|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
przemówienia
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Jestem trudny i dziwny
Wywiad dla Ok! Magazine z lutego 2010 roku
Autor: Sonali Velinker Kamat
Supergwiazda opowiada Ok! o tym, o czym marzy dla swoich
dzieci, swoich klęskach związanych z pojawianiem się na
czas, i o tym, dlaczego cudem jest to, co zwyczajne!
Mam problemy, jestem skomplikowany – mówi Shah Rukh Khan.
Ledwie chwilę przed tym wyznaniem patrzyliśmy, jak na
czworakach próbuje rozbawić śliczną, małą dziewczynkę. Taki
widok kradnie serce szybciej niż jakakolwiek liczba hitów w
box-office.
Jeśli król Bollywood naprawdę jest tak skomplikowany, jak
twierdzi, to dodaje mu jedynie czaru. Tak, zapewne Shah Rukh
mógłby być wyższy, przystojniejszy, a nawet bogatszy niż
jest – ale charyzma tego człowieka, takiego właśnie, jakim
jest – nie ma porównania z żadną inną.
Droga od bycia „chłopakiem z niższej klasy średniej” do
samotnego stania „na szczycie najwyższego budynku świata”
była wybrukowana morderczą pracą, limitowaną liczbą godzin
snu i ograniczoną liczbą przyjaciół.
Nie chce brzmieć jak arogant, ale jest szczęśliwy, mówiąc,
że cieszy go kolekcjonowanie pochwał. Moglibyśmy powiedzieć,
że każda pochwała jest w pełni zasłużona.
Od romantycznego bzika do ojcostwa i pułapek sławy – gwiazda
„My Name Is Khan” mówi otwarcie o różnych kwestiach. Jeśli
dotychczas nie sprawił, że kibicowałeś drużynie Shah Rukh,
może równie dobrze zrobić to teraz...
Kto jest tą jedyną osobą w twoim życiu, dla której
mógłbyś poświęcić wszystko?
Myślę, że byłoby romantycznie, gdybym powiedział, że to moja
żona – ale w tym momencie miłość, którą odczuwam wobec moich
dzieci, jest niezrównana. Szczerze – mógłbym poświęcić
wszystko w moim życiu dla córki i syna.
Jaka jest najbardziej romantyczna rzecz, którą uczyniłeś
dla Gauri?
Kupiłem jej plastikowe kolczyki w kształcie żyletek i
prostownicę do włosów – kiedyś w Indiach nie była ona łatwo
dostępna – na Palika Bazaar w New Delhi. Mówię o czasach,
kiedy próbowałem ją zdobyć. W tamtym okresie byłem
chłopakiem z niższej klasy średniej, jak większość, i to
były jedyne prezenty, na które mogłem sobie pozwolić. Więc
zamiast kupić jeden duży prezent za pieniądze, które miałem,
zbierałem małe rzeczy, takie, które, jak mi się zdawało,
mogły się jej spodobać. Kiedyś moda była bardziej w stylu
punk, więc zwiedzałem wszystkie te dziewczyńskie sklepy, a
pewnego dnia usłyszałem przypadkowo, jak mówi do kogoś:
„Wiesz, co jest naprawdę cool? Żelazko do prostowania
włosów”. Więc szukałem, szukałem, szukałem. Raz poszedłem do
sklepu na Palika Bazaar, a tam nawet nie wiedzieli, co to
jest. Wtedy nie było Internetu, więc musiałem im wyjaśniać
bardzo obrazowo! Myślę, że to był najbardziej przemyślany
prezent, jaki kiedykolwiek dałem Gauri (śmiech). Powiedziała
mi później, już po ślubie, że nigdy nie działał.
Spośród wszystkich prezentów, które przez lata
podarowałeś Gauri, który twoim zdaniem zrobił na niej
największe wrażenie?
Daję Gauri mnóstwo prezentów, które ona najczęściej zwraca
do sklepu i potem kupuje coś innego (uśmiecha się). Kiedy
jesteśmy w Londynie czy w Stanach, któregoś dnia coś kupuje
i mówi, że to prezent ode mnie.
Na serio – myślę, że największym prezentem, jaki jej
ofiarowałem, jest ten dom. Podarowałem jej go na urodziny, 8
października 1995 roku. Powiedziałem Adiemu (Aditya Chopra)
i Karanowi (Karan Johar) i kilku innym naszym przyjaciołom,
że go kupiłem, ale nie powiedziałem Gauri. Wtedy był on w
ruinie, bardzo zniszczony. Nie było elektryczności, więc
kupiliśmy mnóstwo świec i ktoś z wytwórni Yasha Chopry
pomógł nam ustawić je wszystkie na tarasie. Nawet schody
były zniszczone, więc musieliśmy bardzo ostrożnie po nich
wchodzić. Mieliśmy zamiar gdzieś się ulokować i urządzić
obiad. Zdaje mi się, że to było biryani z Lucky. Przyszliśmy
i w trakcie jej urodzin oglądaliśmy „Dilwale Dulhania Le
Jayenge”. Ona ciągle nie wiedziała o domu. Pamiętam, że tego
dnia miałem sesję zdjęciową z Rakeshem Shresthą, a potem, po
party filmowym, przyprowadziłem ją tutaj i powiedziałem: „To
jest twój prezent urodzinowy”. Też go próbowała zwrócić
(śmiech) – po dwóch czy trzech latach, dopóki całkiem go nie
spłaciłem – ale teraz jej się podoba.
Właściwie osiągnąłeś szczyt sukcesu. Co teraz każdego
ranka podrywa cię z łóżka?
Ekscytuje mnie myśl o pracy. Nie czuję się dziś dobrze,
jednak tego ranka, jak każdego innego – chce się zmierzyć z
nowym sposobem grania, po prostu to zrobić. Czuję się bardzo
podekscytowany przed kamerą… (uśmiecha się) jednak nie przed
obiektywem aparatu.
Sprawiasz wrażenie, jakbyś każdego dnia miał mnóstwo
roboty. Musisz mieć naprawdę długą listę spraw do
załatwienia.
W zasadzie nie mam takiej listy. Jestem kompletnie
nieuporządkowany. Jeśli jest się zorganizowanym, nigdy
niczego się nie zrobi. Tak naprawdę miałem zwyczaj powtarzać
pani, która była moją asystentką: „Ne porządkuj”. Mam dwa
powiedzenia, bardzo wyraźne: „Niech metoda nadal tkwi w tym
szaleństwie” i „Czas zaczyna płynąć, kiedy pojawiam się w
jakimś miejscu”, więc nie ma potrzeby wyznaczania godziny.
Poza tym u mnie dzień jest dłuższy niż u większości ludzi,
bo czasami pracuję do 3 – 4 nad ranem (uśmiecha się).
Niektórzy ludzie mają kłopoty z żonami, ponieważ wracają do
domu o dziwacznych porach i mówią: „Och, byłem na spotkaniu
z Shah Rukhiem”. Oczywiście ich żony im nie wierzą. Jestem
proszony: „Błagam, zadzwoń do mojej żony i powiedz jej, że
jestem teraz z tobą, ona mi nie wierzy, kiedy mówię, że mamy
poważne spotkanie biznesowe o drugiej nad ranem”. Spotykam
się z ludźmi o dziwnych porach, nie ma sprawy, ponieważ śpię
mniej więcej pięć godzin na dobę. To prawda, że cały czas
mam mnóstwo roboty. W ubiegłym roku nie kręciłem z powodu
kontuzji, ale zazwyczaj jestem na planie do dwudziestej
pierwszej. Potem wracam i spędzam czas z dziećmi. O północy
lubię iść na siłownię. Po zakończeniu ćwiczeń, około
pierwszej w nocy, jest czas dla ludzi, z którymi muszę się
spotkać. Spotkania trwają do około trzeciej nad ranem. Potem
idę spać, budzę się o ósmej i jadę na plan albo podwożę
dzieci do szkoły. Tak to funkcjonuje. To nie jest tak, że
cały czas chcę robić wszystko tak późno, ale jeśli chce się
robić tyle, ile ja, to tak trzeba.
Ile znaczą pieniądze dla kogoś, kto ma taką ilość?
Pieniądze nie znaczą dla mnie wiele. Dostrzegam możliwości
robienia pieniędzy, wykorzystuję te możliwości – to dla mnie
oczywiste. Nie mam skrupułów, jeśli chodzi o zarabianie
poprzez zajęcie wiążące się z moją pracą. Za filmy wcale nie
biorę pieniędzy. Robię film, ponieważ podoba mi się
historia, a zapłata wynosi tyle, ile ktoś mi chce dać. Są
filmy, za które mi nie zapłacono, i takie, za które dostałem
pieniądze. W moich kontraktach nie ma cyferek i każdy, kto
ze mną pracuje, o tym wie. Oprócz tego wykorzystuję każdą
możliwość zarobienia pieniędzy, jaka się pojawia. Sądzę, że
– to do wszystkich młodych ludzi, który może przeczytają ten
wywiad – dobrze jest zachować ekonomiczną równowagę.
Pieniądze nigdy nic dla mnie nie znaczyły. Nie nosze ze sobą
gotówki, nie podpisuję czeków. Nie wiem, ile pieniędzy
zarobiłem. Jeśli tylko mój księgowy czy moja żona mówią mi,
że potrzebujemy pieniędzy, zabieram się do roboty. W innym
wypadku, jeśli nawet leżałyby obok mnie, nie interesują
mnie. To dla mnie oczywiste. Nie robi mi to różnicy. Sam nie
wydaję pieniędzy, poza tymi na rzeczy takie jak komputery,
które już także nie są takie drogie. Myślę, że dość
pieniędzy ma ten, kto idzie do sklepu i kupują dwa stroje,
bo nie może się zdecydować na jeden z nich. Ma dość i nie
potrzebuje więcej.
Sam przyznajesz, że masz obsesję na punkcie gadżetów – co
ostatnio kupiłeś?
Kupiłem Flipa, to mała kamera HD, która pozwala robić
zdjęcia czy kręcić przy słabym świetle. To całkiem ciekawe.
Używam komunikatora Nokii i zawsze mam przy sobie mój
laptop. Rzeczywiście lubię Nokię, więc zadzwoniłem do nich i
powiedziałem, żeby mnie zatrudnili do reklamy (uśmiecha
się). Robię to, jeśli używam jakiejś marki regularnie i
spotkam kogoś z firmy… jak z mydłem lux. Powiedziałem im:
„Proszę, zatrudnijcie mnie w waszej reklamie”. Odrzekli, że
nie zatrudniają mężczyzn do reklam mydła, więc stwierdziłem:
„Spróbujcie po raz pierwszy”. Dla mnie to ok!
Musisz być zadowolony z produktów, które reklamujesz?
Jeśli ty jesteś zadowolony, ja też (uśmiecha się). Stosuję
się do tego. Wielu ludzi, szczególnie dziennikarzy, pyta
mnie, dlaczego reklamuję pewne produkty. A ja pytam:
„Dlaczego ty zamieszczasz tę czy tę reklamę w swoim kanale
czy czasopiśmie”? Jeśli stwierdzasz: „To dla nas biznes” –
odpowiadam, że to interes także dla mnie. Jeśli firmę stać
na wyłożenie milionów rupii na jedną „twarz” kampanii, musi
być firma, której ufa wielu ludzi, ponieważ w przeciwnym
razie interes nie kręciłby się tak dobrze. Uważam to za
wielki zaszczyt. Jestem nikim, by mieć zastrzeżenia do tych
marek.
Gdy podpisujesz umowę na reklamowanie konkretnej firmy,
jesteś zaangażowany w jej kampanie?
Nie angażuję się w część kreatywną. Według mnie ktoś, kto ma
firmę, zna ją. Jestem maksymalnie zaangażowany w tworzenie
swoich filmów. Jeśli każesz mi zrobić coś w moim filmie, a
ja tego nie będę chciał, nie zmusisz mnie. Ale jeśli chodzi
o reklamę – zakładam, że to twoja reklama, twój produkt. Ty
mi powiedz, co mam robić i tak będzie. Tak, są pewne rzeczy,
których nie zrobię… może dlatego, że jestem nieśmiały albo
dlatego, że czułbym się zakłopotany. Stwierdzam – i mam
nadzieję, że nie ma w tym przesady – że reklamuję największą
liczbę produktów w tym kraju. I, jak dotychczas, nigdy nie
miałem oporów przed czyjąś wizją. Ktoś może twierdzić, że to
czy tamto nie jest dobre – ale nie ja. Sprzedajesz swój
produkt i wykorzystujesz mnie w tym celu, ale nie powiem ci,
jak to robić.
Jeśli pominie się wszystkie rzeczy, które posiadasz –
muszą być jakieś, bez których musiałeś nauczyć się żyć?
Mógłbym powiedzieć romantycznie, że nie mam czasu na
oglądanie zachodów słońca i spacerowanie po plaży. Jest
wiele rzeczy, których nie mogę robić, ale takie życie
wybrałem. Nie poświęciłem niczego. Niczego nie zostawiłem za
sobą. Osobiście – tak, chciałbym, żeby moi rodzice mogli to
wszystko zobaczyć, ale to też życzenie związane z emocjami.
Nigdy się nie spełni… Oboje zmarli. Brakuje mi ich, ale tak
to jest. Jeśli ktoś mnie zapyta, czy tęsknię za spacerami po
plaży, powiem: „Jeśli będę za nimi tęsknił, kupię sobie
plażę”. Nie próbuję być arogancki, przesadnie pewny siebie
czy nadęty, ponieważ mnie na to nie stać. Taką drogę
wybrałem – być częścią życia każdego, i sprawia mi to
przyjemność. Nie zamieniłbym tego na nic innego i nie
narzekam. Moje życie należy do innych. To nic osobistego.
Jedyną rzeczą, którą naprawdę robię dla siebie, jest
organizowanie czasu dla moich dzieci. Najbardziej na świecie
uwielbiam być z moimi dziećmi i je tulić.
Czy w okresie dorastania chciałeś kupić jakąś rzecz, bo
postrzegałeś ją jako prawdziwy symbol sukcesu?
Mam dziecięce marzenia każdego dnia – nie były one
zarezerwowane dla czasów dzieciństwa (uśmiecha się). Chcę
kupić stadion. Chcę wybudować studio. Może to zrobię, może
nie. Nigdy nie postrzegałem jakiejś konkretnej rzeczy jako
symbolu sukcesu. Według mnie nie ma znaku, granicy ani linii
mety dla sukcesu. Wczoraj, kiedy mi powiedziano, że moje
imię jest na Księżycu, zapytałem: „A dlaczego nie na
Plutonie”? (śmieje się). Mówię to z całkowicie pozytywnym
nastawieniem. Kiedy ludzie słyszą, jak mówię coś takiego,
myślą, że jestem bezczelny. A prawda jest taka, że mówię jak
dziecko. Jeśli dasz dziecku zabawkę, będzie chciało
następną. Ja chcę więcej, jeśli chodzi o rzeczy materialne i
inne.
W muzeach są twoje woskowe podobizny, krater na księżycu
nosi twoje nazwisko – czy nie jest ci trudno mieć realną
perspektywę?
Nie chcę pozbawiać znaczenia wszystkich tych rzeczy –
woskowych figur w Grevin we Francji i w Madame Tussauds,
krateru – ale mogę być szczery? Nie chcę brzmieć arogancko.
Jestem wdzięczny za to wszystko, ale to nie jest kres czy
ostateczny symbol sukcesu. Jeśli stwierdzisz, że te rzeczy
są ostateczną miarą wartości – to już koniec. Moja matka
chciała, bym zobaczył Madame Tussauds. Chciała także, bym
zobaczył tańce w Lido. Przed przyjazdem do Bombaju nigdy nie
byłem za granicą – nie byliśmy na tyle zamożni. W pierwszą
podróż zagraniczną pojechałem, gdy kręciłem „Baazigar”.
Zrobiłem jedno i drugie. Gdyby moja mama żyła, nie
powiedziałaby: „To jest to. Teraz osiągnąłeś już wszystko”.
Powiedziałaby: „Rób to, co czyni cię szczęśliwym”. Osobliwe
w moim życiu jest to, że uszczęśliwia mnie działanie.
Zrobienie czegoś lub planowanie, jak to zrobić – nie.
„Robienie” cały czas musi być mimo to wyczerpujące.
Męczy mnie mało działania. Kiedy nie robię niczego – to jest
wyczerpujące. Tak było w tamtym roku, kiedy leżałem w łóżku
z powodu kontuzji. To powodowało, ż miałem bóle głowy.
Czułem się gruby. Czułem się zbyteczny. Sprawiało, że się
nudziłem. Było monotonnie. Czułem się nieprzydatny. Męczę
się, kiedy jestem bezużyteczny.
Do kogo się zwracasz, kiedy potrzebujesz szczerej opinii?
Jestem bardzo uczciwy w stosunku do siebie. Na przykład
teraz – nakręciłem „My Name Is Khan” i sądzę, że to
wspaniały film… Myślę, że zagrałem bardzo dobrze. Mówię to
bardzo szczerze. Uważam, że zrobiłem wszystko najlepiej, jak
umiałem, ale wiem też, tuż przed premierą filmu, że mogłem
być lepszy. Mam taki dziwny problem, mówię to każdemu,
łącznie z moimi dziećmi: „Lepsze jest wrogiem dobrego”. Mam
z tym problem. Mogę zrobić to lepiej, tamto staranniej. Mogę
być bardziej ekscytujący jako aktor. Mogę rzucić sobie
wyzwanie.
Jeśli tak się czujesz, czy kiedykolwiek cokolwiek da ci
satysfakcję?
Zostawiam sobie poczucie spełnienia na czas, kiedy będę miał
dziewięćdziesiąt siedem lat – wtedy sobie usiądę i
przyglądał się wszystkiemu, czego dokonałem. Wezmę sobie
wtedy wolne od pracy, na rok. Będę siedział i się przyglądał
– będę patrzył wstecz, obserwował siebie samego i popadnę w
nostalgię. Będę patrzył na to wszystko i powiem: „Dobrze, to
jest to” (śmiech). A potem, kiedy będę miał dziewięćdziesiąt
osiem lat, wrócę do pracy.
Czego boi się „Shah Rukh Khan”?
Tylko jednego. Boję się, że ktoś odetnie mi ręce. Nie pytaj,
dlaczego. Jeśli wyjaśnisz źródło lęku, wtedy przypuszczalnie
przestaniesz się bać. Obawiam się tego od dzieciństwa. Poza
tym – nie wiem, czy nazwiesz to lękiem – ale mam nadzieję,
że moje dzieci nie będą musiały żyć w cieniu nazwiska swego
ojca. Mam nadzieję, że nie będą osądzane na podstawie tego,
że są moimi dziećmi. Mam nadzieję, że będą mogły robić to,
co będą chciały, a ludzie nie będą mówić: „O tak, to dzieci
Shah Rukha Khana”. Próbowałem zdusić w sobie ten strach,
mówiąc im bardzo wyraźnie, jak nieważne jest to, co robię
jako zawodowiec, a jak istotne to, że jestem ich ojcem. W
sferze emocji boję się jedynie tego. .
Czy jest jakiś nawyk albo zaleta, którą posiadasz i którą
chciałbyś przekazać swoim dzieciom?
Nie mów „nie”. Uważam, że jeśli możesz uszczęśliwić ludzi w
jakimś niewielkim zakresie, nie mów „nie”; zrób to. Nawet
jeśli to cię boli, rani, sprawia ci kłopoty czy cię męczy…
po prostu to zrób. Obecnie, na etapie życia, na którym
jestem, uważam, że nie mam zbyt wielu zalet (przerywa).
Czytanie jest kolejną rzeczą. Chciałbym, by dla moich dzieci
czytanie stało się przyzwyczajeniem.
I jeden zwyczaj, którego, masz nadzieję, nie przejmą po
tobie…
Jestem trochę dziwny, jestem odludkiem, więc mam nadzieję,
że one takie nie będą. To nie jest miłe. Poza tym to
powoduje także poczucie osamotnienia Mam nadzieję, że
zdobędą sobie więcej przyjaciół niż ja. Nie mam zbyt wielu
przyjaciół. Chciałbym, żeby były raczej takie jak moja żona.
Gauri jest miła, towarzyska, kochana, otwarta, prostoduszna,
szczera i naturalna. Ja nie mam żadnej z tych cech. Nie
jestem łatwy. Nie jestem prostolinijny. Jestem pogmatwany,
skomplikowany. Mam problemy. Jestem dziwny. Chcę, by moje
dzieci były takie jak moja żona, ponieważ ona jest normalną,
zwyczajną osobą, a ja chciałbym, by w moich dzieciach była
taka zwyczajność.
Które z was dwojga narzuca dzieciom dyscyplinę?
Moja żona zawsze krzyczy na dzieci (uśmiecha się). Ja nie
umiem nikogo przywoływać do porządku. W moim biurze jest sto
czterdzieści osób i zero dyscypliny. Egzystuję w chaosie.
Kiedy ostatni raz przydarzyło ci się coś niesamowitego z
tego powodu, że jesteś Shah Rukhiem Khanem?
Byłem na szczycie najwyższego budynku świata (Burj Khalifa),
sam, tylko z moimi dziećmi (uśmiecha się). Byłem tam, kiedy
położono kamień węgielny, i potem, kiedy go otwarto.
Wjechaliśmy sto sześćdziesiąt siedem pięter w górę, tam,
gdzie nikt inny nie jest wpuszczany, i oglądaliśmy stamtąd
świat. Myślę, że to było wspaniałe doświadczenie dla dzieci.
Mam dom na Palm Islands, który podarował mi sułtan, to
naprawdę cool. I kilka razy miałem okazję spotkać się z
niezwykłymi ludźmi. Mohamad Mahathir (premier Malezji –
przypis tłumacza) – jeden z najwspanialszych przywódców
światowych, jest moim przyjacielem. Kiedyś spacerowaliśmy
ulicami Malezji, a ludzie machali do nas (śmiech).
Powiedział mi: „Nie machają do mnie, ale do ciebie… jesteś
bardzo popularny”. Poznałem księcia Karola. Poznałem kilku
przywódców państw i byli dla mnie bardzo mili… królowie i
królowe też. W większości przypadków byłem zdumiony tym, jak
miłymi są ludźmi. Wszyscy ci naprawdę sławni ludzie są
bardzo zwyczajni i prostolinijni. Zdajesz sobie sprawę, że
najwspanialsze w najbardziej wyjątkowych ludziach jest to,
że są całkowicie normalni. Kiedy ich spotykasz, jesteś pod
wrażeniem – nie ich wiedzy, intelektu – ale naturalności. I
mówisz: „Och, jeśli on czy ona mogą robić to wszystko i być
tacy zwyczajni, to ja też mogę!” Byłem naprawdę poruszony
tymi wielkimi ludźmi, których spotkałem, ponieważ są tak
zasadniczy…Buduje się obraz… Jestem pewien, że mnóstwo ludzi
ma wyobrażenie mnie, kiedy widzi mnie z zewnątrz… Mam
nadzieję, że kiedy mnie spotykają, mówią potem: „To
zwyczajny facet”. Dla mnie w tym leży piękno spotykania się
z wyjątkowymi ludźmi.
Jaka jest najbardziej zwyczajna rzecz, jaką robisz?
Sam pakuję moje torby, kiedy podróżuję. Lubię zabierać moje
walizki na lotnisko, mimo że wokół mnie jest mnóstwo ludzi
do pomocy. Lubię je nosić sam, ale to dlatego głównie, że
tak często się gubią (śmiech). Jednak moim zdaniem
najważniejszą rzeczą, którą robię, jest uczenie moich
dzieci. Uczę się z nimi i podwożę je rano do szkoły.
Jesteś zupełnie szczery z Ok! Ogólnie wydajesz się być
taki, co każe mi się zastanawiać, czy są pytania, które
wprawiłyby cię w zakłopotanie, gdybyś na nie odpowiadał?
Jeśli wydaje ci się, że jestem otwarty wobec ludzi, to
podstęp z mojej strony. Publicznie mówię bardzo otwarcie,
ale to między innymi dlatego nikt tak naprawdę mnie nie zna.
Jedynie siebie samego zachowuję tylko dla siebie. Podoba mi
się to. Ludzie myślą, że wiedzą o mnie tak wiele – bo mnie
słuchają, oglądają, czytają o mnie… myślą, że moje życie
jest jak otwarta księga. Ale prawda jest taka, że są działy
tej książki kompletnie zamknięte. Jestem z tego zadowolony,
sprawia mi to przyjemność, jak moje aktorstwo. Nawet kiedy
gram, pewne rzeczy zachowuję w sekrecie przed reżyserem.
Piszę teraz książkę, ale te sekretne rozdziały… te obszary…
pozostaną nietknięte.
Tłumaczenie: GosiaJG
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|