w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

"To nie moja wojna!"

Wywiad dla Cineblitz, kwiecień 2001
Tytuł oryginalny: "It's Not My War!"
Autor: Keith D'Costa



Shah Rukh Khan przerywa milczenie.

To już prawie dekada fenomenalnych osiągnięć. A tempo nadal wydaje się coraz szybsze, ogień jeszcze bardziej trawiący dla spektakularnego Shah Rukha Khana.
Po długim milczeniu Shah Rukh mówi o swojej rzekomej wojnie z Hrithikiem Roshanem, ostrej krytyce, jakiej doświadczył, próbach i udrękach świeżo upieczonego producenta, zranieniach i bólu serca jakie przynosi bycie czołową gwiazdą filmową.

Shah Rukh Khan zawsze był jednym z moich ulubionych rozmówców. Z ochotą późną nocą nie kładę się spać, gdy on z pasją mówi. Bo wszystko, co robi Shah Rukh Khan ma kolor pasji. Dzisiejsze spotkanie jest jeszcze bardziej wyjątkowe, bo jest w nim posmak świadomości, że to prawdopodobnie mój ostatni z nim wywiad dla Cineblitza, zanim odlecę na zawsze ku odległym brzegom... Jest już po 9,30 pm, a my siedzimy w jego przyczepie po zakończeniu dniówki „Kabhie Khushi Kabhi Gham” Karana Johara. W obłoczkach dymu jego marlboro light, pomiędzy łykami pepsi, mówimy o wszystkim, co wydarzyło się w jego życiu...

Jak się okazuje, dodałeś jeszcze jedno jabłko do koszyka, portal srkworld.com.

To się po prostu stało, tak samo jak Dreamz Unlimited i Arc Lights (Arc Lightz – firma sprzętowa, której właścicielami byli Shah Rukh i Juhi – przypisek tłumaczki). Jeśli gdzieś jest rozrywka, to ludzie rozrywki powinni być jej mózgami. Powinniśmy spróbować wejść we wszystkie media z nią związane. Kiedy masz kanał odbioru, możesz produkować coś, w co wierzysz, zamiast pracować dla ludzi z zewnątrz, jak ja robiłem. Ponieważ interesują mnie techniczne aspekty wszystkiego i wiem co nieco o komputerach, postanowiłem w to wejść. W kategoriach biznesowych nie traktuję go jako źródła dochodów, przez pół roku czy rok.

Co oferuje srkworld.com jako portal?

Ponieważ ja się sprzedaję jako marka, dobrym pomysłem było nazwanie go srkworld.com. Ale to nie jest tylko moje miejsce. Zaangażowani są w to także Juhi, Anil Kapoor, Rani Mukherjee, Kareena Kapoor, Johny Lever i reżyserzy Santosh Sivan i Karan Johar. Mamy ekskluzywne relacje z planów „Kabhie Khushi Kabhie Gham,” „Devdasa” i „Asoki,”mamy komiksy i wiele animacji, szczególnie z postacią zwaną Shah Rock w roli głównej. Planuję też nawiązać współpracę z pisarzami z PTI (Press Trust of India – największa indyjska agencja informacyjna – przypisek tłumaczki za wikipedią). To będzie normalny portal, tylko bardziej wypełniony grafiką i jawnie rozrywkowy.

O czym jest Shah Rock?

To postać z kreskówki. Z tej skromnej wiedzy, jaką mam o rozrywce w Indiach wynika, że bohatera rysowanego lepiej jest wzorować na uznanej gwieździe filmowej. Shah Rock to Shah Rukh w wersji dla dzieci. Tak jak Calvin, to miły gość, który wygląda trochę jak ja. Właściwie, to wygląda jak mój syn! Będziemy mieć całe serie o Shah Rocku. Inshallah, któregoś dnia będziemy mieli materiał na pełnometrażowy film animowany o Shah Rocku.

Czym się różni Shah Rukh od Shah Rocka?

Oprócz różnic fizycznych, Shah Rock jest leniwy. Komentuje wszystko, od filmów, przez sytuację polityczną po sport. Jest jednak bardziej jak Myszka Miki, niż Common Man R.K Laxmana. Shah Rock ma psa, ma też nauczycielkę, która wygląda jak Rekhaji, a także przyjaciela – mięśniaka imieniem Biff. Cały czas rozwijamy jego świat. Mam nadzieję, że się spodoba.

Ze względu na premierę srkworld przerwałeś długie milczenie po „Phir Bhi Dil Hai Hindustani.” Patrząc wstecz, jak ci się wydaje, jaki kształt ostatecznie przybrał film?

Jako producent, chciałem w dziewięć miesięcy zrobić film, w jaki wierzyliśmy. W tym sensie, odnieśliśmy absolutny sukces. Komercyjnego sukcesu filmu nikt nie kontroluje. Zarobiliśmy trochę na „Phir Bhi...” Niewiele w porównaniu do poniesionych kosztów i poświęconego mu czasu, ale nasz cel – założenie Dreamz Unlimited – został osiągnięty.
Dążymy do tego, żeby kręcić jeden filmu rocznie, bez konieczności zapuszczania drenu w nasze prywatne kieszenie. Nawet gdyby „Asoka” okazał się katastrofą, będziemy mieć dobrą sytuację wyjściową do zrobiania kolejnego filmu. Zdecydowaliśmy też nie szastać pieniędzmi. Ja jedyny mam do tego słabość, ale Aziz i Juhi, ludzie praktyczni, kontrolują mnie!

Czy spodziewałeś się, że „Phir Bhi...” ściągnie na siebie aż taką krytykę?

Nie, nie spodziewałem się, że media przyjmą go aż tak źle. Szczerze mówiąc, mam to gdzieś (Shahrukh używa tu Rhetta Buttlera, „frankly, I don't give a damn” - przypisek tłumaczki). Pewna grupa mediów wciąż domaga się „innych” filmów, a kiedy taki dostaje, nazywa go bzdurą. Krytyka była skierowana też przeciwko naszej firmie. Moim zdaniem to dziwne, ale nie chowam urazy.

Musiałeś się jednak spodziewać, że ktoś doceni twój wysiłek.

Nie robię filmów, żeby czekać na pochwały Shilpy z Parde ke peeche albo Fangs, albo Neety Natter czy Madame M (kolumnistki – przypisek tłumaczki), jeśli o to chodzi. Nie interesuje mnie pochwała w postaci mojego zdjęcia na okładce jakiegokolwiek magazynu. Bardziej zabolało mnie, że dziennikarze niektórych gazet, których bardzo szanowałem, zjechali film i nazwali go bzdurą. Nasze wysiłki także nie zostały docenione. Może ich przeceniłem. Może mój film nadawał się na śmietnik, a oni pojęli to lepiej niż ja. Film miał lepszy odbiór w Londynie, Malezji i Ameryce.

Czego nauczył cię przypadek „Phir Bhi..”, co pomoże ci przy następnym filmie, „Asoce”?

Uczymy się na błędach, a „Phir Bhi...” nie był pomyłką. Niektórzy uważali, że film był przesadzony, ale gdyby taki nie był, być może nie zarobiłby tyle, ile zarobił. Za sukcesem i porażką filmu zawsze są jakieś przyczyny. Zrobiliśmy film i wypuściliśmy go w świat. Wierzę w filozofię Deva Ananda, robić filmy i niech się dzieje co chce. Uważam, że wiem, jak kręcić filmy. Nakręciłem ich wiele jako aktor. Miałem także ogromny wkład w inne dziedziny.

Teraz wasze drugie dzieło, „Asoka,” jest już prawie gotowe. Jaki to będzie film? Czy taki jak statyczny „Asoka” O.P. Ralhana z Dharmendrą i Hemą Malini?

Nie widziałem go, ale jestem pewien, że zrobiliśmy ładny film. Jest inny. Nasz „Asoka” nie ma nic wspólnego z filmem O.P Ralhana. Opowiada o postaci historycznej zwanej Asoką i oparty jest na dwóch książkach historycznych, które prezentują różne punkty widzenia. Pracowaliśmy nad scenariuszem przez ostatnie cztery – pięć lat.

Czy jesteś gotowy na odparcie ataków po premierze „Asoki'? Media mogą ci zarzucić karygodne błędy i złą interpretację faktów...

Nie marnuję cennego czasu myśląc o tak nieistotnych rzeczach. Jeśli ludzie chcą skrytykować mój film, niech im będzie. Jeśli ludzie chcą robić negatywny szum, niech tak będzie. Jednak będzie dobrze, jeśli ludzie zrobią też filmowi dobrą reklamę. Nie mogę przejmować się tym, co myślą media. Kiedyś mogłem bić dziennikarzy, bo było ich może z dziesięciu, dziś są ich setki! Media bardzo wzrosły w siłę. Dziś gazety pozmieniały się w magazyny filmowe. Teraz to media rządzą, mogą mącić wodę i robić, co im się żywnie podoba.

Wydaje mi się, że „Asokę” nakręciliście w rekordowym czasie!

Tak, zaczęliśmy w lipcu, a zdjęcia zakończyliśmy w styczniu 2001. Naszą logiką było nakręcić materiał w około 50 dni. „Asoka” to nie dramat kostiumowy jak telewizyjna „Mahabharata.” Chciałem, żeby wywoływał poruszenie u ludzi, kiedy zobaczą go po raz pierwszy. Musisz dać kredyt zaufania Santoshovi Sivanowi, mnie Sabu Cyrilowi i ekipie technicznej. Próbowaliśmy opowiedzieć go dodając co nieco wyobraźni.

Podobno miałeś problemy z Kareeną Kapoor...

To był tylko problem pięciu dni, które nadrobiła trochę później. Ja też czytałem w magazynach, że mamy problem z Kareeną. Zadzwoniła do mnie z Delhi, żeby mi o tym powiedzieć. A prawda jest taka, że ona jest kochana, jest jedną z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła się „Asoce”!

Czy to Kareena była pierwszą kandydatką do głównej roli kobiecej?

Właściwie najpierw chcieliśmy do głównych ról wziąć Abhishka Bachchana i Aishwaryę Rai. Potem zmieniliśmy ich na Kareenę i mnie, bo tak zdecydował Santosh. Nosił się z tym projektem już od bardzo dawna. Powiedział, że chce mnie zaangażować do filmu już podczas kręcenia „Dil Se.” Zobaczył Kareenę, kiedy wpadł an plan „Fizy” i wiedział, że znalazł też swoją heroinę.

Tylko sobie wyobraź, Shah Rukh jako producent nękany problemami z terminami!

Nie, tak naprawdę to nie. Kareena kręciła z panem Subhashem Ghai, który również kończył swój film. Rozmawiała z panem Ghai, ja także, a on odstąpił nam pięć dni z siedmiu, o jakie prosiliśmy. Zawsze kiedy czytam takie wyjaśnienia, które producent daje na temat aktora, czuję, że on coś ukrywa. Ale Kareena jest naprawdę kochana.
Media zawsze rozdmuchują problemy gwiazd z terminami. Całymi latami tak sobie radzono z tą sprawą. Pracuję jako profesjonalny aktor już od dziewięciu lat. Miewałem mętlik z datami, wstrzymywałem filmy, przyspieszałem filmy, kazałem na siebie czekać. Ale jeśli ci sami ludzie chcą mnie nadal zatrudniać, to znaczy, że to rozumieją. To jest nieodłączny element produkcji filmów indyjskich.

W zeszłym roku „Phir Bhi...” miał premierę w weekend po „Kaho Na Pyar Hai” Hrithika Roshana. Twój film poległ, jego był hitem. Potem na uroczystości rozdania nagród, kiedy Hrithik odbierał swoją, telewizja pokazywała w zbliżeniach ciebie bardzo zamyślonego. Natychmiast posypały się plotki, że byłeś zdenerwowany, rozczarowany i niemile dotknięty niesamowitą furorą, jaką wywołał Hrithik już w debiucie.

To było smutne i głupie. Hrithik był asystentem swojego ojca, a ja nakręciłem z nimi trzy filmy. Są jak członkowie rodziny. Tak naprawdę to ja zasugerowałem, żeby zrobić z Hrithika gwiazdora. Nawet podpowiedziałem mu, żeby trenował. Jeszcze kilka lat temu dzwonił do mnie i radził się, jak zagrać jakąś scenę, to samo robił Abhishek. Nawet teraz przyjmują moje rady odnośnie pracy.
Tak naprawdę, to kiedy Hrithik był na scenie podczas tego rozdania nagród, ja na zapleczu rozmawiałem z przyjaciółką Jeetu, która przyleciała z Londynu. Później dowiedziałem się, że przegapiłem jego taniec i przemówienie. Ekipa telewizyjna zmontowała materiał, jak im się podobało. Ale to było dość głupie.

A co z tak zwaną wojną pomiędzy tobą i Hrithikiem?

A czemu miałbym się nad tym zastanawiać? Czy ja ją wywołałem? Czemu miałbym komentować coś, co ze mną nie ma nic wspólnego? Nie jestem na wojnie z nikim. Chcę tylko wykonywać moją robotę. Mam bardzo miłe układy z 99 ludźmi na stu, z którymi pracuję, łącznie z filmowcami i gwiazdami. Jeśli ludzie chcą wywoływać wojnę, to ich wojna, Niech sami zadecydują, jak ona się skończy.

Czemu zachowywałeś tak ścisłe milczenie na temat tej „wojny”?

To nie moja wojna. To tak, jak pytać mnie o romans aktora A z aktorką B. To ich romans, co mnie do tego? Czemu to ja mam wyjaśniać czyjeś stanowisko?

Czy to niepotrzebnie za bardzo się nie rozdmuchało?

Ja nie rozmyślam o kurzajkach na nodze pana Chopry albo na stopie pani Sharma, czy pryszczu na nosie Radhy. Nie znam tych ludzi, więc mam to gdzieś. Podobnie tu, nie wiem, kim są ludzie, którzy wypisują takie rzeczy, ani nie wiem, po co to robią. Czemu miałbym to komentować? Czy to się niepotrzebnie rozdmuchało, czy nie, to ich problem.

Ale rezultatem tego zamieszania jest, że podobno Hrithik odmówił udziału w twojej następnej produkcji.

Mówiłem Farah Khan, żeby zaprosiła Hrithika do filmu. Ponieważ nie miał wolnych terminów, nie mógł zagrać. Ale jaki to w ogóle problem – jak odmawiam 20 filmów dziennie. On też na pewno tak robi.

Ale jednak obie te czkawki wyskoczyły w jednym czasie, dlatego ta tak zwana wojna rozrosła się do monstrualnych rozmiarów.

Zdarzyło się też wiele rzeczy, o których się nie pisało... że byłem na przyjęciu u Roshanów, że oni odwiedzają mnie dwa razy w tygodniu, siedzimy i gadamy. Czasami Hrithik dzwoni z Londynu, żeby popytać o film. Dzwoni nawet, żeby spytać, czy czy powinien nakręcić jakiś film, czy nie. Porządkujemy jakoś nasze problemy i omawiamy inne sprawy. Nikt o tym nie wie a my o tym nie trąbimy...

Chodziły też pogłoski, że odrzuciłeś następny film Boneya Kapoora...

Nie odrzuciłem. Wciąż uzgadniamy warunki. Boney był u mnie niedawno. Albo robisz film, albo nie robisz. Nie możesz sobie po prostu zrezygnować, kiedy wszystko już gotowe czeka tylko na ciebie. Na moją rolę potrzebuję około 15 dni, to będzie występ gościnny.

Od kiedy wprowadziłeś się do nowego domu, twoje sprawy nie układają się najlepiej. Podobno to jakieś fatum...

Tak ludzie uważają? Nie obchodzi mnie to. Mam kochaną siostrę, kochaną żonę, dwoje ślicznych dzieci, fantastyczną służbę, piękny ogród, wspaniały dom, fantastyczne białe ściany, najwspanialsze wygody tego świata. Wieczorami jest tu pięknie i chłodno. Nie ma w tym domu nic negatywnego. Jeśli Radha widzi tu jakiś problem, to wyłącznie jej problem. Ja z tym nie mam nic wspólnego. Co może być negatywnego w posiadaniu domu jak mój!

Wiele gwiazd skłania się w tej chwili ku telewizji. Czy byłbyś gotów poprowadzić teleturniej jak Amitabh Bachchan i Govinda? Miałeś taką ofertę?

Tak, miałem, ale w tej chwili mam zobowiązania co do kilku różnych filmów na miesiące naprzód. Nie mogę burzyć ich harmonogramów, żeby pasowały do mojego. Nie zrywam umów. Kręcenie dla telewizji odznacza zablokowanie sobie dwóch do trzech dni w miesiącu. Kiedy będę miał tyle czasu, podejmę się tego. Naprawdę.

Na początku kariery porównywano cię do Dilipa Kumara i Amitabha Bachchana...

Trzeba by już położyć kres tym porównaniom! To zaszczyt, być porównanym do pana Dilipa Kumara, jak chodzi o kaliber aktorski, ale to już falstart. Po dwóch filmach byłem porównywany do Dilipa Kumara, a po pięciu – do pana Amitabha Bachchana. Oczywiście, miło mi, kiedy na jednym oddechu mówi się o mnie i o nich, albo kiedy dzielę podium z takimi gigantami. Jednak muszę zagrać w co najmniej 50 filmach, albo być tak dobrym jak Amitji w KBC, żeby można mnie było do niego porównywać. A do tego czasu on zrobi coś jeszcze lepszego. Później znajdą się tacy, którzy będę innych porównywać do mnie. To także jest niewłaściwe.


Był taki czas, ze Amitabh Bachchan zainspirował cię do zostania aktorem. Dziś kręcisz z nim już drugi film, wystąpiłeś też w odcinku KBC...

Bardzo chciałem pracować z gwiazdorem jak Amitji, a także z rodziną (Choprów), która zrobiła ze mnie wielką gwiazdę. W „Mohabbatein” pracowałem na trzech poziomach. Niewielu ma taką możliwość. Jestem bohaterem Adiego (Adityi Chopry) i pracuję z moim bohaterem, Amitabhem Bachchanem. Mam masę szacunku dla pana Bachchana za jego osiągnięcia, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. W „Mohabbatein” i teraz „Kabhie Khushi Kabhie Gham” mamy postawę konfrontacyjną. Ciągle mówię Amitowiji, „Dalej, zróbmy razem film akcji albo komedię.”


Powiedziałeś kiedyś, że to wysokie progi - stanie w obliczu takich aktorskich olbrzymów, jak Dilip Kumar, Amitabh Bachchan, Kama Hassan, Hema Malini, Shridevi. Ciągle tak się czujesz?

O tak. To ciągle są wysokie progi. Wyrosłem podziwiając tych aktorów. Uwielbiam też towarzystwo Madhuri i Juhi. Przedwczoraj powiedziałem też Kajol, jak wspaniale i miło jest znowu z nią pracować. Potem poszedłem na następnym plan, gdzie kręciłem z Madhuri. To było piękne. Pracuję tak, jakbym był wciąż ich fanem, próbującym dorównać ich osiągnięciom. Jest wciąż tak wielu aktorów, z którymi nie pracowałem, jak Waheeda Rehmanji i Achala Sachdevji.

W „Mohabbatein” zobaczyliśmy bardzo opanowanego Shah Rukha Khana, w roli która była młodzieńcza, lecz dojrzała. Kręcisz też film historyczny, „Asokę” i bardzo poważny, „Devdasa.” Skąd taka nagła zmiana w wyborze repertuaru?

Hej, kręcę też „One Two Ka Four” i film K.C. Bokadii! („Hum Tumhare Hai Sanam” - przypisek tłumaczki). Bardzo chciałem zagrać takie właśnie role, tak jak na innym etapie chciałem grać w „Baazigarze,” „Darr,” czy „Anjaam.” Miałem ochotę nakręcić „Dil To Pagal Hai,” „Dilwale Dulhania Le Jayenge” i „Kuch Kuch Hota Hai” na innym etapie. Kiedy indziej chciałem też nakręcić „Yes Boss,” „Raju Ban Gaya Gentleman” i „Phir Bhi Dil Hai Hindustani.” Ponieważ mam kontuzję kolana, nie mogę robić zbyt wielu filmów akcji i czuję się trochę niepełnosprawny. Postanowiłem zwolnić na pół roku, więc przyjmuję pracę, która nie wymaga wysiłku fizycznego. W „Asoce” było trochę scen akcji, ale większość wykonali dublerzy.
„Devdas” ma ekscytujący scenariusz. Sanjay Bhansaki jest dobrym reżyserem i na pewno zrobi piękny film. Santosh Sivan, reżyser „Asoki,” to także świetny filmowiec. Po „Mohabbatein” ludzie mówili mi, że nie mam zbyt wiele do roboty w tym filmie. A teraz raptem okazuje się, że to film o mnie!

Pozycja numer 1 zawsze była krucha i zmienna. Na przykład, Amitabh Bachchan zawsze chyba zdawał sobie sprawę, że przyjdzie czas, kiedy ludzie odrzucą jego i jego filmy. Z wdziękiem przyjął czynnik wieku i dziś wrócił o własnych siłach. A z kolei Rajesh Khanna przeżył bardzo trudny czas, kiedy przyszło pogodzić się w zakończeniem kariery. Kiedy ty staniesz wobec takiej sytuacji, jak się z nią zmierzysz?

Będę się z nią mierzył, kiedy nastąpi. Nigdy nie pretendowałem do bycia większym niż Rajesh Khanna czy Amitabh Bachchan, po to, żeby mieć więcej fanów. Będę nadal grał w filmach. Moja firma nie zacznie robić filmów tylko ze względu na mnie, ani nie będę nikogo prosił o pracę. To jakaś moja dziwaczna duma. Jeśli ludzie będą dzwonić i składać mi propozycje pracy, będę pracował, inaczej nie. To jest absolutnie poza moją mną, nawet komentować to oddanie fanów, jakie mają pan Khanna i pan Bachchan. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę miał takich wielbicieli żył wiecznie i grał jak Sean Connery, czy umrę tak młodo jak James Dean. To wciąż za wcześnie, żeby o tym myśleć. Kiedy ci się wiedzie, masz klasę i wdzięk. Kiedy sukces odpływa, znika też klasa.

Kręcenie i „One Two Ka Four” i filmu K.C Bokadii ciągnie się w nieskończoność...

Ale się skończy. Co się zaczyna, to się kończy. Co do „One Two Ka Four” Sashilala Naira, to miałem wolne terminy, ale chciałem drobnych poprawek w scenariuszu. Do tego czasu reszta aktorów nie miała już okienek. Kiedy z kolei oni mieli wolne, ja musiałem dokończyć „Baadshaha,””Yes Boss” i „Josh.” W międzyczasie zacząłem swoją produkcję. W rezultacie ucierpiał trochę film Sashilala. To ja jestem odpowiedzialny za zwłokę „One Two Ka Four,” zwłaszcza dlatego, że to ja nalegałem na jego kręcenie. Producent i reżyser nigdy tego nie powiedzą, ponieważ pomagałem ile mogłem. Potem złamałem nogę już w pierwszym bloku zdjęciowym. Niestety, nawet drugi blok miał przeze mnie pecha. Teraz jednak zdjęcia się zakończyły. Mamy muzykę A.R Rahmana i wzięliśmy tego samego kamerzystę, żeby nie było różnic w wyglądzie filmu. Pod tym względem, jest to dzieło pięknie nakręcone.

Czy to prawda, że to ty pomogłeś producentowi, kiedy Karisma wycofała się z projektu?

Tak. Postać kobieca miała być nowoczesna i jednocześnie „wiejska.” Uznaliśmy, że Karisma świetnie zagra część nowoczesną, ale ucierpi ta druga. Rozważaliśmy też Raveenę i Urmilę. W końcu przerobiliśmy opowieść i przekonali Juhi, żeby zagrała. Kiedy obejrzysz film, zobaczysz, że Juhi i dzieci robią furorę. Coś jak w „Hum Hain Rahi Pyar Ke” (film Mahesha Bhatta z 1993, z Aamirem Khanem,w którym Juhi gra dziewczynę pomagającą młodemu wujkowi opiekować się trójką nieznośnych bratanków – przypisek tłumaczki)

„Kabhie Khushi Kabhie Gham” to twój trzeci film kręcony z Joharami, a drugi z Karanem jako reżyserem. Jak opisałbyś to doświadczenie?

Yash Johar jest najszczerszym, oddanym, ciężko pracującym człowiekiem, któremu wciąż pozostaje niedoceniony. Joharowie są wspaniałymi ludźmi, tak jak Choprowie, Mirzowie, Mehtowie – Juhi i Jai. Są jak moja rodzina. Karana poznałem kiedy asystował Adityi przy „Dilwale Dulhania...” Yash Joharji pomógł mi założyć własną firmę. Harował jako producent wykonawczy „Phir Bhi...” Jest dla nas wszystkich jak zastępczy ojciec. To on szkolił Bobby'ego Chawlę (brata Juhi – przypisek tłumaczki), żeby mógł poprowadzić „Asokę.” Nazywamy go wujek Tom. Dziś oczywiście robi „Kabhie Khishi Kabhie Gham,” jeden z największych filmów, jakie powstały w Indiach. Jest producentem o wielkim sercu. Nawet gdy jakiś jego film nie odnosił sukcesu, on szedł dalej i robił następny z takim samym, jeśli nie większym zapałem.
Karan jest jednym z najlepszych scenarzystów w branży. Pisze naprawdę szczegółowo. Jest także otwarty na pomysły i sugestie. „Kabhie Khushi...” to wielki film do udźwignięcia, ale dobrze sobie radzi, szczególnie przy jego poczuciu humoru. Karan to wyjątkowa. Spotyka setki ludzi w miesiącu, a i tak każdy przy nim czuje się wyjątkowo, jakby był jego najlepszym przyjacielem. Ma taką zdolność wnoszenia szczęścia i światła w ludzkie życie. „Kuch Kuch Hota Hai” był wielkim hitem. „Kabhi Khushi...” będzie nawet większym. Wiem, że on jest zdolny tego dokonać.

A na froncie domowym, czy Aryan przyzwyczaił się do małej Suhany? Jakie są twoje maluchy?

Aryan wciąż ją jeszcze poznaje. Suhana bardzo lubi Aryana, bo on jest mniej więcej równy jej wzrostem. .. Inni ludzie muszą wydawać się jej wielcy! Bardzo mocno na niego reaguje. Bardzo się śmieje z wszystkiego, co on robi. Najlepsza metoda do nakłonienia jej, żeby się czymś zajęła, to posadzić przed nią Aryana robiącego to samo. Aryan jest wciąż trochę zazdrosny o mnie. Nie ma nic przeciwko Gauri poświęcającej uwagę Suhanie, ale ja to co innego! Nie lubi, kiedy siedzę przy niej. Kiedy ja ją biorę na ręce, on też chce. Aryan jest raczej kochającym dzieckiem i jest między nimi dobra różnica wieku. Żadne z dzieci nie będzie się czuło samotne. Dorosną razem, robiąc wszystko, co robią dzieci.

I na koniec, jak opisałbyś dzisiejszego Shah Rukha Khana, w porównaniu z Shah Rukhiem Khanem sprzed 10 lat? Czy jest jakaś różnica?

Nie ma żadnej, o ile wiem. Czasami bywam niecierpliwy. To przez robienie tego samego ciągle od nowa. Pracuję nadal dokładnie tak jak pracowałem. Ciągle ma ręce pełne roboty. Ciągle mam tę samą ekipę ludzi. Tylko trochę się zestarzeliśmy. Ciągle tu jestem, ty też tu jesteś. Jedyna różnica jest taka, że mam więcej wspomnień!


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"