Shah Rukh o stylu, seksie i władzy
Wywiad dla FHM Magazine, wrzesień 2008
Gratulacje, Shah Rukh!
Jesteś pierwszym facetem, który znalazł się na okładce FHM –
na której zwykle pojawiają się najseksowniejsze kobiety. To
musi być świetne uczucie, prawda?
(Uśmiecha się). Byłem także pierwszym lub drugim facetem,
który zrobił reklamę mydła, w zasadzie zarezerwowaną dla
kobiet, więc mówię żartobliwie, że to wymownie świadczy o
mojej męskości. Dobrze się z tym czuję. Może to z powodu
faktu, że to bezpieczna strefa, ludzie oglądają mnie na
okładce takiego magazynu, który w żaden sposób nie majstruje
przy swoim wizerunku – wiesz, seksowne dziewczyny,
szczęście, dobro i moda – więc może się nadaję i nie
łamię formuły poprzez moją obecność.
Jesteś znany z wprowadzania
trendów mody – czy to poprzez zapuszczanie długich włosów,
czy poprzez wypracowanie „ośmiopaka”. Jak poważnie
traktujesz modę?
Pochodzę w wykształconej klasy średniej, więc gdzieś tam w
środku całkowicie szczerze nigdy nie miałem skłonności do
jakiegokolwiek rodzaju luksusu. Wiem, że brzmi to bardzo
nieprawdziwie, kiedy pomyśli się o moich samochodach, domach
czy moim zawodzie, ale gdybym tego nie robił dla mojej żony
czy niektórych spośród przyjaciół, nie wiedziałbym nawet, co
jest stylowe. Ale to prawda, lubię ładne rzeczy.
Więc ciągle zmagasz się z
poglądem o zbędnym luksusie?
Widzisz, ja uwielbiam przedmioty dobrej jakości. Jeżeli
przekroczysz próg mojego domu – chociaż to moja żona
zestawiła wszystko razem – to jeśli znajduje się w nim
biurko, jest to najlepsze biurko na świecie. Zawsze mówię,
że wie się, że jest się dość bogatym w momencie, kiedy można
wejść do sklepu i – jeśli nie umie się zdecydować pomiędzy
dwiema koszulami – można kupić obie. To znaczy bycie
dostatecznie zamożnym. Ja taki jestem i rozumuję tak, że
chciałbym wydać pieniądze, jakie mam, na przyjemne rzeczy w
życiu, ponieważ ludzie wokół mnie, na czele z moją rodziną,
powinni się tym cieszyć. Ja nie miałem żadnej z tych rzeczy.
Jeśli musiałbyś określić
swój osobisty styl, to nazwałbyś go...
Niechlujnym. Lubię być niedbały. Zmierzwione włosy, brudny
t-shirt, luźne spodnie lub szorty – gdybym mógł, nawet bym
się nie golił codziennie. Nienawidzę czystych butów, więc
brudzę je, jeśli są białe. Jedną z zasad, których nauczył
mnie tata, była ta, że jeśli kupuje się nowe ubrania, trzeba
je wyprać, by się zestarzały. Nienawidzę nowych rzeczy.
Co z dodatkami – jakieś
fetysze?
Lubię torby. Mam obsesję na tym punkcie. Podobają mi się
czarne i srebrne. Jestem także fetyszystą, jeśli chodzi o
buty. Zabieram wszystkie buty używane podczas kręcenia
filmów. Lubię buty Cesare Paciotti i Hogan. Poza tym
trampki. Jeśli chodzi o garnitury – kiedy jadę z dziećmi na
wakacje do Londynu, idę do Armaniego. A po marynarki do
Dolce&Gabbana. Niestety, w Mumbaju tak naprawdę nie można
nosić marynarek, ale mam najpiękniejszą ich kolekcję na
świecie.
Kiedy dorastałeś, inspirował
cię czyjś styl?
Kiedy byłem bardzo, bardzo młody... (pauza) Rick Springfield
i Bruce Springsteen – ich styl noszenia dżinsów i t-shirtów.
Jednak nie podobały mi się buty, jakie nosili. Były bardzo
niewygodne. Myślę, że powinno się nosić trampki z dobrze
dopasowanymi dżinsami. Jestem bardzo wybredny, jeśli chodzi
o dżinsy – także na innych ludziach. Mogę tego nie mówić, bo
to niegrzeczne; ale nieważne, czy masz luźne, czy obcisłe
dżinsy – powinny stać się twoją drugą skórą.
Kiedy patrzysz wstecz, czy
jest jakiś look filmowy, który sprawia, że kulisz się ze
strachu?
Z pierwszych pięciu – sześciu lat mojej kariery, myślę, że
nie powinienem być nigdy taki (śmiech). Kiedy teraz patrzę
na siebie z tamtych czasów – ciemnego, z długimi włosami...
Zazwyczaj nie sypiałem, byłem zaniedbany i nie
przywiązywałem zbyt wielkiej wagi do stylu. Więc wszyscy
byli szczęśliwi, że Shah Rukh przyszedł na plan, nie robił
makijażu i zaczynał zdjęcia. Patrzę na to teraz i „och”
(chwilowa przerwa). Wiem, że to może brzmieć dziwnie, ale
myślę, że dorosłem do polubienia siebie – wiesz, to jak z
ludźmi, których bez przerwy oglądasz. Teraz mój styl i
wygląd są bardziej znośne. Kiedy oglądam siebie sprzed lat,
moje przyjaciółki, jak Juhi czy Madhuri, mówią: „Eee, jak
stałeś się gwiazdą filmową? Naprawdę miałeś szczęście!”
(uśmiech) Właściwie nazywają mnie Lucky Ali, bardzo słodko.
Haha, żartujesz...
Moi przyjaciele kupują mi bez przerwy naprawdę drogie i
stylowe rzeczy, a ja czuję, że nie ma takiej potrzeby, chyba
że zostaną one użyte w filmie. Kiedy są używane podczas
kręcenia, czuję, że to ok, wtedy to nie jest marnotrawstwo.
Moja żona mówi, że jestem chomikiem. Z planu każdego filmu
muszę zabrać komplet strojów. Lubię je gromadzić... i
pewnego dnia, kiedy stanę się kompletnie narcystyczną,
skupioną na sobie, gasnącą supergwiazdą, spojrzę na te
wszystkie ciuchy i będę szczęśliwy (uśmiech).
Przy okazji – jak tam „ośmiopak”?
Nie ćwiczyłem przez ostatnie cztery miesiące. W moim nowym
filmie („Rab Ne Bana Di Jodi”) nie chcę mieć muskułów. To
wynika z tego, w jaki sposób myślę o mojej postaci. Gram
bardzo, bardzo normalnego, nudnego mężczyznę i nie chcę, by
jego sylwetka była zbyt macho – jego ciało ma być takie jak
ciało każdego normalnego faceta, który jest po prostu w
dobrej formie. Ponieważ najbardziej nudni, mało
interesujący, zwyczajni faceci są najwspanialszymi
kochankami świata.
Więc nie zobaczymy występu
specjalnego w twoim wykonaniu w tym filmie...
Hmmm... Teraz chcę mieć ciało jak Michael Phelps, sylwetkę
pływaka. Jestem sportowcem z natury. Całe życie taki byłem,
grałem w piłkę, kiedy tylko była okazja. Wiesz, gdyby teraz
dano mi wybór i powiedziano, że albo rzucę aktorstwo, albo
cały mój ból zniknie – mój uraz kręgosłupa, operacja kolana,
kostki – i powiedziano by, że mogę znowu uprawiać sport –
zostawiłbym to w jednej sekundzie. Jestem wysportowany z
natury. Niczego nie można porównać z wylaniem z siebie
siódmych potów.
Bez przerwy wszyscy
przyglądają się ciekawie i analizują dokładnie to, co mówisz
i robisz. Czytasz wszystko, co się o tobie pisze?
Nie. Mahesh Bhatt powiedział mi dawno temu: „To dziwne
uczucie, czytać, co powiedziałeś, ponieważ ty to właśnie
powiedziałeś”. Zawsze brzmię bardziej inteligentnie niż
jestem. Zazwyczaj nie czytam wywiadów, których udzielam i
nie oglądam tych, które robię dla telewizji.
Czy jest jakieś pytanie,
którego ci ciągle nie zadano w żadnym wywiadzie?
Myślę, że przechytrzyłem wszystkich. Zrobiłem to bardzo
sprytnie – jestem zupełnie otwarty w mówieniu o wszystkim.
Nie lubię określenia „medialne zwierzę”, którego ludzie
używają. Nie jestem taki. Jako człowiek od rozrywki uważam,
że nawet wywiad powinien zabawiać. To część tego, jak sam
się postrzegam, muszę zabawiać. To przychodzi automatycznie.
Próbowałeś wszelkich
możliwych sposobów...
Stworzyłem wokół siebie ten mur informacji, ponieważ jest
mnóstwo osobistych rzeczy, o których nie chcę z kolei mówić.
Piszę książkę, którą mam nadzieję któregoś dnia wydać,
składającą się także z wybranych wspomnień. Nie chodzi o to,
że jest coś, co ukrywam przed ludźmi – nie chodzi o coś
tajemniczego, enigmatycznego, o tajemnicę, którą chcę zabrać
do grobu; po prostu nie sądzę, by to było ważne dla
kogokolwiek. Skądinąd byłem pytany o wszystko. Pytano mnie,
czy jestem gejem, manipulatorem, czy jestem podły, co
najbardziej lubię jeść. Zadawano mi wszystkie pytania, jakie
chce się zadać osobie publicznej.
W skali od 1 do 10 – jak
bardzo jesteś zarozumiały i próżny?
Wcale. W rzeczy samej nie mówię szczegółowo o sprawach, co
do których mam przekonanie, że jestem w nich dobry, ponieważ
to może być dla innych nudne. Uświadomiłem sobie, że jest
mnóstwo rzeczy, które robię i nie ma sensu, bym był
zarozumiały z ich powodu, ponieważ dla kogoś innego nie są
wcale interesujące. Widzisz, próżność działa tylko wtedy,
kiedy ktoś inny postrzega to tak samo, zapatruje się na to
tak, jak ty. Wiem, co robię, ale nie zakładam, że wielu
ludzi odczuwa na tym samym poziomie. Wcale nie powinni. To
nie jest ich działka czy coś, na co powinni zwracać uwagę.
Jak spędzasz wolny czas?
Jakieś zakurzone monety, kolekcje znaczków?
Tak, zbierałem monety i znaczki, ale już tego nie robię.
Lubię czytać, jednak to nic szczególnego, wszyscy to robią
(pauza). To, co naprawdę łechce moją próżność lub raczej – z
czego jestem dumny, to fakt, że doradzam moim dzieciom, co
mają czytać. To bardzo nudne, jak widać, ale ja jestem z
tego dumny. Mimo że moi przyjaciele uważają to za złe, bo
myślą, że bardziej wprawiam je w zakłopotanie (śmiech). Ale
lubię wiedzę - jestem z natury jej poszukiwaczem. Po prostu
potrzebuję tego. Nawet teraz, niedługo skończę 43 lata, ale
ciągle lubię dowiadywać się więcej.
Napisano o tobie tomy,
zrobiono serial, twoja figura woskowa jest w muzeum Mme
Tussauds, otrzymałeś tytuł Padma Shri, liczne wyrazy uznania
i niekończące się poparcie fanów. Mając to wszystko, jak
podsycasz swoją kreatywność?
Całe piękno tkwi w tym, że żadna z tych rzeczy, o których
ludzie myślą, że czynią mnie one tym, kim jestem – właściwie
nie działa.
Nawet dziś to, co mnie nakręca, to po prostu „coś”, co
pojawia się podczas kręcenia filmu. Poszukuję tego czegoś
każdego dnia – jednej wspaniałej chwili. To może się pojawić
w sposobie, w jaki spinam włosy, lub jak w „Chak De!” – w
sposobie, w jaki siadam po wygraniu meczu. To jedno ujęcie –
wiesz, każdego dnia kręciłem dalej „Chak De!”, szukając
właśnie tego jedynego ujęcia.
Wciąż mam w sobie pokłady zdenerwowania, ciągle czuję
drżenie kolan, ciągle jestem trochę spięty, kręcąc scenę,
mimo że wydaję się niesamowicie pewny siebie na planie.
Sprawiam takie wrażenie, ale nie jestem. Więc to, co mnie
popycha, to nie przekonanie, że wszystko będzie dziś dobrze
– to, co mnie pcha do przodu, to to, co mogę zrobić źle.
Błędy, o których nawet nie wiem, a które popełniam
codziennie. Zazwyczaj ludzie dążą do perfekcji, ale ja chcę
to rozumieć inaczej. Poszukuję skaz, wad. Ponieważ mam
nadzieję, że pewnego dnia nawet w tej skazie ktoś może
dostrzec jakąś doskonałość.
Mówi się, że kiedyś
chciałbyś stanąć po drugiej stronie kamery. To prawda?
Nie sądzę. Reżyseria to bardzo samotne zajęcie. Kiedy jesteś
reżyserem, wszyscy cię obwiniają. A kiedy film staje się
hitem, aktor grający głównego bohatera spija całą śmietankę
i odchodzi. Poza tym – jestem bardzo niecierpliwy. Nie
sądzę, bym potrafił przywiązać się do jednego tematu na tak
długo i żyć nim na co dzień. Chcę iść do przodu i robić
kolejną rzecz.
Zaraz po tym, gdy skończę film i zobaczę pierwszą wersję,
wracam i biorę kąpiel. To rytuał – nikt mnie o to nie pytał,
więc powiem tobie. Wracam do domu i biorę naprawdę długą
kąpiel, spłukuję się, jakbym spłukiwał z siebie ten film.
Bardzo lubię, kiedy ostatni dzień filmowania ma miejsce na
świeżym powietrzu, ponieważ potem można wrócić do
przyjemnego hotelu, wziąć długi prysznic, moczyć się przez
godzinę i naprawdę zostawić to wszystko za sobą. Cudowną
chwilą „Chak De!” był moment, kiedy mogłem się ogolić.
Goliłem się i mówiłem sobie, że to właśnie koniec.
Skoro mowa o łazienkach –
jesteś znany z tego, że spędzasz w swojej godziny. O co
chodzi?
(Chichocze). To dlatego, że nie wykonuję w domu telefonów –
to zasada, którą przyjąłem, kiedy się ożeniłem. Oczywiście
moja obecna łazienka jest większa niż salon. Moja żona tak
ją urządziła, ponieważ stwierdziła, że spędzam w niej tyle
czasu… Ale chodzi o to, że nie lubię załatwiać telefonów,
kiedy rodzina jest przy mnie, to czas dla niej. To dlatego
robię sobie „łazienkowe posiedzenia” – by zadzwonić,
przeczytać gazety. Mam w niej nawet kanapy (śmieje się).
Najlepsza rada, jaką
kiedykolwiek otrzymałeś
„Rób swoje i nie zwracaj uwagi na resztę”. Hasło zostało
użyte na transparencie, który niosłem w trzeciej klasie
podczas parady. I jeszcze rada mojej matki: „Nigdy nie
ograniczaj wydatków, zwiększaj dochody”.
Miłość, pieniądze, seks,
władza – gdybyś musiał wybrać jedno z nich, co byś wybrał?
(Po długim namyśle). Widzisz, grzecznie i stosownie byłoby
powiedzieć, że miłość. Ale to seks jest najwyżej na liście.
Naprawdę jestem przekonany, że cała energia w pewnym
znaczeniu – i nie mam tu na myśli aktu seksualnego – cała
energia napędzająca miłość, pieniądze, a szczególnie władzę
– jest całkowicie seksualna. Uważam, że największa energia,
którą dał nam Bóg, to energia seksualna. Kiedy używam tego
określenia, nie mam na myśli tego, jak długo mogłeś ostatnio
w łóżku ani nie chodzi mi o dosłowny seks – ale o rodzaj
zmysłowości, którą ma człowiek. Może się ona manifestować
poprzez pasję, którą okazujesz dla pracy; sądzę, że dlatego
ja jestem niezmiernie seksualną osobą. Nie mam na myśli
atrakcyjności fizycznej; ale posiadam taką energię, którą
zazwyczaj identyfikuje się jako tę orgazmiczną i kojarzy z
cudownym uczuciem, którego doświadczasz, kiedy uprawiasz
seks.
Dochodzenie do dobrego ujęcia jest jak dochodzenie do
orgazmu. Osiąganie takiej władzy, by robić filmy, jakie się
lubi, jest jak osiąganie orgazmu. To jedyna siła, jaką mam.
Poza tym nie jestem zbyt potężny. Toczy się teraz 17 spraw
przeciwko mnie – za wszystko, co powiedziałem i zrobiłem,
więc znajduję się w naprawdę dość trudnej do obrony i
bezsilnej pozycji.
Seks jako energia – to jest coś, co, jak myślę, posiadam –
bardziej nawet niż pieniądze. Tak, ludzie twierdzą, że
miłość popycha świat do przodu, ale to, co znajduje się u
źródła, to seks. Nie sądzę, żeby była poza tym jakaś inna
siła napędowa.
I na koniec – kiedy
spoglądasz wstecz, czy jest coś, co chciałbyś osiągnąć?
Tak samo, jak nie myślę o początku i rzeczach, które
skończyłem, tak samo nie myślę też o końcu. Moi rodzice
zawiedli mnie tylko w jednym – zbyt wcześnie zmarli. Tylko
to mam im do zarzucenia. Więc chciałbym, by moje dzieci
miały mnie aż w nadmiarze. To jedyna rzecz, którą chciałbym
osiągnąć, będąc rodzicem.
Jako aktor chciałbym posiadać na swoim koncie pięć pięknych
filmów, których bym uwielbiał. Wiesz, uwielbiam wielu
aktorów – pana Bachchana, Ala Pacino, Michaela J. Foxa,
Petera Sellersa, Dilipa Kumara – i chciałbym też mieć listę
pięciu własnych filmów, których mógłbym być wielbicielem.
Nie jestem własnym fanem. Na przykład widzę Akshaya Kumara i
chciałbym być nim. Widzę Salmana Khana i chciałbym być jak
on; lub jak Aamir, Saif czy oczywiście pan Bachchan – każdy
chciałby być jak pan Bachchan. Ale nigdy nie oglądałem
swojego filmu z myślą, że chciałbym być jak Shah Rukh. Nadal
nie! Może właśnie dlatego wciąż wstaję rano, nakładam make
up i chcę znaleźć to coś. A może już je zrobiłem. Ale mam
nadzieję, że kiedy spojrzę wstecz, odnajdę tych pięć filmów.
Wciąż nie usiadłem i ich nie spisałem. Być może, jeśli
zrobię taką listę, powodzenie się skończy.
Tłumaczenie: Gosia JG
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"