytmie Jitterbuga". Książkę napisał Tom Robbins i zakupiłam ją idąc literackimi śladami tego co czytuje Boski.
Świetnie się czyta, napisana barwnym językiem. Polecam

pogoda - 2009-01-22, 19:48

Jako że maniakalnie od wielu lat czytam wszystko, co wypłynie spod pióra Musierowicz poza felietonami, jestem już po lekturze "Sprężyny" i pomijając różnice światopoglądowe dotyczące rozmnażania i tego co jest głównym, by nie rzec jedynym źródłem szczęścia człowieka, a zwłaszcza człowieka płci żeńskiej, książka bardzo mi się podobała i według mnie jest zdecydowanie lepsza od kilku ostatnich pozycji. Rzecz tym razem jest o mojej ulubionej Borejkównie, chociaż ta to już Pyziakówna, ale wywodzącej się z rodu Borejków, a mianowicie o Laurze o pięknym głosie, stojącej u progu kariery operowej. Laura, która zasługuje na elektryzującą historię właśnie taką dostaje. W iście bollywoodzkim stylu, cudnie niedopowiedzianą, a zarazem fragment miłosny, w którym ukochany całuje muskający jego twarz pukiel włosów Laury jest niesamowicie gorący. :hot: W dodatku jest też smakowita komedia pomyłek, której rozwiązania łatwo się domyślić, ale oczekiwanie na nie jest tym bardziej ekscytujące i pewnie takie było zamierzenie autorki.

A propos Musierowicz jestem w stanie zrozumieć irytacje dziewczyn wyborem Taani w RNBDJ, bo taki sam gniew szarpie mną, gdy Natalia zamiast wybrać intrygującego, nieposkromionego, a jednak też bardzo wrażliwego Filipa wybiera tego "biednego" ciapę Robrojka, co to go żadna nie chciała (nie dziwię się, że tak złośliwie powiem :-> ), to coś się we mnie gotuje i dla mnie ten Robrojek jest na siłę, bo Musierowicz chyba uważa, że Natalia potrzebuje opoki, a ona wcale nie taka słaba na jaką wygląda i świetnie by się bez opoki obeszła. Uff, ulżyło mi. ;)

arduinna - 2009-01-22, 20:03

Też ubolewam nad wyborem Natalii. Pomysleć, że gdyby nie Miłosz wszystko mogłoby potoczyć się inaczej.
Magdika - 2009-01-23, 16:28

Wspaniały temat Lalaith, od razu wróciły wspomnienia zamykania się w toalecie, żeby jeszcze poczytać, choć mama goniła do łóżka.

Przeczytałam oczywiście cały cykl Ani - LMM, ale ta autorka naprawdę zachwyciła mnie Błękitnym zamkiem. Książkę znam na wyrywki, teraz czytam ulubione fragmenty dla odprężenia. Natomiast Ania z Zielonego wzgórza pozostanie dla mnie na zawsze wspaniałą adaptacją na słuchowisko radiowe, w którym głosu Ani udzieliła Anna Romantowska, miałam to na kasetach szpulowych, chodziło na okrągło.

Cała seria Winnetou, przy czym pierwszy tom czytany cztery razy, głównie ze względu na próby jakim był poddawany Old Shatterhand w wiosce (ten udawany strach przed wejściem do rzeki 8-) ) i jego rekonwalescencję :lol: . Inne książki Karola Maya czytałam, ale chyba tylko z rozpędu.

Seria Pana Samochodzika, czy ktoś to jeszcze pamięta :?:
Dumas, Verne, Szklarskiego seria o Tomku :thud: czytałam co mi wpadło w ręce, niestety nie wszystkie książki były w bibliotekach, a teraz jakoś mnie do nich nie ciągnie. Tak po prawdzie to już 20 lat kiedy miałam ostatnią z nich w ręce :shock:

Kolejna książka do wielokrotnego czytania Zwycięzca Macieja Kuczyńskiego. Takiego braku tchu jaki mam czytając ostatnie opis zwycięskiego biegu bohatera, przyśpieszone bicie serca, wrażenie że się unoszę nad bieżnią wraz z nim, mogę to czytać wciąż i wciąż. A do tego jeszcze tajemniczość Andów, niesamowity trening, jak odkrywanie tajemnicy ukrytej przez wieki. Polecam.

Chata za wsią Kraszewskiego <3 nie umiem tego opisać słowami.
Musierowicz, jak na Poznaniankę przystało, tak fajnie się czyta, jak można chodzić śladami bohaterów.

Potem zaczęłam czytać SF, zaczęło się chyba od Bajek robotów, potem seria Asimova Fundacja, Autostopem przez galaktykę Douglasa Adamsa i kolejne książki z tego cyklu, innych tytułów nie pamiętam :-| SF to jest to co lubię, byle nie było tak krwawe jak pewna książka, której tytułu nie pomnę [tekst ukryty ze względu na drastyczność], w której jeden z bohaterów miał okaleczone ręce przez drapieżnych mieszkańców pewnej planety w ten sposób, że palce rąk "zaczynały" się zaraz za przegubem, że nie wspomnę o wieloletnich gwałtach i zniewoleniu

an87 napisał/a:
Mapy. Uwielbiam czytać mapy

Ja też, ja też, teraz już nie te papierowe lecz google 8-)

Edit:
Przy okazji szukania na wikipedii poprawnej pisowni nazwisk autorów znalazłam to opowiadanie, jak tu nie kochać SF http://www.niniwa2.cba.pl...ejscie_nocy.htm

arduinna - 2009-01-26, 19:04

Chciałabym polecić "Prędkość mroku" Elizabeth Moon
Lou Arrendale jest osobą autystyczną, pracuje w firmie farmaceutycznej i stara się radzić ze swoją odmiennością. Pewnego dnia dostaje propozycję udziału w eksperymentalneym leczeniu, mającym likwidować autyzm u dosrosłych.
Moon świetnie opisała uczucia, wątpliwości, sprzeczne pragnienia bohatera. Nigdy nie będę wiedziała jak czuje, co myśli osoba autystyczna, ale wizja Moon jest dla mnie przekonująca.

Jaśmin - 2009-02-07, 15:58

Polecam "Urzekającą" Johna i Stasi Eldredge. Po raz pierwszy po lekturze tej książki poczułam się cudownie wyjątkowa.
Mowilka - 2009-02-08, 11:58

Ja też tak miałam. I od czasów jej przeczytania nie wstydzę się mówić, że uwielbiam romanse, książkowe i filmowe. To odkrywcza i piękna książka, czasami bardzo bolesna. Jej odpowiednik dla mężczyzn to Dzikie serce.
Mowilka - 2009-02-12, 14:26

Przeczytałam właśnie Czarodziejkę z Florencji. To było moje pierwsze podejście do prozy Salmana Rushdie. Ksiązkę pożyczyła mi koleżanka, która wczesniej wysyłala znad niej entuzjastyczne sms-y z pociągu relacji Kraków – Suwałki.
Jaka to piękna opowieść! Za każdym otwarciem intensywnie żółtej okładki miałam wrażenie, że zanurzam sie w inny świat, upalny, pachnący przyprawami,. Pełen intryg, wojen, okropieństwa, ale i urzekający. Ta książka po prostu czaruje. Ma konstrukcję, która wymaga odrobiny skupienia, bo prowadzi jednoczesnie wiele historii. Zasadniczo są to dzieje pięknej mogolskiej księżniczki Kary Qoz, z rodu Mogołów, opowiadane władcy Hindustanu, cesarzowi Akbarowi, zwanego Mughal-E-Azam, Wielki Mogoł. Ale są to i dzieje rozterek władcy i historia tajemniczego oszusta, który przybywa, zeby opowiedziec dzieje Kary Qoz, a także opowieść o trzech przyjaciołach z Florencji i wiele, wiele innych. Przed oczami przewijają się wyczarowane słowami obrazy Sikri, stolicy cestrswa i średniowieczno – renesansowej Florencji i azjatyckich bezdroży i morskich podróży i włoskiej prowincji.
Oczywiście, dla mnie najważniejsze były wątki związane w Indiami cesarza Akbara, jego pełnym przepychu dworem, jego wrogami, synami (z lubieżnym Salimem na czele) i haremem żon. Opisy, jak cesarz rządził swoją stolicą, jak radził sobie z buntownikami, jak działał jego wywiad, jak wyglądały ogrody, komnaty, jak słuchano natchnionych pieśni Tansena - to było clou programu. No i królowa Dżodha (niestety, tłumacz poszedł w kierunku spolszczeń imion własnych), wymyślona przez cesarza, ulubiona królowa -warto poczytać, czym go tak bardzo czarowała :D
W gruncie rzeczy, nie jest ważne CO, ważne jest JAK.
Już dawno nie czytałam książki tak napisanej. Każde zdanie poprostu się smakuje – sposób doboru słów, ich ułożenia względem siebie, czarującego korowodu obrazów. To jest magia prawdziwego pisarstwa. Po naczytaniu się wypocin pisarzy po kursach kreatywnego pisania, których dzieła przepływają przez głowę jak kleik przez przewód pokarmowy, Czarodziejka serwuje ucztę przy bogato zastawionym stole.

GosiaJG - 2009-02-12, 23:16

Mowilka napisał/a:
To jest magia prawdziwego pisarstwa. Po naczytaniu się wypocin pisarzy po kursach kreatywnego pisania, których dzieła przepływają przez głowę jak kleik przez przewód pokarmowy

Raczej mało kreatywnego. No nie mów - czyżbyś myślała o tym, o czym ja? ;)
Cytat:
Czarodziejka serwuje ucztę przy bogato zastawionym stole.

Na razie podczytywałam u Ciebie tylko fragmenty - i po kilka razy czytałam jedno zdanie, żeby się zachwycać jego pięknem. Niedługo być może będę mieć swój egzemplarz, z czego bardzo się cieszę.

Mowilka - 2009-02-12, 23:25

GosiaJG napisał/a:

Raczej mało kreatywnego. No nie mów - czyżbyś myślała o tym, o czym ja? ;)

Tak! Tylko nie mów nikomu :mrgreen: ja sobie tez chyba kupię własną Czarodziejkę, żeby móc wracać na dwór cesarza.

pogoda - 2009-02-13, 00:29

A propos dobrej literatury dalekiej od kursów pisarstwa kreatywnego lub nie, czuję że się uduszę, jak nie zareklamuję trochę skuteczniej jednego z moich ukochanych pisarzy (miłość od pierwszego rozdziału) Artura Perez-Reverte. Pisać powieści zaczął dość późno, bo najpierw długo był korespondentem wojennym.
O swoim zawodzie napisał w "Terytorium Komanczów", gdzie najwięcej miejsca poświęcone jest wojnie w byłej Jugosławii. Momentami bardzo brutalna np. fragment, że najlepiej przygotowuje się aparat zdjęcia koncentrując się na nieruchomym punkcie, a najbardziej nieruchomymi punktami krajobrazu są trupy i zdjęcia ustawiane podług nich są najlepsze. Niesamowicie wciąga w świat ludzi, którzy pchają się tam, skąd każdy chciałby uciec. I jedyne rozczarowanie jakie mam po tej książce, dlaczego taka krótka, chcę jeszcze.

Ale nie o tej książce chciałam, a o "Klubie Dumas", na podstawie którego (połowy, bo cały wątek dumasowski poszedł do kosza) powstały "Dziewiąte wrota" (jedna z lepszych ról Deppa, prawdziwy z niego Corso, tak sobie tego małego skurczybyka* wyobrażałam). Książkę wydała Muza, jak i inne książki Perez-Reverte, ale wydaje je w różnych tłumaczeniach, a to niestety robi różnicę, na szczęście ta jest w mistrzowskim przekładzie Filipa Łobodzińskiego. "Klub Dumas" jest kryminałem, którego akcja jest podzielona na dwa przeplatające się ze sobą wątki, demoniczny o poszukiwaniach ksiąg służących do wywoływania diabła i o rękopisach Dumasa. Przeplatanka jest tylko zaletą, bo mrok i czająca się groza zostają przełamane lżejszym wątkiem o Dumasie. Sama forma książki jest utrzymana w konwencji powieści płaszcza i szpady, a dla każdego fana Dumasa ojca to wręcz lektura obowiązkowa, bo można się dowiedzieć masy ciekawych rzeczy o samym pisarzu, jego warsztacie i książkach, a wszystko to podane jest w ciekawy sposób i naturalnie wynika z akcji, a nie jest wepchnięte na siłę. Przy tym sam Corso, bardzo niejednoznaczny, pogmatwany, ale w swej pracy zdobywcy książek niezwykle skuteczny.

*Przepraszam za to słowo, ale Corso nie jest zbyt miłym facetem, właściwie jest dość antypatyczny i wszelka sympatia względem niego jest pomimo, a nie za coś.

"Klub Dumas" należy do mojego osobistego zbioru książek, które "smakują" i to niestety nie jest zbyt obiektywne kryterium. Nie chodzi mi tu o to, że nie mogę się od danej książki oderwać póki jej nie skończę, bo to zdarza mi się dość często, ale o to że książka bierze mnie we władania, że sama myśl o niej powoduje dreszcz wzdłuż kręgosłupa, a lektura jest wręcz fizyczną przyjemnością i taką książką mogę się upajać, jak niezwykle smacznym posiłkiem, tylko nie mam pojęcia od czego to zależy. ;) Ale "Klub Dumas" i w mniej subiektywnej ocenie jest bardzo dobrą książką.

Strona książki w biblionetce, recenzje polecam po ewentualnej lekturze, bo straszne spoilery są.
http://www.biblionetka.pl/ks.asp?id=907

Mowilka - 2009-02-13, 00:51

Dzięki Klubowi Dumas pojechałam do Sintry! Nie lubię tylko Królowej Południa, bo jakoś nie czuję więzi z przemytniczką narkotyków. Za to resztę powieści Pereza-Reverte kocham. I Szachownicę flamandzką i Ostatnią walkę templariusza i Fechmistrza, a za Cmentarzysko zaginionych statków ozłociłabym go! Zawsze dużo wiadomości na dany temat, melancholia, piękne miejsca i dużo poezji dodanej do zgrozy.
pogoda - 2009-02-13, 12:19

Och z tą Sintrą. :) W ogóle zwiedzanie Hiszpanii z książkami Perez-Reverte to musi być coś. :D Mnie się również "Królowa Południa" podobała, ciekawie pokazała jak zwykła osoba może stać się matką chrzestną w odpowiednich okolicznościach. I w dodatku każda książka ma swój niepowtarzalny klimat. Jeszcze bardzo też przypadły mi do gustu powieści o kapitanie Alatriste (chwilowo tylko dwie przeczytałam), aż kombinowałam jak zwolnić, bo nie chciałam, żeby się książka skończyła, niezwykły obraz siedemnastowiecznej Hiszpanii. Szkoda tylko, że Muza nie we wszystkich przypadkach na tłumacza wybrała Łobodzińskiego, który jest wart każdej ceny. Na szczęście cykl o Alatriste jest już cały jego. :mrgreen:
juliette - 2009-03-25, 21:20

Pozycja dla osób, które chcą dowiedzieć się czegoś o autyźmie, ale nie z podręcznika medycznego, czy wspomnień rodziny chorego, a z pierwszej ręki.
Autorka - Temple Grandin - jest osobą autystyczną, w życiu zawodowym radzi sobie doskonale, ale na skutek choroby nie ma właściwie życia osobistego (mąż, dzieci) - nie czuła się na siłach sprostać emocjonalnym wymaganiom.
Temple Grandin, Margaret M. Scariano "Byłam dzieckiem autystycznym", PWN 1995.

Także jeden z rozdziałów książki Olivera Sacksa "Antropolog na Marsie" (wyszło teraz drugie wydanie) jest jej poświęcony - autor jest angielskim neurologiem pracującym w USA (jest autorem książek:
"Przebudzenie", "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem").

Mowilka - 2009-03-26, 09:26

Czytałam niedawno "Mężczyznę, który pomylił...." - wstrząsajaca, ale nie przygnębiająca lektura.
Dziękuję za cenne wskazówki, na pewno poszukam tych książek :kwiaty:

juliette - 2009-03-26, 12:23

A ja dziękuję za artykuły :kwiaty:
Z racji pracy (bibliteka) łatwiej mi chyba dotrzeć do niektórych książek :lol: .
Na temat autyzmu jest jeszcze ciekawa pozycja - napisana przez matkę autystycznej dziewczynki, która teraz jako dorosła kobieta jest artystą plastykiem (wspomina o niej Sacks w "Antropologu...").
C.C. Park "Oblężenie"
http://www.wydawnictwolit...azka.php?ID=585

khosia - 2009-04-22, 23:58

Przeczytałm, zachwyconam i trwam w nieutulonym żalu :)
Cóż to za książka to sprawiła? Otóż mój pierwszy raz z Sapkowskim. Narrenturum, Boży bojownicy i Lux perpetua pozostawiły we mnie niespełnioną tęsknotę, za bohaterami, za ich losem, ze ich zyciem.

Reynevan Bielau, czyli Reinmar z Bielawy* to młody człowiek, któremu przyszło żyć w bardzo niespokojnych czasach, w których palono na stosie, a herezja zataczała coraz większe kręgi. Reynevan w husytach odnajduje prawdę, walczy o nią, posługuje się białą magią, znajduje kobietę swojego życia i
Spoiler:

traci ją, traci przyjaciela i traci swoją wiarę


Nie tego się spodziewałam, nie myślałam, że to nie jest lekka lektura, nie wiedziałam, że tak mnie końcówka sponiewiera. Ale dzięki temu jest prawdziwsza. Mi bliska. Jedynie mam żał o niedopowiedzenia. Nie wiem co się stało z Hornem, Hejncze i biskupem Konradem :(
Ciężko mi się czytało kiedy musiałam sięgać non stop do przypisów, które były na końcu książki, a najgorsze było to, że owe przypisy były niekompletne :(
Nic, to. Spakowskiego kocham między innymi za te dwa genialne teksty:
Wierność zasadom to nic innego jak wygodny wykręt dla bezwolnych niedorajdów, którzy trwają w bezczynności i marazmie, nie robiąc nic, albowiem jakakolwiek aktywność jest ponad ich siły i wyobrażenie...
Prawda jest córą czasu, poczętą w krótkotrwałym i przypadkowym romansie ze zbiegiem okoliczności.
Polecam, na pierwszy raz - lektura przednia :D

*Nie mam zielonego pojęcia jak to się tworzy - Reyenan czy Reinmar - które to imię? A jeśli jedno jest imię to co to jest to drugi? Nie mam pojęcia :(

pogoda - 2009-04-23, 00:11

O ile dobrze pamiętam i nic nie kręcę Reinmar i Reynevan to są dwie wersje tego samego imienia. Tłumaczyłam sobie, że język mówiony w regionie walczy o lepsze z łaciną, ale co do tych tłumaczeń, to tylko moje rojenia, więc pewności nie mam w tym względzie.

Edit: I cieszę się, że Ci się podobało. :)

khosia - 2009-04-23, 00:19

Bardzo, bardzo mi się podobało, szczególnie, że Reynevan(ta wersja bardziej mi się podoba) pozostał wierny swoim ideałom, nie porzucił tego w co wierzył, bo taki miał kaprys, czy tak mu podpoiwadał Szarlej. Podobała mi się jeszcze Dzierżka. O, ta kobieta miała charyzmę, miała moc. I była w tym taka ludzka, bała się Birkarta - normalka. No i końcówka. Szczególnie z astralem - powalająca.
Mowilka - 2009-04-23, 00:32

Mówicie.........? :shock: Bo jak kocham Wiedźmina i sprawy jego, tak nie znoszę szczerze głupkowatego Reynevana z Bielawy. Gdyby nie Szarlej, chyba dałabym sobie spokój po pierwszym tomie.
Morze krwi, bardzo detalicznie opisywanego okrucieństwa........ jakoś nie mogłam polubić głównego bohatera, który co rozdział wpadał w tarapaty, z których cud go ratował, znowu wpadał, znowu cud albo znajomi, znowu wpadał, znowu cud ..... No nie podobało mi się.

GosiaJG - 2009-04-23, 00:38

Mowilka, Ty WSZYSTKO czytasz! Jesteś jak Shah Rukh. :mrgreen: Czego by się nie tknąć, to Ty czytałaś, mam kompleksy. :)

Powiem tylko, że po raz kolejny zatonęłam w "Mistrzu i Małgorzacie". Często podczas Wielkiego Tygodnia "bierze mnie" na część jerozolimską, bo tyle się wtedy mówi o Piłacie... Teraz też tak było - przeczytałam i już nie mogłam się oderwać, więc znowu w Moskwie z Wolandem i jego świtą szaleję. :)

khosia - 2009-04-23, 00:55

Mowilka napisał/a:
o jak kocham Wiedźmina i sprawy jego, tak nie znoszę szczerze głupkowatego Reynevana z Bielawy. Gdyby nie Szarlej, chyba dałabym sobie spokój po pierwszym tomie.
O popatrz, a mi się Reynevan podobał :D A i Samson <3 :D

A Wiedźmin jeszcze przede mną :D

an87 - 2009-04-23, 10:10

Chyba sobie zafunduję kurs szybkiego czytania, bo przy Was to ja analfabeta jak nic. ;)
Wiedźminy zacny, wart uwagi :)

juliette - 2009-04-23, 23:13

Małgosiu - jeśli jeszcze nie czytałaś to polecam:)
"Ewangelię według Piłata" Erica-Emmanuela Schmitta
http://www.biblionetka.pl/ks.asp?id=8835

Podobnie jak Mowilka odbieram Reynevana - przez swoją głupotę pakuje siebie i innych w tarapaty.
Dla mnie ta trylogia nie ma tego czegoś nieuchwytnego (jakiegoś czaru:)), który ma
cykl o Wiedźminie.

khosia - 2009-04-23, 23:27

O kurczę :D To ja muszę Wiedźmina dorwać jak najszybciej :D


Dziś skończyłam "Wyścig ze śmiercią" Eriki Spindler i dopiero po lekturze Sapkowskiego z pełną jasnością rzuciło mi się w oczy, że owszem jej powieść, thiller porywa, wciąga, ale ma bardzo prosty "harlequinowy" wręcz, język. Wcześniej jakoś zupełnie nie zwróciłam na to uwagi, a teraz bardzo rzuciło mi się to w oczy. Nie pamiętam czy jej poprzednie książki miały podobnie, ale podejrzewam, ze i owszem, bo po lekturze miałam pewien niedosyt.
Szkoda, że Ci, którzy mają fajne pomysły nie starają się o piękny język, a jadą na wyuczonych wzorcach :(

Mowilka - 2009-04-23, 23:31

Kiedyś naprawdę czytałam, teraz to aż wstyd :oops: :oops: :oops:
Wiedźmina polecam gorąco, ja zwłaszcza lubię opowiadania. On sam jest świetnie napisaną postacią. Jest śmiesznie idealistyczny, walczy w obronie przegranych spraw, ma masę wątpliwości i nie zawsze postępuje tak, jakby chciał. Mimo, ze jest mutantem, to jest na wskroś ludzki.
W cyklu śląskim podobało mi się wiele drobiazgów, porozsiewanych tu i ówdzie. Ale już nie wróciłabym do żadnej z tych książek, tak, jak wracam do Wiedźmina.
Gosiu :kwiaty: Jeśli lubisz fantastykę, to się polecam. Sapkowski zresztą, trzeba mu przyznać, świetnie pisze.

pogoda - 2009-04-24, 00:15

W dodatku Sapkowski jest feministą pełną gębą i tworzy wspaniałe pełnokrwiste postacie kobiece. A jego język, ach. Mnie się trylogia śląska podobała i nawet ta pierdoła Reinmar z Bielawy. Taki prawdziwy z ta swoją gapowatością i umiejętnością wpadania w kłopoty, a nawet z zaślepieniem i pragnieniem podzielenia świata na czarne i białe. Ale ten cykl chyba też nie zebrał dobrych recenzji, tak coś mi się kołacze.

W kwestii języka, niedawno skończyłam "Batalistę" Perez-Reverte i ciągle smakuję, chyba sobie zakupię. Żałuję tylko, że nie Łobodziński tłumaczył, bo coś czuję, że mogło być jeszcze lepiej (nawet jeśli zażądał za dużo, to dla niego nie ma za wysokiej stawki ;) ).

A w kwestii fantastyki, Pratchett, Pratchett i jeszcze raz Pratchett. Świat Dysku jest przegenialną serią. :thud:

Mowilka - 2009-04-24, 00:25

pogoda napisał/a:


A w kwestii fantastyki, Pratchett, Pratchett i jeszcze raz Pratchett. Świat Dysku jest przegenialną serią. :thud:

Zwłaszcza książki z wiedźmami w tle (kocham!) i strażą miejską. Mniej lubię Śmierć i magów Niewidocznego Uniwersytetu.
A najbardziej kocham trzy tomy o Rincewindzie i Dwukwiacie :D

pogoda - 2009-04-24, 00:51

Rincewind i jego kufer, chyba nawet kufer bardziej zawładną moim dil. Też bym taki kufer chciała mieć. A te pratchettowskie czarne charaktery! to jest sztuka takie mendy umieć stworzyć, zawsze się ich autentycznie boję. Też uwielbiam straż i wiedźmy (niania Og to moja idolka, a Marchewa - po prostu mój ci on, zwłaszcza że Vita mi oddała, sobie przywłaszczyłam Marchewę i nie oddam). Mam duży sentyment do "Ruchomych obrazków", bo akurat na początku przygody z kinem hindi czytałam i emocje widowni z książki były mi bliskie. :D
GosiaJG - 2009-04-24, 12:49

A ja próbowałam przeczytać Pratchetta i nic z tego nie wyszło. Nie dałam rady. Może na zły moment trafiło i jeszcze kiedyś spróbuję. W przypadku literatury, podobnie jak w stosunku do kina - nigdy się nie uprzedzam. :)
pogoda - 2009-04-25, 20:13

Może się uda następnym razem. :) Może akurat nie ta książka była, zresztą w końcu nie każdemu musi się wszystko podobać.

Chciałam się pochwalić, że dopchałam się się w bibliotece do "Czarodziejki z Florencji" i jak na razie czytanie jej jest bardzo zmysłowym przeżyciem.

Mowilka - 2009-04-26, 09:58

Prawda? Można rozkoszować się nie tylko obrazami, które pisarz maluje, ale i językiem. Zazdrosciłam, czytając, takiego warsztatu i umiejętności wiązania słów. Urzekajaca książka.
pogoda - 2009-04-26, 15:44

O tak, literacka uczta, czytam wyjątkowo wolno, bo dla samej przyjemności rozkoszowania się malowanym przez Rushidego obrazem wybrane fragmenty czytam po raz drugi. I zgadzam się, język jest wspaniały, cóż za wyzwanie dla tłumacza, który chyba jednak świetnie sobie poradził.
virgo - 2009-04-27, 13:13

Salmana Rushdiego przeczytałam tylko "Dzieci Północy" i wciąż gdy o nie myślę, tęsknię za jej klimatem, specyficznym, obrazowym językim.
A czytałam ją w dziwny sposób, żadnej innej książki tak nie czytałam. Mianowicie kilka razy ją odkładałam, żeby w międzyczasie przeczytać inne pozycje. I to nie dlatego, że mnie nudziła, czy ciężko się ją czytało. Po prostu było mi żal zbyt wcześnie ją skończyć. :)
Pierwszą moją myślą po przeczytaniu kilku stron było: ja się pogubię, nim przeczytam te 600 stron zapomnę co było na początku. Tym bardziej, że przeplatają się w niej różne wątki i czasy.
Ale nic z tych rzeczy. Rushdie na to nie pozwala.
Dla mnie to piękna, napisana niezwykle malowniczym językiem książka. Kiedy przeczytaną odłożyłam na półkę, poczułam się jak opuszczona przez kogoś bliskiego.

Tytułowe Dzieci Północy to dzieci, które przyszły na świat 15 sierpnia 1947 r., czyli w chwili, gdy Indie odzyskały niepodległość.
Obok postaci fikcyjnych są też prawdziwe ( Wdowa- Indira Gandhi- tutaj zdecydowanie negatywna postać).
Są też znajome nazwy, np. w dzieciństwie bohater był pacjentem Breach Candy Hospital w Mumbaju, a już w latach 40-tych ubiegłego wieku gwiazdą Rozgłośni Wszechindyjskiej była Lata Mangeshkar.

Tym, którzy nie czytali - polecam. Tym bardziej, że można się z tej książki sporo dowiedzieć o dwudziestowiecznej historii Indii. I - jak przypuszczam- tak jak w przypadku niektórych filmów czy piosenek- po kilkukrotnym obcowaniu z nią nabiera większej wartości.

juliette - 2009-04-29, 21:15

Jakiś czas temu ukazała się interesująca książka Robyn Meredith "Chiny i Indie. Supermocarstwa XXI wieku" - Media Lazar 2009.
Na razie jestem w rodziałach traktujących pokrótce o najnowszej XX wiecznej historii obu państw
i trzeba przyznać, że autorka w skrótowy sposób bardzo dobrze umiała pokazać dzieje ekonomiczne i polityczne. Reformy ekonomiczne w latach 90-tych, obecny rozwój.
Jak się okazuje - pewne zapóźnienie ekonomiczne, ostrożność sektora bankowego - przy obecnym kryzysie jest dużym plusem.
Warto książkę przeczytać - napisana przystępnie. :)

Jakoś mi się dzieje Indii (mimo obszaru i rozmaitości narodowo-religijnej) wydają podobne do powojennej historii Polski.

aga - 2009-05-19, 16:15

Ostatnia książka związana z Indiami, jaką czytałam, to Krzysztof Mroziewicz "Ćakra czyli kołowa historia Indii". Wspaniała książka przeprowadzająca czytelnika przez wszystkie dynastie panujące w Indiach, opisująca kulturę i tradycję z indyjskiego punktu widzenia i na zakończenie przekład kilku rozdziałów Mohabharaty. Ponadto czytałam dwie książki Vikrama Chandry: "Święte gry" i ''Miłość i tęsknota w Bombaju". Pierwsza to wspaniały kryminał przypominający ojca chrzestnego w wersji indyjskiej, a druga to zbiór przeróżnych opowiadań opisujących sytuacje z życia Hindusów. Serdecznie polecam! ;) http://merlin.pl/Cakra-cz...-60186-00-6.jpg

pawan - 2009-05-19, 18:05

Aga, OMG, Krzysztof Mroziewicz! Niewielu jest autorów dorównujących mu głupotą, uprzedzeniami i zwykłym rasizmem. Najlepiej trzymać się jego "dzieł" z daleka.
Gauri-ja - 2009-05-19, 18:27

..
GosiaJG - 2009-05-19, 20:13

Gauri-ja napisał/a:
Osobom 'początkującym' pewnie trudno dostrzec pewne rzeczy i po prostu cieszą się kolejną pozycją, z której mogą się czegoś dowiedzieć ;)

Ale akurat przed Mroziewiczem warto ostrzegać, bo czytelnik niemający świadomości, co to za autor, a przy okazji pragnący zapoznać się z tematem - natknie się na jego "dzieła" i jeszcze uwierzy w jego wizję świata. Warto poszukać w wyszukiwarce bollywood.pl, "twórczość" Mroziewicza była co najmniej kilka razy omawiana i krytykowana ze względu na niedostatek wiedzy i pogardliwe nastawienie autora do opisywanych kwestii.

Kasiu, zachęcająco reklamujesz książkę i interesująco się zaczyna. :)

Mowilka - 2009-05-19, 20:53

Gauri, zabiłaś mi kolejnego ćwieka swoją rekomendacją. Ja już po tym
virgo napisał/a:
Salmana Rushdiego przeczytałam tylko "Dzieci Północy" i wciąż gdy o nie myślę, tęsknię za jej klimatem, specyficznym, obrazowym językim.

... chodziłam tyłem i dostałam gorączki na punkcie książki. Dziś ją sobie kupiłam. Dziękuję za podpowiedzi :kwiaty: . To będą piękne podróże, już to czuję

GosiaJG - 2009-05-20, 00:33

Dzięki Kasi przeczytałam "Białego Tygrysa", książkę, o której wcześniej sporo słyszałam; że szokująca, że pokazuje "prawdziwe Indie" itp. Nie zgadzam się z tym. Co prawda okładka zachęca stwierdzeniem o Indiach, "jakich dotąd nie widzieliśmy: kraju biedy, bezprawia, korupcji i nowoczesnego biznesu". Dla mnie to jednak tylko pusty reklamowy slogan. "Biały Tygrys" może szokować kogoś, kto wcześniej o tym kraju kompletnie nic nie czytał, nie widział żadnego dokumentu itd. Indie ukazane są całkowicie jednostronnie. Niektórzy z tego powodu krytykują kino hindi - a przecież autor powieści zastosował ten sam zabieg, tylko zamiast "słodyczy" zaserwował potężną dawkę goryczy.
Książka jest świetnie napisana, wciągająca, pełna ciekawych obserwacji - ale w żadnym wypadku nie można jej traktować jako "prawdziwego obrazu Indii". To opowieść o konkretnym człowieku, absolutnie amoralnym - i jego spojrzeniu na świat.
Gdybym była złośliwa, zaczęłabym się zastanawiać, skąd u Aravinda Adigi tak dobra znajomość przemyśleń biedoty indyjskiej, skoro sam prawdopodobnie nie ma z nią nic wspólnego. Ale nie będę złośliwa, bo książkę czyta się naprawdę jednym tchem i warto po nią sięgnąć.

an87 - 2009-05-20, 12:24

To ja może z innej beczki, czy para na okładce wrzuconej przez agę nie przypomina Wam Apsika i Aish? :P
Swoją drogą widzą, że przede mną uczta. Tylko czytać!!!

GosiaJG - 2009-05-20, 12:36

an87 napisał/a:
To ja może z innej beczki, czy para na okładce wrzuconej przez agę nie przypomina Wam Apsika i Aish? :P

To jest Abhi i Ash. :) Mam ten zbiór opowiadań, czytałam, ale szczerze mówiąc - niewiele pamiętam. Nie wiem, czy źle to świadczy o mnie, czy o książce. :)

Mowilka - 2009-05-20, 12:44

Tak, to oni. Ja też kupiłam tę książkę ale jakoś na razie porzuciłam ją w połowie. Widziałam Święte gry tego samego autora, bardzo zachwalane na okładce.
virgo - 2009-05-20, 13:13

GosiaJG napisał/a:
"Biały Tygrys" może szokować kogoś, kto wcześniej o tym kraju kompletnie nic nie czytał, nie widział żadnego dokumentu itd. Indie ukazane są całkowicie jednostronnie.

Właściwie zgadzam się z każdym zdaniem, które Gosia napisała o "Białym Tygrysie".
Ostatnie dwa dni byłam nieskomputeryzowana, więc wreszcie siegnęłam po tę lekturę. I zrobiłam to zdecydowanie za poźno, bo myślę, że jest to książka, którą warto przeczytać na początku swojej "przygody z Indiami".
Nie jest to jakaś wielka literatura, "czuć", że napisał ją dziennikarz (oczywiście nie generalizuję, nie twierdzę, że żaden dziennikarz nie potrafi być dobrym literatem).
Ale niewątpliwie czyta się ją świetnie, jest wciągająca.
I tylko cieszyłam się, że już od pierwszych stron wiadomo z jakim typem ma się do czynienia, co nie pozwalało mi go polubić i z nim sympatyzować.

GosiaJG - 2009-05-20, 20:42

virgo napisał/a:
myślę, że jest to książka, którą warto przeczytać na początku swojej "przygody z Indiami".

Wtedy jest pewnie większy efekt zaskoczenia. Ale z drugiej strony - ja się cieszę, że przeczytałam ją właśnie teraz; kiedy właściwie cały czas zaglądam do książki o przemocy w niepodległych Indiach i rozmiary korupcji, przestępcy startujący w wyborach i tego typu zjawiska - nie są dla mnie niczym dziwnym.
Cytat:
I tylko cieszyłam się, że już od pierwszych stron wiadomo z jakim typem ma się do czynienia, co nie pozwalało mi go polubić i z nim sympatyzować.

Balram jest bohaterem, z którym nie sposób się identyfikować, zdemoralizowanym i bezwzględnym.

Szkoda tylko, że książkę reklamuje się jako portret "prawdziwych Indii". To nadużycie.
To kolejny "mały fragment dużego obrazu", element układanki - pokazany z jednego punktu widzenia, więc siłą rzeczy nie prezentuje całości. Bo czy jakiekolwiek dzieło sztuki jest w stanie ją ogarnąć?

pogoda - 2009-05-21, 00:16

Gauri, dzięki za typ. Cytaty są smakowite. :D

"Biały tygrys" rozczarował mnie pod względem literackim, spodziewałam się czegoś więcej po nagrodach i dobrych recenzjach. Dobrze się czyta, ale nie porwała mnie i nie wciągnęła w swój świat i zgadzam się z Virgo.
virgo napisał/a:
Nie jest to jakaś wielka literatura, "czuć", że napisał ją dziennikarz (oczywiście nie generalizuję, nie twierdzę, że żaden dziennikarz nie potrafi być dobrym literatem).


To ja też z innej beczki, żeby odwlec skończenie "Czarodziejki z Florencji" wróciłam do "Klubu Dumas" i odkryłam taką małą ciekawostkę, że Nikon, która pojawia się tylko jako wspomnienie Corsa w "Klubie" nabiera wyraźniejszych kształtów w "Bataliście", gdzie ma na imię Olivido, chociaż też jest tylko wspomnieniem, ale ona jest w centrum akcji, a nie na obrzeżu, jak w KD. Podoba mi się też zabawa z imionami, jaką prowadzi Perez-Reverte w przypadku tej bohaterki. W obu książkach jest fotografką i imię Nikon jest puszczeniem oka, a może kpiną z czytelnika. W "Bataliście" natomiast jej imię oznacza zapomnienie*, a zapomnieć się jej nie da.

* Przypisy tłumacza są cenne. ;)

Elyshia - 2009-05-21, 14:45

Wrócę do twórczości Chandry. "Miłość i tęsknotę w Bombaju" przeczytałam, ale z dość solidnymi przerwami. Chyba nie jestem pożeraczem opowiadań, bo o ile poszczególne opowiadania (może ze dwa) mnie wciągnęły, to jednak nie czułam między nimi powiązań, nie czułam, że cały zbiór tworzy jedną książkę. Na okładce było napisane, iż wszystkie opowiadania razem składają się na wartość dużo większą, niż prosta suma wrażeń z poszczególnych opowiadań. Ja jednak nic takiego z tej książki nie wyniosłam. Nie wiem, z czego to wynika - pewnie z dużych przerw w czytaniu i niedostatecznej umiejętności wyłuskiwania subtelnych aluzji widocznych dla indyjskiego czytelnika.

Za to drugą wspomnianą prze Agę książkę Chandry, "Święte Gry" mogę w zupełności polecić (oczywiście pomijając błędy edycyjne i translatorskie). "Święte Gry" to kontynuacja losów bohatera jednego z opowiadań z "Miłości i tęsknoty..." - ponurego komisarza Satradźa Singha. W drugiej odsłonie jego życia, jaką są "Gry", uwagę czytelnika musi on dzielić z bezwzględnym przestępcą Ganeśem Gaitondem. Można powiedzieć, że to człowiek pokroju Dona, lecz jest on moim zdaniem bardziej prawdziwy, bardziej autentyczny, czuć człowieka z krwi i kości, a nie tylko maszynę do zabijania (choć wcale nie można powiedzieć o Gaitondem, że targają nim jakieś wielkie skrupuły). Sądzę, że te dwie postaci, Sartadź i Gaitonde wyjątkowo się Chandrze udały. Aż żal bierze, gdy przewraca się ostatnią już, blisko tysiącsetną stronicę. Dla mnie to było mało. :)

Na "Białego Tygrysa" zasadzam się chyba od pół roku, ale wciąż o nim zapominam, gdy jestem w księgarni. Polubiłam powłóczysty mrok "Świętych Gier", może w "Tygrysie" też coś podobnego odnajdę.

A czy czytał ktoś "Półksiężyc" Diany Abu-Jaber?

GosiaJG - 2009-07-19, 19:41

Elyshia napisał/a:
A czy czytał ktoś "Półksiężyc" Diany Abu-Jaber?

Ja będę czytać niedługo, mam nadzieję, dzięki Twojej rekomendacji. :buzi:

Czytam teraz "Nie ogarniam świata", książkę będącą przede wszystkim zapisem obszernych wywiadów z Ryszardem Kapuścińskim, wydaną tuż po jego śmierci. I jestem zachwycona przemyśleniami tego człowieka, jego spojrzeniem na świat i ludzi, jego ogromną wiedzą, celnością obserwacji, pokorą. O wielu rzeczach czytam po raz pierwszy.
Świetne są też "Podróże z Herodotem" - pamiętam bardzo interesujące fragmenty dotyczące Indii.
Zresztą - pewnie jestem zapóźniona, pisząc o czymś, co jest oczywiste. :)

GosiaJG - 2009-08-23, 13:53

cwojdzin napisał/a:
Oczekiwania miałam zbyt wielkie chyba, właśnie przez te zapowiedzi.

A czytałaś może "Półksiężyc"? Ja jestem w trakcie, poleciła mi go Elyshia - i przyznaję, że na razie oceniam tę powieść pozytywnie. Może nie jestem powalona, ale dobrze się ją czyta.
Zawsze w przypadku książek napisanych poetyckim językiem boję się, że trafię na coś pokroju "Mistrzyni przypraw" - tandety udającej realizm magiczny, w której jest mnóstwo pustych słów. Ale w "Półksiężycu", mimo że od słów jest gęsto, nie wydaje mi się to tylko czczym zapełnianiem kolejnych kartek.
Inna sprawa, że ja w ogóle niezbyt za realizmem magicznym przepadam.

cwojdzin - 2009-08-23, 15:56

"Półksiężyc" właśnie sobie kupiłam:) Czeka w kolejce, bo najpierw postanowiłam przeczytać książkę, która stoi na półce już miesiąc: "Sakwa podróżna" Bahiyyih Nakhjavani. To powieść utrzymana w duchu wschodniej baśni. Nic więcej narazie Wam o niej nie powiem, bo dopiero zaczęłam, ale czuję, że będzie dobrze:)
A ja realizm magiczny lubię, nawet bardzo, ale taki w arcydzielnym wykonaniu, jak w "Mistrzu i Małgorzacie", "Stu latach samotności", "Dzieciach północy" albo w książce "Gosta Berling".
I w tym miejscu dorzucam się do powyższych wszystkich zachwytów nad "Dziećmi północy" - to jedna z moich najukochańszych książek. Jedna z tych, które, gdy się kończą, mam ochotę czytać od razu od nowa:) Rushdie potrafi oczarować czytelnika, z tego, co do tej pory przeczytałam, w sumie tylko "Grimus" zrobił na mnie słabsze wrażenie, a i tak zrobił niezłe:) Koniec niemerytorycznych zachwytów:)

Mowilka - 2009-08-23, 20:16

Właśnie czytam Dzieci północy i dołączam się do zachwytów oraz dziękuję za polecenie :kwiaty: . Salman Rushdie to po prostu uwodziciel i Magiczny Język. Jak on potrafi opowiadać, jak łączy słowa w urzekającą całość! Powieść nie jest tak finezyjnie ozdobna jak Czarodziejka z Florencji, ale to lepiej dla tego typu historii.
GosiaJG - 2009-08-24, 01:06

cwojdzin napisał/a:
A ja realizm magiczny lubię, nawet bardzo, ale taki w arcydzielnym wykonaniu, jak w "Mistrzu i Małgorzacie", "Stu latach samotności", "Dzieciach północy" albo w książce "Gosta Berling".

Uwielbiam "Mistrza i Małgorzatę" (niedawno robiłam sobie kolejną powtórkę lektury), ale nigdy nie nazwałabym tej książki magicznym realizmem. Jednak ja się nie znam na etykietkach. W końcu nie czytuję fantasy, a "Władca Pierścieni" to jedna z moich ukochanych powieści. :) To już się nie będę w tym temacie odzywać. :)

an87 - 2009-08-24, 08:18

Ja oprócz Władcy Pierścieni, którego czytałam po raz pierwszy w 5 klasie szkoły podstawowej (czyli zamierzchłe czasy, prehistoria i jeszcze parę przymiotników) uwielbiam Pratcheta serię "Świat Dysku" niezmiennie, ilekroć wracam do niektórych pozycji, za każdym razem wyję ze śmiechu :mrgreen:
khosia - 2009-08-24, 11:48

an87 napisał/a:
uwielbiam Pratcheta serię "Świat Dysku" niezmiennie, ilekroć wracam do niektórych pozycji, za każdym razem wyję ze śmiechu

Ostatnio szukając w Empiku drugiej książki Anny Brzezińskiej (jako iż "Zbójecki Gościniec" preczytałam jednym tchem) natknęłam się na "Muzykę Duszy" Pracheta. Wzięłam do ręki, ponieważ poszukiwanej autorki nie było i ... utknęłam na środku książki :( Chyba nie trafiłam za dobrze :)

Ale za to naszło mnie na "Hrabiego Monte Christo". Kocham, wielbię itd... Czytałam go po raz pierwszy odkąd zaczęłam boliłudy i stwierdzam, że nie powinnam czytać tej książki "przy ludziach". Wczoraj, gdyby nie fakt, że czytam w miejscu publicznym to bym się rozpłakała na scenie, w której
Spoiler:

Edmund daje Julii w posagu szlachetny kamień, a jej ojca ratuje od ruiny i śmierci.

Normalnie wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego :) To wszystko przez te boliłudy :D

an87 - 2009-08-24, 12:11

khosia napisał/a:
natknęłam się na "Muzykę Duszy" Pracheta. Wzięłam do ręki, ponieważ poszukiwanej autorki nie było i ... utknęłam na środku książki :( Chyba nie trafiłam za dobrze :)
Khosiu Pratchetta się kocha albo nie. Zacznij od początku np. Kolor Magii, Równoumagicznienie, a potem poleci. Ja bardzo lubię Trzy Wiedźmy (parodia Makbeta), Mort, Piramidy i jeszcze kilka.
Można tam spotkać np. takie kwiatki:
Na krótkich dystansach stworzenie dwunogie zwykle potrafi wyprzedzić stworzenie czworonogie, a to z powodu czasu, jaki zajmuje czworonogowi zorientowanie się w tych wszystkich nogach.

W tym właśnie punkcie język potoczny rezygnuje i wychodzi na piwo

Niewidoczny Uniwersytet nigdy nie przyjmował kobiet na studia; tłumaczono mętnie, że w grę wchodzą problemy z kanalizacją, lecz rzeczywistą przyczyną była niewypowiedziana trwoga, że gdyby pozwolić kobietom na zabawy z magią, prawdopodobnie radziłyby sobie znakomicie. stara prawda hihihi...

Na krótkich dystansach stworzenie dwunogie zwykle potrafi wyprzedzić stworzenie czworonogie, a to z powodu czasu, jaki zajmuje czworonogowi zorientowanie się w tych wszystkich nogach.

Talent określa co człowiek robi, nie określa, kim człowiek jest.(...) Kiedy wiesz, kim jesteś, możesz dokonać wszystkiego.

i dla osób z problemem orientacji w przestrzeni :P zreszą moje ulubione :mrgreen:
Babcia Weatherwax nigdy się nie gubiła. Zawsze doskonale wiedziała, gdzie się znajduje, czasem tylko nie była pewna, gdzie jest wszystko inne.

Przyszłość przelewa się w przeszłość przez zwężenie w teraźniejszości.

Chaos zawsze pokonuje porządek, gdyż jest lepiej zorganizowany.Jakie to prawdziwe :)
Sori za długiego posta :)

GosiaJG - 2009-08-24, 12:14

an87 napisał/a:
Pratchetta się kocha albo nie.

Coś w tym jest. Wszyscy polecali, więc zaczęłam coś czytać (już nawet nie pamiętam, co) - i po kilkudziesięciu stronach zrezygnowałam. A naprawdę rzadko to robię.
Może akurat to nie był czas tej książki. Może jeszcze kiedyś spróbuję. :)

Mowilka - 2009-08-24, 12:43

Pratchetta warto rzeczywiście zacząć od Koloru Magii. Ja czytałam go w kawałkach w Fantastyce i się zakochałam w Rincewindzie i w Dwukwiacie oraz magicznym kufrze podróżnym.
Ale Pratchett ma lepsze i gorsze dni. Cykl o wiedźmach uwielbiam, podobnie o straży miejskiej (komendant Vimes to mój cichy bohater). O Niewidocznym Uniwersytecie już nie bardzo, a o Śmierci - nie znoszę.

an87 - 2009-08-24, 12:53

Tak tak, cykl o wiedźmach to czysta rozkosz a Babcia Watewax to moja ulubienica. Niefrasobliwy Dwukwiat - poezja. Magiczny kufer - tak tak poproszę na własność.
Mowilka napisał/a:
Śmierci - nie znoszę.
Dlaczego? Wyobraź sobie Śmierć na Pimpusiu, no tego obrazka nie da się nie lubić :mrgreen: Cóż mimo lepszych i gorszych dni Pratchett stworzył niesamowity świat i kapitalne postaci.
krasnoludka - 2009-08-24, 12:58

Pratchett to mój idol od szkoły średniej. Im dłużej czytam jego książki, tym częściej zgadzam się z jego złośliwo-ironiczno-gorzkimi uwagami podanymi w humorystycznym sosie. Pamiętam, że czytając "Piramidy" podczas koszmarnie nudnego wykładu parsknęłam śmiechem na całą salę wykładową, co spowodowało niemałą konsternację prowadzącego (wszystko przez największego matematyka na Świecie Dysku - Ty Draniu). Do Rincewinda mam odwieczną słabość (szczególnie po przygodach na Kontynencie Przeciwwagi), Vimesa uwielbiam, a Babcia Wetherwax i Niania Ogg to bożyszcza wszech czasów. :) A Pan Śmierć jest wyjątkowo rozbrajający... No i HEX z jego misiem i mrówkami! Kocham Pratchetta i już!
Mowilka - 2009-08-24, 12:59

an87 napisał/a:
Wyobraź sobie Śmierć na Pimpusiu, no tego obrazka nie da się nie lubić

:lol: :lol: :lol: Prawda! :lol: Oraz mała Śmiertka Szczurów jest doskonała :lol: Jednak Śmierć ma jak dla mnie za dużo dusznych problemów, przy których się gubię.
Czy to Babcia Wetherwax śpiewała piosenkę, o jeżu, którego przelecieć się nie da? :brawo:
Tomy pojedyncze, nie w cyklach, też były dobre: i ten o operze i ten o poczcie... Pod pozorem lekkości stylu Pratchett wykazuje się niesamowitą przenikliwością i znajomością natury ludzkiej i wszelkich procesów społecznych. Mądry facet.

khosia - 2009-08-24, 13:07

Hmmm, ja po prostu nie trafiłam za dobrze, bo wcześniej czytałam coś Pracheta i mi się podobało :D Stąd mój apel do wielbicielek - zróbcie swoje listy od czego zacząć. O ile to nie problem, bo ja się trochę gubię. Zaczynam, ale zaczynanie na oślep okazuje się nie być dobrym pomysłem.
an87 - 2009-08-24, 13:12

Khosiu najlepiej od początku czyli...od Koloru Magii. Tam poznasz pokrótce bohaterów.
Tu masz rozpisane bardzo ładnie wszystkie cykle :) Poczytaj sobie cały ten wątek, parę rzeczy na dzień dobry wyjaśnia :)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Świat_Dysku

I trochę o samym autorze :)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Terry_Pratchett

Mowilka - 2009-08-24, 13:17

http://www.pratchett.pl/ksiazki.html

Tu jest miła strona Pratchetta, oraz wykaz przetłumaczonych książek. Przy każdym tytule garść cytatów.
Cykl o wiedźmach to:
Równoumagicznienie
Trzy wiedźmy
Wyprawa czarownic
Panowie i Damy

Wszystkie mi się bardzo, ale to bardzo podobały. Mam niejasne wrażenie, że było jeszcze coś, ale glowy nie dam.

O straży miejskiej książek jest bez liku. Mnie się podobała niesamowicie Straż nocna. Ile tam powiedziano o naturze wszelkich zamieszek, rewolucji i rebeli...

Zapomniałam o jeszcze jednym bohaterze - patrycjuszu Vetinarim. Czapki z głów po prostu :brawo:

an87 - 2009-08-24, 13:27

Mowilko Maskarada i Carpe Jugulum jeszcze nie czytałam, czas nadrobić :)
khosia - 2009-08-24, 13:28

O dzięki. :kwiaty: Zacznę od początku i powinno pójść. :)
krasnoludka - 2009-08-24, 13:33

Najlepiej zaczynać od "Koloru Magii", "Blasku Fantastycznego" i "Równoumagicznienia", żeby wejść w sam Świat Dysku. Potem większość można czytać w dowolnej kolejności.

Mowilko - racja! Jakżeż można było zapomnieć o Vetinarim? Toż to wcielony Machiaveli, który ciągnie cały ten bajzel zwany Akh-Morpork i jeszcze się to wszystko kręci. Zadziwiające. :D

Mowilka - 2009-08-24, 13:59

A ja teraz z innej beczki, bo właśnie przeczytałam coś bardzo pysznego.
Lubię książki, w których mówi się o jedzeniu, gotowaniu. Przeważnie mają w sobie ładunek radości zycia. Pod słońcem Toskanii, Sól i szafran, Zupa z granatów, Afrodyta, Czekolada....
Do La Cuciny zachęciła mnie przyjaciółka, odczytując mi pierwszą stronę. Tak zmysłowego opisu robienia ciasta na makaron nie czytałam w życiu. Książkę znalazłam, trochę się przeleżała, aż w końcu przyszedł jej czas i łyknęłam ją jednego wieczoru.
Kuchnia i miłość, dwa słowa - i wystarczy. Sycylia i kobieta z rodu Fiori, która gotowanie ma we krwi. I gotuje, zagłuszając smutki i pustkę samotnego i trochę zakurzonego życia. Od samych opisów zapachów jej potraw można umrzeć. Na końcu podane jest menu, ale nie pamiętam, czy przepisy też. Wolę się nie wgłębiać, bo dziś jadłam tylko śniadanie i mogę zaślinić klawiaturę ;) .
Rosa starzeje się w nędznym pokoiku, w zakurzonych wnętrzach biblioteki, w której jest kierowniczką. Aż pewnego dnia w jej życiu pojawia się Anglik, znawca książek kulinarnych, kuchni i miłości. Między tą parą - nie najmłodszą i nie najszczuplejszą - wybucha namiętność, gorąca jak piec hutniczy, nieugaszona, jak pożar na stepie.
Czego oni nie próbują.... w sensie stołu i łożnicy.... :oops: Osobom wstydliwym odradzam. Moja mama się zgorszyła i Miłoszem (przyjaciółką znaczy) i mną, że nam się to podobało. A mnie się podobało! To jest tak bezwstydna pochwała uroków życia, jedzenia bez wyrzutów sumienia, namiętności, nawet z nutką perwersji, że warto się w nią zanurzyć.
Widziałam, że przetłumaczono też drugą książkę pani Lily Prior, Żar uczuć. Chyba sobie poszukam.

khosia - 2009-08-24, 14:04

Mowilka napisał/a:
Osobom wstydliwym odradzam.

O, a można by było sie tyle poduczyć. :mrgreen:

Wiem, wiem, tak niemerytorycznie, ale nie mogłam się powstrzymać :D

GosiaJG - 2009-08-24, 14:09

Nie wiem, czy pisałam tu o "La Cucinie", ale jeśli nie, to teraz się podpisuję pod postem Mowilki. To książka buchająca zmysłowością, smakami i zapachami - jedzenia i miłości. W żadnym wypadku nie wolno czytać, będąc głodnym. :mrgreen:
virgo - 2009-08-24, 14:22

Dzięki za rekomendację, dorzuciłam książkę do poczekalni na Merlin.pl. :D :kwiaty:

Książką, której ostatnio pożądam i nie mogę się doczekać, kiedy do mnie dotrze (a dotrze w przesyłce z EMPiK-u razem z "RNBDJ" :D ) jest "Czyste, nieczyste" Colette. Oczywiście jej jeszcze nie czytałam, to chyba pierwsze polskie wydanie tej książki.
Seria o losach Klaudyny autorstwa Colette to moje ulubione "czytadło" z młodzieńczych lat.
Tak jak niektórzy (albo niektóre ;) ) zaczytywali się w losach Ani z Zielonego Wzgórza, tak ja wielbiłam perypetie Klaudyny (choć Ania też była mi bliska :) ).
Po lekturze "Czystych, nieczystych" podzielę się wrażeniami, a na razie jestem bardzo podniecona perspektywą lektury. :D

Hermia - 2009-09-06, 19:50

Mowilko, które z książek o jedzeniu i gotowaniu z tych co wymieniłaś kupić w pierwszej kolejności? I czy "Afrodytę" lepiej poprzedzić książką "Paula"?
Obecnie czytam "Miasto śniących książek" i jak zwykle nie zawiodłam się na rekomendacji z tego forum. :kwiaty:

Mowilka - 2009-09-07, 09:49

Nie znam Pauli, niestety. Natomiast Afrodyta ogromnie mi się podobała. To książka z serii tych, którą można czytać w dowolnym miejscu, w którym się nam otworzy, pełna opowieści o kuchni i miłości. Na dodatek każda strona wygląda jak plastyczne cacko.
Polecam bardzo Pod słońcem Toskanii; sama zaczytałam ją na śmierć. Nie ma ona wiele wspólnego z filmem. Książka nie jest powieścią, tylko rodzajem pięknego pamiętnika z czasów zapuszczania korzeni w toskańskiej ziemi.
A, zapomniałam, polecam jeszcze Przepiórki w płatkach róży!

annas - 2009-09-09, 10:18

Hermia napisał/a:
Mowilko, które z książek o jedzeniu i gotowaniu z tych co wymieniłaś kupić w pierwszej kolejności? I czy "Afrodytę" lepiej poprzedzić książką "Paula"?
Obecnie czytam "Miasto śniących książek" i jak zwykle nie zawiodłam się na rekomendacji z tego forum. :kwiaty:

A ja jeszcze Ci mogę polecić dużo lepszą (moim zdaniem) serię Petera Mayle'a o zapuszczeniu korzeni w Prowansji. Pisane lepszym językiem niż "Pod słońcem Toskanii", bardziej zabawne i również całe mnóstwo przepisów do wyłowienia z książek. ("Rok w Prowansji", "Jeszcze raz Prowansja", "Zawsze Prowansja", ale też "Dobry rok" - dużo lepszy niż film, i Hotel Pastis)

Mowilka - 2009-09-09, 10:41

No właśnie ja za Maylem nie przepadam... Czytałam, ale nie zapadłam na sercową chorobę. Meyers podoba mi się bardziej. Mamy chyba podobną wrażliwość.
Cóż - wszystko to jest kwestią indywidulanych upodobań i potrzeb :kwiaty:

annas - 2009-09-09, 12:23

Mnie zachwycił może dlatego, że był pierwszy. Nawet któregoś lata jego śladami pojechaliśmy z mężem, a ponieważ jego dom jest w okolicy powszechnie znany, "tubylcy" machali do nas nawet na drodze, że ten dom tam w głębi, to właśnie ten (ale on już tam nie mieszkał). Ale przepisy zawarte w jego książkach - paluszki lizać.
Hermia - 2009-09-10, 20:18

Wracając jeszcze do Toskanii, skończyłam właśnie "Winnicę w Toskanii" Ferenca Mate. Dawno nie miałam takiej ochoty na wino po lekturze :)
Niezła reklama wina, ale książka przeciętna, na jedno czytanie. Zdecydowanie wolę książki do których chce się wracać bez końca.

GosiaJG - 2009-09-10, 23:18

Mowilka napisał/a:
No właśnie ja za Maylem nie przepadam... Czytałam, ale nie zapadłam na sercową chorobę.

Zarówno Mayle'a, jak i Mayers czytałam. Mayle'a tylko "Rok w Prowansji", podobało mi się, ale nie na tyle, by zabierać się za kolejne części. Zaczęłam kiedyś w empiku którąś z kolejnych, ale miałam wrażenie wtórności. Mayers mało pamiętam, niestety.
Hermia napisał/a:
Wracając jeszcze do Toskanii, skończyłam właśnie "Winnicę w Toskanii" Ferenca Mate. Dawno nie miałam takiej ochoty na wino po lekturze :)
Niezła reklama wina, ale książka przeciętna, na jedno czytanie.

Wydaje mi się, że sporo teraz jest takich książek, nad którymi unosi się zapach jedzenia. Chyba zapanowała na nie moda.
Pewnie większość z nich to takie na jedno czytanie. Moim zdaniem do takich należą "Zupa z granatów" i "Mistrzyni przypraw". Pierwsza ulatuje z myśli natychmiast po przeczytaniu. Druga jest tak marnie napisana, że dość szybko ten styl zaczyna irytować.
Chociaż pamiętam, że w "Zupie z granatów" były ciekawe przepisy. :)

GosiaJG - 2009-09-29, 12:58

Czytam "A lasy wiecznie śpiewają" Trygve Gulbranssena.
Jestem w połowie i nareszcie przyzwyczaiłam się do sposobu prezentowania fabuły. Rozumiem, że jest to saga pewnego rodu, ale jednak miałam nadzieję, że po kilkunastu pierwszych stronach prezentowania wydarzeń w sposób bardziej skrótowy będzie mi wreszcie dane zostać z jakąś grupą bohaterów na dłużej. Tak się stało, ale nie do końca. Np. zostaje zapowiedziane jakieś ważne wydarzenie, czytelnik czeka, po czym to wydarzenie zostaje opisane w jednym zdaniu, a potem narrator stwierdza coś w stylu mijały lata.
Trochę szkoda takiego tempa (pewnie dlatego, że trudno sagę zawrzeć w jednym tomie), bo "mroźny, skandynawski" klimat powieści bardzo mi się podoba.

Hermia - 2009-09-29, 15:11

Skończyłam właśnie "Dzieci Apokalipsy" Indry Sinha. Książka zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, pełna gorzkiego humoru,do bólu szczera, pochłonęła mnie zupełnie. Pokochałam bohaterów, złość mnie ogarnęła na sprawców ekologicznej katastrofy, która spowodowała cierpienia tylu ludzi. Książka skonstruowana w przewrotny sposób, od pierwszych kartek informuje czytelnika, że jest zapisem dziennikarskim, narratorem jest młody chłopak, który porusza się na czworakach. On wprowadza nas do dotkniętego "toksyczną chmurą" miasta Khaufpur, by opowiedzieć nam o człowieczeństwie, sile woli ludzkiej.
Myślę, że jeszcze kiedyś do niej wrócę, na pewno zostanie w mojej domowej bibliotece.

GosiaJG - 2009-10-16, 22:33

Wkrótce dwie książki na temat kina z Indii:
http://ha.art.pl/index.ph...csAll&&var2=353
http://www.proszynski.pl/...0227-1-30-.html

Co do pierwszej - naukowcy zajmujący się redakcją książki nie są ekspertami w dziedzinie kina z Indii. Dlatego trochę się obawiam. Czy nie będzie to zbiór prac studentów czy młodych filmoznawców, którzy będą kino z Indii zestawiać z najdziwniejszymi prądami i teoriami, aby tylko zrobić wrażenie na wykładowcach? A czytelnik zostanie zasypany przemądrzałą terminologią, o samym kinie zaś dowie się niewiele?
Przyznam, że tytuły jak ten Hybrydyzacja i intertekstualność w dyskursie post- kolonialnym na przykładzie tamilskiego filmu Anniyan (2005) S. Shankara powodują, że i śmieszno mi, i straszno. ;)
Zastanawiam się też, jakie "odkrycia" znajdą się w artykule o SRK.
Jestem ciekawa tekstu Jarka Pietrzaka. Ma tendencję do komplikowania tego, co pisze, ale ma też coś do powiedzenia.

Swoją drogą polecam jakże fascynującą dyskusję pod newsem o pierwszej książce na bollywood.pl - i o tym, jaka to tragedia, że na okładkach obu będzie SRK. ;)

jagasia - 2009-10-16, 22:55

GosiaJG napisał/a:
jaka to tragedia, że na okładkach obu będzie SRK. ;)

Na okładce książki Nie tylko Bollywood jest SRK? :shock:
Jakim cudem go rozpoznałaś? :shock:
:lol: ;)

GosiaJG - 2009-10-16, 22:58

jagasia napisał/a:
Jakim cudem go rozpoznałaś? :shock: :lol: ;)

Jak to jak? Po galotkach!

Mowilka - 2009-10-16, 23:00

GosiaJG napisał/a:


Swoją drogą polecam jakże fascynującą dyskusję pod newsem o pierwszej książce na bollywood.pl - i o tym, jaka to tragedia, że na okładkach obu będzie SRK. ;)


Spoiler:

Widziałam zdjęcie profesor Stachówny z Shahrukhiem na biuście :kwiaty: . Ma dobry gust, wybrała piękny wizerunek.


A Shahrukh - Gosiu, c'mon, przecież wiesz, że on jest winien globalnemu kryzysowi, temu, z nie będzie BdB, pladze komarów w Bangladeszu, gołoledzi na polskich drogach i temu, że posłanka Iksińska pokłóciła się z posłem Zetniewskim. Oraz paranoi forumowiczów portalu bol.pl też. Ale to uleczalne, jak się bardzo chce.

jagasia - 2009-10-16, 23:09

GosiaJG napisał/a:
Po galotkach!

A faktycznie! Musiałam bardziej im przyjrzeć. :oops: :lol:

Zawsze wszystkiemu był, jest i będzie winny SRK. Nudne to już. *zieeeeew*

GosiaJG - 2009-10-16, 23:25

Oj, zgadzam się, nudne. :roll: Poza tym - co mnie obchodzą cudze paranoje? ;)
EOT. :)

an87 - 2009-10-17, 11:01

Mowilka napisał/a:
A Shahrukh - Gosiu, c'mon, przecież wiesz, że on jest winien globalnemu kryzysowi, temu, z nie będzie BdB, pladze komarów w Bangladeszu, gołoledzi na polskich drogach i temu, że posłanka Iksińska pokłóciła się z posłem Zetniewskim. Oraz paranoi forumowiczów portalu bol.pl też. Ale to uleczalne, jak się bardzo chce.
Masz absolutną rację. :mrgreen:
I wiecie co, mnie zadziwia hipokryzja co poniektórych :evil: . Najpierw na b.pl pisać Szaruk fe, Szaruk be, a potem wykorzystywać jego wizerunek, żeby się sprzedać. Dlaczego na okładce nie pojawił się Big B.? przecież to ikona kina bolly! Ano pewnie dlatego, że wszystkie "pannice" jak zobaczą na okładce "Szaruczka" brrr... aż dziwne, że mi to przez klawiaturę przeszło, polecą książkę kupić.

Cytat:
Co do pierwszej - naukowcy zajmujący się redakcją książki nie są ekspertami w dziedzinie kina z Indii. Dlatego trochę się obawiam. Czy nie będzie to zbiór prac studentów czy młodych filmoznawców, którzy będą kino z Indii zestawiać z najdziwniejszymi prądami i teoriami, aby tylko zrobić wrażenie na wykładowcach? A czytelnik zostanie zasypany przemądrzałą terminologią, o samym kinie zaś dowie się niewiele?

Co do pierwszej książki mam bardzo mieszane uczucia. Pewnie zanim kupię polezę do Empiku poczytać trochę :) *o ile w empiku będzie* bo mam wrażenie, że rzeczywiście będzie to zbiór prac studentów. Ale przecież poczytałyśmy piękną analizę Devdasa napisaną przez studentkę... może nie będzie tak źle, skoro ich prace są publikowane.

GosiaJG - 2009-10-17, 11:14

an87 napisał/a:
Najpierw na b.pl pisać Szaruk fe, Szaruk be, a potem wykorzystywać jego wizerunek, żeby się sprzedać.

Na okładkę piszący raczej ma wpływ niewielki - wydawnictwo o tym decyduje.

Co do osób mających zamiar kupić książkę, to przyznam, że rozbawiły mnie trochę nastolatki przymierzające się do zakupu "Nie tylko Bollywood"; nie sądzę, żeby wydawnictwo akademickie, pisane takim a nie innym językiem, było dla nich zrozumiałe. I nie mówię tu o tych nieumiejących pisać, bo dla takich nawet książka pisana prostym i jasnym językiem może być kłopotliwa.
Język, jakim uwielbiają się posługiwać naukowcy czy - jeszcze lepiej - przyszli naukowcy lub tacy tuż po studiach - jest skomplikowany i wymaga od czytającego wielkiej uwagi. Są teksty, przez które obecnie nie jestem prawie w stanie przebrnąć.

pawan - 2009-10-17, 11:28

an87 napisał/a:
Ale przecież poczytałyśmy piękną analizę Devdasa napisaną przez studentkę... może nie będzie tak źle, skoro ich prace są publikowane
A która to? Umknęła mi chyba.

Nie mam ochoty wypowiadać się o tej książce, ani specjalnie czytać, może rzucę okiem. Po pierwsze, co i jak napisze Jarek Pietrzak wiem, po drugie w tekstach o SRK nie spodziewam się niczego nowego, a boję sie tonu. Po trzecie dyskurs postkolonialny jest ostatnią metodologiczną modą, podobną jak wcześniej była dekonstrukcja. Oczywiście sam sobie jest bardzo ciekawy pod warunkiem, że jest dobrze zastosowany. A to, że kino indyjskie jest intertekstualne jest banałem i oczywistością.

an87 - 2009-10-17, 11:36

pawan napisał/a:
A która to? Umknęła mi chyba.
A to http://shahrukhkhan.pl/filmy_devdas2.htm tylko nie wiem czy czegoś nie pokręciłam. Może "napisane na uniwersytecie" wzięłam za to, że napisał to student.
Psiakrew właśnie sprawdziłam ona jest tam profesorem. Mój błąd, sori :mrgreen:

Mowilka - 2009-10-17, 13:18

GosiaJG napisał/a:
an87 napisał/a:
Najpierw na b.pl pisać Szaruk fe, Szaruk be, a potem wykorzystywać jego wizerunek, żeby się sprzedać.

Na okładkę piszący raczej ma wpływ niewielki - wydawnictwo o tym decyduje.

Owszem. A jest prawdą udowodnioną, że only Shah Rukh and sex sells. Po drugie, ta okładka jest dobra, bo pokazuje w pewien sposób potoczne wyobrażenie o Bollywood: jest kolorowo, pogodnie i wszyscy tańczą. I to niekoniecznie tańczą w sari i kurtach. A książka ma być popularna i propagatorska. Okładka mnie nie dziwi, natomiast zgadzam się z Anią co do hipokryzji, od której mnie mdli. Chodzi mi o wylewanie kubłów smarków na filmy, o których się potem pisze miłe "bukleciki" do wydań dvd. I zakłamane. Nie kupiłam wydania z książeczką i tej książki też nie kupię.

an87 - 2009-10-17, 14:15

Poczytałam sobie trochę tę dyskusję pod newsem na b.pl i wiecie co, żal mi tych ludzi. Mają problemy, z którymi nie mogą sobie poradzić, nie wiedzą gdzie jest ich miejsce, z kim lepiej trzymać, od kogo się odciąć, a wpisy dotyczące zdjęć na okładkach obu książek... lepiej zostawię bez komentarza. Paranoja rule :mrgreen: Wiem, że w drugim przypadku okładka podoba się autorowi książki *a to jest najważniejsze*, bo pochodzi z filmu, który też mu się podoba.
Mowilka napisał/a:
Po drugie, ta okładka jest dobra, bo pokazuje w pewien sposób potoczne wyobrażenie o Bollywood: jest kolorowo, pogodnie i wszyscy tańczą.
Zgadzam się z tym w całości. Stereotypy rzondzom :evil:
Mowilka napisał/a:
A jest prawdą udowodnioną, że only Shah Rukh and sex sells.
Też tak podejrzewam. Szaruk z pewnością sprzedałby nawet Eskimosowi lodówkę :P
an87 - 2009-10-28, 15:54

A to ciekawostka :) ciekawe czy doczekamy się polskiej edycji :D
http://www.tvn24.pl/24467...,wiadomosc.html

jagasia - 2009-10-28, 20:30

Też już dzisiaj o tym czytałam. :D
http://ksiazki.wp.pl/wiad...,wiadomosc.html
Gilbert draniem? To może być ciekawe. ;) Mam nadzieję, że doczekamy się polskiego wydania. :super:

GosiaJG - 2009-10-28, 21:47

Z innej bajki. :)
Przeczytałam ostatnio "Życie codzienne we Francji i Anglii w czasach rycerzy Okrągłego Stołu (XII-XIII wiek)" Michela Pastoureau.
Bardzo lubię książki z tej serii. Zawsze bardziej od wielkich wydarzeń historycznych, bitew, polityki interesowała mnie historia "prywatna", obyczaje różnych epok.
Książka Pastoureau podzielona jest na krótkie rozdziały, czyta się ją szybko i łatwo. Zawiera mnóstwo informacji o życiu codziennym ludzi w średniowieczu - o ich nawykach kulinarnych, sposobach ubierania się, spędzania wolnego czasu, o stosunku do małżeństwa, miłości, dzieci itd.
To fascynująca lektura, jeśli kogoś interesują choć w niewielkim stopniu czasu średniowiecza.

GosiaJG - 2009-11-11, 20:08

Zabrałam się za drugą część "Zmierzchu" - "Księżyc w nowiu". Dlaczego? Podejrzewam, że będę zmuszona do zobaczenia ekranizacji w kinie, więc wolę wiedzieć, w co się pakuję. :)
To bardzo zła powieść. Autorka nie nauczyła się pisać ani trochę od czasu "Zmierzchu" (a może pisała obie części równocześnie?). Mam wrażenie, że tworzenie kolejnych zdań ją męczy. Słownictwo jest do bólu ograniczone. Postaci są płaskie, nudne, pozbawione charakteru. A fabuła? Cóż, przeczytałam już więcej niż połowę i jedyne określenie, jakie mi przychodzi do głowy, to - "głupia".
Pewnie skończę czytać, taki mam zwyczaj - tym bardziej, że czyta się szybko, bo większość to "wata". Ale lektury kolejnej części sagi już chyba nie zaryzykuję. :)

pogoda - 2009-11-15, 12:01

Czytałam te "Dzienniki" Lucy Maud Montgomery. Była to dla mnie lektura wstrząsająca i do tej pory zachodzą w głowę jak osoba tak smutna i nieszczęśliwa, była w stanie tworzyć tak pogodny i optymistyczny świat. Od tego czasu mam do niej jeszcze większy szacunek. Też liczę, że dziewiąty tom o Ani ukaże się i u nas.

Gosiu podziwiam Twoje 'zmierzchowe' zaparcie, ostatnio jak po rozdziale czuję, że święci się takie wybitne dzieło, odpuszczam sobie, chyba że akurat mam ochotę na coś głupiego.

"Narrentum" Sapkowskiego w formie słuchowiska, nie wiem, czy już wszystkie odcinki można znaleźć pod tym linkiem, ale z pewnością będą dodawane.
http://www.latozradiem.pl...ko/Default.aspx

GosiaJG - 2009-11-15, 12:49

pogoda napisał/a:
Czytałam te "Dzienniki" Lucy Maud Montgomery. Była to dla mnie lektura wstrząsająca i do tej pory zachodzą w głowę jak osoba tak smutna i nieszczęśliwa, była w stanie tworzyć tak pogodny i optymistyczny świat. Od tego czasu mam do niej jeszcze większy szacunek. Też liczę, że dziewiąty tom o Ani ukaże się i u nas.

Ciekawa jestem tych "Dzienników". Prawdopodobnie literatura była dla Montgomery sposobem ucieczki od świata.
Podobały mi się listy Jane Austen i porównanie ich ze światem, który stworzyła w powieściach. Podejrzewam oczywiście, że rozziew pomiędzy jej życiem a światem, który wykreowała, nie był aż tak wielki, jak u Montgomery.

"Księżyc w nowiu" doczytałam, aczkolwiek bardzo pobieżnie, bo jednak język tej książki mocno rani moje poczucie estetyki. Nawet trailer filmu zobaczyłam, żeby sprawdzić, czy ekranizacja zapowiada się na równie głupią, jak książka. Nie zawiodłam się.

juliette - 2009-11-15, 15:07

Jestem w trakcie lektury książki szwedzkiego dziennikarza i historyka Svena Lidqvista "Wytępić całe to bydło" wydanej przez W.A.B. w serii Terra Incognita. Autor próbuje podsumować przyczyny ludobójstwa na przestrzeni ostatnich wieków - pisze o angielskim (głównie) kolonializmie, o holocauście, o amerykańskich Indianach, rdzennych ludach Tasmanii i Australii, ale głównie o Afryce i zbrodniach popełnionych tam przez białych ludzi w imię niesienia cywilizacji. Inspiracją do napisania książki było dla niego "Jądro ciemności" Conrada.
Bardzo mroczna rzecz, pokazująca zadufanie w sobie Europejczyków i ich paternalizm w stosunku do tzw. dzikiego człowieka.
Warte przeczytania.
PS. Wprawdzie o Indiach nic nie pisze, ale skądinad wiadomo jak sobie tam Anglicy poczynali :-
Edit. pomylona litera w nazwisku autora :-?

GosiaJG - 2009-11-15, 15:19

juliette napisał/a:
Jestem w trakcie lektury książki szwedzkiego dziennikarza i historyka Svena Lidquista "Wytępić całe to bydło" wydanej przez W.A.B. w serii Terra Incognita. (...)
Warte przeczytania.
PS. Wprawdzie o Indiach nic nie pisze, ale skądinad wiadomo jak sobie tam Anglicy poczynali :-?

O, dziękuję. :kwiaty: Postaram się dotrzeć do tego i przeczytać. Nie znoszę poczucia wyższości "białych" wobec innych kultur - a spotykam się z takim podejściem nieustannie.

juliette - 2009-11-15, 15:28

Warto :) . Jako, że pracuję w bibliotece (wypożyczalni konkretnie) mam z pewnością ułatwiony dostęp do książęk (no i możliwości samodzielnego zamawianie ciekawych rzeczy) - przejrzałam też chwaloną książkę Marzeny Filipczak "Jadę sobie" - relacja z półrocznej podróży po Indiach, Wietnamie, Kambodży, Malezji. I że tak powiem mam mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawa - pisze niby z sympatią o odwiedzanych krajach, ale gdzieś tam pod skórą jest jednocześnie i obawa przed ich mieszkańcami, i poczucie wyższości. Niestety. Choćby np. strach przed okradzeniem czy gwałtem.
Tak jakbyśmy na to nie byli narażeni w Europie czy Ameryce Północnej.
Książka jest polecana jako poradnik dla samotnie podróżujących kobiet. No - uznałabym za taką część 2. Pierwsza raczej służy przestraszeniu nieszczęśnika, któremu przyjdzie do głowy pojechać w tamte regiony. Jak dla mnie - ta książka to zawód :(

GosiaJG - 2009-11-18, 23:10

Czytam powoli (bo pracy dużo) "Miasto Śniących Książek". Powiem szczerze, że na początku trudno było mi się zaangażować. Bohater - jaszczur, Księgogród, w którym wszystko kręci się wokół książek, pisania, czytania... Ale zauważam, że powoli się wciągam w tę dziwną, niezwykłą opowieść. :)
juliette - 2009-11-24, 19:28

Kupiłam wreszcie (dziś) do biblioteki "Bollywood dla początkujących" Krisha i przeglądam.
Całkiem sensownie pomyślana - początki Bollywoodu, omówione dekadami (oczywiście nie jakoś super dokładnie, bo żeby to zrobić, to chyba trzeba by encyklopedię wydać :lol: ), playback singerzy, różne gatunki, mafia maczająca łapki w biznesie filmowym, pokrótce omówiona twórczość najbardziej wybijajacych się reżyserów czy aktorów. Mały rozdział o Shahrukhu, ze szczególnym uwzględnieniem RNBDJ :)
I trzeba powiedzieć, obiektywnie, nie daje odczuć swoich sympatii czy antypatii (jeśli już to b. delikatnie) - nawet w rozdziale porównującym różne ekranizacje "Devdasa".
Kończy oczywiście na najnowszych produkcjach i próbą prognozy jak się może to kino rozwijać.
Warszawianki, jeśli nie macie chęci nabyć książki - zapraszam na ul. Egipską 7 :D
Edycja - dopisek.

juliette - 2009-12-05, 15:11

Przeczytałam właśnie rozdział o Shahrukhu z "Nie tylko Bollywood" pt. "Królewskie oblicze Bollywoodu" - bardzo ciekawy tekst, pani pisząca o Królu :D wyciąga interesujące wnioski. Ciekawe są też źródła, którymi sie posiłkowała pisząc ten rozdział. Wiadomo - biografie (Chopra, Shiekh), film Nasreen Munni Kabir, wywiady. I tu ciekawostka - chyba z polowa przypisów to odsyłacze do forum www.shahrukhkhan.pl i tłumaczeń artykułów, wywiadów i "Still Reading Khan".
A książka warta przeczytania. Inna niż Krishowa, bardziej naukowa (ale bez jakiejś potwornie naukowej terminologii), trochę inny zakres tematyczny oczywiście.
Edit.
Nadużycie słowa ciekawy :lol:

Mowilka - 2009-12-05, 15:17

juliette napisał/a:
I tu ciekawostka - chyba z polowa przypisów to odsyłacze do forum www.shahrukhkhan.pl i tłumaczeń artykułów, wywiadów i "Still Reading Khan".

Nie powiem, ze się nie cieszę. Tłumacząc zawsze uważałam, że robię to także i po to, żeby dać tym, którzy potrafią czytać, choćby małe pojecie, jakim zjawiskiem jest Shahrukh. Miło byłoby usłyszeć jakieś "dziękuję" od autorki, ale to detal.

GosiaJG - 2009-12-05, 18:04

Nie zgadzam się, że to detal.

Juliette, czy istnieje możliwość zeskanowania tego artykułu o SRK?

Hermia - 2009-12-05, 19:36

Mnie z tego rozdziału wkurzył taki oto fragment:"Ciekawą zatem kwestią jest podejście Shah Rukha Khana- najlepiej zarabiającego aktora świata- do zawodu" ( Nie tylko Bollywood" str. 421).
Przeczytałam też rozdział o Donie. Fajne, ale przyznam, że jeśli chodzi o wiedzę o SRK, to strona i forum na którym mam zaszczyt przebywać jest kopalnią wiedzy.
Analizy wielu osób na tym forum są dużo ciekawsze i znacznie głębsze.

Gosiu do mojego skanera to tomiszcze nie włazi, mogę spróbować w poniedziałek zrobić ksero i wtedy poskanować.

Mowilka - 2009-12-05, 21:16

Może trochę offtopicznie, ale powiem, że moja wdzięczność za założenie tej strony jest bezgraniczna. Rzadko się spotyka miejsca, w których można wymienić się myślami w tak pozytywnej atmosferze.
Dziękuję Wam :buzi: :buzi: :buzi: :buzi:

GosiaJG - 2009-12-29, 23:11

Przebiegłam się na bol.pl, by odebrać pw od wryddhy, która w nieocenionej dobroci swojej zawsze pomaga w tłumaczeniu fragmentów hindi wywiadów i artykułów - i zauważyłam w wątku o książkach obszerną Jej wypowiedź dotyczącą "Nie tylko Bollywood":
http://bollywood.pl/temat.php?id=2741&str=9
W lekturę zagłębię się dopiero u siebie w domu, ale jestem przekonana, że wypowiedź ta jest warta uwagi, dlatego podrzucam link. :) Wydaje mi się, że warto będzie skonfrontować to, co napisali autorzy książki, z uwagami wryddhy.

Edit. Dzięki forum i instrukcji dla Dzieciątka znalazłam pod choinką m.in. "Wytępić całe to bydło" - z czego się bardzo cieszę. I dziękuję juliette za polecenie. :kwiaty:
Dostałam też "Jadę sobie" - bez zamówienia, ale rodzina bliższa i dalsza zna moje "upodobania geograficzne". ;) I jak przeczytam, to się wypowiem. :)

juliette - 2010-01-02, 19:26

Właśnie sobie czytam "Powiedział mi wróżbita" Tiziano Terzaniego. To włoski reporter porównywany do Kapuścińskiego. W Polsce ukazały się trzy jego książki, wszystkie poświęcone Azji.
W odróżnieniu od tzw. podróżników jak Kret czy Marzena Filipczak, którzy po półrocznym pobycie w Azji robią za alfy i omegi, i wielkich znawców tamtejszej obyczajowości i problemów, to akurat u Terzaniego widać, że wie o czym pisze. Nie ocenia, pokazuje ludzi, obyczajowość, zmiany jakie zaszły w krajach Azji południowej w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. I nie widać w tych książkach wyższości białego człowieka nad tzw. dzikimi, a wręcz odwrotnie, żal, że kultura europejska (he, he) tak bardzo wpływa na zmiany, które w Azji zachodzą.
http://www.terzani.yoyo.p...ntpage&Itemid=1

khosia - 2010-02-22, 22:44

Zażyczyłam sobie ostatnio na urodziny ostatnią powieść Cobena "Zachowaj spokój". Zaczęłam czytać i muszę przyznać, że facet mnie nie rozczarował. Buduje napięcie w takie sposób, że zamiast pracować czytam. A najlepsze jest to, że nie mam pojęcia co się wydarzy dalej i dlaczego tak się dzieje. Coben pwoli odkrywa karty nie pozwalajać czytelnikowi na chwilę przerwy. Wrócę jeszcze po przeczytaniu całość. Na razie jestem w połowie. :)
Hermia - 2010-02-23, 14:42

Skończyłam właśnie czytać „Kartografię”. Autorka Kamila Shamsie prowadzi cudowną poetycką opowieść o Karaczi. Bohaterami książki jest czwórka przyjaciół: Sonia, Raheen, Zia i Karim. Poznajemy zwariowanych nastolatków, kochających zabawę, wyprawy, potem śledzimy losy ich przyjaźni, gdy kończą studia i rozpoczynają pracę. Jest to przepiękna opowieść o losach ludzkich uwikłanych w meandry historii Pakistanu i uwikłanych w słowa, które wiele zmieniają. Polecam, bo to opowieść, która zostaje w pamięci i sercu.
Mowilka - 2010-02-23, 14:57

O! Czytałam Sól i szafran tej autorki - bardzo miło ją wspominam. Dzięki, nie wiedziałam, ze ukazało się coś nowego.
GosiaJG - 2010-04-02, 21:18

Czytam "Coco" Christiny Sanchez-Andrade - bez szczególnego zainteresowania, głównie dlatego, że gdyby nie to, musiałabym czytać "Dywizjon 303" (i tak będę musiała :) ). To powieść o Coco Chanel, napisana stylem "czytadłowym", czyli niezapadającym w pamięć, chwilami irytującym. Nie mam pojęcia, na ile odnosi się do biografii słynnej projektantki, a ile w niej zmyślenia. Ale wiem jedno - jeśli Coco była choć w połowie taką osobą, jaka została zaprezentowana w książce - to mimo niewątpliwego talentu była bardzo małym człowiekiem. Małym i bez klasy.
GosiaJG - 2010-04-13, 22:43

Od jakiegoś czasu czytam sobie po kawałku "Historię brudu". Napisałabym, że rzecz to smakowita, ale w odniesieniu do takiego tytułu nie bardzo byłoby to zgrabne stwierdzenie. :)
W każdym razie - polecam opowieść o tym, jak to u schyłku świata starożytnego uznaliśmy (my - Europejczycy), że woda szkodzi i do grzechu prowadzi, i dzięki temu śmierdzieliśmy mniej lub bardziej przez całe stulecia, apogeum osiągając prawdopodobnie w wieku XVII. Śmierdzieliśmy, ale, wcale się tym nie przejmując, a wręcz dumnymi z tego będąc, nieśliśmy tę naszą cywilizację innym, w pogardzie ich mając oczywiście i dziwiąc się niepomiernie, jakże to można zażywać kąpieli dwa razy dziennie.
Fascynująca lektura.

Mowilka - 2010-04-13, 22:56

Niektórym tak zostało co się czuje wiosną w środkach transportu publicznego :zgon:
annas - 2010-05-16, 12:02

Pojawił sie nowy tytuł:Bollywood. Pragnienie Prawdy i Tęsknota za Mitem autorstwa Urszuli Woźniakowskiej Wydane przez:TAiWPN Universitas Kraków
Czy ktoś to czytał już, warto to kupić?

MURGrabia - 2010-05-16, 15:09

Hmm, wygrałam tę książkę na Bollywood Festiwalu w Multikinie, ale szczerze jeszcze jest w foli. Idę choć przejrzę i powiem co w niej jest. :)
MURGrabia - 2010-05-16, 15:30

Tak na pierwszy rzut oka: sporo zdjęć, zarówno fotosy z filmów jak i zdjęcia robione przez autorkę, wszystkie czarno-białe (podpis pod wynurzającym się z wody Omem: Shah Rukh Khan o apollińskim ciele tańczący w piosence Dard-e-Disco z filmu Om Shanti Om a na poprzedniej stronie dla porównania ;p Umięśniony Salman Khan. ;) ) Stosuje polskie tytuły, nawet jak ich nie ma. W tekście w nawiasie po oryginalnych, ale pod zdjęciami tylko polskie lub tylko oryginalne. Taki misz-masz. Ogólnie wydanie dosyć ładne, twarda oprawa,dobry papier. W treść bym się musiała zagłębić, ale to nie teraz. Wg rozdziałów mówi o teatrze parsów, piosence filmowej, odbiorze bollywood w diasporach i w Indiach i ogólnie o kinie indyjskim ["Kino indyjskie, czyli zbawienny dar Brahmy"].

O ile dobrze pamiętam, to miała być poszerzona wersja pracy magisterskiej autorki.

khosia - 2010-06-28, 20:33

Ciekawy artykuł o Jane Austen
http://wyborcza.pl/1,7547...m_Ropuchem.html :)

Mowilka - 2010-06-28, 20:57

Khosiu, pozwól, że puszczę go dalej :kwiaty:
khosia - 2010-06-28, 22:03

Puszczaj Mowilko, bo mimo, że z gazety wybiórczej to jest ciekawy i prawdziwy :)
GosiaJG - 2010-07-16, 20:01

Właśnie skończyłam czytać "Kartografię" Kamili Shamsie. Podobała mi się o wiele bardziej niż poprzednia powieść tej autorki, "Sól i szafran".
Chociaż obie napisane są świetnie, a autorka posługuje się "gęstym", wciągającym językiem, opowieść zawarta w "Kartografii" urzekła mnie mocniej. Akcja rozgrywa się w latach 80. i 90., ale równie ważne są retrospekcje, rok 1971, czasy wojny domowej w Pakistanie, w wyniku której Pakistan Wschodni przekształcił się w niepodległy Bangladesz.
Historia pewnej dziecięcej zażyłości, losy dzieci determinowane przez decyzje rodziców, przez ich słowa, przez historię, która niby wydarzyła się dawno, ale przecież ciągle odbija się na ludziach... A równie istotnym bohaterem, jak ludzie, jest Karaczi - miasto ukazane przez autorkę niesamowicie, z miłością, chociaż bez idealizacji.

Edit. O, właśnie zauważyłam, że Hermia też poleca "Kartografię". :) Rzeczywiście powieść jest tego warta.

Edit 2. Przy okazji polecam także "Targowisko próżności" Williama Thackeraya. To świetny portret arystokracji angielskiej początku XIX wieku. Książka wciąga, mimo że trudno darzyć sympatią któregokolwiek z bohaterów (i o ile nie irytuje kogoś narracja z częstym bezpośrednim zwrotem do czytelnika).
Najmniej sympatyczna jest Becky Sharp, uboga guwernantka, która zrobi wszystko, by przynależeć do "wyższych sfer". Poza nią jest kilkunastu ważnych bohaterów, świetnie nakreślonych, prawdziwych psychologicznie, udowadniających, że ludzkie charaktery nie zmieniają się, chociaż zmieniają się epoki.
Obserwacje Thackeraya są niezwykle celne i bardzo złośliwe - nie jest to łagodna ironia znana np. z powieści Austen, która pozwalała dopatrywać się pozytywów nawet u bohaterów niezbyt sympatycznych. Ironia w wykonaniu Thackeraya często przeradza się w ton prawie szyderczy.

Jakiś czas temu sięgnęłam na półkę i zabrałam się wreszcie do "Gron gniewu" Johna Steinbecka. Powieść kupiłam kiedyś na fali fascynacji powieścią amerykańską i samym Steinbeckiem, ale "Gron gniewu" nigdy nie zmogłam, bałam się, że tematyka mnie zmęczy. Jednak tak się nie stało. Mimo że historia rodziny Joadów osadzona w czasach Wielkiego Kryzysu, ich bezradna i beznadziejna walka o poprawę losu, nie jest lekka i optymistyczna - jest za to świetnie napisana. Należy też wziąć poprawkę na widoczną fascynację autora komunizmem - ale kiedy się czyta o tym, co się wtedy działo w Stanach, trudno się dziwić. Czytałam, że "Grona gniewu" były zakazane w niektórych stanach USA. No cóż, nie dziwi mnie to, przecież to jedno z najbardziej policyjnych państw świata. ;)

GosiaJG - 2010-07-23, 15:59

Postanowiłam sobie powtórzyć "Perswazje" Jane Austen. Skończyłam wczoraj, ale chyba z powodu upału mam małą tolerancję na głupotę, pyszałkowatość i niczym nieuzasadnione poczucie własnej wyższości, bo miałam ochotę wystrzelać połowę bohaterów, poczynając od Sir Elliota, a kończąc na pani Russell. ;) A teraz mnie ciągnie do "Opactwa..." - nie wiem, czy to dobry pomysł. :)
an87 - 2010-07-23, 17:41

No patrz a ja do Perswazji zabieram się jak pies do jeża. Chyba coś w tym jest ;)
A tam Opactwo...
Emmę
sobie powtórz :mrgreen:

GosiaJG - 2010-07-23, 19:14

an87 napisał/a:
No patrz a ja do Perswazji zabieram się jak pies do jeża. Chyba coś w tym jest ;)

Nie, nie, Aniu, myślę, że warto przeczytać. Historia uczuciowa w "Perswazjach" jest piękna, powieść ma interesujący klimat. A bohaterowie drugoplanowi często u Austen są celowo przedstawieni dość ironicznie, ale z dużą dozą poczucia humoru. Tu też tak jest i podejrzewam, że gdybym była w innym nastroju, bardziej by mnie bawili niż irytowali. :)
Cytat:
Emmę sobie powtórz :mrgreen:

Może i powtórzę, bo "Emmy" zazwyczaj zmóc nie mogę - nuży mnie chyba najbardziej z wszystkich powieści Austen. Ale może teraz akurat nadejdzie jej pora? :)

GosiaJG - 2010-08-08, 23:23

"Opactwo Northanger" było bardzo dobrym pomysłem. Przeczytałam zaraz po "Perswazjach", obśmiałam się, poirytowałam głupotą moich "ulubieńców", czyli Izabelki i jej braciszka... :)

Zapomniałam napisać o książce, którą przeczytałam parę tygodni temu, a która przypomniała mi się teraz, bo czytam "Kair. Historię pewnej kamienicy"... Akcja tamtej powieści też rozgrywała się w Kairze i dopiero dziś sprawdziłam sobie w sieci, że jej autor, Nadżib Mahfuz, jest laureatem literackiej Nagrody Nobla.
"Hamida z Zaułka Midakk" to napisana niesamowicie sugestywnym językiem powieść. Narrator wyczarowuje klimat wąskich uliczek, przy których mieszkają niezamożni mieszkańcy Kairu, bazarów, meczetów, sklepików, domów... Losy tytułowej bohaterki, pięknej Hamidy, splatają się z losami innych mieszkańców Zaułka. Powieść zwodzi językiem i stylem, a kiedy czytelnik już uwierzy, że ten świat może być "magiczny", jak w starożytnych opowieściach - uderza brutalnością rzeczywistości.

A "Kair..." też już właściwie mogę polecić, bo wart uwagi, podobnie, jak w powyższym przypadku, jest zarówno język, jak i interesująca fabuła.

alma_verde - 2010-08-11, 01:46

A ja właśnie zakończyłam czytanie "Obcej" Diany Gabaldon. Muszę przyznać, że kupiłam ja tak trochę bez przekonania - może inaczej: z pewną dozą rezerwy. Kupiłam, ponieważ rzecz się dzieje w Szkocji i miało być dużo odwołań i opisów do życia mieszkańców ok. 1700 roku. I to mnie zaciekawiło.

Książka liczy sobie koło 600 stron. Przeczytałam w 2 dni. I umarłam. :hot:
Jest w niej wszystko. I wątek miłosny (.. i to jaki!!) i historia, i dawne wierzenia celtyckie, i nieco magii.. a to wszystko napisane pięknym językiem, bez zbędnych ozdobników, a mimo wszystko bardzo barwnym.
Główna bohaterka - Claire, po zakończeniu II wojny światowej jedzie na odpoczynek z mężem w jego dawne rodzinne strony. Wiedziona ciekawością i poniekąd nudą, podczas jednego ze spacerów natrafia na kamienny krąg. Dotyka jednego z kamieni .... i cofa się 200 lat wstecz.

Całość sagi to 7 tomów, u nas chyba wydano tylko 4, ale mogę się mylić. Nie muszę dodawać, że po zakończeniu pierwszego, popędziłam do księgarni po tom drugi ("Uwięziona w bursztynie"). Polecam!

Mowilka - 2010-08-11, 08:33

O! To ja się może zainteresuję... Dziękuję za rekomendację!
GosiaJG - 2010-08-15, 13:50

"Emma". Do odstrzału: Emma, pan Elton, pani Elton, pan Woodhouse, panna Bates, Frank Churchill... ;)
Jak to się dzieje, że kiedyś ci bohaterowie mnie nie denerwowali? Z pewnością nie tak bardzo. Może dlatego, że czytałam "Emmę" dawno i patrzyłam na nich przez różowe okulary?
Głupi, próżni, zarozumiali, zrzędliwi, ograniczeni, wywyższający się nad innych...
Chociaż tym razem raczej mnie nie nuży. Austen była genialną obserwatorką, ta powieść jest objętościowo największa i autorka drobiazgowo przytacza tu rozmowy, dyskusje, dywagacje - o poczcie, pieczonych jabłkach, pogodzie, fortepianie... Pokazuje rozkład dnia bohaterów, ich zajęcia (a raczej ich brak).
Perfekcyjny obraz próżniaczego, pustego życia.
Chyba bym zwariowała, gdybym miała żyć w tej epoce i zajmować się tylko spacerami, wizytami, rewizytami i pustym gadaniem. :)

pawan - 2010-08-15, 13:59

GosiaJG napisał/a:
Chyba bym zwariowała, gdybym miała żyć w tej epoce i zajmować się tylko spacerami, wizytami, rewizytami i pustym gadaniem


Nie bez powodu w końcu pierwszymi pacjentkami Freuda były właśnie panie z opisywanej przez Austen sfery.

GosiaJG - 2010-08-15, 14:18

pawan napisał/a:
Nie bez powodu w końcu pierwszymi pacjentkami Freuda były właśnie panie z opisywanej przez Austen sfery.

Nie wiedziałam. Ale jakoś mnie to nie dziwi. :)

Hermia - 2010-08-24, 12:17

Skończyłam czytać "Trzy filiżanki herbaty" Grega Martensona i Davida Olivera Relina i jestem pod ogromnym wrażeniem. Jest to opowieść o człowieku, który po nieudanej próbie zdobycia K2 postanowił wrócić do Pakistanu i wybudować szkołę w malutkiej górskiej wiosce. Dziś jest dyrektorem Instytutu Azji Centralnej, wybudował 55 szkół, uważa, że pomagając w uzyskaniu wykształcenia najbiedniejszym i zapomnianym przez świat dzieciom przyczynia się do światowego pokoju.
GosiaJG - 2010-08-24, 17:01

Dzięki, Hermio, zachęciłaś mnie do poszukiwań. :kwiaty:
Hermia - 2010-08-24, 18:25

Czytając "Trzy filiżanki herbaty" mogłam "podróżować" po Pakistanie i Afganistanie. To naprawdę świetna książka. A to strona Instytutu Azji Centralnej: http://www.ikat.org/
juliette - 2010-09-11, 19:49

Jakiś czas temu przeczytałam cienką książeczkę pt. "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek" Mary Ann Shaffer (zmarła niestety w 2008) i Annie Barrows, która książkę skończyła i zredagowała (panie spokrewnione - ciotka i siostrzenica :D )
Rzecz dzieje się krótko po zakończeniu wojny, częściowo w Londynie, częściowo na wyspie Guernesey.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Guernsey
Książka ma formę listów - co zaskakujące, nie przeszkadza to w czytaniu, a wręcz nadaje powieści specyficzny charakter i nastrój.
Ciepła książka o zwykłych, dobrych (co niemodne niestety) ludziach. Idealna na zbliżającą się jesień. Polecam z czystym sumieniem :D
http://lubimyczytac.pl/ks...flanych-obierek

edit-literówka

GosiaJG - 2010-09-11, 21:58

Dzięki, juliette. :kwiaty: Kolejna książka, którą zapisuję sobie na listę "do przeczytania". :)

Zaczęłam czytać "Marzycielkę z Ostendy" Schmitta - i nie mogę przebrnąć przez pierwszych kilka stron. Nic wcześniej jego autorstwa nie czytałam, byłam w teatrze na "Oskarze i pani Róży", spektakl zrobił na mnie wrażenie; wszyscy wokół mi powtarzają, że Schmitt świetnie pisze.
A mnie jest ciężko przyzwyczaić się do jego stylu. Mam wrażenie, jakbym czytała kogoś pokroju Coelho - a stylu Coelho nie lubię. Kojarzy mi się z pseudointelektualnym psychologizowaniem. I z tym Schmittem też tak mam - zaczęłam czytać i mam wrażenie, że to taka słowna wata, która kryje wielkie nic. Mam nie zniechęcać się początkiem, bo dalej będzie lepiej? Czy Schmitt ma taki styl?

juliette - 2010-09-11, 22:50

Schmitt chyba dość nierówny jest - po części chyba racja, że to taki pisarz a la Coelho.
Jednak parę jego rzeczy jest niezłych, ale to moja subiektywna opinia :)
np. "Przypadek Adolfa H." czyli co by było gdyby Hitlerowi udała się kariera malarza (artysty, nie pokojowego) i druga dobra rzecz "Ewangelia według Piłata" czyli jak Jezus stał się tym, kim się stał.
Obie z ciekawym i dość przewrotnym pomysłem na zawiązanie fabuły.
Krótkich dzieł nie strawiłam :lol: - chyba one głównie są w stylu Coelho.
Znajoma sobie jeszcze chwali "Małe zbrodnie małżeńskie".
Miłego czytania Gosiu :D

virgo - 2010-09-11, 22:51

GosiaJG napisał/a:
Czy Schmitt ma taki styl?

Akurat dzisiaj zaczęłam czytać "Ulissesa z Bagdadu" Schmitta, a wcześniej przeczytałam tylko zbiór jego opowiadań "Odette", więc trudno mi na razie oceniać jego styl. :)
Opowiadania mi się podobały. Schmitt opisał w nich miłość w sposób dość nietypowy. Książka wciąga, czyta się lekko, ale ma ona głębsze przesłanie.
W każdym razie na razie daję Schmittowi szansę. :)

GosiaJG - 2010-09-12, 07:55

Dziewczyny, dzięki. :kwiaty:
W takim razie spróbuję przeczytać przynajmniej jedno opowiadania w całości. A "Ewangelia według Piłata" mnie zaintrygowała.

Mowilka - 2010-09-29, 10:47

Btw: czytam sobie po raz drugi Kartografię. Ta książka jest porażająco piękna. I rozdzierająco smutna... W dużej mierze to książka o Karaczi, a obejmuje okres jakichś 20 lat, od 1971 do 199... któregoś. Co jest charakterystyczne: ono niszczeje, zamiast się rozwijać. Ciągłe konflikty, zamieszki, niepokoje, sprawiają, że tam, gdzie ludzi chodzili, bawili się, żyli, w latach dzieciństwa bohaterów, w czasach ich dorosłości jest zaniedbanie, opuszczenie i smutek. Tak mi się skojarzyło z dzisiejszymi twitami Shahrukha, w których pisze o stanie własności publicznej.
A książka pokazała się w taniej książce. Kupiłam już 3 sztuki. Polecam :kwiaty:

alma_verde - 2010-10-18, 10:50

Dzięki wielkie za polecenie "Shantaram" o które pytałam kiedyś w shoutbox'ie!! Piękna książka, właśnie zakończyłam czytanie. Aż trudno ogarnąć, że to wszystko zdarzyło się na prawdę. Brutalnie piękna...

Słyszałam też, że w przyszłym roku ma powstać film na podstawie książki, w roli głównego bohatera ma wystąpić Johnny Depp, natomiast "ojca chrzestnego" Khana ma grać Amitabh Bachchan. reszta chwilowo nieznana, ale już jestem ciekawa.
Sam Roberts zapowiedział, iż chciałby zająć się produkcją filmów bollywood które pokochał i bardzo chętnie widziałby w swoich filmach SRK :mrgreen:

Mowilka - 2010-10-18, 11:57

Wiadmomość o filmie z Deppem w obsadzie "wisi" na imdb już od chyba 2 lata... nie wiem, czy mozna temu wierzyć.
Książka jest wspaniała, to prawda. Straszna i wspaniała.

alma_verde - 2010-10-18, 12:29

Tak, zgadza się, że film "powstaje" już od dobrych kilku lat. Ale ponoć teraz ma powstać ponieważ Depp nabył prawa... choć opieram się również tylko i wyłącznie na "zasłyszanych" tu i ówdzie informacjach, które czasem są sprzeczne.

Owszem, straszna i wspaniała zarazem. jednak prawdziwa. I dobrze, że kończy się jak się kończy. Bez wielkiego patosu i różowych okularów.

GosiaJG - 2010-10-18, 17:10

alma_verde napisał/a:
Dzięki wielkie za polecenie "Shantaram" o które pytałam kiedyś w shoutbox'ie!! Piękna książka, właśnie zakończyłam czytanie. Aż trudno ogarnąć, że to wszystko zdarzyło się na prawdę. Brutalnie piękna...

Z tym, co się zdarzyło naprawdę, to tak naprawdę nie wiadomo, bo sam autor w tym temacie trochę "kręci". ;) A w końcu powieść to powieść, epika rządzi się swymi prawami. A czyta się "Shantaram" rewelacyjnie. Na pewno do niej wrócę. Uwielbiam dobrze napisane książki.
Cytat:
Sam Roberts zapowiedział, iż chciałby zająć się produkcją filmów bollywood które pokochał i bardzo chętnie widziałby w swoich filmach SRK :mrgreen:

Można tylko chłopu przyklasnąć, że wie, co dobre. :mrgreen:

juliette - 2010-11-11, 19:43

Jeśli ktoś lubi eseje to warto przeczytać książkę "Sztuka podróżowania" Alaina de Bottona.
Autor próbuje dociec, co nas popycha do porzucania spokojnego i osiadłego życia, i skłania do podróżowania. Pisze też o tym, że często nasze wyobrażenia o krajach i miejscach, do których się wybieramy przerastają rzeczywistość i niestety bywają przyczyną rozczarowań.
Jak wydawca napisał na okładce:
"Sztuka podróżowania to niezwykła relacja z wojaży w czasie i w przestrzeni - bliskich i dalekich, rzeczywistych i wyobrażonych. Wybierając za przewodników artystów (m.in. Baudelaire'a, Flauberta, van Gogha czy Hoppera), de Botton dostrzega w podróżowaniu problem filozoficzny, ściśle związany z ludzkim pragnieniem pełni i dążeniem do szczęścia."
Szczególnie smaczny :D jest rozdział o Flaubercie i jego fascynacji Egiptem.
I piękny cytat o Francji (bardzo adekwatny do naszego klimatu :mrgreen: )
"jestem zniesmaczony powrotem do tego przeklętego kraju, gdzie słońce na niebie widzi się równie często co brylant w świńskiej dupie."
http://www.wprost.pl/ar/2...lebryta/?I=1432

Mowilka - 2010-11-12, 22:23

Podróżowanie to naprawdę sztuka... albo przekleństwo, jak twierdzi jeden z moich autorytetów. No bo czymże ono było dla ludzi, którzy - choć bardzo chcieli - nie mogli nigdzie zagrzać miejsca, bo wojny i konflikty przeganiały ich z miejsca na miejsce? Ale dziś podróż to przyjemność, luksus, rozrywka...Chętnie przeczytam sobie tę książkę - dziękuję za jej wskazanie! ten temat mnie bardzo interesuje.
GosiaJG - 2010-11-13, 19:07

I ja dziękuję za polecenie, juliette. :kwiaty: W temacie "okołopodróżniczym" - przypominam sobie fragmentami "Heban" Kapuścińskiego i po raz kolejny stwierdzam, że nie znam nikogo, kto tak genialnie umie pisać, a jednocześnie nie ma w nim ani grama pogardy dla tych, o których pisze. Wręcz przeciwnie - fascynacja, zaciekawienie, próba zrozumienia.
juliette - 2010-11-14, 00:01

Ech, sporo się ciekawych i nietypowych książek ukazuje, tylko niestety warszawskie biblioteki mają coraz mniej pieniędzy :-? . Przyszły rok zapowiada się naprawdę kiepsko. A tu jeszcze vat.
http://forum.nowyebib.inf...opic.php?id=168

A dyrektor Instututu Książki i Czytelnictwa wielce zadowolony :roll:
http://wyborcza.pl/1,7684...biblioteki.html

Hermia - 2010-11-14, 07:33

No jasne, że zadowolony, przecież każdy przyjdzie do pięknego budynku oglądać stare książki. Nowych nie będzie. Smutne to wszystko.
Hermia - 2010-11-25, 09:43

Będzie post pod postem, ale daty różne więc chyba nie przeszkadza.
Zaczęłam wczoraj czytać, pochłonęłam pół książki i muszę o niej napisać. Anne B. Ragde "Ziemia Kłamstw"- surowy, skandynawski klimat, świetnie napisana, szczerze polecam.
Jest to saga rodzinna. Trzech braci: Erlend pracuje jako dekorator wystaw w Kopenhadze, Margido ma własny zakład pogrzebowy a najstarszy Torn jest hodowcą świń. Bracia różnią się tak bardzo, że aż trudno uwierzyć w pokrewieństwo ich łączące.
Książka w sam raz na zimne wieczory.

Mowilka - 2010-11-25, 18:59

W Skandynawii podobno terapeuci zalecają pisanie jako lek na chandrę i pleniącą się pod pochmurnym niebem depresję. Stąd taki wysyp talentów. Ja się zaczytuję ich kryminałami. Dzięki Hermio :kwiaty:
A swoją drogą: dzięki Twojej rekomendacji przeczytałam Kartografię i zakochałam się w tej książce, po prostu bez pamięci. Zaszalałam i sprowadziłam sobie przez Empik kolejną powieść Kamili Shamsie, Broken Verses. Bałam się, czy dam radę przeczytać, bo ona ma język bogaty, barwny i giętki. Ale dałam radę. Tym razem bohaterka, Aasmani, jest kobietą 32 - letnią, można powiedzieć - po przejściach. Choć żyje otoczona miłością ojca, macochy, przyrodniej siostry i szwagra, jest poraniona i nieszczęśliwa, musząc przez całe życie zmagać się z cieniem i nieobecnością matki w jej życiu. Samina była kobietą większą niż życie - piękną, niezwykłą, odważną. Była wybitna działaczką opozycyjną, związaną wielką miłością z największym poetą swoich czasów. pewnego dnia odnaleziono jego zmasakrowane ciało, a ona popadła w depresję, a potem zniknęła. Aasmani do dziś ie wie, czy matka żyje i czy kiedykolwiek kochała swoje dziecko, owoc nieudanego małżeństwa. Pewnego dnia w nowej pracy spotyka przystojnego, intrygującego mężczyznę, syna największej aktorki Pakistanu, przyjaciółki Saminy. I zaczyna dostawać listy pisane tajemnym kodem jej matki i Poety....
Wciągająca, ale pełna bólu i udręki powieść i wieloma watkami politycznymi. Czyta sie świetnie (łyknęłam ją mimo problemów językowych, chyba w tydzień). Jednak chyba nadal moją miłością wśród książek pani Kamili pozostanie Kartografia, a zaraz po niej Sól i szafran.

GosiaJG - 2011-02-15, 21:15

Kasia-Gauri powiedziała dała mi dziś znać, że pojawiło się "Życie codzienne w Delhi":
http://www.dialog.edu.com...&product_id=431
Czytałam kilka książek z tej serii - o Pekinie, Londynie i muzułmańskim Paryżu. Wszystko zależy od autora - zdarza się, że w książkach pojawiają się stereotypy, niektóre informacje są powierzchowne, ale ogólnie - czyta się je dobrze i można się dowiedzieć kilku rzeczy.
Informacja o autorce daje nadzieję na naprawdę ciekawy obraz życia w Delhi.

pawan - 2011-02-15, 22:44

GosiaJG napisał/a:
"Życie codzienne w Delhi":


Właśnie ją zakupiłam :lol:

Mowilka - 2011-02-21, 21:01

Jeszcze nie wiem, czy warto... ale poraziło mnie dziś przeznaczenie :D . Kupiłam bilet do kina, a że do seansu mialam jeszcze około godziny, wstąpiłam do Empiku, żeby się ogrzać i kupić sobie coś do czytania. I zamiast kryminału Franka Tallisa, natrafiłam na... Shobhę De! Wyobrażacie sobie mój wstrząs?
Bollywoodzkie noce
http://merlin.pl/Bollywoo...t/1,776038.html

... czyli branża filmowa od kuchni i kulis - odrażających, brudnych, złych :jupi:

GosiaJG - 2011-03-01, 19:23

I co, Mowilko, czytałaś już tę Shobhę? Bo ja mam do niej chyba jednak raczej niechętny stosunek, ale jeśli książka będzie warta uwagi, chętnie się z nią zapoznam.

Czytałam ostatnio o nowej książce Zadie Smith, zbiorze esejów "Jak zmieniałam zdanie", i postanowiłam sobie powtórzyć "Białe zęby", powieść, którą kiedyś przerwałam na ostatnim chyba rozdziale. I rzeczywiście, ten ostatni rozdział lekko rozczarowujący. Ale tylko "lekko". Po prostu powieść utrzymuje taki poziom, że człowiek chyba spodziewa się na końcu nie wiadomo jakich fajerwerków. :)

Akcja rozgrywa się w Londynie - w 1974, 1984, potem na początku lat dziewięćdziesiątych. Poza tym są retrospekcje do czasów II wojny światowej, początku XX wieku, a nawet - połowy wieku XIX, do powstania Sipajów (bo jeden z bohaterów twierdzi, że jego prapradziadkiem był Mangal Pandey).
Akcja koncentruje się głównie wokół losów dwóch rodzin - Jonesów (Archibald, biały Anglik, prawie 30 lat starszy od swojej drugiej żony, pochodzącej z Jamajki Clary; córka Irie) i Iqbalów (Samad i Alsana, bengalscy muzułmanie, też spora różnica wieku; synowie bliźniacy, Magid i Millat). Fantastycznie napisana, z nerwem, konkretnie, soczyście, powieść dotyczy w dużej mierze tożsamości imigrantów pierwszego i drugiego pokolenia, ich problemów, ich prób znalezienia złotego środka pomiędzy asymilacją a zachowaniem tradycji. Pokazuje dosadnie ich pękające marzenia, zwykłe i przyziemne, ich codzienność, na którą nieustannie wpływa przeszłość.

Polecam.

Mowilka - 2011-03-01, 22:17

O-o-o - dzięki za polecenie. Poszukam sobie.

Przed Shobhą, jak można się było spodziewać, powinnam raczej ostrzec, niż zachęcać. Marniutka niby-literatura w stylu Jackie Collins, która może zachęcić chyba tylko pieprznymi wstawkami. Jeśli ktoś to lubi... takie Żony Hollywood po indyjsku. Jeśli lubicie tego typu "demaskatorską" literaturę, to wybierzcie Bollywood (autora nie pomnę). Plasuje sie o co najmniej 10 oczek wyżej.

pogoda - 2011-03-01, 23:46

Gosiu, dzięki za zachętę, spróbuję jeszcze raz się z "Białymi zębami", bo kiedyś przerwałam, już nie pamiętam, czemu.

Ostatnio skończyłam książkę o trochę podobnej tematyce "Księgę domu Szeferów" Tamar Yellin. Akcja książki dzieje się głównie Jerozolimie, przenosi się jednak czasem do Tel Awiwu i Anglii, w której wychowała się główna bohaterka, Szulamit. Szulamit zawodowo zajmuje się studiowaniem Biblii, żyje w ciągłym zawieszeniu, uciekła od swoich żydowskich korzeni, ale nie potrafi stworzyć sobie nowego życia. Przybywa do Jerozolimy, bo rodzinny dom jej ojca, w którym jako dziewczynka spędzała wakacje ma zostać zburzony i chciałaby go jeszcze raz zobaczyć. Razem z Szulamit poznajemy historię jej rodziny, zaczynającą się od Szaloma Szefera ze Skidla, który ze Skidla przeniósł się do Bielska, a tam dopadła go tęsknota za Jerozolimą, choroba i przekazywana następnym pokoleniom niestrawność.
Na przemian śledzimy zagłębianie się Szulamit w historię rodu oraz spór Torę, być może błędną, być może tą jedyną właściwą, która znalazła się w posiadaniu Szeferów, a którą każda gałąź rodu chciałaby dla siebie.
Książka jest sagą rodziną, opowieścią o tym, jak kochając można krzywdzić i o szukaniu swego miejsca i tożsamości. Książka też barwnie przedstawia dawną i dzisiejszą Jerozolimę, początki Tel Awiwu, miasta mirażu i jego dzisiejszą żywotność.

Przeczytałam też w końcu "Kobiecą agencję detektywistyczną nr 1", Vita mi pożyczyła. I zakochałam się w tej książce jutro odbieram moją własną i jeszcze trzy kolejne tomy. :D

Mowilka - 2011-03-03, 16:28

Z kioskowej serii Dynastie świata widziałam dziś Osmanów (to dla wielbicieli Orientu i Turcji) oraz Wielkich Mogołów
alma_verde - 2011-03-08, 02:23

A ja przeczytałam właśnie Uśmiechy Bombaju Jaume Sanllorente.
Nawet nie wiem od czego zacząć. Książka - a może raczej książeczka, bo jest dość cienka i niewielka, ot, taka mała niepozorna. Za to jej zawartość....
Jest to historia dziennikarza, Hiszpana, który czując poniekąd pierwsze oznaki przemęczenia i wypalenia postanawia pojechać na miesiąc na wakacje. Planował udać się do RPA, a finalnie daje się namówić na wyjazd do Indii. Jego pierwsze wrażenia są jak najgorsze. Upał nie do zniesienia, brud, smród który uderza go zaraz po wyjściu z samolotu, morze ludzi na ulicach. Pierwszej nocy prawie nie śpi myśląc co za licho go podkusiło, żeby tu przyjechać. Jednak dzień po dniu uczy się lubić ten kraj. Nawet więcej, polubił go tak bardzo, że po powrocie do Barcelony nie może sobie znaleźć miejsca. Jedzie więc po raz drugi - tym razem do Bombaju. Poznaje tam ludzi mieszkających w slumsach, widzi ogromną ich biedę, poznaje losy dzieci sprzedawanych do domów publicznych. To wszystko wstrząsa nim do głębi, tak bardzo - że po powrocie do Hiszpanii, w wieku dwudziestu kilku lat podejmuje decyzję - wraca do Indii, ale już nie jako turysta. Chce tam mieszkać i pomagać dzieciom, gdyż to ich oczy, ich losy poruszyły go najbardziej. Zakłada fundację "Sonrisas de Bombay" (tytułowe Uśmiechy Bombaju), która pomaga dzieciom, w dużej mierze z kasty niedotykalnych, stwarzając im godziwe warunki dorastania i nauki, dając im szansę na lepsze życie.

Ta książka zrobiła na mnie duże wrażenie - napisana jest lekko, prosto, z serca. W zasadzie można powiedzieć że pisało ją samo życie. Skłania do refleksji nad tym, co mamy - a czego nie doceniamy. Jest jak potwierdzenie słów Konfucjusza A journey of a thousand miles begins with a single step.

Polecam także zaglądnięcie na stronę fundacji, szczególnie do galerii :
SONRISAS DE BOMBAY

Hermia - 2011-03-08, 10:12

Alma_Verde dziękuję za recenzję, trzymam książkę w przechowalni w merlinie i ciągle nie mogłam się zdecydować na zakup. Teraz wiem, że warto.
Zaczęłam czytać "Odkrycie nieba"Harrego Mulischa, podobno to najgłośniejsza powieść powojennej Europy, ale jeszcze nie mam zdania.

GosiaJG - 2011-03-13, 11:29

Ja też dziękuję za polecenie "Uśmiechów Bombaju".

Czytam ostatnio po kawałku do poduszki "Wampira. Biografię symboliczną" Marii Janion, dostałam na Dzień Kobiet (chociaż, Bogiem a prawdą, to się momentami mało na czytadło do poduszki nadaje ;) ). Zawsze się trochę boję takich książek, bo nie jestem pewna, czy zrozumiem. Ale okazało się, że nie jest tak źle. :) Książka jest napakowana ogromną ilością faktów i odniesień, na każdej stronie i w przypisach, ale przy tym fascynująca. W drugiej części zgromadzono niektóre teksty, do których odnosi się autorka (chociaż odwołuje się równie często do filmów, jak do literatury).
Wczoraj, czytając przed snem o uśmiercaniu wampirów, zastanawiałam się, jakie jest zdanie Janion na temat tego, co w ostatnich latach uczyniono z mitem wampira, przekształcając te istoty w sympatyczne i mdłe, głupawe ludki, a przerażające wilkołaki w słodziusie i milusie chłopiątka.

an87 - 2011-03-13, 17:55

Ostatnimi czasy zassałam wręcz błyskawicznie Intruza Stephanie Meyer (tej od wampirów). Leciutka fantastyka, jeśli ktoś lubi polecam. Czyta się jednym tchem.
Oto mamy Ziemię zamieszkałą przez ludzi, ale czy na pewno? Od jakiegoś czasu Ziemia jest w tajemnicy kolonizowana. Nie są to krwiożerczy kosmici, a Dusze. Pokojowo nastawione, czyste, eteryczne i piękne Dusze. Przybywają do naszego świata w kapsułach, by po przybyciu zostać wszczepionymi w ludzkie ciało. Po całej operacji pozostaje na karku ledwie widoczna różowa blizna. Ludzie łagodnieją, przestają ze sobą walczyć, nastaje ogólna szczęśliwość i kraina łagodności. Jednak znajdują się tacy, którzy nie chcą się zgodzić na posiadanie w sobie pasożyta . Uciekają przed Łowcami, walczą o swoją wolność. Jedną z nielicznych LUDZI jest Melanie. Podejmuje trudną walkę i ucieczkę przed Łowcami. Niestety zostaje schwytana i poddana operacji wszczepienia. W jej ciele zamieszkuje Wagabunda – dusza, która żyła w wielu światach. Z reguły ludzie poddają się bez walki, ale Melanie stawia wściekły opór. Kiedy Wagabunda przeszukuje jej wspomnienia w poszukiwaniu śladów prowadzących do innych rebeliantów, uwięziona dusza prezentuje jej obrazy ukochanego Melanie – Jareda. Wagabundę coraz bardziej intryguje mężczyzna i miłość. Zaczyna tęsknić... Pomimo ciągłych waśni i sporów, kobietę i duszę zaczyna łączyć wspólny cel – poszukiwanie Jareda.
Książka jest pasjonującą historią o potędze miłości oraz istocie człowieczeństwa. W necie piszą, że to thriller psychologiczny. Jest mroczna atmosfera i zawiła intryga, a także walka psychiczna, jaka toczy się między głównymi bohaterami. Polecam tym bardziej, że kończy się intrygująco a czyta się piorunem.

juliette - 2011-03-13, 18:34

"Wampir..." w opracowaniu Marii Janion to smaczny kąsek. Z naszej wypożyczalni jakaś świnka zwinęła tę książkę, niestety. :-?

A tak notabene polecania - jeśli nie czytałyście kryminałów Patrycji Higsmith z serii o Tomie
Ripleyu (nie daj Bóg nie oglądajcie ekranizacji z Mattem Damonem jako TR, już raczej tę starą "W pełnym słońcu" Rene Claira z Alainem Delonem :D ) - to z czystym sumieniem mogę polecić :D
http://en.wikipedia.org/wiki/Tom_Ripley

Mowilka - 2011-03-14, 20:17

Gosiu, będziesz dobrą koleżanką? Bo ja na tego Wampira pani Janion ostrzę sobie zęby od kiedy się ukazał. Pożyczysz kiedyś? :kwiaty:
A jako wielbicielka kryminałów dopisuję panią Higsmith do listy "do przeczytania." I od razu polecam moje dwa zauroczenia. Jedno ma juz kilka lat, drugie jest całkiem świeże. A oba dotyczą wielonarodowościowych imperiów na progu rozpadu i kryminałów "z myszką."
Jason Goodwin jest angielskim historykiem, o ciekawych i szerokich zainteresowaniach - do jego kosmosu należy miedzy innymi Polska. I Orient. Z takiego połączenia wyszły dwie powieści kryminalne, których akcja dzieje sie w Stambule u schyłku panowania imperium Osmanów. Drzewo janczarów i Kamienne węże to wielowątkowe, zaskakujące, nie pozbawione makabry powieści kryminalne, w których rolę detektywów pełnia zaufany eunuch dworu cesarskiego, Jeszim i jego przyjaciel, ambasador nie istniejącej na mapach Polski - Stanisław Palewski. Jest zagadka, jest historia, ale i przepych, wspaniałość i nędza sułtańskiego Stambułu. Czyta się wspaniale i wspaniale, wraz z bohaterami, krąży po tym niezwykłym mieście.
Druga para detektywów to inspektor Reinhard i jego przyjaciel i konsultant, psychiatra, doktor Lieberman. Obaj wyjaśniają zaskakujące zbrodnie dokonywane w c.k Wiedniu na przełomie wieków, kiedy to jeszcze dwór cesarski z jego splendorem ma się dobrze, ale ciemne chmury zaczynają nadciągać coraz bliżej. Cykl ma cztery tomy (przetłumaczone na polski), a ja czytałam dwa, Wiedeńską krew i Nadciąga mrok, a teraz jestem w trakcie Zgubnych kłamstw. Niechętni mówią, że w tych powieściach tło skupia więcej uwagi, niż zagadka kryminalna, ale dla mnie to zaleta. Wiedeń, jego wielonarodowościowa społeczność, rodzący się faszyzm, rozkwit freudyzmu... - świetne, polecam.

I jeszcze jedno nowe odkrycie (a będzie ich więcej) - czyli pani Preethi Nair. To kolejna, po Kamili Shamsie, pani NRI mieszkająca w Londynie, ale korzeniami tkwiąca na Subkontynencie. Bardzo podobała mi się pierwsza jej książka, którą czytałam, Sto odcieni bieli - opowieść o babce, matce i córce, trzech pokoleniach kobiet, trzech absolutnie różnych nurtach życia i doświadczeniach. Pięknie się to czyta, a po przeczytaniu książka pozostaje gdzieś w zmysłach, bo pełna jest wspaniale opisanych smaków, zapachów, aromatów potraw. Indyjskich potraw.
Druga jej powieść, Kolory miłości, też na bohaterów obiera sobie rodzinę NRI. Ojciec i matka, mimo londyńskiego adresu, nadal są do szpiku kości Indusami. Córka, prawniczka Nina, jest już przede wszystkim sobą - uzdolnioną malarką, która nikomu nie przyznaje się ani do talentu, ani do pasji, dopóki jej życie nie wywinie koziołka. Tutaj z kolei ze świata przypraw i smaków trafiamy w świat kolorów, farb, światła mistyki malarstwa. Czytałam, kiedy byłam pogrążona w dole głębokim na kilka kilometrów - książka wspaniale dodała mi skrzydeł.

an87 - 2011-03-15, 14:43

Na smutny nastrój, na rozweselenie. Istne szaleństwo!!!
Wszystko czerwone polecam Chmielewskiej.
Ponieważ w pracy jestem akurat od kilku dni strasznie zarobiona to sobie czytam pokwikując radośnie!!!
Kocham, uwielbiam!!! Jest to bodaj najlepsza książka Chmielewskiej.

monia1990 - 2011-03-15, 14:51

an87 napisał/a:
Na smutny nastrój, na rozweselenie. Istne szaleństwo!!!
Wszystko czerwone polecam Chmielewskiej.
Ponieważ w pracy jestem akurat od kilku dni strasznie zarobiona to sobie czytam pokwikując radośnie!!!
Kocham, uwielbiam!!! Jest to bodaj najlepsza książka Chmielewskiej.

Potwierdzam. To jedna z moich ukochanych książek Chmielewskiej.
Mam też wielki sentyment do "Romansu wszechczasów", ponieważ to była pierwsza książka Chmielewskiej, którą przeczytałam.
Zresztą w ogóle ta autorka ma niesamowity talent do łączenia kryminału i komedii. Ile ja miałam śmiechu przy jej książkach.

GosiaJG - 2011-03-15, 15:15

Mowilka napisał/a:
Pożyczysz kiedyś? :kwiaty:

Jasne, żaden problem. Co prawda jest trochę chaotyczna, a jeden rozdział autorka mogła sobie darować, ale i tak moim zdaniem jest warta uwagi. Nie wiem, czy w Polsce powstał podobny tekst (tzn. zbierający "wampiryczną wiedzę" do kupy).
an87 napisał/a:
Leciutka fantastyka, jeśli ktoś lubi polecam. Czyta się jednym tchem.

Czy to znaczy, że Meyer nauczyła się pisać? Serio pytam. Serię "Zmierzchu" można przeczytać bardzo szybko, bo treści tam niewiele, ale jest to tak źle napisane, że (prawie) w całości dałam radę tylko pierwszą część (żeby wiedzieć, w czym rzecz). Ale "Intruz" to już kolejna książka tej pani, więc chyba powinna być lepiej napisana.

an87 - 2011-03-15, 15:40

Gosiu książka jest napisana bardzo lekko, łatwo się ją czyta. Są ładne, bardzo plastyczne opisy. Trudno mi porównać ją ze Zmierzchem bo nie czytałam. Interesująca intryga, przemyślane charakterologicznie postaci. Tak pewnie się nauczyła pisać.

A to wyjątek z Wszystko czerwone, przy którym popłakałam się ze śmiechu.
Intryga: któryś tam trup z kolei na kanapie Alicji. Pojawia się policja. Muldgaard duński policjant (mój idol!) mówiący po polsku...
- Ja bardzo proszę - rzekł pan Muldgaard z naciskiem. - Żadne więcej goście!
Kategorycznie, gwałtownie i z zapałem Alicja przysięgła, że nikogo więcej nie wpuści za próg domu. Nawet gdyby następni mieli nocować na dworcu kolejowym!
- Pan podrapano na głowa i pani Biała Glista ja takoż proszę won! :haha: :haha: :haha: :haha:
Akurat w tym momencie Biała Glista wyszła z pokoju i usłyszała ostatnie słowa. Nie zdołała się opanować.
- Co takiego? - spytała, patrząc na pana Muldgaarda wzrokiem zaskoczonej harpii.
Pan Muldgaard, żeby nie było wątpliwości, stanowczym gestem pokazał ją palcem, zanim zdążyliśmy go powstrzymać.
- Pani Biała Glista i ten pan proszę precz! Odjazd! :haha: :haha: :haha:
Białej Gliście zabrakło tchu. Nam też. Nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, że pan Muldgaard zasłyszane miano potraktuje poważnie i uzna je za nazwisko. Ujawnianie przed Bobusiem i jego ukochaną wszystkich naszych uczuć nie leżało w niczyich zamiarach, a od lat używane określenie stanowiło naszą słodką tajemnicę.

alma_verde - 2011-03-15, 17:26

Tak, to są zdecydowanie i moje ulubione fragmenty tej książki, którą kocham... :haha: :haha:

Aż nabrałam ochoty na powtórkę :sli:

an87 - 2011-03-15, 18:42

Uwielbiam takie powtórki, zwłaszcza gdy czyta się je szybko i przyjemnie a w środku na 100% można się spodziewać dużej dawki dobrego humoru. Chyba następne na tapetę wezmę Całe zdanie nieboszczyka. :mrgreen:
Mowilka - 2011-03-15, 18:59

Pierwsze pytanie pana Muldgarda - o ile pamiętam - brzmiało Azali były osoby mrowie a mrowie? :haha: :haha: :haha:
Uwielbiam Wszystko czerwone. I Boczne drogi, w której Chmielewska z rozkoszą opisała swoje ciotki, mamusię i ojca.

alma_verde - 2011-03-15, 19:18

Jeszcze Wszyscy jesteśmy podejrzani zaliczam do jednej z lepszych książek Chmielewskiej - płakałam przy niej ze śmiechu podobnie jak czytając czerwone ... :haha:
an87 - 2011-03-15, 19:27

I jeszcze kwiatuszki w ten deseń:
- Ta dama - upewnił się - to wasza mać?
- Kogo zewłoka pani życzy sobie tu?
- Zadziwienie odczuwać należy - rzekł. - Nader nieordynarny spożyły jad osoby nieżywe. Analiza opowie nam lubo też nie. Co spożyły osoby nieżywe?
- Narząd morda posiadamy - rzekł. - Azali kto jego wie?
- Zewłoka była poniewierana - oświadczył z wyraźną naganą. - Zabito poza wrota, na kuluaru. Morderca stoił tu. - To mówiąc, ustawił się obok maszyny do szycia. - A nadspodziewana osoba, która go zaskacze, spoziera od tu.
- Morderca pragnie pani życie pozbawić - rzekł. - On chadza wkoło. On ma powoda. On poszukiwa. Dziwne. On zabija pani i potem inne, mrowie osoby, poszukiwa takoż. Potem znalazywa i wie, kto on jest. Dla jakiego powoda on pragnie pani śmierć? :haha:

Hermengilda - 2011-03-15, 20:11

Kocham polszczyznę pana Muldgarda :D , po prostu uwielbiam :) . On się chyba na Biblii Wujka uczył :) .
an87 - 2011-03-15, 20:15

Znalazłam jeszcze takie cudo:
Nie moja to afera - powtórzył. - Moja afera jest morderca. Ale moje kolegi, przyjacioły i wspólne robotniki, one gryzieją inne afery. One miały facet, dawno, wiele laty przódy. Facet poszła won oraz nigdy nie wraca. Uwięzion winien być. Facet wykonywa podła praca w odmienne kraje dla...

Epidemia panuje na pamięć. Dama od przejechany winna rozpoznać. Wszystkie osoby ja proszę świadki!

irwomen - 2011-03-15, 21:56

"Wszyscy jesteśmy podejrzani" to pierwsza ksiażka Chmielewskiej, jaką przeczytałam. Te jej wizje... no i diabeł. Ma coś w sobie.
Ale uwielbiam Basieńkę Maciejakową z "Romansu wszech czasów", roztargnienie Alicji, która zgubiła trzymetrowe karnisze, przeliczanie ropy na wanny, wyłamywanie się z lochu za pomocą szydełka, rozmowy dozorcy z Jaśnie Wielmożną Panią, Lesia, autobiografię Chmielewskiej, szalone wygrane na wyścigach, itd.
Aaa... no i flama, Biała Glista :lol:

khosia - 2011-03-15, 22:02

Ja tam na kocham "całe zdanie nieboszczyka", jak lata z młotkiem i tłucze wszystkich :)
I Lesia - jak się przebrnie przez 1 rozdział to cała reszta jest zabójcza :) Kał basa? Nie, mocz tenora. :) Uwielbiam :)

Mowilka - 2011-03-15, 22:08

Przy Lesiu prawie się pochorowałam ze śmiechu. Barbaro! Są tu buty, których śpiew byłby milszy pani uszom! I napad garbatych na pociąg. I zamach na personalną przy pomocy lodów. I Bobek i jego kał basa
A wydłubywanie się szydełkiem z kazamatów z Całego zdania nieboszczyka mogę czytać bez końca :haha:

an87 - 2011-03-15, 22:17

A w Dzikim białku zbieranie przez Karolka stonki na polu celem odesłania jej do Ameryki? :haha:
Hermengilda - 2011-03-15, 22:39

A łoś na trakcji trolejbusowej w Lublinie ??? to chyba było w Dzikim białku - kwiczałam ze śmiechu tym bardziej, że tymi trajtkami to nieraz zdarzało mi się jeździć :) . :haha:
Hermia - 2011-04-19, 11:53

Skończyłam czytać książkę Rakesha Satyala „Błękitny chłopiec”. Narratorem i głównym bohaterem powieści jest 12-letni Kiran. Jego rodzice są indusami, przybyli do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Dzięki ciężkiej pracy zbudowali piękny dom w Ohio, mama kocha zakupy, tata pracuje i ich jedynym problemem jest syn. Kiran kocha lalki, maluje się po kryjomu kosmetykami mamy, uczęszcza na balet. Jest wrażliwym na piękno chłopcem. Rodzice jednak nie bardzo wiedzą jak mają się zachować i jak zaakceptować „inność” syna.
Kiran natomiast szuka akceptacji. Sam nie wie kim jest. Szuka też przynależności. Nie czuje się do końca Indusem, chodzi z rodzicami do świątyni i na spotkania rodaków, ale kiepsko zna hindi, nie odnajduje się w grupie dzieciaków. W amerykańskiej szkole nie ma kolegów o jego kolorze skóry, a szkolni koledzy raczej z niego szydzą, wyśmiewając zarówno pachnący curry lunch jak i dziwne zainteresowania Kirana.
Jedyną szansą jest kolejny konkurs talentów, który według chłopca może zmienić wszystko. Kiran zauważa też, że jego skóra przybiera błękitny odcień. Czyżby był ostatnim wcieleniem Kryszny?
Młodzieniec próbuje odnaleźć w sobie też inne pierwiastki boskości. Odkrywa też własną seksualność.
Książka porównywana jest w recenzjach do powieść Rushdiego (moim zdaniem chyba tylko z powodu długich, szczegółowych opisów), do „Życia Pi” Matela( w obu książkach bohaterami są chłopcy z Indii, w podobnym wieku i obaj podejmują rozważania o religiach). Niektórzy sugerują, że Kiran ma skłonności homoseksualne, lub, że jest transwestytą. Dla mnie to opowieść o szukaniu akceptacji, o poczuciu odrzucenia, samotności wśród tłumu. Typowe problemy nastolatka o każdym kolorze skóry, na całym świecie. Każdy z nas był chociaż raz w swoim życiu Kiranem. I liczył, że coś, festiwal talentów, sprawdzian, nowa praca da nam oczekiwaną przynależność do grupy.
Rakesh Satyal podobnie jak bohater jego książki urodził się w Ohio. Kocha jazz, jest dobrze zapowiadającym się kucharzem, pracuje jako redaktor w Harper Collins. „Błękitny chłopiec” to jego debiut literacki. Uważam, że całkiem udany.

GosiaJG - 2011-04-21, 22:20

Od kilku dobrych tygodni, jako że czasu mało, a powieść sporych rozmiarów - tonę w kolejnych stronach "Czarodziejki z Florencji". Pamiętam, jak kilka z Was zachwycało się tym, jak to jest napisane. To prawda - słowa, zdania i obrazy wciągają, zasysają jak zaczarowany arras albo mozaika. Nie można się oderwać.
Książka przesycona jest zmysłowością; zapachy, kolory, ludzie, wnętrza, ulice - wszystko opisywane jest w niezwykle intensywny sposób. I chyba celowo autor tak manipuluje planami, chronologią, żeby czytelnik zagubił się w tej opowieści, żeby przestał rozróżniać, co jest rzeczywistością, a co zmyśleniem.
Fascynujący jest ten obraz Wschodu i Zachodu.

Mowilka - 2011-04-21, 23:31

Salman Rushdie to czarodziej języka. Prawda, jak kunsztownie skonstruowane są zdania w tej powieści? A te zdania układają sie w obrazy, sceny, opisy ludzi i ani się obejrzysz, jesteś w innym świecie, oczarowana jak kobra, której przygrywa zręczny fakir.
Jak tylko skończę serię o Mitford (do czego wcale nie tęsknię, żal mi będzie rozstawać się z bohaterami), czekają Szatańskie wersety.

GosiaJG - 2011-05-03, 14:52

Skończyłam parę dni temu "Czarodziejkę...". Oklaski należą się też tłumaczowi, który nie zepsuł fascynującego języka Rushdiego.
Zastanawiam się tylko nad pojawiającymi się tu i ówdzie w opisach czy recenzjach (poczytałam sobie trochę po lekturze powieści) opiniami o szokujących scenach erotycznych. Miłość zmysłowa jest istotnym składnikiem fabuły, ale gdzie to szokowanie?

"Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczpospolitej" Sławomira Kopera - czytał ktoś? Słyszałam wczoraj entuzjastyczną opinię w mediach, a jako że epoka i jej twórcy mnie interesują, pomyślałam, że może warto się z tym tekstem zapoznać. Dziś w sieci znalazłam jednak informacje, że książka jest w dużym stopniu kompilacją innych tekstów. Nie mam także ochoty na jakiś zbiór ploteczek. Może więc warto sięgnąć po coś innego na ten temat?

virgo - 2011-05-05, 14:27

GosiaJG napisał/a:
"Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczpospolitej" Sławomira Kopera - czytał ktoś?

Jakiś czas temu czytałam (bodajże w "Pani") fragmenty tej książki, które zachęcały do przeczytania całości, ale opinie w sieci na razie mnie zniechęciły do zakupu.

Przy okazji dzisiejszego meczu, który Rycerze grają w Kerali :kciuki: przypomniała mi się książka, którą niedawno przeczytałam - "Bóg rzeczy małych" Arundhati Roy.
A. Roy to także autorka scenariusza "In Which Annie Gives It Those Ones" (jej mężem jest reżyser "In..." - Pradip Krishen). Co prawda w polskim wydaniu "King of Bollywood" tłumacz trzyma się tego, że Arundhati Roy to mężczyzna, ale to nieprawda.

Akcja książki jest skupiona wokół losów bliźniąt - Rahel i Esthapana. W dzieciństwie przybyli oni ze swą świeżo rozwiedzioną matką (Ammu) do jej rodzinnego domu w południowoindyjskim stanie Kerala. Rodzina - babcia, ciotka i wykształcony w Oxfordzie wuj - marksista, to zamożni syryjscy chrześcijanie. To, że Ammu jest rozwiedziona ma oczywiscie wpływ na jej status w domu rodzinnym, który "zhańbiła". Jej życie powinno się skupić wokół wychowania dzieci, tymczasem ona zakochuje się i przeżywa gorący romans z niedotykalnym, którego wedle prawa kastowego nie powinna nawet dotknąć (jego ojciec w przeszłości zacierał ślady swych stóp, by dotykalni nie skalali się chodząc po nich).
Ta zakazana miłość skutkuje tragicznymi wydarzeniami, w następstwie których 7-letnie bliźnięta okrutnie zmanipulowane przez ciotkę zostają rozdzielone (Esthę odesłano do domu ojca), a ich dzieciństwo zostało brutalnie zakończone. Kilkanaście godzin ma wpływ na ich całe późniejsze życie.

Książka mi się podobała. Autorka bawi się językiem, pisze bardzo poetycko.
Spodobał mi się dowcip, który wuj bliźniąt opowiadał swojej przyszłej brytyjskiej żonie:
Był sobie człowiek, który miał bliźniaki - Pete'a i Stuarta. Pete był optymistą, a Stuart pesymistą.
Z okazji trzynastych urodzin ojciec dał Stuartowi drogi zegarek, zestaw stolarski i rower, a pokój Pete'a wypełnił końskim łajnem.
Kiedy Stuart otworzył swoje prezenty, narzekał przez całe przedpołudnie. Nie chciał zestawu stolarskiego, nie chciał zegarka, a rower miał nie takie opony jak trzeba.
Kiedy ojciec poszedł do pokoju Pete'a - optymisty - nie zobaczył Pete'a, lecz usłyszał, ze ktoś z furią pracuje łopatą i ciężko dyszy. Końskie łajno fruwało po całym pokoju.
- Co ty u licha wyprawiasz? - krzyknął ojciec do Pete'a.
Spod pokładów łajna dobył się głos: Ojcze - powiedział Pete - jeśli jest tu tyle gówna, to musi gdzieś tu być konik.
:mrgreen:

GosiaJG - 2011-05-05, 16:04

"Bóg rzeczy małych" jakoś mnie omija. :( Przeczytałam kiedyś fragmenty, dawno temu, książkę chciałam przeczytać, była nawet w bibliotece, do której kiedyś należałam - i ktoś ją sobie przywłaszczył. Próbowałam kupić i akurat nie było.
Dzięki za przypomnienie. :kwiaty:

virgo - 2011-05-06, 11:55

Jakoś w tym czasie gdy czytałam "Boga rzeczy małych", znalazłam w "Wysokich obcasach" z 1999 roku tekst Piotra Pacewicza, który rozmawiał w Delhi z Arundhati Roy o jej książce. Wrzucam tutaj skany. Spoilerów właściwie nie ma, bo książka nie jest napisana chronlogicznie, już na początku znane są najażniejsze fakty.



GosiaJG - 2011-05-07, 20:21

Dzięki, virgo! :kwiaty: Czytałam ten artykuł lata temu, pewnie wtedy, gdy się pojawił (nie wiedziałam, że WO już od tak dawna czytuję ;) ), bardzo możliwe, że właśnie po jego lekturze zapragnęłam przeczytać książkę. Z przyjemnością sobie go przypomnę.
Mowilka - 2011-05-07, 22:54

A ja sięgnę po książkę :kwiaty: Czytałam ją, ale po angielsku, w ramach ćwiczenia i pamiętam jedynie wrażenie bogactwa języka i dziwacznej, nierealnej atmosfery.
pawan - 2011-06-04, 23:18

Jestem po lekturze "powieści" Suketu Mehty " Maximum city. Bombaj". Napisałam słowo powieść w cudzysłowie, gdyż jestem wyczulona na klasyfikacje genologiczne, a z tego że dziennikarze nazywają ten tekst powieścią, nic nie wynika. Gatunkowo rzecz jest najbliższa reportażowi literackiemu w stylu Kapuścińskiego. Suketu Mehta jest Hindusem urodzonym w Bombaju, który w wieku ok. 14 lat w 1977 wyjechał razem z rodziną z Indii do Ameryki, gdzie skończył szkoły. Mieszkał z przerwami w Nowym Yorku, Paryżu, Londynie i znów w Nowym Yorku. Jego rodzina to kupcy z Gudźaratu, którzy przenieśli się do Kalkuty, a potem do Bombaju. Swoją żonę poznał w samolocie Air India, mieszkała w Londynie, a odwiedzała rodzinny Madras.
Po 22 latach powraca, a raczej przeprowadza sie do Indii z rodziną, do Bombaju i na nowo odkrywa rodzinne miasto. Pierwsze rozdziały książki są poświęcone właśnie tej przeprowadzce, szukaniu mieszkania, załatwianiu spraw biurokratycznych, poszukiwaniu szkoły dla syna, etc. I już te fragmenty są fascynujace dla kogoś, kto nie wie, jak funkcjonuje indyjskie społeczeństwo (wszystko musi byc zalatwiane dzięki znajomościom lub łapówkom). Kolejne części ksiązki są poświęcone ciemnej stronie miasta (przemoc, mafia, gansterzy) i powiązanej z nią stronie rozrywkowej (film).
Nie chcę pisać bardziej precyzyjnej recenzji, tylko po prostu przepiszę kilka reprezentatywnych dla książki i bardziej interesujących dla nas, jak sądzę, fragmentów.

Mowilka - 2011-06-05, 08:54

Pawan, dzięki! Czekam z niecierpliwoscią :kwiaty:
GosiaJG - 2011-06-05, 09:14

Aniu, po tym, jak mi o tej książce pisałaś, jestem już na etapie jej zakupu. :) Dzięki za zamieszczone fragmenty - po ich przeczytaniu mam już jako taką informację na temat jej stylu.
Mowilka - 2011-06-07, 21:18

Zawsze mi się wydawało, że najtrudniej jest stworzyć taki opis przyrody, żeby czytelnik nie przeskakiwał go wzrokiem, ale wczytywał się z lubością. Uwielbiam pięknie dobrane słowa, kocham pisarzy, którzy potrafią je łączyć tak, że powstaje magia - Salman Rushdie jest największym współczesnym czarodziejem słowa. Ale dziewczyny z Południowej Azji mają się czym pochwalić. Tak można pisać o jedzeniu:

Co mogę powiedzieć o tym jedzeniu? Że nic nigdy nie smakowało lepiej? Że gdy próbuję je opisać, słowa mnie zawodzą? Że czasami zdawało mi się, że zjadamy szybciej, niż to fizycznie możliwe, a czasami tak wolno, że przeczyło to wszystkim prawom mechaniki? Że ziarenka ryżu w biryani były napęczniałe, ale niesklejone? Że szafran dosypano szczodrą, ale nie rozrzutną ręką? Że kurczak był tak soczysty, że chciało się śpiewać hymny pochwalne? Mogłabym opowiedzieć wam o aloo panjabi - potrawie z ziemniaków, która przypominała nam, dlaczego cały naród mógłby żyć samymi ziemniakami i umrzeć, gdyby ich zabrakło. Mogłabym wspomnieć o idealnej równowadze użytych w niej przypraw, tak, że prawie widziało się, jak ziarnko gorczycy balansuje na ziarenku kozieradki, a nasionko kminku zastygło na suszonej papryczce chilli. Jeśli to nie wystarcza, przywołam kebaby bihari, których mięso było tak miękkie, że opierało się wszelkim próbom potrzymania go na dłużej w ustach, a jednak zatrzymywało się na kubeczkach smakowych, zanim wdzięcznie ustąpiło miejsca innym, godnym uwagi smakom. Skoro jeszcze mogę spokojnie o tym myśleć, nie padając przy tym na kolana, pozwólcie, że opowiem jeszcze o timatar cut, który znanego wszystkim pomidora przenosi do królestwa imbiru, czosnku, zielonej i czerwonej papryczki chilli, karri pattas i kwaśnego tamaryndowca. Jedząc ten posiłek obcowaliśmy z wiekami sztuki kulinarnej, dopracowywanej na całym subkontynencie. Smaki, które rejestrowaliśmy, były nie tylko smakami potraw, ale również smakami, o których potrawy nam przypominały i smakami zapamiętanymi przez same potrawy.

Kamila Shamsie Sól i szafran

Mowilka - 2011-06-07, 21:52

I takie:

Tworzyła potrawy tak skomplikowane, że czasem były przyrządzane ze stu składników w chybotliwej równowadze, pośród zawiłej i delikatnej osnowy przypraw - wspaniały tryumf złożonej i subtelnej sztuki przyprawiania. Pojedyncze ziarenko czegoś tam, paczek czaego innego, zwilżony koniec palca zanurzony lekko w małej ampułce, a potem w bulgoczącym garnku; naparstek, pudełko od zapałek, łupina orzecha kokosowego pełna ciemnej purpury, głębokiego fioletu, lub pylistej, żółtej przyprawy. Cała mikstura perkotała czasami przez parę dni na węglach, które pełgały tylko najsłabszym płomykiem lub huczały jak palenisko, kiedy rozdmuchała je przy pomocy palmowego liścia. Mięso było ubijane cienko jak jedwab, tak korzenne i wonne, że zmysły się mąciły, sosy były pełne dziwnych sugestii i mrocznych podtekstów, wśród których w jednej chwili stoisz na pewnym gruncie, a w następnej jesteś wciągany pod wodę. Były dania z opóźnionym zapłonem, gdzie właściwy smak eksplodował, przyprawiając o utratę tchu, dobre pół godziny po jedzeniu. Były potrawy delikatne, z niedającym spokoju posmakiem, który naprzykrzał się niczym wspomnienie czegoś, co kiedyś znałeś, ale czego nie jesteś w stanie uchwycić.
Marynowane limony, nadziewane kardamonem i kminkiem, nocne stworzenia warzone na ogniu z wonnego drewna, małe rybki pieczone w zielonych orzechach kokosowych, ryż gotowany na parze z kwiatami nasturcji w bladym wnętrzu łodygi bambusa, grzyby o żółtych i czerwonych blaszkach, pasiaste i nakrapiane.


Kiran Desi Zadyma w dzikim sadzie

an87 - 2011-06-08, 13:12

O matko!!! Nie jestem głodna a ślinianki zaczęły pracować.
Te opisy to niemalże namacalna rozkosz jaką czuła autorka podczas jedzenia.
Czyta się je a w głowie natychmiast wirują obrazy, niemalże można wyczuć zapach przypraw. :mrgreen:

Mowilka - 2011-06-08, 16:40

Prawda? Mam jeszcze jeden taki, opisujący wyrabianie ciasta, tak zmysłowy, że to aż nieprawdopodobne. Tylko muszę znaleźć moją La Cucinę
an87 - 2011-06-08, 17:54

Dawaj go kobieto! :mrgreen:
Mowilka - 2011-06-08, 18:05

Kiedy nie wiem, gdzie książkę wetknęłam :evil:
pogoda - 2011-06-09, 14:03

Pawan, też dziękuję za fragmenty " Maximum city. Bombaj". :kwiaty:

Mowilko, akurat byłam juz trochę głodna, po tych opisach muszę coś zjeść zaraz, bo mnie ściska, bardzo sugestywne.

A propos jedzenia, ale i książek z serii Amerykanki odnajdują się we Włoszech przeczytałam niedawno "Zawodowca" Grishama. Tytuł orygniału "Plaing for pizza" bardzo mi się podoba i lepiej pasuje do treści książki. Główny bohater Rick Dockery zawodowy gracz footballu amerykańskiego był już chyba we większości drużyn w Ameryce, a po ostatnim występie, w którym w 10 minut pozbawił swoją drużyne zwycięstwa w finałowym meczu, żadna amerykańska drużyna nie jest nim zainteresowana.
I wtedy przygarniają go Pantery z Parmy, które są szczęśliwe, że maja pierwszego we Włoskiej lidze zadowodowego gracza NFL. A Rick jest zadowolony, że przynajmniej chwilowo uciekł od amerykańskich problemów.
Grisham barwnie opisuje Włochy, włoską kuchnię (Rick jest zapraszany przez współgraczy na sute posiłki), operę i włoskie rozgrywki. Podobnie jak Austin czasem trochę się naigruje ze swojego bohatera niestrudzonego wielbiciela cheerliderek i kobiecej urody, ale robi z sympatią. A książka jest jak Włochy w niej - piękna.

GosiaJG - 2011-06-14, 20:43

Akurat szukałam, znalazłam, może komuś też się przyda - link do "Opisu obyczajów" Kitowicza w całości:
http://literat.ug.edu.pl/kitowic/index.htm#spis

Mowilka - 2011-06-15, 08:12

O! Dzięki! Czytałam Opis wieki temu i chętnie wrócę do tych smakowitości :kwiaty:
Mowilka - 2011-06-21, 19:41

Jest nowa książka Kamili Shamsie, Wypalone cienie.
http://www.empik.com/szuk...egory=all&sort=


A dla wielbicielek posępnego pana Thorntona informacja: w Empiku (w dziale z czasopismami) można już kupić polski przekład Północ Południe. Tyle, że to na razie 1 tom.... Granda. Cienka książeczka, dzielenie jej na tomy pachnie brzydkim zabiegiem marketingowym. Dziewczyny, które nabyły, wyłapały już kilka wpadek w tłumaczeniu :-|

GosiaJG - 2011-06-26, 23:19

Chętnie kupiłabym polskie wydanie "North and South", ale może poczekam, aż pojawi się drugi tom. A nuż przyjdzie im do głowy, by go nie wydać.

Czytam "Maximum City. Bombaj" polecane przez Anię-pawan. Rzeczywiście - jeśli chodzi o gatunek, bliżej temu do reportażu literackiego niż do powieści. Tak czy inaczej - wciąga niezwykle.
Czytam teraz pierwszą część, o przemocy. Przerażającą. Chyba dopiero teraz do mnie dociera np., co to jest Shiv Sena i jaką ma moc (a pamiętam, że Ania mi o tym też pisała...). "Partia" - ale tak naprawdę bandyci po prostu; inspiratorzy zamieszek z początku lat 90., metodycznie wtedy mordujący muzułmanów. Ci sami ludzie kilka lat po zamieszkach z 1992-1993 roku są wpływowymi obywatelami, którzy nadal mogą wiele "załatwić". Nikt nie został ukarany. Shiv Sena w 1995 roku wygrała wybory w stanie Maharasztra i współrządziła z Bharatiya Janata Party. To wtedy m.in. oficjalnie zaczęła atakować muzułmańskich przedstawicieli kultury (jak np. malarza M.F. Huseina), używając argumentów o tym, że "ich serce bije dla Pakistanu" i że powinni "wynosić się z Indii" (skądś to znam...). O ich przywódcy, Balu Thackerayu, członkowie Shiv Seny mówią z podziwem, że kłaniają mu się wszyscy - biznesmeni, politycy, aktorzy... Nawet Michael Jackson się z nim spotkał...

Rozpisałam się o jednym fragmencie, ale akurat o tym czytam i zrobił na mnie spore wrażenie.

Hermia - 2011-06-29, 22:06

Polecam "Baśniobór" Brandona Mulla. Książka jest przeznaczona dla dzieci od lat 9, ale każdy dorosły przecież ma coś z dziecka, prawda? Opowieść o pięknym ogrodzie, starym domu i jego dziwnych mieszkańcach, oraz o dzieciach, które muszą się wiele nauczyć, poznają konsekwencje łamania zasad, ale też uczą się szanować odmienność.
GosiaJG - 2011-07-01, 14:18

"Maximum City" jest chwilami przytłaczające. Tak bardzo, że odkładam - ale po niedługim czasie znowu sięgam po książkę. Bo z drugiej strony trudno się od niej oderwać. Sama nie wiem, co bardziej zapada w pamięć - "metody" działania policji, opis zarzynania zwierząt czy opis małych dzieci ulicy.

Kiedy czytałam fragment opowiadający o tym, jak reagują ludzie w jednej z dzielnic Bombaju na ekipę filmową, przypomniałam sobie, że dokładnie tak samo zostało to ukazane w "Billu".
Filmowe "smaczki", wypełniające sporą część książki, są jednymi z najciekawszych. Zastanawiam się, na ile portret Vidhu Vinoda Chopry jest zgodny z rzeczywistością. Bo jeśli jest - to mimo że autor pokazuje go z sympatią i nazywa swoim przyjacielem - robi na mnie raczej odpychające wrażenie. Poprzez drobne scenki pokazujące stosunek do niżej stojących od niego ludzi, poprzez wyrażaną wprost pogardę dla publiczności i nienawiść do przemysłu filmowego, podkreślanie, a raczej - udawanie, że chce tworzyć "kino artystyczne", a jednocześnie nieustanne zabieganie o to, by film się sprzedał, eliminowanie z niego jakichkolwiek elementów "spornych". Wolę takich, którzy nie udają lepszych, niż są w rzeczywistości.

W obliczu tego, co czytam na temat finansowania filmów, nie dziwię się, że Shah Rukh Khan woli wydawać na to swoje pieniądze. Mam nadzieję, że w ciągu ostatnich kilku lat jednak trochę się zmieniło podejście w branży - musiało, dzięki wejściu na rynek amerykańskich potentatów filmowych.
I naprawdę nie dziwi mnie, że SRK tyle razy podkreśla, że chciałby, by w indyjskim przemyśle filmowym zmieniło się podejście do pracy. Raczej dziwi mnie, że ktokolwiek jest w stanie tam pracować, nie dostając nieustannie zawału. ;)

Mowilka - 2011-07-01, 18:38

Czytam w tej chwili kapitalnie napisany Powrót do Indii Indry Singhy, w której sporo jest o Bollywood lat 50 ;) . Maximum City czeka - i bardzo się cieszę, że ją przeczytam. Hermio :calus:
GosiaJG - 2011-07-03, 12:56

Postanowiłam sobie przypomnieć "Chłopów". Niedawno po raz kolejny przeczytałam "Lalkę", którą uwielbiam (z wyłączeniem pamiętnika Rzeckiego), pomyślałam, że może po latach inaczej podejdę do tzw. wielkiego dzieła Reymonta.
Ale chyba nie dam rady. Co z tego, że teraz doceniam modernistyczne umiejętności autora w operowaniu słowami, tworzenie impresjonistycznych obrazów przyrody, skoro nie jestem w stanie znieść tej chorej chłopskiej mentalności, podejścia do kobiet, do ludzi w ogóle - połączonej oczywiście z tzw. ludową religijnością i całowaniem księdza w mankiet. Tak wielu z nas zostało do dziś, brrr.

GosiaJG - 2011-07-11, 15:27

"Ostatni Żydzi Kerali" Edny Fernandes - reportażowa książka o mało znanej żydowskiej społeczności Kerali, o Żydach Białych, którzy uważali się (i uważają) za "czystych" i przez wieki uciekali od kontaktów z Żydami Czarnymi, prowadząc coś w rodzaju polityki apartheidu, co sprawiło, że obecnie są na wymarciu (i to wcale nie jest przesada). Polecam.

"Zrób sobie raj" Mariusza Szczygła - kolejne rozdziały stanowią teksty z różnych lat (niektóre z nich pojawiły się w Dużym Formacie), od roku 2002 do 2010, pokazujące Czechy i ich mieszkańców. Nie jest to książka mogąca służyć za przewodnik, ponieważ autor skupia się na konkretnych ludziach i sprawach, które go intrygują. Jedne z najciekawszych tekstów poświęcone są religii i religijności. A przy okazji - trochę jest i o Polakach. Świetnie napisane. Polecam.

"Tygrysi księżyc" Antonii Michaelis. Skusił mnie opis na okładce, ale książkę odłożyłam po przemęczeniu kilku rozdziałów. Pewna piękna dziewczyna, świeżo poślubiona ósma żona zamożnego radży, snuje opowieść o córce Kryszny porwanej przez demona Rawanę. Myślę, że powieść mogłaby się spodobać młodzieży. Ja, jeśli będę mieć ochotę na mitologiczne historie o bogach i bohaterach, sięgnę do "Ramajany".

GosiaJG - 2011-07-14, 14:15

"Impresjonista" Hariego Kunzru to powieść, której głównym bohaterem jest syn indyjskiej dziewczyny i Brytyjczyka. W realiach indyjskich (i angielskich) początku XX wieku oznacza to, że jest nikim. Poza rasą, kastą, bez przynależności, chłopak próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Tak, jak impresjonista tworzy dzieło, przenosząc na płótno swoje wrażenia, próbując oddać ulotne momenty i emocje - tak bohater powieści tworzy samego siebie. On sam jest malarskim płótnem, na które nakłada emocje i przeżycia kolejnych przybieranych tożsamości. Jednak nie po to, by stać się sobą. Jest swoistym Zeligiem; robi to, by stać się takim, jakiego w danym momencie oczekują inni.
Nie do końca jest odpowiedzialny za swoje wybory. Wydaje się, że to los/ przeznaczenie rzuca go w rozmaite miejsca i sytuacje. Ale nic dziwnego - przy narodzinach, gdy pandit zobaczył jego horoskop, nie mógł uwierzyć... i przedstawił rodzinie sfałszowany.

Warto przeczytać "Impresjonistę". Na pewno będę szukała "Transmisji", kolejnej powieści tego autora.

Hermia - 2011-07-14, 17:25

Gosiu wielkie dzięki. :kwiaty: Już wiem co będę czytać w sierpniu.
"Transmisja"jest do nabycia w Merlinie.

GosiaJG - 2011-07-14, 20:48

Hermia napisał/a:
"Transmisja"jest do nabycia w Merlinie.

Najpierw sprawdzę w bibliotece. :) Teraz jestem na etapie porządkowania książek i żegnania się z niektórymi (z wielkim bólem) - muszę zorganizować trochę miejsca na półkach.

virgo - 2011-07-15, 08:08

Konkurs – wygraj audiobooka „Tygrysie Wzgórza”! - do niedzieli można wziąć w nim udział:
http://www.salonkulturaln...Kulturalny%2054

juliette - 2011-07-18, 23:08

Nie wiem czy to do książek upchnąć, ale ukazały się Studia Filmoznacze nr 32 (Uniw. Wrocławski)
pt. " Bollywod - prawdy i mity" - artykuły pod red. G. Stachówny i K. Magiery (Victoria).
Zawiera artykuły o reżyserach jak: Gowariker, Bhansali, Kashyap (autorstwa Krisha), Ratnam, Ketan Mehta, artykuł o remake'ach filmów amerykańskich, o klanach rodzinnych, o Kawie z Karanem, o modzie w filmach bollywoodzkich, no i oczywiście o SRK :D - autorstwa Agnieszki Surtel - napisany z sensem i wreszcie bez protekcjonalizmu. Oczywiście autorka posiłkuje się tłumaczeniami Mowilki i Gosi, ale zaznacza skąd cytaty:).

I jeszcze - ukazała się kolejna książka Kamili Shamsie pt. "Wypalone cienie" (Świat Książki) - chyba najlepsza z wydanych do tej pory - wielowątkowa, najmniej chyba osobista - główne postaci to Indus pochodzenia tureckiego Sajjad i jego żona - Japonka Hiroko, dotknięta tragedią w Nagasaki (straciła rodzinę i narzeczonego (Niemca zresztą) - zginęli w wybuchu).

I jeszcze jedna rzecz - ciężka w czytaniu, ale warto - "Higieniści. Z dziejów eugeniki" Marcina Zaremby Bielawskiego (jest to Polak od wielu lat mieszkający w Szwecji) - jego książka dotyczy tzw. higieny rasowej, historii, krajów w których się rozwinęła i w których funkcjonowało prawodawstwo sankcjonujące np. aborcje lub sterylizację osób chorych psychicznie lub "niezdatnych" do rozrodu - by nie psuć rasy danego kraju.
Niestety, demokratyczna Szwecja dała tu marny popis - sterylizowano w latach powojennych osoby chore na padaczkę - praktycznie pod przymusem.

Mowilka - 2011-07-18, 23:44

juliette napisał/a:
Nie wiem czy to do książek upchnąć, ale ukazały się Studia Filmoznacze nr 32 (Uniw. Wrocławski)
pt. " Bollywod - prawdy i mity"

Czy Studia można kupić w Empiku? Bo kupię bardzo chętnie

juliette napisał/a:
I jeszcze - ukazała się kolejna książka Kamili Shamsie pt. "Wypalone cienie" (Świat Książki) - chyba najlepsza z wydanych do tej pory


Moją ulubioną nadal pozostaje Kartografia, ale pomyślałam sobie przy czytaniu Cieni, że autorka z każdą powieścią idzie coraz głębiej i zatacza coraz szersze kręgi - o ile mogę tak to określić. Jestem bardzo ciekawa jej dalszego rozwoju.

GosiaJG - 2011-07-19, 00:15

O "Wypalonych cieniach" wspominała Mowilka. Kamila Shamsie umie pisać. "Higienistów" ma mój kolega z pracy, interesował się ostatnio mocno tym tematem. Jakiś czas temu w "WO" był artykuł o pewnej kobiecie żyjącej w Hiszpanii w latach 30 XX wieku, która "wymyśliła" i urodziła swoją córkę jako "projekt eugeniczny"...
http://www.wysokieobcasy....?as=1&startsz=x
juliette napisał/a:
Oczywiście autorka posiłkuje się tłumaczeniami Mowilki i Gosi, ale zaznacza skąd cytaty:).

A to interesujące, bo nikt nie zwracał się do mnie z prośbą o zgodę na wykorzystanie moich tłumaczeń.

"Bricklane" - powieść Moniki Ali (sfilmowana niedawno), ukazująca dwie dziewczyny - siostry, i dwie drogi. Główną bohaterką jest Nazneen - osiemnastolatka z Bangladeszu, która przyjeżdża do Londynu, bo tu mieszka mąż, którego wybrał dla niej ojciec. Nazneen, idąc za radą matki, "przyjmuje swój los" (przynajmniej do pewnego momentu), nie buntuje się. Jej siostra (na drugim planie, jej życie poznajemy głównie dzięki listom) próbuje żyć po swojemu, wychodzi za mąż z miłości, ucieka z domu...

Powieść pokazuje życie imigrantów przez lupę, z bardzo bliska, skupiając się na Chanu, Nazneen, ich dzieciach, jeszcze kilku znajomych. Monica Ali kreśli przykuwający uwagę portret kobiety uwikłanej w pewną sytuację z racji swego urodzenia, płci, kultury, w jakiej się wychowała. Portret kobiety, która nie jest walczącą feministką czy twardą bizneswoman, a jednak fascynuje wewnętrzną siłą.

Podoba mi się w "Bricklane" to, że autorka pokazuje bohaterów z różnych punktów widzenia - czytelnikowi wydaje się, że już ma o danej postaci wyrobioną opinię, a tu nagle robi ona coś, co zmienia postrzeganie. I nie chodzi o żadne sensacyjne zwroty akcji.

W dużej mierze irytował mnie Chanu - mąż Nazneen. Nie jest złym człowiekiem. Ale nie znoszę mężczyzn, którzy snują wielkie plany i nic nie robią w kierunku ich realizacji, którzy całą winę zwalają na system, a tak naprawdę są safandułowaci i niezaradni. Poza tym Chanu - chociaż nieustannie podkreśla swoje wykształcenie - w pewnych sprawach zachowuje się w bardzo ograniczony sposób. Chociażby wtedy, kiedy nie widzi potrzeby, by jego żona uczyła się angielskiego - bo przecież on robi zakupy i ona nie musi nigdzie chodzić.

"Bricklane" to powieść warta uwagi - chociaż nie jestem do końca pewna polskiego tłumaczenia, znalazłam m.in. błędy w przypisach (np. bohaterka wyjmuje list zza choli, a w przypisie mamy informację, że choli to... ciecierzyca ;) ).

Hermengilda - 2011-07-19, 06:53

Mowilka napisał/a:
Czy Studia można kupić w Empiku? Bo kupię bardzo chętnie

Już jest na merlinie http://merlin.pl/Bollywoo...2.html#fullinfo , to może i w empiku się uda.

PS: poprzednie numery były w empik.com, więc jest nadzieja :)

GosiaJG - 2011-07-19, 08:48

"Mma Ramotswe i łzy żyrafy" - to druga część historii o jedynej w Botswanie agencji detektywistycznej prowadzonej przez kobietę, napisanej przez Alexandra McCalla Smitha. Tutaj, bardziej niż w części pierwszej, wątki prywatne mieszają się z zawodowymi, chociaż raczej nie splatają - bohaterka oddziela jedno i drugie dość mocno. Te prywatne zresztą okazały się dla mnie bardziej interesujące. Powieść przepełniona jest "afrykańskim klimatem" i miłością do tego kontynentu, czyta się ją bardzo szybko. Dobra lektura na lato.
Mowilka - 2011-07-19, 09:35

Dziękuję! :kwiaty:

Ach, Mma Ramotswe! Przypomniałam sobie, że nie dokończyłam pracy przy serialu :oops:

GosiaJG - 2011-07-19, 10:53

Jeszcze jeden kawałek Afryki, tym razem oczami polskiego podróżnika - "Trzy filiżanki Etiopii" Wojciecha Bobilewicza. Jak się często okazuje - nie wystarczy interesująca tematyka, trzeba ją jeszcze interesująco zaprezentować. Ta książka sprawia wrażenie "wymęczonej". Autor zdaje dokładną relację (w stylu: tu pojechaliśmy, tu zaparkowaliśmy, jechaliśmy tędy i tamtędy, ten krajobraz był taki, a tamten taki...) - dla mnie to nudne. Brak w tym emocji, brak chęci głębszego zrozumienia; ot, takie powierzchowne zapiski. Poza tym - ciągle podkreślana jest różnica pomiędzy "prawdziwymi podróżnikami" a "turystami". Autor oczywiście klasyfikuje się w szeregu tych pierwszych, narzeka, że "ci biali turyści" jeżdżą oglądać hordami etiopskie plemiona i z tego powodu one są coraz mniej autentycznie. Trochę zabawne. Po trzecie - nieustannie podkreśla, że pewne rzeczy mogą być dla nas szokujące, ale on stara się nie patrzeć przez pryzmat Europejczyka; jednak brzmi tak, jakby starał się przekonać przede wszystkim siebie. Za chwilę o tym zapomina i np. krytykuje jedną z pojawiających się bohaterek za brak gustu w umeblowaniu mieszkania. Kolejna sprawa - autor się często powtarza.

Może uda mi się dokończyć książkę, bo, jak wspomniałam, tematyka mnie interesuje. Ale tylko dlatego. No cóż, nie każdy jest Kapuścińskim. Czy Szczygłem. Podobno Bobilewicz napisał też coś o Indiach, ale nie wiem, czy mam ochotę po to sięgać.

Jeszcze jedno - autor zraził mnie na początku stwierdzeniem, że podróżując w towarzystwie kobiet, obawiał się, że ich "tradycyjne kobiece zachcianki i potrzeby" zepsują mu wyprawę. Naprawdę interesujące.

virgo - 2011-07-19, 11:25

GosiaJG napisał/a:
"Bricklane" to powieść warta uwagi

Dziękuję za przypomnienie o istnieniu tej książki. :kwiaty: Nie czytałam.
Film "Brick Lane" widziałam za dwa lata temu i bardzo mi się podobał. A sięgnęłam po niego, by zobaczyć Tannishthę Chatterjee (odtwórczynię roli głównej bohaterki), aktorkę, dla której Jarosław Kret przeprowadził się do Indii. :) Zagrała świetnie.

GosiaJG - 2011-07-20, 16:15

Odtwórczyni głównej roli była bardzo dobra, a film udany. Ale książka jest moim zdaniem jeszcze lepsza. Bardziej ostro zarysowuje pewne kwestie.
Czy w filmie była mowa o sytuacji muzułmanów na Zachodzie po 11 września? Nie pamiętam. W powieści pojawia się to zagadnienie.

Wczoraj przeczytałam częściowo w Empik-u polecony przez koleżankę zbiór reportaży Wojciecha Tochmana "Bóg zapłać". A właściwie - przypomniałam sobie, bo większość z nich czytałam w DF. Zbiór ten, zawierający teksty z różnych lat, reklamowany jest jako poświęcony polskiej religijności; ale nie jest to jedyny wątek. Chociaż na pewno jeden z najbardziej wstrząsających tekstów, tytułowy, dotyczy właśnie tego aspektu.
Przypomniałam sobie m.in. czytany lata temu reportaż poświęcony Tomaszowi Beksińskiemu ("Leży we mnie martwy anioł"). Poruszający jest tekst o matce Wandy Rutkiewicz, która nie wierzy w śmierć córki.
Mimo że tematykę większości tekstów odbieram jako ponurą - uważam, że warto poświęcić czas temu zbiorowi. Tochman potrafi pisać i nie chodzi mu o wywołanie litości.
Jestem ciekawa jego najnowszej książki "Dzisiaj narysujemy śmierć" - na temat sporu o nią czytałam niedawno.

Link do tytułowego reportażu ze zbioru Tochmana - "Bóg zapłać":
http://wyborcza.pl/1,76842,7395053,Bog_zaplac.html

juliette - 2011-07-20, 16:53

Na 100 procent warto ją przeczytać. :)
virgo - 2011-07-20, 20:28

GosiaJG napisał/a:
Czy w filmie była mowa o sytuacji muzułmanów na Zachodzie po 11 września?

Z tego co pamiętam, bohaterowie obserwują na ekranie telewizora samoloty uderzające w WTC, jest mowa o późniejszych zamieszkach w Londynie, wyzwiskach i atakach, których doświadczają muzułmanie, niszczeniu meczetów.
Są też pokazane spotkania londyńskich Bengalczyków, ale one mają miejsce zarówno po, jak i przed 11 września.

virgo - 2011-07-27, 12:57

"Alchemia pożądania” – literacki debiut Taruna J Tejpala, byłego dziennikarza „Outlook”, „India Today” i „Indian Express”, założyciela i redaktora naczelnego „Tehelki”.
Dość obszerna (ok.500 stron), napisana barwnym językiem, z odważnymi opisami powieść, której akcja rozgrywa się właściwie na przełomie całego XX wieku. Oprócz losów bohaterów autor obrazuje też wydarzenia historyczne Indii, sytuację polityczną, czasy kolonialne i odradzanie się niepodległego społeczeństwa.
Bohatera, który jest też narratorem poznajemy, gdy w jego małżeństwie pojawia się poważny, niespodziewany kryzys. W snutej przez niego opowieści dowiadujemy się o jego blisko dwudziestoletnim związku z piękną muzułmanką Fizz (on jest hinduistą, ale w ich codziennym życiu to właściwie nie ma znaczenia, żadne z nich nie jest religijne), związku opartego w dużym stopniu na niesamowitym pożądaniu.
Narrator jest dziennikarzem, niespełnionym pisarzem, zmagającym się z twórczą niemocą. Bardziej niż pisanie zajmują go inne rzeczy temu towarzyszące: ustalanie harmonogramu, instrukcji, przykazań dotyczących pisarstwa (bardzo mi się podoba to: świat jest pełen nieprzeczytanych śmieci – nie dodawać nic do nich :) ), zapisywanie liczb – napisanych słów, stron czy przeżytych orgazmów.
Dzięki niespodziewanym okolicznościom stają się z Fizą posiadaczami sporej kwoty pieniędzy, co pozwala im spełnić marzenie – kupują dom w górach, w pięknej dolinie Dźeolikot (Jeolikot) u podnóża Himalajów (obecnie mieszkają w Delhi, wcześniej w Chandigarh). Podczas remontu posesji, robotnicy znajdują skrzynię wypełnioną pamiętnikami Amerykanki Catherine, która była pierwszą właścicielką domu. Bohater, wbrew ostrzeżeniom miejscowych, odradzających mu grzebanie w przeszłości, całkowicie pogrąża się w ich lekturze...

Oprócz losów głównego bohatera, pisarz zapoznaje nas też z dziejami jego dzielnej babki Bibi Lahori, sporo jest o burzliwym życiu Catherine, gorących romansach, związkach homoseksualnych. Niezykle ciekawe (i przerażające) jest opisane życie nawaba z czasów kolonialnych.

Książka naprawdę warta przeczytania. Po lekturze ostatnich stron żal się rozstawać z jej bohaterami, a szczególnie bohaterkami, które są niezykle silnymi, wyrazistymi postaciami.

GosiaJG - 2011-07-28, 20:48

virgo napisał/a:
Z tego co pamiętam, bohaterowie obserwują na ekranie telewizora samoloty uderzające w WTC, jest mowa o późniejszych zamieszkach w Londynie, wyzwiskach i atakach, których doświadczają muzułmanie, niszczeniu meczetów.

Hmmm, w ogóle tego nie kojarzę z filmu. Ale ja mam sklerozę. ;) Nie pamiętam też np., czy w filmie Karim po 11 września
Spoiler:

stał się bardziej radykalny, zapuścił brodę, przestał ubierać się na zachodnią modłę - jak to miało miejsce w powieści.


virgo napisał/a:
"Alchemia pożądania” – literacki debiut Taruna J Tejpala

Dzięki za polecenie. :kwiaty: Może znajdę w bibliotece (okazało się, że mają "Transmisje" Kunzru, więc kto wie :) ).

"Ruski Ekstrem. Jak nauczyłem się kochać Moskwę" to zbiór felietonów autorstwa Borisa Reitschustera, Niemca mieszkającego przez wiele lat w stolicy Rosji. Niektóre teksty poświęcone są końcowi lat 80., akcja innych toczy się pod koniec pierwszego dziesiątka lat XXI wieku. Moskwa się zmienia - po drodze przecież pieriestrojka, czasy Gorbaczowa, Jelcyna, Putina...

Nas pewne rzeczy aż tak bardzo nie szokują - bo przecież też wiemy o taksówkarzach, naliczających nieświadomym pasażerom-cudzoziemcom horrendalne kwoty za przejazd. U nas też, żeby kupić coś w sklepie, warto było mieć "znajomości" z ekspedientkami. Itd. W Moskwie jest to jeszcze bardziej ekstremalne. Wyobraźmy sobie w tej rzeczywistości Niemca - człowieka z kraju, w którym jeśli w danym miejscu obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 km/h, to wszyscy się do niego stosują...
Teksty są barwne, napisane z dużą dozą poczucia humoru, niekiedy, gdzieś "pod spodem" - przerażające.
Warto.

A teraz czytam "Borgiów" Roberto Gervaso, zanim zacznę oglądać serial (pawan, dzięki za rekomendację :) ).

GosiaJG - 2011-08-04, 17:39

Posty o "Studiach Filmoznawczych" przeniosłam do wątku o książkach poświęconych SRK (poza pierwszym postem juliette, bo pisała w nim jeszcze o innych lekturach):
http://shahrukhkhan.pl/fo...p?p=52060#52060

GosiaJG - 2011-08-15, 13:02

Informatyk Arjun Mehta przyjeżdża z Indii do USA w nadziei na wyśnienie swojego amerykańskiego snu. Leela Bazar, indyjska gwiazda filmowa, gra w kolejnej produkcji na terenie Szkocji - ale ani praca, ani powszechne uwielbienie jej nie uszczęśliwiają. Podobnie jak wielkie pieniądze, podróże i wspaniałe mieszkanie nie są w stanie wygnać pustki z życia Guya Swifta i jego dziewczyny - Gabrielli.
W "Transmisji" Hariego Kunzru w niespodziewany, niejednoznaczny sposób splatają się losy kilku osób. Powieść jest wciągająca, jednak nie robi takiego wrażenia jak wcześniejszy "Impresjonista". Mimo to warto po nią sięgnąć.

Mam problem z Hrabalem. Taki, że... wiecie, jak to jest, kiedy wszyscy powtarzają o kimś, że jest wspaniały, genialny, zabawny - a człowiek tego kompletnie nie czuje.
Zabieram się do niego po raz kolejny, czytam "Pociągi pod specjalnym nadzorem", które już raz zaczynałam; tym razem postanowiłam dotrwać do końca. Ale męczę się tak naprawdę. Nie podoba mi się. Nie wiem, co ze mną nie tak. :)

Mowilka - 2011-08-15, 13:17

Wszystko jest z tobą "tak." Nigdzie nie jest powiedziane, że musi ci się podobać nawet to, co jest okrzyknięte arcydziełem. Nie męcz się, odłóż książkę. Życie jest za krótkie nawet na to, co nas fascynuje!
GosiaJG - 2011-08-16, 09:19

Wiesz, że zazwyczaj tak robię. Postanowiłam jednak dać szansę Hrabalowi, może po lekturze Szczygła ostatnio. Ale to jednak nie dla mnie.
GosiaJG - 2011-08-22, 18:27

"Jadąc do Babadag" Andrzeja Stasiuka bliżej do "Dukli" niż do "Murów Hebronu". To dla mnie zaleta - takiego Stasiuka lubię. "Jadąc do Babadag" to nietypowa powieść podróżnicza - skupiająca się bardziej na wrażeniach, emocjach, zapachach, niż na odnotowywaniu kolejnych "odhaczonych" zabytków. Tym bardziej, że nie o zabytki tu chodzi. "Jadąc do Babadag" to podróż po Europie prowincjonalnej, wiejskiej; niemającej nic wspólnego z licznymi, eleganckimi i higienicznymi historiami o Prowansji czy Toskanii, po przeczytaniu których człowiek ma ochotę od razu odwiedzać opisywane miejsca. Europa opisywana przez Stasiuka trwa w bezruchu na skraju zapomnienia i jednocześnie niszczeje nieuchronnie; jest nieatrakcyjną Europą pustych przestrzeni, rozpadu.
Rumunia, Węgry, Albania, Mołdawia... Autor celowo unika dużych miast, odwiedza zapadłe wioski, które wyglądają na wymarłe, wdycha zapach bydła, przemijania. To nie unijny folder - raczej widok "Z okna" Miłosza. Mnie się podoba.

Mowilka - 2011-08-22, 22:51

I ja bardzo lubię klimaty Stasiuka. Pamiętam tylko, jak czytając Jadąc do Babadag w gronie znajomych, z których wielu zapuszczało się w te same rejony Europy, o których on pisze, podśmiewaliśmy się potem długo na widok jakiejś wyjątkowo zapyziałej mieściny: o, to coś dla Stasiuka. A w ładnych miejscach: nieee, Stasiukowi tu się nie spodoba.

Czytam Bombaj, a kiedy w tym czytaniu dojdę do ściany, na płodozmian stosuję Hakawati. Mistrza opowieści. Proza i poezja, piękno i groza - na zmianę.

GosiaJG - 2011-08-24, 10:41

Mowilka napisał/a:
podśmiewaliśmy się potem długo na widok jakiejś wyjątkowo zapyziałej mieściny: o, to coś dla Stasiuka. A w ładnych miejscach: nieee, Stasiukowi tu się nie spodoba.

Oj, tak. :) Jak tylko zaczyna pisać o jakimś większym mieście, Lublanie np., od razu sobie myślę - zaraz będzie stąd uciekał do jakiejś zapadłej wiochy, bo tu za czysto i za ładnie. :)

Poczytała o "Hakawati..." - zdaje się interesująca.

Mowilka - 2011-08-24, 11:08

GosiaJG napisał/a:
Poczytała o "Hakawati..." - zdaje się interesująca.


Bardzo. Grubaśna i snująca się - opowieści z życia narratora żyjącego współcześnie przeplatają się z historiami jego przodków i mitologią i basniami. Coś na długie zimowe wieczory.

GosiaJG - 2011-08-31, 20:27

Mowilka napisał/a:
Coś na długie zimowe wieczory.

No właśnie... Dochodzę do wniosku, że chyba sobie zostawię takie baśniowe opowieści na zimę. :) Ilekroć próbuję ostatnio sięgać po coś w tym stylu, to mnie nuży. :)

Wracając jeszcze na chwilę do Stasiuka - "Jadąc do Babadag" chyba dlatego m.in. mnie fascynuje, że widać tu absolutne uwielbienie autora do miejsc, których ja nigdy nie miałabym ochoty odwiedzić. :) On przyznaje, że kocha tę prowincję (żeby nie powiedzieć - zadupia ;) ), bezruch, jeździł w te same miejsca dziesiątki razy. Dla mnie najbardziej udane wyprawy wakacyjne to wyjazdy do wielkich miast; uwielbiam gwar i ruch, poczucie anonimowości w tłumie, dostęp do największych muzeów, jedzenia z wszystkich stron świata itd.

O dwóch książkach rozgrywających się w Bombaju - "Maximum City" i "Ostatnim mieszkańcu"; jeszcze nie czytałam:
http://wyborcza.pl/1,7551...na_pisarzy.html

khosia - 2011-09-01, 16:57

Właśnie nabyłam Północ Południe w wersji książkowej. Już nie mogę się doczekać lektury. Dodam, że ostatnio skusiłam się na kupno "Gry o tron" ( serial już widziałam :) ) i wciąga. Na razie kawałkuję sobie lekturę, ale ... wciąga.

Podczas zaś moich północnych wojaży miałam okazję słuchać Susan Collins "Igrzyska Śmierci" http://shop.mediarodzina....ka-hunger-games , "W pierścieniu ognia" i "Kosogłos". Jest to lektura dla młodzieży ( w EMpiku widziałam na takich półkach), ale warto po nią sięgnąć, bo w bardzo dobry sposób pokazuje właśnie dorastanie. Młoda dziewczyna z Panem opowiada o swoim życiu, które wcale lekkie nie jest. Książka nie jest osadzona w rzeczywistości, którą znamy, ale jest tak boleśnie prawdziwa, że trudno nad nią przejść do porządku dziennego. Mimo, iż skończyłam ją dwa tygodnie temu wrażenie z książki ciągle we mnie siedzą i myślę o niej. :) Książka jest trudna i daje do myślenia. Wciąga jak mało która i zaskakuje niekiedy rozwiązaniami.
Mi trudno było nie patrzyć na tą książkę przez pryzmat naszej bolesnej historii i tego jak bardzo ludzie nie wyciągają wniosków. Naprawdę polecam.

Mowilka - 2011-09-01, 18:02

Którą wersję Północ Południe kupiłaś, Khosiu? jedno-czy dwutomową? Tlumaczenia są różne i się zastanawiam...
khosia - 2011-09-01, 19:32

Dwutomową, tłumaczenie Magdalena Moltzan-Małkowksa. Wyd. Elipsa.
pogoda - 2011-09-02, 12:24

Khosiu, dzięki za informację o "Połnocy, południu". :kwiaty:

Też czytam "Hakawatiego", powoli, żeby nic mi nie umknęło. Na razie jestem zachwycona, w dodatku forma wydania bardzo pasuje od treści, przez co czyta mi sie jeszcze lepiej.

GosiaJG - 2011-09-05, 22:39

Mowilko, czytasz "Grę o tron"? Przypomniało mi się, że miałaś w formie e-booka. Jestem ciekawa, jak Ci się podoba. Czytałam ostatnio, że autor jeszcze swej sagi nie skończył - ciekawe, kiedy ma zamiar. ;)

Podczytuję w międzyczasie "Kapuściński. Non-fiction", biografię autorstwa Domosławskiego, o która w tamtym roku toczono jakieś batalie; zupełnie nie wiem, dlaczego, bo, jak dotychczas, nie ma w książce nic, co uznałabym za skandalizujące itd. Pewnie tacy, którzy uwielbiają "krzyżowanie" za przynależność do PZPR w latach 50., bawią się w nieustanne rozgrzebywanie historii itd. - poczują się oburzeni. Ale to nie moja bajka.
"Cegła" to potężna - ponad pięćset stron; ciekawie pokazuje klimat czasów przed- i powojennych. Nie wiem jednak, czy skończę, bo wolę czytać samego Kapuścińskiego niż o nim. :)

Hermengilda - 2011-09-06, 06:23

Ciekawostka - wkrótce w biedronkach mają być w cenie promocyjnej książki - w tym "Norwegian Wood" Harukiego Murakamiego :)
Mowilka - 2011-09-06, 21:12

Książki w Biedronce? A ja żadnej nie mam w pobliżu! Ani księgarni - jak chodzi o ścislość :-?
GosiaJG napisał/a:
Mowilko, czytasz "Grę o tron"? Przypomniało mi się, że miałaś w formie e-booka. Jestem ciekawa, jak Ci się podoba. Czytałam ostatnio, że autor jeszcze swej sagi nie skończył - ciekawe, kiedy ma zamiar. ;)

Podobno nowy tom już wkrótce.
Mam chwilową przerwę w czytaniu, bo książki papierowe pokonały e-book. Ale na tyle, na ile przeczytałam (mniej więcej 1/3 pierwszego tomu) podobało mi się bardzo.

pogoda - 2011-09-06, 22:31

Książki w Biedronce są już od jakiegoś czasu. Sporo czytadeł, ale nie tylko, kupiłam sobie kieszonkowe wydanie "Klubu Dumasa" Perez-Reverte w tłumaczeniu jedynego jego słusznego tłumacza Filipa Łobodzińskiego i "Rio Anaconda" Cejrowskiego sporo taniej niż normalnie, a moja mama kupiła "1984" Orwella, zawsze warto pogrzebać, jeśli Biedronka jest w pobliżu i człowiek tam zachodzi.

Edit: Księgarni też już nie mam w pobliżu, a jeszcze kilka lat temu były dwie.

GosiaJG - 2011-09-27, 13:23

Chyba powinnam udać się do jakiegoś wątku książek niedokończonych, bo jedną właśnie olałam, a drugą chyba czeka ten sam los. ;)

Pierwsza to "Kapuściński. Non-fiction" Domosławskiego. W ubiegłym roku narobiła sporo zamieszania i wywołała spory "ideologiczne". Szczerze mówiąc, zupełnie nie wiem, czemu. Moim zdaniem nie ma w niej nic szokującego. To, że autor zestawia pewne wypowiedzi Kapuścińskiego z innymi źródłami, doszukuje się przyczyn takich, a nie innych stwierdzeń - nie oznacza w żadnym wypadku, że szarga świętości, jak to niektórzy mu zarzucali. Przecież to normalne, że człowiek w różnych okresach życia może mówić czy robić różne rzeczy, czasem nawet pozornie się wykluczające.
Przeczytałam jakieś sto stron, czyli mniej więcej jedną piątą. Zarzuciłam lekturę nie dlatego, że poczułam się oburzona, tylko dlatego, że wolę czytać Kapuścińskiego, niż o nim.

Zaczęłam "Filary ziemi" Folleta, skuszona serialem; i zastanawiam się, czy tylko mi się zdaje, czy to jest marnie napisane? Idzie mi jak po grudzie, chwilami mam wrażenie, jakbym oddawała się lekturze jakiegoś drętwego czytadła. Postaci płaskie, język - takoż. Gdyby nie to, że kojarzę serialowych bohaterów, bardziej "krwistych" - już chyba bym przestała czytać. Ktoś czytał? Rozwinie się to jakoś?

juliette - 2011-09-27, 18:31

Gosiu, nasi czytelnicy raczej dobrze książkę oceniali. Ale sama przyznam, że czytałam dawno i skończyłam z myślą, że Follet nie powinien był się porywać na taki temat, bo nie ma na to wystarczająco talentu. De gustibus ... :)
Anteja - 2011-09-27, 19:18

Cytat:
czy tylko mi się zdaje, czy to jest marnie napisane?


Gosiu zdecydowanie jest to źle napisane. Pierwszy raz czytałam powieść Folleta chyba jeszcze w liceum i wtedy dałam radę, choć bez zachwytów. Drugie podejście miałam przed emisją serialu - straszne to było. Nie dałam rady przeczytać więcej niż kilka stron. Swoja drogą serial też mnie nie zachwycił.

Mowilka - 2011-09-27, 19:35

Dzięki za ostrzeżenie - miałam właśnie zacząć szukać i serialu i książki :kwiaty:
GosiaJG - 2011-10-17, 09:37

Anteja napisał/a:
Gosiu zdecydowanie jest to źle napisane. Pierwszy raz czytałam powieść Folleta chyba jeszcze w liceum i wtedy dałam radę, choć bez zachwytów. Drugie podejście miałam przed emisją serialu - straszne to było. Nie dałam rady przeczytać więcej niż kilka stron. Swoja drogą serial też mnie nie zachwycił.

Mnie serial się całkiem podobał - pisałam tu o tym. Ale do książki zrobiłam jeszcze jedno podejście i dałam sobie spokój. Nigdy wcześniej Folleta nie czytałam - może lata temu jeszcze bym ten styl przełknęła, teraz mi szkoda czasu.
Zabrałam się do "Świętych gier" Vikrama Chandry. Bardzo dobrze się czyta, ale - wybaczcie, wszyscy eksperci od zapisu :) - nie jestem w stanie znieść tych spolszczonych nazwisk. Szczególnie, jeśli wcześniej było mi znane w innej wersji. I jak czytam o Akszaju Kumarze i Sunilu Śettim, to w pierwszej chwili nie mam pojęcia, o kim czytam.

pawan - 2011-10-17, 14:31

GosiaJG napisał/a:
I jak czytam o Akszaju Kumarze i Sunilu Śettim, to w pierwszej chwili nie mam pojęcia, o kim czytam


Też tak miałam :mrgreen:

krasnoludka - 2011-10-17, 21:47

Cytat:
Sunilu Śettim


Wiem, że jestem okropna, ale czy tylko mi się to skojarzyło? :oops:

Mowilka - 2011-10-17, 21:50

Mnie się i bez tego zapisu tak kojarzy :nutki: . Ale też nie znoszę tych form. Radź, Laćći, Ćennaj... Obce slowa.
virgo - 2011-10-18, 12:07

GosiaJG napisał/a:
I jak czytam o Akszaju Kumarze i Sunilu Śettim, to w pierwszej chwili nie mam pojęcia, o kim czytam.

Mnie najbardziej drażni spolszczanie nazw geograficznych. Kiedy czytam w książce jak piekny jest Dźeolikot czy Ćampawat, to chętnie bym się o tym przekonała zerkając choć na zdjęcia w Internecie, ale po wpisaniu tych nazw w Google, na pewno ich nie znajdę. :evil:

Hermia - 2011-10-22, 17:22

Czy ktoś czytał Javiera Moro "Hinduską miłość"? Podobno pojawiła się na rynku kolejna powieść tego pisarza "Szkarłatne sari", jest to opowieść o Soni Gandhi. Tylko czy warto to nabyć?

Edytowałam post, bo chciałam dopisać coś o książkach, które dziś kupiłam na targach.
Mieczysław Bieniek :Z Hajerem na kraj Indii" i "Hajer jedzie do Dalajlamy". Autor był przez wiele lat górnikiem, po wypadku w kopalni, kiedy okazało się, że zdrowie nie pozwoli mu już na pracę, wyruszył w podróż...do Indii. Podobno żonie powiedział, że jedzie na parę dni w góry. Swoje przygody opisał w książkach. Nie czytałam ich jeszcze, dziś rozkoszuję się zapachem mojego nowego stosiku, przeglądam autografy, dedykacje, które udało mi się zdobyć. Pan Bieniek jest bardzo sympatycznym człowiekiem.

GosiaJG - 2011-11-14, 21:41

Dopiero teraz zauważyłam edycję Twojego postu. :) Daj znać, co sądzisz o książkach Bieńka - może pomyślę o którejś z nich jako o prezencie świątecznym dla taty.

Chciałam wypożyczyć "Nianię w Nowym Jorku". Nie było, ale dostałam "Nianię w Londynie". :) Zamiast satyry na wyższe sfery nowojorskie poczytałam o bogatej londyńskiej klasie średniej. :) "Niania w Londynie" to słodka opowieść o dziewczynie z prowincji, która zostaje nianią trójki całkiem miłych dzieciaków, których rodzice okazują się zaskakująco sensowni i sympatyczni, znajduje prawdziwą przyjaciółkę, prawdziwą miłość - przystojniaka o oliwkowej skórze i pięknym obojczyku (coś Wam się kojarzy? ;) - który przypadkiem jest synem pana domu z poprzedniego małżeństwa... Problemy, wszelakie, które się pojawiają, rozwiązane zostają dość gładko.
Książka ta to nic więcej ponad czytadło do zapomnienia po kilku dniach - ale całkiem "czytalne", co nie jest zbyt częste. :)

"Afganka. Dziennik pielęgniarki" Karli Schefter to zapis wspomnień autorki z Afganistanu, w którym przebywała ona od końca lat 80. do 2001 roku - po atakach na WTC zmuszona była wyjechać. Niemiecka pielęgniarka pracowała w Afganistanie jako wolontariuszka, pomagając w miarę możliwości miejscowym, a jednocześnie obserwując ich życie, uczestnicząc w uroczystościach i codziennych zmaganiach.
Książka składa się z krótkich rozdzialików. Nie jest to wybitne dzieło, styl nie powala, ale myślę, że warto "Afgankę" przeczytać jako dokument. Przy takiej okazji uświadamiam sobie, w jak luksusowych warunkach żyję i jak wiele mam; jakie to szczęście, że żyję w kraju, w którym nie ma wojny, tak potwornej biedy i łamania praw człowieka. Może to górnolotnie brzmi - ale tak czuję.

Hermia - 2011-11-15, 14:32

"Hajer jedzie do Dalajlamy"- to historia życia autora, opis jego pierwszej podróży do Indii oraz opowieść o podróży, której celem było spotkanie Dalajlamy. Bieniek ma dużą łatwość snucia barwnej opowieści, używa wulgaryzmów ale nie raziło mnie to specjalnie. Udziela się natomiast pasja tytułowego Hajera do realizowania swoich marzeń. Sądzę, że to dobra książka na jesienną szarugę, pozwala przypomnieć sobie, że każdy z nas ma ogromne pokłady sił w sobie, tylko czasem zapominamy, że to my mamy możliwość kreowania swojego świata.
O Bieńku jest też dokument "W drodze", sądzę, że na Śląsku można załapać się na jakiś pokaz tego filmu.

Hermengilda - 2011-11-20, 15:35

Właśnie skończyłam czytać pierwszą część "Maximum CIty".
Było tak jak ostrzegałyście - chwilami b. ciężko. Z drugiej strony ogrom wiedzy o mieście i kraju, o którym wiedziałam jak się okazało bardzo niewiele. Teraz zupełnie innego znaczenia nabierają te drobne wydawałoby się szczegóły, które zauważałam w filmach. Takie tytuły jak NOKJ, Black Friday czy Ab Tak Chhappan, nie wspominając o Company zyskują kompletnie inny wymiar. Do tego opis takiej codziennej zwyczajnej egzystencji w Bombaju - po prostu bezcenny. Przede mną kolejna część ("niechcący" już zajrzałam do niej wcześniej i natrafiłam na historię pewnej herbaty przygotowanej przez jednego aktora ;) ).

Mowilka - 2011-11-20, 21:56

O tak, ta herbata to arcydzieło :brawo:
Mnie też książka pozwoliła spojrzeć na pewne rzeczy, które mnie dotąd dziwiły, całkiem nowymi oczami.
Najtrudniejsze już za Tobą, reszta to wytchnienie w porównaniu z rozdziałem "Przemoc" :kwiaty:

Hermengilda - 2011-11-20, 22:39

Racja, ten pierwszy to rozkładałam na kilka etapów.
Ciekawe co napisał autor w tej części poświęconej "czarnym kołnierzykom" - w pewnej chwili świat gangsterów, w którym się zaczął obracać dla celów poznawczych stawał się dla niego ... pociągający?! Zaskoczyło mnie to. Początek rozdziału "Przemoc" - wstrząsnęła....

virgo - 2011-11-21, 22:12

Mowilka napisał/a:
Mnie też książka pozwoliła spojrzeć na pewne rzeczy, które mnie dotąd dziwiły, całkiem nowymi oczami.

Tak, to prawda. W najbliższych dniach (jeśli czas na to pozwoli) mam zamiar obejrzeć ponownie "Bombay" i "Zakhm". Pewnie odbiorę je inaczej niż wcześniej, kiedy moja wiedza o zamieszkach religijnych w Mumbaju była bardzo skąpa.

A z lżejszych opisanych rzeczy - dość osobliwy wydał mi się fakt, że cierpiący na bóle kręgosłupa V.V.Chopra jest masowany (jednocześnie) przez swoje dwie poprzednie żony i obecną - Anupamę (dopiero z książki się dowiedziałam, że Vikram Chandra, ten od "Świętych gier" to jej brat).

GosiaJG - 2011-11-23, 00:00

virgo napisał/a:
A z lżejszych opisanych rzeczy - dość osobliwy wydał mi się fakt, że cierpiący na bóle kręgosłupa V.V.Chopra jest masowany (jednocześnie) przez swoje dwie poprzednie żony i obecną

Po tej scenie moja sympatia do tego pana jeszcze się zmniejszyła. :) I zdziwiłam się, że "zamerykanizowana" Anupama na coś takiego się godzi.

Zerkałam ostatnio do księgarni internetowych, szukając książek Bieńka, i przy okazji natknęłam się na "Lalki w ogniu. Opowieści z Indii" Pauliny Wilk. Czy to nie ta sama pani, która swego czasu robiła za "eksperta" od Bollywood w Rzeczpospolitej bodajże? Czy ktoś miał okazję zetknąć się z jej książką i może polecić/ odradzić?

Hermia - 2011-11-23, 17:48

Gosiu na bollywood.pl są bardzo negatywne opinie, proponują dodać do książki podtytuł: "Memsahib w cepelii". Mojej koleżance natomiast książka bardzo się podobała, ale ona mało wie o Indiach. Książkę powinnam mieć za jakiś miesiąc, przeczytam to podzielę się wrażeniami.
GosiaJG - 2011-12-18, 13:21

W takim razie czekam na Twoje wrażenia. :)

"Bojowa pieśń tygrysicy. Dlaczego chińskie matki są najlepsze" Amy Chua. Czytałam o tej książce jakiś czas temu, wiedziałam, o czym jest, podobno wywołała skandal w Ameryce (oczywiście tej czytającej Ameryce), toteż kiedy pojawiła się w bibliotece, chętnie po nią sięgnęłam. Autorka, profesor prawa o chińskich korzeniach, prezentuje opowiada o wychowaniu swoich dwóch córek zgodnie z tradycyjną chińską metodę wychowawczą, która jest streszczona na początku w kilku punktach:
"Chińska matka wychodzi z założenia, że:
(1)naukę stawiamy na pierwszym miejscu;
(2)szóstka minus to zły stopień;
(3)dziecko ma wyprzedzać resztę klasy w matematyce o dwa lata;
(4)nie należy chwalić dzieci publicznie;
(5)jeśli dziecko kiedykolwiek poróżni się z nauczycielem lub instruktorem, zawsze stajemy po stronie nauczyciela lub instruktora;
(6)dzieci mogą uczestniczyć w zajęciach, w których jest szansa zdobycia medalu;
(7)złotego, oczywiście.
I to tyle właściwie. Jestem przeciwniczką tzw. bezstresowego chowu, ale wydaje mi się też, że krytykowanie laurki kilkuletniej córki i zmuszanie jej, by zrobiła coś o wiele lepszego, jest przesadą. "Pieśń..." czyta się trochę tak, jakby się oglądało jakieś dziwne zwierzę w zoo.

"Bezdomny ptak" Glorii Whelan. Bardzo ładnie wydana książka, której akcja rozgrywa się w Indiach, a bohaterką jest trzynastoletnia Koli. Zostaje wydana za mąż za śmiertelnie chorego Hariego (o czym nie wiedzieli jej rodzice). Okazuje się, że jedynym powodem ślubu był posag, za pieniądze z którego rodzina mogła Hariego zabrać do Waranasi, wierząc, że święte wody Gangesu uratują syna. Niestety - chłopiec umiera, a Koli zostaje wdową... Powieść przypomina fabułę filmu "Water", ale jako że prawdopodobnie jej docelowym czytelnikiem jest młodzież, ma baśniowy klimat (co nie znaczy, że unikniemy trudnych tematów i okrucieństwa).

Pożyczono mi nieautoryzowaną biografię Angeliny Jolie z zachętą, bym koniecznie przeczytała, bo fascynująca. No, nie wiem. Napisana topornie (przecież w USA wszyscy piszą, wystarczy kurs pisarstwa, prawda?) i, jak na razie, nudna. A nie wyszłam jeszcze poza dzieciństwo i na razie głównie czytam na temat Jona Voighta.

Mowilka - 2011-12-18, 16:46

Może w tym dzieciństwie problem. Potem może będzie ciekawiej u Angeliny :mrgreen:
A tak na serio: dziękuję za wrażenia. O Tygrysicy słyszałam, o drugiej książce - w ogóle.

GosiaJG - 2012-01-07, 07:52

Przed świętami wypożyczyłam z biblioteki takie książki, że nie dziwię się temu, że ich lekturę kontynuuję dopiero po nich.

"Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy" Jeana Hatzfelda to reportaż stylem i treścią przypominający trochę "Medaliony"; historie trzynaściorga ocalałych z masakry Hutu na Tutsi w 1994 roku. Różnica polega tym, że ich opowieści przedzielone są krótkimi rozdzialikami, w których autor wyjaśnia np., jak doszło do spotkania z konkretnym bohaterem, opisuje miejsce czy scenkę rodzajową. Jeśli chodzi o treść - podobnie jak u Nałkowskiej, jest prosty język ludzi pokazujących metodyczne zabijanie (od 9.30 do 16.30 codziennie przez miesiąc), ludzi, którzy często są jedynymi ocalałymi z ogromnej rodziny, ludzi, których sąsiedzi nagle stali się okrutnymi mordercami.

"Okaleczona" - kolejne świadectwo obrzezanej w dzieciństwie mieszkanki Afryki. Khady, Senegalka, pochodzi z całkiem zamożnej, światłej, kochającej się rodziny. Dziadek i ojciec są poligamistami, ale są światli, posyłają swoje dzieci do szkoły. Chociaż dziewczynki kończą tylko gimnazjum, bo przecież zgodnie z tradycją potem mają wyjść za mąż. No właśnie... Bezmyślnie akceptowana tradycja każe kobietom z rodziny kazać obrzezać kolejne dziewczynki (a każda mama kupuje córce żyletkę, którą przekazuje kobiecie dokonującej zabiegu, by wszystko odbyło się "higienicznie"). Tradycja każe wydać za mąż czternastolatkę, która musi po ślubie wyjechać do męża do Francji. Potem jest oczywiście egzekwowanie małżeńskich obowiązków, pięcioro dzieci w ciągu ośmiu lat... Dzięki temu, że bohaterka skończyła szkołę (jej mąż jest niepiśmienny, ale to nieistotne, przecież jest mężczyzną, więc ma zawsze rację) i ma mocny charakter, powoli zaczyna wydostawać się z tej pułapki.

GosiaJG - 2012-01-19, 10:52

"Dlaczego Bóg nienawidzi kobiet?" to książka, której autorzy postawili sobie za punkt honoru udowodnienie, że religie to samo zło, co szczególnie przejawia się w ich stosunku wobec kobiet. Przykłady, które podają autorzy, są oczywiste, często przerażające i nie można zaprzeczać istnieniu takich zachowań. Jednak autorzy, krytykując religijne fundamentalizmy, sami często do takiego fundamentalizmu się posuwają. Udają, że prowadzą rzetelne analizy, ale tak naprawdę pozwalają sobie na masę uogólnień. Dość kategorycznie piszą o negatywnych zachowaniach, jako o takich, które wynikają z religii i właściwie z religią są tożsame (wyraźna jest szczególnie ich niechęć do islamu). Skoro wyznawcy danej religii dopuszczają się złych czynów, oznacza to, że bóstwo, w które wierzą, jest "łotrem" i "mściwym oprawcą"; pozwalają sobie na stwierdzenia obraźliwe, typu: "Mamy tu do czynienia, podobnie jak w przypadku większości kościelnych wystąpień, z potokiem pozbawionych treści słów". Stawiają znak równości między np. małżeństwami aranżowanymi a przymusowymi. Itd., itd.
Walka o prawa kobiet, nagłaśnianie łamania tych praw - jestem jak najbardziej za. Ale chyba nie w taki sposób, bo bardziej to szkodzi sprawie, niż pomaga.

Hermia - 2012-02-02, 08:41

Skończyłam czytać "Lalki w ogniu" Pauliny Wilk. I nie wiem co myśleć. Czyta się dobrze, ładny język, barwny, czasem zdarza się lapsus językowy, ale można przymknąć oko.
To nie jest reportaż moim zdaniem, raczej esej na temat Indii. Esej o biedzie, wypróżnianiu, ubiorze, jedzeniu, książkach pośród analfabetów, religii i astrologii czytaj o zacofaniu i przesądach, o trudnej sytuacji kobiet, o barwnych, kolorowych ślubach, które są....po to aby zamaskować obłudę małżeństw aranżowanych...
Pani Wilk nie ma w książce, co ma dawać chyba poczucie, że jest obiektywna. Nie jest. Patrzy przez pryzmat siebie, jak zresztą każdy, bo przecież zawsze patrzymy na świat poprzez swoje doświadczenie, swoje serce, swoje marzenia, swoją wiedzę.
Zresztą Paulina Wilk na pierwszej stronie swojej książki przytacza ludową opowieść o 5 ślepcach, którzy poznawali słonia. Każdy słonia złapał za inną część i każdy inaczej opisał. "Choć każdy ze ślepców odkrył cień prawdy, żaden nie poznał całej". I pani Wilk też nie opisuje nam całej prawdy, opisuje nam swoją prawdę.
"Lalki w ogniu" czytałam zaraz po skończeniu książki Mehtu i miałam wrażenie, żę są wzorowane na "Bombaj. Maximum city".
Mniej szkodliwa od Mroziewicza.
A poczytałam sobie komentarze na onecie pod wywiadem pana Zająca z panią Wilk i myślę, że obojętnie co się wyda w Polsce o Indiach, czy się będzie pisało dobrze, czy źle to i tak jak grochem o ścianę. Ci co lubią lubić będą, ci według których to kraj gdzie mordują chrześcijan zdania nie zmienią, a dla wielu na zawsze Indie to będzie trzeci świat.

irwomen - 2012-02-02, 23:42

Przeczytałam "Lalki w ogniu" kilka miesięcy temu i, mimo że podziwiam ogrom wiedzy autorki, jestem zbulwersowana takim oglądem świata. Dla mnie życie to nie tylko "esej o biedzie, wypróżnianiu, ubiorze, jedzeniu, książkach pośród analfabetów, religii i astrologii czytaj o zacofaniu i przesądach, o trudnej sytuacji kobiet, o barwnych, kolorowych ślubach". Indie zaś, trochę już przeze mnie oswojone na różne sposoby, są krajem wielkich kontrastów (nie jednolitości) i miejscem wspaniałej kultury: sztuki, literatury, kinematografii, architektury, myśli...
Treść tego utworu z pewnością nie ukazuje prawdy na temat Indii, ani nie oddaje piękna tego kraju. Mam poważne wątpliwości na temat celu takiego utworu. Dla porównania okrutna rzeczywistość łagrowa opisana w utworze "Inny świat" niesie spory ładunek optymizmu i wiary w człowieka, dlaczego książka, która stanowi dla wielu czytelników kompendium wiedzy o Indiach wprowadza tylko w beznadziejność?

GosiaJG - 2012-02-03, 00:22

Dziękuję za opinie. :kwiaty: Byłam lekko uprzedzona do lektury ze względu na autorkę, a Wasze wrażenia pogłębiły niechęć. Odpuszczę sobie na razie.
pawan - 2012-02-03, 11:59

irwomen napisał/a:
, mimo że podziwiam ogrom wiedzy autorki,



A w czym się ta wiedza przejawia?

irwomen - 2012-02-03, 18:59

Np. autorka wie, jak wypróżniają się Hindusi. Nigdy nie wpadłabym na to, żeby posiąść taką wiedzę i dzielić się nią z ludem :D
A tak na poważnie: robi wrażenie, że zna pradzieje mityczne lepiej ode mnie, więc podziwiam.

GosiaJG - 2012-02-26, 21:46

Czytam (chociaż to chyba za dużo powiedziane) "Blondynkę w Indiach" Beaty Pawlikowskiej. Sama bym nie kupiła, ale - "darowanemu koniowi...".
Wiem, że Pawlikowska sporo podróżuje, wydała mnóstwo książek podróżniczych, chyba jest lubiana i ceniona... No i czytam, że "prawie wszyscy mieszkańcy Indii to wegetarianie"... To tak na początek.
Nie rozumiem sensu wydawania książek, w których tekst to w sumie jakieś cztery strony maszynopisu. I w ogóle - jakieś pierdoły o niczym tak naprawdę.

GosiaJG - 2012-04-21, 23:02

W Matrasie w Silesii było dziś -25% na książki. Nie wiem, czy na wszystkie, ale mnóstwo było z taką naklejką. Jeśli promocja dotyczy całej sieci, to warto zajrzeć. :)
Dlatego kupiłam "Kill Grill" Anthony'ego Bourdaina. :mrgreen: Lubię jego opowieści, ale nigdy go nie czytałam, więc gdyby nie promocja, nie kupiłabym pewnie w ciemno książki w miękkiej okładce za prawie 40 złotych!

Mowilka - 2012-04-21, 23:04

Ja tak wczoraj zrobiłam :oops: No, może nie całkiem w ciemno, bo Cien wiatru mi się bardzo podobał. Kupiłam trzeci tom barcelońskiej teralogii Zafona, Więzień nieba. I dopiero wieczorem dowiedziałam się o promocji w Matrasie :-|
GosiaJG - 2012-07-08, 23:33

"Zdławiony krzyk" - relacja hiszpańskiej dziennikarki, która wraz z kilkoma innymi osobami w roku 2000 pojechała najpierw do obozów afgańskich uchodźców w Pakistanie, a potem - nie całkiem legalnie - do samego Afganistanu.
Okładka prezentująca sylwetkę kobiety w burce w połączeniu z tytułem może sugerować książkę o trudnych losach gnębionych afgańskich kobiet. Ale "Zdławiony krzyk" nie jest o tym, bo chociaż rzeczywiście sytuacja kobiet jest bardziej tragiczna, to relacja Any Tortajady dotyczy Afgańczyków, zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
Książkę wypełniają przede wszystkim opowieści o spotkaniach z ludźmi - i historie tych ludzi. Ludzi, którzy mimo egzystowania w skrajnej nędzy w obozach uchodźców nie tracą dumy i są pełni życzliwości dla swoich gości. Ludzi, którzy mimo zagrożenia ze strony talibów organizują na terenie Afganistanu tajne kursy czytania i pisania dla kobiet. Ludzi, których łączy miłość do Afganistanu i nienawiść do talibów.
Myślę, że książkę powinni przeczytać ci, dla których wciąż każdy "Arab" to terrorysta - ale ci pewnie po taką lekturę nie sięgną.
Sama chętnie przeczytałabym coś o współczesnym Afganistanie, "wyzwolonym" przez "wspaniałych amerykańskich chłopaków"...

donlisu - 2012-07-20, 09:38

Właśnie skończyłem lekturę "Uśmiechów Bombaju" i z tego co widzę, trochę przypomina ww. "Zdławiony krzyk". Hiszpański dziennikarz niechętnie wyjeżdża na wakacje do Indii. Jak sam mówi: "Podróż do Indii zmieniła moje życie". Jaume Sanllorente poznaje Bombaj, przerażony widokami, przeżywa emocjonalny wstrząs. Rozpoczyna działalność charytatywnej, tytułowej organizacji, która ma dać szanse jak największej liczbie niedotykalnych na nowy start.
Jaume przez całą książkę powtarza jaką wartość ma życie poświęcone szczęściu innych, że nawet kiedy ludzie plują Ci w twarz, (dosłownie) dążenie do postanowionych celów zawsze będzie nagrodzone.
Bardzo lekko i szybko się czyta tą książkę, a najlepiej ją opisują słowa na okładce : "Ta książka to jak zaproszenie do wspólnej pracy na rzecz lepszego świata"

GosiaJG - 2012-07-21, 11:29

Dzięki za polecenie, donlisu, zapisuję sobie "do przeczytania".
Hermia - 2012-07-21, 15:38

Właśnie skończyłam czytać "Namaste po prostu Indie". Jest to subiektywny zbiór opisów Indii przez ludzi, którzy wybrali się w podróż do tego kraju, mamy też dwie wypowiedzi Indusów- jedna o wrażeniach Indusa z podróży po Polsce, pisze co go zdziwiło i zaskoczyło a co mu się podobało, druga to wypowiedź Jahangira Mangali, który pisze o swojej ojczyźnie ( jest to człowiek prowadzący w Polsce biuro podróży, głównie z wycieczkami właśnie do Indii). Opowiadania są różne, jedne lepsze inne hm...takie sobie. Dowiedziałam się z książki czego dotyczy siedem przyrzeczeń, które składają sobie małżonkowie. W rozdziale o toaletach autorka wypytuje Indusa o podmywanie, a potem on ją pyta o ...papier toaletowy.
Książka próbuje przełamać stereotypy, pokazuje, że warto i należy podróżować. Jest zachwytem podróżników. Autorzy podkreślają, że nie są dziennikarzami, często swoją wiedzę o Indiach podpierają informacjami z netu. Książka staranna w korekcie. Zdjęcia...spodziewałam się ich lepszej jakości. Miałam duże oczekiwania oglądając zdjęcia na profilu facebooka. W książce zdjęcia się dużo gorszej jakości, może to kwestia przekłamań w druku. Cena książki jest zbyt wysoka, a wielka szkoda, bo powinna trafić do bibliotek i być ogólnie dostępna. Fajna książka dla kogoś kto nic nie wie o Indiach.
Zainteresowanych książką odsyłam na stronę wydawnictwa:
http://www.namastepoprostuindie.pl/

GosiaJG - 2012-08-30, 22:48

Dzięki za wrażenia. :kwiaty: Szkoda, że rzeczywiście cena taka "nieprzyjazna".

Zacznę od dygresji. ;)
Jak to jest, że ilekroć trafiam do jakiejś biblioteki tzw. publicznej, prawie natychmiast jestem kierowana do półek z tzw. literaturą kobiecą? Dlaczego panie bibliotekarki nigdy nie polecą mi nic poza tzw. czytadłem? Z reguły sama wybieram coś na szybko, ostatnio jednak postanowiłam skorzystać z podpowiedzi, zrobić kolejne podejście do "czytadła" i wypożyczyć reklamowaną nowość, czyli "Złocistą dolinę" Iwony J. Walczak.
Od razu przypomniał mi się wywiad z tą amerykańską autorką, która napisała "Klątwę Tygrysa" - Mowilko, pawan, pamiętacie? :mrgreen: Z tą, która mówiła, że kiedyś jej się zdawało, że pisarz to ktoś bardzo mądry, ale okazało się, że każdy może napisać książkę... :hyhy: (przy okazji - muszę poszukać tego tekstu, bo był niezły ;) ). "Złocista dolina" potwierdza tę teorię, niestety.

"Zaczęła głęboko oddychać, sycić komórki życiodajnym tlenem". :mur:
"Przyjaciółka wlewała do wysokiego porlecanowego dzbanka kremowe mleko" - brzmi to tak, jakby kazać gimnazjaliście uzupełniać na lekcji tekst przymiotnikami. :mur: Pełno w tym dziele takich zdań. Innych cudów oszczędzę. :)
Książka opowiada o trzech dawnych przyjaciółkach "po przejściach", które postanawiają wspólnie otworzyć ośrodek wypoczynkowy. Ja już paniom dziękuję - podobnie jak pani autorce.

Jednym tchem, mimo sporych rozmiarów, czyta się "Kochanki i królowe" Benedetty Caveri, o francuskich władczyniach oraz mniej lub bardziej oficjalnych metresach francuskich królów. Polecam.

pogoda - 2012-08-30, 23:31

GosiaJG napisał/a:
"Zaczęła głęboko oddychać, sycić komórki życiodajnym tlenem". :mur:
"Przyjaciółka wlewała do wysokiego porlecanowego dzbanka kremowe mleko" - brzmi to tak, jakby kazać gimnazjaliście uzupełniać na lekcji tekst przymiotnikami. :mur: Pełno w tym dziele takich zdań. Innych cudów oszczędzę. :)


O żesz. Aż mi się pastisz Samozwaniec Na ustach grzechu przypomniał, który jak widać nadal jest aktualny. :mrgreen:

Jeśli chodzi o polecanie książek dobry jest Tok FM, mają całkiem sporo audycji o książkach, sama sobie zapisuję, jak coś mnie zainteresuje. Przeczytałam polecane przez nich Śniadanie z Sokratesem Roberta Rowlanda Smitha, której autor patrzy filozoficznie na codzienne poczynania i nawet oglądanie telewizji daje mu asumpt do ciekawych rozmyślań. Ciekawa i pozwala się zatrzymać na chwilę i zastanowić nad wbrew pozorom wcale nie prozaicznymi sprawami.

A propos bibliotek publicznych chciałabym polecić serię kryminałów o Checie i Berniem, którzy wspólnie prowadzą Małą Agencję Detektywistyczną. Narratorem jest Chet, pies szkolony w K9, który razem z Berniem, byłym żołnierzem i policjantem tworzą niesamowicie skuteczny duet. Cudowne są te książki, bardzo ciepłe, zabawne trzymające w napięciu, z parą głównych charyzmatycznych bohaterów i mnóstwem ciekawych postaci przewijających się w śledztwach. Po polsku ukazały się Na psa urok i Chet i Bernie na tropie, a w oryginale wydane są jeszcze dwie i liczę, że jak najszybciej ukażą się u nas.

GosiaJG - 2012-08-31, 20:56

pogoda napisał/a:
O żesz. Aż mi się pastisz Samozwaniec Na ustach grzechu przypomniał

Albo i "oryginał" Mniszkówny ze zmysłami wypełźniętymi na usta. :haha:

Dzięki za informacje o serii kryminałów (dawno żadnego nie czytałam, zapytam w bibliotece) i o programie w Tok FM. :kwiaty:

Hermia - 2012-09-19, 20:21

William Dalrymple " Dziewięć żywotów. Na tropie świętości we współczesnych Indiach"
Z okładki: "Dziewięć osób, dziewięć ścieżek życia. Każda wiodąca przez inne doświadczenia religijne, każda niosąca niezapomnianą opowieść. Od rytualnej śmierci głodowej do tajemniczych praktyk tantrycznych, od boga wcielającego się w tancerza po rzeźbiarza stwarzającego boga z brązu.William Dalrymple dzieli się z czytelnikami wiedzą, którą zebrał, i historiami, których wysłuchał w ciągu swojego ponad dwudziestopięcioletniego pobytu w Indiach." Świetna książka, warto przeczytać, polecam.
A dziś odebrałam z empiku książkę Małgorzaty Sochy "Ginefobia w kulturze hinduskiej. Lęk przed kobietą w dyskursie antropologicznym i psychoanalitycznym".

Hermia - 2012-10-26, 09:35

Dla miłośniczek Ani: Nowy przekład Ani
Przyznaję oglądałam książkę na targach, długo myślałam czy kupić, ale niestety brakło kasy. Podobno jest świetny przekład.

an87 - 2012-10-26, 12:56

Hm... kossssszzzzmarna okładka...hmm... Musiałabym najpierw pomacać, znaczy wycieczka do Empiku mnie czeka... może będą mieli tę wersję.
Hermia - 2012-10-26, 13:05

No właśnie ja miałam problem z ilustracjami, zresztą nie jedyny na targach, parę książek odpadło z mojej listy zakupowej właśnie z powodu ilustracji. Lucjan woli klasykę, nie znosi udziwnień, nadmiaru kolorów, ale też nie przepada za szarością.
an87 - 2012-10-26, 13:39

Hermia napisał/a:
Lucjan woli klasykę, nie znosi udziwnień, nadmiaru kolorów, ale też nie przepada za szarością
No właśnie. Dlatego tak bardzo lubię tę http://www.bialykruk.com....gorza_22328.jpg wersję Ani. Zresztą moją ukochaną, prawie zaczytaną na amen. Środek opatrzony pięknymi, czarno białymi szkicami, bez udziwnień i pozwalającymi rozbujać się wyobraźni.
Dla mnie już na zawsze Rachel z oryginału będzie panią Małgorzatą Linde.

Hermia - 2012-11-06, 09:42

Juliette wielkie podziękowanie za polecenie Terzaniego. Czytam właśnie "Nic nie zdarza się przypadkiem", zamówiłam już swoją książkę (czytam egzemplarz z biblioteki). Jestem zachwycona.
virgo - 2013-01-07, 14:27

Wydawnictwo Znak zapowiada mającą znaleźć się w sprzedaży około 20 lutego książkę "Zawsze piękne. Życie, śmierć i nadzieja w slumsach Bombaju" Katherine Boo. Książka jest owocem trzyletniego pobytu autorki, laureatki Nagrody Pulizera, w mumbajskich slumsach Annawadi:
http://www.znak.com.pl/ka...2,Zawsze-piekne
http://creativemagazine.p...ju-recenzja,314

Hermia - 2013-01-12, 19:53

A czy ktoś może mi powiedzieć jakie ja mam wydanie "Hobbita" kupić? Chciałam dla Lucjana, ale nie umiem wybrać.
GosiaJG - 2013-01-12, 22:52

Dzięki za oba tytuły - "Zawsze piękne. Życie, śmierć i nadzieja w slumsach Bombaju" i "Nic nie zdarza się przypadkiem". Będę w bibliotece ględzić, by kupili. ;) I bardzo mnie "Ginefobia w kulturze hinduskiej" zaintrygowała. Ale tego pewnie w bibliotece nie znajdę. :(
Mam coraz mniej miejsca na półkach na książki. :(

Kiedy weszłam dziś na chwilę do Matrasu, zaatakowały mnie już od wystaw stosy "Greyów"... W ogóle ostatnio zewsząd mnie ten tytuł atakuje. Czytałam swego czasu artykuł* o tym "dziele", z króciutkimi cytatami z tekstu - jedno i drugie skutecznie i momentalnie mnie zniechęciło do lektury "bestsellera". A już informacja, że pani zainspirowała się swoją ukochaną książką, czyli sagą "Zmierzch"... :mur: Czemu tak się promuje jakiegoś gniotka? Nie rozumiem. O co chodzi?

* Link do artykułu:
http://www.wysokieobcasy....na_punkcie.html

Ostatnie moje lektury to świąteczne prezenty. "Słodkie życie w Paryżu" Davida Lebovitza to bardzo przyjemna, przeplatana przepisami autora, opowieść o Amerykaninie, który postanowił osiąść w stolicy Francji. Opowiada o dziwactwach paryżan - zabawnie, czasem złośliwie, ale z sympatią. Książkę czyta się bardzo szybko, a przepisy wyglądają na takie do wykorzystania.

"Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej" - czytam, bo epoka mnie interesuje, chociaż rzecz wydaje mi się nieco chaotyczna i napisana bardziej jak zbiór tekstów prasowych niż zwarta publikacja połączona wspólną osią. Nie wiem też, na ile autor jest wiarygodny. To czytadło, a nie naukowa analiza - ale też nie oczekiwałam jej.
Podoba mi się to, że autor wykracza poza XX-lecie i ukazuje dalsze losy przedstawianych postaci. To jeszcze raz uświadamia mi, jakim "końcem świata" była II wojna.

Mowilka - 2013-01-12, 23:31

Słodkie życie to naprawdę słodka i lekko napisana książka. Na dodatek napisana bez amerykańskiego zadzierania nosa i poczucia wyższości Kilka przepisów mam ochotę wypróbować...
Hermio :kwiaty: teraz będziesz miała tych wydań do koloru do wyboru - też ostatnio przejrzałam półki w Matrasie i widziałam, co się dzieje "w tym temacie." Mnie się podobało wydanie, jakie widziałam u znajomych, spore, w twardej oprawie, z kanonicznymi ilustracjami Alana Lee, które były podstawą do filmowej wizji Śródziemia.

an87 - 2013-01-12, 23:52

Zwróć też uwagę, na tłumaczenie. Nie wiem czy Skibniewska tłumaczyła Hobbita, ale warto by było wrzucić pytanie o tłumaczenie na jakieś form.
GosiaJG - 2013-01-13, 00:13

Tłumaczyła. I moim zdaniem inne powinny być zakazane. ;)

Przy okazji czytania o wytworze książkowym o Greyu znalazłam krótki tekst na temat tego, że przy tej okazji pewne brytyjskie wydawnictwo doszło do wniosku, że skoro taki seks dobrze się sprzedaje, to czemu nie "wzbogacić" klasyków literatury; podobno najpierw "upornografiono" "Jane Eyre" i "Dumę i uprzedzenie"... :mur:

an87 - 2013-01-13, 00:56

GosiaJG napisał/a:
skoro taki seks dobrze się sprzedaje, to czemu nie "wzbogacić" klasyków literatury; podobno najpierw "upornografiono" "Jane Eyre" i "Dumę i uprzedzenie"...
O matko, już ich zupełnie pogrzało! :klnie:
Mowilka - 2013-01-13, 01:03

My nie gorsi! :shock: Widziałam "Córkę Wokulskiego" z dość jednoznacznym opisem na okładce...
Hermengilda - 2013-01-13, 08:33

GosiaJG napisał/a:
Tłumaczyła. I moim zdaniem inne powinny być zakazane.

Amen :)

Hermia - 2013-01-13, 09:59

Właśnie to co się dzieje dziś na rynku książek mnie niepokoi. Miliony wydań ale nigdy człowiek nie ma pewności czy kupuje autora czy na podstawie autora. A każde wydanie jest luksusowe i "wyjątkowe". A potem kupisz Prusa i masz pornografię.
Podobno jeśli chodzi o Hobbita polecają też tłumaczenie Pauliny Braiter? Ja niestety nie umiem tego obiektywnie stwierdzić, książki Tolkiena przeczytałam już jako dorosły i podobały się, ale nie zostawiły pasji.
A jeśli chodzi o książki do polecenia, właśnie skończyłam Jonas Jonassona "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął". Dużo brzydkich wyrazów w książce jest, ale jest świetna. Stulatek w dzień swoich urodzin ucieka z domu opieki. Jego przygody opisywane są na przemian z jego wspomnieniami. A te ściśle związane są z historią świata. U mnie książkę przeczytała cała rodzina i wszystkim się podobała.

pogoda - 2013-01-13, 16:59

Audycja o Arturze Conan Doyle'u:
http://bi.gazeta.pl/im/6/13181/m13181216.mp3

Słyszałam na Toku, że problemu mnogości tłumaczeń utworów Tolkiena bierze się stąd, że właściciele praw bardzo o nie dbają i właściwie każde wydawnictwo zagraniczne, kiedy zdecyduje się wydać coś na nowo musi też zlecić nowe tłumaczenie, problem tylko, żeby wybrać dobre. Nie mogę niestety znaleźć tej audycji, bo polecano tam też nowsze tłumaczenia chyba zarówno Władcy i Hobbita.

Anteja - 2013-01-14, 21:41

Tłumaczenia Hobbita są dwa, Marii Skibniewskiej i Pauliny Braiter. Tego drugiego nie znam, choć go posiadam ( od niedawna ). Tłumaczenia WP są trzy - Skibniewskiej, Łozińskiego i Frąców. Z czystym sercem polecam Skibniewską, bo tłumaczenie Frąców jest poprawne, ale zupełnie bez polotu, natomiast wersja Łozińskiego - nawet po póżniejszych poprawkach - jest bardziej wariacją na temat niż prawdziwym tłumaczeniem. Skibniewska była z wykształcenia polonistą i chyba dlatego jej przekłądy tak dobrze się czyta w naszym ojczystym języku.
GosiaJG - 2013-01-26, 22:20

Wracając do sprawy "Greyów"... - my nie gorsi i swój "thriller erotyczny" mamy. :hyhy: Niejaka pani Ilona Felicjańska popełniła dzieło, które, wygląda na to, powinno być na czele wszelkich polskich rankingów grafomaństwa.
Tu nieco o "dziele" - prześmiewczo:
http://deser.pl/blogi/zam...eszno/1#Life2MT

Hermengilda - 2013-02-02, 19:43

Dziś cały możliwy wolny czas poświęciłam na dokończenie 3 tomu cyklu Millenium. Już dawno żadna książka nie wciągnęła mnie tak bez reszty, jak te kryminalne opowieści z północy Europy. Dochodziło do tego, że między śniadaniem i wyjściem do pracy chociaż kilka stron zaliczałam :) . Polecam miłośnikom kryminałów, dreszczowców i opowieści trzymających w napięciu.
Mowilka - 2013-02-02, 19:54

Prawda? Uwielbiam skandynawskie kryminały. Z Millenium najbardziej podobał mi się 1 tom.

A ja sama dostałam właśnie kolejną przetłumaczoną na polski książkę Kamili Shamsie, Złamane wersety. Ona jest tak przepojona osobistym cierpieniem narratorki, że aż trudno uwierzyć, że Sól i szafran wyszła spod tej samej ręki. Wersety to cierpienie córki opuszczonej przez matkę dla wyższych celów (walki z reżimem głównie), a także bolesna i trudna historia Pakistanu. Nie brzmi zachęcająco, ale to piękna powieść. Jest w niej też, jak zawsze wpleciony z najwyższą dyskrecją, ale pełen pasji, wątek miłosny.

monia1990 - 2013-02-03, 10:07

O, tak Millenium jest świetne. Szkoda, że autor umarł i nie napisał kolejnych części. Z drugiej strony może by nie były takie dobre. Kto wie. Ja zdecydowanie polecam tę serię. Niektórych mogą męczyć polityczne wtrącenia, ale zapewniam, że warto przez nie przebrnąć.
Podobnie jak Wy jestem ogromną fanką skandynawskich kryminałów. Według mnie to najlepsi pisarze w tej kategorii. Poza Larssonem polecam też powieści Camilli Läckberg, Åke Edwardsona, Anne Holt, Håkan'a Nessera i Lizy Marklund. Naprawdę warto sięgnąć po ich książki.
Z polskich autorów polecam książkę Mariusza Zielke "Wyrok". To powieść co prawda fikcyjna, ale opisane zagrania na giełdzie i w firmach są prawdziwe. Niektórzy porównują głównego bohatera do Mikaela Blomkvist'a z Millenium. I szczerze nie jestem tym zaskoczona.

Hermengilda - 2013-02-03, 12:07

Przygodę ze skandynawską literatura dopiero zaczynam - bardzo dziękuję za podpowiedzi kolejnych autorów.
A co do wtrąceń politycznych - jako fanka Le Carre'go wcale, ale to wcale nie krzywiłam się na nie - wręcz przeciwnie :) .

monia1990 - 2013-02-03, 13:17

Mi właśnie też nie przeszkadzały te wtrącenia. One dodatkowo wyjaśniają tło historii. I w sumie nic w tym dziwnego skoro autor interesował się polityką i miał w związku z tym ogromne kłopoty. (Zachęcam do przeczytania jego biografii.) Jednak jak rozmawiałam z różnymi osobami to się na to skarżyły. Dlatego też o tym wspomniałam :)
virgo - 2013-02-10, 15:39

W kraju niewidzialnych kobiet. Nieznany świat królestwa Arabii Saudyjskiej - fragmenty książki "W kraju niewidzialnych kobiet", napisanej przez mającą pakistańskie korzenie pisarkę i lekarkę Qantę A. Ahmed. Autorka opisuje sytuację kobiet w Arabii Saudyjskiej, a książka ukazała się na polskim rynku kilka dni temu:
http://www.wysokieobcasy...._krolestwa.html

Mowilka - 2013-02-13, 13:45

Hermia pisała o tej książce kiedyś, a ja ją potem od niej pozyczyłam o potwierdzam - świetna! Wiliama Dallrymple Dziewięć żywotów. Na tropie świętości we wspólczesnych Indiach to jest nie tylko kopalnia wiedzy o tym wielkim kraju, ale i książką, którą się chłonie, świetnie napisana, wciągająca. Autor dla swoich badań przemierza subkontynent od Kerali na południu po Pakistan na północy. Prowadzi przez krajobrazy bujnej, dusznej zieleni tropikalnego Południa, wsi Tamilnadu, pustynnego Rajastanu, spalarni zwłok w Kalkucie, drogi i bezdroża wielkiego kraju. Rozmawia z ludźmi traktując ich nie jak eksponaty, bez wyższości i pobłażania. Widać, że bardzo chce wiedzieć co ich napędza, czym żyją, jak swoje posłannictwo widzą, przeżywają. Opwiada o rzeźbiarzu świątynnych posągów, w które - jak wierzy - po "otwarciu" im oczu - wstępuje bóg, o opowiadaczch sag na wzór homerycki, tancerzach - pariasach z Kerali, w których wcielają się bóstwa, dżinistce, zamiatajacej przed sobą drogę wachlarzem z pawich piór, prostytutce - kapłance bogini. Czytając ma się przed oczami obrazy z filmów. A co najważniejsze - autor ma świadomość, że opisywany świat przemija. Jego opowiadacze, rzeźbiarze, tancerze, nie mają następców. Można powiedziec, że książka jest kapsułą czasu zachowującą dla nas coś, czego już własciwie nie ma.
Bardzo polecam.
http://woblink.com/e-book...-dalrymple,6427

pawan - 2013-02-13, 15:28

Przeczytałam fragment linkowany przez Virgo i zrobiło mi się niedobrze, delikatnie mówiąć.
GosiaJG - 2013-02-14, 10:54

Treść czy forma, pawan?

Ech, mam już listę książek, które polecacie, dopisuję kolejne pozycje - tylko niczego w mojej bibliotece doprosić się nie mogę. :(

pawan - 2013-02-14, 11:24

No, niestety treść, w takich wpadkach moja tolerancja na różnice kulturowe całkowicie umiera. Zresztą to nie są żadne różnice kulturowe tylko zupełna aberracja.
Hermia - 2013-02-14, 12:26

Gosiu Mowilka przywiezie Ci całą kopę książek.
Pawan masz rację, na pewne tematy moja tolerancja bierze wolne.

GosiaJG - 2013-02-14, 12:56

pawan napisał/a:
No, niestety treść, w takich wpadkach moja tolerancja na różnice kulturowe całkowicie umiera. Zresztą to nie są żadne różnice kulturowe tylko zupełna aberracja.

Zgadzam się, to wykracza daleko poza różnice kulturowe.
Hermia napisał/a:
Gosiu Mowilka przywiezie Ci całą kopę książek.

<3 :super: :brawo: :kwiaty:

Wypożyczyłam ostatnio "Rozmyślania przy makijażu" Marii Kornatowskiej, książkę o Nowym Jorku. Pomyślałam, że autorka zasłużona, więc może rzecz będzie warta uwagi. Muszę przyznać, że coraz trudniej mi czytać, bo styl jest wyjątkowo męczący i banalny. Początek rozdziału np.:
"Człowiek jest istotą niedocieczoną, pełną wewnętrznych sprzeczności. Idę mym ulubionym Broadwayem (...). Słońce świeci. Niebo lazurowe. Ruch ogromny".
Co pierwsze zdanie ma wspólnego z drugim? Po co takie na siłę dodawanie "głębi" tekstowi? Inspiracja formą Białoszewskiego? To udało się tylko raz. Kiedy zaczyna się robić interesująco (bo np. autorka pisze, skąd się wziął przydomek Nowego Jorku - Gotham), po chwili mamy powrót do niepotrzebnego zadęcia i "mądrości".

Już chyba kiedyś polecałam "Dzienniki kołymskie" Hugo-Badera. Rewelacyjne. I autor nie ma problemu z formą.

pogoda - 2013-02-15, 15:10

GosiaJG napisał/a:
Początek rozdziału np.:
"Człowiek jest istotą niedocieczoną, pełną wewnętrznych sprzeczności.


Dobrze, że dalsza część zdania wyjaśnia, co znaczy 'niedocieczony', bo pomyślałam, że autorce o uzupełnienie płynów w organiźmie chodziło. ;)

Polecana książki dopisuję. Na 'Dziewięć żyć' nawet jest promocja w Merlinie.

GosiaJG - 2013-02-17, 14:28

pogoda napisał/a:
Dobrze, że dalsza część zdania wyjaśnia, co znaczy 'niedocieczony', bo pomyślałam, że autorce o uzupełnienie płynów w organiźmie chodziło. ;)

Brzmi w taki "odwodniony" sposób, prawda? :mrgreen:

Ze zmęczenia formą książki o Nowym Jorku przerzuciłam się na amerykańską opowieść Marcina Wrony, korespondenta TVN-u,pt. "Wrony w Ameryce". Co prawda autor Stanami raczej się zachwyca - choć nie bezkrytycznie - ale dla mnie ta książka jest potwierdzeniem jakiejś tam mojej wizji; Ameryki uwielbiającej "swoich chłopców walczących za ojczyznę" i wpuszczającej ich jako pierwszych na pokład samolotów, a jednocześnie pozwalającej, by dziesiątki tysięcy weteranów, często dwudziestokilkuletnich, mieszkało na ulicy; Ameryki kochającej dzieci i z tej miłości serwującej im na lunch w przedszkolu - do wyboru - makaron zalany roztopionym serem, hot-dogi albo pizzę; Ameryki, w której prawie każdy może mieć w domu broń, za to na plaży obowiązują surowe zasady...

pogoda - 2013-02-17, 21:46

Ameryka, to jest dopiero kraj pełen kontrastów. Jeśli chodzi o Amerykę lubię Grishama czytać, bo jego książki to nie tylko thrillery sądowe, ale też ciekawie przedstawiają społeczeństwo i nie tylko w sposób wyidealizowany, ale też poruszane są tematy trudne, jak w "Komorze", albo dokumentalnym "Niewinnym", obie książki piętnują karę śmierci.
GosiaJG - 2013-02-18, 07:45

Jeszcze jedna refleksja księgarniana - byłam ostatnio w Matrasie i Empiku. Półki jednej i drugiej sieci zasypane są "greyami" i pochodnymi, w empiku "greye" w czołówce bestsellerów. Poza tym mnóstwo "literatury" pisanej przez celebrytów ("Wrony...", o których pisałam wcześniej, też się do tego nurtu zaliczają' parę ciekawych obserwacji, językowo jest to co najwyżej poprawne, ale bez cienia polotu). Dla mnie coś takiego nie powinno w ogóle mieć dostępu do księgarń. Ale te listy hitów pokazują, dlaczego ma - niestety.
Anushka3698 - 2013-02-18, 10:55

Ja serdecznie polecam książkę " Po tamtej stronie ciebie i mnie " tą książke czyta się jednym tchem , jest wspaniała ;)
PauliAnjali - 2013-02-18, 22:20

Z ostatnich kilku dni: właśnie skończyłam "Wszystko co ważne" Jana Goldsteina, znaleziona na jednej z półek w bibliotece.
Ciepła opowieść o życiu zagubionej młodej kobiety, która poznaje moc uzdrowienia babcinej miłości - wnuczka starszej pani zatraca się w swych problemach do tego stopnia, iż postanawia popełnić samobójstwo, jednak to nie powodzi się. Po wielu dotychczasowych wizytach w różnorakich szpitalach, jeden z lekarzy daje pacjentkę w opiekę jej własnej babci, która wiele w swym życiu przeżyła ...
Spoiler:

jedna z ocalonych podczas wywozów do obozów koncentracyjnych
Na dodatek trudne relacje z ojcem po śmierci matki + nowa żona i dzidzia...


Taka to sobie w skrócie historia, przyznam, że autora nie znam, a do książki podchodziłam z rezerwą, bo to raczej z tych ooo znalazłam :D , ładna okładka + tytuł = czytam
Ale muszę powiedzieć, że byłam pozytywnie zaskoczona bardzo szybciutko się ją czytało i do tego z przyjemnością....
Mam dziwne wrażenie, że widziałam nawet film o podobnej tematyce... No, ale nie oszukujmy się historia chwytliwa jak wszystkie inne.

Na niepogodę i kiepski humor jak znalazł ;)

A teraz z innej beczki:
"Cichociemni - Elita Polskiej Dywersji" Kacpra Śledzińskiego,
właśnie zaczęłam czytać i już po pierwszych 100 stronach ani nie jestem przytłoczona ilością faktów historycznych, ani drobiazgowością czy coś w tym stylu...
Książkę czyta się momentami jak dobrą powieść sensacyjną można by rzec, ale jest to w pełni książka historyczna skupiająca sią na polskich bohaterach II wojny światowej - może właśnie dlatego, że skupia się wokół jednego wątku wydaje się taka atrakcyjna ...
Opis formowania się tej jednostki, wszelkich niepowodzeń czy sukcesów... cóż przeczytałam dopiero 1/4 więc za wiele jeszcze powiedzieć nie mogę ;P

Wielbicielkom/Wielbicielom historii polecam :)

Hermengilda - 2013-02-18, 22:32

PauliAnjali napisał/a:
Wielbicielkom/Wielbicielom historii polecam

Dziękować, dziękować :D - zanotowane, do poszukania.

GosiaJG - 2013-04-02, 10:47

"Japonia w sześciu smakach" Anny Świątek - pewnie taką książkę mogłaby napisać i elfkaa, i krasnoludka - może dużo lepszą; autorka, absolwentka japonistyki, spędziła rok, pracując w Japonii, w wolnych chwilach zwiedzała. Dzieli się z czytelnikiem swoimi wrażeniami, opowiada o odmiennościach, tym, co lubi, a czego nie.
Jeśli ktoś uważa, że wyłącznie po dogłębnym przestudiowaniu każdego aspektu dotyczącego jakiegoś kraju wolno wyrazić swoją opinię, raczej po książkę Świątek sięgać nie powinien. Dla kogoś obeznanego z japońską kulturą i obyczajowością też nie będzie tam nic nowego. Wszyscy inni, niebędący wielkimi wyznawcami japońskiej kultury, ale chcący coś tam sobie przeczytać, mogą, jak sądzę, po tę książkę sięgnąć. Autorka notuje obserwacje, popada czasem w stereotypowe myślenie, natomiast nie daje sobie prawa do wygłaszania niepodważalnych prawd i nie przekonuje o tym, że pozjadała wszystkie rozumy.

Hermia - 2013-04-17, 23:27

Dopadłam świeżo wydaną książkę Thrity Umrigar "Odnaleziony świat" i chyba zarwę dzisiejszą noc, bo fajna jest. Trochę mnie wkurzają literówki, korektor to fikcja? Napisane stoi, że pani taka i taka- korektor. A literówek sporo.
Mimo wszystko polecam.

GosiaJG - 2013-07-08, 12:59

"Sekret mojego turbanu" Nadii Ghulam i Agnes Rotger - takie książki literacko zazwyczaj nie powalają, natomiast są bezcennym źródłem informacji o życiu codziennym, odmiennościach kulturowych itp.

Nadia opowiada o swoim życiu w Afganistanie - najpierw pod rządami prezydenta Nadżibullaha, później mudżahedinów, wreszcie - talibów i tych, którzy po nich nastali (tak naprawdę często są to nadal talibowie, którzy "zmienili barwy").

Opowiada o spokojnych i szczęśliwych latach wczesnego dzieciństwa w otoczeniu rodziny, o wybuchu bomby podczas walk z mudżahedinami, który poparzył jej połowę ciała, o śmierci brata i przejęciu jego tożsamości, by utrzymać rodzinę, o przerażająco ciężkiej pracy 11-latki, ukrywającej się w chłopięcym przebraniu... O bollywoodzkich filmach oglądanych nielegalnie za rządów talibów, których większość zwykłych mieszkańców Kabulu nie rozumie i nienawidzi. O mozolnej nauce czytania i pisania. O odrzuceniu z powodu wyglądu. O nielegalnej podróży do Pakistanu, który jawi się jak oaza wolności, bo kobiety nie noszą czadorów, a muzykę na targowisku puszcza się głośno i bez strachu.

Można przeczytać.

Przy okazji - zastanawiam się, czy w dzisiejszych czasach we wszystkich bibliotekach obowiązują takie zasady... Pytałam o książkę, a pani powiedziała, że raczej jej mieć nie będą, bo nie będzie jej w hurtowni, z którą mają podpisaną umowę. Okazało się, że biblioteka podpisała umowę z firmą, która ma książki jakiejś grupy wydawnictw i tylko z tych wydawnictw książki kupuje. Trochę to moim zdaniem nie fair, w końcu mowa o bibliotece publicznej.

GosiaJG - 2013-07-22, 11:19

Nareszcie zaczęłam czytać książki z "Biblioteczki Hermii". :brawo:

Na pierwszy ogień poszła powieść Tishani Doshi "Poszukiwacze szczęścia". Historia Babo, mieszkającego wraz z rodziną w Madrasie, ale pochodzącego z Gudżaratu, i Walijki Sian, zaczyna się od wielkiej miłości. Ale walka o nią, przeszkody na drodze zakochanych nie stają się osią fabuły. Uczucie łączące ludzi z różnych światów staje się wstępem do opowieści o losach kolejnych pokoleń pewnej rodziny.

Urzekła mnie forma książki. Żadnej egzaltacji. Kolejne strony czyta się chwilami jak zapis jakiegoś sprawozdania, jakby narrator obserwował świat z daleka, tylko od czasu do czasu stosując zbliżenie i ukazując kadry z bliska: jeden dzień z wizyty w Walii, wieczór pełen zabawy w domu o pomarańczowo-czarnych bramach...

Dopiero po skończeniu "Poszukiwaczy szczęścia" znalazłam informację, że autorkę zainspirowała historia uczucia jej rodziców.

GosiaJG - 2013-07-24, 07:51

"Gdy nie nadejdzie jutro" - zbiór reportaży Pawła Skawińskiego z Indii i Nepalu.
O Andżu, czternastolatce wyciągniętej przez organizację pomocową z mumbajskiego burdelu. O historycznym podłożu konfliktu indyjsko-pakistańskiego. O kumari - dziewczynkach będących wcieleniem bogini. O życiu codziennym w Kaszmirze. O ofierze składanej w Nepalu bogini raz na pięć lat, ofierze z kilkudziesięciu tysięcy zwierząt...

Autor niczego nie narzuca, mówi o swoich wrażeniach, ale nie feruje wyroków. Nie akceptuje ani negatywnego nastawienia, ani bezmyślnego spojrzenia przez różowe okulary.
Zamieszcza rozmowy z pracownikami organizacji pozarządowych i korporacji (w jednej z nich pracował), pokazując spojrzenie "od środka".

Najbardziej poruszyło mnie to, co czytałam o Kaszmirze - może dlatego, ze dotychczas nie czytałam na ten temat zbyt wiele. Prawie całkowita bezkarność stacjonujących tam wojsk (na mocy specjalnej ustawy) jest porażająca. W obliczu tego nie dziwię się temu, z czego czasem żartujemy - z bollywoodzkiego umiłowania wojska i policji, tłumnego bywania na Umangach itp.

Najbardziej denerwuje podejście niektórych "nawiedzonych" ludzi z Zachodu, którzy mają niby pomysły na pomoc, nie mając tak naprawdę pojęcia o realiach, życiu codziennym itp. Kończy się to tak, jak historia pewnej Hiszpanki...

Szukając informacji o książce, natknęłam się na kilka opinii zaczynających się bardzo podobnie: "Po zobaczeniu kilku bollywoodzkich filmów miałam w głowie obraz kolorowych Indii, a ta książka jest inna...". Naprawdę? Naprawdę po zobaczeniu polskiej komedii romantycznej ktoś zakłada, że każdy mieszkaniec Warszawy jest właścicielem pięknego apartamentowca i równie pięknego samochodu? :shock:

Wywiad z autorem:
http://www.lekturyreporte...swoich-indiach/

Anteja - 2013-07-24, 09:08

Bardzo polecam ci Alfabet zakochanego w Indiach - autor Jean-Claude Carriere. To Francuz związany z teatrem, był autorem scenariusza do Mahabharaty w reżyserii Petera Brooka. jego książka odnosi się bardziej do sztuki, zabytków Indii i została napisana kilkanaście lat temu, ale autor tez potrafi być obiektywny. Mnóstwo ciekawych informacji o teatrze i mitologii.
Hermia - 2013-07-24, 10:16

A ja kupiłam właśnie 'Podróże kulinarne z Jarkiem Kretem. Kuchnia indyjska". Dzieło to to oczywiście nie jest, ale ja lubię spojrzenie Kreta na Indie. Jest nimi oczarowany jak dziecko. Podaje proste przepisy, opisując swoje spotkania z indyjskiej restauracji we Wrocławiu, spotkanie z panią ambasador czy Anu Kapoorem.
Zobaczymy już niedługo jak się sprawdzą przepisy z książki.

GosiaJG - 2013-08-24, 01:15

Anteja napisał/a:
Bardzo polecam ci Alfabet zakochanego w Indiach

Dzięki, jesteś kolejną osobą, która mi tę książkę reklamuje - postaram się znaleźć. :) Dostałam niedawno "Alfabet zakochanego w Meksyku" tego autora (jeszcze nie czytałam).

Skorzystałam z 30-procentowej zniżki na wszystkie książki w związku z likwidacją Empiku przy Rynku w Krakowie i kupiłam dwie, na których mi zależało. Jedna z nich to "Moda w przedwojennej Polsce" Anny Sieradzkiej. Książka zawiera sporą ilość materiału ilustracyjnego (który na pewno mi się przyda i do którego będę wracać). Nie wiem, dlaczego założyłam, że jej autorką jest amatorka-pasjonatka tematu (nie powinnam, bo czy PWN wydałby książkę amatorki? ;) ), dlatego na początku starałam się wyrozumiale traktować ogólniki, wyliczanki, brak pogłębienia tematu... Chociaż tak naprawdę liczyłam na tło kulturowe, analizę - bo przecież moda nie istnieje w próżni, jest wynikiem przemian społecznych, obyczajowych, historycznych, których nie da się streścić w kilku zdaniach. Tu tak zrobiono.
W którymś momencie zajrzałam na tył okładki i doczytałam, że autorka jest naukowcem, profesorem UW, historykiem sztuki... I nawet jeśli ta książka nie jest publikacją naukową, to od naukowca tym bardziej oczekiwałabym szerszego spojrzenia, informacji, które będą dla mnie czymś nowym i zaskakującym, wnioskowania. Nic takiego nie dostałam. Tekst okazał się do końca głównie wyliczanką i - co też irytujące - cytatem całych fragmentów międzywojennych poradników, szczególnie jednego.
Za materiał zdjęciowy - wielki plus, za tekst - równie wielki minus.

A teraz ponarzekam dla odmiany na przesadnie naukowe podejście. ;)
"Ginefobia w kulturze hinduskiej" Małgorzaty Sachy ma wszystkie negatywne cechy pracy naukowej. ;) Połowa książki jest całkiem (lub prawie całkiem) nie na temat - objaśnianie pojęć, odwoływanie się do tego i tamtego, skoro psychoanaliza, to zaczynanie od Freuda itp. Bo przecież trzeba normę stron wyrobić. Oczywiście tekst musi być naszpikowany jak największą ilością wyrazów na co dzień nieużywanych - skoro autor siedział ze słownikiem, żeby wszystkie "zwykłe" zamienić na niezrozumiałe synonimy - niechże teraz czytelnik męczy się w drugą stronę. ;) A jak się wreszcie w połowie zaczyna coś na temat - to okazuje się, że sięgamy do "Kodeksów Manu", czyli nihil novi. Ale myślę, że dalej będzie lepiej - mam tylko nadzieję, że znajdę czas na dokończenie publikacji.

Jakiś czas temu skończyłam "Dziewięć żywotów" Williama Dalrymple'a - książkę idealnie wyważoną, naukową, ale napisaną z reporterską werwą, fascynującą, pokazującą w dużej mierze Indie od strony, której dotychczas nie znałam. Chyba najbardziej zapadła mi w pamięć historia dźinijskiej mniszki. Może to nie zabrzmi poprawnie politycznie, ale ten ascetyczny aspekt dźinizmu wydał mi się nieludzki, okrutny. Pamiętam, że miałam też takie odczucia po lekturze ostatniego rozdziału "Maximum City"...
Pamiętam, że dziewczyny polecały już "Dziewięć żywotów" - ja się dołączam.

Anteja - 2013-08-24, 21:02

Poszukam "Dziewięciu żywotów", opis brzmi bardzo interesująco. Jeśli chcesz czegoś pogłębionego o historii stroju ( nie mody ) to może sięgnij po "Historię stroju" Maguelonne Toussaint - Samat.
Mowilka - 2013-09-10, 11:44

Bardzo polecam książke, w której zatonęłam i pochłonęłam jednym tchem - Mapy dla zagubionych kochanków pakistańskiego pisarza Nadeema Aslama. Książka - o ile kogoś zachęcą takie informacje - miała nomianację do Nagrody Bookrea i jest naprawdę znakomita. Nie jest, wbrew pozorom (tytuł!) romansem, ale opowieścią o pewnej rodzinie mieszkającej w Daśte Tanhai - dzielnicy angielskiego miasta, w której jedynym białym jest ksiądz, którego parafianie wynieśli się dawno w inne miejsca. Daśte Tahai - krainę samotności zamieszkują teraz imigranci z Bangladeszu, Indii, Pakistanu. Książka opowiada o losach jednej rodziny. O miłości, samotności, pragnieniach, próbach zachowania gruntu pod nogami i tego, w co się wierzy w innym, obcym i niezrozumiałym świecie. Takich książek są setki. Ale ta się wyróżnia czymś nieuchwytnie i czarująco pięknym. Rzeczywistość jest wroga, zła albo smutna i trudna, ale przepiękny język pisarza, wspaniałe obrazy, które nim wyczarowuje, zmienia to wszystko w świat jak z okrutnej i cudownej baśni.
W Polsce ukazała się jeszcze jedna powieść tego pisarza i chyba będę chciała jej poszukać.

Hermia - 2013-09-10, 22:13

Mowilko druga powieść to "Bezowocne czuwanie" i o ile się nie mylę mam ją na półce. Zobaczę jutro, bo dziś mam...grypę żołądkową...
Mowilka - 2013-09-11, 00:21

O matko kochana.... :kwiaty: współczuję grypy :kwiaty:
I bardzo dziękuję za Mapy - to był genialny prezent. Pożyczyłam ją natychmiast, bo ludzie widzieli jak ją czytałam. Zresztą następna czytelniczka chłonęła ją na moich oczach równie zachłannie jak ja.
Masz Bezowocne czuwanie? :jupi:

Hermia - 2013-09-11, 08:00

Tak Mowilko mam "Bezowocne czuwanie".
Nie polecam natomiast nikomu "Oczu Kirana", nie pamiętam autorki, a książkę cisnęłam gdzieś w głąb półek.
Próbowałam to czytać, ale po kolejnym opisie jak dotykała skóry mężczyzny i rosło jej pożądanie zwątpiłam. To historia rozwiedzionej Polki, która wyjeżdża do Indii i Nepalu i tam spotyka młodszego od siebie Kirana.
Mieszanka erotycznych wspomnień i średniej jakości opisy podróży. Szkoda czasu.

juliette - 2013-09-15, 21:19

Bez bicia przyznam, że ostatnimi czasy śladowo Bollywood oglądam - najczęściej przy okazji wizyt znajomych :) .
Wciągnęły mnie ostatnio kryminały Ake Edwardsona - ostatni tytuł to "Prawie martwy"
http://pl.wikipedia.org/wiki/%C3%85ke_Edwardson
to kolejny Szwed autor - są niebywale ponure i przygnębiające, coś jednak w tym jest, że narody południowe, jak Włosi czy Hiszpanie potrafią wyładować swoje emocje, natomiast Skandynawowie duszą je w sobie. Ale może dzięki temu mamy wysyp dobrych powieści?
Równie mroczny jest Islandczyk Arnaldur Indridason
http://pl.wikipedia.org/w...Indri%C3%B0ason

Ukazała się ciekawa książka "Reakcja" Susan Faludi - wydana przez "Czarną Owcę" druga w serii "Biblioteka Kongresu Kobiet" - pierwsza to "Mistyka kobiecości" Betty Friedan, wydana w oryginale w latach 60-tych, czyli rozkwicie feminizmu. "Reakcja" również wyszła u nas grubo po oryginale - dokładnie 22 lata później).
Tytułowa "reakcja" to reakcja w ostatnich dziesięcioleciach na feminizm, w prasie (przekopała się bardzo dokładnie przez prasę anglojęzyczną), w telewizji (programy informacyjne), w filmie.
Książka liczy sobie ponad 700 stronic, zawiera wiele przykładów.
Ale generalna konkluzja jest taka, że w stosunku do lat 70-tych XX wieku sytuacja kobiety pogorszyła się.
Nadal lansuje się stereotypy płciowe z XIX wieku i próbuje się upchnąć kobiety do domu - jako matki, kucharki, sprzątaczki i opiekunki.
A kobiety, które wybierają inny styl życia piętnuje się jako dziwaczki i lesbijki.
Mimo upływu ponad 20 lat od wydania oryginału, sytuacja kobiet nie uległa zmianie na lepsze.

Na pewno zbyt "po łebkach" napisałam o książce, ale jestem jeszcze w trakcie lektury.
http://www.wysokieobcasy...._feminizmu.html

Wspomniałam o tej pozycji, po przeczytaniu waszej dyskusji o "gender" w przedszkolach - toż to idealnie pokazuje, że nic się nie zmieniło w wychowaniu dzieci.
A już najkapitalniejsze było określenie, że dziewczynki nie czują się poniżone przebraniem się za chłopców, natomiast chłopcy tak.
No więc gdzie ta równość płci?

Mowilka - 2013-09-15, 23:45

Kiedy chodzi o to IMO, że płcie równe, ale nie identyczne ;) I nie o tę "petite difference" mi chodzi. Dziewczynki i tak chodzą w spodniach, dresach i adidasach, przebierać się lubią, więc co im za różnica. A przeciętny chłopak wstydzi się spódniczki. Słyszałam o badaniu przeprowadzonym przez pewną socjolożkę wśród dzieci przedszkolnych, w którym dzieciom dano zabawki nie kojarzone tradycyjnie z ich płcią. I wiecie, jak dziewczynki bawiły się autkami? Otóż kładły je do łóżeczek, przykrywały kocykami i mówiły "nie martw się, wszystko będzie dobrze."
Rozumiem dobrze, że nie dotyczy to każdej dziewczynki. I każdego chłopca. Jestem za dawaniem wolności. I nie przymuszaniem do niczego, co nie jest nauką mycia zębów, jedzenia warzyw, sprzątania swoich zabawek i tym podobnych.
Ale jak pisałam - ja dzieci nie mam i choć nie jest to dla mnie powód do radości, to czasami czuję z tego powodu ulgę.

juliette - 2013-09-16, 15:43

Nie na temat, ale a propos przebieranek :)
http://faszynfromraszyn.p...w_spodnicy.html
jakiś czas temu - nie zapomnę reakcji Ani na ten widok - widziałyśmy owego pana w pasażu za Galerią Centrum.

an87 - 2013-09-16, 15:56

O rany! Ktoś mu zdjęcie zrobił!!! :shock: :haha: :haha: :haha:
Fakt, szczękę zbierałam z trudem, jak go zobaczyłam.

GosiaJG - 2013-09-26, 21:48

juliette napisał/a:
Ukazała się ciekawa książka "Reakcja" Susan Faludi

Też czytam - ale nie wiem, kiedy skończę, bo kobyła.
Mowilka napisał/a:
Kiedy chodzi o to IMO, że płcie równe, ale nie identyczne

Tego chyba nikt nie neguje.
Cytat:
Słyszałam o badaniu przeprowadzonym przez pewną socjolożkę wśród dzieci przedszkolnych, w którym dzieciom dano zabawki nie kojarzone tradycyjnie z ich płcią. I wiecie, jak dziewczynki bawiły się autkami? Otóż kładły je do łóżeczek, przykrywały kocykami i mówiły "nie martw się, wszystko będzie dobrze."

Z badaniami (szczególnie "amerykańskimi" ;) ) bywa tak, że każdy naukowiec jest w stanie udowodnić to, co sobie wcześniej założył. :mrgreen:
Śmieję się, że Marta miała trochę powyżej roku, a już się w lustrze profesjonalnie przeglądała jak dama (chociaż chłopcy też tak robią, jak mi mówiły ich mamy - mimo że to "niemęskie" ;) ). ;) A autkami bawi się także, "po bożemu". ;)

Mowilka - 2013-09-26, 23:03

Nie bardzo chce mi się szczegółowo roztrząsać te sprawy, tym bardziej, że nie dotyczą mnie bezpośrednio. Po prostu - z czysto zdroworozsądkowego punktu widzenie genderowy program w przedszkolach wydaje mi się naiwny i równie mało efektywny jak chodzi o osiągnięcie zakładanych celów, jak bardzo naukowo opracowane metody motywowania pracowników w korporacjach. Tyle, że różnica jest taka, że za wprowadzenie go do programu przedszkolnego płaci państwo, czyli my.
GosiaJG - 2013-10-10, 14:45

Polecam "Grzeczność na krańcach świata" - zbiór esejów na temat savoir-vivre'u w różnych regionach świata. Są i krótkie, raczej pobieżne teksty zawierające głównie powszechnie znane informacje, i dłuższe, naszpikowane naukowymi terminami (czytam właśnie o honoryfikatywności japońskiej ramy benefaktywnej :mur: , o formach orzeczeń modestywnych, aprecjatywnych i jeszcze bardziej podziwiam tych, którzy znają japoński :brawo: ).

Eseje ułożone są "geograficznie" - na razie "leci" Azja (Mongolia, Chiny, Korea, Japonia, jest kilka rozdziałów o Indiach - jeszcze nie dotarłam), potem kraje arabskie, ale potem i Afryka, i Ameryka Południowa, i Północna.

Mam nadzieję, że dalej też będzie ciekawie.

Edit.
Za wcześnie pochwaliłam... Właśnie się wkurzam, czytając rozdział "Indie widziane oczami europejskiego turysty". Po pierwsze - nie pasuje do całości, bo to luźny zbiór wrażeń dotyczących różnych aspektów - transportu, restauracji, sytuacji kobiet - z grzecznością ma niewiele wspólnego. Po drugie - autorka, Katarzyna Sołtan, co prawda na końcu pisze, że "szacunek wobec inności jest jedynym fundamentem, na którym można budować wzajemne relacje", ale wcześniejsze rozdzialiki są katalogiem narzekań. Nie chodzi o to, by pokazywać, że Indie są jak z obrazka, ale ona pisze tylko o brudzie, o tym, że do butelki wody w restauracjach nie dostawali szklanek, o brudnych hotelach (zawsze mi się wtedy przypomina to, co mówiła Pawan), o tym, że Indusi patrzyli na nią, kiedy wychodziła w spodniach i bluzce na ramiączkach lub kiedy paliła papierosa... Cytat: "W Delhi żebracy byli bardzo agresywni. (...) Gdy zatrzymywaliśmy się na światłach, przez otwarte okna samochodu zaglądały do nas biedne dzieci i wychudzone kobiety". Rzeczywiście - przerażająca agresja...

GosiaJG - 2013-11-03, 21:46

Kto napisał "Wichrowe wzgórza"?:
http://www.tokfm.pl/Tokfm...ozona.html?as=1
Nie siedziałam szczególnie głęboko w temacie, nie wiedziałam, że są w ogóle jakieś wątpliwości.

Mowilka - 2013-11-04, 08:18

Nie pasjonuję się szczególnie twórczością sióstr Bronte, ale aż trudno mi uwierzyć w te rewelacje :shock:
Anteja - 2013-11-04, 18:43

Pan sobie trochę pofantazjował. Tu zapis rozmowy z Erykiem Ostrowskim w Tok FM:

http://www.tokfm.pl/Tokfm...zo_zlozona.html

Hermia - 2013-11-18, 09:10

Mam pytanie o "Magiczne drzewo". Ktoś czytał? Co sądzicie? Ja właśnie kończę trzecią część z Lucem. I idzie mi opornie. Jemu się podoba, a mnie się to źle czyta. Tylko nie wiem czy mam tak po obfitości Harrego Pottera? Nie potrafię sprecyzować o co mi chodzi, czego się czepiam.
Hermia - 2013-12-20, 22:16

Tak na szybko chciałam polecić powieść dla młodzieży a właściwie serię zamkniętą w 5 tomach "Percy Jackson i bogowie olimpijscy” Ricka Riordana. Autor był nauczycielem przez wiele lat, swoje doświadczenie rewelacyjnie wykorzystał dając młodym ludziom świetną rozrywkę plus łatwo strawialną wiedzę.
Percy Jackson to 12-letni dyslektyk z ADHD, wyrzucany, co roku z kolejnej szkoły. Pewnego dnia okazuje się, że jest herosem. I czeka go moc przygód w mitologicznym świecie osadzonym w realnej, współczesnej Ameryce.
Czytam Młodemu już 3 tom i nie tylko on się doskonale bawi.

Mowilka - 2013-12-28, 16:02

Strasznie napaliłam się na kolejną książkę Umberto Eco mającą formę antologii. Po Historii piękna, Historii brzydoty, Szaleństwie katalogowania, ukazała się Historia krain i miejsc legendarnych.
Temat jak dla mnie wymarzony. Bo i miejsca biblijne i etapy podroży Homera mamy i legendę arturiańską i mit świętego Graala i Atlantydę i Utopię i wiele, wiele innych. Księga na dodatek jest bogato ilustrowana, pięknie wydana, samo wzięcie jej do ręki to czysta przyjemność.
Wnętrze - czyli treść, trochę mnie rozczarowało. Ale właściwie - czego się spodziewać po antologii? Raczej nie dogłębnych studiów nad tematami. Autor prześlizguje się po nich, podając jednak bogate wskazówki dla tych, którzy chcieliby pogrzebać w tematach głębiej. Na koniec każdego rozdziału mamy wypisy w tekstów źródłowych.
To moja lektura świąteczna (pożyczona) i bardzo mnie cieszy jej lektura. Trochę jest nieporęczna, gdyby chcieć zabierać ją do łóżka - wielka i ciężka.

Inna książka z ostatnich czasów, którą zanudzam już wszystkich znajomych, to rewelacyjna rzecz: Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania. Książka jest dziełem antropolożki, Kate Fox, która przeprowadziła dogłębne badania na własnym plemieniu, próbując dociec, co jest istotą "angielskości." W sposób bardzo dowcipny (a nie nie męcząco zabawny) autorka opisuje angielskie obsesje sprowadzające się do kilku podstawowych zasad: byle nie nazbyt serio, prywatność nade wszystko, liczy się przynależność klasowa, uprzejmość nie boli, nigdy nie przestawaj być "fair."
Pani Kate prowadzi nas poprzez angielskie domy, poczucie humoru, pracę, ogrody, domy, zachowanie w pubie i na drodze. Czyta się to swietnie, zabawa jest przednia, a i wartość poznawcza - bezcenna. Nie wybierajcie się do pubu, zanim nie przeczytacie tej książki. I dowiedzcie się, jakimi siedmioma słowami natychmiast zdradzicie swoją "klasę." Oraz - kto kupuje meble, a kto je po prostu ma. Która klasa hoduje psy, a która chomiki. Dlaczego tabliczki z numerami domów są zawsze zamazane i ukryte i dlaczego Anglicy to naród majsterkowiczków. Polecam. Zaczytuję się książką w autobusach i co chwilę wybucham śmiechem.

GosiaJG - 2014-01-11, 00:33

O, na to "Przejrzeć Anglików" muszę zapolować.

Na szybko polecam "Sto odcieni bieli" Preethi Nair, czyli powieść rozpoczynającą się jak co najmniej "K3G" (on przystojny i bogaty, ona biedna i piękna...), ale potem toczącą się w zgoła innym kierunku, opowiadaną na przemian przez matkę i córkę. Nie mogłam się oderwać aż do ostatnich stron.

"W kraju niewidzialnych kobiet" czyli Arabia Saudyjska oczami lekarki, Qanty Ahmed. Jeśli komuś jeszcze się wydawało, że ten kraj to kulturowy monolit i że wszyscy myślą jak ortodoksyjni wahabici - powinien przeczytać tę książkę. Jest w niej mnóstwo ciekawych informacji (mimo że niektóre są lekko przeterminowane, bo to Arabia Saudyjska z końca lat 90.) na temat życia codziennego, roli religii, małżeństwa, sytuacji kobiet. Z ogromnym zainteresowaniem raz pierwszy czytałam tak szczegółową relację z hadżdżu.

A teraz czytam drugi tom sagi "Zaginiona flota" - powieści określanej jako militarne sf... Nigdy nie sądziłam, że mnie wciągnie - a jednak. :)

Anteja - 2014-01-13, 20:45

Zaginiona flota - znam - też mnie wciągnęło :) To takie trochę patriotyczno-heroiczne sf. Space opera od czasu do czasu jest lekiem na całe zło ;)
GosiaJG - 2014-01-13, 21:13

O, miło, że kojarzysz. :)
Wiesz, zdziwiłam się, że wciągnęło, bo wiesz, ja żadnego sf nie czytam, raczej też nie oglądam. A tu takie jakieś gwiezdne wojny, opisy broni, pozycji bojowych, narady wojenne, i tak przez cały pierwszy tom - i w kilka dni poszło. :)

Mowilka - 2014-01-14, 09:30

A to naprawdę musi być coś! :brawo:
Ja prócz skandynawskich kryminałów (Anteja, dzięki - Twoja rekomendacja z taniej książki bardzo dobra, ten islandzki zaraz puszczam dalej, żeby i inni się nacieszyli :kwiaty: ) czytam Akunina, Sokoła i Jaskółkę. Podróż statkiem na Karaiby, skarb do odnalezienia, takie klimaty. Bardzo lubię Akunina.
No i czytam z przerwami, bo to hardcorowa lektura, ksiązkę Światu nie mamy czego zazdrościć - lekko podbeletryzowany zapis rozmów z uchodźcami z Korei Północnej. To jest straszne. Spokojna narracja, pospolite życie iluś tam osób. Tyle, że w kraju bez prądu. Bez jedzenia. Bez prawa do własnego zdania. Własnego życia. Spokojne i jednolicie szare piekło naszych czasów. Bardzo polecam - nie ma w tym gwałtu ani emocji. Ściska za gardło.

Anteja - 2014-01-16, 18:50

Zaginiona flota to całkiem dobre czytadło fantastyczne, a ja mam słabość do takich prawdziwych bohaterów ;) Trzykrotko cieszę się, że książki ci się spodobały. Teraz mam mało czasu na czytanie ( inwentaryzacja całościowa z natury - zgroza ), ale zakopałam się w biografiach. Najpierw Ksiądz - paradoks o Janie Twardowskim ( bardzo interesująca ), potem Charlotta Bronte i siostry śpiące ( średniawa zdecydowanie ), Papusza ( wzruszająca ), a teraz życie całe Miłosza ;) Książkę Franaszka to chyba będę czytać pół roku, taka jest obszerna i pełna szczegółów. Zaczęłam nietypowo, bo od końca - najpierw przeczytałam o latach amerykańskich Miłosza, teraz już idę chronologicznie.
Mowilka - 2014-01-16, 22:58

Już kilka razy miałam w rękach Franaszka. Chyba też po troszeczku sobie poczytam :kwiaty:
Anteja - 2014-01-17, 20:23

Na pewno warto przeczytać. Ogromna praca autora, świetna znajomość życia i twórczości Miłosza, doskonały styl.
GosiaJG - 2014-05-10, 12:52

Widziałam ostatnio w księgarni najnowszą część "Dziennika Bridget Jones". Ktoś wie, czy warto? Pomijam fakt, że pewna informacja, którą znalazłam na temat treści, "nieco" mnie zniechęca.
Mowilka - 2014-05-11, 22:55

Absolutnie nie warto. To, co było zabawne kiedyś, teraz jest wyłącznie żałosne. Jeśli lubiłaś Dziennik Bridget Jones, to nie psuj tego sobie. Wygląda na to, że pisarka ma kredyty do spłacenia, albo dom remontuje i pomyślała, że odetnie trochę kuponów.
GosiaJG - 2014-05-14, 16:46

Ok, to w takim razie zerknę w księgarni, ale kupować nie będę. Jednak to chyba dobrze, że
Spoiler:

Mark Darcy nie dożył - bo tego gdzieś się dowiedziałam.


GosiaJG - 2014-05-29, 21:10

Ciekawy tekst o powieściach M. Musierowicz:
http://wyborcza.pl/1,7547...__Ksiazek_.html
W młodości je bardzo lubiłam. Teraz "przymusowo" wracam do niektórych i odnajduję coraz więcej irytujących rzeczy. Zerknęłam też na jedną czy drugą część z tych nowszych - też mnie nie zachęciły. W dużej mierze zgadzam się z wnioskami płynącymi z artykułu.

Hermengilda - 2014-05-29, 22:50

GosiaJG napisał/a:
Ciekawy tekst

Chciałam bardzo przeczytać, ale ten tekst znów skończył się na haśle Reszta artykułu dostępna dla naszych prenumeratorów. Trudno :evil:

A szkoda mi o tyle, że miłośniczką Jeżycjady byłam i będę - zapoznane w czasach podstawówki, aż do tej pory te książki potrafią mi poprawić humor i zostawić banana na twarzy. Niewykluczone, że jak Ty Gosiu zgodziłabym się mniej lub bardziej z tekstem, bo inaczej te książki odbierała nastolatka, a inaczej osoba dojrzała. Co nie zmienia faktu, że wyłączam czasem "tryb dorosłego" i z uśmiechem wracam na Roosvelta. :)

GosiaJG - 2014-05-30, 00:33

Przedtem tekst był dostępny, teraz też wyświetla mi się tylko tytuł, zdjęcie i ta informacja. :(

Edit. Jak znalazłam przez link w google, to znowu okazał się dostępny:

Spoiler:

Musierowicz jest w złym humorze [tekst z "Książek. Magazynu do Czytania" nr 10]
Eliza Szybowicz

"McDusia"
Małgorzata Musierowicz
Akapit Press, Łódź
Od prawie 40 lat kreuje wizerunek pisarki heroicznie życzliwej. Bo kto okazuje gniew czy choćby zniechęcenie - zaraża negatywnymi uczuciami jak ospą. A kto rozbawia, pociesza i daje świadectwo wartościom - inicjuje łańcuszek ludzi dobrej woli. W przełożeniu na jej powieści polega to na demonstrowaniu idealnych relacji międzyludzkich. Co prawda Musierowicz ma kompleks lekceważonej autorki dla dziewcząt, co sugeruje natrętne przywoływanie przez nią czytających ją autorytetów - z Czesławem Miłoszem i Zbigniewem Raszewskim na czele. Ale otwartym tekstem deklaruje, że spełnia istotne społeczne obowiązki.
Akcję wychowawczą poza książkami prowadziła w pogadankach pisanych dla "Filipinki", "Gazety Wyborczej" i "Tygodnika Powszechnego", w audycjach Radia Merkury. A obecnie robi to na oficjalnej stronie internetowej. Lubi siebie przedstawiać jako pisarkę przyjaciółkę, która utrzymuje intensywne kontakty z czytelnikami składającymi jej wizyty i zasypującymi ją korespondencją. Regularnie dziękuje za "całe mnóstwo życzeń, dobrych słów i myśli - kartki, listy, pocztówki, fotografie i rysunki, a nawet prezenty!" ("Frywolitki 3").
Brzmiałoby to wszystko nieźle, gdyby nie to, że swój szlachetny projekt Musierowicz realizuje często nieszlachetnie, a jej życzliwość ma coraz ciaśniejsze granice. Autorka pogodnych powieści bywa niechętna, obrażona i wzgardliwa. Czego nie lubi?
Społeczeństwo
Stanowiącą centrum "Jeżycjady" wyspę rodziny Borejków, epigonów formacji inteligenckiej, otacza ocean przemocy, kłamstwa i głupoty. Społeczeństwo degeneruje się pod wpływem pogoni za forsą i kultury masowej. Zapomina o prawdziwych wartościach. Nie-Borejków łatwo rozpoznać - cuchną i mają rzadkie włosy, oglądają telewizję i nie znają na pamięć "Pana Tadeusza". Często bywają agresywni.
Taki obraz świadczy o wyniosłości autorki i utożsamiających się z Borejkami czytelników. A jednocześnie Musierowicz twierdzi, że zależy jej na etosie społecznikowskim.
W pierwszych książkach cyklu pojawiała się konkretna praca u podstaw i dbałość o ponadklasowe więzi społeczne. Eksperymentalny Sygnał Dobra, czyli uśmiech przesyłany ludziom w nadziei na pozytywny odzew, przynosił rezultaty.
Nienawistna sąsiadka Szczepańska okazywała się miłą starszą panią ("Kwiat kalafiora"), mali okrutnicy Lisieccy byli na dobrej drodze do resocjalizacji ("Ida sierpniowa"). Ida Borejko zaręczyła się nawet ze Sławkiem Lewandowskim, synem robotnika z sutereny ("Opium w rosole"). Potem jednak Szczepańska została potępiona jako antysemitka ("Kalamburka"), Lisieccy się stoczyli ("Brulion Bebe B."), a Ida zerwała z tramwajarzem i wyszła za lekarza ("Pulpecja").
Obecnie w każdej powieści obowiązuje ten sam fatalistyczny schemat - Borejkowie bardzo chcą coś zrobić dla społeczeństwa, ale spotykają się z agresją. Kiedy Ignacy Grzegorz mówi, że czuje jedność z bliźnimi, brutalny bliźni podkłada mu nogę ("McDusia"). Między Borejkami a prymitywną tłuszczą wznosi się mur niezrozumienia. Gabrysia rytualnie boleje nad swoją bezradnością wobec wszechobecnych nieszczęść. Bieda to coś w rodzaju prawa przyrody czy dopustu losu - po prostu istnieje, można nad nią boleć, ale nic się nie da zrobić ("Noelka"). I bardzo dobrze, bo jak inaczej dowiedzielibyśmy się, że Borejkowie są wrażliwi i szlachetni?
Odtrąceni i zranieni inteligenci skupiają się na życiu domowym. Pielęgnują swoją enklawę wyższej kultury i więzi rodzinno-przyjacielskie. Borejkówny muszą co prawda wypuścić się w świat, by znaleźć odpowiednich reproduktorów swego stylu życia, ale szybko wyławiają właściwych kandydatów. Kiedy okazuje się, że wybranek Laury nie lubi Mickiewicza, jej pociąg do niego natychmiast zanika ("Czarna polewka"), a już w następnym tomie dziewczyna znajduje wymarzonego polonistę ("Sprężyna"). Po kolejnym ślubie, rozumie się kościelnym, można spokojnie wrócić na stary fotel i wsadzić nos w książkę.
Nowoczesność
Musierowicz nie znosi nowoczesności. Pielęgnuje coś, co uważa za staroświeckość. Centrum stworzonego przez nią świata stanowi zakurzone mieszkanie w secesyjnej kamienicy, z którego ostatecznie wyrzucono telewizor. Na niegościnnych peryferiach rozciąga się trochę straszne, trochę śmieszne blokowisko, gdzie telewizor dudni zza każdych drzwi. Borejkowie, choć zachowują pozory liberalizmu, są bardzo konserwatywni. Przede wszystkim obyczajowo.
Do legendy przeszła już niespodziewana ciąża będącej na studiach Róży, z którą nikt ze światłej rodziny nie porozmawiał o antykoncepcji ani aborcji ("Język Trolli", "Żaba"). Poniekąd słusznie, bo inne Borejkówny najwyraźniej nie uprawiają seksu przedmałżeńskiego, a po ślubie mogą się rozmnażać bez ograniczeń, co też z ochotą czynią. W ten sposób powstaje wielodzietna, wielopokoleniowa rodzina, w której kolejni potomkowie, mimo powierzchownych różnic, są wiernymi kopiami przodków. Pisarce zależy na utrzymaniu wrażenia, że przy ul. Roosevelta 5 czas zatrzymał się przed wojną.
Jeżycki klan jest żarliwie religijny, gromadnie ciągnie na msze do dominikanów, przyjaźni się z księżmi, wielbi Jana Pawła II, przy każdej okazji dziękuje Bogu za jego łaski. Tradycyjnie celebruje święta, zwłaszcza Boże Narodzenie, które Musierowicz regularnie eksploatuje jako źródło "magicznej" atmosfery. Przez jakiś czas wszystko wskazywało na to, że Gabrysia jest na bakier z szóstym przykazaniem, ale autorka pospieszyła z wyjaśnieniem, że ślub z Pyziakiem był nieważny, bo zaledwie cywilny ("Tygrys i Róża"). Tylko w tej literackiej rodzinie możliwa jest poważna rozmowa panny młodej z nastoletnim bratem o przebiegu i pozytywnym oddziaływaniu spowiedzi przedślubnej ("McDusia").
Ostentacyjnie nienowoczesna jest też wiedza Borejków, zdobywana w ramach edukacji domowej, bo szkoła może tylko zaszkodzić. Jej rdzeniem jest wykształcenie klasyczne - łacina i kultura antyczna oraz kanon literatury europejskiej. Niepraktyczna i anachroniczna, ma stanowić cel sam w sobie. To zamknięty zbiór arcydzieł czytanych w kółko i maksym powtarzanych bez końca. Nigdy się ich nie kwestionuje, a tylko automatycznie stosuje do wszystkich nowych sytuacji, które stają się przez to przykładami odwiecznych prawidłowości.
Feminizm
To chyba najszerzej znana antypatia Musierowicz. Na forach internetowych fanki szczegółowo przedyskutowały sprawę karykaturalnej feministki pani Barbary, która wytyka Gabrysi zależność od rodziny ("Nutria i Nerwus").
Warto jednak przypomnieć, że w latach 80., zanim pisarka zaczęła się wystrzegać tego słowa, feministkami były nazywane Gabrysia ("Opium w rosole") i Ida ("Brulion Bebe B.") - bo były energiczne, zaradne oraz ambitne i nie dawały się zamknąć w roli słodkiej kobietki.
Paradoksalnie Musierowicz właściwie propaguje pewien rodzaj feminizmu. Jej mężczyźni są cisi i często nieporadni, a kobiety - silne i ekspansywne. Ale jest to matriarchat ściśle domowy. Seniorka rodu nawet głośne polityczne dramaty pisze anonimowo, nie ruszając się z kuchni ("Kalamburka").
Od lat 90., kiedy o swoistym feminizmie Musierowicz pisała Kinga Dunin, sprawy zaszły jeszcze dalej - teraz w rodzinie Borejków obowiązuje model partnerski, w którym mężczyzna pomaga w opiece nad dziećmi i pracach domowych. Ignacy, który ani chwili nie zajmował się córkami, teraz ofiarnie piastuje wnuczęta.
Ale jedno chyba nie zmieni się nigdy. Rozmaite inteligentne i niezależne dziewczyny na kartach "Jeżycjady" wchodziły, wchodzą i wchodzić będą w rolę oddanej żony i matki. Niezawodnej podpory rodziny. Musierowicz celuje w humorystycznym przedstawianiu dojrzewania do tych zadań. Bezczelna Aniela, rzeczowa Gabrysia, wybuchowa Ida, pewna siebie Pulpecja, zalękniona Aurelia, opanowana Bebe czy nieugięta Laura - wszystkie przechodzą przemianę i zawijają do bezpiecznej przystani trwałej monogamii oraz udanego macierzyństwa. Nawet dziki Tygrys w końcu złagodniał, a i oporna McDusia pewnie się wkrótce nawróci.
Kobiety jedną ręką robią karierę zawodową, drugą wiodą szczęśliwe życie rodzinne. Z tym że to ostatnie absorbuje niemal całą uwagę autorki, podczas gdy praca zajmuje mglisty margines. Mimo że twarde i zaradne, bohaterki bez mężczyzny byłyby niczym. Kiedy zbuntowana przeciwko rodzinie Laura jedzie do Torunia, otrzymuje nauczkę w postaci dwóch starych panien - jędzowatej ciotki i jej żałosnej, spragnionej macierzyństwa przyjaciółki ("Nutria i Nerwus").
Dziecko rozpoznawane i adorowane jest już na obrazie z ultrasonografu ("Żaba"). "Po tylu bezsensownych latach" zapełnia puste miejsce w ramionach dwudziestolatki ("Czarna polewka"). Nic dziwnego, że kobieta bezdzietna w "Jeżycjadzie" jest zawsze groteskowo pokręcona. Matki wyznaczające wyraźne granice swojej autonomii, jak Ewa Jedwabińska czy Józefina Bitner, robią dzieciom krzywdę.
PRL
Musierowicz odżegnuje się od PRL-u, bo łatwo można by ją z nim skojarzyć. Wtedy zrobiła karierę. Sama przyznaje (w autobiograficznej opowieści "Tym razem serio"), że otrzymywała "przyjemne" honoraria i bez większego trudu godziła pisanie z opieką nad czworgiem dzieci. Również jej dążenie do wychowywania społeczeństwa w naszych histerycznie liberalnych czasach łatwo byłoby powiązać z socjalistycznym dydaktyzmem.
W latach 90. szczyciła się "Opium w rosole" (1986) zawierającym rzekomo krytykę stanu wojennego. Faktycznie, w tej powieści taty Borejko i rodziców Kreski ku smutkowi rodziny dłuższy czas nie ma w domu. Dmuchawiec "nie może już uczyć". Energiczne pukanie do drzwi budzi przestrach domowników, a praktykant prowadzący lekcję ma "wąsa jak elektryk". Po ulicach jeżdżą wozy pancerne. Cała krytyka kończy się jednak na aluzjach.
Tymczasem kiedy ukazała się ta część sagi, w literaturze oficjalnego obiegu już od dawna wolno było o stanie wojennym pisać znacznie bardziej bezpośrednio. Robiła to np. Nurowska w "Kontredansie" (1983). Bohaterowie "Opium" boleją raczej ogólnie nad zbrodniami i kłamstwami panoszącymi się "na całym globie" niż nad dyktaturą Jaruzelskiego.
Musierowicz musiała zatem wykonać bardziej zdecydowany gest wymazania swoich związków z PRL-em. W tym celu napisała retrospektywną "Kalamburkę" (2001), której bohaterowie żyją w latach powojennych, ale mają współczesną, antykomunistyczną świadomość. Oczywiście, wszyscy od urodzenia byli w opozycji. Ignacy nie był wcale odklejonym od rzeczywistości molem książkowym - redagował podziemne gazetki, za co został internowany. Mila do tego stopnia nie miała nic wspólnego z PRL-em, że nie korzystała z przywileju ciężarnej do kupowania bez kolejki.
W PRL-u bywało tylko ponuro i jeszcze bardziej ponuro. Musierowicz eksponuje krwawy poznański Czerwiec, haniebny Marzec i pełen grozy Grudzień. Ciężko się pracowało i żyło w nędzy. Trochę się to nie zgadza z "Brulionem Bebe B.", w którym społeczeństwo swobodnie urywało się z pracy godzinę przed czasem. Ale Musierowicz najwyraźniej nie chce pamiętać, co pisała wcześniej, ani tym bardziej niuansować obrazu epoki.
Pieniądze
Zarabianie pieniędzy to w "Jeżycjadzie" temat bardzo drażliwy. Borejkowie w PRL-u byli ubodzy, jak wszyscy uczciwi ludzie, a teraz żyją dostatnio, ale nie dlatego, że im na tym zależy. Jeśli są lekarzami, nie mają prywatnej praktyki, tylko dyżury w szpitalu i spółdzielni lekarskiej. Mieszkają w suterenie. Ida bardzo krytycznie odnosi się do strajku pielęgniarek, które zapewne domagają się podwyżek ("Tygrys i Róża"). Można się domyślić, że uważa to żądanie za niestosowne. Pieniądze się ma, nie należy się o nie starać ani o nich mówić.
Szkoła, uczelnia, biblioteka, wydawnictwo, szpital, teatr - źródła utrzymania członków klanu są prestiżowe. A zajęcia wydają się niezbyt absorbujące, więc wszyscy mają mnóstwo czasu wolnego. Nieustające wakacje spędzają na czytaniu, jedzeniu i celebrowaniu uczuć rodzinnych. Kwintesencją ekonomicznego sukcesu przy minimum wysiłku i zachowaniu rynkowego dziewictwa jest Bernard Żeromski. W latach 80. żył bezinteresowną sztuką happeningu, a obecnie nieźle zarabia, piekąc od niechcenia oryginalne torty. Nie narusza to etosu artysty, bo torty są rzeźbiarskimi arcydziełami i powstają w natchnieniu ("Kalamburka").
Musierowicz stara się odróżnić swoich bohaterów od przedstawicieli nowej klasy średniej. Toteż często drwi z nuworyszów - ignorantów pozbawionych gustu. Tak jak w PRL-u ośmieszała dorobkiewiczów na dyrektorskich stołkach ("Kłamczucha"), ojców wyjeżdżających na zarobek za granicę ("Ida sierpniowa") i właścicieli firm polonijnych ("Brulion Bebe B."), tak i obecnie piętnuje pogoń za zyskiem. Zdarza jej się otwarcie krytykować wolny rynek i wyrażać życzenie, by kamienice, z których właścicielka usunęła księgarnie, były regularnie obsikiwane i dewastowane ("Frywolitki 2").
Jeśli któremuś z bohaterów pozwala prowadzić prywatny biznes, dużo wysiłku wkłada w egzorcyzmowanie widma komercjalizacji. Oryginalną i sympatyczną kwiaciarenkę Baltony ("Pulpecja") rozwinęła z czasem w pokaźną, dotowaną przez Unię plantację porzeczek, ale jednocześnie złagodziła rozmiary biznesu, które mogłyby zakłócić wizerunek rodziny. Patrycja z mężem żyją zatem niczym współcześni ziemianie - w arkadyjskim otoczeniu sadu, ogrodu i pasieki. I dużo czytają ("Sprężyna"). Nie są badylarzami, lecz wciąż inteligentami.
Reakcja
Wiele fanek twierdzi, że wczesna i późna Musierowicz to zupełnie co innego. Że zabawne, niejednoznaczne postacie zastąpiła nudnymi, umoralniającymi karykaturami. Różnice między pierwszymi a ostatnimi tomami "Jeżycjady" dotyczą raczej stopnia natężenia konserwatyzmu, a nie istoty przesłania. Zmieniły się natomiast czytelniczki. Są bardziej krytyczne i nie tolerują zbyt topornych chwytów. Najgorzej chyba przyjęły przegadaną "McDusię" zawierającą na dodatek pochwałę przemocy Józinka wobec zbyt śmiałej dziewczyny. Chłopak gwałtownie potrząsa flirciarą, która go całuje, i grozi, że ją uderzy.
Ciekawe, jaka będzie reakcja autorki. Bo Musierowicz odpowiada na zarzuty. Na przykład wkłada w usta antypatycznego Janusza Pyziaka powtarzającą się w recenzjach czytelniczek opinię, że Borejkowie lubią się wywyższać. I każe Borejkom gromko zaprzeczyć. Cała jej późna twórczość sprawia zresztą wrażenie ataku prewencyjnego - nerwowej reakcji na przemiany kulturowe, zwłaszcza liberalizację obyczajów. Można ją zaliczyć do fali panicznego konserwatyzmu, która według amerykańskiej feministki Susan Faludi podnosi się przeciwko pierwszym zdobyczom emancypacji.
W swojej głośnej książce "Backlash" Faludi pisze o antyrównościowej retoryce w amerykańskiej popkulturze od lat 80. Do typowych chwytów tego nurtu należały karykaturalny wizerunek feministki, straszenie buntem kobiet, które nie chcą mieć dzieci, oraz krzywdą dzieci zaniedbywanych przez robiące karierę matki. W Polsce podobne zjawisko nasiliło się po 1989 r. w odpowiedzi na emancypacyjne przemiany obyczajowe odbierane jako zagrożenie dla polskich tradycji.
Przyjęcie takiej strategii przez Musierowicz nie wróży niczego dobrego. Istnieje obawa, że Borejkowie w każdym kolejnym tomie będą wyrzucać telewizor, czcić zygoty i na większą skalę stosować zainicjowane przez Józinka rękoczyny wobec wyemancypowanych kobiet. Pod hasłem heroicznej życzliwości do świata, rzecz jasna.


Hermengilda - 2014-05-30, 19:16

GosiaJG napisał/a:
Edit. Jak znalazłam przez link w google, to znowu okazał się dostępny:

Gosiu :kwiaty: dzięki!

GosiaJG - 2014-06-12, 22:40

Wielka prośba - czy ktoś z Was ma polskie wydanie "North and South" E. Gaskell i mógłby mi pożyczyć na wakacje? :kwiaty:
GosiaJG - 2014-08-04, 22:42

"Honor albo śmierć. Niewierne będą ginąć"- reportażowa książka Ayse Onal; każdy kolejny rozdział powstał na podstawie rozmów z "honorowymi zabójcami". Sama byłam w stanie przeczytać trzy czy cztery rozdziały, bo to przerażające świadectwo - ale myślę, że warto po nie sięgnąć.

"Córka rabina" Revy Mann. Autorka, wnuczka naczelnego rabina Izraela i córka szanowanego rabina londyńskiego, początkowo odrzucająca tradycje i zasady, w których wzrastała, najpierw ucieka w narkotyki, alkohol i przygodne związki, ale po jakimś czasie postanawia jednak wrócić do korzeni. Zaczyna studia w jerozolimskiej jesziwie, potem wychodzi za mąż...
Ta książka to trochę sensacyjne czytadło, ale dające wgląd w życie codzienne najbardziej ortodoksyjnych Żydów - te fragmenty były dla mnie najbardziej interesujące.
Najgorzej być kobietą w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej...

Mimo ostrzeżeń, skoro już dostałam, to przeczytałam trzecią część historii Bridget Jones, czyli "Szalejąc za facetem".
Kilkanaście lat temu, kiedy Bridget miała te trzydzieści parę lat, wybaczało jej się te różne głupoty i potknięcia. Była młoda, pełna poczucia humoru, sympatyczna, szukała miłości...
Najgorsze, że w wieku lat ponad pięćdziesięciu zachowuje się dokładnie tak samo, jakby nie przybyło jej żadnego doświadczenia życiowego.
Spoiler:

Już wiem, czemu trzeba było wykończyć Marka - jakie nudne byłoby opisywanie szczęśliwego małżeńskiego pożycia, bez chlania, bezsensownego tweetowania itp.


Nie rozumiem tylko, jak to się dzieje, że na kobietę, której dom wygląda, jakby nieustannie potrzebował pomocy perfekcyjnej pani domu, która na prawie każdym oficjalnym spotkaniu kończy umazana czekoladkami córki, wiecznie się spóźnia, za dużo pije, na spotkaniach biznesowych wciąż pisze smsy i tweety, i jest zwyczajnie dość głupia - że na taką kobietę leci najpierw Mark Darcy, potem dwadzieścia lat młodszy facet, a potem były agent w bondowskim stylu - wszyscy przystojni, o pięknych uśmiechach i umięśnionych ciałach, sztukę kochania mający w jednym palcu.
Science-fiction po prostu. ;)

"To były knajpy" Wiesława Wiernickiego - piękna gawęda o restauracjach, kawiarniach, "handelkach" dawnej Warszawy, o kuchni - z drugiej połowy XIX wieku, z przełomu wieków i międzywojnia. Opowieści o tych miejscach kończą się zazwyczaj stwierdzeniem, że dana kamienica, restauracja została zbombardowana podczas II wojny, najczęściej podczas powstania warszawskiego...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group