Maratończyk– w biegu i zamęcie z Shah Rukhiem Khanem
Wywiad dla Filmfare'a, styczeń 2000r.
Autor: Jitesh Pillai
Jeśli inne gwiazdy są nią oczarowane, on ma z nią gorący
romans.
Z kamerą, rzecz jasna.
Obserwowanie wzajemnego iskrzenia Shah Rukha z jego
heroinami albo dopracowywania detali jego scen – jest czymś
niespotykanym w dzisiejszym kinie. Zaszczytem.
SRK żyje w innej przestrzeni. Jest szybki jak rozbłysk
światła, ma w sobie aktywność całego tłumu. Wszystko, co
mówi, jest okraszone efektami specjalnymi. Wydaje dźwięki,
które mają skalę od „whoooosh” do „crauuuugh”, „vrrrroom” i
„kahoooom”. Aż czujesz się winny, że nie masz aż tak
świetnego nastroju, jak on. Masz wrażenie, że jeśli schylisz
głowę do jego piersi, usłyszysz serce bijące w tempie 120
uderzeń na minutę.
„Pocałuję go” – oświadcza ledwie pełnoletnia dziewczyna
kręcąca się z przyjaciółkami na zewnątrz zatłoczonego studia
Mehboob, ryzykując życie i kończyny w nadziei, że SRK,
słynny ze swoich zmysłowych ust i brwi, spojrzy w jej
kierunku.
A on właśnie w tym momencie jest w środku finałowego ujęcia
pierwszego walentynkowego prezentu dla przemysłu od jego
firmy (Dreamz Unlimited) – „Phir Bhi Dil Hai Hindustani”.
Od jego zwykłego, codziennego, niedbałego kroku, przez
seksowne dołeczki aż po godną pozazdroszczenia karierę
filmową – SRK jest wręcz genetycznie zaprogramowaną gwiazdą
lat 90... uppsss, stulecia.
Rzeczywiście, w jego życiu wiele się wydarzyło. A zostanie
to udowodnione w dwutorowym biegu naszego wywiadu; który
wygląda mniej więcej tak:
Teraz, kiedy kończysz „Phir
Bhi Dil Hai Hindustani”, jak oceniasz to doświadczenie?
Z radością i dumą. Miałem niesamowitą zabawę, kręcąc ten
film. I zrobię to znowu i znowu, tylko popełniając mniej
błędów.
Cóż, jestem zmęczony, Juhi jest zmęczona. Warczymy na
siebie, ale też jesteśmy nieprawdopodobnie szczęśliwi. Tym
filmem poszerzyliśmy wszelkie nasze granice. Któregoś dnia
Dreamz Unlimited będzie tak wielki jak Dreamworks Spielberga.
I będziemy robić wyłącznie filmy, w jakie wierzymy.
Czy to film, który robicie,
tak na ciebie działa?
Tak, to film, który zacząłem robić. Jest mój. Nie jestem
samolubny. Uważa się, ze słowa jak „ja”, „mój” są samolubne,
świadczą o skoncentrowaniu na samym sobie. Ale ja je uważam
za bardzo, bardzo czyste. Kiedy Aryan mówi „mój tata”, moje
serce skacze z radości. Aryan nie jest samolubny, to jego
naturalna, czysta reakcja. I tak samo „Phir Bhi ...” jest
moim filmem. Mam go. Niezależnie od jego losów w box-office,
zawsze będzie wyjątkowy. Właściwie wszystkie moje 27 filmów
jest wyjątkowych. Nie robię między nimi rozgraniczeń. Ale „Phir
Bhi...” jest wyjątkowo specjalny. Kiedy będzie już po
premierze, Aziz (Mirza), Juhi i ja wrócimy do biura,
uściskamy się gorąco i wrócimy każde do swojego życia. Bo
zrealizowaliśmy nasze marzenia na ekranie. A potem zaczniemy
marzyć dalej.... i znowu zrobimy film. Inshallah!
Jak skomentujesz potajemny
ślub Madhuri?
Bardzo się ucieszyłem. Zadzwoniłem do niej i powiedziałem,
że musi szybko urodzić córeczkę, piękną jak ona sama, żebym
mógł ją ożenić z moim synem Aryanem. Oczywiście powiedziałem
jej też sporo nieprzyzwoitości, których tobie nie powtórzę.
Ha!
Czy czujesz się opuszczony,
kiedy wszystkie twoje ulubione partnerki – Madhuri, Juhi i
Kajol – wyszły za mąż i nie będą zbyt często pojawiać się na
ekranie?
Wszystkie te dziewczyny pracowały bardzo ciężko całymi
latami. Czas już odpocząć, wyluzować. Poza tym nie rezygnują
one całkiem z występów w filmie. Madhuri i Juhi wciąż ze mną
pracują.
Czy faworyzujesz właśnie je?
Tak. Madhuri była wielką gwiazdą, kiedy nakręciła „Anjaam”
ze mną. Ale nigdy, ani razu nie okazywała mi gwiazdorskiej
wyższości. Nie zapomnę, jak dzielnie podeszła do sceny, w
której miałem ją uderzyć.
Bardzo czekałem na zdjęcia z nią, czy to w „Koyla”, czy w „Dil
To Pagal Hai”, czy w filmie K.C. Bokadii, który wciąż czeka
na premierę. Najlepszy u Madhuri jest jej absolutny
profesjonalizm. I to, ze zawsze pomaga mi w tańcu. Wiem, ze
zawsze o mnie zadba.
Kiedy ostatnio kręciliśmy sekwencję taneczną do „Gaja Gamini”,
spaprałem ujęcie po prostu w wielkim stylu. Wtedy Madhuri
powiedziała, żebym szedł za nią i powtarzał jej kroki. Tylko
w ten sposób dałem radę to dokończyć. Madhuri jest
technicznie doskonała. Nigdy się nie myli.
A co z Juhi Chawlą?
Co ja mam powiedzieć o Juhi? (śmiech). To przy niej
zadebiutowałem jako bohater. Zanim zaczęliśmy kręcić „Raju
Ban Gaya Gentleman”, ktoś pokazał jej moje zdjęcia i
powiedział, że wyglądam jak Aamir Khan. Kiedy przyszła na
plan, rzuciła tylko na mnie okiem i wrzasnęła „Eeeeeeej, co
to za koszmar?”
Juhi nauczyła mnie spokojnego grania, tego, jak być
przekonującym bez przesadzania. Dzięki niej poprawiły się
moje zdolności komiczne. Najlepsze w niej jest to, że nie
jest nigdy zbyt pewna siebie. Jest w niej wielka wrażliwość
i podatność na zranienia. Nadal się denerwuje, kiedy ma
zagrać dłuższą scenę.
Z jej mężem Jaiem jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. On jest
prawdziwym gentlemanem. Dlatego założyłem firmę z nim i z
Juhi.
Juhi i Kajol są moimi przyjaciółkami. Mam w stosunku do nich
tak samo opiekuńcze uczucia, jak w stosunku do mojej
siostry, Lali Rukh.
Podobno Ajay Devgan nie
chce, żeby Kajol pracowała z tobą. Czy to prawda?
Słyszałem te bezsensowne plotki jeszcze przed „Kuch Kuch
Hota Hai”. Ale wystąpiliśmy razem w „Kuch Kuch...”, prawda?
Poznałem Kajol na planie „Baazigar”. Wrzeszczała na mnie od
pierwszego dnia. Uwielbiam ją. Kajol nie jest rzemieślnikiem
czy technikiem. Jeśli ma przekonanie do jakiejś sceny, zagra
ją. To może być najdziwaczniejsza scena, a ona nie tylko
zagra ją w wielkim stylu, ale jeszcze przekona cię do niej.
Gdybym miał młodszą siostrę, chciałbym, żeby była taka jak
Kajol.
Ok, wygłoś mowę oscarową na
temat swoich trzech partnerek.
Hmmm. Ok, zaczynam. „Chciałbym podziękować Madhuri, Juhi i
Kajol za pomocną dłoń, którą wyciągały do mnie w ciągu całej
mojej kariery. Dziękuję za pomoc... i że pomogły mi być
aktorem, jakim jestem dziś”. Jak to brzmi?
Jeśli mogę przypisywać sobie 10 procent zasługi za moje
sukcesy, to 5 procent z tego idzie na konto tych dziewcząt.
Najlepszą rzeczą w moich z nimi relacjach jest to, ze nigdy
naprawdę nie próbowaliśmy tworzyć jakiejś chemii. Po prostu
zaprzyjaźniliśmy się, szczerze, a nie dla wzajemnych
korzyści. I w ten sposób jeden film pociągał za sobą drugi.
Nigdy też nie dogadywaliśmy się na boku odnośnie naszych
filmów. Żadna z nich nigdy mi nie powiedziała: „Shah Rukh,
zastanawiam się nad tym i tym filmem, który będziesz robił.
Proszę cię, szepnij słówko za mną”. Dlatego też nigdy nie
było żadnych niesnasek. Dzięki Bogu nie było też choćby
cienia jakiegoś romansu. Z braku pożywki spekulowano o Kajol
i mnie, o Juhi i o mnie, ale wszystko to umarło śmiercią
naturalną.
Pewnie, że będę strasznie tęsknił za moimi partnerkami. To
dlatego teraz w reklamach romansuję z szamponami i
makaronami. Ha!
A więc dokąd podąża Shah
Rukh Khan?
Naprawdę nie mam jakichś celów. W kategoriach wartości
materialnych, filmów, ich produkcji – mam to wszystko. A
może nie mam? Rozumiesz mnie? Moje pryncypia są inne. Teraz
na przykład jestem baaaaaaaaaaardzo zajęty. Nie wiem –
przychodzę czy wychodzę. Nie wiem, czy jestem szczęśliwy,
czy nieszczęśliwy.
Na przykład dzisiaj. Kręcę z Adim (Choprą) „Mohabbatein” od
14.00 do 21.00. Potem siadam nad produkcją reklam do „Phir
Bhi Dil Hai Hindustani”, pewnie aż do świtu. Gdzie tu jest
czas na kontemplację i rozmyślania o życiu?
Jak więc ostatnio patrzysz
na aktorstwo?
Jak na przechodzenie przez ciemny tunel w poszukiwaniu
światła. To jak nagłe zrozumienie twoich najgłębszych,
najmroczniejszych sekretów, których nie zna nikt poza tobą.
Kiedy gram, to jakbym pokazywał publiczności lustro i
pozwalał im fantazjować. Mówię im, że życie może równie
dobrze właśnie tak wyglądać. Sprawiam, że mi wierzą.
Prowokuję do marzeń. Może dlatego właśnie, choć reklamuję
szampon antyłupieżowy, sam nigdy nie pokazuję, że mam
łupież. To byłoby okłamywanie publiczności. To dlatego muszę
być większy niż życie. Na przykład uwielbiam Sridevi, ale
nie chciałbym jej oglądać z wielkim pryszczem na nosie. To
wytrąciłoby mnie ze świata moich fantazji.
A jakie są w tym momencie
twoje troski?
Kłopot w tym, z nie mam czasu na zmartwienia. Mam za dużo
pracy. Nie zaglądam nawet do każdego z pokojów w domu. Ale
gdybym miał problem, automatycznie znalazłbym rozwiązanie.
Nie ma powodu się chmurzyć.
Jesteś teraz szczęśliwy czy
nieszczęśliwy?
Być może jestem człowiekiem bardzo nieszczęśliwym, dlatego
otaczam się taką ilością szczęścia. Moja żona, mój syn, jego
zabawki, moja firma producencka, moi filmowi partnerzy –
dają mi tak wiele radości i szczęścia.
Czy boisz się starzenia?
Ani trochę. Byłem bardzo dumny z pierwszego siwego włosa.
Teraz mam ich już dużo. Chciałbym się ładnie starzeć, mieć
tę wspaniałą, dostojną siwiznę. Ale powracającym koszmarem
jest ten, że budzę się rano i widzę, że ktoś obciął mi ręce.
To mnie przeraża.
Zawsze starasz się
wszystkich uszczęśliwiać. Czy to nie męczące?
Czemu miałoby być? Może to brzmieć jak zarozumialstwo, ale
mam tę możliwość uszczęśliwiania ludzi, wnoszenia światła w
ich życie. Jestem szczęśliwy, że stałem się integralną
częścią życia tak wielu ludzi, czy to zjadaczy chleba, czy
dziennikarzy, czy przemysłowców. Nagle czuję na sobie
odpowiedzialność.
Jesteś pewien, że to nie
zadowalanie własnego ego?
Nie chcę udawać Boga. Tego nie znoszę. Wolę spędzać czas
bardziej konstruktywnie, patrząc jak mój syn się bawi
autkami. Nie poluję, nie gram w karty. I w każdej minucie
uświadamiam sobie moją małość. Wystarczy, że popatrzę z okna
domu na przestrzeń morza i czuję się jak pyłek. To uczy
pokory.
Czy byłeś wiernym mężem? Czy
miałeś pokusy, żeby zejść z utartej drogi?
Tak, jak dotąd byłem wierny. Nie jestem stworzony do przygód
na jedną noc. To nie jest ani trochę fajne. Muszę być
zakochany w kobiecie, z którą sypiam. A jak dotąd, zakochany
byłem tylko w mojej żonie. Może to zabrzmi okropnie
prostacko, ale nadal uważam, że fizycznie jest wściekle
atrakcyjna i nie muszę szukać niczego gdzie indziej. Nie ma
więc w ogóle kwestii zdradzania Gauri.
W mojej sytuacji mam masę okazji. Chodzi mi o to, że święty
nie jestem. Nie jest to też sprawa usilnego trzymania na
wodzy moich impulsów seksualnych. Mnie tylko nie pociągają
inne kobiety. Koniec. I żeby być do końca szczerym, Gauri
nie musi się niczego obawiać. Nigdy w życiu nie przepytywała
mnie o żadne kobiety. Nie znam osoby szczęśliwszej od niej.
Jestem pewien, że inna kobieta na jej miejscu kompletnie
zgłupiałaby, będąc żoną gwiazdora.
Halo halo, podobno wystąpisz
w „Devdasie” Sanjaya Leeli Bhansalego?
Cóż, podobno mamy kręcić wspólny film. Nie wiem jeszcze, czy
to będzie „Devdas”. Może zainspiruję go, żeby zrobił
niesamowity film akcji ze mną w roli głównej. Coś pomiędzy „Devdasem”
a Jamesem Bondem. Ha!
Rzeczywiście Sanjay przyszedł do mnie, jeszcze zanim zaczął
kręcić „Hum Dil De Chuke Sanam”. Był niezadowolony, bo
powiedziałem, ze jego „Khamoshi” był zbyt hałaśliwy.
Czy jesteś skonfliktowany z
Ramem Gopalem Varmą?
Gdzieś o tym ostatnio przeczytałem. Nie ma w tym ani krzty
prawdy. Mieliśmy robić film z Ramu, na który zarezerwowałem
sobie czerwiec 2000 roku. Jeśli będzie miał do tego czasu
dla mnie scenariusz, zaczniemy kręcić. Proste!
Byłeś uważany za aktora lat
90, teraz mówi się już o tobie jako aktorze stulecia!
O rany, jak ten czas leci. Urodziłem się w 1965 roku.
Przyjechałem do Mumbaju dziewięć lat temu, a przez ten czas
tyle się wydarzyło. Pojechałem z moimi koncertami na Karaiby
i przyszły na nie tysiące ludzi. Drogi na przestrzeni
czterdziestu kilometrów były zatłoczone ludźmi, którzy
chcieli na mnie popatrzeć. W najśmielszych fantazjach nie
wymyśliłbym, że coś takiego mi się przytrafi.
Mumbai jest dla mnie synonimem nowego życia. To tu zarobiłem
mój pierwszy milion, to tutaj Aryan przyprowadzi do domu
pierwszą dziewczynę, tu się zestarzeję i w końcu umrę.
Mów, mów, ja słucham.
Kiedy czytam wypowiedzi różnych sław, które wymieniają
dziesięć rzeczy, za które nienawidzą tego miasta, uważam to
za dziwne. Ja w nim wszystko kocham. Nie miałbym dokąd z
niego się wynieść. To jak ten wers z „Dilwale Dulhania Le
Jayenge” – „Ab yahan se kahan jayen hum, teri baahon mein
mar jaaye hum”.
Czego więcej miałbym oczekiwać od życia? Może następnego
dziecka.
A na koniec – czy czułeś się
w tym mieście kiedykolwiek obco?
Kiedy przyjechałem do Mumbaju, chciałem nim rządzić. Dziś on
rządzi mną. Jak już mówiłem, dostałem tak wiele sławy,
miłości, pieniędzy. Z Delhi wiąże się wiele smutnych
wspomnień. Tam straciłem rodziców. Ale Mumbaj od razu wziął
mnie w ramiona. To było wręcz terapeutyczne. To moje miasto
radości.
A w wiesz, co naprawdę sprawia, ze to miasto jest tak
wyjątkowe? To proste. Ja w nim mieszkam. Ha!
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"