|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
przemówienia
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Co za dużo, to niezdrowo
Wywiad dla
Filmfare, czerwiec 1994
Tytuł: Enough is Enough
Autor: Roshmila Mukherjee
Aktualności na temat aktora-gwiazdora, który oświadcza,
„Dość tego, żadnych więcej negatywnych ról!”
Zakochał się... znowu. Nie może przestać rozpływać się nad
swoim nowym cackiem, umieszczonym w przytulnym mieszkanku w
Bandrze. Jeśli żona Gauri dotąd zachowuje zimną krew, to
dlatego, że „ta druga” to supernowoczesny komputer.
Shah Rukh uśmiecha się błogo, „Ma kolorową drukarkę,
urządzenie faxowe i odtwarzacz laserowy, mogę więc
dostarczyć mojemu reżyserowi zdjęcie wielkości znaczka i
zainkasować zaliczkę. Mając zdjęcie może obsadzić mnie w „Sholay,”
albo „Mother India”i nie będę musiał kręcić ani jednego
ujęcia... Abrakadabra.”
Jakby w odpowiedzi na zaklęcie, pojawia się magik z
prawdziwego świata. Ten baazigar chce, żeby wystąpił on
gościnnie na jednym z jego zagranicznych koncertów. A
jaadugar pragnie, żeby gwiazdor wystąpił gościnnie w jego
serialu telewizyjnym. Magik obiecuje, że nie wyrecytuje
formuły zamieniającej S.R Khana (ciekawy skrót, jeszcze w
1994 nie znali SRK – przypisek tłumaczki) w jakiegoś Mr.
India lat 90. „Czary mary - giń” żartuje jaadugar i znika.
Czarodziej wychodzi, pojawia się Gulshan Grover. „Zły” kręci
po sąsiedzku i wpadł na pomysł, że wpadnie pogadać. Parę
minut później pakuje się następny kolega z planu, podsuwa
Shah Rukhowi pod nos panier i pióro. „Dzieci chcą twój
autograf” mówi gość i dostaje zamaszysty zawijas.
Kolejni niecierpliwi goście czekają na Shah Rukhowy darshan
(objawienie się bóstwa – przypisek tłumaczki). U bram
zatrzymuje ich jego Piętaszek, Kabir. Robin Bhatt i
Abbas-Mustaan wyłamują się z kolejki. „Baazigar” jest
wyświetlany już 25 tygodni, srebrny jubileusz oznacza
świętowanie. Shah Rukh obiecuje wieczorem szampana w Mukesh
Mills, gdzie będzie kręcił „O Darling Yeh Hai India” z
Ketanem Mehtą. „Ojej, to znaczy, że saab znów nie będzie
dziś spał,” wzdycha Kabir.
Zatrzymać Shah Rukha wydaje się zadaniem niemożliwym. Jednak
w ciągu sześciu godzin bez tchu, udaje ci się jakoś wcisnąć
moje pytania:
Cieszysz się z supergwiazdorstwa?
Jasne. Sukces jest upajający... i przerażający. Jeszcze nie
zacząłem z jego powodu nie sypiać po nocach. Ale jest mi do
tego już niedaleko. Nie zakręciło mi się w głowie od
uwielbienia, ale jestem tylko człowiekiem. Ciekawe role,
najlepsze wytwornie, duże pieniądze, entuzjastyczne
recenzje, nagrody, których się pożąda, super-hity,
szczęśliwe życie rodzinne... w ciągu ostatnich sześciu
miesięcy to wszystko było moje. I to wszystko sprawiło, że
trochę popadłem w samozadowolenie. Zacząłem nawet tyć
(klepie się po brzuchu)... I wtedy Gauri przekłuła balonik.
Powiedziała mi, „Shah Rukh, nie bądź taki ucieszony. To się
dzieje za szybko. Pracuj nad swoim celem, albo będziesz
skończony.”
Miała racje. Kiedy jesteś już w pełni zadowolony z siebie,
umierasz. Nie bulwersuj się tak... mówię szczerze. Zawsze w
to wierzyłem. Na przykład kiedy umierała moja matka,
szeptałem jej do ucha, „Mamo, jeśli umrzesz, rzucę
aktorstwo... zacznę pić... nie będę się opiekował Shahnaz...”
(uśmiecha się uspokajająco). Nie miałem zamiaru w jedną
nockę zmienić się w pana Hyde'a, miałem tylko nadzieję, że
może raz-ten jeden raz - ona potraktuje to poważnie i nie
będzie zadowolona. Że nie umrze...
To kazanie Gauri sprowadziło mnie z hukiem na ziemię.
Zrozumiałem, że muszę od tego uciekać.
Więc na serio planujesz wziąć sobie dłuższy urlop kiedy
dokończysz już bieżące zobowiązania?
(zapala papierosa) Miesiąc to chyba nie tak dłu...ugo,
szczególnie, że znając mnie, skończy się pewnie na dwóch
tygodniach. Ale w końcu będzie to jakiś urlop.
Za dużo się wydarzyło, za szybko, za wcześnie. Nagle każdy
czegoś ode mnie chce. Jestem wiecznie otoczony przez setki
producentów, przyszłych reżyserów, scenarzystów i fanów...
wiesz, o czym mówię. I tylko nie mam jednego – czasu dla
przyjaciół.
Shashilal Nair miał ciekawy pomysł na film, ale nie byłem w
stanie usiąść z nim, żeby go omówić, bo nie mogłem się
pozbyć wszystkich tych obcych ludzi (wzrusza ramionami w
geście bezradności) Zaczynam się czuć jak marinetka na
sznurku – pociągana w różnych kierunkach. Jestem skołowany.
Nie wiem, dokąd zmierzam. Proszę... potrzebuję powietrza.
Nie chcę grać w pod przymusem. To mój jedyny sposób na
unikanie napięć. Dlatego muszę się wycofać – żeby odpocząć,
pomyśleć czy nakreślić plany na przyszłość
Co ci chodzi po głowie?
Wiem, że jako aktor osiągnąłem pewien szczyt. Może
powinienem sfinalizować parę rzeczy, ale mogę to osiągnąć
tylko robiąc jeden film naraz. W tej chwili mam głowę zbyt
zapchaną dziesięcioma myślami równocześnie.
Do zakończenia „O Darling Yeh Hai India” zostały dwa
tygodnie, „Trimurti” i „Karan Arjun” powinny być gotowe koło
września. Dziesięć dni powinno wystarczyć na dokończenie „Mr
Guddu,” a „English Babu Desi Mem” jest gotowy w 60
procentach. Wszystkie moje filmy powinny się zakończyć w
okolicach września – października. Muszą się zakończyć, chcę
na nowy film przeznaczyć październik – listopad. Jęli
wszystko pójdzie zgodnie z planem, to może następny będzie
Yashji (Yash Chopra) albo Subhashji (Subhash Ghai). Daję im
45 dni na cały harmonogram od epilogu do finału. Następnym w
kolejce może być Aziz Mirza („Ek Kutte Ki Maut”), Robin
Bhatt („Aawaz”) albo Venus Films („Badshah.”). Nad którymś z
tych filmów będę pracował przez styczeń-luty-marzec. W ten
sposób co trzy miesiące będę miał premierę filmu. Brzmi
nieźle, prawda?
Tak. Ale czy jest wykonalne?
Czemu nie? Może wezmę jednocześnie Aziza Mirzę, bo on chce
zaangażować też inne gwiazdy, Anila Kapoora i Juhi Chawlę.
Ale gdybym miał pracować z debiutantką albo złoczyńcą, nie
powinno być problemu. Decydują wolne terminy bohatera.
Jeśli podaję producentowi moje daty z wyprzedzeniem
półrocznym, nie wiem, czemu taki system nie miałby gładko
zadziałać. W ten sposób każdy skorzysta. Producent dokończy
film w trzy miesiące i zachowa odsetki od kredytu
zaciągniętego na jego nakręcenie. Reżyser może nakręcić
więcej filmów w roku... A najlepsze jest to, że ja nie muszę
skakać od scenariusza do scenariusza, nieustannie zmieniać
postaci i scenerii. Zarobię więcej nie windując ceny.
Ale jestem pewien, że producenci oferują ci gwiazdkę z
nieba... 40 lakh, 50 lakh, 80 lakh rupii...
Chwileczkę! Nie mam ambicji być najlepiej opłacanym aktorem
w kraju. Już i tak myślę, że za dużo mi płacą. Zdaję sobie
sprawę, że bez trudu mógłbym podwoić moje stawki, ale to nie
byłoby ekonomicznie osiągalne dla producenta. Jeśli będę
potrzebował dodatkowych pieniędzy, zawsze mogę zrobić
reklamę albo jechać w turę koncertową. W przypadku filmów
wolę trzymać się mojej ceny i wyznaczać trzymiesięczne
terminy kręcenia.
Naprawdę wierzysz, że Ramesh Sippy albo Ketan Mehta będą
trzymać się harmonogramu?
(Uśmiechając się od ucha do ucha) Taaa, Ketan obiecał mi, że
dokończymy „O Darling Yeh Hai India” w 33 noce. Minęły już
64, a ja nadal kręcę. Dzięki Bogu mogę przeżyćśpiąc godzinę
lub dwie. Dzięki panu Mehcie pracuję dniami... i nocami.
Moja żona tego nie znosi, ja tego nie znoszę, ale nie możesz
przecież odmówić przyjacielowi, prawda? Trzeciego dnia
zdjęciowego wpadłem w szał. Kręciliśmy piosenkę, która miała
być ukończona w trzy dni, a my nie byliśmy nawet w połowie.
Zagroziłem, że rezygnuję... ale nie mogłem. Robiliśmy ją
okrągły tydzień.
„Pyaarana” Ramesha Sippy też miał być ekspresowy. Ale
jesteśmy już o całe miesiące poza harmonogramem, a ja po raz
pierwszy robię podwójne dni zdjęciowe. Jednak nie należy za
to winić wyłącznie Rameshaji, bo zmagał się z dwoma klęskami
narodowymi, zamieszkami i zamachami bombowymi. Poza tym,
naprawdę twórczych ludzi, jak Mukul (Anand), Rameshji, Ketan
czy Kundan (Shah) nie możesz uwięzić w ramach czasowych.
Prędzej umrą robiąc filmy i zabiorą cię ze sobą (chichocze).
Grałeś już słodkiego, poświęcającego się chłopca z
sąsiedztwa, demonicznego mordercę, prostaczka z małego
miasteczka, obsesyjnego kochanka i dżentelmena z
ambicjami... Niewiele zostało do zagrania, prawda?
Może dlatego teraz producenci przychodzą z masalowymi
mieszankami. Dostaję role, w których muszę śpiewać i
tańczyć, śmiać się i płakać, zabijać i umierać. Od 16
miesięcy nie podpisałem ani jednego kontraktu. Ostatnim,
jaki podpisałem był „Darr,” w lutym ubiegłego roku.
Nie zrobiłeś się zbyt wybredny?
Ale ja zawsze byłem wybredny. Dziesięć premier w trzy lata
oznacza, że kręciłem trzy i pół filmu na rok. To nie jest
typowe. Zwykle aktorzy pierwszoplanowi mają po sześć premier
rocznie. Podjąłem decyzję, że będę wybredniejszy zanim
wstąpiłem do tej branży i nigdy tego nie żałowałem.
Właściwie – przez następnych pięć lat, co jest według mnie
maksimum dla supergwiazdorstwa, będę pewnie kręcił jeden
film rocznie, aż odejdę z branży. Albo aż dostanę naraz
cztery propozycje, którym po prostu nie będę mógł odmówić. W
takim przypadku przyjmę wszystkie cztery.
Kamal Hassan zwolnił tempo, dlaczego ja nie mógłbym? Wiem,
że dziś wiele rzeczy ujdzie mi płazem. Oczywiście mógłbym
popaść w zachwyt nad sobą, ale stałem się bardziej
wymagający w stosunku do siebie. Próbuję dać publiczności
trochę więcej, niż oczekuje. Jeśli jakąś scenę można zagrać
na sześć sposobów, ja znajdę siódmy.
Otrzymanie Filmfare'a było bardzo pouczającym
doświadczeniem. Nasza publiczność przyznała mi nagrodę, z
której cieszyłem się jak z pierwszego brązowego medalu
zdobytego w szkole. Jestem im coś winien. Część moich
zarobków idzie na dobroczynność, a część mnie samego – do
nich. Mam zamiar powrócić po urlopie z nowymi zasobami –
jako nowy, ulepszony Shah Rukh Khan. A mogę tak zrobić tylko
jeśli będę starannie dobierał role, tak, jak to zawsze
robię.
Jak więc się stało, że nakręciłeś „Anjaam,” który tuzy
przemysłu określiły jako „Baazidarr,” niesmaczną mieszaninę
„Baazigara” i „Darr”?
Tylko mnie należy za to winić. Kręciłem jednocześnie
wszystkie te filmy i, jak myślę, niektóre środki wyrazu się
powtórzyły, choć robiłem szczere wysiłki, żeby uniknąć
podobieństw. Niektóre sceny usunięto, dla każdej z postaci
wymyśliłem inny zestaw cech charakterystycznych – tik
nerwowy w „Baazigarze,” jąkanie się w „Darr” i ruch ramienia
w „Anjaam.” Jeśli ludzie nadal uważają „Anjaam” za „Baazidarr,”
to świadczy, że jestem niekompetentnym aktorem.
Czy to był błąd, granie w tym samym czasie trzech
podobnych ról?
Był. Byłbym zadowolony robiąc tylko „Anjaam.” Aamir Khan był
pierwszym kandydatem Yashaji do „Darr,” a ja nadal uważam,
że powinien go nakręcić – ze względu na niego i całą branżę.
A Salman powinien był przyjąć rolę w „Baazigarze.” Wtedy
każdy z filmów byłby inny. Ja miałbym zdrową konkurencję i
nie byłbym wyłącznie odpowiedzialny za wprowadzenie nowego,
niepokojącego trendu (uśmiecha się).
„Anjaam” był naprawdę niepokojący. Naprawdę cieszyło cię
kręcenie tego filmu?
„Egzorcysta” mnie przeraził... „Anjaam” także. „Baazigar” i
„Darr” nie. Czy to jest odpowiedź na twoje pytanie? Kręcę
filmy także dla dzieci i nie chciałbym, żeby oglądały „Anjaam.”
Jest trochę zbyt makabryczny. Ale właściwie, choć to ja
jestem tym złym, to nie robię naprawdę przesadnie złych
rzeczy. Inni bija ciężarną kobietę i wyrywają kawał ciała,
ja tylko policzkuję cztery razy Madhuri.
Jeden z twoich kolegów powiedział, że tylko
poszkodowanemu na umyśle bohaterowi mogło ujść płazem to, co
zrobiłeś w „Baazigarze” i „Anjaam.”
Ale ja nie uważam, żeby coś uszło mi płazem. Okay, śpiewałem
„Kaali kaali aankhen” w „Baazigarze,” ale na końcu 18 rolki
umarłem. Nie odchodziłem z dziewczyną tanecznym krokiem w
zachodzące słońce. W „Darr” i „Anjaam” także płaciłem za
swoje grzechy. Jednak nie narzekam: w wersji „Długiego
pocałunku na pożegnanie” Abbasa-Mustaana grałem adekwatnie
do sytuacji, w „Darr” byłem lekko nienormalny, a w „Anjaam”
po prostu żałosny. Odebrałem swoją lekcję. Wybaczę więc
mojemu koledze. Stałbym się niebezpieczny, gdyby powiedział,
że ktoś, kto gra trzy role naraz jest poszkodowany na
umyśle.
Wygląda na to, że dziś każdy aktor chce grać negatywne
role.
Nie nazwałbym moich ról w „Baazigarze,” „Darr” czy „Anjaam”
negatywnymi: bohaterowie byli bardziej ludzcy, mniej
heroiczni. Widziałem wszystkie filmy hollywoodzkie, których
bohaterowie są szarymi postaciami - „Pacific Heights,
Sypiając z wrogiem, Milczenie owiec, Przylądek strachu.
Przebudzenie”... (wybucha śmiechem) odpukaj w niemalowane,
mam nadzieję, ze nikt nie planuje wersji hindi!
Pudło! Czy Arbaaz Khan nie został zaangażowany do roli
czarnego charakteru w remake'u „Sypiając z wrogiem”?
Każdy może zagrać rolę negatywną. Chodzi tylko o to – czy są
tak dobrzy jak ja? Chyba będę to oglądał z podniesionymi
brwiami. Najpierw będą musieli odbyć spacer do kosmetyczki
(śmieje się w głos). Moja twarz nie jest tak gładka jak
Salmana ani tak śliczna jak Aamira. Wyglądam w porządku, jak
przeciętny facet, więc łatwo mi jest wejść w dowolną rolę,
nigdy nie będę zaszufladkowany. Mój wiek także działa na
korzyść. Mogę być połączony w parę i z aktorką starszą
stażem i z debiutantką, nie wyglądając śmiesznie. Także
intensywność, z jaką grywa się tego typu role przychodzi mi
w sposób naturalny.
Ale ta „trylogia” już wystarczy. Jestem chyba najbardziej
„potłuczonym” aktorem w branży. Każdy z bohaterów miał
okazję stłuc mnie na kwaśne jabłko, nawet bohaterki używały
wobec mnie młotków i kleszczy. Ale już dość, ustanowiłem
trend, niech inni go kontynuują.
Jakie role chciałbyś teraz grywać?
Chciałbym zagrać Jamesa Bonda... zrobić film w rodzaju
„Gliniarza z Beverly Hills.” Nie, nie w stylu „Jalwa,” moja
wersja będzie inna, poczekaj, a zobaczysz. Także ciekawy
byłby „Rain Man.” Intensywny, pełen emocji, z polem do
popisu dla dobrego aktorstwa. Chciałbym również nakręcić
film o bokserze. Łubudu, świetne sceny akcji. Dałbym się
zabić, żeby móc nakręcić film w rodzaju tych, które robi
Jean Claude Van Damme, napakowany akcją. Wszystkie punkty
szczytowe filmu to byłyby walki. Wiesz co? Choć grałem
negatywne role, nie trzymałem jeszcze broni.
W „Karan Arjun” grasz świetnego strzelca.
Tak, ale ciągle ćwiczę strzelanie do celu. Pomijając to,
naprawdę podoba mi się praca z Rakeshem Roshanem. Raz jestem
typowym bohaterem filmu hindi, bez ustępstw. Śpiewam,
tańczę, uśmiecham się, płaczę i skaczę z dachu. Świetna
zabawa.
A co z „Mr. Guddu”? Słyszałam, że uczysz się skakania ze
spadochronem do sceny finałowej.
„Mr.Guddu” to film w stylu Rajesha Khanny. Gram mężczyznę
umierającego na raka. Szloch, szloch i jeszcze trochę
szlochów. Na szczęście finał wywołuje ciarki na plechach...
a ja byłbym przeszczęśliwy mogąc skakać ze spadochronu, ale
Gauri mi nie pozwoli. Kiedy tylko się dowiedziała, zakazała
mi kategorycznie choćby zbliżać się do samolotu. A wiem, że
mógłbym to zrobić.
W „Deewana” musiałem nakręcić niebezpieczny przejazd
samochodowy. Wszyscy byli sztywni ze strachu, ale ja byłem
pewien, ze nikomu nic się nie stanie. Oczywiście, czasami
moje szczęście się ulatnia. W „Darr” nadwerężyłem sobie
ramię, a w „Kabhi Haan Kabhie Naa” prawie straciłem oko przy
kręceniu prostego przejazdu na rowerze.
Twoja ryzykowna decyzja o dystrybucji „Kabhi Haan kabhie
Naa” w Bombaju opłaciła się. Zajmiesz się teraz dystrybucją
filmów?
Postanowiłem, że jeśli dystrybucja „Kabhi Haan Kabhie Naa”
przyniesie zyski, zainwestuję je w dystrybucję „O Darling
Yeh Hai India” i może też „English Babu Desi Mem.” W ten
sposób zyskam pewność, ze żaden film nie ma zawyżonej ceny,
a producent dostaje uczciwy udział w zyskach. Te filmy są mi
bardzo drogie, a zyski, jeśli się pojawią, powinny zostać w
rodzinie.
Twoja twarz zdominowała plakaty „Mayi,” bo byłeś
najbardziej sprzedawalną gwiazdą w obsadzie. Czy będziesz
się uciekał do takich samych sztuczek przy dystrybucji „O
Darling...”?
To będzie zależało od tego, jaka będzie wtedy moja pozycja.
W filmie jest około 60 postaci, ale akcja krąży wokół Javeda
Jaffri, który jest uosobieniem bohatera filmu hindi, choć to
moja postać nazywa się „Bohater,” a Deepa Sahi jest „Miss
India.” Oni grają znaczące role, ja także. Nie widziałbym
więc niczego złego w tym, żeby moja twarz dominowała na
plakacie. Jeśli będę sam rozprowadzał film, muszę myśleć jak
businessman. „O Darling...” to bardzo barwny film,
oszałamiający wizualnie. Z dużą ilością piosenek i tańca.
Indyjskie „West Side Story.”Jeśli ja nie pomogę go sprzedać,
kto inny to zrobi?
Tłumaczenie: Mowilka
©
Tekst chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|