news Shah Rukh Khan filmografia galeria download forum strona linki kontakt





Trailer filmu Happy New Year:

|18.08.2013|
<zobacz> Jest człowiekiem!, Society, marzec 1994r.

|13.08.2013|
<zobacz> Związki to kwestia uczuć, nie - definicji, The Times of India,
7 sierpnia 2013r.

|04.08.2013|
<zobacz> Staję się Frankensteinem, Magazyn People, Czerwiec 2013r.

|21.07.2013|
<zobacz> Bez cenzury. Wnikając w umysły Khanów, The Times of India, Grudzień 2008r.

|04.07.2013|
<zobacz> Bez cenzury. Wnikając w umysły Khanów, The Times of India, Marzec 2008r.

|01.05.2013|
<zobacz> Bez cenzury. Wnikając w umysły Khanów, The Times of India, Luty 2006r.

|01.05.2013|
<zobacz> Jestem inteligentny. Jestem bardzo inteligentny, The Times of India, Październik 2007r.

|09.04.2013|
<zobacz> Boję się dnia, w którym zdam sobie sprawę, że przestali przysyłać mi kwiaty, wywiad dla Cine Blitz z 2000r.

|01.04.2013|
<zobacz> Plan Shah Rukha - Forbes India, 8 lutego 2013

|23.02.2013|
<zobacz> Szczery Shah Rukh - The Hindu, 4 listopada 2012

|01.02.2013|
<zobacz> Być Khanem - Outlook, styczeń 2013

|31.01.2013|
<zobacz>Bywałem wyrzucany z domu - wywiad dla Filmfare’a, styczeń 2013

|05.01.2013|
<zobacz>Wojownik, kochanek, histeryk... - wywiad dla Filmfare’a,
5 grudnia 2012

|02.12.2012|
<zobacz>Wolę patrzeć szerzej - Entrepreneur, 3 września 2012

|29.11.2012|
<zobacz>Stra(ch)sznie odmienny - India Today, 15 kwietnia 1995

|25.11.2012|
<zobacz>Shah Rukh Khan: mistrz ceremonii - livemint.com, 9 listopada 2012

|11.11.2012|
<zobacz>"Jab Tak Hai Jaan to intrygujący, pełen pasji film" - wywiad na stronie bollywoodhungama.com,
7 i 9 listopada 2012
<zobacz>Baadshah z pokoju posiedzeń - Entrepreneur, 3 września 2012

|15.10.2012|
<zobacz>SRK nigdy nie będzie nudny - wywiad dla Magazynu People, 29 czerwca 2012




<szczegóły> Pomoc dla Asi Zakolskiej  

      

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
ul. Łomiańska 5 01-685 Warszawa
Bank PekaO S.A. 1 O/Warszawa
15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
  
Tytułem: cele statutowe,
nr 6120 Joanna Zakolska



Twój email:







 

 
Wodnik jest humanistą Zodiaku
16.03.2014, 21:03


Tekst zamieszczony w DNA India - 17 lutego 2014

Całkiem po prostu Wodnik jest filantropem Zodiaku. Powiedzmy to jasno: lubię ludzi, którzy robią coś dla innych ludzi. Lubię też tych, którzy robią coś dla zwierząt, globalnego ocieplenia, pokoju na świecie, stworzeń podwodnych, upierzonych, amfibii i właściwie każdego, kto potrzebuje pomocy. Lubię nawet podniosły dźwięk słowa "filantrop"; właściwie mogłoby być moim celem, aby wraz ze słowem "legenda" znalazło się ono w moim epitafium: "Tu leży człowiek legendarny, łagodny i humanitarny, który wykopcił sobie drogę do raju i nigdy nie został wegetariarny" (słowo wynalezione przez tłumaczkę na potrzeby tego tekstu).

Spotyka mnie sporo krytyki za to, że nie staję na czele ruchów społecznych; wyjaśnię potem dlaczego, a w międzyczasie przyjrzę się kilku "słusznym sprawom" wyszukanym w Internecie, dokooptuję w końcu do tej czy innej i wyzwolę się od mojej reputacji "gwiazdora bezideowego". Oto, co wynalazłem:
"Dawid Gracer prowadzi samotną krucjatę, mając jeden skromny cel: uratować świat. Podczas gdy inni samozwańczy herosi chcą wyrwać ludzkość z paszczy globalnego wymarcia przez eliminację dwutlenku węgla czy rozpoczęcie odjechanych tajnych operacji wojskowych, Dawid Gracer ma w głowie inny plan. Chce uratować świat przez owadofagię, co oznacza, że klucz do wszelkich wybawień leży w porzuceniu pysznych kurzych skrzydełek i przerzuceniu się na robaczki".
Nigdy nie byłem wielkim smakoszem, to nie jest kompletnie moja dziedzina. Myślę nawet, że mógłbym popróbować przeżuć jakiegoś karalucha czy świerszcza, ale nie jestem pewien, czy w ten sposób uratowałbym wiele więcej niż rosnącą listę moich dziwactw. Zamiast tego wolę przygotować własną wersję programu "Uratuj świat przez brzuch", robiąc sobie na nim ośmiopak.

Któregoś dnia oglądaliśmy z córką "Dwie spłukane dziewczyny". Patrzyliśmy sobie akurat, jak Francuz zdejmuje koszulę; ja - z pełnym zadufaniem ojca – jedynie-słusznego-bohatera - zapytałem ją: "Jest gorętszy ode mnie?". "Oczywiście, że tak, tato" - odpowiedziała, cała rozchichotana. Przysiągłem, że roz-absuję tego gościa z Francji, obiorę z muskułów jego ciało, cofnę nagość jego 20-letniej piersi i wyrzucę go z marzeń mojej pięknej córki. Rzuciłem się do siłowni, jakbym był Schwarzeneggerem przygotowującym się do konkursu Mister Universe (20 lat temu!). W tle rozbrzmiewała piosenka "Eye Of The Tiger", a ja śpiewałem razem z piosenkarzem. Już ja wam pokażę!
Serie ćwiczeń jeszcze nigdy nie były tak seryjne jak tego wieczoru. Żaden mężczyzna nie może sobie pozwolić na wyrugowanie ze stanowiska "najgorętszego faceta na świecie" w oczach jego córki. To nie fair. Liczyłem, że do końca swoich dni to ja będę jej Misterem Universe.
Dwa dni później drzwi większe od mojego ego urwały się i spadły na mnie. Mam teraz pęknięte ramię, rozregulowaną rzepkę, szramę na rozumie i złamane marzenie o Misterze Universe. Leżę w łóżku, oglądam znowu telewizję z córką, a tam co? Dają "Dwie spłukane dziewczyny" i złamasa!
Ewidentnie mój pomysł na zbawienie świata przez brzuch nie wypalił.

Oto następna znaleziona przeze mnie światowa krucjata. Krucjata nazwana: "Mój taniec należy do mnie".
"Ric Silver jest właścicielem electric slide (1). Za sprawą Rica Silvera i jego jednoosobowej krucjaty zakazu publicznego tańczenia electric slide każdy przyłapany na tym czynie zostanie ukarany w majestacie prawa. Na jakiej podstawie Ric Silver opiera przekonanie, że powstrzyma ludzi przed wieczornymi tańcami w szeregach? Na takiej, że ma prawa autorskie do electric slide".

No, to mi dało do myślenia. Jeśli już rzucić się na całego w jakąś sprawę, czemu by nie zacząć od własnych zgrabnych wygibasów. "Opatentuję "Lunghi Dance" - pomyślałem w przypływie geniuszu. Nałożę copyright na lunghi i zacznę produkować gadżety. Już zacząłem to widzieć oczyma duszy mojej – kreskówki, figurki, karty do gry z różnymi figurami, termosy obiadowe z wymalowanym na nich logo "Lunghi Dance", policję, jak obyczajówkę, wyłapującą nieszczęsne gruchające parki w parkach i tajemnych zaułkach.
Moje fankluby mogłyby zaoferować swoje usługi w tej wielkiej sprawie, moglibyśmy wydrukować znaki ostrzegawcze typu "Lunghi Dance" należy do SRK", "Nie tańcz "Lunghi Dance", koleś" czy "Każdy, kto tańczy "Lunghi Dance", łamie prawo i będzie przez nie ścigany". I urządzać demonstracje przed Jantar Mantar (2). Moglibyśmy nawet zarejestrować partię polityczną i kazać naszym niektórym ziomkom tańczyć, jak im zagramy.
Kto wie, moglibyśmy zawładnąć może publiczną wyobraźnią. Ja mógłbym zmienić wizerunek, założyć lunghi i stać się bohaterem narodowym. Moje polityczne motto brzmiałoby "Kiedy polityk idzie w zaparte, sprawdź, ile jego lunghi jest warte". Jeśli nie będę bohaterem mojej córki, to chociaż bohaterem narodowym. Ale szybko otrząsnąłem się z tej fantazji. Myśl o założeniu lunghi bez posągowej heroiny u boku wydała mi się niemiła, I, jak już powiedziałem, z lekka zbyt przewiewna na delhijskie chłody. Brrr! To marzenie niech zastygnie zamrożone w czasie, w tej chwili! I podobnie – całą ideę mogę ustawić w Alei Zasłużonych innych przegranych spraw.

Następna idea, którą wyłowiłem z mojej Encyklopedia Causica, przedstawiała się tak;
"Ed Lake – tropiciel porno-fałszywek. Ten, kto twierdzi, że czasy rycerskości przeminęły z wiatrem, bez wątpienia nie słyszał o Edzie Lake. Od 1996 roku patroluje on Internet, ratując damy w opałach od zła programów do obróbki zdjęć. Od kiedy znalazł fałszywe nagie zdjęcie Gillian Anderson, Ed cały swój wolny czas poświęca na wyszukiwanie wizerunków innych celebrytek z gołym biustem, by z całą surowością zbadać, czy są autentyczne. Takim jest dżentelmenem".

To dopiero szelmowska idea. Mógłbym wynająć kogoś, żeby zajął się tym dziełem dla mnie. Żadnych zmian image'u, żadnych zgrzanych publicznych protestów ani ćwiczeń do granic zdrowia psychicznego; ta sprawa jest prosta. Wynająć gościa, który będzie przeczesywał Internet dzień po dniu, a cała jego robota to wynaleźć moje spreparowane zdjęcia i wysłać je na satelitę; nie jestem pewien jednak, jak to wysyłanie działa. Lepiej spokojnie, wynajmę kogoś, kto wklei moją głowę w ciało Francuza i zainstaluje w komputerze mojej córki, żeby wyświetlał jej się za każdym razem, kiedy go wygugluje. "Gorętszy niż ja" - na mojego ostatniego absa!

Ale kiedy ja cały byłem zajęty wyobrażaniem sobie siebie materializującego się na Macu mojej córki w postaci ogiera o połowę młodszego ode mnie, trafiłem na tego pana:
"Mieszkający w Pensylwanii Jesse Rothacker okrył się wężami w proteście przeciwko nieścisłemu portretowaniu węży w filmach. Pan Rothacker założył "Sanktuarium gadów - zapomnianych przyjaciół", więc może frustracja, że spędza osiem godzin dnia próbując przekonać ludzi, że w ich gospodarstwach domowych naprawdę brakuje kilku węży, doprowadziła go do takiego ekstremum. Ach, jeszcze zapisał się w annałach protestem przeciwko zakazaniu mu noszenia ukrytej broni palnej w publicznych parkach".

Chyba zajmę się tym zamiast surfowaniem po Internecie. W indyjskim przemyśle filmowym wężom nie oddaje się sprawiedliwości. Zawsze, od pięćdziesięciu lat, kiedy pojawiają się na ekranie, towarzyszy im ta sama melodia wygrywana przez saperę (3). Zawsze wyglądają na złe i mściwe, wyłaniając się chyłkiem z zakamarków i kryjówek, obsesyjnie idąc za tymi, który w poprzednim życiu przejechali ich współmałżonków. Nie robi się nawet żadnych efektów specjalnych z nimi (proszę, skontaktujcie się z Red Chillies VFX, mamy niesamowite modele węży), a co najgorsze – kobiety ubrane jak kiepskie wcielenia apsar (4) chwieją się, udając taniec węża, z przerażającymi soczewkami kontaktowymi, a prawdziwe węże w filmach wychodzą na bohaterów. Dorastałem także z poczuciem konfuzji, czy to pan Nicephore Niepce (5) wpadł na pomysł aparatu w oczach kobiety- węża? Bollywood każe nam wierzyć, że Nagin (6) robi zdjęcia każdemu, kto niszczy świętość jej kopulacji z Naagiem (który, o dziwo, zawsze ma na sobie spódnicę). Myślę, że bardziej niż ja, same węże powinny rozpocząć krucjatę przeciwko takim przebierankom, srebrnemu kohlowi na powiekach i tym podobnym cudom w filmach. Myślę, że i tę sprawę będę musiał porzucić. Jak to mówią, czasami lepiej rzucić coś wężom na pożarcie.

Może powinienem po prostu zaakceptować fakt, że "słuszne sprawy" są moją sprawą w takim samym stopniu jak konsumowanie karaluchów. Wątpię, czy idea zintegrowania się z opinią publiczną przez eksploatowanie nieszczęść innych ludzi do mnie przemawia. Mam we własnym życiu dość nieszczęścia, żeby pojmować, jak to jest, kiedy dzierży się Nagrodę Za Najlepszą Tragedię. I słyszałem, sącząc szampana podczas różnych gal charytatywnych, wystarczająco rozmów o ludziach żyjących w tragicznych warunkach, Nie mówię tego, by okazać cynizm tym, którzy robią wspaniałą robotę dla dobra ludzkości. Chodzi o to, że dla mnie być filantropem oznacza po prostu liczenie się z innymi; tylko tyle. Nie ma w tym nic wzniosłego. To najskromniejszy sposób na robienie w życiu największych rzeczy. "Humanitaryzm to nie poświęcenie istoty ludzkiej na ołtarzu idei" - Albert Schweitzer. To wszystko. I to nie jest kwestia publiczna. To osobiste pielęgnowanie w sobie dobroci, w granicach świata, w jakim żyjemy. Ja tego próbuję.

Humanitaryzm to etyka współczucia budowana na starej jak świat idei równości. Równość to zaakceptowanie faktu, że wszystkie stworzenia narodziły się z własną nieodłączną godnością, której należy się szacunek bez względu na jakiejkolwiek hipotetyczną czy szczególną kontekstualizację.
W prostych słowach (kiedy już olśniłem was moją błyskotliwością!) - każdy z nas zasługuje na fundamentalny szacunek z samego faktu, że istnieje, bez względu na to, jak ktokolwiek (lub jakie okoliczności) nas definiuje. W końcu wszelkie definicje są ograniczone, bo definicje i ich konotacje opierają się wyłącznie na naszej percepcji świata.

Widziałem ostatnio przepiękny wywiad z prezydentem Urugwaju, panem Jose Mujicą, w którym pytano go, jak się czuje z przypiętą łatką "najuboższego prezydenta świata". "Mówię tym, którzy opisuję mnie jako najuboższego" - odpowiedział - "moim zdaniem ubodzy to ci, którzy bardzo dużo chcą. Bo ten, który wciąż czegoś chce, nigdy nie jest zadowolony". To było ciekawe zdanie w ustach niezwykle skromnego człowieka, który większość swoich zarobków oddaje na cele charytatywne, a krajem kieruje z małej farmy, na której pracuje, osobiście obsługując traktor. W swojej głowie odwrócił on zupełnie powszechnie uznawane określenie idei ubóstwa. Właściwie zakwestionował sposób, w jaki świat definiuje zarówno jego, jak i tak zwaną biedę. To naprawdę piękne, takie obracanie powszechnie akceptowanych pojęć i życie zgodne z wciąż odnawiającymi się pomysłami. Lubię to robić w moimi dziećmi. Moja relacja z nimi nie jest oparta na klasycznym układzie dzieci - ojciec. Widzę w nich raczej towarzyszy podróży. Uczę się od nich, a one uczą się ode mnie. Nie ma między nami narzuconej z góry supremacji. Patrzę na związki raczej przez pryzmat wolności i wzrostu, niż ograniczeń i kontroli. Dla innych ludzi może to być lekko niezrozumiałe, ale przede wszystkim jest komfortowe. Ja na przykład szczerze wierzę, że mój piękny gwiazdorski samochód należy w tym samym stopniu do mnie, co do mojego kierowcy Mohana. Właściwie to Mohan odczuwa to samo z większą siłą. To i dla mnie, i dla niego (i pewnie dla samochodu też!) wielka wygoda. Zachęcam, żebyście popróbowali sami takiego odwracania i zobaczyli, jak to jest patrzeć na ludzi w nowym świetle. (PS. Proszę, zachowajcie ostrożność, stosując te odkrywcze zasady w małżeństwie!).

Chciałbym myśleć, że humanitaryzm to umiejętność usuwania granic postawionych przez nasze myślenie i współodczuwanie z każdym żywym bytem (w tym samym sobą). Jak to mówi matka Jones: "Mój adres jest taki, jak moje buty. Wędruje ze mną. Mieszkam tam, gdzie toczy się walka ze złem". Więc prowadź najmniejszą walkę z najmniejszym złem. Zacznij od siebie. Czasami twoja niezdolność dostrzeżenia małego zła może wynikać z ciebie. Niech twój "humanitaryzm" wędruje z tobą zawsze i wszędzie, objawiając się niekoniecznie tylko w określonych "sprawach" i organizacjach. Jeśli wszyscy tak zrobimy, będziemy mieć największą, najodważniejszą organizację humanitarną... sam świat. Trochę to utopijne, ale jak powiedziałem, próbujmy dla odmiany trochę odwrócić życie. I możecie zrobić to w domu, to absolutnie bezpieczne i nie wymaga kaskaderki.

Czytałem, że Wodnik to także najbardziej futurystyczny myśliciel Zodiaku. Jest podobno wizjonerem, którego nie zatrzymuje małostkowość lub przeszłość. Współodczuwanie jest pochodną widzenia świata w jego wielkim wymiarze, i pojmowania, jak bardzo mało w nim znaczymy. To idzie ze sobą ręka w rękę. Nikt nie musiałby podejmować się wielkich spraw, jeśli każdy z nas zrobiłby choćby niewielki wysiłek otwarcia się na drugiego człowieka i bycia dla niego dobrym, dzień po dniu. Nikt nie musiałby "ratować świata", jeśli wszyscy pojmowalibyśmy ogrom wszechświata, jego czyste piękno i wspaniały dar życia, który otrzymaliśmy.
Słowami Boba Marleya, słynnego Wodnika: "Życie to długa droga z wieloma znakami. Kiedy więc jedziesz jej koleinami, nie komplikuj umysłu. Unikaj nienawiści, krzywd, zazdrości. Nie ukrywaj swoich myśli, zamień swoją wizję w rzeczywistość. Obudź się! Żyj!".

Próbuję tak postępować, na swoją małą skalę. Codziennie. Wierzę również, że ludzie znani powinni dołączać do różnych stowarzyszeń, popierać słuszne sprawy i propagować ich przesłanie. Takie poparcie, autentyczne, nie udawane, powoduje ogromny wzrost wrażliwości. Kreatywność w połączeniu ze znanym nazwiskiem wywołuje wielką transformację. Ale nie wszyscy jesteśmy celebrytami. A właściwie, jako człowiek związany w ten sposób z wieloma takimi organizacjami, uważam, że większa jest moja rola jako człowieka i tego, jaki byłbym, gdybym nie miał na sobie etykietki "celebryta". Na tym polega moja wiara. Wszyscy musimy rozwijać w sobie umiejętność nie tyko widzenia sprawy, ale potrzeby. I żeby naszą potrzebą było zrobienie czegoś w tej sprawie.
P.S. Zawiadamiam was, że kiedy wy czytacie ten artykuł, ja wracam do robienia brzuszków. Muszę. Co tam kule – szwedki. Ja tu jeszcze wrócę. Strzeż się, Francuziku!

(1) Electric slide - taniec country and western, tańczony rzędami, którego kroki do piosenki "Electric Boogie" zostały ułożone przez Rica Silvera.
(2) Jantar Mantar - słynne, wybudowane w XVIII wieku, obserwatorium astronomiczne
(3) Sapera - jedna z kast, której członkowie zajmują się zawodowo pracami związanymi z wężami: są ich łowcami, zaklinaczami.
(4) Apsary – w mitologii indyjskiej boginki wody, mgieł i chmur, bardzo częsty motyw sztuki indyjskiej.
(5) Joseph Nicéphore Niépce – francuski fizyk i wynalazca, uważany za jednego z wynalazców fotografii
(6) Nagin – kobieta-wąż, tytułowa bohaterka filmu Rajkumara Kohli z 1976 roku. Naag to jej partner, mężczyzna-wąż

Shah Rukh Khan

www.shahrukhkhan.pl / Mowilka / wszelkie prawa zastrzeżone
na podstawie:
Aquarius is the humanitarian of the zodiac - dnaindia.com




[podyskutuj na forum] [wróć do newsów]

Powered by PsNews

statystyka