Miłość nas utrzyma przy życiu.
Wywiad dla Filmfare’a, luty 2010
Autor: Anuradha Choudhary
Shah Rukh Khan opowiada Anuradzie Choudhary o „My Name Is
Khan” i kontrowersjach, które go prześladują.
Naprawdę, z tego zbudowane są marzenia. Chudy żółtodziób
znikąd, nie mający nic prócz pewności, że będzie rządził
swoim przeznaczeniem. Dwadzieścia lat później stoi przed
nami jako największy gwiazdor w tym kraju. To moja chwila
objawienia się bóstwa. Siedzę wygodnie na przedpremierze w
Shah Rukhowym Mannacie. To jest marzenie, które dodaje
skrzydeł. Nie potrzebujesz nawet rakiety, żeby polecieć w
stratosferę. Czasami trzeba ci tylko wizji. I wiary, że
jesteś najlepszy. Zapytaj Shah Rukha. On robi to już od
dwóch dekad. Czy można tu jeszcze coś poprawić? Dla tych z
nas, którzy nigdy nie wątpili w nasze mordercze skłonności,
jest on jaśniejącym przykładem tego, co może osiągnąć ludzki
umysł.
Tak, otacza go szczególna aura świetności. Spędź z nim 10
minut, a dotrze to do ciebie. Dodaje polotu twoim marzeniom.
Nie, on inspiruje cię żebyś marzył. Dziś jest to jasne dla
każdego, kto tylko potrafi patrzeć, że energii, która
sprawiła, że Shah Rukh wydaje się być stworzony do wyższych
celów, jest wciąż pod dostatkiem. Nawet i dziś to praca jest
jego napędem. „Ta gorączka pracy nie jest koniecznością, to
sposób życia,” mówi sącząc kawę. „To jest jak oddychanie.
Nie siadasz specjalnie, żeby oddychać, po prostu oddychasz.
Przestań, a umrzesz. Naprawdę uważam aktorstwo za sprawę
duchową. Jestem najszczęśliwszy kiedy pracuję. Wszystko, co
jest we mnie najlepszego dochodzi do głosu, kiedy gram.”
Nic dziwnego, że jest taki ożywiony. Znowu, po dziewięciu
latach, pracuje w zespole z Karanem Joharem i Kajol. Za
chwilę premiera „My Name Is Khan.” A my czekamy, żeby magia
przeniknęła do naszych zmysłów. On to wie. I szykuje się na
falę masowej histerii. Właśnie teraz, cokolwiek zrobi,
wywołuje zainteresowanie. Założył konto na twitterze i w
ciągu kilku dni dwa tysiace ludzi zarejestrowało się jako
jego zwolennicy. Licytuje graczy do swojej drużyny
krykietowej i robią się z tego nagłówki gazet. Aura jaką
otoczony jest Shah Rukh Khan narasta w ciągu minuty.
Siada wygodnie, podczas gdy żona Gauri i córka Suhana
wchodzą i wychodzą z pokoju. Podczas naszej dwugodzinnej
pogawędki jest równie szczery i otwarty co do swoich
niewypałów jak dumny z hitów i szczęśliwy mogąc wprowadzić
cię w sam środek kontrowersji które otaczają go jak rój
świetlików orazwyjawia te momenty aktorstwa, które go
określają.
Oto wyjątki:
Dlaczego właściwie wszedłeś na twitter?
Którejś nocy gawędziliśmy z Karanem i on zapytał mnie,
dlaczego nie jestem na twitterze. Nalegał, żebym się
zarejestrował i zrobiłem to. Karan natychmiast to ogłosił i
nagle okazało się, że z miejca mieliśmy jakieś 900
zwolenników. Szczerze mówiąc, byłem onieśmielony. Problem z
człowiekiem uprzejmym jakim jak ja polega na tym, że kiedy
ludzie mówią, „cześć, jak się masz, strasznie się cieszę, że
tu jesteś,” chciałbym im przynajmniej za to podziękować.
Następnego dnia Karan powiedział mi, że mamy 2000
zwolenników. Nie wiedziałem, co powiedzieć.
Założeniem było nie rozmawianie o filmie, choć, szczerze
mówiąc, pytali. Ale promocja filmu to promocja filmu, to i
tak będzie się działo. Nie jestem na twitterze po to, żeby
zadawać pytania zmuszające do myślenia, po to, żeby ludzie
je komentowali. To moje miejsce w którym mogę wszystkim
powiedzieć cześć. Tak, raz czy drugi mogę się wypowiedzieć w
jakiejś sprawie, jak to zrobiłem w przypadku hokeja, ale
głównie chodzi o kontakt z ludźmi. Głupio się czuję mówiąc
na twitterze o moim filmie. Mógłbym tak robić właściwie
przez cały dzień, bo tam logowało się 1200 osób na minutę.
Ale nie chcę tego. Chciałem stworzyć najbardziej rozrywkową
platformę w internecie.
Ale kiedy wypowiedziałeś się na temat hokeja,
zmobilizowało to ludzi, żeby coś w tej sprawie zrobić.
Słuchaj, rozgłos wokół tej opinii będzie duży. Kiedy
aktor wypowiada się w takiej kwestii, przyciąga uwagę opinii
publicznej. Ale czy ty myślisz, że ludzie podejmą temat
tylko dlatego, że akurat X ma takie przekonanie? Gdybym
postanowił jutro się tym zająć, wywołałoby to wielkie
zaciekawienie. Ci, którzy wierzą w tę sprawę podążyliby za
mną. Ale sądzisz, że ktoś nie zainteresowany tematem nagle
zmieniłby zdanie? Nie wydaje mi się. Teraz dostęp do
informacji jest tak powszechny, komunikacja tak szybka, że
tak naprawdę pozostaje nam bardzo niewiele realnej władzy.
Jeśli więc dziś podejmę temat hokeja, ludzie będą o tym
mówić. Ale jeśli jutro zacznę mówić o bilardzie, to on
stanie się ciekawostką dnia. Dziś nieustająco szukamy nowych
informacji. To dlatego tak popularne są portale
społecznościowe, jak facebook czy twitter. Albo
uaktualnienia w Blackberry. Po co to robisz? Bo będziesz nie
na czasie, jeśli tego nie zrobisz? Czy ja jestem do tyłu,
jeśli mój twitter nie zmienia się co dwie godziny? Gdzieś
podskórnie tak bardzo boimy się, że nasze informacje się
zdezaktualizują, że nieustająco poszukujemy nowych. Nasza
realna władza zmniejsza się, a nasz głód informacji rośnie
tak bardzo, że naprawdę musi być wyjątkowy powód, musisz
mieć niepowtarzalna opinię i wyjątkowy zespół ludzi, żeby w
dzisiejszych czasach być zauważonym.
Czy to odnosi się też do filmów?
Tak, oczywiście. Nie ma już trzy tygodniowych hitów.
Zapomnij o srebrnym i złotym jubileuszu. To samo jest z
książkami. Jaką znasz książkę z ostatniego czasu, która była
hitem nie do pobicia? Gdzie jest współczesny James Hardley
Chase czy Agata Christie? Dziś raczej mówią, przeczytałem
Billa Brysona, przeczytałem Paulo Coehlo. Skończyłem Milana
Kunderę. Co dalej? Kto następny? Dan Brown już wypada. Żywot
myśli na półce jest bardzo krótki.
Czy to cię przeraża, kiedy zastosujesz to do filmów? Jak
powiedziałeś, nie ma już trzytygodniowych hitów. Czy to
utrudnia aktorskie życie?
Widzisz, kiedy ja trafiłem do branży, nie było już
złotych jubileuszy. Przetrwałem obchodząc srebrne. Po pięciu
latach mojego grania w filmach nie było już srebrnych
jubileuszy, były kryształowe. Przeżyłem i to. Potem były
tylko trzytygodniowe filmy, a ja przetrwałem grając w nich.
A teraz filmy wyświetla się przez tydzień i muszę dawać
sobie z tym radę. Wkrótce będą trzy dniowe filmy a ja nadal
dam radę przetrwać. Dzieje się tak, bo dziś ludzie szybciej
dostają informacje. Pamiętam, że osiem miesięcy po premierze
„Baazigara” pojechałem do Mysore. A jego premiera dopiero
miała się odbyć. Na plakatach było napisane, do obejrzenia
jutro. Dziś film pojawia się na youtube w piątkowy wieczór.
Szybkość, z jaką informacja dociera do ludzi, jej
przyswojenie jest takie, że wciąż pytasz – co teraz, co
dalej? Dychotomia filmowa polega na tym, że kiedy to tempo
było niewielkie, graliśmy w 12 filmach rocznie. Teraz, przy
takiej szybkości rozchodzenia się informacji, kręcimy 2
rocznie. Właściwie powinno być odwrotnie.
Jak sobie radzisz z tym gorączkowym rytmem?
Każdy żyje jak w gorączce. Nie robię nic szczególnego.
Wcześniej było tak, że ja udzielałem ci wywiadu, ty go
zapisywałaś. Potem następował okres dojrzewania i wreszcie
magazyn lądował w kioskach. Teraz mówię „cześć” w jakimś
kanale telewizyjnym, jest to natychmiast transmitowane i już
dzwonią ludzie, żeby powiedzieć, że mnie widzieli dziś w
telewizji. A ja nawet nie skończyłem jeszcze udzielać tego
wywiadu. A zanim zacznę mówić coś dla następnego kanału, już
odbieram telefony „widzieliśmy twój wywiad.” Teraz rozmawiam
z tobą. Za chwilę będzie twit „Hej, spotkałam się z Shah
Rukhiem Khanem.” Informacja się ukazuje, zdjęcia już idą w
świat. O fakcie już wiadomo, zanim stał się oficjalny.
Ludzie już wiedzą, ze Kajol i Shah Rukh udzielają wywiadu
dla Filmfare'a i że świetnie się bawili podczas sesji
fotograficznej. Gdzieś pomiędzy wierszami możesz jeszcze
dodać swojej informacji trochę pieprzu, jeśli chcesz, żeby
dotarła do ludzi. Większość informacji się teraz pokrywa,
więc szczyptą pieprzu może być to, że Kajol i Shah Rukh
robią dla Filmfare'a pierwszą sesję od 9 lat. Musisz
wykreować wydarzenie. A skutkiem tego wszystkiego jest to,
że enigmatyczność jaka kiedyś otaczała gwiazdy, powoli
znika. Ale ja jestem z tego zadowolony
Naprawdę? Jesteś zadowolony?
Nigdy nie chciałem być zagadkowy. W nadchodzących latach
stanie się tak, że aktorzy będą po prostu zawodowcami, jak
to jest na Zachodzie. Nie będą już pół bogami. Bo są tacy
osiągalni (śmieje się cicho). Tak więc to ja skończę jako
ostatnia z wielkich gwiazd. Ale tak, magia gwiazdorstwa
ulatnia się. Nie miałem żadnego problemu z tym, żeby założyć
sobie konto na twitterze. Ale spróbuj na to namówić pana
Dilipa.
Kajol powiedziała, że mimo, że jest wokół ciebie
nieziemska aura, to kiedy się ciebie spotyka, jesteś
absolutnie skromny. Według niej ludzie mówią też, sprzyja mu
dobry los, ale on był bardzo inteligentny i zmienił ten
dobry los w niewiarygodne przeznaczenie.
Widzisz, mam wszystko w takiej obfitości, że czuję się
onieśmielony aż do poziomu zażenowania, kiedy to sobie
uświadamiam. To tak, jak czasami naprawdę, naprawdę piękne
osoby czują się zawstydzone swoim pięknem. Czują się
niezręcznie z tym nadmiarem, jaki mają. W zależności od
mojego humoru i od poziomu zażyłości, jaki mam z daną osoba,
mówię ludziom dwie rzeczy. Komuś takiemu jak Kajol mogę
powiedzieć, że jestem dość wielki, żeby być skromnym. Ale
jeśli coś takiego powiedziałbym innej osobie, mogłaby mnie
zapytać, jak możesz mówić, że jesteś najlepszy? Takim więc
ludziom mówię, że nie jestem dość wielki, żeby być skromnym.
Na szczęście mam niezłe poczucie humoru, którym pokrywam
wszystko to, co mi się przytrafiło z powodu kąśliwych żartów
albo upokorzeń, neutralizujących gwiazdorską aurę.
Mówią, że aura cię poprzedza. A ta aura powinna być taka,
żeby ludzie czuli się przy tobie swobodnie. Nie powinna być
onieśmielająca. Twoja aura powinna być taka, że kiedy kogoś
spotykasz, powinien czuć się wniebowzięty i chcieć znów się
z tobą zobaczyć. Pamiętam, jak pewnego razu krykiecista
Imran Khan rozzłościł się na mnie i wypalił mi tym dziurę w
sercu. Byłem dzieckiem i mama zabrała mnie na mecz. Stałem
tam, żeby zdobyć jego autograf, ale on miał paskudny dzień i
wrzeszczał na wszystkich w zasięgu wzroku. Więc stało się
tak, że kiedy poprosiłem go o autograf, stanąłem na linii
ognia i na mnie też się wywrzeszczał. Miałem mu to za złe
przez bardzo, bardzo długi czas. Kiedy już sam byłem dorosły
i znany, spotkałem go, gawędziłem z nim i opowiedziałem mu
tamten incydent. Powiedział, że drużyna przegrywała, a
presja bycia jej kapitanem sprawiła, że tak się zachował.
Imran Khan był moim bogiem, ale tamtego dnia byłem
zdruzgotany. Sam nigdy bym tego nie zrobił. Nigdy nie
zezłościłem się na fana. Widzisz, czasami każę m czekać,
czasami godzinami, czasami latami. Ale uważam, ze jeśli nie
jesteś wart, żeby na ciebie poczekać, nie jesteś wart
gwiazdorstwa. Nigdy nie pozwoliłbym, żeby fan czekał, a
potem odszedł rozczarowany.
Czym jest więc według ciebie gwiazdorstwo?
Gwiazdorstwo dla mnie to nie wrzeszczące tłumy, ale ta
chwila, kiedy odchodzę, a fani robią mi przejście. Wiele lat
temu, kiedy ABCL wywoływała wielkie zainteresowanie,
poszedłem na spotkanie z Amitemji w biurze ABCL w Juhu. Ja
też byłem już gwiazdą. Miałem na koncie „Baazigara,” „Darr”
i „Dilwale...” Wszedłem do biura, a na zewnątrz tysiące
ludzi ustawiało się w kolejkach czekając na Amitabha
Bachchana, który ma się spotkać z Shah Rukhiem. Wszedłem do
środka, a kiedy spotkanie się skończyło, Amitji z galanterią
poszedł odprowadzić mnie do drzwi i o ile pamiętam, sam też
wyjeżdżał. Jak wymagała grzeczność, poprosiłem go, żeby
poszedł przodem. Te tysiące ustawione na zewnątrz zaczęły
krzyczeć i wrzeszczeć. Amitji wsiadł do samochodu i kiedy
tylko samochód ruszył przesuwając się o kilka centymetrów,
tłum spokojnie rozdzielił się i zrobił przejazd. Potem
podjechał mój samochód i ludzie runęli na niego ze
wszystkich stron, bębniąc w okna i ciągnąc za klamki. To
wtedy uświadomiłem sobie, czym jest prawdziwe gwiazdorstwo.
Jesteś wielką gwiazdą, kiedy potrafisz uciszyć wrzeszczących
ludzi, kiedy koło nich przechodzisz.
Czy kiedyś zostałeś porwany przez własne gwiazdorstwo?
Nie. Każdego dnia budzę się myśląc, że dziś już na pewno
zostanę gwiazdą. Nawet teraz, kiedy mam w domu całe piętro
oddane na studio, mogę kręcić, dubbingować i montować filmy,
a mimo to nadal rozsiadać się i odpoczywać we własnym domu,
wciąż nie wierzę, że jestem gwiazdą. Chciałbym, żeby to
wiedział każdy młody. Kończę jedno ujęcie i natychmiast w
głowie pojawia mi się myśl, co z następnym. Nie możesz wciąż
żyć swoim ostatnim ujęciem, ostatnią opowieścią, ostatnim
hitem. Nie możesz zadowalać się ostatnim wyrazem twarzy, bo
drugi raz go nie przybierzesz. Usain Bolt nie może spocząć
na laurach po swoim wyniku 9,62 w sprincie, bo następnym
razem to może być za mało.
Lubię nosić moje gwiazdorstwo jak t-shirt, nie jak smoking.
Nie jest dla mnie żadną wyjątkową okazją. Czuję się w nim
bardo dobrze. Nie chcąc brzmieć pompatycznie mogę
powiedzieć, że dobrze się nosi, dobrze mi się w nim śpi,
myje zęby, biega, bawi z dziećmi. Nie mógłbym przeżyć mojego
życia, gdybym nie był gwiazdą. Mogłyby się zdarzyć dni,
kiedy nie mógłbyś założyć smokingu. Mógłby być akurat w
praniu, czy prasowaniu, ale podkoszulek jest zawsze pod
ręką. Mogę go założyć nawet kiedy jest pomięty, czy jak
tylko mi się podoba. Zrezygnowałem z noszenia gwiazdorstwa
jak smokingu już dawno temu.
Dobrze. Czego się spodziewasz po „MY Name Is Khan”?
To kawał dobrej historii. Mam pewne zastrzeżenia co do
sposobu, w jaki została opowiedziana. Ale nauczyłem się już,
żeby nie ufać mojemu instynktowi w tych sprawach. Dawniej
moje przewidywania co do tego, co się spodoba, a co nie tyle
razy się nie sprawdziły, że teraz nauczyłem się nie ufać
własnemu osądowi. W MNIK są fragmenty, według mnie
niewłaściwe. Na przykład, ja wolałem, żeby było więcej
zabawy, ale Karan wybrał dramatyzm. Tak, mieliśmy trochę
rozbieżności zdań, ale i tak myślę, że to była jedna z
najlepszych ról, jakie mi kiedykolwiek zaoferowano.
I z głębi serca dziękuję Kajol, że zgodziła się zagrać ze
mną w tym filmie. To bardzo dziwne, ale mam takie uczucie,
że każdy film, w jakim ze mną zagrała, „Dilwale...,” „Kuch
Kuch Hota Hai,” pisany był dla Kajol, nie dla mnie. Karan
też mi mówił, napisałem ten film dla Kajol, ale poradziłeś
sobie i dobrze się spisałeś. Ale tym razem mogę naprawdę
powiedzieć, że film powstał z myślą tylko o mnie. I uważam,
że nie wypaliłby, gdyby Kajol tak świetnie w nim nie
zagrała. Moją rolę mogę wziąć i zawiesić choćby na szczycie
Wieży Eiffla, a ludzie i tak dostrzegą przede wszystkim jej
występ. Czasami w filmie jest tak, że postać wspomagająca
głównego bohatera musi być bardzo wyrazista, żeby bohater
mógł wypaść jeszcze mocniej. W MNIK to, co zrobiła Kajol
jest znakomite.
Karan Johar też jest znakomity. To w ogóle nie wygląda na
film Karana Johara. Ciągle mu mówiłem, zrób wreszcie coś
innego, a teraz zrobił coś tak innego, że nawet ja się
przestraszyłem. Bardzo się cieszę, że Karan podszedł do
sprawy bardzo serio, posłuchał rad i zrobił wielki film,
który jednak jest inny. Zrobić film jak MNIK i zmieścić się
w 6 crore, to przeciętny wyczyn, ale wpakować w niego 80-90
crore, to śmiała decyzja i trzeba mieć do tego jaja. Kiedy
zobaczyłem film zdałem sobie sprawę, że Kajol i Karan
zmówili się, żeby promować mnie. To tak jakby cała ekipa
ludzi zebrała się, żeby Shah Rukh mógł zagrać rolę, jakiej
jeszcze nie grał. Wszyscy byli pod wrażeniem. To prawdziwy
pokaz tego, co prawdopodobnie potrafię jako aktor. Myślę, że
raz na zawsze ludzie przestaną mówić, że ten chłystek wcale
nie gra. A jeśli nadal będą tak mówili, pogodzę się z tym,
że widać rzeczywiście nie umiem grać.
Traktujesz poważnie takie opinie?
Nie biorę tego na serio. Jak chodzi o moje aktorstwo,
jestem bardzo pochłonięty sobą i bardzo pewien tego, co
robię. Ale nie lubię słuchać takich rzeczy. O co ci chodzi,
kiedy nie przestajesz powtarzać, że nie umiem grać? Co mam
zrobić? Zmienić włosy? Przyciemnić się? Doczepić sobie wąsy?
Zapuścić brodę?” Przecież zagrałem w „Chak De! India” i
„Swades,” prawda?” Myślę, że „Om Shanti Om” też był dobrze
zagrany. To wtedy mówią, żebym się trochę zmienił fizycznie.
Do OSO wyrobiłem sobie six packa, prawda? A do któregoś
kolejnego filmu mogę również przytyć. Nigdy nie słyszałem,
żeby amerykański aktor, a prawdę powiedziawszy, jakikolwiek
inny aktor, mówił o swoim aktorstwie. Ale tutaj ta sprawa
ciągle wisi mi nad głową. Występ Amitabha Bachchana w „Paa”
jest jednym z najwspanialszych, jakie kiedykolwiek
widziałem, ale on zagrał to tak na luzie. Czemu aktor ma
robić szum wokół swojego aktorstwa? Czemu ja miałbym robić z
mojego grania profesję tak bardzo serio i czemu mam
opowiadać, że traktuję to śmiertelnie poważnie. Cieszę się
moim aktorstwem i uwielbiam brać je lekko. Przez połowę
czasu ludzie powtarzają mi, że pracuję ciągle z tymi samymi
twórcami i w kółko kręcę romanse. A kiedy robię coś innego,
wracają z kina i mówią, że powinienem nakręcić opowieść o
miłości.
Czy nie uważasz, że skoro Kajol, Karan i ty zeszliście
się znowu po tak wielu latach, oczekiwania publiczności
wzrosły i będą po MNIK spodziewali się kolejnego „Dilwale”
czy „Kuch Kuch”?
Zanim Kjol i ja zrobiliśmy „Dilwale,” wystąpiliśmy razem
w „Baazigarze” i „Karan Arjun.” Wtedy więc nie
spodziewałabyś się, że nakręcimy DDLJ. Podobnie teraz, nie
spodziewasz się MNIK. Ale i tak myślę, że zaakceptujesz film
całym sercem. Pamiętam, że na premierze „Dilwale” siedział
obok mnie Ratan Jain i nagle powiedział mi, że spodziewał
się, że zrzucę Kajol z mostu. Nawiązywał do sceny z
„Baazigara.” Powiedział, że ludzie będą rozczarowani, bo
właśnie tego oczekują. A moja logika była taka, czemu nie
mają zaakceptować czegoś nowego? Powiedział, dla twojego
dobra, obyś miał rację. Pamiętam, że na premierze to Salman
pierwszy powiedział mi, „To jest hit” Teraz mogłem
powiedzieć, nie spodziewałaś się, że zrobię coś takiego,
oczekiwałaś, że zacznę śpiewać, ale nie zacząłem. Ludzie
mogą mówić, e tam, nie zaśpiewał piosenki, a potem powiedzą,
ale to, co zrobił też nie jest złe.
Czułeś chemię pracując z Kajol po raz pierwszy po
dziewięciu latach?
Ludzie mówią o chemii pomiędzy nami. Ile razy kręcę
jakąś scenę, a Kajol patrzy na mnie, obserwuje tylko, czy
według niej robię to ładnie. I ja też obserwuję ją tylko
wtedy, kiedy robi to ładnie. Nieodmiennie, zawsze kiedy
Kajol i ja prosimy o dubel, to dlatego, że Kajol obraca się
i mówi, nie, Shah Rukh może zagrać to lepiej, albo ja mówię,
Kajol może zrobić to lepiej. Jest jedną z niewielu aktorek,
z którymi pracowałem, która śledzi moją pracę bardziej niż
swoją własną. I ja obserwuję jej pracę bardziej niż własną.
Jest taka dziwna troska o siebie nawzajem. Kiedy zobaczyła
MNIK była spokojna, że zagrałem dobrze. Tak jak i ja byłem
spokojny, że ona zagrała dobrze. Jesteśmy odpowiedzialni o
występ tego drugiego w filmie. To cała chemia między nami.
Pewnego dnia była przemarznięta i nie zagrała swojej sceny
dobrze. Powiedzieliśmy więc, skończmy na dziś. Nigdy nie
spotkałem aktora, który przychodzi i mówi przepraszam, że
spaprałem ujęcie. To było bardzo miłe. Kajol nie musiała
mówić, „Przepraszam cię.” Pracowałem już z aktorami, którzy
powinni przeprosić, że w ogóle grają. Ale ona przychodzi i
mówi, „przepraszam.” Ja nigdy nie przepraszałem reżysera.
Wiem, że przejmowała się tym, że ja uważałem, że dla mnie to
będzie duży film. A znowu ja uważałem, że skoro ona nie
planuje zagrać w niczym przez następne dwa lata, niech to
będzie najlepszy film, jaki nakręciła. Zawsze chcę, żeby
moje filmy były dobre. Ale nie wiem, czy często życzę jak
najlepiej komuś innemu w filmie. To te dobre życzenia
przekładają się na tak zwaną chemię.
Okay, zmieniając temat. Farah Khan zmieniła front. Czy to
cię zirytowało?
Tak, przez jeden dzień. I to tylko dlatego, że uważałem,
że powinna mi wcześniej powiedzieć. Bo planowałem film.
Siedziałem w domu i przez trzy miesiące nic nie robiłem.
Oczywiście, zadziałało to na moją korzyść, bo mogłem skupić
się na „Ra1.” Więc te sprawy się zneutralizowały. Ale
powinienem wiedzieć wcześniej. Jednak ona mi powiedziała, że
sama dowiedziała się tego wieczoru. Cóż, trzeba akceptować
ludzi takich, jakimi są. Zawirowania w sprawach zawodowych
nie irytują mnie. Gdyby było inaczej, byłbym zły, że nie
nakręciłem „Slumdog Milionaire” i „3 Idiots.” Powinienem
bardziej się wkurzać, że nie zagrałem w tamtych filmach, niż
że nie kręcę filmu z Farah. Szczęście innych ludzi nie
denerwuje mnie. Jeśli ma ją uszczęśliwić to, co robi teraz,
nie będę się irytował. W pewnym sensie jestem na to zbyt
wielkoduszny. To ją uszczęśliwia, więc podjęła właściwe
decyzje. Przywiązywała dużą wagę do tego, żeby być reżyserem
i producentem z dużą własną firmą. Jej mąż napisał
scenariusz, a Akshay Kumar jest znakomitym aktorem żeby
zagrać w tym filmie. Czytałem scenariusz, jest słodki. Jako
przyjaciel Farah mogę się tylko cieszyć.
Ale musi boleć, kiedy coś takiego robią przyjaciele...
Zranić mogą tylko ludzie, którzy są ci bliscy. Inni się
nie liczą. Osobiście nie jestem zraniony. Jestem odporny na
takie sprawy. Ale w kategoriach biznesowych uważam, że mogła
powiedzieć mi to wcześniej. Widzisz, nie mogę dyktować
ludziom, co mają robić. Sądzę, że jest szczęśliwsza
podejmując taką decyzję. I ja jestem szczęśliwy, ze ona to
robi. Jak mógłbym nie cieszyć się szczęściem przyjaciółki?
Jako reżyserka, choreografka, scenarzystka, ma bardzo silną
osobowość. I pracując dla naszej firmy radziła sobie z tym
wszystkim znakomicie. Może nie jest dobrze oczekiwać, ze
będzie robiła to ciągle dla naszej firmy.
Generalnie pozostaje wrażenie że ona obraziła się i
odeszła ?
Nie. To jest wrażenie, które ona sprawiała. Jej
scenariusz nie był gotowy. Nie wiem dlaczego ona zawsze
uważa, że ja chcę robić jej filmy na szarym końcu. Ale nie
była zdenerwowana. Tak, robiąc to czuła się okropnie. Ale
widzi też swoją przyszłość w byciu producentką. I zgodnie z
logiką dbania o własne interesy uważa, że nie powinna
zapraszać mnie do współpracy ze swoją firmą producencką, bo
prosiłaby o zbyt wiele. Chce stworzyć dużą firmę. Inshallah
któregoś dnia zaprosi mnie do pracy w niej. Wciąż czytam, że
trzymałem ją w niepewności. Ale fakty są takie, że jej
scenariusz nie był gotowy.
Podobno spotkałeś Salmana Khana na pokładzie samolotu...
Nie, nie spotkałem. Spotkanie oznacza powiedzenie cześć.
Widziałem go. Nie lubię ignorować ludzi, więc nie spotkałem
się z nim oko w oko. Nie lubię wrogości i konfliktów. Nie
chcę przebywać w jego bliskości. Ale szczerze uważam, że to
miły gość. Myślę, że już pogodziliśmy się z faktem, że nie
jesteśmy dla siebie stworzeni. Jesteśmy jak dwie proste
równoległe. Biegniemy blisko siebie, ale się nie spotykamy.
Nie myślimy w podobny sposób. W swoim kosmosie on jest
bardzo, bardzo miłym człowiekiem, w moim kosmosie ja jestem
dobry. Jesteśmy ludźmi dobrymi na inny sposób, a nie
podobnie dobrymi ludźmi. Widzisz, ja bardzo dużo zawdzięczam
jemu i jego rodzinie. Za całą dobroć, jaką mi zawsze
okazywali, mogę mu tylko dobrze życzyć. Uważam, że źle się
zachowałem idąc na czyjeś przyjęcie i tracąc zimną krew. Nie
powinienem tego robić. Jak dla mnie najbardziej żenujące
było to, że musiałem usiąść naprzeciwko moich dzieci i
wyjaśnić im dlaczego 43-letni facet, ich ojciec, który uczy
ich, żeby nie walczyły, wdał się w walkę.
Z Aamirem też zawarłeś pokój?
Nie byłem z nim w stanie nie-pokoju. Nie miałem z nim
zatargów. Gdzieś w podtekstach myślę, że on miał problem z
moim poczuciem humoru, więc staram się hamować. Czasami
widzę, że on zaczyna sobie żartować. Jeśli on to robi, to i
ja sobie wtedy pozwalam. W miarę jak dojrzewa, staje się
trochę drażliwy na punkcie statusu, jaki powinien mieć w
świecie. A naprawdę uważam, że jest on największą gwiazdą w
tym kraju. I ja nie widzę tu problemu. Jak mówi moja żona,
jeśli twoje poczucie humoru, kogoś wyprowadza z równowagi,
to zamknij się. Więc przeprosiłem. Nie umiem ranić ludzi.
Może drażniłem się z nim trochę za często. Teraz czasami do
mnie dzwoni, gawędzimy. Sprawa IMPAA (Indian Motion
Producers Association strajk stowarzyszenia przeciwko
działaniom multipleksów pomógł zjednoczyć środowisko –
przypisek mój) oczyściła atmosferę. Odwiedził mnie wtedy.
Zaprosiłem go na „Khana.” Przyjdzie jeśli będzie miał
ochotę.
Szczerze uważam, że my, trzej Khanowie, mamy różne tempo w
życiu. Możesz biec tą samą trasą, możesz być w tym samym
pokoju, ale twoje tempo myślenia, twoje tempo pracy, życia,
może być zupełnie inne. Nigdy nie będziesz mieć wspólnej
płaszczyzny, jeśli nie masz tej samej szybkości. My mamy
kompletnie różne tempo. Wspaniale jest, jeśli otaczają nas
ludzie tej samej szybkości lub jeśli inni akceptują naszą
szybkość, lub nabieramy tej samej szybkości, co ktoś inny.
Ale żaden z nas według mnie nie zgadza się na dostosowanie
swojego tempa pod innych. Tak więc nasza trójka biegnie
każdy swoim własnym szlakiem. I filmy w których gramy mają
dokładnie tak samo. Nasze osobowości zobaczysz w filmach, w
jakich gramy.
Dogadałeś się też z Amarem Singhiem, jak się
dowiedzieliśmy.
Tak. Podszedł do mnie i był bardzo miły. Zawarliśmy więc
pokój. Pokazał sporą klasę. Byłem na „Paa.” podszedł i
przywitał się. I powiedział, „To już teraz przeszłość,
prawda, zapomnijmy o tym. Jak się mają twoje dzieci?” Ja się
zachowuję urazy do ludzi ani nie uprzedzam się do nich.
Nawet nie siedzieliśmy w tej samej sali. Pomyślałem, że z
jego strony to bardzo miłe, co zrobił. Jak dla mnie sprawa
jest teraz wyjaśniona.
Nie można oprzeć się uczuciu, że w branży panuje teraz
klimat anty-Shah Rukhowy. Czy to cię niepokoi?
Jak to mówią, czerń jest nową bielą. Podobnie,
anty-shahrukhowość jest nową pro-shahrukhowościa. Nie
lubienie mnie to aktualny kaprys. Musisz zrównoważyć to, co
lubisz z tym, czego nie lubisz. W tym sezonie jest moda na
nie lubienie mnie. Ale nie mam z tym problemu. Co roku
ogłasza się, że albo starszy albo młodszy aktor jest lepszy
ode mnie – i rzeczywiście są. Nigdy nie mówiłem, że nie są.
Są niesłusznie porównywani do mnie. Nieważne, czy to Amitji
czy Akshay. Ile razy trafia się rok, w którym ktoś ma kilka
hitów, mówi się, że o nim, że „pojechał Shah Rukhiem”.
Popatrz jak wdrożyłem wszystkich do moich standardów. Stałem
się punktem odniesienia. Nie jestem ani młody ani stary, ale
jestem zestawiany z jednymi i drugimi. I to mi odpowiada.
Jak długo tak robią, tak długo jestem na szczycie.
Tłumaczenie: Mowilka
Ogromne podziękowania dla Wryddhyy za tłumaczenie kwestii w
hindi.
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"