|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
"To
nie moja wojna!"
Wywiad dla Cineblitz, kwiecień 2001
Tytuł oryginalny: "It's Not My War!"
Autor: Keith D'Costa
Shah Rukh Khan przerywa milczenie.
To już prawie dekada fenomenalnych osiągnięć. A tempo nadal
wydaje się coraz szybsze, ogień jeszcze bardziej trawiący
dla spektakularnego Shah Rukha Khana.
Po długim milczeniu Shah Rukh mówi o swojej rzekomej wojnie
z Hrithikiem Roshanem, ostrej krytyce, jakiej doświadczył,
próbach i udrękach świeżo upieczonego producenta,
zranieniach i bólu serca jakie przynosi bycie czołową
gwiazdą filmową.
Shah Rukh Khan zawsze był jednym z moich ulubionych
rozmówców. Z ochotą późną nocą nie kładę się spać, gdy on z
pasją mówi. Bo wszystko, co robi Shah Rukh Khan ma kolor
pasji. Dzisiejsze spotkanie jest jeszcze bardziej wyjątkowe,
bo jest w nim posmak świadomości, że to prawdopodobnie mój
ostatni z nim wywiad dla Cineblitza, zanim odlecę na zawsze
ku odległym brzegom... Jest już po 9,30 pm, a my siedzimy w
jego przyczepie po zakończeniu dniówki „Kabhie Khushi Kabhi
Gham” Karana Johara. W obłoczkach dymu jego marlboro light,
pomiędzy łykami pepsi, mówimy o wszystkim, co wydarzyło się
w jego życiu...
Jak się okazuje, dodałeś
jeszcze jedno jabłko do koszyka, portal srkworld.com.
To się po prostu stało, tak samo jak Dreamz Unlimited i Arc
Lights (Arc Lightz – firma sprzętowa, której właścicielami
byli Shah Rukh i Juhi – przypisek tłumaczki). Jeśli gdzieś
jest rozrywka, to ludzie rozrywki powinni być jej mózgami.
Powinniśmy spróbować wejść we wszystkie media z nią
związane. Kiedy masz kanał odbioru, możesz produkować coś, w
co wierzysz, zamiast pracować dla ludzi z zewnątrz, jak ja
robiłem. Ponieważ interesują mnie techniczne aspekty
wszystkiego i wiem co nieco o komputerach, postanowiłem w to
wejść. W kategoriach biznesowych nie traktuję go jako źródła
dochodów, przez pół roku czy rok.
Co oferuje srkworld.com
jako portal?
Ponieważ ja się sprzedaję jako marka, dobrym pomysłem było
nazwanie go srkworld.com. Ale to nie jest tylko moje
miejsce. Zaangażowani są w to także Juhi, Anil Kapoor, Rani
Mukherjee, Kareena Kapoor, Johny Lever i reżyserzy Santosh
Sivan i Karan Johar. Mamy ekskluzywne relacje z planów „Kabhie
Khushi Kabhie Gham,” „Devdasa” i „Asoki,”mamy komiksy i
wiele animacji, szczególnie z postacią zwaną Shah Rock w
roli głównej. Planuję też nawiązać współpracę z pisarzami z
PTI (Press Trust of India – największa indyjska agencja
informacyjna – przypisek tłumaczki za wikipedią). To będzie
normalny portal, tylko bardziej wypełniony grafiką i jawnie
rozrywkowy.
O czym jest Shah Rock?
To postać z kreskówki. Z tej skromnej wiedzy, jaką mam o
rozrywce w Indiach wynika, że bohatera rysowanego lepiej
jest wzorować na uznanej gwieździe filmowej. Shah Rock to
Shah Rukh w wersji dla dzieci. Tak jak Calvin, to miły gość,
który wygląda trochę jak ja. Właściwie, to wygląda jak mój
syn! Będziemy mieć całe serie o Shah Rocku. Inshallah,
któregoś dnia będziemy mieli materiał na pełnometrażowy film
animowany o Shah Rocku.
Czym się różni Shah Rukh od
Shah Rocka?
Oprócz różnic fizycznych, Shah Rock jest leniwy. Komentuje
wszystko, od filmów, przez sytuację polityczną po sport.
Jest jednak bardziej jak Myszka Miki, niż Common Man R.K
Laxmana. Shah Rock ma psa, ma też nauczycielkę, która
wygląda jak Rekhaji, a także przyjaciela – mięśniaka
imieniem Biff. Cały czas rozwijamy jego świat. Mam nadzieję,
że się spodoba.
Ze względu na premierę
srkworld przerwałeś długie milczenie po „Phir Bhi Dil Hai
Hindustani.” Patrząc wstecz, jak ci się wydaje, jaki kształt
ostatecznie przybrał film?
Jako producent, chciałem w dziewięć miesięcy zrobić film, w
jaki wierzyliśmy. W tym sensie, odnieśliśmy absolutny
sukces. Komercyjnego sukcesu filmu nikt nie kontroluje.
Zarobiliśmy trochę na „Phir Bhi...” Niewiele w porównaniu do
poniesionych kosztów i poświęconego mu czasu, ale nasz cel –
założenie Dreamz Unlimited – został osiągnięty.
Dążymy do tego, żeby kręcić jeden filmu rocznie, bez
konieczności zapuszczania drenu w nasze prywatne kieszenie.
Nawet gdyby „Asoka” okazał się katastrofą, będziemy mieć
dobrą sytuację wyjściową do zrobiania kolejnego filmu.
Zdecydowaliśmy też nie szastać pieniędzmi. Ja jedyny mam do
tego słabość, ale Aziz i Juhi, ludzie praktyczni, kontrolują
mnie!
Czy spodziewałeś się, że „Phir
Bhi...” ściągnie na siebie aż taką krytykę?
Nie, nie spodziewałem się, że media przyjmą go aż tak źle.
Szczerze mówiąc, mam to gdzieś (Shahrukh używa tu Rhetta
Buttlera, „frankly, I don't give a damn” - przypisek
tłumaczki). Pewna grupa mediów wciąż domaga się „innych”
filmów, a kiedy taki dostaje, nazywa go bzdurą. Krytyka była
skierowana też przeciwko naszej firmie. Moim zdaniem to
dziwne, ale nie chowam urazy.
Musiałeś się jednak
spodziewać, że ktoś doceni twój wysiłek.
Nie robię filmów, żeby czekać na pochwały Shilpy z Parde ke
peeche albo Fangs, albo Neety Natter czy Madame M (kolumnistki
– przypisek tłumaczki), jeśli o to chodzi. Nie interesuje
mnie pochwała w postaci mojego zdjęcia na okładce
jakiegokolwiek magazynu. Bardziej zabolało mnie, że
dziennikarze niektórych gazet, których bardzo szanowałem,
zjechali film i nazwali go bzdurą. Nasze wysiłki także nie
zostały docenione. Może ich przeceniłem. Może mój film
nadawał się na śmietnik, a oni pojęli to lepiej niż ja. Film
miał lepszy odbiór w Londynie, Malezji i Ameryce.
Czego nauczył cię przypadek
„Phir Bhi..”, co pomoże ci przy następnym filmie, „Asoce”?
Uczymy się na błędach, a „Phir Bhi...” nie był pomyłką.
Niektórzy uważali, że film był przesadzony, ale gdyby taki
nie był, być może nie zarobiłby tyle, ile zarobił. Za
sukcesem i porażką filmu zawsze są jakieś przyczyny.
Zrobiliśmy film i wypuściliśmy go w świat. Wierzę w
filozofię Deva Ananda, robić filmy i niech się dzieje co
chce. Uważam, że wiem, jak kręcić filmy. Nakręciłem ich
wiele jako aktor. Miałem także ogromny wkład w inne
dziedziny.
Teraz wasze drugie dzieło,
„Asoka,” jest już prawie gotowe. Jaki to będzie film? Czy
taki jak statyczny „Asoka” O.P. Ralhana z Dharmendrą i Hemą
Malini?
Nie widziałem go, ale jestem pewien, że zrobiliśmy ładny
film. Jest inny. Nasz „Asoka” nie ma nic wspólnego z filmem
O.P Ralhana. Opowiada o postaci historycznej zwanej Asoką i
oparty jest na dwóch książkach historycznych, które
prezentują różne punkty widzenia. Pracowaliśmy nad
scenariuszem przez ostatnie cztery – pięć lat.
Czy jesteś gotowy na
odparcie ataków po premierze „Asoki'? Media mogą ci zarzucić
karygodne błędy i złą interpretację faktów...
Nie marnuję cennego czasu myśląc o tak nieistotnych
rzeczach. Jeśli ludzie chcą skrytykować mój film, niech im
będzie. Jeśli ludzie chcą robić negatywny szum, niech tak
będzie. Jednak będzie dobrze, jeśli ludzie zrobią też
filmowi dobrą reklamę. Nie mogę przejmować się tym, co myślą
media. Kiedyś mogłem bić dziennikarzy, bo było ich może z
dziesięciu, dziś są ich setki! Media bardzo wzrosły w siłę.
Dziś gazety pozmieniały się w magazyny filmowe. Teraz to
media rządzą, mogą mącić wodę i robić, co im się żywnie
podoba.
Wydaje mi się, że „Asokę”
nakręciliście w rekordowym czasie!
Tak, zaczęliśmy w lipcu, a zdjęcia zakończyliśmy w styczniu
2001. Naszą logiką było nakręcić materiał w około 50 dni.
„Asoka” to nie dramat kostiumowy jak telewizyjna
„Mahabharata.” Chciałem, żeby wywoływał poruszenie u ludzi,
kiedy zobaczą go po raz pierwszy. Musisz dać kredyt zaufania
Santoshovi Sivanowi, mnie Sabu Cyrilowi i ekipie
technicznej. Próbowaliśmy opowiedzieć go dodając co nieco
wyobraźni.
Podobno miałeś problemy z
Kareeną Kapoor...
To był tylko problem pięciu dni, które nadrobiła trochę
później. Ja też czytałem w magazynach, że mamy problem z
Kareeną. Zadzwoniła do mnie z Delhi, żeby mi o tym
powiedzieć. A prawda jest taka, że ona jest kochana, jest
jedną z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła się „Asoce”!
Czy to Kareena była
pierwszą kandydatką do głównej roli kobiecej?
Właściwie najpierw chcieliśmy do głównych ról wziąć Abhishka
Bachchana i Aishwaryę Rai. Potem zmieniliśmy ich na Kareenę
i mnie, bo tak zdecydował Santosh. Nosił się z tym projektem
już od bardzo dawna. Powiedział, że chce mnie zaangażować do
filmu już podczas kręcenia „Dil Se.” Zobaczył Kareenę, kiedy
wpadł an plan „Fizy” i wiedział, że znalazł też swoją
heroinę.
Tylko sobie wyobraź, Shah
Rukh jako producent nękany problemami z terminami!
Nie, tak naprawdę to nie. Kareena kręciła z panem Subhashem
Ghai, który również kończył swój film. Rozmawiała z panem
Ghai, ja także, a on odstąpił nam pięć dni z siedmiu, o
jakie prosiliśmy. Zawsze kiedy czytam takie wyjaśnienia,
które producent daje na temat aktora, czuję, że on coś
ukrywa. Ale Kareena jest naprawdę kochana.
Media zawsze rozdmuchują problemy gwiazd z terminami. Całymi
latami tak sobie radzono z tą sprawą. Pracuję jako
profesjonalny aktor już od dziewięciu lat. Miewałem mętlik z
datami, wstrzymywałem filmy, przyspieszałem filmy, kazałem
na siebie czekać. Ale jeśli ci sami ludzie chcą mnie nadal
zatrudniać, to znaczy, że to rozumieją. To jest nieodłączny
element produkcji filmów indyjskich.
W zeszłym roku „Phir
Bhi...” miał premierę w weekend po „Kaho Na Pyar Hai”
Hrithika Roshana. Twój film poległ, jego był hitem. Potem na
uroczystości rozdania nagród, kiedy Hrithik odbierał swoją,
telewizja pokazywała w zbliżeniach ciebie bardzo
zamyślonego. Natychmiast posypały się plotki, że byłeś
zdenerwowany, rozczarowany i niemile dotknięty niesamowitą
furorą, jaką wywołał Hrithik już w debiucie.
To było smutne i głupie. Hrithik był asystentem swojego
ojca, a ja nakręciłem z nimi trzy filmy. Są jak członkowie
rodziny. Tak naprawdę to ja zasugerowałem, żeby zrobić z
Hrithika gwiazdora. Nawet podpowiedziałem mu, żeby trenował.
Jeszcze kilka lat temu dzwonił do mnie i radził się, jak
zagrać jakąś scenę, to samo robił Abhishek. Nawet teraz
przyjmują moje rady odnośnie pracy.
Tak naprawdę, to kiedy Hrithik był na scenie podczas tego
rozdania nagród, ja na zapleczu rozmawiałem z przyjaciółką
Jeetu, która przyleciała z Londynu. Później dowiedziałem
się, że przegapiłem jego taniec i przemówienie. Ekipa
telewizyjna zmontowała materiał, jak im się podobało. Ale to
było dość głupie.
A co z tak zwaną wojną
pomiędzy tobą i Hrithikiem?
A czemu miałbym się nad tym zastanawiać? Czy ja ją
wywołałem? Czemu miałbym komentować coś, co ze mną nie ma
nic wspólnego? Nie jestem na wojnie z nikim. Chcę tylko
wykonywać moją robotę. Mam bardzo miłe układy z 99 ludźmi na
stu, z którymi pracuję, łącznie z filmowcami i gwiazdami.
Jeśli ludzie chcą wywoływać wojnę, to ich wojna, Niech sami
zadecydują, jak ona się skończy.
Czemu zachowywałeś tak
ścisłe milczenie na temat tej „wojny”?
To nie moja wojna. To tak, jak pytać mnie o romans aktora A
z aktorką B. To ich romans, co mnie do tego? Czemu to ja mam
wyjaśniać czyjeś stanowisko?
Czy to niepotrzebnie za
bardzo się nie rozdmuchało?
Ja nie rozmyślam o kurzajkach na nodze pana Chopry albo na
stopie pani Sharma, czy pryszczu na nosie Radhy. Nie znam
tych ludzi, więc mam to gdzieś. Podobnie tu, nie wiem, kim
są ludzie, którzy wypisują takie rzeczy, ani nie wiem, po co
to robią. Czemu miałbym to komentować? Czy to się
niepotrzebnie rozdmuchało, czy nie, to ich problem.
Ale rezultatem tego
zamieszania jest, że podobno Hrithik odmówił udziału w
twojej następnej produkcji.
Mówiłem Farah Khan, żeby zaprosiła Hrithika do filmu.
Ponieważ nie miał wolnych terminów, nie mógł zagrać. Ale
jaki to w ogóle problem – jak odmawiam 20 filmów dziennie.
On też na pewno tak robi.
Ale jednak obie te czkawki
wyskoczyły w jednym czasie, dlatego ta tak zwana wojna
rozrosła się do monstrualnych rozmiarów.
Zdarzyło się też wiele rzeczy, o których się nie pisało...
że byłem na przyjęciu u Roshanów, że oni odwiedzają mnie dwa
razy w tygodniu, siedzimy i gadamy. Czasami Hrithik dzwoni z
Londynu, żeby popytać o film. Dzwoni nawet, żeby spytać, czy
czy powinien nakręcić jakiś film, czy nie. Porządkujemy
jakoś nasze problemy i omawiamy inne sprawy. Nikt o tym nie
wie a my o tym nie trąbimy...
Chodziły też pogłoski, że
odrzuciłeś następny film Boneya Kapoora...
Nie odrzuciłem. Wciąż uzgadniamy warunki. Boney był u mnie
niedawno. Albo robisz film, albo nie robisz. Nie możesz
sobie po prostu zrezygnować, kiedy wszystko już gotowe czeka
tylko na ciebie. Na moją rolę potrzebuję około 15 dni, to
będzie występ gościnny.
Od kiedy wprowadziłeś się
do nowego domu, twoje sprawy nie układają się najlepiej.
Podobno to jakieś fatum...
Tak ludzie uważają? Nie obchodzi mnie to. Mam kochaną
siostrę, kochaną żonę, dwoje ślicznych dzieci, fantastyczną
służbę, piękny ogród, wspaniały dom, fantastyczne białe
ściany, najwspanialsze wygody tego świata. Wieczorami jest
tu pięknie i chłodno. Nie ma w tym domu nic negatywnego.
Jeśli Radha widzi tu jakiś problem, to wyłącznie jej
problem. Ja z tym nie mam nic wspólnego. Co może być
negatywnego w posiadaniu domu jak mój!
Wiele gwiazd skłania się w
tej chwili ku telewizji. Czy byłbyś gotów poprowadzić
teleturniej jak Amitabh Bachchan i Govinda? Miałeś taką
ofertę?
Tak, miałem, ale w tej chwili mam zobowiązania co do kilku
różnych filmów na miesiące naprzód. Nie mogę burzyć ich
harmonogramów, żeby pasowały do mojego. Nie zrywam umów.
Kręcenie dla telewizji odznacza zablokowanie sobie dwóch do
trzech dni w miesiącu. Kiedy będę miał tyle czasu, podejmę
się tego. Naprawdę.
Na początku kariery
porównywano cię do Dilipa Kumara i Amitabha Bachchana...
Trzeba by już położyć kres tym porównaniom! To zaszczyt, być
porównanym do pana Dilipa Kumara, jak chodzi o kaliber
aktorski, ale to już falstart. Po dwóch filmach byłem
porównywany do Dilipa Kumara, a po pięciu – do pana Amitabha
Bachchana. Oczywiście, miło mi, kiedy na jednym oddechu mówi
się o mnie i o nich, albo kiedy dzielę podium z takimi
gigantami. Jednak muszę zagrać w co najmniej 50 filmach,
albo być tak dobrym jak Amitji w KBC, żeby można mnie było
do niego porównywać. A do tego czasu on zrobi coś jeszcze
lepszego. Później znajdą się tacy, którzy będę innych
porównywać do mnie. To także jest niewłaściwe.
Był taki czas, ze Amitabh
Bachchan zainspirował cię do zostania aktorem. Dziś kręcisz
z nim już drugi film, wystąpiłeś też w odcinku KBC...
Bardzo chciałem pracować z gwiazdorem jak Amitji, a także z
rodziną (Choprów), która zrobiła ze mnie wielką gwiazdę. W
„Mohabbatein” pracowałem na trzech poziomach. Niewielu ma
taką możliwość. Jestem bohaterem Adiego (Adityi Chopry) i
pracuję z moim bohaterem, Amitabhem Bachchanem. Mam masę
szacunku dla pana Bachchana za jego osiągnięcia, przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość. W „Mohabbatein” i teraz „Kabhie
Khushi Kabhie Gham” mamy postawę konfrontacyjną. Ciągle
mówię Amitowiji, „Dalej, zróbmy razem film akcji albo
komedię.”
Powiedziałeś kiedyś, że to
wysokie progi - stanie w obliczu takich aktorskich
olbrzymów, jak Dilip Kumar, Amitabh Bachchan, Kama Hassan,
Hema Malini, Shridevi. Ciągle tak się czujesz?
O tak. To ciągle są wysokie progi. Wyrosłem podziwiając tych
aktorów. Uwielbiam też towarzystwo Madhuri i Juhi.
Przedwczoraj powiedziałem też Kajol, jak wspaniale i miło
jest znowu z nią pracować. Potem poszedłem na następnym
plan, gdzie kręciłem z Madhuri. To było piękne. Pracuję tak,
jakbym był wciąż ich fanem, próbującym dorównać ich
osiągnięciom. Jest wciąż tak wielu aktorów, z którymi nie
pracowałem, jak Waheeda Rehmanji i Achala Sachdevji.
W „Mohabbatein”
zobaczyliśmy bardzo opanowanego Shah Rukha Khana, w roli
która była młodzieńcza, lecz dojrzała. Kręcisz też film
historyczny, „Asokę” i bardzo poważny, „Devdasa.” Skąd taka
nagła zmiana w wyborze repertuaru?
Hej, kręcę też „One Two Ka Four” i film K.C. Bokadii! („Hum
Tumhare Hai Sanam” - przypisek tłumaczki). Bardzo chciałem
zagrać takie właśnie role, tak jak na innym etapie chciałem
grać w „Baazigarze,” „Darr,” czy „Anjaam.” Miałem ochotę
nakręcić „Dil To Pagal Hai,” „Dilwale Dulhania Le Jayenge” i
„Kuch Kuch Hota Hai” na innym etapie. Kiedy indziej chciałem
też nakręcić „Yes Boss,” „Raju Ban Gaya Gentleman” i „Phir
Bhi Dil Hai Hindustani.” Ponieważ mam kontuzję kolana, nie
mogę robić zbyt wielu filmów akcji i czuję się trochę
niepełnosprawny. Postanowiłem zwolnić na pół roku, więc
przyjmuję pracę, która nie wymaga wysiłku fizycznego. W
„Asoce” było trochę scen akcji, ale większość wykonali
dublerzy.
„Devdas” ma ekscytujący scenariusz. Sanjay Bhansaki jest
dobrym reżyserem i na pewno zrobi piękny film. Santosh
Sivan, reżyser „Asoki,” to także świetny filmowiec. Po
„Mohabbatein” ludzie mówili mi, że nie mam zbyt wiele do
roboty w tym filmie. A teraz raptem okazuje się, że to film
o mnie!
Pozycja numer 1 zawsze była
krucha i zmienna. Na przykład, Amitabh Bachchan zawsze chyba
zdawał sobie sprawę, że przyjdzie czas, kiedy ludzie odrzucą
jego i jego filmy. Z wdziękiem przyjął czynnik wieku i dziś
wrócił o własnych siłach. A z kolei Rajesh Khanna przeżył
bardzo trudny czas, kiedy przyszło pogodzić się w
zakończeniem kariery. Kiedy ty staniesz wobec takiej
sytuacji, jak się z nią zmierzysz?
Będę się z nią mierzył, kiedy nastąpi. Nigdy nie
pretendowałem do bycia większym niż Rajesh Khanna czy
Amitabh Bachchan, po to, żeby mieć więcej fanów. Będę nadal
grał w filmach. Moja firma nie zacznie robić filmów tylko ze
względu na mnie, ani nie będę nikogo prosił o pracę. To
jakaś moja dziwaczna duma. Jeśli ludzie będą dzwonić i
składać mi propozycje pracy, będę pracował, inaczej nie. To
jest absolutnie poza moją mną, nawet komentować to oddanie
fanów, jakie mają pan Khanna i pan Bachchan. Nie wiem, czy
kiedykolwiek będę miał takich wielbicieli żył wiecznie i
grał jak Sean Connery, czy umrę tak młodo jak James Dean. To
wciąż za wcześnie, żeby o tym myśleć. Kiedy ci się wiedzie,
masz klasę i wdzięk. Kiedy sukces odpływa, znika też klasa.
Kręcenie i „One Two Ka
Four” i filmu K.C Bokadii ciągnie się w nieskończoność...
Ale się skończy. Co się zaczyna, to się kończy. Co do „One
Two Ka Four” Sashilala Naira, to miałem wolne terminy, ale
chciałem drobnych poprawek w scenariuszu. Do tego czasu
reszta aktorów nie miała już okienek. Kiedy z kolei oni
mieli wolne, ja musiałem dokończyć „Baadshaha,””Yes Boss” i
„Josh.” W międzyczasie zacząłem swoją produkcję. W
rezultacie ucierpiał trochę film Sashilala. To ja jestem
odpowiedzialny za zwłokę „One Two Ka Four,” zwłaszcza
dlatego, że to ja nalegałem na jego kręcenie. Producent i
reżyser nigdy tego nie powiedzą, ponieważ pomagałem ile
mogłem. Potem złamałem nogę już w pierwszym bloku
zdjęciowym. Niestety, nawet drugi blok miał przeze mnie
pecha. Teraz jednak zdjęcia się zakończyły. Mamy muzykę A.R
Rahmana i wzięliśmy tego samego kamerzystę, żeby nie było
różnic w wyglądzie filmu. Pod tym względem, jest to dzieło
pięknie nakręcone.
Czy to prawda, że to ty
pomogłeś producentowi, kiedy Karisma wycofała się z
projektu?
Tak. Postać kobieca miała być nowoczesna i jednocześnie
„wiejska.” Uznaliśmy, że Karisma świetnie zagra część
nowoczesną, ale ucierpi ta druga. Rozważaliśmy też Raveenę i
Urmilę. W końcu przerobiliśmy opowieść i przekonali Juhi,
żeby zagrała. Kiedy obejrzysz film, zobaczysz, że Juhi i
dzieci robią furorę. Coś jak w „Hum Hain Rahi Pyar Ke” (film
Mahesha Bhatta z 1993, z Aamirem Khanem,w którym Juhi gra
dziewczynę pomagającą młodemu wujkowi opiekować się trójką
nieznośnych bratanków – przypisek tłumaczki)
„Kabhie Khushi Kabhie Gham”
to twój trzeci film kręcony z Joharami, a drugi z Karanem
jako reżyserem. Jak opisałbyś to doświadczenie?
Yash Johar jest najszczerszym, oddanym, ciężko pracującym
człowiekiem, któremu wciąż pozostaje niedoceniony. Joharowie
są wspaniałymi ludźmi, tak jak Choprowie, Mirzowie, Mehtowie
– Juhi i Jai. Są jak moja rodzina. Karana poznałem kiedy
asystował Adityi przy „Dilwale Dulhania...” Yash Joharji
pomógł mi założyć własną firmę. Harował jako producent
wykonawczy „Phir Bhi...” Jest dla nas wszystkich jak
zastępczy ojciec. To on szkolił Bobby'ego Chawlę (brata Juhi
– przypisek tłumaczki), żeby mógł poprowadzić „Asokę.”
Nazywamy go wujek Tom. Dziś oczywiście robi „Kabhie Khishi
Kabhie Gham,” jeden z największych filmów, jakie powstały w
Indiach. Jest producentem o wielkim sercu. Nawet gdy jakiś
jego film nie odnosił sukcesu, on szedł dalej i robił
następny z takim samym, jeśli nie większym zapałem.
Karan jest jednym z najlepszych scenarzystów w branży. Pisze
naprawdę szczegółowo. Jest także otwarty na pomysły i
sugestie. „Kabhie Khushi...” to wielki film do udźwignięcia,
ale dobrze sobie radzi, szczególnie przy jego poczuciu
humoru. Karan to wyjątkowa. Spotyka setki ludzi w miesiącu,
a i tak każdy przy nim czuje się wyjątkowo, jakby był jego
najlepszym przyjacielem. Ma taką zdolność wnoszenia
szczęścia i światła w ludzkie życie. „Kuch Kuch Hota Hai”
był wielkim hitem. „Kabhi Khushi...” będzie nawet większym.
Wiem, że on jest zdolny tego dokonać.
A na froncie domowym, czy
Aryan przyzwyczaił się do małej Suhany? Jakie są twoje
maluchy?
Aryan wciąż ją jeszcze poznaje. Suhana bardzo lubi Aryana,
bo on jest mniej więcej równy jej wzrostem. .. Inni ludzie
muszą wydawać się jej wielcy! Bardzo mocno na niego reaguje.
Bardzo się śmieje z wszystkiego, co on robi. Najlepsza
metoda do nakłonienia jej, żeby się czymś zajęła, to
posadzić przed nią Aryana robiącego to samo. Aryan jest
wciąż trochę zazdrosny o mnie. Nie ma nic przeciwko Gauri
poświęcającej uwagę Suhanie, ale ja to co innego! Nie lubi,
kiedy siedzę przy niej. Kiedy ja ją biorę na ręce, on też
chce. Aryan jest raczej kochającym dzieckiem i jest między
nimi dobra różnica wieku. Żadne z dzieci nie będzie się
czuło samotne. Dorosną razem, robiąc wszystko, co robią
dzieci.
I na koniec, jak opisałbyś
dzisiejszego Shah Rukha Khana, w porównaniu z Shah Rukhiem
Khanem sprzed 10 lat? Czy jest jakaś różnica?
Nie ma żadnej, o ile wiem. Czasami bywam niecierpliwy. To
przez robienie tego samego ciągle od nowa. Pracuję nadal
dokładnie tak jak pracowałem. Ciągle ma ręce pełne roboty.
Ciągle mam tę samą ekipę ludzi. Tylko trochę się
zestarzeliśmy. Ciągle tu jestem, ty też tu jesteś. Jedyna
różnica jest taka, że mam więcej wspomnień!
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|