w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

"Mogę przekazać dużo więcej poprzez moje milczenie..."

Wywiad dla Cineblitz z lipca 2005
Tytuł oryginalny: I Can Convey A Lot More Through My Silence...
Autor: Nishi Prem


SRK, lepszy niż kiedykolwiek

Rzucam okiem na małą przytulną bibliotekę Shah Rukha przy jadalni. Zestaw jest tak różnorodny i nietypowy, jak sam właściciel – od Felliniego poprzez bestsellery, podręczniki studenckie, Ghaliba, Kunderę, Hugha Prathera, Camusa aż po całą serię encyklopedii Britannica. Poza tym jakieś pachnące stęchlizną, wystrzępione na brzegach stare tomiszcza leżące w każdym zakamarku – jak dawne pamiątki minionych marzeń i tęsknot, które wciąż trwają, nie rzucając się w oczy.

Skądś w głębi domu dobiega gwar dzieci. Przystań Shah Rukha, Mannat, wypełniona jest poranną krzątaniną i zajęciami. Pracownice biegają wytrwale tam i z powrotem, chochle grzechoczą i dźwięczą w kuchni. Promień złotego światła wpada przez szklaną kopułę w suficie do środka ogromnego, białego salonu. „Możemy iść?” – Shah Rukh wychodzi z sypialni.

Odniósł sukces, ale traktuje go zwyczajnie. Przytula mnie – to jego znak firmowy. „Widziałaś się z dziećmi?” – prowadzi mnie do dziecięcego kąta w domu. Brzdąc Suhana harcuje z kuzynem, który jest równie maleńki jak ona, a starszy brat, Aryan, siedzi przy komputerze. Po przywitaniu z „ciocią” małe aniołki Shah Rukha wracają do swoich zajęć.
Państwo Khanowie właśnie wrócili z wakacji i Shah Rukh od razu spieszy do zajęć związanych z post-produkcją filmu „Paheli”, którego premiera planowana jest za kilka tygodni. Jest szczuplejszy, niż pamiętam, i ma dłuższe włosy. „Muszę się obciąć” – uśmiecha się szeroko. „Jeśli to nie będzie przeszkadzać, zatrzymamy się u Dilshad, by sprawdzić, kiedy może obciąć mi włosy”. Plan jest taki, by pojechać razem do Sound City, gdzie „Paheli” nadawany jest ostateczny szlif, i zrobić wywiad w drodze lub jeszcze potem, jeśli to będzie konieczne.
Kiedy sadowimy się w BMW, Shah Rukh ofiaruje się, że będzie trzymał dyktafon podczas zadawania pytań...

Amol Palekar i on tworzą dziwną parę. Jaki impuls skłonił go do wybrania Palekara?

To był rzeczywiście impuls, nie kryje się za tym żadna logika ani przemyślenia. Ale jeśli miałbym znaleźć powód – byłaby to historia, która mnie przyciągnęła. Wydała mi się intrygująca. Duch zakochuje się w kobiecie, a potem ona musi podjąć decyzję, czy wrócić do męża, czy żyć z duchem, który nie jest jej mężem, ale wygląda jak on. To opowieść o samotności kobiety. Czasem wszystko jest dobrze, ale mimo to czegoś brakuje. To nie jest tak, że ona jest ze swym mężem nieszczęśliwa, że on jest zły, że ją źle traktuje, bije czy jest alkoholikiem. To normalny facet, który mówi: „Zrobię to dla ciebie, kochanie, pracuję ciężko, robię to dla nas”. I czasem kobieta odpowiada: „Wszystko, czego potrzebuję, to, byś mnie przytulił. Nie chcę niczego innego”. We współczesnych kategoriach o tym właśnie jest ta opowieść – wszystko, czego potrzebuje kobieta, to, by ją przytulić. Film dostarcza czegoś takiego. Jeśli weźmiesz pod uwagę czasy, w których to się dzieje, to wydaje się wyjątkowo wyzwoloną myślą. Jest o wolności kobiet i dawaniu im wyboru, z którego, jak sądzę, wiele kobiet nawet współcześnie waha się korzystać. Opowieść została napisana wiele lat temu przez człowieka, który teraz ma siedemdziesiąt osiem lat. To czyni ją dla mnie jeszcze bardziej interesującą.

Czy widział jakieś inne filmy reżyserowane przez Palekara, zanim podpisał z nim umowę?

Nie. Teraz zobaczyłem „Annahat”. Ale nie widziałem żadnego z jego innych filmów. To tylko ta opowieść, naprawdę. Miałem wystarczająco dużo wiary w to, że możemy na podstawie tej historii stworzyć film. Jeśli jest opowieść, którą można wziąć pod uwagę, i jeśli potrafimy ją przedstawić, to dość dużo, niezależnie od stylu, jaki się obierze. Więc powiedziałem: „Ok, zróbmy to”. Miałem pół roku przerwy, a oni powiedzieli, że nakręcą film w czterdzieści dni. Moja team produkcyjny nie miał nic do roboty po „Main Hoon Na”, więc zrobiliśmy go.

Kino, które robi Palekar, nie kojarzy się z blichtrem i blaskiem mainstreamowych produkcji. To spore odejście od typowego filmu Shah Rukha Khana.

Jeśli ja nie zaryzykuję, kto to zrobi? Tak, wydaje się, że robię sporo filmów, na które wielu ludzi zdaje się spoglądać z góry, choćby nawet słyszeli historie o tym, że duch się nagle pojawił. Ale ja wcale nie wierzę w duchy. Chociaż prawdopodobnie uznasz ducha w „Paheli” za wiarygodnego, ponieważ nie jest to jeden z tych, które stają się po śmierci zabłąkanymi duszami.
To dobry duch, który bardziej ewoluuje, niż, powiedzmy, ludzie. Jest bezkształtny, ale może przyjąć jakąkolwiek ludzką postać.

Czy myśli, że to możliwe?

Nie wierzę w żadne teorie o duchach. Skoro nie mogę ich dotknąć, nie uwierzę w nie.

Czy dziś, jako czterdziestolatek, inaczej postrzega kino, niż wtedy, kiedy miał dwadzieścia lat?

Kiedy zaczynałem, chciałem być jak gwiazda rocka – i nadal tego pragnę. To się nie zmieniło. Ale nie czuję się już z tego powodu winny. Powiedziałem sobie, że nigdy nawet mi w głowie nie postało, iż to, że tyle osiągnąłem, jest niemoralne. To jak najbardziej czyste. Ponieważ na to zapracowałem i zasłużyłem na każdy tego kawałek.

Czy kiedykolwiek czuł się w jakimś punkcie winny?

Może nie było to poczucie winy, ale niewątpliwie zastanawiałem się, jak to się stało, że Allach dał mi tak wiele. Jednak byłem także aroganckim dupkiem, nadal chyba nim jestem na swój sposób, ale teraz jestem bardziej „dojrzałym” aroganckim dupkiem. Zawsze wierzyłem, że jestem najlepszy i wciąż w to wierzę. To, co się zmieniło przez ostatnie pięć czy sześć lat, to, co się pojawiło nowego – nie wiem, na lepsze, czy na gorsze – to fakt, że zacząłem sobie uświadamiać, że to, co otrzymałem, to dużo więcej, niż mogą otrzymać najlepsi. Różnica jest taka, że kiedy miałem dwadzieścia pięć lat, robiłem o wiele więcej, by się upewnić, że zostałem dostrzeżony. To jak skakanie w tłum. „Hej, popatrz, mogę to zrobić; i to też mogę” – zgrywać się, być nadekspresyjnym – znam się na tym wszystkim. Jednak jedna rzecz pozostaje niezmienna – nie boję się robić z siebie głupka nawet teraz i jestem wciąż bardzo odważnym aktorem. Ale już wiem, że nie muszę skakać tak wysoko, by przyciągnąć uwagę.
Osiągnąłem stan, w którym zadaję sobie pytanie, czy potrafię komuś uświadomić, że nie dokonał złego wyboru, decydując się na mnie? Więc w jakiś sposób to powrót do walki. Najpierw były zmagania o to, by być zaakceptowanym, a teraz, kiedy jestem akceptowany, teraz chcę powiedzieć: „Słuchaj, teraz, już po ślubie... Wiesz, nie jestem takim złym facetem, mam parę wad, parę rys, może było parę filmów, które się nie udały, a czasami bywam okropnie nudny, ale najważniejsze jest to, że trzeba być pewnym, iż to sprawa na całe życie”. Nawiązując do tego, co powiedziałem o „Paheli” – nie musisz mówić, że chcesz się przytulić; to znaczy – jestem tam. Możesz mnie przytulić, kiedykolwiek zechcesz. Może stałem się teraz cichszy, ponieważ mogę dużo więcej wyrazić poprzez moje milczenie.

Co myśli o zakazie, jaki rząd nałożył na aktorów palących na ekranie?

Mogę się tylko cieszyć. Dalej, wdrażajcie to, jeśli działa. Zapomnij, co myślimy o politykach, zapomnij, że są skorumpowani, że oszukują kraj czy coś; ale jeśli ktoś to wymyślił, musiał dojść do wniosku, że to pomoże. Mam tylko drobną sprawę – proszę, nie pokazujcie także mnie palącego w wiadomościach. Także informacje powinny być cenzurowane, zanim się pojawią na antenie, nawet jeśli będą opóźnione z tego powodu o kilka godzin. Przynajmniej wtedy mogę swobodnie palić. Nie lubię, kiedy ludzie mówią, że palę w telewizji, lub kiedy fotoreporterzy robią mi zdjęcia, kiedy palę. Nie róbcie tego. Nie chodzi o to, że się boję czy coś. Jestem dorosły, palę, nie lubię palenia, chciałbym rzucić, ale to mój problem. Was proszę – nie róbcie mi zdjęć.
Jednak nie sądzę, by filmy miały naprawdę poważny wpływ. Jeśli takie jest prawo, będę je respektował, nie zamierzam stać na ulicy i mówić: „Nie, pozwólcie mi palić papierosy”; ale nie sądzę, że to naprawdę wpływa na młodych – pozytywnie czy negatywnie. To nie tak, że ludzie nagle rzucą palenie, kiedy my zrobimy to na ekranie. Palenie jest zwyczajnie częścią kreacji na ekranie. Reżyser mówi ci, żebyś zapuścił wąsy, zapalił papierosa, zapuścił włosy, ubrał się w dhoti. W „Devdasie” grałem alkoholika. To mityczna postać. Więc co, w następnej kolejności zakażą wódy, tańca? Albo powiedzą, żeby nie pokazywać problemów pomiędzy mężem i żoną, ponieważ to prowokuje pary do wszczynania kłótni? To nie ma końca. Nie sądzę też, że chodzi tu tak bardzo o wolność artystycznej kreacji. Chodzi po prostu o to, że nie uważam, by filmy w ten sposób wpływały. Można zakazać palenia w publicznych miejscach albo bodaj zatrzymać produkcję samego tytoniu. Ale to, jak sądzę, mogłoby być kłopotliwe; znaczy – to nierealne, by zakazać tytoniu, wódy, i pożegnać się z wszystkimi podatkami!

Ale zdołał zakazać Sansui Awards przyznawanych przez Pritish Nandy Communications (PNC). Doprowadził do likwidacji show organizowanego przez Pritisha Nandy’ego...

Niczego nie zakazałem, stary! A nawet tam pojechałem i zatańczyłem. Pan Nandy też tam był. To tylko ja na jakiegoś kretyna wypadłem w tym Birmingham.

Birmingham! Czy Sansui Awards były w Birmingham?

Nie, nie nagrody. To było tylko show. I nie wiem nawet, czemu ja się w tym taplam. Popatrz, chodzi o to, że rodzina Pritisha Nandy’ego obraziła moją rodzinę. Zachowanie córki pana Nandy’ego wobec Gauri i Karana było całkowicie niewłaściwe (córka Pritisha Nandy’ego, Rongita, poprosiła żonę Shah Rukha, Gauri, i ich przyjaciela, Karana Johara, by opuścili przedpremierowy pokaz produkowanego przez nią filmu „Shabd” – po tym, jak zostali zaproszeni przez wspólnego przyjaciela – przypis redakcji).
Dowiedziałem się, że Gauri i Karan już siedzieli w środku na pokazie, kiedy impreza została przerwana. To dość upokarzające. Wyobraź sobie, siedzisz na pokazie przedpremierowym z przyjaciółmi, a ktoś przychodzi i mówi ci, że nie zaczną imprezy z twojego powodu, i potem zostajesz wywołana. Zostałaś zaproszona przez przyjaciela; i jestem pewien, że oni się cieszyli na ten wieczór, później wybiorą się na obiad, pewnie się ładnie ubrali, wiesz, jak jest. To było zbędne. Wszystko, co powiedziano i zrobiono; robisz filmy po to, by ludzie je oglądali. Dzień, dwa czy tydzień wcześniej – co za różnica?
Pan Nandy mi potem wyjaśnił, że to kwestia ich polityki. Kiedyś pokazali wcześniej swój film przed premierą i ktoś przekazał negatywne recenzje do ich dystrybutorów. Założenie, że my w ten sposób postąpimy – tym bardziej nie jest w porządku. Ale szanuję politykę jego firmy. W porządku, bracie, nie wiedzieliśmy, sorry, następnym razem będzie wiadomo, nie przyjedziemy do was, nie przyślemy żony, zapytamy, poprosimy o zgodę.
Pan Nandy zadzwonił i powiedział, że chce przyjechać, a ja powiedziałem: „Proszę, przyjedź”. Zaprosiłem go do domu. Jego córka czekała przed domem przez dwie godziny. Ktoś przyszedł i powiedział mi o tym, a ja rzekłem, by poprosił ją do środka. Chodziło mi o to, że ona jest młodsza ode mnie i powiem jej, że nawet jeśli chodzi o kogoś, kogo ledwie znam, a jego córka czeka przed moim domem, powiem jej, żeby weszła na herbatę. Zrobiłbym tak nawet z fanami, jeśli by czekali tak długo – kazałbym poczęstować herbatą i zaprosić. To zwykła etykieta i uprzejmość. Nawet jeśli mój najgorszy krytyk pojawiłby się na moim przedpremierowym pokazie, zaprosiłbym go do środka. Filmy wymyśla się i robi po to, by je oglądać.

Skoro tak, dlaczego zdecydował się zbojkotować PNC Sansui Awards?

To oni podjęli decyzję o odwołaniu wręczenia nagród. Powiedziałem im dokładnie to, co mówię każdego roku – że to, czy przyjadę, czy nie, zależy od tego, gdzie będę w tym czasie. Wiele razy, także wcześniej, nie uczestniczyłem w ceremoniach wręczenia nagród. Odwołali je z powodu własnych problemów technicznych. A skoro zarezerwowali miejsce imprezy w Birmingham, zdecydowali zrobić show, które wolałem, zrobiłem swoje i wróciłem. Jeśli chodzi o to, kto grał jaką rolę w show – nie wiem. Jakie stanowisko zajął Videocon albo Sansui czy jakie były żądania pana Nandy’ego – nie wiem.
Czułbym się dziwnie teraz, idąc na uroczystość, na którą moja żona czy ktoś, kto jest dla mnie jak rodzina, nie pójdzie. A oni z całą pewnością nie poszliby. Dlaczego mieliby iść? To byłoby trochę dziwne, gdyby doszli do wniosku: „Ok, tam spróbowaliśmy, nie pozwolili, to teraz spróbujmy i pójdźmy tutaj”. Tak więc to była całkowicie ich decyzja, którą ja szanuję i rozumiem. Jak powiedziałem – dlaczego mieliby pójść?

Serdeczne podziękowania dla wryddhy za przetłumaczenie obszernych fragmentów rozmowy w hindi


Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"