Przyjemnie niebezpieczny
Wywiad dla Cine Blitz z listopada 2007 roku
Tytuł oryginalny: "Delectable dangerous"
Autor: Nishi Prem
Filmy są jego ulubionym tematem, szczególnie jego własne.
Nishi Prem dopada Shah Rukha Khana, trochę bez humoru,
trochę zaziębionego, w jego własnym domu. Ale wystarczy
zadać pierwsze pytanie, żeby pociągający nosem Khan był
gotów zmagać z całym światem
Pozornie Shah Rukh jest miłym oponentem. Ale niech cię to
nie zwiedzie co do jego woli zwycięstwa. Uwielbia mieć
ostatnie słowo i jakkolwiek miło je wypowiada, chce, żebyś
ty przegrała i uznała jego wygraną. Im trudniejsze jest
wyzwanie, tym większym zapałem gra w swoją grę, jak powoli
zaczynają się przekonywać twórcy „Saawaryi”.
Na co dzień jesteś bardziej niż krytyczny i
zwykłeś powątpiewać w swoje własne filmy. Jesteś zadowolony
z „Om Shanti Om”?
Nie, nie jestem (śmiech). Ma wszystko – dużo rozrywki i tak
dalej i wszystko, co mogło być pod kontrolą, jest pod
kontrolą. Panujemy nad stroną wizualną. Chcieliśmy, żeby
część dziejąca się w latach siedemdziesiątych wypadła
dobrze, żeby nie wyglądało to jak parodia, ale żeby było
zabawne. Nasz film nie jest parodią lat siedemdziesiątych,
nie ma wyglądać tak, jakbyśmy chcieli się ponabijać z peruk,
baczków i spodni dzwonów. To jest zabawny film, to jest
nawet bardzo zabawny film, to największy film, jaki do tej
pory wyprodukowaliśmy w kategoriach finansowych i jak chodzi
o stronę wizualną. Jestem bardzo dumny z faktu, że nasz
zespół zdobył wszystko, czego potrzebowaliśmy do filmu.
Wiem, że możemy być raczej spokojni, ale ja zawsze trochę
się denerwuję. Powinienem trochę powściągnąć własne reakcje,
bo wiem, że istnieje niebezpieczeństwo, że zakochasz się w
czymś tylko dlatego, że jest twoje. Widziałem film jeszcze
bez muzyki, wyglądał bardzo dobrze, trwa 2 godziny i 28
minut, więc nie ma się co martwić o długość, film jest
zabawny, dziewczyna fantastyczna; to ona jest według mnie
esencją tego filmu, jeśli ona się spodoba, to nada filmowi
specjalnej jakości, bo to love story.
Czy były jakieś specjalne powody, żeby wybrać nową
aktorkę?
Powinna być obiektem ogromnego miłosnego pożądania. Nowa
twarz zawsze lepiej się sprawdza w miłosnej historii. A
ponieważ mamy ten sznyt lat siedemdziesiątych, musiał to być
ktoś pokroju Hemy Malini, z jej posągową elegancją. A
kręciliśmy już tyle historii miłosnych, tak często, że nie
ma już chyba heroiny, z którą nie pląsałbym, śpiewając
miłosne piosenki. Zrobiłem tyle filmów z Preity, Rani, Kajol.
Uwodziłem większość bohaterek tak często, że teraz już
wygląda, jakbym z wszystkimi był po ślubie i miał z nimi
dzieci...
Deepika zjawia się jak ktoś, kto nie ma żadnych koneksji
filmowych. Jest modelką, dziewczyną bardzo współczesną, a
przecież twoja partnerka powinna być jak nasze aktorki
sprzed trzydziestu lat.
Uważam, że wygląda tak elegancko, jak heroiny lat
siedemdziesiątych.
„Om Shanti Om” jest osadzone całkowicie w hinduskim
przemyśle filmowym, a Deepika wydaje się tak od niego
odległa, jak Kate Moss.
Ja tak nie uważam. Powinnaś zobaczyć ją w filmie. W jego
drugiej części bohaterka nie podlega reinkarnacji, ale także
potrzebuje wyglądu postaci z pierwszej części. Więc bierzesz
kogoś takiego jak Aishwarya czy Rani... Twarz już znaną
bardzo trudno jest zróżnicować. Rani zawsze będzie wyglądać
po prostu jak Rani, nawet jeśli dokonasz w niej jakichś
drobnych zmian. Oczywiście, teraz stało się tak, że jeszcze
przed premierą filmu Deepika stała się tak znana, że Deepika
wyglądała jak Deepika. Ale musieliśmy mieć nową twarz.
Deepika była jedyną kandydatką do roli?
Była zaangażowana do filmu na 9-10 miesięcy przed
rozpoczęciem zdjęć. Wiesz, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem
jej zdjęcia, było to w kalendarzu Fishera, w kostiumie
kąpielowym, leżała na jakimś kamieniu i powiedziałem wtedy,
jakże to - bohaterka z lat siedemdziesiątych w takim kusym
bikini, z kalendarza Fishera, ciągle się z nią drażnię na
ten temat. Powiedziałem więc Farah, że druga część będzie w
porządku, ale ona w ogóle nie może być dziewczyną z lat
siedemdziesiątych... okazało się jednak, że może.
Chyba Kareena byłaby idealna do tej roli. Ma wszystkie
zachowania i kaprysy bohaterki lat siedemdziesiątych, a
wciąż może zagrać współczesną dziewczynę... a filmy
indyjskie ma we krwi. Chciała być aktorką już kiedy miała 6
lat. Jest młoda i nie zrobili z nią jeszcze zbyt wielu
filmów.
No, może Kareena wypadłaby także dobrze, jak wspomniałaś -
Pryianka i Kareena, obie są dla mnie raczej nowymi
aktorkami, z Kareeną już dawno nie pracowałem...
Masz z nią jakiś problem?
Nie yaar, ktoś coś proponuje, ja się zgadzam. To właśnie ja
nalegałem, żeby wziąć Kareenę do roli w „Donie”. Ale tak,
dawno z nią nie pracowałem i bardzo chciałbym znów zrobić
jakiś wspólny film. Wydaje mi się, że Karan rozważał
zaangażowanie jej, ale chyba do filmu, który on planuje, ona
jest trochę za młoda.
Czy przygotowywałeś się do roli, nie wiem – oglądałeś
filmy z lat siedemdziesiątych, czy przyglądałeś się aktorom
z tamtej epoki?
Nie musiałem. Pamiętam tych wszystkich bohaterów tak
dokładnie... To znaczy prawie dokładnie. Rishi Kapoor, Sashi
Kapoor, Amitabh Bachchan, Rajesh Khanna... Nie chcieliśmy
żadnego ani parodiować ani naśladować, więc Om Kapoor (chyba
Prakash? - przypisek mój) ma trochę z każdego z nich. Jest w
nim trochę Deva, trochę Rajesha Khanny, trochę Sashiego
Kapoora. Ja sam w pewien sposób jestem aktorem lat
siedemdziesiątych. Jestem dramatyzującym bufonem. Nawet
Farah i reszta ekipy nabijali się z tego, że ja nie muszę
się wysilać, bo jestem urodzonym aktorem lat
siedemdziesiątych. Jest we mnie ten duch. Wyrosłem na tych
filmach. Późne siedemdziesiąte i początek osiemdziesiątych
oczywiście... Dla młodego chłopaka nakręcenie filmu w duchu
tamtych lat byłoby jak o rany, koleś, ale oni odstawiają
overacting!
Kiedy myślisz o latach siedemdziesiątych, jaka pierwsza
myśl przychodzi ci do głowy?
Dzwony, ot co. Dzwony i spodnie z wysokim pasem i fryzury na
Elvisa. Pokazaliśmy też, że bohaterowie tamtych lat byli
trochę krępi i przysadziści i lubili sobie wypić. Ale
chcieliśmy też, żeby bohater naszej opowieści chwytał od
razu za serce. Przez swoje męstwo jest z niego taki naiwny
statysta , nadentuzjastyczny, chce być wielki i być może
dlatego tylko o włos mu się to nie udaje, więc bardzo ci go
żal, ale kiedy wraca, chciałem, żeby był trochę chamski i
głupi, ale także w jakiś sposób miły. No bo tak: możesz
mówić coś złego o Zayedzie czy Salmanie, ale kiedy ich
spotkasz, są tacy mili. Dzieciak! Oni są zawsze dzieciakami
Cały pomysł jest taki, że oni wszyscy pozostają
chłopaczkami... dzieciakami z butelką soczku. To ta słodsza
strona każdego macho bohatera. Ten dzieciak!
Oni są w twoim filmie także fizycznie?
Każdy jest w tym filmie. Nie mogliśmy dostać może jednego
czy dwóch z powodu terminów i koordynacji... na przykład
Zeenat Aman, powinna być w tym filmie. Ale tak czy inaczej w
filmie są prawie wszyscy.
Także Amitabh Bachchan.
Tak! Wystąpił w scenie gali rozdania nagród. To bardzo miłe
z jego strony. To jest scena, w której wszyscy dyskutują kto
dostanie nagrodę i Hrithik mówi, że to on dostanie, Hemaji
mówi, że Dharamji, a wielu ludzi powtarza, że na pewno Om
Kapoor. Ktoś pyta Amitji, co sądzi o Omie Kapoorze, a on
pyta „Jaki Om?” i odchodzi. Nie uznaje mnie nawet w
filmie...
Czy to było zrobione celowo?
Wszyscy mówią, że walczymy ze sobą, więc pomyśleliśmy, że to
pociągniemy, a pomysł na to był kapitalny...
A jaki jest kontekst tej sprawy z „Saawaryią”?
Zawsze mówiłem, że moja premiera odbędzie się 9 listopada.
Zadzwoniłem do nich i powiedziałem, chłopaki, jeśli chcecie
też wystartować 9 listopada, dajcie mi znać. Zapytaliśmy
Sanjaya Bhansalego. Wydaje mi się, że początkowo byli trochę
niepewni, czy chcą mieć premierę 9 listopada, czy nie.
Zrozumiałem, że nie, bo nie oddzwonili. Po tym, jak ja już
wszystko ustaliłem, powiedzieli, „ale my się zdecydowaliśmy
na 9.” Ale jak to zdecydowaliście, zdecydowaliście u siebie
w domu, yaar! Trzeba mi było powiedzieć! Mówię, że chcę
zaczynać 9, więc się do tego ustosunkujcie! „Ale wiesz, my
jesteśmy Columbia Tristar i my planujemy nasze filmy.” Więc
my działamy bez planu?! My też planujemy! Nie tylko wy
planujecie. „Ale my znamy nasze terminy z wyprzedzeniem.” A
ja na to, my też! Jesteśmy zorganizowani na swój
zdezorganizowany sposób i dobrze nam z tym. Nie mam
problemów z Sanjayem. Mam do niego wiele sympatii. Dał mi
film, po którym w jakiś sposób nigdy jako aktor nie będę już
lepszy. I ta dwójka dzieciaków jest bardzo ważna w
kategoriach moich relacji z Rishim saab i Anilem...
Ja konkuruję z Columbia Tristar – tylko i wyłącznie jako
producent. Jesteś światowym gigantem, masz nieograniczony
budżet na wydatki, więc możesz sobie do mnie przyjść i
przestawiać mnie po kątach jako producenta? A ja jestem
indyjskim gigantem i nie potrzebuję funduszy. Mam miłość po
swojej stronie. Więc sobie na to nie pozwolę. Mówię jasno,
jako producent mam ostrego ducha rywalizacji. Bracie, i mój
i twój film wychodzą jednego dnia, ale mój będzie większym
hitem. I nakręcę do niego moje najlepsze sceny.
Ale Farah i Bhansali boczą się na siebie od tego czasu...
Ich wspólna historia sięga „Love 42” (ma na myśli film „1942
A Love Story”). Ja na pewno do niej nie przynależę. Mówię im
obojgu bracie, uściskaj ode mnie Farah i uściskaj ode mnie
Sanjaya, i niech Bóg błogosławi was oboje. Widzisz, moje
osobiste stosunki z każdym z nich z osobna są świetne.
Oczywiście, jestem bliżej z Farah. Ją znam, należy do
rodziny, ale i Sanjay także nigdy nie zrobił mi nic złego. „Devdas”
był pięknym filmem, w pewien sposób jednym z najlepszych,
jakie zrobiłem w swojej karierze. Mam więc dla niego dużo
miłości. Nigdy nie mówiłem, że konkuruję z Sanjayem, czy że
konkuruję z młodymi czy Salmanem Khanem i Rani Mukerji,
często się nie wspomina, że oni też grają w tym filmie. Więc
to wielki film. Ma Salmana Khana, ma Rani Mukherji, jest w
nim Sanjay Leela Bhansali, Ranbir i Sonam i jest Columbia
Tristar. To nie jest byle kto. Czyli nie są ani dość wielcy,
żeby chodzić i pogrywać sobie ze mną, ani nie są małymi
słodkimi popierdułkami. Ale nie da się i mieć ciastko i
zjeść je. Zachowują się tak, „jesteśmy tacy młodzi, czemu
nam to robisz”. Jeśli jesteś młodszy, to najpierw oddaj
szacunek starszym. Jakoś dla jest dla mnie logiczne, że
powinno być tak, że zaczynamy każdy innego dnia, a jeśli
nie, to ja jako producent poruszę niebo i ziemię, żeby w tym
dniu wygrać. Co do tego wyrażam się jasno, nie owijam w
bawełnę i nie mam zamiaru w żaden sposób się ograniczać.
Ten zawód nie jest na pewno dla słabeuszy.
A ja nie zostałem Shah Rukh Khanem dlatego, że jestem miły.
Mam dobre serce i jestem sympatyczny i uczciwy, ale jeśli
rywalizujemy na filmy, to ja chcę wygrać. Nie biorę udziału
w wyścigu, żeby przybiec na drugim miejscu. Jeśli tak, to
nie biegnę w ogóle. To nic osobistego, tylko czysty
business. Jestem to winien mojemu filmowi. To jest film
komercyjny. To nie „Paheli”, nie „Asoka”, jest robiony jako
największy hit roku. Będę bardzo szczęśliwy jeśli pobije nim
mój „Chak De”, bo teraz wszyscy mówią, ze to „Chak De” jest
największym hitem roku. Jako producent chcę go pobić, jako
aktor „Chak De” nie musiałbym pracować przez następne dwa
lata, reputacja pracowałaby za mnie, nie muszę już nic
robić. Dwa-trzy lata ludzie będą mówić, popatrz, on nawet
umie grać...
W końcu, po długim oczekiwaniu...
Tak, w końcu moja żona mówi mi, ludzie mówią, że zagrałeś
dobrze... a mnie jest bardzo z tym miło, bo małe dziewczynki
powinny także być docenione... ale myślę, że jestem bogiem,
byłem fantastyczny w tym filmie. Byłem tak fantastyczny, że
nie mucha nie siada. Ale wracając do „Om Shanti Om”, jako
producent chciałbym być lepszy niż „Chak De”... Moją
konkurencją nie jest „Saawaryia”, nie „Heyy Babyy” czy
„Partner”, moją konkurencją jest „Chak De”, więc właściwie
rywalizuję tylko z samym sobą.
Skąd to nagłe pragnienie, żeby mieć six-pack i zdjąć
koszulę? Przecież to nie jest konieczne.
Czasami trzeba pomyśleć o dogadzaniu sobie, a nie o
koniecznościach. Pewnie, że to niekonieczne, ja to wiem.
Czemu więc hoduję six-pack? Bo mogę! Czemu nie? Moja
odpowiedź brzmi, czemu nie? To jest zabawne. I bardzo
przekorne. W drugiej części „Om Shanti Om” gram
współczesnego super gwiazdora i to wszystko – łapanie się za
krocze, puszenie się, kołysanie się w chodzie z boku na bok,
luzacki wygląd, six-pack – jest tego elementem. Czyś ty mnie
widziała bez koszuli kiedykolwiek wcześniej?
Przed tym razem nie.
Nigdy skarbie. Nigdy! Niedawno kręciłem dla Dish TV i
spytali mnie, czy możemy zrobić ujęcie bez koszuli. A ja
zapytałem, po co? Podpisaliście ze mną kontrakt dla mojego
ciała? Potem magazyn o modzie zapytał, czy zgodzę się na
zdjęcia z nagim torsem, w otoczeniu półnagich kobiet i znowu
spytałem po co. Powiedziałem, będę w garniturze i będę stał
prosto. Robię to co robię na ekranie na potrzeby filmu. To
dokładnie tak jak zapuszczenie brody, włożenie białej
koszuli i beżowych spodni do „Chak De”. Nie robię tego w
każdym filmie. Nie mam świra na punkcie strojenia się. Nie
jestem aktorem muszę-wejść-w-rolę, a wiele filmów, które
kręcę nie wymaga ode mnie odmiennego wyglądu. „Don” owszem,
ale KANK nie, nie bardzo w każdym razie, musiałem tylko
nosić spodnie i mieć smutny wyraz twarzy, „Paheli” wymagało
zapuszczenia wąsów, a w innych w większości byłem młodym
chłopakiem, który zaraz się zakocha w dziewczynie i wygląda
jak każdy młody chłopak.
Six-pack jest tylko elementem wizerunku bohatera. To jest Om
Kapoor, a nie Shah Rukh Khan. Nie zacznę nagle się giąć i
prężyć. Osobiście taki nie jestem. Tego nie sprzedaję. Zbyt
się krępuję, by nawet pozować do okładki magazynu bez
koszuli. A to co musisz zrobić, żeby sobie wyrzeźbić ciało!
To pot i łzy. Tyłek mnie bolał. Nie mogłem chodzić, nie
mogłem jeść. Głupota to była, yaar! Przez 4-5 dni podczas
których kręciłem piosenkę „Dard-e-Disco” nie mogłem w ogóle
jeść. Kręciłem pierwszy dzień, ale drugiego przyszedłem
najedzony i moje absy się nie pokazały. Więc musiałem
postanowić nie, nie, nie, nie wolno mi jeść, póki nie
nakręcę piosenki. A potem, do tego wszystkiego łazić cały
dzień nago po planie, co to za nonsens! Ja nie jestem
stworzony do tego, żeby być taką osobą! Nie jestem
człowiekiem, który powinien mieć takie ciało. I nie
potrzebuję tego, naprawdę nie potrzebuję, ale fajnie się z
tym czuję. Właściwie to jestem bardziej dumny z faktu, że
mam dwa tytanowe dyski w kręgosłupie i po operacji straciłem
dwa i pół cali mięśni i że ciągle mogę to zrobić. Ale do
tego przywykasz. Teraz budzę się rano i sprawdzam, czy moje
absy nie zniknęły.
Mamy wszyscy nadzieję, że ta obsesja nie będzie ci stale
towarzyszyć.
Kochanie, ja pracuję w Karanem Joharem i Adim Choprą, więc będę miał do tego okazję! Moim najbardziej macho
reżyserem jest Farah Khan, gdzie więc mam eksponować mój
six-pack? Mówię to wszystkim, moim najbardziej męskim
reżyserem jest Frah Khan, która prezentuje mnie tutaj jak
bohatera i każe mi robić wszystko, co przynależy bohaterowi.
Jeśli nie brać pod uwagę „Dona”, to moim najbardziej męskim
filmem jest „Main Hoon Na”.
Potem kręcisz film z Shankarem?
Tak, o robocie.
On robi głupkowate filmy.
Ja taki jestem.
Będziesz go też produkował?
Tak, produkuję go.

Więc film Raju Hiraniego jest już nieaktualny?
Chcieliśmy zacząć zdjęcia w grudniu, ale przenieśli je na
marzec przyszłego roku. Powiedzieli, że muszą się
przygotować. A ja już powiedziałem Shankarowi, że my
zaczniemy nasz film w marcu i jeśli film Raju nadal nie
ruszy, nie mogę przez trzy miesiące siedzieć bezczynnie.
Więc postawiłem na Robota. Mam nadzieję, że zaczniemy w
grudniu lub styczniu. Wolałbym raczej skupić się na tym,
żeby ten film zrobić jak należy, mam więc zamiar poprosić
Raju i Vinoda o dalsze przesunięcie terminu, lub zrobienie
tego, co uważają za słuszne dla ich filmu. To naprawdę
świetny scenariusz.
Ale to nie jest tak, że nie robisz tego filmu z powodu
uwag Vinoda Chopry o „Paheli” podczas tych całych
kontrowersji z kandydowaniem do Oscara?
Nie, przywykłem do Vidhu, nie biorę sobie jego uwag do
serca. Raju jest bardzo miły i ma naprawdę dobry film. Choć
wydaje mi się, że ja jestem już trochę za stary do roli. To
ma być student IT, choć trochę to pozmieniali To bardzo
dobra opowieść, piękny film. Byłbym zachwycony móc w nim
brać udział, ale zobaczymy, czy to wypali. Jednak na dzień
dzisiejszy wolałbym raczej zaangażować się w Robota i
sprawić, żeby był dobry. O niczym innym teraz nie myślę.
Chciałbym zdobyć najlepszego reżysera scen akcji,
najlepszego specjalistę od efektów specjalnych, najlepszych
modelarzy..
Film Shirisha Kundera miał podobny charakter, ale
odrzuciłeś go...
Fajna opowieść, dobry pomysł, ale czułem, że nad
scenariuszem trzeba jeszcze sporo popracować. Shirish jest
młody i niestrudzony. Gdyby wciąż zwlekał i kręcił się koło
mnie, pewnie zrobiłbym z nim film, ale myślę, że on nie
chciał czekać. Pomyślał, że termin zostanie odłożony, skoro
będę robić film Raju... może myślał, że musi już zacząć coś
następnego po „Jaan-E-Mann”. Tak więc teraz kręcimy tylko
„Robota”, mógł być też film Shirisha, ale wytłumaczyłem mu,
że nie mogę powiedzieć tak i zacząć w sierpniu, muszę
naprawdę popracować nad tym filmem. Efekty powinny być tak
dobre, jak tylko efekty mogą być.
Nie chciałbyś sam reżyserować? Aamir już to robi, Ajay
Devgan robi.
Nie muszę. Mam ciągle dużo wiary w ludzi.
Daj spokój, ludzie nie biorą się do reżyserowania, bo
stracili wiarę w innych.
Dobrze więc, mam ciągle dużo wiary w siebie.
Gorące podziękowania dla Wryddhyy za tłumaczenie z hindi
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"