|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Bliskie spotkanie
Filmfare, wrzesień 2007.
Autor: Sangeeta Angela Kumar
Po siedmiu latach w
branży Sangeeta Angela Kumar niespodziewanie zdobywa
całostronicowy wywiad z Shah Rukhiem Khanem!
Będąc jedną z najmłodszych
członkiń zespołu Filmfare'a, jestem często onieśmielana
przez moich superutalentowanych i pilnych kolegów,
którzy rozsądnie (i – ośmielę się powiedzieć – odrobinkę
protekcjonalnie) mówią mi, że kolejka do wywiadów z Shah
Rukhiem Khanem jest tak długa, że muszę poczekać ze 40
lat, żeby dostać swoje 5 minut. Przyjmuję to do
wiadomości. W końcu to King Khan.
Ale, jak to na fanowskie szczęście przystało, jestem na
planie reklamówki, którą kręci Shah Rukh Khan. Namierzam
go i zbieram całą odwagę, żeby podejść i zagadnąć go. I
doświadczam miłej niespodzianki – Shah Rukh jest
przystępny. Właściwie to jest tak przystępny, że podczas
rozmowy pyta mnie... a na wypadek, gdyby to do was nie
dotarło – ON pyta MNIE: „Więc chcesz zrobić ze mną
wywiad?”
Nie wierzę własnym uszom i chwytam powietrze jak złota
rybka. Jest bardzo rozbawiony tym moim zapowietrzeniem
się i jestem pewna, że zastanawia się, czy dobrze się
czuję. Błyskawicznie otrząsam się z mojego szczęśliwego
delirium i mówię „Ummm...”.
Przerywa mi w połowie (niech łaskawi czytelnicy pojmą
moje odczucia) i mówi: „Za pół godziny mamy przerwę,
chodźmy na lunch”. Ach, nie mogę się doczekać, żeby
powiedzieć przyjaciołom, że King Khan powiedział do mnie
„Chodźmy na lunch”.
Okazuje się, że podczas lunchu jest bardzo zajęty z
księgowymi, ale w chwili, gdy spotkanie się kończy,
podchodzi i gorąco przeprasza; jestem w siódmym niebie.
Zaczynam od razu, pytając, co sprawia, że SRK jest
dobrym aktorem? Nieruchomieje, zastanawia się przez
moment i jego słowa zaczynają płynąć jak wezbrana rzeka.
„Kocham to, co robię, nigdy się nie nudzę. Czy to jeden
powód, czy dwa?”
Kontynuuje ze śmiechem: „Jestem podekscytowany, słysząc
dźwięk kamery, nawet teraz, kiedy nie wydaje żadnych
dźwięków. Uwielbiam podchwytywać spojrzenie jakiejś
jednej osoby z otaczającej mnie ekipy i czuć „Ach,
zrobiłem to jak należy”.
„Wierzę też, że żeby być dobrym aktorem, musisz być
miłym człowiekiem. Bardzo lubię stwarzać klimat
szczęścia na planie. Nie chcę, żeby ludzie przychodzili
do pracy i mieli przeze mnie zły dzień. Lubię rozmawiać
i z każdym się spotkać, czy to z odwiedzającymi, czy
fotografami, czy dziennikarzami, jak ty. Chcę, żeby na
moim planach zdjęciowych ludzie czuli się dobrze”. Z
szerokim uśmiechem potwierdzam, że wykonuje swoją robotę
cholernie dobrze.
Kontynuuje: „Poza tym instynktownie czuję pewne kwestie,
które mam wypowiedzieć. Może to absurd, ale widzę siebie
grającego. Pracuję uczciwie, jestem elastyczny i co
ważne: śmieję się z niepowodzeń i idę dalej”.
Co więc według niego mógłby ulepszyć? „Jestem zbyt
utwierdzony w moich nawykach” – wzdycha i dodaje szybko:
„Ale myślę, ze mógłbym być bardziej punktualny, ale to
akurat nie robi różnicy, bo i tak ze wszystkim nadążam.
Jestem na planie ujęcia tak długo, aż jest gotowe”.
„Sir, plan jest gotowy” – przerywa nam asystent
producenta. Chichoczemy z tego komicznego zbiegu
okoliczności. SRK idzie kręcić, a ja czekam w jego
luksusowej przyczepie. Znika i pojawia się z
dokładnością do dwóch minut, tak jak powiedział.
Podejmuje myśl tam, gdzie ją urwał, mówi: „Co jeszcze
mógłbym ulepszyć? Hmmm...” – kontynuuje od miejsca, w
którym skończył. „Myślę, że powinienem zacząć patrzeć w
głąb siebie. Powinienem wejść głębiej i wydobyć na
powierzchnię emocje, których dotąd nie okazywałem. Ale
znowu: trudno jest obnażyć siebie jeszcze bardziej, gdy
robi się to nieustannie od 18 lat”.
Nagle zaczyna się tłumaczyć: „Nie jestem leniwy, ale
sobie radzę, może powinienem być bardziej dziecięcy w
moim sposobie grania. Mógłbym spróbować uczynić je
bardziej realnym i prostszym. Ale znów: lubię być trochę
przesadny i bardzo ponad normę”.
A co z byciem Kingiem Khanem? Shah Rukh uśmiecha się
nieśmiało. Pytam o ten uśmiech, a on wyznaje: „Uwielbiam
być nazywany Kingiem Khanem, szczególnie przez dzieci,
choć to zabawne uczucie. Nie wiem, co powiedzieć, ale
chciałbym wierzyć, że jestem Kingiem Khanem, bo jestem
wielkoduszny emocjonalnie, psychicznie i materialnie.
Ludzie myślą, że kocham pieniądze, ale to nieprawda.
Pracuję przez okrągłą dobę nie dlatego, że lubię
zagarniać, tylko dlatego, że lubię rozdawać. Nie
potrafię w ogóle oszczędzać; umiem tylko zarabiać. Mama
mnie zawsze uczyła: „Nie obcinaj wydatków, zwiększ
dochody”. I to właśnie robię. Jestem też Kingiem Khanem
uprzejmym i wytwornym. Gdybyś takie pytanie zadała mi w
przeszłości, nie powiedziałbym tego. Dziś mogę
powiedzieć, że taki właśnie jestem, bo te wartości
staram się zaszczepić swoim dzieciom. Jestem królem
swoich marzeń i to też czyni ze mnie Kinga Khana.
Powiedzmy tak: marzę o czymś i sprawiam, że moje
marzenia się spełniają.
Z drugiej, gorszej strony, nie jestem zdyscyplinowany i
czasem robię głupie rzeczy. Z wiekiem robię się
odludkiem i lubię przebywać tylko z ludźmi mi bliskimi,
którzy nie mówią o pracy. To chyba też robi ze mnie King
Khana”.
Kto należy do jego najbliższego kręgu? Kim są ludzie,
bez których King Khan nie może żyć? „Oczywiście moja
rodzina. Najpierw moja córka Suhana. Potem mój syn Aryan.
Moja siostra Lala Rukh i żona Gauri. Przyjaciele jak Adi
(Aditya Chopra). Farah Khan, Aziz Mirza, Juhi Chawla i
Karan Johar. Ale to się zmienia. W końcu nie mieszkam
już z rodzicami, prawda? Lubię dzieci wszystkich moich
przyjaciółek. Uwielbiam Nysę Kajol. Bardzo ich kocham i
chciałbym, żeby byli tu, kiedy mnie już nie będzie. Nie
chcę, żeby moi przyjaciele odchodzili przede mną”.
A bez czego nie potrafi żyć? „Nie ma czegoś takiego. Mam
wszystko. Fajnie, że cieszy to moją rodzinę, ale
osobiście nie jestem przywiązany do przedmiotów”.
Kiedy go trochę naciskam, dodaje: „Ok, po kolei. Cieszę
się, że ludzie piszą książki. Robią filmy. Lubię
kurczaki, przepraszam z góry, jeśli jesteś działaczką
PETA”. Zapewniam go, że nie, wiec kontynuuje: „Lubię
kurczaki, tylko je jadam. Lubię sport i buty sportowe.
Byłbym ponury, gdybym nie mógł uprawiać sportu. Lubię
jeansy i t-shirty, cieszę się, że istnieją, bo inaczej
musiałbym nosić cały czas garnitury”.
Kiedy już myślę, że wyczerpał temat, wypuszcza następną
mini salwę. „Właściwie to nie mogę żyć bez własnej
łazienki. Nie umiem używać cudzej ubikacji czy
przebieralni. Nie dlatego, że uważam, że są brudne,
większość moich przyjaciół ma czystsze łazienki niż moja
ubikacja. Zatrzymuję się w najlepszych miejscach na
świecie, mieszkam w najmodniejszych pięciogwiazdkowych
hotelach, a wciąż mam opory przed skorzystaniem z
łazienki”.
Ok, to już więcej szczerości, niż oczekiwałam. „Och,
tak” – podskakuje – „i moje krople do nosa, bez nich nie
mogę żyć”.
Większość ludzi wie, że Shah Rukh to rewelacyjny
gawędziarz. „Uwielbiam mówić o filmach, ale nie znoszę
wygłaszać przemówień o globalizacji kina na oficjalnych
zebraniach. Lubię rozmawiać o większości spraw, nawet o
wzroście ekonomicznym – ja tylko nie cierpię spotkań,
rozmów korporacyjnych, wirtualnych pieniędzy, giełdy.
Nienawidzę tego, co w produkcji dotyczy finansów,
negocjacji i kontraktów, wielomilionowych umów, nie
znoszę negocjować – wolę w tym czasie kręcić”.
Zaraz, pojawia się więcej gyaan, a ja cała zamieniam się
w słuch. „A oprócz tego mam pragnienie ciągłego uczenia
się. Teraz, kiedy jest internet, jest to łatwiejsze. Na
przykład ten aparat, który masz, chciałbym się o nim
czegoś więcej dowiedzieć, więc poszukam! Jedyny kłopot w
tym, że nie pamiętam liczb i nazwisk, a ponieważ mam
tyle na głowie, zapominam o wielu rzeczach i muszę się
ich wciąż od nowa uczyć”.
Znowu wołają go na plan, ale tym razem truchtam za nim.
Uświadamiam sobie, dlaczego nazywa sam siebie
wielkodusznym. Jego interakcja z nowicjuszami na planie
jest zaskakująca, nie dlatego, że to on robi więcej prób
niż oni, ale ponieważ jest pobłażliwy. Kiedy widzi, że
współpartner nie radzi sobie z ujęciem, pomaga mu,
pokazuje mu dokładnie, co robić, ćwiczy z nim, aż tamten
chwyta, o co chodzi.
Ujęcie skończone, jesteśmy znowu w przyczepie i
kontynuujemy. Jakie rady dałby początkującym aktorom? Ma
sporo do powiedzenia. „Po pierwsze, trzeba umieć dawać.
Jeśli jesteś nastawiony tylko na branie, nie będziesz
dobrym aktorem. Aktorstwo jest według mnie
doświadczeniem duchowym” – mówi.
„Po drugie – pamiętaj, że publiczność nie chce oglądać
ciebie, chce widzieć siebie samych. Aktor musi im
pokazać lustro. Pokaż im coś, czego mogą dokonać i coś,
czego nie mogą, coś nadzwyczajnego. Oni już kupili
bilet, żeby obejrzeć twój film, więc według wszelkiego
prawdopodobieństwa ciebie już kochają, teraz musisz
pokazać im coś więcej oprócz siebie”.
Mogę potwierdzić, że ma co do tego mocne przekonanie.
Jest na fali, więc pozwalam mu mówić bez przerywania.
„Trzecia rzecz to przestrzeń, ona ma kluczowe znaczenie.
Czy to w windzie, czy w pociągu, każdy ma swoją osobistą
przestrzeń, której jest bardzo świadomy. To samo dotyczy
aktorstwa. Ważna jest świadomość tej przestrzeni i
użycie jej jako części granej sceny. A potem próbujesz
tak długo, aż scena wychodzi naturalnie. Wiem, że jestem
oskarżany o szarżowanie, ale – możesz mnie cytować – nie
ma czegoś takiego jak szarżowanie.
A poza tym – nie stój i nie czekaj, aż szczęście do
ciebie przyjdzie, działaj, chwytaj to szczęście. Nie
czekaj na nic, działaj, walcz o nie, jakby to było
powietrze niezbędne do oddychania”.
Powoli zaczynam przyswajać sobie jego myśli, przesiewać
je, segregować i gromadzić do wykorzystania na później.
A wtedy on dorzuca ich jeszcze garść. „I jeszcze nie
możesz być skupiony na sobie i robić wszystkiego po
swojemu. Musisz rozumieć, że nie ma czegoś takiego jak
moja publiczność. Występuję dla ludzi, którzy wiedzą,
czego chcą. Muszę zrobić to, czego oni ode mnie
wymagają. Jako aktor mogę wymyślić sobie w głowie, jak
zagrać scenę, zwizualizować, jak powinna wyglądać. Mogę
ją sobie na przykład ustawić wokół łóżka czy sofy, a
kiedy przychodzę kręcić, okazuje się, że jestem na
dachu. Musisz zrezygnować ze swojego pomysłu, bo to
reżyser, a nie aktor, jest kapitanem statku.
Musisz być uważnym obserwatorem. Im nudniejsza jest
osoba, tym większe wyzwanie. Ludzie interesujący są
łatwo zauważalni. Klaun w cyrku łatwo się wyróżnia.
Nietrudno jest zagrać kogoś, kto się wyróżnia. Ale ja
wolę ludzi, którzy są nudni. Przyjaciele robią sobie z
tego żarty i pytają, czemu spędzam czas z taką a taką
osobą, skoro jest nudziarzem. A ja w jakiś sposób to
lubię. Uważam zaprzyjaźnienie się z kimś takim za rodzaj
wyzwania. Pytam samego siebie, co może być ciekawego w
tym człowieku? Czemu jest nudny, co jest dla niego
charakterystyczne? A najważniejsze – czy ja mógłbym go
zagrać? Nie mówię, że to złe – być takim, uważam, że to
wspaniałe: być zadowolonym z życia i nudnym. Takich
ludzi jest także najtrudniej zadowolić. Jeśli odkryjesz
sposób, jak zainteresować sobą kogoś nudnego, ci
interesujący sami do ciebie przyjdą”.
Nagle paraliżuje mnie pytanie, czy ja jestem nudna, czy
nie. Siedzimy przy tym wywiadzie już ponad 20 minut,
czyli poświęcił mi już bardzo dużo swojego cennego
czasu. Zastanawiam się, czy to dlatego, że jestem nudna?
Ahem, ahem... Ciągnie: „Pamiętaj, że to, co jako aktor
możesz uważać za ładne, może nie być ładne. Czasami nikt
może nie zareagować nawet na twoją najlepszą scenę. A
czasami gram coś oklepanego, z powodu czego jestem
nieszczęśliwy, a wszyscy są zachwyceni. Nie ma więc
dobrego albo złego sposobu zagrania sceny. Rób to tak,
jak czujesz”.
Shah Rukh grał w wielu filmach, przekształcał się na
potrzeby wielu ról. Od bycia tylko aktorem i mężem
przeszedł do bycia aktorem, mężem, ojcem, producentem. I
mówi, że z tych wszystkich ról ulubioną jest dziś bycie
ojcem. „W końcu jestem w towarzystwie czystej wody
aktorów, nie ukrywam moich dzieci. Ale ojcostwo ma
priorytet, więc bycie ojcem lokuje się na pierwszym
miejscu”.
Granie zajmuje drugie miejsce, jak Shah Rukh opisuje ten
proces własnymi słowami. „Najbardziej kręci mnie
wypowiadanie kwestii, jakiejkolwiek, głupiej, głębokiej,
cudownej, zbędnej czy nudnej. Uwielbiam przychodzić i ją
wypowiadać. Zawsze mówię moim współpartnerom, żeby
mówili swoje kwestie tak, jakby się z nimi kochali. Ja
zawsze zachowuję się tak, jakby film czy scena, którą
akurat gram, były absolutnie pierwszymi, jakie
kiedykolwiek robiłem, a na koniec dnia – scena czy
ujęcie, jakie kręcę, jest ostatnim, jakie kiedykolwiek
zrobię. Ważne jest więc, aby były wyjątkowe”.
„Mówiąc szczerze – a nie skłamię teraz – bycie mężem i
członkiem rodziny idzie dopiero po ojcostwie i
aktorstwie. A jeszcze po tym plasuje się bycie
producentem i twarzą różnych firm. Na samym końcu jest
bycie sławą. Ja nawet nie wiem, co to znaczy. Pracuję
przez cały czas i postrzegam siebie jako pracownika
wizerunku wykreowanego na ekranie. Kiedy idę po
czerwonym dywanie, ludzie klaszczą, śpiewają i są dla
mnie bardzo mili, dzieje się to komuś innemu. Mogę
powiedzieć, że jestem agentem, sekretarzem, menadżerem
sławy nazwiskiem Shah Rukh Khan. To on, sławny Shah Rukh
Khan, jest moim szefem. Nie widuję go, ale znam na
wylot. Pracuję naprawdę ciężko, żeby mieć pewność, że on
cały czas utrzyma się na topie. Ale on to nie ja, on
jest kimś zupełnie innym. Mogę więc powiedzieć, że
jestem najlepszym z agentów Shah Rukha Khana”.
Spotkałam najlepszego agenta w branży. Wydaje mi się, że
poczekam sobie tych 40 lat na wywiad z Shah Rukhiem
Khanem.
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|