Jestem reprezentantem liberalnych Indusów.
Wywiad dla Man's World, marzec 2010
Autor: Deepali Nandwani
Shah
Rukh Khan jest wyczerpany – częściowo, jak mówi, na skutek
fizycznych skutków podróżowania przez kilka miast, częściowo
z powodu napięcia emocjonalnego. Wystąpienie Shiv Seny
przeciwko niemu wywołane jego komentarzem na temat
wykluczenia pakistańskich graczy z rozgrywek IPL,
wypompowało go z sił. „Nie chcę żadnych więcej
kontrowersji,” mówi. „Chcę, żeby szum, czy to wokół moich
filmów, czy ILP ,wyciszył się. Ale wiem też, że skoro jestem
gwiazdą, to to nieodmiennie oznacza, że wszystko, co powiem,
trafia do mediów” Jednak teraz jest spokojniejszy, kiedy
spędza czas w otoczeniu rodziny, rozpatruje wszystkie
zadania związane z jego następnym filmem i po prostu cieszy
się sukcesem „My Name Is Khan,” który do trzeciego tygodnia
wyświetlania zarobił ponad 170 crore. W wywiadzie udzielonym
Deepali Nandwani Khan mówi o życiu po kontrowersji, IPL i
rozszerzaniu granic kreatywności.
Czy teraz, kiedy patrzysz wstecz, na wrzawę, jaką wywołał
MNIK, czujesz, że odebrałeś jakąś lekcję? Czy jest coś, co
zrobiłbyś inaczej?
Nie wiem, czy jest cokolwiek, co zrobiłbym inaczej wtedy,
czy w jakiejkolwiek podobnej sytuacji. Zdałem sobie sprawę,
że jestem człowiekiem dość wrażliwym, którego rani i
niepokoi, kiedy w jakieś kontrowersje wciągani są bliscy mu
ludzie. Cała ta sprawa MNIK/gracze z Pakistanu wpędziła mnie
w lekką depresję, po prostu dlatego, że nie do końca wiem, o
co chodziło. Czuję, że mogliśmy to załatwić inaczej, bo znam
dość dobrze Thackerayów, a zwłaszcza Uddhava-ji. Nauczyłem
się, że kiedy jesteś osobą publiczną, wszystko, co powiesz
lub zrobisz, może być wykorzystane. Nauczyłem się żyć ze
swoim gwiazdorstwem. Czasami reakcja na to co powiem czy
zrobię może być dobra, czasami mogą mnie czcić, a czasami
potępić. Trzeba po prostu trwać przy tym, w co się wierzy.
Im jestem starszy, tym bardziej zaika we mnie agresywność
mojej matki, a rozwija się cierpliwość ojca. Staram się
patrzeć na to filozoficznie. Spytałem syna, co o tym myśli,
a on powiedział, jeśli nie zrobiłeś nic złego, to zostaw to,
jak jest. I to właśnie robię, odpuszczam. Zawsze szczyciłem
się tym, że jestem wygadany, a teraz myślę, że ta sprawa
nauczyła mnie być cicho, wypowiadać się tylko w sprawach,
które dotyczą mnie.
Czy był taki moment, że kiedy brałeś pod uwagę presję,
pod jaką jesteś i pieniądze, jakie zostały zainwestowane w
film, kusiło cię, żeby odpuścić?
Dla mnie przeproszenie kogoś, to nie jest żadna sprawa
własnego ego, zwłaszcza jeśli chodzi o moich ludzi, rodaków
i kobiety. Czasami niechcący mogę kogoś zranić i nawet o tym
nie wiedzieć. I jeśli potem przyjaciel czy ktoś z rodziny
przyjdzie i powie mi, że zrobiłem coś nie tak, idę i
przepraszam. Tutaj jednak była kwestia: za co niby mam
przepraszać? Poza tym, nie żądano ode mnie przeprosin. Nikt
do mnie nie dzwonił, nie mówił, że mam to zrobić. Po pewnym
czasie po prostu poddałem się. Pomyślałem, jeśli premiera
„My Name Is Khan” nie odbędzie się, no to się nie odbędzie.
Powiedziałem moim partnerom, Karanowi (Joharowi) i Fox Star
Studios, że pokryję straty. Ale, z całym szacunkiem dla
partii Balasaheb (Thackeray) i Uddhavaji, naprawdę uważam,
że całe to nieporozumienie można było wyjaśnić.
Zraniło
cię to, że odmówiono ci patriotyzmu, prawda? Czy to jest
trudne do przełknięcia, kiedy kiedy każą ci zajmować
stanowisko w takich sprawach jak terroryzm lub udowadniać
własną świeckość?
Nie myślę, żeby ktokolwiek na serio mówił o mnie, że nie
jestem patriotą. Dla mnie nic nie znaczy jeśli nazywa się
mnie raz badshahem, raz nie-patriotą. W mojej głowie oba
określenia zajmują to samo miejsce – słyszę coś miłego,
czuję się dobrze, słyszę coś negatywnego, czuję się źle i
przechodzę nad tym do porządku dziennego. Patriotyzm według
mnie bardzo osobista sprawa. Czytałem artykuły w magazynach
i gazetach, w których nazywano mnie manipulatorem, złym
aktorem, nawet egoistą... czytam je i idę dalej. Zawsze jest
jakiś inny punkt widzenia.
Czy nie jesteś zły, że niezbyt wiele osób z branży
otwarcie wystąpiło z poparciem dla ciebie?
Ludzie filmu zachowali się raczej roztropnie trzymając się
od tego z daleka. Może z zewnątrz tak to nie wygląda, ale
jesteśmy grupa pragmatycznych, rozważnych ludzi. Miałem
telefony od ludzi z branży oferujących wsparcie, nie było
więc powodu, żeby wychodzili z nimi publicznie. Poza tym,
mumbajskie środowisko filmowe nie jest jednolitym tworem.
Dziewięćdziesiąt dziewięć procent nas chce po prostu mieć
spokój. Każdy chce po prostu w spokoju móc oddać film do
premiery w piątek. To nie jest strach czy brak dobrej woli.
Rzecz jest po prostu w tym, że im więcej z nas się w to
angażuje, tym bardziej skomplikowane to się robi i napędza
tych, którzy są przeciw.
Co powiedziałbyś tym fanom, którzy wbrew ostrzeżeniom
poszli do kin, żeby zobaczyć film w dniu premiery?
Pełen szacunek. Nie wierzyłem, kiedy ludzie mi mówili, „Shah
Rukh, są ludzie, którzy naprawdę idą za tobą.” Teraz wierzę,
że muszę być bardziej odpowiedzialny za moje czyny, myśli i
słowa. Uświadomiłem sobie (śmieje się), że jestem królem
świata! Ale na serio, wszyscy ci ludzie, którzy stanęli
okoniem wobec pogróżek Shiv Seny, łącznie z moją żoną i
dziewięcioletnią córką, które nigdy nie chodzą do kina,
sprawili, że czuję się bardzo pokorny.
Jaki jest w ostatnich latach główny czynnik, którym się
kierujesz przy wybieraniu ról? Niektórzy krytycy twierdzą,
że wybierając filmy takie jak „Chak De” i MNIK ustanawiasz
tożsamość współczesnego postępowego indyjskiego muzułmanina.
Czy tak to należy odczytywać?
To trochę za daleka interpretacja dla filmów, które kręcę.
Jestem po prostu filmowcem i aktorem, moją rzeczą jest
zapewnianie rozrywki. Kompletnie nie zgadzam się z takimi
analizami. Mogłyby one wywoływać jakieś podziały w branży, w
której takich podziałów nie ma. W „Rab Ne Bana Di Jodi”
grałem Punjabczyka, w „Chak De” byłem muzułmaninem. Ale
popatrz na to w ten sposób – i muzułmanie i sikhowie grają w
hokeja. Poza tym zauważ, że hokej jest grany głównie w
północnych Indiach. Kiedy Jaideep (Sahni) siadaliśmy do
pracy na d scenariuszem, ostatnią myślą było, dlaczego
bohater jest muzułmaninem. Nazwisko postaci wybierane jest
bardzo arbitralnie. Czasami nawet ośmiesza postać. Nie
sądzę, żeby tak to działało. Dla mnie ważniejszy jest mój
bohater niż religia, jaką wyznaje.
Oczywiście, mam swoje przekonania, które czasami przemycam w
filmach. Robię filmy z pewną wiarą, jak na przykład to, że
nie każdy muzułmanin jest terrorystą. Ale to powszechne
przekonanie, prawda? Uważa tak 90 procent obywateli tego
kraju, co sprawia, że jest to wiara uniwersalna i warta
tego, żeby zrobić o tym film. Moich osobistych przekonań nie
przekładam na rozrywkę. Nie skladam moimi filmami oświadczeń
w sprawach osobistych.
A więc mówisz, że nie ma tym jakiegoś programu... nie
starasz się sportretować bohatera – muzułmanina?
Nie, naprawdę nie, choć znam ludzi, którzy chcieliby tak
myśleć. Nazywają mnie oni twarzą współczesnych liberalnych
indyjskich muzułmanów. Wierzę, że jestem twarzą
współczesnego Indusa. Nie wierzę w rozgraniczenia religijne
i kastowe. To one dzielą nasz kraj.
Po raz pierwszy widzimy, że uprawiasz aktorstwo według
Metody... szurający krok i tak dalej. Jakie to było
doświadczenie?
Próbuję eksperymentować z doborem ról, jakie gram, bardziej
iść do przodu w tym gatunku kina, w jakim pracuję. Łatwo
jest nakręcić skromny film, jak „Paheli.” Nie inwestujesz w
to za dużo pieniędzy i jeśli nawet film nie sprzeda się za
dobrze, nie stracisz też zbyt wiele. Ale teraz chciałbym
robić podobny rodzaj filmów, ale na wielką skalę, z dużym
budżetem. Chciałbym robić filmy komercyjne o trochę
trudniejszych według mnie sprawach, rozwijać się jako aktor
i filmowiec. Myślę, że ludzie w jakiś sposób ufają w to, co
robię, o czym świadczy dla mnie sukces „Chak De,” „Rab Ne
Bana Di Jodi” czy MNIK. Mogę sobie więc pozwolić na odrobinę
ryzyka w doborze ról, może nie robić mrocznych filmów, ale
bardziej poeksperymentować. Chcę znieść różnice pomiędzy
kinem artystycznym a komercyjnym, co jest procesem na dużą
skalę i mogę w ponieść klęskę. Chcę też robić rzeczy, jakich
nie robiłem wcześniej, na przykład zagrać superbohatera. To
cholernie trudne...łatwiej jest wstać rano i ruszyć na plan
jakiejś kolejnej historii miłosnej. Ale nakręcenie filmu o
superbohaterze, w którym nieustannie przekraczasz granice
swojej fizyczności, jest bardzo trudne. Ale chcę to zrobić,
bo w ludziach w wieku mojej córki widzę moją przyszłą
publiczność. Oni są moją inwestycją na przyszłość, jeśli
chcę być w branży przez jeszcze jakieś 15 lat, a chcę.
Jesteś
otwarty na pracę z nowymi, młodymi reżyserami, którzy
obecnie nie mają do ciebie dostępu?
Każdy ma do mnie dostęp. Czytam dużo scenariuszy. Ale
czasami odrzucam scenariusz, bo opowieść jest zbyt
zakręcona. Czasami znowu podoba mi się historia, ale uważam,
że nie nadaje się na wielki ekran. Są takie teksty, które są
przeznaczone dla teatru. Są bardzo dobre, ale nie dość duże
na 70 mm taśmę. W filmach ze mną stawki są bardzo wysokie,
nie w kategoriach pieniędzy, ale kreatywności, czy skali na
jaką robiony jest film. Największy problem w tym, że
niektórzy młodsi reżyserzy nie rozumieją filmu jako medium.
Pierwsze dwa sezony IPL nie były dobre dla Kolkata
Knigt Riders. Spodziewasz się, że ten będzie lepszy?
Już gorzej być nie może. W tym roku mamy powód do
świętowania, bo nie możemy już spaść niżej. Co rano budzę
się z wiarą, że w tym roku damy radę wygrać IPL. Każdego
dnia odtwarzam sobie w głowie obraz nas niosących puchar.
Wiem, co jest w zespole nie tak, co jest dobrze ustawione, a
co trzeba jeszcze zrobić. Mamy dane wejściowe, chłopcy
ciężko trenują, to tylko kwestia czasu zanim pokażemy na co
nas stać.
Czy myślisz, że odejście Johna Buchanana będzie miało
pozytywny wpływ na zespół? I co z nieobecnością
Ricky'ego Pontinga?
Ricky jest ogromnym atutem każdego zespołu. Ale jest
osiągalny tylko na trzy ostatnie mecze. Gdyby mógł zagrać w
choćby połowie rozgrywek, byłby w naszym zespole. Nie
kupowanie go było decyzją techniczną. Co do Johna, to
musieliśmy coś czymś postanowić w jego sprawie. W ostatnich
dwóch sezonach byliśmy na siódmym i ósmym miejscu, więc jest
podstawa żeby zakładać, że albo zespół gra źle, abo jest źle
trenowany, albo zespół i trener ze sobą źle współpracują.
Dokonaliśmy zmian w zespole, kupiliśmy wielu młodych graczy,
ale to nie wywołało wielkiego zainteresowania. Problemem
Johna jest język i komunikatywność. Dużo rzeczy dzieje się
też na skutek plotkarskich mediów... gracze dowiadują się
tego i owego skądinąd. To rodzi problemy.
Najnowsza kontrowersja wybuchnęła wokół sponsorowania KKR
przez Lux Cozi. Sądzisz, że można było tego uniknąć?
Kontrakt z Cozi był czysto biznesowy, został zawarty przez
moich managerów. Chcieliśmy żeby to była znana miejscowa
firma z Kolkaty, a Lux Cozi jest bardzo znany w mieście.
Kontrakt został zawarty zgodnie z wszelkimi wymogami. Staram
się rozdzielać to co osobiste od tego co profesjonalne.
Miałem podejrzenia, że wynikną jakieś kontrowersje, ale to
żenujące, zadawać ludziom pytania osobiste. Rozdzielam
interesy od życia osobistego. W ten sposób prowadzę moją
firmę. Zdaliśmy sobie sprawę, że nasza decyzja zraniła
uczucia ludzi z Kolkaty, którzy są bardzo na tę sprawę
uwrażliwieni. A ja nie chcę już żadnych kontrowersji.
Czasami kiedy jesteś właścicielem na świeczniku, wszystko,
co robisz, rozdyma się do poza normę. Idea jest taka, żeby
nie nie tyle zarabiać na zespole, co grać czysto. W Kolkacie
bardzo kochają nasz zespół, więc jeśli choćby jeden procent
ludzi miało problem z tym kontraktem, to nie miałem wyjścia,
jak tylko go anulować. My straciliśmy trochę pieniędzy, oni
stracili twarz.
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"