Dlaczego nie pytacie Priyanki Gandhi,
czy chce zacząć występować w filmach?
Shah Rukh Khan jako gościnny
redaktor naczelny Times of India
Wywiad z Filmfare’a z marca 2006
roku
Autor: Shashi Baliga
„Myślałem, że jedynym sposobem na to, by znaleźć się na
pierwszej stronie Times of India, jest zdobycie Filmfare’a
dla najlepszego aktora. Teraz odkrywam inną drogę” –
uśmiecha się szeroko Shah Rukh Khan, kręcąc się dookoła
własnej osi na krześle naczelnego w Times of India. SRK nie
tylko zrobił to pierwsze i pojawił się na głównej stronie
TOI 28 stycznia 2006 roku roku. Dokonał tego także, kiedy
został gościnnym redaktorem naczelnym na jeden dzień.
To była jeszcze jedna rola dla aktora, jeszcze jedna okazja
do pochwał. Jak zawsze w przypadku Króla Khana, okazała się
wartym każdego grosza przedstawieniem. Przedłużone show
wypełnił porządną dawką humoru, emocjami, efektami
wizualnymi (dwa razy wyłączono światła!), dorzucił nawet
ofertę tańca i piosenki. Siedząc u szczytu masywnego stołu w
sali konferencyjnej TOI, dopytywał: „Pomyślelibyście o mnie
gorzej, gdybym teraz wstał i zatańczył na tym stole?”. Oto,
w jaki sposób aktor poradził sobie z przewidywalnym
pytaniem: „Dlaczego tańczysz na weselach?” Majestatyczna,
wyłożona drewnem tekowym sala konferencyjna, której
powietrze ciężkie jest zazwyczaj od poważnych debat, nie
była nigdy świadkiem czegoś takiego.
Cięte uwagi i śmiech po prostu nie ustawały, dziennikarze
TOI wypełniający pokój zasypywali go gradem pytań, a
gościnny naczelny spędził tyle samo czasu na udzielaniu
odpowiedzi na nie i na przygotowaniu gazety. Bo przecież
jaki dziennikarz przepuściłby szansę zadania pytania królowi
Bollywood? Przeczytajcie o poglądach SRK na świat...
Dlaczego nasze filmy nie są lepsze?
Powiedział to, zanim zrobił to ktokolwiek inny – „Wiem, że
są ludzie, którzy mówią, że wszystkie filmy hindi są
bzdurne, ze skakaniem, tańcem i śpiewaniem, kompletnie bez
klasy”. Ale filmy są istotnym przejawem rozrywki w Indiach.
I powstało wiele dobrych, łącznie z tymi innych językach
indyjskich, jak wiadomo.
Poza tym – kto powiedział, że Hollywood nie ma swojej
własnej masali? Popatrz na „King-Konga” – wielka małpa
zakochuje się w dziewczynie; czy to nie jest dziwaczne?”.
Przyznaje jednak: „Naprawdę musimy pracować nad pewnymi
aspektami. Uważam, że nasze filmy są zbyt długie; powinniśmy
robić krótsze, zrezygnować z intermission. Pisanie
scenariuszy wymaga większej fachowości. Ale powinniśmy
zachować piosenki i tańce – to nas wyróżnia”.
Czy możliwe jest, by ktoś spoza środowiska stał się
kolejnym Shah Rukhiem Khanem, skoro wokół jest tyle dzieci
gwiazd?
„Kiedy się pojawiłem, niepokoili mnie ojcowie, którzy pchali
swoich synów do przemysłu. Ale teraz, kiedy sam także jestem
ojcem, lubię takich” – chichocze. A potem, bardziej serio:
„Ale nie przypisujmy wszystkiego synom gwiazd. Ostatecznie
nic poza filmem się nie liczy. Jeśli twoje filmy robią
klapę, nie będzie cię na plakatach. Lubię przypominać sobie,
że moich jedenaście Filmfare’ów otrzymałem za filmy.
Odniosłem sukces, ponieważ nie dałem sobie alternatywy w
postaci porażki. Nie miałem rodziców, wsparcia. Musiałem
tego dokonać. I naprawdę wierzę, że jeśli pracujesz
wystarczająco ciężko, otrzymasz to, na co zasługujesz. Kto
wie, następna gwiazda to może być jakiś Kukreja albo Tuli,
jest taka możliwość, podczas gdy rozmawiamy o Khanach i
Kapoorach”.
Czy filmy hindi gloryfikują przemoc? Zrobiłby jeszcze raz
„Darr” czy „Baazigar”?
„W „Baazigar” zrzucam dziewczynę z dziesiątego piętra. Ale
jestem pewien, że każdy mężczyzna w tym pokoju chciał to
pewnym momencie zrobić z jakąś dziewczyną... no, może
wolałby z dwudziestego” – żartuje. Na co jedna z
dziennikarek ripostuje: „Każda kobieta czuła prawdopodobnie
to samo w stosunku do jakiegoś mężczyzny!”. SRK potwierdza z
uśmiechem i kontynuuje: „Tak naprawdę to wszystko jest
bardzo subiektywne. Czy dziś, będąc ojcem dwójki dzieci
uważam, że w „Baazigar” jest dużo przemocy? Nie. Czy
nakręciłbym „Darr” jeszcze raz? Być może nie. Ale jak
wspomniałem, to bardzo indywidualne. Nie mogę powiedzieć, że
powinno się oglądać tylko filmy Yasha Chopry wypełnione
żółtymi kwiatkami”.
Jak sądzi, dlaczego jest tak popularny wśród dzieci?
„Może dlatego, że prezentujemy ten sam poziom umysłowy...
albo dlatego, że traktuję ich jak dorosłych. Rozmawiam z
nimi w dokładnie taki sam sposób, jak rozmawiałbym z
dorosłymi – albo z redaktorami TOI” – uśmiecha się od ucha
do ucha.
Przypomina sobie: „Wiesz, kiedy pracowałem w teatrze w Delhi
z Barrym Johnem, występowaliśmy przed pięćsetką hałaśliwych,
okropnych bachorów, i powiedzieliśmy, że jeśli uda nam się
utrzymać ich uwagę, to znaczy, że dobrze graliśmy. Nasz
sposób grania wtedy musiał być wyrazisty. Dziś, kiedy ludzie
oskarżają mnie o efekciarstwo i przesadę, mówię im, że po
prostu inwestuję w dzieci, które będą dorosłymi za
trzydzieści lat”.
Czy możemy porozmawiać o rolach otrzymywanych przez
łóżko?
Niestety, odpowiada: „Z nikim nie sypiam!”. A potem obśmiewa
„casting couch”. “To naprawdę staromodne. Seks w branży jest
bujny; każdy robi to z każdym, ale w większości za zgodą,
nie dla ról. Jesteśmy zadowoleni, że wszyscy ciągle gadają o
otrzymywaniu ról przez łóżko, ponieważ to pozwala nam bawić
się na całego, tak jak chcemy!”.
Czy chciałby się zakotwiczyć w Hollywood?
„Pojechałem do Los Angeles reklamować „Paheli”. Nigdy nie
próbowałem promować tam siebie, ponieważ to byłoby
poniżające dla branży, która uczyniła mnie tym, kim jestem.
I bądźmy realistami” – uzasadnia. – „Jeśli któregoś pięknego
dnia wyląduję w Los Angeles, nie przybiegnie Steven
Spielberg: „Hej, Shah Rukh jest tutaj!”, nie poleci mnie
obsadzać. Dlaczego, do licha, miałby to robić, jeśli może
mieć Brada Pitta czy Toma Cruise’a? Chociaż kobiety z Indii
mają łatwiej, bo proponują Zachodowi egzotykę”.
Jak to się stało, że nie miałeś żadnych międzynarodowych
ofert, skoro Aishwarya Rai i Mallika Sherawat miały?” – pyta
człowiek od przepisywania tekstów. Wypowiedzi Shah Rukha
prawie nie słychać pośród wybuchów śmiechu: „Przepraszam,
nie mam tego, co one. Ale się staram. To dlatego wystąpiłem
w reklamie Luxa!”.
Jak filmowcy w naszym społeczeństwie, które staje się
coraz mniej pobłażliwe, radzą sobie z narzuconym zakazem
palenia na ekranie czy absurdalnymi protestami przeciwko
wykorzystywaniu zwierząt w filmie?
„Nie będziemy palić, teraz będziemy na ekranie tylko pić i
używać narkotyków. I nie będziemy pokazywać jazdy konnej,
teraz będziemy ujeżdżać tylko ludzi” – tak brzmi uszczypliwa
replika. „To niedorzeczne. Nikt mi nie będzie mówił, ile
gołębi może być w danej scenie. Będzie tyle, ile uznam, że
potrzebuję. Ludzie lubią po prostu zdobywać rozgłos dzięki
nam, bo jesteśmy bardzo łatwym celem”.
Hmmm, a co z plotkami, że użył Janpath nr 10*, by poniżyć
innych aktorów?
Odpowiedź jest typowa dla SRK: „Naprawdę myślicie, że
potrzebuję Janpath nr 10, by kogokolwiek upokorzyć?”. Potem
przechodzi do wyjaśnienia: „Widzicie, jestem bardzo
apolityczny. Zawsze pokazywałem moje filmy panu Vajpayee**
(którego bardzo szanuję), a także pani Gandhi. Ale nikt na
to nie zwracał uwagi. Teraz zaczęło się gadanie na ten temat
i pytania, czy dołączę do świata polityki, ponieważ Priyanka
Gandhi odwiedziła mnie w domu. Dlaczego nie pytają, czy
Priyanka czy chce zacząć występować w filmach?”.
Minione zmory półświatka. Jak sobie z tym radzi?
SRK jest całkowicie szczery: „Otrzymywałem telefony. Mógłbym
utrzymywać, że byłem bardzo dzielny, ale nie wstydzę się
przyznać, że czekałem, aż to się skończy. Zrobiłbym, co
byłoby trzeba, żeby tak się stało. Byłem gotów się czołgać,
przepraszać, ale nie przebłagiwać ich czy zrobić coś, co
mogłoby ostatecznie zaszkodzić mnie i mojej rodzinie.
Stosowałbym wszystkie możliwe wymówki, by nie pracować w ich
filmach – cokolwiek, poczynając od kontuzjowanego kolana, a
kończąc na ciąży żony. Cały czas po postu utrzymywałem
kontakt z moim zespołem prawników”. Ale nie da się na długo
zahamować poczucia humoru SRK; dodaje: „Telefony ustały po
„Phir Bhi Dil Hai Hindustani” i „Asoce”. Dlatego że prosiłem
wtedy o pieniądze każdego, kto do mnie dzwonił!”.
Jaka jest jego opinia o prawie sław do prywatności w
otoczeniu rozpowszechniającej się kultury paparazzi?
„Ty musisz robić swoje, a ja muszę chronić moją prywatność.
Jeśli nie będę chciał, by coś zostało nagłośnione, po prostu
zrobię to w Chinach” – to odpowiedź Shah Rukha. Aktor, który
zawsze utrzymywał, że naruszenie prywatności jest małą ceną
za bycie gwiazdą, i że mu to nie przeszkadza, spogląda w
przyszłość: „Kultura paparazzi i „bollywoodyzacja” newsów
postępuje coraz bardziej (nie sądzę, żeby spacer Hrithika
Roshana i Shah Rukha Khana po Bandrze był wydarzeniem). Będą
dni, kiedy media będą górą. Ale na metę to się może
skończyć, jak sądzę, sytuacją podobną do tej w Hollywood,
gdzie ludzie zaczęli sprzedawać prawa do publikacji zdjęć ze
ślubów czy zdjęć narodzonych dzieci. Będzie tak: „Chcesz
moje zdjęcie? Zapłać”. Szybka pauza, a potem: „Wiecie co? Im
dłużej o tym myślę, tym bardziej podoba mi się ten pomysł!”.
* Janpath nr 10 – 10 Janpath to adres oficjalnej siedziby
szefa Partii Kongresowej (Indyjskiego Kongresu Narodowego) w
Delhi. Obecnie jej liderem jest Sonia Gandhi. Shah Rukh jest
w dobrych stosunkach z rodziną Gandhi.
**Atal Bihari Vajpayee – minister spraw zagranicznych,
premier, działacz Bharatiya Janata Party, opozycyjnej wobec
Kongresu.
Tłumaczenie: GosiaJG
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"