w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK


Bywałem wyrzucany z domu

Wywiad dla Filmfare’a, styczeń 2013
Tytuł oryginalny: I've been thrown out of my house
Autor: Rahul Gangwani

Shah Rukh Khan, człowiek z ludu, który został królem, z humorem i sentymentem spogląda wstecz na swoją trwającą dwadzieścia lat karierę. Rahul Gangwani odsłania przed nami tę drogę od zera do milionera.

To może zabrzmieć jak coś wyjętego prosto z jednej z filmowych maszynek do zarabiania pieniędzy Manmohana Desai. Pochodzący z klasy średniej chłopak z Delhi, przepełniony nadziejami i marzeniami, zjawił się w Mumbaju, mając w kieszeni zaledwie 1500 rupii, by dwadzieścia lat później stać się Królem wszystkich sondaży. Był zaliczany do osób z zewnątrz; dziś jednak ciężko byłoby znaleźć kogoś, kto go nie zna. Ostatnio, gdy Shah Rukh Khan wyszedł na plac Jemaa El Fna w Maroku, całe miasto zebrało się dookoła niego. Ten, którego wyrzucano z domu, bo nie był w stanie wysupłać pieniędzy na czynsz, jest dzisiaj właścicielem szeregu najlepszych nieruchomości w ważniejszych miastach świata. Mannat, jego mumbajski dom, stał się jedną z atrakcji turystycznych miasta. Oto magia najsłynniejszej supergwiazdy Indii. Jego historia to gotowy materiał na film biograficzny. Historia, która koncentruje się wokół odwagi, determinacji i poświęcenia. I przede wszystkim wokół nieograniczonych marzeń, które rodzą się każdego dnia...

"Jab Tak Hai Jaan" jest ogromnym sukcesem, do twojej puli trafiły potencjalne blockbustery, wygrałeś IPL, podbiłeś świat reklam... co dalej?

Wiele osób mnie o to pyta - co jeszcze mogę osiągnąć? Jeśli zatem powiem, że 22 krory, 11 nagród Filmfare i jedną National Award, czy to znaczy, że jak już to wszystko zdobędę, nastąpi dla mnie koniec? Jeśli nastąpi, to znaczy, że jest on uchwytny. Wielu rzeczy już w życiu doświadczyłem - pieniędzy, sławy, nazwiska. Prawdę mówiąc, mógłbym już przejść na emeryturę. Ale czy to ma sens? Są głupcy, którzy pytają Sachina Tendulkara, kiedy przejdzie na emeryturę. Nikt nie sądził, że można zdobyć 100 setek, ale on tego dokonał. I możliwe, że zdobędzie jeszcze 500. Dlaczego ograniczamy go po tym, jak zdobył 100 setek? Ja byłem pochodzącym z niższej klasy średniej chłopakiem z Delhi, gdy przeprowadziłem się do Mumbaju. Miałem w kieszeni 1500 rupii i chciałem stać się tak wielki, by móc zarobić lakh. Gdy zacząłem pracować, zdałem sobie sprawę z tego, że nie ma granicy. Wierzę, że pieniądze nie mają nic wspólnego z osobistym sukcesem. Na pierwszy rzut oka jestem największym kapitalistą ze wszystkich. Mam wszelkie bogactwa. Jestem żywym dowodem na to, czym powinien być status gwiazdy z materialnego punktu widzenia. Nigdy jednak nie zaprzedałem duszy.

Co masz na myśli, mówiąc, że nigdy nie zaprzedałeś duszy?

Nie zrobiłem niczego, czego bym nie chciał zrobić. Nie robiłem filmów dla pieniędzy. Nie mówię tego z butą, ale nigdy nie prosiłem o film. Czasami dzwoniłem do kogoś, jeżeli podobał mi się jego film, ale nigdy o film nie prosiłem.

Czy to źle prosić o film?

To nie chodzi o to, czy źle, czy dobrze. Gdy spotykam młode aktorki, dużo się od nich uczę. Niesamowite jest to, jak zarządzają swoimi karierami. Zawsze byłem blisko z wszystkimi moimi heroinami, ale nigdy nie prowadziłem z nimi dyskusji o karierze. Madhuri (Dixit), Juhi (Chawla), Kajol i ja byliśmy na swój sposób upośledzeni. Nie wiem, czy to zmiana na lepsze, czy na gorsze, ale doceniam dzisiejsze dziewczęta. Świat się zmienił, a one się do niego przystosowały. Zawsze rozmawiamy o tym, czy to w porządku prosić o zatrudnienie. Ja tego nie robiłem. Ale to nie oznacza, że to coś złego. To oznacza jedynie, że ja nie lubiłem tego robić i od tamtej pory nie sprzedałem swojej duszy. Z drugiej strony kręcę każdą reklamę, którą mi zaoferują. Robię to dla pieniędzy. Ale był taki czas, gdy mówiłem mojemu menedżerowi, że nie chcę pracować z pewną osobą, nawet gdyby ta osoba miała zapłacić mi mnóstwo pieniędzy. Nigdy nie pracuję z ludźmi, którzy nie czynią mnie szczęśliwym. Nie oglądam moich filmów, jeżeli mnie nie uszczęśliwiają. Może to brzmi niepoważnie i arogancko, ale taki jestem. Jeżeli więc cię nie lubię, nie nakręcę z tobą filmu.


Czy to podejście stosujesz tylko w swojej profesji?

Nie. Mógłbyś być moim synem, a ja i tak nie zrobiłbym tego filmu. Nie będę o nic mojego syna prosił. Jeżeli będzie miał ochotę, sam mi to da. Powinienem dostać bez proszenia. Podobnie jest z filmami. Nie myślę: "Taka jest potrzeba chwili". Czy to moje podstawowe źródło dochodów? Filmy nigdy nie były dla mnie podstawowym źródłem dochodów. Jeśli o to chodzi, jestem bezapelacyjnie szczery. Moim podstawowym źródłem dochodów jest tańczenie na weselach. O moje źródło dochodów proszę. Pamiętam, że gdy tańczyłem na jednym z wesel, powiedziałem gospodarzowi, żeby zaprosił mnie, bym zatańczył, gdy młodym urodzi się pierwsze dziecko. To moja robota. O nią poproszę. Poproszę o reklamy. Nie patrzę z góry na nikogo, kto prosi o robotę. Proszenie wymaga odwagi. Filmy jednak nie są dla mnie robotą. Ludzie, którzy uważają je za robotę, powinni o nie prosić. Jest różnica pomiędzy robotą a pracą. O robotę się prosi, podczas gdy pracę się po prostu wykonuje. Pracuję, by uszczęśliwić moje dzieci. Pracuję nad tym, by uczynić moją córkę pisarką. Robię to z serca. Zajmowanie się moimi dziećmi to nie robota. Dla mnie to coś duchowego. Moja mama nauczyła mnie dawać. Któregoś dnia mogę wypaść z łask i zacząć prosić o robotę, ale dopóki to nie nastąpi, będę nadal robił tylko to, co lubię. Chcę umrzeć, kręcąc filmy. Światła, kamera, akcja i koniec. Będę szczęśliwy, jeżeli tak się stanie. Moja rodzina również będzie szczęśliwa. A moje dzieci najszczęśliwsze.

Sądząc po tym, co mówisz, pieniądze to nie twoja broszka, prawda?

Nienawidzę rozmów o pieniądzach. Nie znoszę ich. Zbudowałem całe imperium, ale nie potrafię rozmawiać o pieniądzach. Moi ludzie mówią mi, że imperium to byłoby dziesięć razy większe, gdybym prosił o pieniądze. Ale ja wiem, że gdybym prosił, byłoby ono dziesięć razy mniejsze. To może zabrzmieć arogancko, ale król nie prosi. Nawet jeżeli to media nazywają mnie królem, ja w to wierzę i dlatego właśnie nie proszę. Nawet zubożały król nigdy nie poprosi. Jeżeli jego o coś poproszą, odda całego siebie. Pochodzę z biednej rodziny. Widziałem najgorsze. Mój ojciec był umierający, a nie było go stać na drogie zastrzyki. Ciotka przysyłała je z Londynu. Ale jak pełna seria liczyła dwadzieścia zastrzyków, my leczyliśmy ojca jedynie ośmioma. Nigdy więc nie dowiem się, czy umarł, ponieważ nie mieliśmy pieniędzy, czy też umarł, bo musiał umrzeć. Pochodzę z miejsca, gdzie było mało jedzenia. Jadłem wodnisty dal i przeżyłem. Przychodziły listy ze szkoły, w których grożono mi, że zostanę wyrzucony z powodu nieuregulowanego czesnego. Mama i tata zbierali wtedy drobne leżące pod materacami i płacili za moją edukację. Dlatego że widziałem tyle biedy, nie pożądam pieniędzy. Mogę wszystko wydać za jednym zamachem. Żona mnie za to beszta. Bez wahania wydaję krory - na filmy, na cele charytatywne. Poprosisz mnie o pieniądze, a ja ci je dam.

Czy nie jest wprost przeciwnie? Czy zobaczywszy tyle biedy, nie zaczyna się cenić bardziej pieniędzy?

To właśnie powtarza mi nieustannie moja żona. Lecz to, że wcześniej nie miałem pieniędzy, daje mi gwarancję, że nie zrobi mi żadnej różnicy, jeżeli teraz nie będę ich miał. Mam tylko jedną obawę. Moje dzieci nigdy nie powinny stracić domu. Gdy ma się dom i wykształcenie, świat leży u stóp. Gdy nie ma się pracy i pieniędzy, ma się przynajmniej gdzie spać i płakać. Ja sypiałem na ulicy. Był czas, że wyrzucano mnie z domu, bo nie mogłem zapłacić czynszu. Dwa razy trafiłem na ulicę. Powtarzam wszystkim młodym heroinom, by kupiły sobie dom. Czuję się szczęśliwy, gdy przychodzą i mówią, że właśnie to zrobiły. Ludzie zawsze będą pamiętali mnie za Mannat. On pomniejsza inne moje osiągnięcia, ale w porządku. Poza domem wszystko inne jest wartością dodaną. Tak jak mówią - pieniędzmi się nie najesz, a jedzenie nie będzie lepiej smakowało, jeśli zjesz je ze srebrnego talerza. Ja jem to samo jedzenie i noszę te same ubrania. Mam cztery pary dżinsów. Niezależnie od tego, jak bardzo inaczej ludzie mogą o mnie myśleć, jestem dokładnie taki sam jak dwadzieścia lat temu.

Jak zarządzasz tak dużym imperium, skoro pieniądze są ci obojętne?

Księgowy zarządza moim domem. Nie znoszę go jednak. On pali się, by ze mną usiąść. Próbuje wszelkich możliwych sztuczek, by spędzić ze mną pięć minut. Gdyby go nie było, o niczym bym nie wiedział. Nawet nie chcę wiedzieć. Wiele lat temu, gdy "Deewana" stała się hitem, byłem w studiu Mehboob, gdy pewien filmowiec zaoferował mi pięć lakhów. Nigdy wcześniej nie widziałem tyle pieniędzy. Wziąłem torbę i popędziłem do żony. Pamiętam, jak mówiłem jej, że mając taką sumę pieniędzy, nie muszę już nic więcej robić. Wydaje się, że moja żona jest z tych bogatych i wytwornych, ale tak naprawdę jest prostą dziewczyną z klasy średniej. Nie jest materialistką. Popatrzyła na pieniądze i właściwie nie zareagowała. Nagle uświadomiłem sobie, że zapomniałem zapytać o fabułę filmu. Zaślepiły mnie pieniądze. Poczułem się źle. Wróciłem i oddałem wszystko. Tego dnia postanowiłem, że nigdy więcej nie wezmę premii motywacyjnej.
Po kilku latach przestałem całkowicie wyliczać sobie gażę. Również ku temu miałem konkretny powód. Pewien ważny producent zaproponował mi w ramach premii motywacyjnej niespotykaną sumę 3 krorów. Dzisiaj ekwiwalentem tej sumy byłoby 30 krorów. Zapomniałem o obietnicy, że nie będę pracował, dopóki nie usłyszę historii i dałem się uwieść pieniądzom. Pewnego razu pan Feroz Khan zdenerwował się na mnie, gdy zapytałem go o fabułę. Nawet Yash-ji (Chopra) zezłościł się raz na mnie z tego samego powodu.


Czy to, że nie prosisz o pieniądze i o role, nie obróci się kiedyś przeciwko tobie?

Zyskałem spokój wewnętrzny dzięki temu, że nie robię pewnych rzeczy. Bo nie przygotowuję swoich dzieci do aktorstwa. Nie czekam, aż skończy się mój czas, bym mógł nakazać synowi, by przywitał się z wujkiem X, bo ten wujek go wylansuje. Aktorstwo nie jest dynastyczne. Możliwe, że będę pierwszym i ostatnim aktorem w mojej rodzinie. Moje dzieci nie oddają czci moim filmom. Gdy któryś z moich filmów im się nie podoba - mówią to. Ciężko pracowałem na wszystko, co mam. Jestem dumny i szczęśliwy. Minęło siedemnaście lat od "Dilwale Dulhania Le Jayenge". Cieszę się, że zrobiłem ten film po swojemu. W tej chwili jednak nie wiem, co będzie dalej.

Czy ta niepewność cię przeraża?

Wierzę, że niepewność to najpiękniejsze miejsce, w jakim można być. Gdybym zrobił jakiś film, wiedząc, że będzie on hitem, byłoby to niepokojące. Powtarzam moim dzieciom dwie rzeczy - wstańcie rano, powiedzcie "Nie wiem" i czerpcie przyjemność z umiejętności mylenia się. Z sukcesem jest taki problem, że traci się zdolność do ponoszenia porażek i zaskakiwania ludzi. Jeżeli więc potrafię zaskakiwać sam siebie każdego dnia, potrafię też zaskoczyć ciebie. Jeżeli podoba mi się czyjaś praca, a ten ktoś zaproponuje mi swój projekt, zrobię go. Moi menedżerowie przychodzą do mnie z pomysłem kręcenia remake'ów superhitów z Południa. Proszą mnie, bym je obejrzał, ale ja nigdy tego nie robię. Dlatego że wiem, że będą hitami. Jaki więc sens tej domniemanej kreatywności? Gdyby każdy mógł namalować Monę Lisę, nie byłaby najpiękniejszym obrazem świata. Świadomość tego, że może ci się nie udać, jest w stanie sprawić, że będziesz pierwszy.

Pracujesz obecnie z Rohitem Shettym nad "Chennai Expressem" - filmem, który wygląda na pewny strzał w status blockbustera...

Oczywiste jest, że jeśli "Chennai Express" będzie klapą, będzie to klapa Shah Rukha Khana, a nie Rohita Shetty'ego. Rohit może zmienić zdanie i powiedzieć, że robi hity ze wszystkimi, ale SRK go zawiódł. Ale jestem zadowolony z pracy nad tym filmem i wyczuwam, że Rohit również jest zadowolony z tego, że robi go ze mną. Wie, że wniosę nowość do tego filmu. Ja zaś od dawna chciałem zrobić jakąś pokręconą komedię. Jestem pewny, że Deepika Padukone będzie doskonała w tym filmie. Nieliczni wiedzą, że Rohit zabiera na plan całą swoją ekipę. Ekipa ta składa się z matki jego mistrza sztuk walki, syna charakteryzatora itd. Przy filmach Karana Johara pracują dzieci wielkich gwiazd i sławnych ludzi, podczas gdy przy filmach Rohita są dzieci mistrzów sztuk walki i choreografów. To fantastyczna ekipa.

Pracujesz jedynie z uznanymi reżyserami lub ze swoimi przyjaciółmi. Jak nowi filmowcy mogą uzyskać do ciebie dostęp?

Ja harowałem jak wół, zanim dostałem szansę pracy z Yashem Choprą i liczącymi się studiami filmowymi. Nowi reżyserzy powinni więc też się sprawdzić. Nie chodzi o to, aby zrobili jakiś hit, lecz o to, jakiego rodzaju film zrobią. Poza tym mogę przyjść na plan i onieśmielić cię. Możesz zepsuć film, bo masz w nim mnie. Możesz go również zepsuć dlatego, że to miał być film za 15 krorów, a przez to, że Shah Rukh Khan w nim gra, masz film za 200 krorów. Wielu filmowców tak ma. Daje się im spory budżet, a oni go trwonią. Przyjechałem do Mumbaju, marząc o pracy z Kundanem Shahem i zrobiłem to. Pracowałem ciężko przez sześć lat, a potem zadzwonił do mnie Subhash Ghai. Wydał na mnie 30 krorów. Będę dyktował warunki, bo zarobiłem na to dwudziestoletnim doświadczeniem. Reżyserzy mają do mnie dostęp. Czasami tylko z jakiegoś powodu nie mogłem z nimi pracować. Zaproponowano mi role w "3 Idiots" i w "Munna Bhai", ale nie mogłem zrobić tych filmów. Również Anurag Kashyap nakreślił mi fabułę "No Smoking", ale musiałem odmówić z powodu problemów z terminami. Dlaczego miałbym nie zrobić "3 Idiots" po tym, jak zobaczyłem "Munna Bhai"? Nie zrobiłem tego filmu i nie czuję się z tym ani dobrze, ani źle. On nie był mój.

Podobno Rakeysh Omprakash Mehra zaproponował Ci rolę w "Bhaag Milkha Bhaag".

To prawda. Szkoda, że nie mogłem jej przyjąć. Lubię Milkhę Singha (znanego atletę). Jest moim bogiem. Wiem o nim wszystko. Ale to z kolei nie byłoby dobre dla filmu. Tak samo jeśli chodzi o "Lagaan". Dobrze, że go nie zrobiłem, bo zredukowałbym jego siłę oddziaływania. Cieszę się, że to Farhan Akhtar robi "Bhaag Milkha Bhaag". Ten film wymaga całkowitego oddania i czasu. Zrobiłem "Chak De! India", bo był gotowy w 32 dni. Nie byłbym w stanie dać BMB tej miłości, którą Farhan mu daje. Ze mną byłby to mniej znaczący film. Ja łatwo tracę cierpliwość. Widziałem zdjęcie Farhana w całym stroju i powiedziałem mu, jak rewelacyjnie wygląda. Takiego właśnie oddania potrzeba do nakręcenia filmu biograficznego. On fizycznie wygląda jak Milkha Singh. To jest niezwykłe.

Z wszystkich Twoich ról - którą lubisz najbardziej?

Jako aktor najbardziej lubię "Dona" i "My Name Is Khan". A zaraz po nich "Chak De! India". Choć właściwie bardziej niż "Chak De! India" lubię niektóre moje mało poważne filmy. W "Chak De! India" rola pomogła i mnie, i postaci. Musiałem jedynie zapuścić brodę. W "Donie" rola nie pomagała postaci. Ten film był pozbawiony emocji, ale ja miałem być seksowny, musiałem zabijać, a ludzie i tak mieli mi kibicować. Trudne zadanie. "My Name Is Khan" plasował się gdzieś pomiędzy kinem komercyjnym a artystycznym. "Barfi!" należy do świata realnego. "MNIK" to świat nierzeczywisty. I nie było łatwo grać postać autystyczną pomiędzy wszystkimi tymi piosenkami i romansowaniem. Trzeba także popatrzeć na "MNIK" z perspektywy Karana Johara, Kajol i mojej. Nakręciliśmy razem takie filmy jak "Kuch Kuch Hota Hai" i "Kabhi Khushi Kabhie Gham". Ciężko jest więc stać się częścią świata, który jest nieprawdziwy nawet dla samego Karana. Karan należy do świata filmu "Student Of The Year", a nie do świata "My Name Is Khan".

Tłumaczenie: Parmita

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"