w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

SRK nigdy nie będzie nudny

Magazyn People, 29 czerwca 2012
Tytuł oryginalny: SRK can never be boring
Autor: Sandipan Dalal

To pasja życia stawia wciąż supergwiazdora w oku cyklonu. Nieustanna krytyka może sprawiać, że zamyka się w swojej skorupie, ale King Khan mówi Sandipanowi Dalalowi, że po zwycięstwie IPL patrzy prosto w słońce.

W trzy dni po świętowaniu zwycięstwa drużyny KKR w piątym sezonie Indian Premier League w Chennaiu, Shah Rukh Khan, jej współwłaściciel, lat 46, spotyka się z ekipą People w Mannacie w Mumbaju. Ma w planach pójście do dentysty, pomoc córce Suhanie (lat 12) w uporaniu się z jutrzejszym testem z matematyki, posiedzenie z żoną Gauri i jej matką Savitą Chibba. Pomiędzy tym wszystkim zatrzymuje się od czasu do czasu, żeby obwieścić z radością: "Wygrałem IPL".
Dla supergwiazdora, od dziewięciu lat brand ambasadora zegarków Tag Hauer, to osobiste zwycięstwo - wzmocniło jego wiarę w drużynę, podkopaną przez cztery poprzednie sezony. Jak zdołał zmienić przegrywający zespół? Przez co przeszedł po zakazie wstępu na stadion, po utarczce z oficjelami MCA (Mumbai Cricket Association) 17 maja? Przyznaje, że ostatnie tygodnie były trudne z powodu przykrych analiz, które były skutkiem incydentu. W swobodnej pogawędce SRK opowiada o uczeniu się sukcesu od ojca, szaleństwie z radości i o tym, czy zmaga się z kryzysem wieku średniego.

Wszyscy widzieliśmy, co robiłeś, kiedy KKR wygrali w Chennaiu; ale co przechodziło ci wtedy przez głowę?

Jeszcze nigdy w życiu tak bardzo się nie modliłem. (Kiedy wygraliśmy) naprawdę wierzyłem, stojąc na trybunie, że jestem pierwszym człowiekiem, który umie latać. Wiedziałem, że jeśli tylko skoczę, polecę aż do podium, a potem wyląduję. Chciałem udowodnić światu, że człowiek może latać bez skrzydeł. Ale moja siostra (Lala Rukh) i (żona) Gauri mnie przytrzymały. Byłem na nie strasznie zły. Powiedziałem, że odebrały mi szansę pokazania światu, że umiem latać, skoro inni we mnie wierzą.
Zrobiłem gwiazdę, a mój syn skrytykował mnie, że kiepsko wylądowałem. Ktoś inny miał problem, że w napadzie obłędu i w środku kryzysu wieku średniego wywijam gwiazdy. A ja raczej popracuję nad lądowaniem niż poprawię swoje podejście do życia pana w średnim wieku.
Zabraliśmy puchar do domu, położyłem się z dziećmi (Aryanem i Suhaną) na łóżku, a puchar umieściliśmy w środku. Gauri zrobiła nam zdjęcie. Powiedziałem: "Hej, wygraliśmy!". Aryan krzyczał z radości, a Suhana zdjęła wieczko i wrzasnęła w głąb pucharu (uśmiecha się).

Czy ważne są dla ciebie sportowe zwycięstwa dzieci?

Kiedy przegrywają, przytulam je i staram się odwrócić ich uwagę, żeby nie przeżywały porażki dłużej niż muszą. Kiedy wygrywają, zakładam sobie na szyję ich medale i tak jadę do pracy albo na plan filmowy. Zawsze mam z sobą ich medale, a oni moje nagrody. W ten sposób oni mają więcej nagród niż ja (uśmiecha się). Ale co ważniejsze, staram się być z nimi, kiedy trenują, przećwiczyć z nimi kopniaki przed każdym meczem, bo czasami może to kosztować wiele nerwów.

Czy najważniejsze jest, żeby wygrać?

Pieniądze i sława na pewno nie są najważniejsze, ale mogą uczynić życie szczęśliwszym. I podobnie z wygraną - jeśli coś wygrywasz, jesteś doceniona/doceniony, a to cię uszczęśliwia. Rywalizacja leży w ludzkiej naturze, jeśli posmakujesz zwycięstwa, daje ci to satysfakcję.
Zwycięstwo w IPL było niezwykle uczącym pokory doświadczeniem... Czymś, czego nie doświadczyłem od lat. Póki nie kupiłem drużyny, nie doświadczyłem nigdy w życiu seryjnych niepowodzeń, a porażka uczy, jak doceniać zwycięstwo. Musi być powód, że przegrywaliśmy przez cztery lata. W głębi serca wiem, że wygrywamy, kiedy nienawidzimy przegrywać.

W szkole byłeś gwiazdą krykieta, hokeja i futbolu - co najbardziej lubiłeś?

To w szkole zacząłem uprawiać różne sporty - od biegów na 100 i 400 metrów, od hokeja do futbolu. Całe życie włożyłem w granie. W tym sensie byłem playboyem (śmiech).

Widziałeś swoją karierę w sporcie?

Chciałem być sportowcem, ale doznałem kontuzji kręgosłupa lędźwiowego. Miałem pewnie z 15-17 lat. Wtedy nikt nie miał pojęcia, że to można wyleczyć. Dołączyłem więc do grupy teatralnej i zacząłem grać, bo wiedziałem, że nie mam już co marzyć o sporcie zawodowym.

Co cię zmotywowało do kupienia drużyny ligi IPL?

Zawsze marzyłem, żeby mieć własną drużynę, ale miałem zawsze wrażenie, że mnie na nią nie stać. Wtedy Lalit (Modi) powiedział mi, że system płatności bardzo się zmienił; większość funduszy pochodzi od sponsorów i po jakimś czasie zespół zaczyna zarabiać na siebie. Miałem bezsenną noc, zanim poszedłem zdeponować czek na 25 crore rupii (a było to wtedy wszystkim, co miałem), żeby móc ubiegać się o kupno drużyny. Pamiętam, że żona mnie spytała: "Jesteś pewien, że to dobra decyzja?". Znam się trochę na krykiecie, wiedziałem, że kupno drużyny ligowej to dobry krok. Teraz chciałbym jeszcze zainwestować w hokej i futbol.

Kiedy po raz pierwszy poczułeś, że KKR mogą powalczyć o zwycięstwo?
Tak naprawdę to w zeszłym roku, kiedy (kapitan) Gautam Gambhir zaczął dawać sygnały, że ostatecznie jakoś to wszystko zaczyna się składać. Krykiet jest grą zespołową, ale trzeba w nim indywidualności, żeby wszystko zagrało. Chyba najtrudniejsze dopiero przed nami. Chciałbym, żeby drużyna utrzymała tytuł.

Kto zainteresował cię sportem?

To pewnie był mój ojciec (Taj Mohammad Khan). Pamiętam, że jako dziecko zawsze miałem pełno energii i siły fizycznej. Nasz nauczyciel wychowania fizycznego i gry na gitarze powiedział moim rodzicom, że mam za dużo energii i że jeśli nie zajmę się sportem, może ona mnie sprowadzić na złą drogę. Dziś także lubię biegać i wyciskać z siebie siódme poty. Niestety, poziom mojej energii czasami przypisuje się alkoholowi lub używkom (śmiech).
Jako dzieciak słuchałem opowieści mojego ojca o legendarnym (hokeiście) Dhyanie Chandzie. Ojciec zabierał mnie ze sobą w dwa miejsca: na modlitwę w Eid i na mecze piłkarskie o Durand Cup.

Co radził ci ojciec, kiedy sam szedłeś grać ważny mecz?

Pewnego razu byłem strasznie zdenerwowany wieczorem przed meczem. Położyłem się więc przy ojcu w łóżku. A on opowiedział mi wiele rzeczy o zwycięstwie i przegranej. Przytaczał opowieści o tym, jak Muhammad Ali przegrał swój tytuł i musiał walczyć o jego odzyskanie. Opowiadał anegdoty z kariery Dhyana Chanda. Zawsze mówił: "Jako sportowiec musisz dać z siebie wszystko, czy wygrywasz, czy przegrywasz".

Przychodził na twoje mecze?

Nie, nigdy! Prowadził małą restaurację, a moja mama (Latif Fatima) była pracownikiem społecznym. Gdyby oderwali się od pracy, żeby przyjść na mecz, oznaczałoby to mniej pieniędzy. Bardzo żałowałem, że nie ma ich na widowni, dlatego teraz bardzo pilnuję, żeby być zawsze na miejscu, kiedy startują moje dzieci, na zawodach taekwondo czy tanecznych. Bardzo brakowało mi obecności rodziców na trybunach. Walczyłem z całych sił o medale i dyplomy. Pierwszy medal, jaki zdobyłem, to był brąz w wyścigu na setkę. Mogłem się pochwalić rodzicom dopiero późnym wieczorem, kiedy wrócili z pracy, i czułem się przez to okropnie.

Z kim przede wszystkim chciałbyś przeżywać swoje wielkie chwile?

Moje wielkie chwile zwykle przeżywam publicznie, a moja rodzina jest zawsze przy mnie. Ale tak, czasami żałuję, że nie ma już moich rodziców.

Jak traktujesz swoją drużynę, jak dyrektor naczelny swoich podwładnych, ojciec synów, czy jak kumpli z drużyny?

Jestem kumplem z drużyny, ale nie omawiam z nimi spraw krykietowych. Zostawiam to kapitanowi (Gambhirowi). Ściskam ich, siadam między nimi i pijemy piwo. Czasami wystarczy powiedzieć, że jesteśmy w tym razem, czy wygrywamy, czy przegrywamy. Więc jakoś tam jestem dla nich jak ojciec albo starszy brat.

Jakie pojawiły się wątpliwości, kiedy KKR skończyli rozgrywki na samym dnie tabeli?

Od strony technicznej nie wątpiłem w swój zespół, ale kiedyś uważałem, że wewnętrzne przekonanie, cierpliwość, a nawet wiara, jaką ludzie mieli we mnie, powinny dać pozytywne wyniki. W przeciwieństwie do tego, co fałszywy gracz IPL pisał, jak to współwłaściciele Jai (Mehta), Juhi (Chawla) i ja polecieliśmy do Afryki Południowej, żeby prawić chłopcom kazania i jak to nienawidzę tych, tych i tych graczy, zawsze uważałem, że musimy mieć wiarę w siebie nawzajem.
Ale tak, byłem pod ogromną presją emocjonalną. Jednak nie pokazywałem głębi mojego rozczarowania. Byłem maksymalnie zasmucony i kilka razy zamykałem się w mojej łazience. Mówiłem sobie: "Jesteś aktorem. Nie pokazuj wszystkim swojego smutku".

Jak wytłumaczysz ostrą krytykę, z jaką spotkałeś się za swoje zachowanie na Wankhede?

Poszedłem do MCA i wybuchnąłem gniewem, i to była najgorsza rzecz, jaka mogła nam się stać od czasów Hiroshimy i Nagasaki. Przez głowę przelatywało mi wiele myśli. To bardzo smutne, że po dwudziestu latach pracy co rano muszę wymyślać jakiś dowcip na temat kolejnego newsa, żeby dzieci wiedziały, że to nie na serio. Moja córeczka otwiera gazetę, przegląda ją i mówi: "Serce mnie boli, tatusiu". Dla człowieka, który zawsze trzymał żonę, syna i córkę z daleka od ciemnych stron zawodu, kiedy pisze się i mówi o nim tyle złych rzeczy... To naprawdę pech, że ktoś, kto robił wszystko, żeby uszczęśliwiać ludzi, musi teraz coś takiego (doniesienia mediów) tłumaczyć dzieciom jako żarty.
Zaczęło się od: "Nagle okazało się, że jest słaby punkt w pancerzu Kinga Khana. On nie może się mylić, a teraz, proszę, jego drużyna przegrywa". Chcę powiedzieć wszystkim, że często się mylę. Jestem gwiazdą nie tylko w moich filmach, bo jestem politycznie niepoprawny.
Jest mi przykro że względu na dzieci. Nie wyskoczyłbym na boisko. Znam zasady. Nie poszedłem tam jako właściciel, tylko jako ojciec, odebrać dzieci. Ja nie obrażam małych dziewczynek. Ale mogę zwyzywać dużego faceta i zrobiłem to. Nie będziesz mówił niemoralnych, obrażających religię rzeczy do mnie, bo moje dzieci nie tak zostały wychowane.
Z perspektywy czasu czuję, że zawiodłem siebie. Muszę zrewidować swoje reakcje na różne sprawy. Powinienem pamiętać, że jako ojciec i jako opiekun (innych dzieci obecnych na meczu) nie powinienem wdawać się w kłótnie i kląć.

Jak twoja żona Gauri zareagowała tego wieczora na incydent?

Kiedy wróciłem do domu, powiedziała: "Nie trać zimnej krwi w taki sposób. Za często wychodzisz z siebie".

A co powiesz na te wszystkie oczekiwania co do tego, jak się masz zachowywać?

To nie w porządku, że ludzie dyktują mi, jak się mam zachowywać, kiedy się starzeję. Przez osiemnaście godzin dziennie dyrygują mną moi reżyserzy. Więcej już nie chcę być reżyserowany. Wiem, że odsuwam się od ludzi. Jestem trudny, bo z natury jestem odludkiem. Moja rodzina o tym wie i z reguły starają się zbliżyć mnie do ludzi. Mówi się, że na szczycie jest się samotnym, ale ja myślę że jestem na szczycie, bo jestem samotny. Na planach filmowych jestem zawsze sam. Siedzę nad książką, piszę w moim laptopie albo ćwiczę. Nie jestem wzorem do naśladowania. Nie mówię moim dzieciom, żeby były takie jak ja, ani moja żona nie mówi: "Bądź jak tato, kiedy dorośniesz". Wzór to ktoś, kto zniesie wszelkie ataki nieodłączne życiu na widoku, i nadal będzie żył doskonale poprawnie. A ja kręcę gwiazdy, aż widać mi bieliznę, bo tak właśnie się czuję, kiedy jestem szczęśliwy. Kiedy dorastaliśmy, mówiliśmy z przyjaciółmi: "Main kapde phaar dunga khushi se". I ja właśnie ze szczęścia zdzieram z siebie ubrania.

Czy poczułeś ulgę, kiedy zwycięstwo ucięło spekulacje na temat twojej kariery i życia osobistego?

Poczułem ulgę? Nie! Ja zawsze żyję z pasją. Życie stateczne, uporządkowane, spokojne - to nie dla mnie. Jestem jak morze: przypływy i odpływy to część mojego życia. Moja zachłanność na życie zawsze sprawia że jestem nieprzewidywalny, anty-establishmentowy, zawsze z marszu. Zawsze będę w oku cyklonu. SRK nigdy nie będzie nudny. Być może w ostatnich tygodniach miałem negatywne nastawienie, ale są we mnie pokłady całych lat szczęścia i pozytywów. Jestem wdzięczny za zwycięstwo, ale wstrząsy emocjonalne zawsze będą częścią mojej osobowości. Szczęście i smutek są w równych częściach w mojej duszy. Wszystkim nam byłoby łatwiej, gdyby zmiany materialne mogły wpływać pozytywnie na nasze psychiczne wzloty i upadki.


Suhana, jego podpora

"Kiedy Suhana pięć lat temu zaczęła oglądać mecze, nie wiedziała wiele o sporcie. Wiedziała tylko, że to coś bardzo ważnego dla mnie. Dziś ma 12 lat i zna się na grze. I wiecie co, wcale nie chce grać w krykieta, tylko w nogę (uśmiecha się). Jej obecność (na tegorocznych meczach) była niesamowicie krzepiąca, nie tak jak niektórych ludzi z mojego otoczenia, którzy po cichu uważali, że powinienem sprzedać zespół, ale nie ośmielili się powiedzieć mi tego prosto w oczy.
"Aryan miał egzaminy, poza tym on jest jak ja - jeśli coś złamie mu serce, odrzuca to. Przegrane drużyny w ubiegłych latach bardzo go bolały. Był tak załamany, że się wycofał.
"Kocham moją córkę za jej elastyczność, mimo że jest drobniutka, szczupła i łagodna. Byłem bardzo przygnębiony, kiedy przegraliśmy mecz w Mumbaju. Jej wtedy nie było, zadzwoniła tylko do mnie, żeby mi powiedzieć: "Tylko się teraz nie dołuj". Powiedziałem: "Ale teraz właśnie chcę być smutny". Zawsze uczę dzieci, że być smutnym jest w porządku. Ona wtedy mówi: "Ok, jak długo chcesz być smutny?". Mówię: "Przez pół godziny". Zadzwoniła za pół godziny i powiedziała: "Teraz jesteś szczęśliwy?". Powiedziałem: "Tak, teraz jestem".
Miała odwagę być na finałowym meczu. Było dla niej kilka pełnych napięcia chwil. Powiedziałem jej, że chcę wygrać dla niej. Strasznie lubię spędzać czas z dziećmi, bo one nie oceniają. Na równi przeżywają szczęście i smutek. Dlatego chcę spędzać czas z dziećmi moimi i przyjaciół. One nie mają terminarzy".

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"