Wejdę na golasa na plan filmu Yasha Chopry
Wywiad zamieszczony w Hindustan Times 25 czerwca 2011 roku
Autor: Prashant Singh
Wiedzieliście, że Shah Rukh Khan nawet nie znał scenariusza
„My Name Is Khan” przed rozpoczęciem zdjęć? Supergwiazda
mówi, że nigdy nie pyta swoich przyjaciół – filmowców o tę
kwestię.
Właśnie wyprodukowałeś musical rozgrywający się w szkole
średniej, „Always Kabhi Kabhi”. Mówisz też z wielkim ciepłem
o swojej szkole (Świętego Kolumbana w Delhi). Czy dzięki
produkcji wróciłeś do swoich szkolnych czasów?
W mojej szkole panowały bardzo surowe zasady. Należała ona
do irlandzkich zakonników. Byli wspaniałymi, ale
jednocześnie bardzo surowymi nauczycielami. Codziennie
dostawałem lanie. Myślę, że dziś to już niedozwolone. Ale
mnie tłukli codziennie z powodu długich włosów. Co tydzień
byłem wysyłany ze szkoły do pobliskiego fryzjera, by obciąć
włosy, i to dlatego moja fryzura nigdy nie stała się lepsza.
To było bardzo zawstydzające, przy całym zgromadzeniu.
Irlandzcy braciszkowie wywoływali mnie swoim srogim głosem;
„Podejdź tutaj”. I byłem natychmiast instruowany: „Idź w dół
do Gole Market i obetnij włosy”. Zjawiałem się tam wcześnie
rano, a on ledwie widział na oczy i miał śmierdzący oddech.
Pierwszą rzeczą, o jaką mnie pytał, było: „Strzyżemy na
Dharmendrę czy na Amitabha?”. Pamiętam, że (aktorka) Amrita
Singh była wtedy w Delhi, moją przyjaciółką. Czasem szedłem
z nią popływać. Kiedyś byłem pod wodą po strzyżeniu u tego
fryzjera, i gdy wypłynęliśmy, powiedziała: „Nad wodą
wyglądasz okropnie, ale pod wodą – przerażająco”. Ale kiedy
patrzę na Aryana i Suhanę, uświadamiam sobie, że w
dzisiejszych czasach w szkole jest bardziej swobodnie. W
mojej nie mógłbyś wagarować.
Podobno prawie nie sypiasz ostatnio z powodu pracy?
W ogóle śpię bardzo niewiele. Mam problemy ze snem. Mam
wrażenie, że życie gdy śpię, życie mi ucieka. Przespać życie
– to stracić je. Oczywiście inna sprawa, że wszyscy mi
mówią, że skoro jestem aktorem, powinienem się wysypiać, by
dobrze wyglądać itd. Ale nigdy w to nie wierzyłem. Teraz
jestem rzeczywiście zajęty przy post-produkcji „Ra. One”.
“Always Kabhi Kabhi” było promowane przez reżysera, Roshana
Abbasa, i ekipę. W rzeczy samej przykro mi chwilami, że nie
mogłem aktywniej działać przy tym filmie.
Mówiłeś ostatnio o chęci nakręcenia romantycznego filmu.
Naprawdę brakuje ci tego teraz?
Zawsze wydawałem się sobie dziecinny i młody, ale teraz
czasami czuję się dziwnie, robiąc pewne rzeczy, które dobrze
mi wychodziły w przeszłości. Muszę przekonać samego siebie,
że nadal mogę je robić i coś osiągnąć. Pamiętam takie
wydarzenie z planu „Om Shanti Om”. Kręciłem ważną scenę
miłosną z Deepiką (Padukone) i ciągle prosiłem Farah Khan:
„Czy możemy zrobić to ujęcie bardziej z oddali, bo czuję się
nieswojo?”. Dialog szedł jakoś tak: „Moje serce cię
kocha...”. Nie wiem, skąd się wzięła na nieśmiałość; może
pojawiła się dlatego, że tyle razy mówiłem te same rzeczy w
innych moich, wcześniejszych filmach.
Co się dzieje z twoim filmem z Yashem Choprą?
Kiedy tworzę coś z ludźmi, z którymi współpracuję od lat,
nie pytam nawet, co robią. Osiągnąłem w życiu stadium, w
którym potrzebuję przyjaciół robiących ze mną filmy. A
Yash-ji to ktoś więcej niż przyjaciel. Poza tym, że jest
największym filmowcem w historii Indii, jest także mentorem
i wspaniałym człowiekiem. Więc kiedy mówi: „Synu, przyjedź,
musimy zrobić film”, zawsze odpowiadam: „Oczywiście, ji,
tylko daj mi znać”. Zadzwonił do mnie kilka dni temu i
powiedział: „Nigdy nie wpadniesz”. Zapytałem, jaka jest
sprawa, a on rzekł: „Posłuchaj przynajmniej, o czym będzie
film”. Odpowiedziałem: „Jaki zrobisz, taki będzie, ja w to
wchodzę”. Więc zapytał, w jakim stroju wchodzę. „Wchodzę na
golasa, ty ubierzesz mnie, w co zechcesz” – odrzekłem.
Poproszę o więcej szczegółów.
Mogę zapewnić, że to będzie wielki film Yasha Chopry. Ale
jeszcze nawet nie mam pojęcia o obsadzie. Ciągle czytam o
Kajol albo Katrinie... (śmiech). A na przykład nie wiem, czy
oni robią ten film, czy nie. Adi (Aditya Chopra) także
zapytał mnie parę dni temu: „Kiedy zaczynamy?”.
Odpowiedziałem: „Ty mi powiedz, kiedy chcesz, byśmy zaczęli,
a ja się zjawię”. Zdaje mi się, że chcą zacząć w
listopadzie. Kochany Yash-ji zapytał: „Powinniśmy zacząć w
twoje urodziny?”, a ja powiedziałem: „Zacznij w moje
urodziny, w twoje – wchodzę w to”.
Odmówiłeś udziału w kilku dobrych filmach, takich jak „Munnabhai
MBBS”, „Lagaan”, „Slumdog Millionaire” czy ostatnio w „Ek
Tha Tiger”...
Każdy film ma swoje własne przeznaczenie. Zawsze odczuwałem
bardzo silny, duchowy związek z filmami. Zrezygnowałem z
wielu takich, których mogłem być częścią. Ale nie wystąpiłem
w nich – czasem z powodu ego, czasem dlatego, ponieważ nie
podobała mi się czyjaś gęba, a czasem dlatego, że nie
rozumiałem filmu. Każdy z nich jest wspaniały. Ale kiedy je
oglądam, nigdy nie odczuwam zawiści czy zazdrości, nigdy nie
myślę: „Boże, powinienem w nim wystąpić”. Wierzę, że każdy
film ma ludzi do niego przypisanych.
Ale chyba wciąż wszystko układa się dla ciebie
pozytywnie.
Na początku przyjechałem do Mumbaju zirytowany i rzuciłem
się w wir pracy. I nie wiedziałem, co się działo. Wciąż nie
wiem, co mi się przydarza. Mam wielki dom, firmę
produkcyjną, a poza tym status megagwiazdy. Ale nie mam
pojęcia, jak to się stało. Nie wiem.
Rok 2011, z premierami „Ra. One” i Dona 2”, zapowiada się
dla ciebie znakomicie.
Zarówno „Ra. One”, jak i „Don 2” to szczególne filmy. Dzięki
temu pierwszemu mam nadzieję wprowadzić na indyjskie ekrany
zaawansowane technicznie produkcje. A „Don 2” jest
wyjątkowy, ponieważ zrobiłem go, kiedy zmagałem się z urazem
ramienia, zastanawiając się, czy dam radę nakręcić film
akcji. Teraz skończyłem pracę nad jednym i drugim – to fajne
uczucie. „Ra. One” jest efektowny pod względem technicznym,
a „Don 2” będzie bardzo mocny – nazywam go filmem macho. Mój
syn lubi, kiedy gram zimnego i twardego faceta. I mam
nadzieję, że publiczności spodobają się obie produkcje.
Spotkałeś się z Martinem Scorsese i Leonardem DiCaprio w
sprawie „Xtrme City”. Co dalej?
Mam scenariusz „Xtrme City”, ale wciąż przez niego nie
przebrnąłem. Byłem zajęty „Ra. One”, „Always Kabhi Kabhi” i
IPL. Zamierzam więc teraz usiąść i go przeczytać. Tak,
spotkałem się z Martinem Scorsese i Leonardem DiCaprio w
Berlinie. Im, a także Paulowi Schraderowi, bardzo podoba się
scenariusz. Kilka dni temu wysłałem im maila, że zamierzam
go przeczytać, i mam nadzieję, że wszystko skończy się
pozytywnie.
Czy w tym filmie będzie grał Leonardo?
Nie mam w tej chwili pojęcia o dwóch sprawach – aktorkach,
które zagrają u Yasha Chopry, i aktorze mającym zagrać ze
mną w filmie Martina Scorsese.
A czy spotkałeś się z Vishalem Bhardwajem w sprawie „Two
States”? I czy to prawda, że robisz remake „Angoor” z 1982
roku z Rohitem Shettym?
Jeszcze nie spotkałem się z Vishalem. Czeka na mnie
cierpliwie, bo byłem zajęty w związku z post-produkcją „Ra.
One”. Nadal musimy popracować nad szczegółami i domknąć
ostatecznie scenariusz. Pracować z Vishalem – to byłby
zaszczyt. A skoro się z nim nie widziałem, nic nie wiem na
temat obsadzenia Asin. Właściwie z nikim się nie spotykałem.
Bardzo chcę zrobić coś nowego, czytać nowe scenariusze
różnych reżyserów, ale byłem teraz zbyt zajęty, szczególnie
przy „Ra. One”.
Martwisz się reakcją ludzi na „Ra. One” i jego wynikami
finansowymi?
Box office jest poza moją kontrolą. Możesz nakręcić
największy bądź najgorszy film – i nie wiesz, jaki będzie
rezultat. Jestem przekonany, że w filmach powinno się mówić
tylko dobre rzeczy o życiu. A wiara nie jest oparta na
wiedzy. Jest instynktowna, oparta na odruchach. Nie wolno
wątpić w swoje odruchy. Tak działam jako aktor i filmowiec.
Ponoszę porażkę o wiele częściej niż odnoszę sukces. Ale tak
długo, jak moje filmy mają szczęście – a nawet jeśli tracą
trochę pieniędzy – jest w porządku, ponieważ tak powinno
być. Faktem jest, że wszystkie filmy, jakie robię w mojej
firmie produkcyjnej, przyniosą zysk – i, Mashallah –
przynoszą. Więc jeśli jako aktor robię kilka filmów tylko
dla pieniędzy, mogę włożyć te pieniądze w takie filmy, które
nie zarobią wielkiej kasy. Nie zarabiam ani centa w mojej
firmie jako producent. Stworzyłem ją, by być
samowystarczalnym. Może zdarzyć się rok, w którym moje
wielkie filmy nie okażą się przebojami kasowymi, więc nie
będę miał pieniędzy na produkcję mniejszych. Ale jeśli
wielka produkcja, jak „Om Shanti Om”, dobrze się sprzedaje,
mogę wyprodukować „Billu”, który okazał się w pewnym sensie
dla nas udany – także, jeśli chodzi o finanse. Tak długo,
jak mam taką możliwość, tak będę działał. Jeśli nie - będę
robił bezpieczniejsze filmy. W mojej firmie pracuje
sześciuset ludzi i musimy im płacić za wykonywaną przez nich
pracę.
Tłumaczenie: GosiaJG
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"