Rozdział 7. Sprytne
zagrania
"Still Reading Khan"
Autor: Mushtaq Shiekh
„Gdybym nie uległ pochlebstwom, byłbym bardzo dobrym
aktorem”.
Shah Rukh Khan
To nie jest wywiad; nawet nie to, co dziennikarze uwielbiają
określać jako strumień myśli. To fragmenty z kilku nagranych
dyskusji; czysty, niezafałszowany Shah Rukh Khan o swym
aktorskim rzemiośle. Fragmenty, jak i cała transkrypcja,
mogłyby wypełnić całą książkę (to dobry pomysł, trzeba to
wziąć pod uwagę). Ten rozdział próbuje zgłębić aktorstwo
Shah Rukha Khana. Zanim zaczniemy dyskutować o przyczynach i
skutkach, oddajmy mikrofon jemu samemu.
Kiedyś w wywiadzie zdefiniowałeś aktora i
wykonawcę/odtwórcę*. Rozwiń to.
To, co robimy w naszych filmach, to siedemdziesiąt procent
wykonawstwa i trzydzieści procent aktorstwa. Naprawdę
zawierzam graniu dla publiczności. Nie jestem kimś, kto
uważa, że kreacja powinna być tak uwewnętrzniona, że nikt
jej nie zrozumie; potem ludzie wychodzą z kina, mówiąc:
„Cholernie dobry film, stary, ale go nie zrozumiałem”. Ale
znowu przecież – jestem przekonany, że moje dojrzewanie jako
aktora polega na tym, jak bardzo zwyczajny się staję w moich
kreacjach.
Często o tym mówię, ale nieczęsto jest to właściwie
odbierane. Słowo, którego tutaj używam, to „zwyczajny”,
powinienem stawać się coraz bardziej zwyczajny w moich
rolach i niezwykły w moim aktorstwie. Teraz dużo odgrywam,
co jest całkowicie w porządku. Nie mam żadnych zahamowań.
Zagrałem w ciągu tylu lat tak wiele postaci, a jednak są
momenty, kiedy robię się nieufny, jeśli chodzi o moje role.
Odczuwam coś takiego: „Stary, już to robiłem, dlaczego
powinienem zrobić to jeszcze raz”? Ponieważ nie mogę, nie
mogę ciągle nabierać ludzi i używać ich słabości dla własnej
korzyści.
Widzisz, to jak „Ramajana” w telewizji. Myślę, że jest
zużyta... w pewnym sensie. To rozrywka oparta na
eksploatacji, wyzysku, ponieważ nie można, zwyczajnie nie da
się nie lubić opowieści zawartych w „Ramajanie”. Nie możesz
powiedzieć: „Ta historia jest mało rozrywkowa”. Bo to
superhit. I wykorzystuje się ten aspekt. Wielu filmowców to
uczyniło, także w „Main Hoon Na”.
Może eksploatacja jest zbyt mocnym słowem. Może to coś,
czego nauczyłem się przez lata; metoda prób i błędów, by
uzyskać reakcję, jakiej się chce, w dwuwymiarowej
płaszczyźnie, i by sięgnąć trzeciego wymiaru oraz
rzeczywiście poruszyć ludzi.
Powiedziałeś kiedyś: „Wiem, że jeśli spojrzę w pewien
sposób, publiczność będzie płakać”; możesz wykorzystywać to
spojrzenie. Nie masz więc nic przeciwko naciskaniu guzika, o
którym wiesz, że doprowadzi ludzi do płaczu, czy będziesz
próbował naciskać inne przyciski...
Tak, mogę próbować naciskać inne guziki (skoro używasz tego
słowa), ale ostatecznie uruchamia się ten sam pierwszy
przycisk. To system przekaźnikowy. Mogę cię oszukiwać jak
artysta i udawać, aż stwierdzisz: „Stary, on to zrobił
inaczej, a i tak doprowadził mnie do łez”. Ale tak naprawdę
to ta sama rzecz, ponieważ jest jeden guziczek
odpowiedzialny za twój płacz i jeden sprawiający, że się
śmiejesz. Tylko jedno podwzgórze, jedna jedyna synapsa w
mózgu. Mogą być różne mutacje, ale ostatecznie łączą się z
tym jednym guzikiem. Nie wierzę w istnienie izolowanych
emocji; wszystko wydarza się symultanicznie.
Jednak pokazanie tego nie jest łatwe. Jestem przekonany,
żeby czynić moje role głośniejszymi niż moje aktorstwo. W
moim przypadku kreacja jest kluczem do podbicia serca. To
także sposób istnienia naszej kultury. Nie jesteśmy
subtelni. Wiele odgrywamy. Jestem zbyt wrośnięty w ten
system – lub system wycisnął na mnie takie piętno – by móc
myśleć inaczej.
Wiem, jak przyswoić pewne rzeczy i sprawić, by były
naturalniejsze. Wiesz – jak stworzyć zarys postaci, jak ją
przedstawić; ale nasze filmy, nasze historie i nasze
scenariusze są takie, że pozwalamy bohaterowi objawiać się,
rozwijać poprzez słowa, które wypowiada. Musi odrobinę
odgrywać, dołożyć to do słów, uczynić kreację bardziej
krwistą.
Jak chciałbyś być znany – jako wykonawca czy jako aktor?
Chciałbym być znany jako wykonawca. Byłoby nieuczciwe z
mojej strony mówić, że jestem aktorem, który coś odgrywa.
Jestem po prostu wykonawcą, który przesuwa się w stronę
aktorstwa.
Uważam, że nie ma zbyt wielu prawdziwych aktorów na świecie.
Sądzę, że są wspaniali wykonawcy. Ktoś może utrzymać twoją
uwagę przez trzy godziny i nie wiedzieć, jak grać. Są
szczerzy, autentyczni aktorzy na świecie, którzy mają jaja,
by iść do przodu i być właśnie tacy. Mam na myśli to, że
wszyscy jesteśmy dobrymi aktorami, ale nie jesteśmy na tyle
silni, by zatracić się w postaciach. A ci, którzy mają jaja,
tak robią.
Przez lata odegrałem pewnie z siedemdziesiąt ról i na
potrzeby tego rozumowania powiedzmy, że każda rola była
inna. Widzisz, głównym ludzkim problemem jest kwestia
identyfikacji. To, co nieznane, przeraża; niewiadome jest
niepożądane. To coś, czego boisz się tak dalece, że to
odrzucasz. Wiadoma to coś, z czym czujesz się swobodnie. Jak
w powiedzeniu, że szuka się dziewczyny, która będzie jak
własna matka. Nie oznacza to, że naprawdę szuka się takiej
dziewczyny, ale jeśli są chwile, w których ona przypomina
matkę, powodują one poczucie bezpieczeństwa.
Tak samo jest z aktorem, a raczej z gwiazdą. Trzeba tak
wykreować tę postać, by publiczność nie odrzuciła jej lub by
się jej nie bała. To nie dzieje się celowo, ale gwiazda jest
kreowana, kiedy publiczność patrzy na nią i czuje się
bezpiecznie. Kiedy ludzie czują, że znają tego gościa.
Błędem jest więc przypuszczać, że po tych wszystkich latach
jest w tobie jakiś element, który zaskoczy publiczność. Nie
da rady. Czy to Marlon Brando, czy Al Pacino, czy pan
Bachchan. To rys osobowości towarzyszący bohaterowi, którego
się gra, który czyni go większym, nieznanym lub podobnym do
tego, kim jesteś, i który sprawia, że ludzie czują się
bezpiecznie. Głupio byłoby, gdybym myślał, że jestem inny.
Gdybym nie miał tego naddatku, nie zrobiłbym trzydziestu
filmów. Zrobiłbym pięć i był znany jako wielki aktor.
Odkąd stałem się gwiazdą, musiałem zrozumieć, że jest we
mnie coś, co może być określane mianem „manieryzmów” przez
ludzi, którzy nie rozumieją aktorstwa, albo co można nazwać
„stylem”. Jestem tym samym człowiekiem, a oni lubią tego
człowieka. Wszystkie te style czy manieryzmy odbijają
świadomość publiczności, fakt, że czuje się ona z tym
człowiekiem pewnie.
„Asoka” nie podobał się nie dlatego, że źle zagrałem, ale
dlatego, ponieważ był to krok w kierunku nieznanego. Mój
schyłek jako gwiazdy nastąpi też nie z tego powodu, że nie
będę dobrze grał, ale dlatego, że ludzie nie będą chcieli
mnie dłużej znać. Nie dlatego, że stanę się nudny, ale
ponieważ będę akceptowany bez zastrzeżeń. Zażyłość wywołuje
pogardę.
Czy żałujesz czegoś z powodu tego, że jesteś wykonawcą?
Widzisz, uważam, że to, co „wewnątrz” jest nudne. Zamierzam
robić rzeczy, które uczynią mnie większym niż życie. Nie
chodzi o to, że gra się ciągle Supermana. Mówię o
przekazywanych emocjach. Może zmienię się z czasem, ale w
tej chwili uważam, że wykonawstwo jest kluczem.
Jednak ostatnio moje kreacje obniżyły tonację, są
subtelniejsze i czystsze, nawet jeśli nie uwewnętrzniam ich
i nic z tych rzeczy.
Widzisz, jestem skromną gwiazdą, ale aroganckim aktorem.
Czasem wychodzę ponad skalę i jestem głośny. Mogę grać źle,
może mi się zdawać, że dana rola wymaga czegoś takiego. Moje
rozumowanie może być błędne i przyjmę krytykę, jeśli o to
chodzi. Ale nie zgodzę się na to, że zagrałem krzykliwie
przypadkiem. Cokolwiek robię, robię celowo. Rozumowanie może
być czasami złe. Ale nie jest tak, że nie wiedziałem, co
robię i to się wymknęło spod kontroli. To głupie.
Krytycy mówią: „On robi to samo”. Ale czy uświadamiają
sobie, że jeśli sytuacja jest ta sama, także guzik, który
trzeba nacisnąć, jest ten sam? Że oczywiście mógłbym zrobić
to inaczej, ale chciałem wykorzystać to, co zadziałało
wcześniej? Nie jestem głupcem, by sądzić, że zagrałem bardzo
odmiennie, że to było trudne. Po pierwsze – poziomy
wykonawstwa są różne. Nie próbuj ich zestawiać. Twoja skala
i moja skala w większości przypadków mogą się nie zgadzać.
Po drugie – nigdy nic nie dzieje się przypadkowo. Szanuję
twoje krytyczne analizy. Ale pamiętaj, że to jest moja
praca. Jestem bardzo pewny siebie, jeśli o nią chodzi. Wiem,
co działa.
Jak trudno jest po prostu odgrywać, a nie grać?
Na jedno wychodzi. Grajże, stary, nie rób wielkiego
aktorstwa. Kamera! Kręcimy! Koniec! Widzisz, dla mnie jedyna
różnica między odgrywaniem a aktorstwem jest taka, że w tym
pierwszym przypadku muszę grać pod oczekiwania widzów. Kiedy
to jest aktorstwo, staje się trochę bardziej wewnętrzne.
Jeśli aktorstwo się uzewnętrznia, staje się odgrywaniem.
Więc oba są tym samym. To nie jest tak, że jeśli odgrywasz,
to nie grasz. Nigdy się tak nie dzieje, nie da się oddzielić
tych dwóch rzeczy.
Każdy film ma pewien poziom decybeli, swoją własną głośność,
własne brzmienie, ekspresję. Na przykład „Swades” nadaje na
jednej płaszczyźnie, a „Main Hoon Na” na całkiem odmiennej.
Kto może powiedzieć, że jedna jest lepsza niż druga? To coś,
czego nie da się osądzić. Moim zdaniem w obu filmach
odegrałem role zgodne z kierunkiem filmu. Czasami ten
kierunek sugeruje ci aktorstwo, a czasami sprawia, że
odgrywasz. To zależy od filmu.
A w pewnych filmach – właściwie w całkowicie odgrywanych
filmach – pewne sceny stają się uwewnętrznione, kiedy gram.
Jest kilka takich momentów w „Devdasie”.
Ok, sprawdźmy, czy to dobrze pojąłem. W „Kabhi Khushi
Kabhie Gham”, kiedy patrzysz w pewien sposób na swoją matkę,
wiadomo, że matki w całym kraju sięgną po swoje chustki do
nosa i będą na ciebie patrzeć jak na swojego syna. Ale w
„Swades”, kiedy patrzysz na Kaveriammę, to całkowicie różne
spojrzenie, inne odczucie.
Tak, to spojrzenie jest całkowicie sterowane przez rdzeń
filmu – i nie mam na myśli dosłownego znaczenia. Myślę o
rysie filmu, który ujawnia się podczas kręcenia. Znowu – mam
stuprocentowo inne spojrzenie, kiedy patrzę na moją matkę w
„Asoce”.
Wydaje mi się, że w obu filmach, „Asoce” i „Swades”,
powinieneś spoglądać tak samo.
Nie całkiem, nie powinienem. „Asoka” to inny wymiar.
Wyczuwam to, ale nie potrafię opisać. Kojarzysz tę scenę, w
której siedzę z matką i nie patrzę wprost na nią? A potem
ona coś mówi, a ja w tej chwili rzucam w jej kierunku jedno
spojrzenie i wychodzę. Nie wiem, dlaczego nakręciłem tę
scenę w ten konkretny sposób, ale miałem poczucie, wyczułem,
że jest postęp. To dlatego uważam, że dobrze pracuję w
filmach – mam wyczucie, dokąd film dąży. Mam cały zarys
filmu. Mimo to czasami upływają dni, zanim dotrę do jego
sedna.
Na przykład?
„Asoka”. „Asoka” zajął mi dzień, dwa albo trzy. „Swades”
nie. Jeśli chodzi o „Swades” byłem w temacie od pierwszego
dnia.
Myślisz, że sceny z „Asoki”, w których nie dotarłeś od
początku do sedna filmu, nie udały ci się?
Nie, w takich razach zachowuje się ostrożność.
Co masz na myśli, mówiąc o zachowywaniu ostrożności?
To neutralny sposób gry. Nie jest ani dobry, ani zły. Nie ma
w tym magii ani nie jest on też niedobry . Po prostu grasz i
jakoś sobie radzisz. To zazwyczaj dzieje się podczas
pierwszych dwóch – trzech dni, wszyscy biorący udział w
filmie próbują się odkryć nawzajem. I zazwyczaj te sceny,
jeśli chodzi o jego ciągłość, też są w porządku.
Jest taka scena w „Veer-Zaara”, w której mówisz: „Nie
wiem, czy synowie w Indiach są tacy, ale wiem, że matki są
właśnie takie”. W tego typu scenie, która została zajechana
na śmierć w filmach hindi, grasz czy odgrywasz?
Dobrze, weźmy tę scenę jako przykład. Ponieważ grałem ją
wiele razy w wielu różnych filmach, i wiem, że to dokładnie
ta sama scena, robię tak, że próbuję myśleć jak ktoś całkiem
inny. I wiem, że powinienem usiąść u stóp matki, jak to
zrobiłem w dwóch czy trzech filmach. To może być nagrane w
jednym ujęciu, ponieważ to potrafię.
Wiesz, poza tym trudniej jest odgrywać, ponieważ kiedy
grasz, robisz to dla siebie; kiedy odgrywasz, robisz to,
mając nadzieję, że wszystkim innym się to spodoba.
Kiedy więc robię scenę jak ta (odgrywałem już taką scenę,
nie grałem, w „Dilwale Dulhania Le Jayenge”), wiem, że wielu
matkom spodobałoby się to, co mówię. „Są dwie drogi, które
można obrać w życiu – zła i dobra”. Moja matka zawsze tak
mówiła. Więc jeśli o to chodzi, zagrałem tę scenę dla
siebie. „Słuchaj, bracie, wszyscy widzieli moje kreacje, ale
tę jedną robię po prostu dla siebie”. Całkiem możliwe, że
ludzie wciąż będą lubić „Dilwale…” bardziej. Całkiem
możliwe, że ludzie powiedzą może, że ta jest lepsza. Ale tak
naprawdę nie umiem powiedzieć, nie ma sposobu na porównanie
czy osądzenie, że to jest lepsze niż tamto.
Odgrywanie jest daleko bardziej skomplikowane. Odgrywanie to
bycie zdolnym do uchwycenia tętna publiczności. Odgrywanie
to jak monolog komika. Może się stać niebezpiecznie płaski,
musisz być pewien, że przez te pół godziny ludzie będą się
śmiać. Granie jest czymś na kształt podziękowania podczas
ceremonii rozdania nagród.
Mówiłeś wcześniej o manieryzmach. Czy wszystkie te
czynniki składają się na styl?
Dla mnie styl to brak stylu. Dla mnie moda to wygoda. To
stało się moim stylem, po prostu dobre samopoczucie. Jak
posiadanie bluzy sięgającej stóp. Cokolwiek robisz, jest
stylowe, cokolwiek, jeśli chcesz się wygodnie czuć. Ale
skrępowanie w ekspresji, skrępowanie w graniu, dyskomfort
podczas zmiany, poczucie skrępowania w ciuchach – to nigdy
nie może stać się stylowe. Jeśli czujesz się wygodnie, to
będzie stylowe, co za styl!
Czuję się komfortowo, kiedy rozkładam ramiona. To takie
przyjemne. W każdej innej sytuacji czuję się równie
wygodnie, ale tak (mruczy) aaaaa, tak. Jest mnóstwo odmian.
„Tum paas aaye…” albo „Yeh tara woh tara…”, unoszę ramiona w
górę, robię to w każdym filmie. A ponieważ czuję się z tym
komfortowo, to stało się stylowe.
Skoro mowa o stylu – kostiumy każdej postaci uwydatniają
naturę, postawę lub styl bohatera. Bezpośrednio nie zwraca
się na to uwagi, ale jako gwiazda przedefiniowuje się
ubranie. Rzeczy, które się ubiera, stają się chwilową modą
czy trendem, są nieszablonową wizytówką tego, jak gwiazdy
się ubierają, nawet kolory, które można przypisać Karanowi.
Jestem osobiście bardzo świadomy mody, w takim zakresie, iż
wiem, że dżinsy i biały t-shirt są najbardziej cool albo że
czarny garnitur jest najbardziej cool. Jeśli o to chodzi,
jestem bardzo wybredny. Nigdy nie ubrałbym źle dopasowanych
dżinsów czy butów. Ale nie jestem świadomy mody, jeśli
chodzi o strojenie się na jakąś okazję. Ponieważ uważam, że
jak tylko stroisz się z jakiejś okazji, jesteś niemodny.
Moda jest tym, co robisz. Nie tym, co robią inni. Więc całe
moje myślenie związane z ubraniami prowadzi do tego, że
jeśli noszę coś dobrze, mogę ustanowić trend, to znaczy
jestem tym, który sprawia, że coś jest modne. Samo
określenie „moda” wskazuje nie na coś, co kopiujesz; moda to
coś, co kreujesz. Więc jeśli dasz mi zestaw ciuchów, które
nie były akceptowane, lub były, ale nie były popularne,
ubiorę się w nie bez pytania i będę je nosił. Jeśli je
kwestionuję, będę wyglądał niezręcznie. Jeśli muszę ubrać
dhoti pajama, ubiorę się w nią przekonująco (nie noszę
podkoszulków zbyt często, o ile postać tego nie wymaga).
Ogólnie nie wyglądam dobrze bez koszuli, więc jej nie
zdejmuję. Jestem w taki sposób świadomy mody. Jeśli w coś
się ubieram i jestem w tym pewny siebie – to jest moda.
Ale jeśli chodzi o kostiumy filmowe, nie kwestionuję ich,
ponieważ to nie ja decyduję. Jest mnóstwo rzeczy, które
lubię osobiście, a które nie wyglądają dobrze na ekranie. W
zasadzie uważam, że jedną z zasad – która mogłaby zbyt
uprościć – dla młodego aktora jest to, że bardziej obcisłe
jest lepsze. Obcisłe ciuchy wyglądają lepiej na ekranie. To
znaczy trzeba mieć w tym wypadku oczywiście odpowiednie
ciało. Trzeba mieć pewną fizyczność. Uważam, że w bardziej
dopasowanych ciuchach wygląda się lepiej, a w luźnych głupio
na ekranie. Przynajmniej w kontekście naszego kina
komercyjnego.
Wiem bardzo dobrze, czy mi się to podoba, czy nie, że
stroje, jakie noszę w filmach, odgrywają ogromną rolę w
pozycji gwiazdy, którą osiągnąłem.
Kiedy zacząłeś zdawać sobie sprawę z wagi wizerunku
twojego bohatera?
Właściwie wcześniej byłem tego świadomy. Teraz tego
zaniechałem. Osiągnąłem poziom aktorstwa, na którym jestem
przekonany, że twarz może wyglądać tak samo, ale wyrażać
inne uczucie.
To się zaczęło od wiecznego noszenia trąbki w „Kabhi Haan
Kabhi Naa”. Nosiłem też coś zielonego i czapkę. W „Ram
Jaane” ubierałem się w garnitur i złote łańcuchy. W
„Dilwale...” miałem skórzaną kurtkę. W „Chaahat” nosiłem
tylko jeden strój, czarne spodnie i białą koszulę; kostiumy
zmieniały się wtedy, kiedy stawałem się wokalistą. A w „Raju
Ban Gaya Gentleman” to były dżinsy i koszule w kratkę.
Zawsze był element wyglądu; także, jeśli chodzi o moje
włosy. W „Baazigar” były ulizane do tyłu, kiedy grałem
Vicky’ego, i zwyczajne, kiedy byłem okularnikiem.
Musiałeś zauważyć, że w ciągu ostatnich pięciu – sześciu lat
pozbyłem się tych naddatków. Devdas nosi dhoti, dlatego, że
to pasuje do tamtych czasów. Ale nie zrobiłem zbyt wiele z
twarzą, przylizałem włosy na jedną stronę. Zawierzam temu,
jak chodzę; to jest to, co powoduje ogromną różnicę.
Nie muszę zmieniać twarzy, by wyrazić nowe uczucie. Najpierw
robiłem tak: „Wystylizuję moje włosy w ten sposób, ubiorę
się w takie ciuchy, by mieć taki wizerunek; i, tak – ubiorę
się w tę kurtkę”. Myślę, że to były protezy; zwracałem zbyt
wielką uwagę na naddatki. Potem doszedłem do wniosku, że
mógłbym być nagi, pozbawiony brwi i włosów, w każdym filmie
mógłbym być taki sam i w każdym potrafiłbym być inny. I
sądzę, że jestem. Niektórzy ludzie zaprzeczą temu i
powiedzą: „Nie, on wygląda w każdym filmie tak samo”. Ale
fakt jest taki, że zrobię film, w którym wyglądam inaczej, i
wciąż potrafię wykreować Raja i Rahula, z tymi samymi
imionami, których ludzie wciąż chcą oglądać. Gdyby byli tacy
sami, dlaczego chciano by ich oglądać? To musi być coś
innego.
I zacząłem teraz ufać bardziej niuansom niż ekspresji. Nie
chodzi tylko o ekspresję. Moje aktorstwo osiągnęło stan, w
którym pochodzi z mojego umysłu. Czuję je w sercu, czuję w
głowie, a potem wyodrębniam z siebie ten świat. To nie jest
Shah Rukh czy życie Shah Rukha przez tych trzydzieści
sekund... Po prostu mówię kwestię, i jeśli zrobiłem to
dobrze w tej scenie, to znaczy, że byłem absolutnie skupiony
i usunąłem cały zewnętrzny wpływ Shaha Rukha-który-
nie-jest-aktorem i Shah Rukha-który-nie-jest-postacią..
Jeśli nie poszło dobrze, stało się tak, ponieważ coś mnie
odciągnęło, rozproszyło. Ale są chwile, kiedy wiem, że
przekroczyłem granicę, że wyizolowałem siebie z postaci, że
to nie Shah Rukh. Jestem całkowicie tym bohaterem – a nie
zrobiłem niczego specjalnego. Co przywodzi mi na myśl mój
słynny cytat, że zasadniczo próbuję zdemistyfikować granie.
Naprawdę próbuję uczynić zwyczajne wyjątkowym, nie –
wyjątkowe wyjątkowym. Zrobiłem to teraz i potrzebuję coraz
mniej i mniej „wyjątkowości”. Jak ostatniej nocy,
rozmawialiśmy o utykaniu. Wcześniej to było – ok, gram
człowieka kulawego, więc mogę to zrobić w ten sposób, mogę
zrobić to i to też... Teraz to żart.
Co masz na myśli, mówiąc o niuansach?
Nie wiem... Nie wiem...
Chodzi ci o język ciała?
Niuanse to mniej niż odczucia. To nie jest nawet język
ciała. Coś z tyłu twojej głowy...
Taaa, oglądasz gotowe kostiumy, masz chód – te rzeczy
wymyślam w pół godziny. Potem dodaje się, emocje,
ekspresję... „Ok, tutaj podniosę wzrok”. Aż przychodzi
ostatni i najważniejszy aspekt, który, jak sądzę, kreuje
magię, nie w każdej scenie, ale w niektórych – i to jest
niuans. Uczucie naprawdę nieuchwytne, które jest w istocie –
jestem o tym przekonany – także duchowe. Wyizolowuję sam
siebie.
Znam teraz moją metodę. Widzisz, on jest nieudacznikiem, ma
brodę, zniszczone ubrania, jest ucharakteryzowany, światła
są w porządku, i teraz bohater ma płakać, jest uczucie, jest
jego wyraz, znam teraz jego rodzaj i wiem, co mam mówić.
Pozostaje jedna niewiadoma, którą muszę uchwycić. Chodzi o
to, że nie wiem, kim jestem jako postać, ponieważ nie znam
jej tak dobrze, jak znam Shah Rukha. Jeśli potrafię dotknąć
tego nieznanego, nie jestem w tej chwili Shah Rukhiem, ale
tylko tą postacią. Dowiedziałem się czegoś nowego o osobie,
której wcale nie znam. Odkryłem to. To jest ten niuans. Ale
potem następuje moment zażenowania, w jednej chwili dopada
mnie zawstydzenie, że ujawniłem coś na temat osoby, której
nie znałem.
To taka dziwna nieśmiałość przy odkrywaniu, jaka się zdarza
młodym parom, które uczą się siebie nawzajem. Czy nie jest
to trochę krępujące? Coś, co chciałeś o kimś wiedzieć, a
kiedy to się zdarza, to jest chwila, i wiesz, że to właśnie
ten moment. Tak rodzi się niuans.
Byłem bardzo zawstydzony, jeśli o to chodzi, i wiem, że
odkryłem coś w tym facecie, czego nie umiem nigdy wyjaśnić.
Myślę, że to jest niuans. Mogę się mylić, ale taka jest moja
interpretacja.
Jesteś człowiekiem intelektu, jednak nieszczególnie
lubisz być nazywany intelektualistą.
Powszechne wyobrażenie jest takie, że intelektualista to
dziwak. Tak, czytam książki, ale czasami jestem także
frywolny. Biorąc pod uwagę popularne wyobrażenie – nie, nie
jestem intelektualistą. Jestem niepoważnym świrem. Bardziej
lubię to skojarzenie. Myślę prosto z serca. Mój intelekt
jest skażony emocjami.
Uważasz, że intelektualna analiza kina popularnego to
strata czasu, że to kino ma tylko jeden cel, którym jest
rozrywka?
Tak, logika, intelekt powinny zostać za drzwiami. W
indyjskim kinie podchodzisz z nimi do głównych drzwi i
zostawiasz je właśnie tam, na ostatnim stopniu przed
wejściem.
„Bo przecież czym jest film? To sprzedawanie marzeń.
Opowiadamy ludziom kłamstwa; sprzedajemy im sny”.
Powiedziałeś to kiedyś w wywiadzie. W tym samym wywiadzie
stwierdziłeś też: „Myślę, że oni oczekują od moich filmów
otwartości i szczerości. Szczerość w mojej roli jest tym,
czego chcą – szczerość jest tym, czego nie taję”. Nie ma tu
sprzeczności?
Sztuka jest sprzeczna, ponieważ jej miarą jest biznes.
Widzisz, mógłbym jeździć lamborghini, ale sposób, w jaki to
robiłbym, musiałby być szczery.
Nasz sny są nie posiadają ostrych krawędzi... i w tym tkwi
oszustwo. Nasze życie nie jest takie. Zauważyłeś, jak w
snach przechodzimy od jednej rzeczy do drugiej; nagle
jesteśmy w sklepie, potem w rikszy, potem na dyskotece. W
snach nie istnieje kontynuacja czasu i przestrzeni, inaczej
niż w prawdziwym życiu. Oszukujemy cię w tym zakresie,
mówiąc, że jest to pozbawione krawędzi. (Głosem jakby
śpiewał piosenkę) Chłopak spotyka dziewczynę, zakochują się,
rodzice się nie zgadzają, oni się kłócą, odchodzą i... To,
co robimy we śnie, jest szczere. Naprawdę zakochuję się w
dziewczynie we śnie... W swoim śnie zawsze jesteś prawdziwy.
Budzisz się zawsze, kiedy zaczynasz spadać, kiedy ktokolwiek
inny spada, śpisz dalej. Mimo iż wiesz, że to sen i twoja
podświadomość, to się zrywasz. Dlaczego? Ponieważ we własnym
śnie jesteś realny.
Momentem, w którym sen staje się prawdziwy, jest ten, kiedy
się ranisz, boisz się lub kiedy spadasz. Jedyna realna
właściwość snu to ty. Twój udział we śnie jest realny. Więc
ta część snu, która pokazuje ci ciebie samego, jest szczera.
Sen jest kłamstwem, ale ty jesteś prawdziwy. To, że
zamierzam walczyć dla tego kraju, jest nierealne, ale to, że
mogę zostać zraniony, jak ty, że mogę się bać, jak ty, że
mogę wymigać się od tej odpowiedzialności, ale zrobiłbym to
tak czy tak – to jest całkiem realne. Jak w „Szklanej
pułapce” – film jest nierealny, ale ten gość jest całkiem
konkretny, spanikowany. Chodzi mi o to, jak jeden człowiek
może ocalić cały budynek? Ale chcesz, chcesz być bohaterem;
heroizm jest bardzo prawdziwy. Bohater jest słaby i
przerażony, jest prawdziwy, ale film musi być snem.
* W wypowiedziach zawartych w powyższym rozdziale Shah Rukh
Khan różnicuje sposób istnienia na ekranie na „acting” i
„performing”. Używa też czasowników „to act” i „to perform”.
Określenia „acting” i „to act” zostały przeze mnie
przełożone odpowiednio jako „aktorstwo” i „grać”,
„performing” i „to perform” jako „wykonawstwo”,
„odgrywanie”, „odgrywać”, „odtwarzać”.
Podziękowania za pomoc dla wryddhy
Tłumaczenie: GosiaJG
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"