Rozdział 13. „Kabhi Alvida Na Kehna”
"Still Reading Khan"
Autor: Mushtaq Shiekh
Karan
Johar: Wcześniej planowałem zrobić wysokobudżetowy film
historyczny. Włożone weń zostało sporo pracy. Mój ojciec
odwiedził Lahore i zrobił zdjęcia miejsc, w których miał być
kręcony. Miałem przygotowane około sześćdziesięciu czy
siedemdziesięciu procent scenariusza. Pracowałem nad tym
około pół roku i wiedziałem, że będzie to saga z wielkim
budżetem – historia miłosna, której tło miały stanowić
wydarzenia z roku 1946, tuż przed Podziałem, i z czasu
Podziału. To miała być zrobiona z rozmachem opowieść o
miłości, zdradzie i poświęceniu. Mój ojciec był zachwycony,
że nakręcę ten film.
Ale 26 czerwca 2004 roku, kiedy straciłem mojego ojca,
utraciłem też moją wiarę w ten film. Myślałem, że będzie
zbyt ekstrawagancki, będzie wymagał zbyt wiele
zaangażowania. A bez mojego ojca to stało się niemożliwe.
Realizacja przedsięwzięcia wymagała ode mnie, oprócz
umiejętności reżyserskich i możliwości scenariopisarskich,
bym stał się producentem, stanął u steru – a tego nie
potrafiłem.
Zacząłem się więc zastanawiać, co dalej. Chciałem zrobić
coś, z czym mógłbym się identyfikować. Shah Rukh nie
przestawał mi powtarzać, żebym nakręcił coś małego, coś, co
bardzo mocno we mnie siedzi. Ale problem był w tym, że
bardzo mocno siedzi we mnie wiele rzeczy. Nie było więc
łatwo zastosować się do rady.
Poleciałem do Londynu, gdzie często bywałem, poszukując
pomysłu; właściwie – poszukując czegokolwiek. Czasem to
znajdowałem, czasem nie. Poleciałem tam i byłem całkowicie
zamyślony, próbując poukładać sobie rzeczy w głowie.
Poszedłem na film „Przed zachodem słońca” – sequel „Przed
wschodem słońca” – w którym para znana z tego pierwszego
filmu spotyka się dziesięć lat później. Pamiętam, że
poszedłem do Odeon Covent Garden i spacerowałem po prawie
pustym hallu – poza mną było tam jeszcze czworo ludzi.
„Przed wschodem słońca” to film, w którym prowadzonych jest
mnóstwo rozmów; o dwojgu ludziach, on jest w związku
małżeńskim, kiedy spotyka dziewczynę poznaną dziesięć lat
wcześniej. To bardzo prosty film, ale zmusił mnie do
myślenia o małżeństwie i związkach. Nagle sprawy, które
zostały poruszone w tym filmie, dotyczące małżeństwa,
sprawiły, że wróciłem myślami do wszystkiego, co ja myślałem
o małżeństwie. Kiedy tak spacerowałem, to mnie w jakiś
sposób zainspirowało. Przywiązałem się do scenariusza filmu.
Potem poszedłem do Caffe Uno tuż obok, na kawę. Para
siedząca tuż za mną rozmawiała dość głośno i słyszałem całą
rozmowę. Wiem, że podsłuchiwanie jest niegrzeczne, ale oni
wydawali się o to nie dbać. To było małżeństwo, rozstali
się. On jej mówił, że czas, żeby się wyprowadził, bo już jej
nie kocha, a ona przytaknęła bardzo spokojnie. Powiedziała
mu, że powinni przeprowadzić tę rozmowę dawno temu. Potem
rozmawiali o swoim synu, Stephenie, o tym, co z nim będzie.
Stwierdziła, że powinien zrozumieć, ponieważ to, co
dotychczas oglądał, było gorsze. Oboje mówili bardzo
sensownie, to brzmiało bardzo fachowo, a jednak bardzo
emocjonalnie, było praktyczne, ale także było w tym mnóstwo
uczuć.
Już wiedziałem, że taki właśnie film chcę zrobić. To było
jak karma, przeznaczenie – że poszedłem zobaczyć ten film,
zatrzymałem się w tej kawiarni i usłyszałem tę rozmowę. To
tak, jakby pokazał mi drogę, którą powinienem pójść.
Następnego dnia zadzwoniłem do Adiego (Aditya Chopra) i
powiedziałem mu, że chcę nakręcić taki film. Stwierdził, że
to świetny pomysł, ale jeśli będę to robił, powinienem iść
na całość, być dość odważnym, by przewidzieć, czego chcę na
taśmie filmowej. Powiedział, żebym nie próbował w żadnym
wypadku wkładać w to Karana Johara. Stwierdził: „Nie mówię,
żebyś zniszczył otoczkę, ale przeforsuj to całkowicie,
ponieważ dotychczas otoczka była najważniejsza i tak
naprawdę nie zostało odkryte to, co jest w środku”. Więc
zdecydowałem się pójść dalej i zrobić „Kabhi Alvida Na Kehna”
– moje spojrzenie na małżeństwo.
Wydaje mi się, że osoby trzecie potrafią na wszystko patrzeć
obiektywnie. To dlatego zająłem się tematyką małżeńską w tym
filmie. Nie jestem żonaty, nie sądzę, że kiedykolwiek będę,
ale mam zaskakująco cyniczne nastawienie do tej instytucji –
z powodu innych. Mój cynizm jest rezultatem moich relacji z
ludźmi, którzy pozostawali w związkach małżeńskich lub
cierpieli z powodu nich. Na przykład moi przyjaciele ze
szkoły – dziesięciu z nich zawarło związki małżeńskie i
ośmiu z nich wraca do życia w pojedynkę. Albo płacą
alimenty, albo są w trakcie rozwodu, albo są rozwiedzeni –
albo powinni się rozwieść.
Wreszcie – jestem dość obiektywny w tym temacie, ponieważ
przy kilku okazjach miałem okazję wysłuchać argumentów obu
stron. A ten film to rezultat moich osobistych obserwacji,
rezultat tego, co widzę każdego dnia wokół mnie, tego, przez
co ludzie przechodzą w swoich domach i z czym przychodzą na
imprezy. To punkt widzenia kogoś z zewnątrz, outsidera.
Byłbyś zaskoczony, wiedząc, jak niewiele filmów widziałem.
Ale obserwuję. Obserwuję drzewa, rośliny, ludzi. Obserwuję
ich na imprezach, w ich własnym środowisku, otoczeniu, w
moim biurze – wszędzie. Jestem obserwatorem ludzi i widzę,
że większość z nich w dzisiejszych czasach ma problem
odnośnie małżeństwa.
Wydawało mi się, że mogę to połączyć z interesującą dla
widzów historią, i pomimo tego przedstawić mój punkt
widzenia w delikatny sposób.
Nie jestem człowiekiem od przesłań dla społeczeństwa i nie
mam zamiaru wysyłać do kogokolwiek jakiegokolwiek
przesłania. Nie jest moim zamierzeniem mówić ci, jak bardzo
powinieneś być proekologiczny. Nie mam zamiaru ci mówić, byś
rzucił palenie czy nie pił. Nie powiem ci, żebyś przestał
ćpać. Myślę, że ty sam powinieneś podejmować takie decyzje.
Ale są to decyzje, które bywają trudne, trudno je podjąć,
ponieważ nie ma plakatów z wypisanymi na nich rozwiązaniami.
Myślę, że czasem film takie rozwiązanie podpowiada. „KANK”
to mój sposób zwrócenia uwagi na nieszczęśliwe pary lub na
pary, które myślą, że są szczęśliwe, i powiedzenia im, że
można żyć dalej mimo nieudanego związku, że czas przejąć nad
sobą kontrolę.
Takie są intencje stojące za „KANK”, taka jest koncepcja
tego filmu. To jednak coś innego niż to, co zrobiłem
dotychczas. Nie mówię, że różnica jest kolosalna, bo to mój
świat bhangry, disco i zagranicy, mój świat splendoru,
świetnych kostiumów i zdjęć. Ale pod tym wszystkim, jeśli
zeskrobie się wierzchnią warstwę, odnajdzie się bardzo
przekonywającą historię.
Jestem pasjonatem w stosunku do „KANK”, ponieważ to pierwszy
film, w którym nie ma nic ze mnie samego. Było wiele z tego,
kim jestem, w „Kuch Kuch Hota Hai”, był zawód miłosny,
miłość rodzicielska i rodzicielskie oddanie w „Kabhi Khushi
Kabhie Gham”. W „Kal Ho Naa Ho” przejawia się mój strach
przed śmiercią i wielka przyjaźń. W „KANK” nie ma ze mnie
nic. Żadna postać nie ma nic wspólnego ze mną, żadna scena
nie jest reminiscencją czegoś, co mi się przydarzyło.
Myślę, że to mój najbardziej analityczny film, film, który
jest naprawdę moją koncepcją, ale nie wynika z mojego życia.
Rozważania mogą dotyczyć mojego życia, ale także mogą
pochodzić od różnych ludzi, którzy są wokół mnie. W każdym
innym filmie jestem ja sam, ale w przypadku tego – spoglądam
z zewnątrz, mam dystans.
Wydaje mi się, że ludzie żyją według książek, jeśli chodzi o
małżeństwo czy inne instytucje. A ja uważam, że nie ma
książek. Ty jesteś książką. Piszesz swoją książkę, czytasz
ją, odkładasz, jeśli musisz, wyrzucasz, jeśli to konieczne.
Kobiety uwięzione z nieudanym małżeństwie twierdzą: „Och,
zrobię to dla mojego dziecka”. Ale czy nie zdają sobie
sprawy, że dla dziecka gorsze będzie oglądanie matki żyjącej
w złym małżeństwie? Mnóstwo ludzi jest uwięzionych w
nieudanych związkach i przedstawia mnóstwo
usprawiedliwiających teorii na temat tej sytuacji. Sądzę, że
nieudane małżeństwa są niepotrzebne. Wydaje mi się, że
skraca się długość życia poprzez obciążenie toksycznym
związkiem. Moim zdaniem w takiej sytuacji trzeba się
rozstać, ponieważ można przez to przejść i żyć dalej.
Człowiek rodzi się, by wypełniać wiele zobowiązań, ale
najważniejszym jego obowiązkiem jest to, by był człowiekiem
wobec siebie. Często ludzie sobie tego nie uświadamiają.
Ulegają naciskowi społecznemu czy presji rodziców. Co was to
obchodzi, co ludzie powiedzą? Będą gadać w każdej sytuacji.
Jeśli nie jesteś szczęśliwy, jeśli czujesz, że twoje
małżeństwo nie będzie udane, po prostu daj temu spokój. A
jeśli uważasz, że ma szansę, jeśli jest w nim dosyć miłości
– wspaniale, spraw, żeby było udane. Wierzę, że prawdziwa
miłość może pokonać słabości, ale w przypadku, kiedy tej
miłości nie ma, pozostaje tylko zobowiązanie. Co więc, na
miłość boską, ludzie robią? Mam nadzieję, że „KANK” będzie
pobudką dla małżeństw trwających w letargu.
Ukazuję w „KANK” bardzo silne emocje. Emocje są uniwersalne,
zrozumiałe w każdym języku. Czy rodziny będą się z tym
filmem identyfikowały? Wierzę, że może on szokować, może
sprawić, że pomyślisz, może sprawić, że wrócisz po nim do
domu i powiesz, że to nie jest film Karana Johara. Ale to
nie zmienia faktu, że to nadal film. Może zawieść jako
produkt marki Karan Johar, ale nieważne – lubisz go, nie
znosisz czy kochasz – nie możesz zignorować tego, co próbuje
ci przekazać.
Wszyscy mnie pytali, czy Shah Rukh pasuje do „KANK”. Moja
odpowiedź jest prosta. Shah Rukh nie jest odpowiedni do
roli, którą gra w „KANK”. Jeśli spojrzysz przez pryzmat jego
wizerunku społecznego, w ogóle nie pasuje do roli. Shah Rukh
oszukujący swoją żonę to hara-kiri, ponieważ wszyscy wiedzą,
że jest najlepszym mężem w branży, najlepszym ojcem,
uwielbiającym przebywać w domu, a właściwie – w posiadłości.
Jego założenia to rzeczywistość. Chce być wspaniałym mężem i
ojcem, i, mogąc patrzeć na niego z bliska, wiem, że takim
właśnie jest.
Tak naprawdę wydaje mi się, że trzeba go mocniej uszczypnąć,
żeby uwierzyć, że ktoś taki jak on rzeczywiście istnieje.
Dla niego grać tę postać to prawie tak, jakby poprosić mnie
o reżyserowanie filmu akcji; te dwie rzeczy po prostu nie
idą z sobą w parze.
Rzeczywiście był w niezręcznej sytuacji. Shah Rukh zazwyczaj
wkłada samego siebie w każdą postać, wyobraża sobie sytuacje
i gra niezwykle prawdziwie. W tej jednej sytuacji nie mógł
tak postąpić, ponieważ nie wiedział, jak to zrobić. Jest
bardzo nieśmiały i zażenowany wobec sytuacji jak te w
filmie, rumieni się na myśl o pewnych scenach, czerwieni
się, ponieważ nie wierzy, że ludzie zachowują się w taki
sposób – ale tak się dzieje, dlatego czuł się bardzo
zakłopotany. I myślę, że to zakłopotanie czyni go jeszcze
wspanialszym w tym filmie. To, że czuł się niezręcznie, i
fakt, że tak myślał, podnoszą wartość jego kreacji.
Reżyserowanie Shah Rukha Khana to niezwykle łatwa sprawa.
Nie mówię mu nic, poza hasłami „akcja” i „cięcie”, a i to
tylko dlatego, że tak wypada. Nigdy nie reżyserowałem Shah
Rukha. Przychodzi na plan, a potem wychodzi. A ja po prostu
patrzę na niego, kiedy robi to, co robi.
Kiedy Shah Rukh czytał scenariusz, był bardzo zmartwiony.
Nazywa „KANK” „śmiercią Rahula”. Uważa, że YRF i Dharma
wykreowali Rahula czy Raja, a teraz, w tym filmie zrobiłem z
niego oszusta, który zdradza żonę, oszukuje syna. Był na
początku trochę zdenerwowany w związku z tym, jak zostanie
zaakceptowany przez publiczność. Wiedziałem, że on czuje, że
to film, który musi powstać, ale naprawdę się zastanawia,
czy powinien być zrobiony teraz. Ja też się zastanawiam. Ale
jestem niezwykle podekscytowany tym, by dowiedzieć się, co
powiedzą ludzie po zobaczeniu go. Powiedziałbym, że jestem
równie zdenerwowany. Wiem, że moja matka też się trochę
denerwuje w związku z tą produkcją.
Mój film nie jest drastyczny; sprawia tylko, że można poczuć
się nieswojo. Jeśli jesteś żonaty lub jeśli jesteś zamężna,
nie możesz tylko go zobaczyć, a potem wrócić do domu,
popatrzeć na swojego współmałżonka i wyrzucić film z
pamięci. To przerażające. Nie po to robi się filmy. Ne mają
na celu zmuszania cię do myślenia. Film ogląda się po to,
żeby nie myśleć. Wiem, że pojawią się także gniewne reakcje.
Wiem, że ci, którzy odnoszą się do niego z nienawiścią, mają
nieudane małżeństwa. W życiu ludzi agresywnych w stosunku do
„KANK” wyraźnie są sprawy, którym powinni się przyjrzeć. Tak
to widzę.
Kolejny ważny element filmu to napięcie seksualne. Jest nam
ono bardzo bliskie. Każde inne jest zawsze bardziej odległe.
Napięcie seksualne jest tym, z czym zasypiasz, z czym
przychodzisz do domu, czego dotykasz i co odczuwasz każdego
dnia. To jedyne napięcie, które może cię tak naprawdę zabić
od środka. Nie w kategoriach medycznych, ale emocjonalnych.
Możesz być zdenerwowany, jeśli chodzi o rzeczy niedotyczące
ciebie, o sprawy, które ci się nie przydarzyły, są
nieuchwytne – jak problemy pieniężne, decyzje biznesowe czy
związane z pracą. Ale one nie kładą się z tobą do łóżka, nie
żyją z tobą. To dlatego napięcie seksualne jest tak
identyfikowalne – ponieważ jest wokół ciebie cały czas;
patrzysz na nie ciągle, jest przy tobie, jak nic innego.
Szczęście to nie jest to, z czym śpisz, depresja to nie to,
z czym żyjesz, pieniądze to nie to, z czym wzrastasz. Twoja
żona, partnerka jest kimś, z kim jesteś połączony, z kim
oddychasz, jesz, śpisz; i jeśli między tobą a twoją żoną
jest stan niepewności – to przerażające, straszne.
W filmie interesujące jest to, że mężczyzna i kobieta mający
romans pozostają w związkach małżeńskich z bardzo porządnymi
ludźmi. Cała czwórka jest w porządku i jednocześnie cała
czwórka popełnia błędy. Takie jest naprawdę życie – wszyscy
każdego dnia jesteśmy dobrzy i źli. Budzimy się i mówimy
rzeczy, które są w porządku, a od razu w następnej chwili
takie, które w porządku nie są; w następnej chwili robimy
coś, co jest ok, a zaraz potem coś, co nie jest ok. Jesteśmy
złożeni z przeciwieństw; większość z nas. To dlatego
Shakespeare powiedział, że lepiej znaleźć miejsce pośrodku.
Ale to jest tak trudne, ponieważ nigdy nie znajduje się tego
miejsca. Jest się albo na początku, albo na końcu czegoś.
Popada się albo w jedną skrajność, albo w drugą. Nigdy nie
osiąga się równowagi, to jest coś, czego nigdy się nie
znajduje.
W tym obrazie nie ma białych i czarnych postaci. Wydaje mi
się, że to byłoby stereotypowe –jeśli mężczyzna zdradza
żonę, to jego żona musi być suką, a jeśli kobieta zdradza
męża, to znaczy, że on musi być gnojkiem. Dlaczego? Można
żyć w całkiem zwyczajnym, miłym małżeństwie. To dlatego Rani
jest najbardziej skomplikowaną postacią z wszystkich. Jest
zamężna z takim miłym mężczyzną, że każda kobieta powie:
„Szalona, nie zdajesz sobie sprawy, jaki skarb masz w domu,
ciągle szukasz”. Ale ona czuje, że wyszła za mąż za
dzieciaka. Ciągle myśli, że poślubiła chłopca, podczas gdy
mogła poślubić mężczyznę. Wreszcie znajduje namiętność,
jakiej pragnie, w innym mężczyźnie, a potem wraca do domu,
do tego, który jest taki kochany – ale jest chłopcem; nie
rozumie w ogóle jej emocjonalnych potrzeb; rozumie je ten
drugi.
Ten drugi z kolei – jest cyniczny, prostacki i nieprzyjemny
– ale się zakochuje. Ona trwa w przyjacielskim związku, a
która kobieta wybrałaby miłość zamiast przyjaźni? Pojawia
się starcie między nimi dwojgiem. Właśnie o tym Shah Rukh
mówi Rani na początku: „Ożeniłem się z przyjaciółką, nie ma
nic lepszego od poślubienia przyjaciela”. A ona mówi, że
czasem przyjaźń zajmuje miejsce miłości, wypełnia jej
miejsce i wtedy na miłość nie ma już miejsca. On patrzy na
nią i pyta, siadając na ławce, czy to, co czuje wobec
mężczyzny, za którego wychodzi za mąż, to miłość, czy
przyjaźń. Nie wiedzą, co powiedzieć, ponieważ tak naprawdę
także poślubia przyjaciela.
Powiedziałem kiedyś, że miłość to przyjaźń. Mógłbym teraz
rzec, że to kłamstwo. I nie chodzi o to, że sprzedawałem
kłamstwo, sprzedawałem to, co ludzie chcieli usłyszeć i
zobaczyć. Ale wyrosłem z tego; to film o tym, jak naprawdę
bywa w życiu. Sprzedawałem marzenia; zamierzam sprzedawać
rzeczywistość w otoczce snu. Chcę sprzedawać to, co
prawdziwe, w opakowaniu jak ze snu, ale nie zamierzam
handlować marzeniami. O tym jest „KANK”.
Postać grana przez Preity Zintę jest zbyt poprawna i
akuratna, to jest jej problem. Zawsze mówi odpowiednie
rzeczy. Przecież to nudne. Jest zbyt prawą moralistką.
Wszystko w niej jest stosowne i właściwe. Robi karierę i
wierzy, że kobieta taka jak ona nie oszukuje – i nie powinna
być oszukiwana, a małżeństwo jest słuszną rzeczą. Wierzy, że
jeśli kobieta bierze ślub, to na całe życie.
Te wszystkie ukryte sensy są obecne w filmie.
Pytanie, które w nim zadaję, brzmi: jeśli odnajdziesz
bratnią duszę po ślubie, co zrobisz? Do tego nawiązuje
tytuł. Nigdy nie mówisz „żegnaj”, nawet jeśli wypowiadasz te
słowa. Chcę powiedzieć, że jeśli kogoś tracisz, on lub ona
tak naprawdę nie odchodzą. Twoje serce nigdy naprawdę się
nie żegna, ponieważ kawałek tego związku, cząstka tej osoby
jest zawsze z tobą. Tytuł ma wiele znaczeń. Użyłem go,
ponieważ kiedy małżeństwo się kończy, tak naprawdę nigdy nie
zostawiasz go za sobą; ta osoba nigdy cię nie opuszcza, ten
związek nigdy nie mija. Ktoś, kto umiera, nigdy cię tak
naprawdę nie zostawia. Jeśli cokolwiek będzie ci bliskie,
nigdy się z tym nie pożegnasz, chociażbyś nawet wypowiedział
słowa pożegnania. Jeżeli nawet podpiszesz papiery rozwodowe,
wspomnienia o związku – dobre czy złe – pozostaną na zawsze.
Nie jesteśmy w stanie odrzucić rzeczy, które były ważne w
naszym życiu. I o tym też – symbolicznie – jest „KANK”. Tak
naprawdę nigdy nie mówisz niczemu „żegnaj”.
Tłumaczenie: Gosia JG
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"