Rozdział 2. A ja mam moją mamę.
"Still Reading Khan"
Autor: Mushtaq Shiekh
"To dziwaczny dom, cały skierowany pionowo. Jestem w Nautam
Nagar, stoję przed domem, do którego Latif Fatima przeniosła
się z dziećmi po śmierci męża. Dziś czarna tablica przed
wejściem oznajmia, że mieści się tu hostel dla pracujących
kobiet.
Przez chwilę waham się stojąc na podwórku. Nie widzę nikogo,
kto mógłby mnie zatrzymać i spytać, kogo szukam w hostelu
dla kobiet. Wchodzę do pokoju frontowego. Wciąż nikogo. I
nagle znad jednej części pokoju dobiega łomot kroków kogoś
zbiegającego po schodach. Stoję w miejscu, kiedy huragan
zbliża się do mnie. Młody, dziarski chłopak pojawia się z
tupotem u wylotu schodów, trzymając w jednym ręku cztery
albo pięć szklanek, w drugiej imbryk, a w ustach kilka
banknotów. Nawet nie zauważa mojej obecności, kiedy wypada
przez drzwi.
Halo, krzyczę. Żadnego odzewu. Postanawiam wziąć sprawy w
swoje ręce. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, uda mi się
obejrzeć dom, w którym mieszkał Shah Rukh. Albo ulice Delhi
będą mogły napawać się widokiem zdesperowanego pisarza,
gnającego jak nietoperz z piekła rodem w ucieczce przed
hordą rozwścieczonych pracujących kobiet.
Zatrzymuję się na moment, rozglądając się. W mojej głowie
wciąż od nowa przewija się zdanie, „to był dziwaczny dom,
cały zorientowany pionowo.” Ale zaraz, kto to powiedział?
Wytężam umysł kierując się w stronę drzwi. Oczywiście! Benny
Thomas, przyjaciel Shah Rukha, kolega z czasów teatralnych.
„Cały pionowy, nigdy nie widziałem podobnego domu,”
powiedział.
Wspinam się po schodach i zaglądam do pokoju, który musiał
być sypialnią Latif Fatimy. Kolejny ciąg schodów prowadzi
mnie do pokoju Lali, czyli raczej siostry Shah Rukha,
Shahnaaz. Wdrapuję się na jeszcze kilka schodów, żeby w
końcu dotrzeć do sypialni Shah Rukha. Ale w tej chwili
siedzą w nim trzy młode kobiety.
Wpatrują się we mnie, czekając na wyjaśnienia. Pośpiesznie
się przedstawiam. Ale kiedy pytam, czy mogę tu zrobić
zdjęcie, ich twarze nadal mają dziwny wyraz. „Pokój Shah
Rukha?” pytają z odcieniem niedowierzania. „Sypialnia Shah
Rukha!” tym razem z wykrzyknikiem.
Później, kiedy schodzę na dół, próbuję wyobrazić sobie jak
było tu dawniej i poskładać to w całość. Na parterze musiał
być salon, kuchnia na lewo do schodów, drzwi wejściowe po
prawej. Nie wydaje mi się, żeby w tym domu Latif Fatima
mogła dać ujście swojemu nieposkromionemu duchowi i energii.
W jej poprzednim mieszkaniu aż roiło się od politycznych
znajomych Meera i współpracowników Fatimy z jej pracy
socjalnej. Ale i ten budynek miał napełnić się życiem dzięki
przyjaciołom Shah Rukha, kumplom ze szkoły, kolegom z
college'u i grupy teatralnej. W jego pokoju zawsze ktoś był
i Latif Fatima często wracała do domu lub budziła się
słysząc jego dźwięczny głos, akcentujący mocniej jakieś
zdanie.
Rzucam okiem na piętro, na którym mieszkała Fatima, pracując
i martwiąc się o dzieci. Siadam, zamykam oczy i staram się
przywołać typową noc w budynku w Gautam Nagar.
Jest bardzo późno, kiedy Latif Fatima wybudza się ze snu.
Już po północy. Co ją zaniepokoiło? Cichy okrzyk, skrobanie
klucza w zamku. Siada na łóżku, z jedną dłonią wciąż
zaciśniętą na pliku papierów, które przeglądała, kiedy
ogarnęła ją senność. Stłumione kroki idące w górę po
schodach. Uśmiecha się. Kroki numer jeden to Shah, numer dwa
i trzy to mogą być Benny i Sunjoy, delikatny dziewczęcy
śmiech, to na pewno Divya. Otrząsa się ze snu. Wkrótce i tak
Shah zejdzie na dół, sprawdzić, czy się obudziła i wyżebrać
filiżankę herbaty czy kawy. Wstaje i idzie do drzwi. Tamci i
tak są już na górze. Zagląda do Lali, ale wygląda na to, że
ona śpi.
Z pokoju Shaha dobiega zbiorowy kaszel. Uśmiecha się. Znowu
palą. Udawany kaszel rozlega się za każdym razem, kiedy chcą
ukryć dźwięk pocierania zapałką o bok pudełka. Shah pewnie
mówi o aktorze Pranie, bo szyderczy śmiech Benny'ego
punktuje każde zdanie. Divya chyba wyszła na mały balkon
przy pokoju Shaha. Drzwi są otwarte, zimny powiew
delhijskiego powietrza wpada do domu.
Fatima uśmiecha się na myśl o Divyi Seth. Kilka dni temu
Divya i szkolny kolega Shaha, Raman, przywieźli go do domu
po meczu squasha. Wybuchnęła płaczem, kiedy tylko rzuciła
okiem na jego spuchniętą twarz. Dzieciaki przerażone
wybiegły z domu. Potem odkryła, że podczas gry rakieta
Ramana uderzyła go w oko i dzieci były przerażone, że być
może go oślepili.
Wraca do pokoju i podnosi plik papierów. Niedługo będzie
świtać. Musi odwiedzić izbę zatrzymań dla nieletnich, być na
jednym czy drugim spotkaniu. Podnosi oczy na sufit. Pewnie
siedzieli do późna, gadając o teatrze. Pewnie niewiele też
jedli. Może jakiś gulasz, wypili pełno herbaty i jedli te
okropne parathy z jajkiem, o których ciągle mówią
Idzie do kuchni i wyjmuje filiżanki. Wkrótce Shah Rukh po
cichu schodzi na dół, żeby zabrać gorące napoje i kurczaka,
którego przyniosła na obiad z własnej restauracji, Rambler.
Rozsiądzie się na stole w salonie, albo będzie chodził po
kuchni, opowiadając, co robił tego dnia. Inni całkowicie
zatopią się w dyskusji. Tak prawdopodobnie kończy się noc i
zaczyna kolejny dzień w domu przy Gautam Nagar.
Młody herbaciarz wyrywa mnie z objęć przeszłości kiedy
przebiega obok. Spieszy się, żeby oddać resztę jednej z
tych, które zamieszkują górne piętro.
Myślę o trzech kobietach zamieszkujących dawną sypialnię
Shah Rukha i wspominam to, co opowiedział mi Sunjoy
Mukherjee, kolejny kolega Shah Rukha z czasów TAG, o
czasach, kiedy ten pokój był pełen ludzi i gier
elektronicznych. Divya Seth, Benny Thomas i – oczywiście –
zastępy innych przyjaciół wpadali nieustannie – czuli się tu
tak swobodnie. Benny praktycznie tu mieszkał, pisząc i
pomagając Shah Rukhowi przygotowywać radiowe skecze na
zajęcia w Jamia Millia.
Fatima nie robiła im żadnych trudności. „Była cudowna. Była
zabawna, była zwariowana, była niegrzeczna, była
ekscentryczna i była uroczą panią. Zawsze bardzo
nieskrępowana, dowcipna, roześmiana. I ciężko pracująca.
Ciągle pracowała,” Mówi Divya. Od kiedy tylko tu się
wprowadzili, dom był otwarty dla przyjaciół Shah Rukha.
„Była dla nas wszystkim. Nie miała nic przeciwko temu, że
byliśmy w domu. I mogliśmy przesiadywać z nią, w domu lub w
restauracji Rambler, nawet kiedy Shah Rukha nie było,”
wspomina Vivek Vaswani.
Jej życie, od kiedy tylko pamiętała, było pełne
najfantastyczniejszych wypadków i zbiegów okoliczności.
Poznała swojego męża podczas jednego z takich wypadków
-wypadku drogowego, z którego ją uratował. Była wtedy bardzo
młoda uzupełniała swoją edukację w Delhi. Choć była już
zaręczona, poczuła dziwny pociąg do tego wysokiego, miłego
młodego mężczyzny, który regularnie ją odwiedzał. I jak to
bywa w życiu, kiedy Meer Taj Mohammad poprosił o jej rękę, z
radością wyraziła zgodę.
Meer Taj Mohammad kiedyś uratował życie Fatimy. Ale potem to
Fatima, jako żona i matka, przeprowadzała rodzinę przez
liczne kryzysy, jakich nie szczędziło im życie.
Kiedy się pobierali, Meer Taj Mohammad był praktykującym
prawnikiem. Ale ostatecznie zrezygnował z tej kariery, ze
względu na rosnącą korupcję, ogarniającą „brązowych
sahibów,” którzy po uzyskaniu niepodległości zawładnęli
Delhi. Mniej więcej wtedy, kiedy urodziła się Lala,
zdystansował się od polityki i polityków, choć i on i potem
Fatima, nadal utrzymywali bliskie stosunki z rodziną Nehru,
a potem Gandhi.
Shah Rukh urodził się w pięć lat po Lali, na etapie, kiedy
jego ojciec prowadził kulejącą firmę transportową, Fatima
dokończyła studia i zaczęła pracować jako pracownik
socjalny, stając się potem pracownikiem sądowym magistratu,
pracując z młodocianymi przestępcami i dziećmi ulicy. Kiedy
upadła firma transportowa, Meer Taj Mohammad przez kilka
miesięcy prowadził stołówkę w NSD (National School of Drama)
i kram z herbatą i przekąskami przed World Trade Center. To
chyba poddało Fatimie pomysł otwarcia restauracji.
„Wychowałem się na suchym pasztuńskim jedzeniu z Peszawaru:
udziec jagnięcy, chaat i aromatyczna masala khana z
Hyderabadu , briyani i khatti dal. Moi rodzice zwykle
mieszali to wszystko i tym mnie karmili. A do tego dodawali
jedzenie przyniesione z restauracji, kurczaka w maśle i
kormę z baraniny,”mówi Shah Rukh. Jedzenie z Rambler często
podtrzymywało siły wygłodniałej gromady przyjaciół Shah
Rukha.
Fatima przez wiele lat godziła życie rodzinne, pracę w
magistracie i prowadzenie restauracji. I nagle, kiedy sprawy
zaczynały stabilizować się w spokojną rutynę, nadszedł
kolejny kryzys. Tym razem uderzył w samo serce rodziny. U
Meera Taja Mohammada zdiagnozowano raka. Ciężar emocjonalny
i finansowy był tak duży, że rodzina niemal załamała się pod
nim. „Jeden zastrzyk kosztował 5.000 rupii, a on potrzebował
wziąć 23 w ciągu 10 dni. To było niezwykle kosztowne i w
naszej firmie nastąpił krach. Moja matka w tym czasie
pracowała dniem i nocą. Zdobywała pieniądze wszelkimi
możliwymi sposobami,” wspomina Shah Rukh. Fatima nie znała
spoczynku, pracując w domach poprawczych, wypełniając
urzędnicze obowiązki, a potem biegnąc do restauracji, w
prowadzeniu której pomagał jej szwagier.
Kiedy Meer Taj Mohammad zmarł osiem miesięcy później,
rodzina stała już na skraju bankructwa. Zdeterminowana
Fatima przejęła tez biznesowe obowiązki Taja. Rządziła
rodzina, ale niczego ie odmawiała dzieciom. Shah Rukh
wspomina, że poprosił ją o samochód, żeby jeździć z domu do
Hans Raj College. Fatima nie odezwała się ani słowem, ale
następnego dnia kiedy Shah Rukh wyszedł z domu, samochód
czekał przed bramą.
„Nie kontrolowała swoich dzieci. Doświadczyła złych czasów,
ale nie pozwoliła, żeby ja złamały i nigdy nie dała odczuć
Shah Rukowi, że mają kłopoty, nigdy tego nie uzewnętrzniała.
Jego stosunek do matki był niemal fanatyczny. Byli bardzo
blisko; to było niewiarygodne. Przyjaciele, matka-syn,
brat-siostra, wszystkie te relacje naraz. Ciocia była w
stanie zrobić dla niego wszystko,” wspomina Sunjoy. Fatima
wspierała swoje dzieci w każdym życiowym zawirowaniu, była
jak palec losu popychający Shah Rukha do przodu na każdym
kroku jego drogi. Benny potwierdza, „To, że Shah Rukh jest
dziś tym, kim jest, to dzięki matce. Jego przebojowość,
ambicja, zaradność i pewność siebie zostały mu zaszczepione
przez matkę. Ludzie myślą, że Shah Rukh wierzy w siebie, ale
to nic w porównaniu z tym, jak wierzyła w niego jego matka.
Dla niej Shah Rukh, już wtedy, w latach 80 był tym, kim dziś
widzi go świat. Mówiła, cokolwiek będzie robił, będzie
najlepszy, będzie najlepszym sportowcem świata, najlepszym
aktorem świata, najlepszym biznesmenem świata. Nigdzie nie
było lepszego od niego. Nie chodziło jej tylko o to, że on
jest dobry i że coś w życiu osiągnie, ale o to, że zawsze
wybije się ponad innych. Nie widziała świata poza swoim
synem.” Dla Fatimy Shah Rukh już był supergwiazdorem.
To Fatima wprowadziła Shah Rukha w świat filmów hindi.
„Miałem zwykle kiepskie oceny z hindi. Potrafiłem dostać 0
punktów na 10. Powiedziała, jeśli zdobędziesz 10 punktów,
zabiorę cię do kina. Od tego dnia, stałem się orłem z hindi.
Pamiętam pierwszy film, na jaki poszliśmy, to była
„Joshilaa” Deva Ananda,” mówi Shah Rukh.”
To Fatima nalegała, żeby Shah Rukh chodził z nią na
przyjęcia. Na nich przedstawiała go ludziom z branży, zanim
jeszcze Shah Rukh w ogóle zaczął myśleć o karierze filmowej
jako możliwej opcji życiowej. To właśnie Fatima zabrała go
na spotkanie z agentem obrotu nieruchomościami, którego
wynikiem była pierwsza wielka szansa, serial „Fauji,” który
sprawił, że tłumy go pokochały.
„Nie zmuszała mnie do niczego. Kiedy mówiłem jej, że
chciałbym grać, lub występować w filmach, nie protestowała.
Chciałem studiować reżyserię. Dostałem się do NSD. Nie
chciałem tego robić, ale powiedziała mi, po prostu złóż
papiery.”
To także na prośbę Fatimy pojechał z nią do Ajmer-E-Sharif,
gdzie miał miejsce jeden z najdziwniejszych przypadków jego
życia. Prowadząc ją przez zatłoczone, wąskie uliczki
prowadzące do świętego meczetu, nagle zorientował się, że
nie ma portfela. Kiedy tylko matka szczęśliwie znalazła się
w środku, wrócił tą samą drogą, gorączkowo go szukając.
Nagle zatrzymał go jakiś głos, mówiący, „Co to, synu,
zgubiłeś coś?” Shah Rukh podniósł wzrok i zobaczył pir babę
siedzącego na rogu ulicy. „To był twój portfel, a w nim parę
setek rupii?” spytał baba. Shah Rukh patrzył na niego
podejrzliwie. Skąd to wiedział? Pir baba spojrzał na niego i
powiedział ze śmiechem, „Tu kuch sau ke liye ro raha hain,
jab karodon aane walen hain?” (Płaczesz, bo straciłeś
kilkaset rupii, a czekają na ciebie miliony). Skąd wiedział?
Kiedyś Gauri, jego dziewczyna, postanowiła zniknąć z jego
życia. Nie była pewna, dokąd zmierza ich znajomość, więc
wyjechała do Bombaju. Fatima, nawet nie proszona, włożyła mu
do ręki plik 10.000 rupii, mówiąc, żeby przywiózł ją do
domu. „Moja matka zachowała się jak prawdziwy przyjaciel,
kiedy powiedziałem, że chcę ożenić się z Gauri. Nie pytała,
czy jest Hinduską, czy Chinką.”
Kiedy nadeszły lata 90, Shah Rukh dzielił swój czas pomiędzy
Bombaj i Delhi. Pracował równocześnie nad kilkoma
projektami. Kręcił „Mayę Memsaab” z Ketanem Mehtą, skończył
właśnie zdjęcia do „Ahamak” Maniego Kaula i spędzał dużo
czasu na panie swojego drugiego serialu telewizyjnego,
„Circus,” w Bombaju. Kiedy był na planie, dostał telefon od
Divyi. Przyjaciele z TAG często dzwonili, ale tym razem
Divya miała złe wiadomości. Fatima zadzwoniła do niej, bo
nie mogła dodzwonić się do syna. Czuła się źle. Rana na
stopie nie chciała się goić i skierowano ją do szpitala.
Shah Rukh pospieszył do domu i znalazł matkę w obskurnym
szpitalu, pod opieka hakima (słowo "hakim" oznacza mędrzec
lub lekarz. "Lekarz" i szpital chodzą w parze, Mustaq nie
nadaremno używa jednak określenia „hakim,” a nie „doctor.”
Nie wiem więc do końca, czy chodzi o prawdziwego lekarza
medycyny, czy o kogoś w rodzaju znachora – przypisek
tłumaczki). Wstrząśnięty, jak wspomina Divya, natychmiast
przeniósł ją do szpitala Świętej Rodziny. Lekarz rodzinny
Divyi, który ją zbadał powiedział im, że choroba jest tak
zaawansowana, że właściwie poza kontrolą. „Nie wiem, czy
cokolwiek można pomóc, ona jest....” Nie mógł nawet
dokończyć zdania. Poprosiliśmy, żeby robił, co w jego mocy,”
mówi Divya.
Shah Rukh musiał wracać do Bombaju, obowiązki go wzywały.
Potrzebował pieniędzy, żeby płacić za szpital. W tym czasie
Lala, Gauri i przyjaciele czuwali przy łóżku Fatimy. Czasami
Shah Rukh prosił Vivka Vaswaniego, żeby kupował w Bombaju
określone lekarstwa. Vivek chodził od apteki do apteki, póki
ich nie zdobył. Potem wiózł je do Ramana, który był już
wtedy pilotem w Indian Airlines, z którym leciały do Delhi.
Latif Fatima wciąż zapadała w nieświadomość i budziła się z
niej. Ale kiedy odzyskiwała przytomność, była dawną pełną
żywotności sobą, żartując sobie z pielęgniarkami i śmiejąc
się z przyjaciółmi Shah Rukha. Shah Rukh w tym czasie
przestał walczyć z jej przeznaczeniem. Wiedział, jak to się
skończy. Całymi dniami przesiadywał przy jej łóżku, nie
spał, nie jadł. Przyjaciele czasami na siłę wyciągali go na
obiad czy kolację, albo brali dla niego jedzenie na wynos,
żeby mógł się posilić w szpitalu.
Potem Latif Fatima została przeniesiona do innego szpitala.
Przez calutki miesiąc Shah Rukh nie opuszczał jej pokoju.
Potem zapadła w śpiączkę. Przez te dwa miesiące tylko jeden
jedyny raz zmęczenie okazało się silniejsze i Shah Rukh
zapadł w sen. Sen był tak głęboki, że przyjaciele wpadli w
panikę. Dobijali się do jego drzwi bardzo długo, zanim
otworzył.
Około kwietnia 1990 Latif Fatima zaczęła powoli odchodzić.
Divya dobrze pamięta jej ostatnie dni, ból i udrękę jej
dwojga dzieci. „Możesz sobie wyobrazić, że twoja własna
matka tak leży przez półtora miesiąca?” Zwłaszcza jedno
wydarzenie wstrząsnęło Divyą do głębi. Przez ostatnie dni u
Fatimy wytworzyły się odleżyny i Shah Rukh stracił całe
opanowanie. Pewnego dnia, kiedy Divya jak zwykle była w
pobliżu, Shah Rukh zaczął nalegać, żeby dokładnie zobaczyła
to, o czym on mówi. „Był rozgniewany, zmusił mnie, żebym
obejrzała odleżyny, a ja płakałam i mówiłam mu, że nie chcę
na to patrzeć,” mówi Divya. „Nie,” wykrzyczał Shah Rukh w
gniewie i bólu, „Musisz to zobaczyć. Nie mam mowy, żebym sam
tak cierpiał.” Divya w milczeniu zapada we wspomnienia.
Pewnego ranka Shah Rukh wyszedł kupić lekarstwa, a Latif
Fatima wtedy umarła. „Śmierć mojej matki uświadomiła mi, że
nie ma nic trwałego. Przestałem czegokolwiek oczekiwać. Nic
mnie już nie szokowało. Dużo płakałem. To był
najboleśniejszy moment w moim życiu, śmierć mojej matki. To
wtedy modliłem się po raz pierwszy w życiu, kiedy umierała.
Wcześniej nigdy się nie modliłem. Taką byliśmy rodziną,
muzułmanami, którzy nigdy nie zmuszali do modlitwy. I wtedy
modliłem się po raz pierwszy w życiu, ale ona i tak umarła.”
Kiedy Divya tego ranka przyjechała ze szpitala, poszła
prosto do Shah Rukha, ale powiedzieli jej tylko, żeby poszła
na górę, do jego siostry. Lala siedziała w pokoju, biała jak
prześcieradło. „Dekh ma chali gayi, chali gayi ma,”
powiedziała (Patrz, mama odeszła, ona odeszła). „To było
wstrząsające,” mówi Divya. „Ale Lala była pod kontrolą.
Trzymała mnie za rękę, wiedziała, że trzeba ją przebrać,
wiedziała, że musi być przy tym przebieraniu. Robiła
wszystko jak automat.” Divya pamięta, jak się bała, jak była
przerażona, co teraz będzie z Shah Rukhiem i Lalą.
Nadszedł czas, żeby zabrać ją w ostatnią podróż. Nadpłynął
zmierzch i zaczął padać deszcz. Kiedy kondukt wyszedł z domu
i powoli ruszył przed sienie, od czasu do czasu rozlegał się
grzmot pioruna i światło błyskawicy rozjaśniało mrok. Shah
Rukh musiał być podtrzymywany przez przyjaciół, bo nie mógł
iść. Nie mógł mówić. Kondukt żałobny dotarł na miejsce
wiecznego spoczynku Latif Fatimy. Odmówiono rytualne
modlitwy, czas było już kończyć, opuścić trumnę w głąb
ziemi. Ale Shah Rukh nie chciał na to pozwolić. Z płaczem
przywarł do matki. Nie słuchał błagań przyjaciół. Opuszczało
go całe dotychczasowe życie. Nie mógł pozwolić jej odejść.
Maulvi (nauczyciel, specjalista od prawa koranicznego, ktoś,
kto prawdopodobnie prowadził ceremonię – przypisek
tłumaczki) próbował mu wytłumaczyć. „Nie rób tego matce.
Pozwól jej odejść w spokoju,” mówił. Oszalały Shah Rukh
wywrzeszczał mu w twarz, „Nie mów mi, co mam robić, a czego
nie robić mojej matce. Nie waż się. To moja matka. Mogę
robić, co chcę. To moja matka.” Trzeba było sił wszystkich
przyjaciół, żeby go uspokoić.
„Nie wiem, jakim cudem pozostał żywy po jej śmierci. W
pewnym sensie jakaś jego część obumarła całkowicie.
Kompletnie. Myślę, że częściowo wskrzesiły ją jego dzieci,”
mówi Divya.
Po powrocie z pogrzebu Shah Rukh zamknął się w swoim pokoju,
maniakalnie grając w gry elektroniczne. Nie chciał myśleć,
nie chciał czuć. Tak było lepiej. Czasami schodził do
przyjaciół, którzy nadal gromadzili się w salonie, a wtedy
smutek od nowa ściskał go za serce. „Płakał histerycznie i
pędem wracał do swojego pokoju,” mówi Sunjoy. „Nic już dla
niego nie było takie, jak przedtem. Życie się odmieniło. Ten
smutek wciąż w nim jest, to on go prowadzi. Wszystko, co
robi, robi dla matki. Mam wrażenie, że czasami wszystko
wydaje mu się rozmyte, jak we śnie,”mówi Sunjoy.
Kiedy słuchał, jak Shah Rukh mówi o Fatimie, uświadamiam
sobie, że stracił w niej swojego mentora, swojego guru,
swoje najważniejsze źródło życia. „Wchłonąłem od matki
wszystkie podstawowe wartości. Nauczyła mnie wielu rzeczy.
Na przykład, żeby nigdy nie obcinać wydatków, jeśli chce się
zwiększyć dochody. To dlatego jestem utracjuszem. A także,
żeby nigdy nie zabierać czy życzyć sobie czegoś, z czym
wiążą się złe emocje. W urdu ma to nazwę manhoosiyat. To
dlatego do dziś nie tknąłem pieniędzy po matce. Wiem, że nie
tego chciała. Wziąłem tylko telewizor, który mi dała, kiedy
przeniosłem się do Bombaju. Moje mienie, moja firma,
samochody, wszystko to jest wciąż w Delhi. Nie wziąłem
niczego, bo jeśli nie ma jej, żeby mi to dać, to ja tego nie
chcę. A ona byłaby szczęśliwa, gdybym zamiast to brać,
zdobył wszystko samodzielnie.”
„Nauczyła mnie też nikogo nie krzywdzić. Ani ona ani ojciec
nigdy mnie nie uderzyli. Byli bardzo łagodnymi ludźmi. Mama
nauczyła mnie jak przybrać kilka bardzo słodkich wyrazów
twarzy.
„Ale co najważniejsze, to ona przekazał mi moją życiową
filozofię. Nauczyła, że nic nie zostało mi dane na zawsze,
nawet ona sama. Więc ciesz się tym, co masz w tym momencie,
bo w następnym może ci być odebrane. Wszystko przemija. To
dlatego wszystko mam gdzieś. Kiedy to mówię, to brzmi bardzo
w stylu macho. Ale podstawą tego jest fakt, że jeśli mogłem
zostać pozbawiony jej, to i wszystkiego innego mogę zostać
pozbawiony. Jeśli mogę żyć bez niej, to mogę też żyć bez
gwiazdorstwa, pieniędzy, czegokolwiek.
„I tak naprawdę najbliżej szczęścia jesteś wtedy, kiedy
umrzesz. Ludzie mówią, że lekarstwem na życie jest śmierć.
Może w tej chwili, w tym jednym momencie, kiedy wszystkie
troski opuszczają twój umysł, umierasz. Przysparzałem mojej
mamie wiele zmartwień, żeby nie mogła umrzeć. Nie
przestawałem błagać 'proszę, nie odchodź.'
„Nadal wierzę, że ona jest i że troszczy się o mnie. Inaczej
nie miałbym tego, co mam. Jest moim sztywnym łączem z
Bogiem, bo nie ma na świecie niczego, czego chciałem, a nie
dostałem. Dla siebie nie proszę o nic, bo jej by się to nie
podobało. Ale zawsze kiedy modlę się za kogoś, kto jest
biedny, chory, lub smutny, mówię to mojej mamie i jestem
pewien, że ona coś z tym zrobi, ponieważ w większości
przypadków dzieje się w tych sprawach coś dobrego. Kiedy
jestem szczęśliwy, płaczę, bo nie mogę się tym szczęściem
podzielić z nią.”
„Moja siostra Shahnaz jest bardzo prostoduszna i słodka.
Jest też bardzo rozpieszczona. Bardzo ją kocham. Wyrosłem w
jej cieniu, bo była starszym dzieckiem w rodzinie. Patrzyłem
na nią z podziwem. Teraz, po śmierci rodziców, jest bardzo
cicha. Mieszka ze mną. Jest wykształconą dziewczyną. Zrobiła
kurs zarządzania, pracowała jako oficer w muzeum - pomniku
Indiry Gandhi. Ma tytuł magistra psychologii. Śmierć ojca
wstrząsnęła nią do głębi. Ja byłem młodszy, więc chyba
dlatego szybciej doszedłem do siebie po śmierci taty. A
kiedy ona już pogodziła się ze śmiercią ojca, umarła mama.
Przeszła przez bardzo ciężkie chwile.”
„Jest moją jedyną więzią z rodzicami. W niej widzę ojca i
matkę. Ciągle powtarzam Shahnaaz, „Jesteś zupełnie jak
mama.” Ona też ma napady złości. Moja matka wciąż jest ze
mną. Uczyła mnie, żebym pracował. Mówiła, „To ci pomoże
poradzić sobie z wszystkim.” Trzymam się tego. Zanim moje
siostra mogła odebrać od niej tę bezcenną lekcję, matka
zniknęła. Wcześniej była towarzyską dziewczyną. Teraz jest
cicha i spokojna.
„Żałuję tylko jednego, że moja matka nigdy nie zobaczyła
mojej aktorskiej pracy. Nie było jej, kiedy dostałem
pierwszą nagrodę. Nie, nie było jej, ale musiała to widzieć.
Bardzo mi jej brakuje. Myślę sobie, że jest gwiazdą. Kiedy
jestem najbardziej smutny, wychodzę na taras i płaczę. Wiem,
że skądś patrzy na mnie. Bo bez jej błogosławieństw to by
się nie stało, nie byłby, kim jestem.”
Kiedy spaceruję po domu myślę, że Latif Fatimie to by się
podobało – że teraz jej domem jest schronieniem dla ciężko
pracujących kobiet, niezależnych, silnych kobiet, które
opuściły własne domy, żeby zarobić na życie. I myślę sobie,
że część jej energii spływa z tych ścian i zaraża te kobiety
tą radością życia, którą miała ona."
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"