"Stań ze mną twarzą w twarz"
Tehelki, 10 marca 2007r.
Shah Rukha zwykle
ogranicza się do mówienia o Tag Heuerze i jego
legendarnym współzawodnictwie z Amitabhem Bachchanem na
bazie „Dona” i KBC. Lecz w niezwykłym dwutygodniowym
wywiadzie z Shomą Chnadhury mówi znacznie więcej: o
islamie, stracie, śmierci, strachu, politykach, filmach,
kobietach, seksualności, wrażliwości. Oto Shah Rukh –
„bez prądu”.
Nad Film City zachodzi słońce, doskonała kula
intensywnego oranżu. Chyba zrobili ją na zamówienie.
Wysoko na szczycie wzgórza sznur mężczyzn ciągnie grubą
linę. Inni stoją wokół w oficjalnych czarnych
garniturach. Część jest uzbrojona. Za ich plecami
rozciąga się horyzont poczerniałych, wypalonych
budynków. W powietrzu słychać przyciszony gwar głosów.
Nagle postać w goździkowej czerwieni śmiga w niebo, z
ramieniem dramatycznie wyciągniętym w górę, z pelerynką
rozwianą w doskonałe fałdy. W ramionach trzyma kobietę –
Barbie, w identycznej czerwieni. Suknia bez ramiączek,
kaskada czarnych włosów, smukłe, fascynujące nogi.
Śmigają w górę, a potem dźwig opuszcza ich na dół z
wesołym podskokiem. Męski głos wykrzykuje: „Uribaba!
Mohabbatman na ratunek! Zatańczymy, kotku?”. I otacza
ich grupa tancerzy.
Oto plan nowego filmu Farah Khan, „Om Shanti Om”. Nie
możesz sobie wprost wymarzyć lepszego pierwszego
zetknięcia z bollywoodzkim supergwiazdorem, Shah Rukh
Khanem. Tak go sobie właśnie wyobrażasz. Dziko
teatralnego. Kiczowatego. Ostentacyjnego. W ciągu 20 lat
królowania na samym szczycie kina hinduskiego otoczony
jest taką zadziwiająca aurą. Mówisz: Shah Rukh Khan,
myślisz: urok, dowcip, materializm, rozmach. Myślisz:
charyzma. Myślisz: sukces. Myślisz: pułapki
gwiazdorstwa.
Niekoniecznie myślisz: wiarygodność, artyzm,
doskonałość. Wizja.
Co więc tak naprawdę tkwi w Shah Rukhu? Czy jego aura
nas nie otumania? Można sobie myśleć – „a co mnie to
obchodzi”. Jak sam o sobie często mówi: „jest tylko
wodzirejem”. Czemu niby miałoby nas obchodzić, co leży u
podstaw. Ale jednak nas obchodzi. Gwiazdy mogą mieć
gdzieś to, jaki jest ich wpływ. Jednak kino, a
szczególnie Bollywood, ma taką kontrolę nad indyjską
psyche, jaka jest nieporównywalna do czegokolwiek w
kraju, może nawet religii. A Shah Rukh stoi na jego
szczycie od 20 lat. Jest w swojej istocie naszym
zbiorowym wizerunkiem. Chcemy wiedzieć, jaki to
wizerunek. Co znajdziemy pod czerwoną pelerynką i
czerwonymi kozaczkami z ostrogami. Zacznij tylko
opowieść o Shah Rukhu, a bądź pewny, że nawet
najbardziej pogardliwi z nas ja pochłoną.
Ciekawość prowadzi do poddania się wpływowi.
Shah Rukh opuszcza plan „Om Shanti Om” otoczony bandą
rozbrykanych dzieciaków. Rej wodzi jego syn. Ich
uwielbienie jest widoczne gołym okiem. Wsiadasz do jego
samochodu, który jest jak statek kosmiczny. Później jego
dom wyłania się na brzegu morza, jak Xanadu Kubli Khana.
Ale Shah Rukh Khan, z którym teraz jesteś, to znacznie
więcej niż tylko aura. Trzydzieści tysięcy słów na
cztery godziny. Ostry sarkazm dla socjalizmu „pogrąża
się w zapachu whisky i dymu” - z czarną naklejką i 555
na dodatek. Duchowa obrona własnego indywidualnego
kapitalizmu.
Tak, Shah Rukh ma szerokie perspektywy. Możesz się z tym
nie zgadzać, ale nie może to przestać być dla ciebie
wyzwaniem.
Shah Rukh, w parę tygodni po rozpoczęciu KBC pojawił
się raport mówiący, że program traci gwałtownie na
popularności. Jak reagujesz na takie sprawy?
Oczywiście byłem zdenerwowany i wściekły. Parę lat temu
zezłościłbym się pewnie jeszcze bardziej. Mam wielu
przyjaciół w kręgach filmowych i w mediach. Nigdy jednak
ich nie wykorzystuję do swoich celów, bo pewnego dnia
oni mogą zażądać rewanżu. To jak mafia. Mafia i polityka
są bardzo pokrewne.
Dużo się mówiło o Twoich powiązaniach z Gandhimi i
Mukeshem Ambanim, o tym, co to może oznaczać.
Co jest oczywiście bardzo głupie, bo znam ich od lat –
Gandhich z czasów, zanim zostałem gwiazdą filmową,
Ambaniego – zanim przyjechałem do Bombaju. W ogóle nie
interesuje mnie polityka. Moje dzieci uczą się w szkole
Nity, ona też jest moją przyjaciółką. Znam dość dobrze
Tinę. Ale teraz, kiedy wzięli oni gwałtownie rozbrat,
ludzie nagle zaczynają myśleć, że należę do któregoś
obozu. Ludzie są przyzwyczajeni do swoich klik, niech
nie oczekują, że i ja z moją pozycją takowych nie mam.
Także jestem w klice – ale to jest klika najbliższych
przyjaciół i gang moich dzieciaków, tak jest mi dobrze.
Wejście w świat polityki nie interesuje mnie ani trochę.
Od lat przebywasz w ekskluzywnym świecie. Czy wkrada
się do niego jakaś pustka? Czy szukasz czegoś nowego?
Jakie masz cele?
Pracuję już długo w tym przemyśle. Szczerze – nie mam
celów. Tylko jedno – jeśli mogę nazwać to celem – myślę
jak dziecko. Wiesz, o co mi chodzi, widziałaś to dziś,
noszę czerwony kostium Supermana i robię coś tak
głupiego w wieku 41 lat. Ten rodzaj głupoty postrzegam
jako jedną z najinteligentniejszych rzeczy na świecie.
Czytałem gdzieś, że jeśli lubisz Shah Rukha, to jesteś
uważany za „jhalla”. Nie tłumaczę się z tego, jaki
jestem, ale myślę, że prawdziwym miernikiem inteligencji
jest cieszenie się głupstwami, nie pogardzanie nimi.
Naprawdę cieszę się małymi aspektami życia. One mnie
napędzają. Drugą rzeczą jest to, że się nie przywiązuję.
Wkładam dużo wysiłku w zrobienie filmu, ale się do niego
nie przywiązuję. Muszę mieć jasny umysł, wolną głowę,
żeby – kiedy on odniesie sukces, było to tylko dzięki
jednej rzeczy – ciężkiej pracy. A jeśli zrobi klapę, to
będzie mimo ciężkiej pracy. Nie mógłbym żyć z myślą, że
coś odniosło sukces, ale ja się do tego specjalnie nie
przyłożyłem, albo – klęska, shit, mogłem bardziej
popracować. Dla mnie liczy się ciężka praca. Sądzę, że
to prostota mojego podejścia do pracy ją napędza. Nie ma
w tym nic złożonego.
Delhi i Bombaj reprezentują rozmiar zmian w Twoim
życiu. Czy jesteś teraz radykalnie inny?
Nie, wydaje mi się, że jestem taki sam. Wiek mnie trochę
zmienił. Straciłem trochę niewinności; myślę, że
straciłem też trochę niecierpliwości. Ludzie, którzy
znali mnie 18 lat temu, mówią, że mam przytarte rogi.
Nauczyłem się dyplomacji. Często mi mówiono, że
nadmierna szczerość w wykonaniu kogoś o mojej pozycji
rani. Dano mi do zrozumienia, że docenienie i pochwała
od gwiazdy filmowej Shah Rukha może znaczyć więcej niż
czysta prawda z jego strony. Teraz więc kalkuluję. Ale
jestem tego świadomy. Więc pewnie rzeczywiście straciłem
na ostrości. Kiedyś więcej walczyłem, częściej biłem
dziennikarzy...
Słyszałam o tym...
Taaa, chodzę w wiele miejsc, na seminaria, obiady z
politykami itd., gdzie zawsze będzie jedna czy dwie
osoby, które będą dla mnie bardzo miłe, ale obsmarują
mnie za plecami albo w prasie. Mam ochotę im powiedzieć:
„samne bol na, mian tere ko batata hoon” („powiedz mi to
w twarz i potem się policzymy”). Bo gdzieś głęboko
wewnątrz jestem „Dili ka goonda” (ulicznik z Delhi).
Nikt w Mumbaju sobie z tego nie zdaje sprawy, bo już
nawet nie używam narzecza z Delhi. Jestem teraz bardzo
wytworny, przyjemny, normalnie słodki. Ale jestem „Dili
ka goonda”. Nie mógłbym nawet powiedzieć tego zdania,
nie używając „gaali”. Mam na koncie swoją porcję bójek,
wybitych zębów, biłem się na meczach hokejowych,
rozbijałem głowy cegłami, byłem w więzieniu. Moja matka
wyciągała mnie z awantur wiele razy. A potem
przylatujesz do Bombaju i nikt cię nie zna od tamtej
strony. Ludzie mówią teraz: jest stylowy, jest
inteligentny itd. Nikt nie wie, że tak naprawdę bliżej
mi do ulicznika z Delhi. Różnica jest taka, że teraz
wściekam się przez 20 sekund, potem myślę, spokojnie,
spokojnie. Mam tak dużo. Przyjaciele, jak Juhi,
przysyłają mi smsy mówiące: „Wszystkim nam mówisz,
żebyśmy mieli cierpliwość. Zajmuj się swoimi sprawami,
nie złość się na ludzi. Oni się nie liczą, ty liczysz
się tak bardzo”. To chyba takie myśli przychodzą ci do
głowy i pomagają się wyciszyć. Ale gdzieś głęboko w
środku, nie ma radykalnej zmiany.
Powiedz mi o swoich rodzicach. Twój ojciec był
działaczem niepodległościowym, człowiekiem tak jak ty
mniej materialistycznym. Twoja matka była bardziej
pragmatyczna. Czy oni są w Twoim życiu jak różne
bieguny? Czy złości cię idealizm ojca? Czy celowo
obierasz inną drogę?
Teraz, kiedy jestem starszy, wydaje mi się, że idealizm
mojego ojca pozostał w moich myślach i przekonaniach.
Mam starszą siostrę, ona też to podkreśla. Myślę, że to
właśnie on powstrzymuje mnie przed robieniem rzeczy, o
których mówiliśmy wcześniej. Mój ojciec walczył o
wolność, ale nie użył swoich znajomości, żeby odnieść
sukces w życiu. Był prawnikiem, ale nie praktykował, bo
uważał to za mało szlachetne. Miał tytuł MA IIb, ale
prowadził mały sklep. To była kantyna, ale przed nią
miał mały sklep przed Szpitalem Willingdon. Kiedyś nas
wyrzucono z mieszkania, bo nie płaciliśmy czynszu.
Opisałem to w mojej książce jako zabawne wspomnienie, bo
jako dziecko tak to postrzegałem. Ale to było smutne
zdarzenie. Działacz wolnościowy, świetnie wykształcony,
ludzie ze świecznika, od Mohammada Yunusa do Indiry
Gandhi, znali go i lubili. A on tego nigdy nie
wykorzystał, prowadził kram z herbatą. W mojej książce
nazywam go najbardziej farciarskim przegranym świata.
Bardzo inteligentny, bardzo wykształcony, bardzo cichy –
nie, właściwie nie cichy, dużo z nami rozmawiał. Jestem
dla swoich dzieci taki, jaki ojciec był dla mnie –
jestem zabawnym przyjacielem, nauczycielem. Miał bardzo
atrakcyjną osobowość, był bardzo przystojny, wysoki, 6
stóp i 1 cal, o bardzo łagodnym sposobie mówienia, z
dużym poczuciem humoru, które po nim, jak sądzę,
odziedziczyłem. Jego było trochę gorzkie i sarkastyczne,
moje jest inne, bardziej krzykliwe. Z kolei moja matka –
mój ojciec zmarł młodo na raka i ponieważ nie mógł
zarabiać tak, jak jego przyjaciele – zdała sobie sprawę,
że żeby wychować dzieci i dać im należytą edukację,
równą, jak myślę, mężowskiej, musi się stać bardziej
materialistką. Zarabiać więcej. Po jego śmierci założyła
agencję olejową (punkt skupu? - przypisek tłum). Zmarła,
próbując nas wychować. Umarła w bardzo trudnych
warunkach. Nie zmarłaby, gdyby nie pracowała tak ciężko,
to jest dla mnie bardzo jasne. Miała 47-48 lat.
Widziałem więc obie te postawy.
Wydaje mi się, że moja siostra pozostała idealistyczna,
jak mój tato i nie poradziła sobie ze śmiercią rodziców.
Ale ja doceniam wartość bycia jak mój ojciec i
praktyczność bycia jak matka. Rzeczy, których mnie
nauczyła, to między innymi: „Najpierw wyrób sobie
pozycję, żebyś miał jakiś wybór, potem dokonaj
właściwego wyboru”. Mój tata powiedziałby raczej: „Jest
tylko jedna właściwa droga”. Więc to jest jakaś
kombinacja. Powiedziałbym, że mam szczerość mojego ojca
i praktyczność mojej matki. Jestem szczerze praktycznym
albo praktycznie szczerym facetem.
Twoja siostra jest chora od czasu ich śmierci?
Tak, moja siostra bardzo cierpiała po ich śmierci. Ja
też cierpiałem. Rodzice każdego umierają, każdy cierpi,
więc dla mnie nie było to takie dotkliwe. Ale ja miałem
15 lat, kiedy umarł tata, a 25, kiedy zmarła mama. I
miałem siostrę, która czuła się bardzo źle. Lala. Teraz
jest z nią znacznie lepiej, choć nigdy nie będzie w
pełni zdrowa. Piękna dziewczyna – fizycznie i umysłowo,
także MA, IIb. Ale nie jest zdrowa. Po śmierci taty
doznała ogromnego szoku. Psychiatria nie była wtedy
szczególnie rozwinięta, więc znalezienie pomocy zabrało
nam pięć lat. Następne pięć – sześć lat upłynęło, zanim
zbliżyła się do mamy, a wtedy zmarła mama, więc rozbiło
ją to dosłownie na kawałeczki. Według terminologii
medycznej miała „potassium imbalance” (zaburzenie
równowagi potasu?). Psychicznie zaczęło być z nią coraz
gorzej. Była wciąż bardzo chora, kiedy przyjechała tu,
do Bombaju. Zabrało mi trochę czasu zarobienie na tyle –
stało się to po „Dilwale Dulhania...” – że mogłem zabrać
ją do lekarza do Londynu. Teraz już z nią dobrze. To
znaczy nigdy nie będzie w pełni zdrowa, ale jest o wiele
lepiej niż było. Mieszka ze mną. I to moja siostra
przypomina mi codziennie, że nie mogę żyć tak jak
ojciec. Ale nie mogę też postępować wbrew naukom ojca.
Myślę więc, ze jestem uczciwym kombinatorem. Wierzę w
łapanie szansy. Ojciec mówił że „waqt ki choti age hoyi
hai”. Czas to kobieta, jeśli musisz złapać ją za włosy,
to stań z nią twarzą w twarz i chwytaj.
Jesteś supergwiazdorem, Shah Rukh. Wszystkie drzwi stoją
przed Tobą otworem, możesz być, kim chcesz. A pozwalasz,
żeby ludzie oglądali Cię w takich błahych
okolicznościach. Wywiady Subhasha K. Jha, występy na
weselach, mówisz o sobie „występująca małpa,
kapitalistyczna świnia...”
Nie umawiam się z Subhashem K.Jha. Nie rozmawiam z nim.
Nie znoszę go, nigdy go nie lubiłem. Nie zamieniłem z
nim słowa od dwu i pół roku. Nie udzieliłem wywiadu
nawet Khalidowi Mohammedowi, choć to przyjaciel. Wiesz,
powiem Ci coś, Shoma; kiedy ktoś pyta mnie o coś, czego
i tak nie dam rady mu wyjaśnić, bo wiem, że jego poziom
inteligencji nie dostaje do mojego, co mam zrobić?
Musisz zrozumieć, co mam na myśli mówiąc, że jestem
tylko kimś, kto występuje. Nie tańczę na weselach. Jeśli
jesteś dość inteligentna, to Ci to wyjaśnię, ale kiedy
Subhash K.Jha mówi (naśladuje falsetem)” „Ech, Shahrukh,
tańczyłeś na weselach”, powiem „**** off, tak,
tańczyłem”. Więc żeby odpowiedzieć na twoje pytanie –
tak, występuję na weselach. Ale bardzo trudno jest
pozwolić sobie na to, czego wymagam. Musi to być
przygotowane jak show, musi być miejsce, w którym nikt
nie je i nie pije, zaczynamy o 9.00 i kończymy o 11.30,
scena musi mieć 30 do 40 stóp, wchodzimy, nie rozmawiamy
z nikim, nie jemy twojego jedzenia, nie robimy sobie
zdjęć z twoją córką i synową, chyba, że któreś z nas
osobiście się na to zgodzi. Przyjeżdżamy, występujemy,
odjeżdżamy.
Rzecz na dużą skalę.
Tak, duże przedsięwzięcie I niewielu może sobie na to
pozwolić. Mittal może. Nie tańczę na "shaadi ka sangeets",
chyba że dla najbliższych przyjaciół, jak Adi Chopra.
Jaka była druga rzecz, o którą pytałaś?
O to, że nazywasz siebie niepoprawnym kapitalistą.
Jesteś w jakiś sposób twarzą nowego, materialistycznego
klimatu w kraju. Czy nie masz wątpliwości co do tego, w
jakim kierunku idzie kraj, dokąd jest prowadzony? Za
czym się opowiadasz w życiu?
Widzisz, widzę wiele takich punktów, co do których wiem,
że nie idziemy w dobrą stronę. Można na to zareagować na
dwa sposoby. Jeden – to wziąć sprawy w swoje ręce, tak
jak być może robi to „Tehelka”. Mieć ten rodzaj odwagi i
ikry. Ale nie wszyscy z nas tak mogą. Drugi sposób to
powiedzieć sobie: „Nie naprawię świata, ale może mogę
zmienić siebie? Mogę sprawić, że będę żył uczciwie?”
Więc jeśli dobrze myślący, o zdrowym umyśle człowiek z
mojego kraju mnie spotka, to może powiedzieć; to dobry
facet, wykształcony, inteligentny, żyjący jak Pan Bóg
przykazał. Tak, wierzę, ze trzeba zarabiać, dobrze żyć.
Mam bmw, wielki dom, ale to nie musi być bmw. Kiedy więc
mówię młodym, żeby brali ze mnie przykład, naprawdę
wierzę, że – a nie mówię tego dlatego, że to wywiad i
nie powiedziałbym tego Subhashowi K.Jha albo Khalidowi,
bo i tak nie zrozumieliby – naprawdę wierzę, że
postępuję tak, jak powinien każdy Hindus. Powinieneś
starać się i zarabiać, powinieneś ciężko pracować i na
swój sposób pokazać światu Indie przez pryzmat swojej
osoby. Uważam, że byłoby świetnie, gdyby każdy tak
postępował. Ale nie mam jakichś pryncypiów. Byłem
zaproszony do wygłoszenia mowy w Davos, ale nie pojadę
tam. Nie mam w tym żadnego celu. Nie mam na to czasu.
Czy bycie muzułmaninem jest ważną częścią Twojej
tożsamości? Czy ostatnie wydarzenia skłoniły Cię do
większego namysłu nad tym?
Nie jestem ateistą, wierzę w Boga, uważam, że to kiepska
moda być ateistą. Z urodzenia jestem muzułmaninem, więc
wiem o tym coś więcej, choć właściwie przez większość
życia wychowywali mnie hinduiści i byłem zafascynowany
Ram Lilą i tymi sprawami. To się nie zmieniło, ale
przybyło mi lat, widzę, co dzieje się z islamem na całym
świecie i myślę, że to bardzo ważne, żebym nawet nie
mając wielkiej wiedzy o religii, w bardzo jasny sposób
stanął w obronie dobrej strony islamu. AR Rahman
przysłał mi kiedyś wiadomość: „Jesteś ambasadorem
islamu”. I chyba naprawdę jestem. Przestrzegam jego
reguł, którymi są pokój, dobro, uprzejmość dla ludzi.
Jestem normalnym gościem. Myślę, że tego właśnie uczy
islam.
Czy jest jakiś aspekt tego, który Cię martwi?
Oczywiście, jest wiele działań ludzi, którzy nazywają
się islamistami lub są islamistami, które są
niepokojące. Ale myślę, że my w ogóle za szybko
klasyfikujemy. Ona jest Bengalką? To dlatego jest taka.
Lubimy szufladkować, bo to nam daje poczucie
bezpieczeństwa, oddala lęki. Ja reprezentuję postawę
współczesnego muzułmanina. Mam żonę hinduistkę, dzieci
są wychowywane według obu religii. Odmawiam namaz, kiedy
mam taką potrzebę. Ale nie chciałbym wierzyć w cztery
małżeństwa, nawet jeśli moja religia na to pozwala.
Także wiele innych spraw już straciło swój dawny
kontekst, ale nie oznacza to, że mam kwestionować Koran.
Chciałbym, żeby ludzie wiedzieli, że islam to nie tylko
bycie fanatycznym, radykalnie innym, agresywnym
człowiekiem, albo takim, który tylko i wyłącznie
wypełnia jihad. Chciałbym, żeby ludzie wiedzieli, że
jihad polega na opanowaniu własnej gwałtowności i
słabości. Jeśli jest to konieczne, opanowaniu w sposób
gwałtowny.
Kiedy się modlę, to twarze, które przed sobą widzę, są
twarzami mojego ojca i matki. A także moich psów. Kocham
mojego psa Chewbaccę. Czy to jest bluźnierstwo? Nie
wiem, ale kiedy zamykam oczy, idę czasami na taras, czy
gdziekolwiek – nie muszę przyjmować specjalnej pozycji
czy szukać miejsca do modlitwy – czuję poruszenie w moim
sercu albo gdzieś w okolicach serca i myślę, że tam
mieszka Bóg. To jest u mnie właśnie aż tak głupie, albo
proste, albo potężne.
Kto po stracie rodziców został drogowskazem w Twoim
życiu?
Nikt. Nadal byli przyjaciele, ciotka, siostra. Ale nikt,
nie było już ani kotwicy ani autorytetu. Dlatego
przyjechałem do Bombaju. Właściwie także dlatego się
ożeniłem. Pomyślałem, że jeśli się ożenię, to ktoś
przynajmniej będzie ze mną. I dlatego myślę, że kiepski
ze mnie yuppie. Nie mam żadnej kultury. Straciłem
rodziców za młodo, żeby nabyć jakąś kulturę.
Co w takim razie było twoją siłą?
Praca. Właśnie tak. Praca jest moim życiem. Jeśli chodzi
o pracę, jestem wręcz upośledzony, to nie jest po prostu
pracoholizm, to o wiele więcej. Wcale nie jest to
przyjemne. Przepracowuję się, wykorzystuję 95 procent
możliwości, które wpadają mi w ręce. Niczego nie
odpuszczam. Mam zawsze energię i pracuję na okrągło. Nie
muszę. W tej chwili naprawdę dobrze mi się powodzi.
Nawet przed KBC moja kariera była udana. Mam piękne
dzieci, dobrą żonę, której jestem wierny, mam ładny dom,
rodzina jest bezpieczna. Mam też dobrą firmę, dzięki
której mogę kręcić filmy. Mam więc „hunar”. I mogę sobie
pograć. Doskonale wiem, że mam się dobrze. Ale ciągle
myślę: „Shit, zrobię jeszcze i to”. Nie chodzi o
pieniądze. Ludzie myślą, że ja wszystko robię dla
pieniędzy, ale nie, ja po prostu nie umiem odpuszczać
żadnej możliwości. Muszę pracować. Oczywiście cieszę się
wszystkim, co mam, nie chcę, żeby przepadło, ale gdybym
jutro to stracił, nie rozpaczałbym. Właściwie nie jestem
przywiązany do żadnej z tych rzeczy. Gdybym nie miał
samochodu, jeździłbym trzykołowcem i nie lamentowałbym.
Ale muszę pracować, nawet jeśli to jakaś pułapka.
Pieniądze są oczywiście ważne. Nie znoszę brać cudzych
pieniędzy, nie znoszę publicznych pieniędzy, inwestorów.
Może to wyglądać na chciwość, ale muszę mieć własne
pieniądze. Utrzymuję 70-osobowe biuro. Wybudowałem
oddział leczenia raka imienia mojej matki. Teraz chcę
ufundować cały szpital, ale swoimi własnymi pieniędzmi.
Więc tańczę na przyjęciach weselnych. Prowadzę KBC albo
wyruszam w światową trasę koncertową. Mam w sobie
niepewność, bo rodzice odeszli tak nagle. To jedna
wielka mieszanina. Ale najlepszą częścią mojego bardzo
energetycznego, uczciwie zaharowanego, „korzystam-z-każdej-okazji-jaka-się-nadarzy”
trybu życia jest to, że nie zostawia on ani chwili na
smutek. To lubię. Kiedy zostaję sam, od razu jest mi
smutno. Mam tak od wielu lat. Rodzice zmarli dawno temu,
więc siłą rzeczy nie powinienem za nimi tęsknić. Nawet,
prawdę mówiąc, nie pamiętam już, jak wyglądali. Więc czy
to z ich powodu? Nie wiem, ale dopada mnie smutek. Mam w
życiu wszystko. Jest tak normalnie, jak tylko może być.
A jednak, kiedy jestem sam, jestem smutny. Więc pracuję.
Na okrągło.
A poza swoimi własnymi, jakie filmy Ci się ostatnio
podobały?
Nie oglądam filmów. Kiedy oglądam dobry film, który nie
odniósł sukcesu, albo zły, który sobie świetnie radzi,
strasznie mnie to dezorientuje. Oglądałem „Rang de
Basanti”. Był bardzo dobrze zrobiony. Miałem w nim grać.
Nosiłem się z decyzją przez ponad rok. Zszokował mnie
fakt, że jakoś nie mogłem uwierzyć w scenariusz. Nic w
nim nie widziałem. To mi uświadomiło, że nie umiem
właściwie się wczytać. Widziałem „Krrisha”. Podobała mi
się jego nowoczesność. Nie podobał mi się „Dhoom2”.
Dlaczego?
Brakuje mu wrażliwości. Adi jest moim bliskim
przyjacielem, ale powiedziałem mu, że emocje gdzieś
przepadły. Grałem już w okropnych filmach, nakręciłem
też trochę bardzo przyjemnych i trochę bezwstydnie,
otwarcie komercyjnych. Ale we wszystkim tym musi być
jakiś poziom emocji, który za tym idzie. Powinien być
nawet element konserwatywny, jak na przykład: nie
czarujesz dziewczyny, jeśli wcześniej pokazałeś, że jej
ojciec jest w domu. To tylko mały przykład, bardzo
staroświecki, ale tego nie mógłbym zrobić. Ani
publiczność, ani ja nie możemy wiedzieć, że uwodzisz
pannę, kiedy jej ojciec jest w domu.
A ja myślałam, że jesteś nowoczesnym mężczyzną z
metropolii!
Owszem, ale jestem też konserwatywny. Mam taką teorię,
że moje filmy radzą sobie tak dobrze za granicą, bo jest
w nich dość elementu podniecającego dla mężczyzn, nawet
muzułmańskich, na całym świecie, ale są na tyle
staroświeckie, żeby mogli zabrać na nie swoje żony.
Zmieniając temat: Shah Rukh, wydaje mi się, że mówisz
więcej o synu, mniej o córce.
Jak mówiłem, jestem konserwatywny, więc nie mówię o
swojej córce. Nie to, żebym nie był z niej dumny. Tak
naprawdę w pewien sposób jestem z niej może bardziej
dumny niż z syna. Ale jestem nieśmiały w stosunku do
kobiet. To szokujące, ale nawet z jej przyjaciółkami nie
bawię się za długo. Uważam, że dziewczyny powinno się
zostawiać we własnym towarzystwie. I mam też coś takiego
– nigdy nie zajrzałem do szafy mojej żony, do jej
torebki, jej szuflad, czegokolwiek. Jestem żonaty od
1991 roku i wciąż tego nie umiem zrobić. Uważam, że
kobiety powinny mieć dużo prywatności. Odnosi się to też
do mojej córki.
To dziwne, biorąc pod uwagę, że wśród Twoich
najbliższych przyjaciół są głównie kobiety, także w
pracy.
Tak, Farah, Juhi, nawet Kajol. Nie mam zbyt wielu
przyjaciół mężczyzn, a nawet oni nie są w typie macho,
Karan i inni. Właściwie to oni są bardziej przyjaciółmi
Gauri. Karan to bardziej przyjaciel Gauri, nie mój. To
dziwne, ale czuję się swobodniej w towarzystwie kobiet.
Ale chcę też, żeby miały swoją prywatność.
Czy to właśnie dlatego, pomijając Twoją charyzmę,
jest w Tobie jakaś aseksualność?
Nie jestem aseksualny, tylko wstydzę się kobiet. Nie
wiedziałbym nawet, jak poderwać sobie kochankę, jeśli to
dobre słowo.
To właśnie pokazuje Twoje wrodzone uprzedzenie:
„poderwać” kochankę (śmiech).
Nie, nie, chodzi mi o to, że nie wiedziałbym, jak
nawiązać romans. Chodzi mi o to, że moja kochanka byłaby
w moim sercu i głowie kolejną żoną, a wtedy byłbym
prawdziwym muzułmaninem (śmiech). Ale serio, nie wiem,
jak wyjść z propozycją, a raczej, jak wy to mówicie...
propozycją łóżkową. Czasami dziewczyna mówi, że jej się
podobam. Nie wiem, co odpowiedzieć, więc zanim pomyśli,
że jestem głupkowaty albo nie interesuje mnie seks,
mówię coś zabawnego. Dowcip zabija romans w zarodku. I
jest jeszcze jedna zasadnicza kwestia: nie umiem zrobić
pierwszego kroku. I nie uważam też, że kobieta powinna
robić pierwszy krok. Nie sądzę, że te, które tak robią,
nie są atrakcyjne, ale wolałbym, żebym to raczej ja
mówił niż odwrotnie. Więc w końcu zostawiają mnie w
spokoju, zostaję bez kochanek.
Gauri nie mogła wybrać lepiej. (śmiech)
Tak, jestem zasadniczy. Właściwie nawet więcej –
przepraszam za to, co powiem, nie powinno się tak mówić
– jestem nawet muzułmańsko konserwatywny (śmiech).
Jestem Pasztunem.
Także szowinistycznym?
Tak sądzę. To znaczy – teraz jestem bardziej wyluzowany.
Ale jestem bardzo zaborczy w stosunku do moich ludzi.
Lub raczej byłem. I nie lubię narkomanów. Nigdy nie
mówię nic przykrego synowi, ale powiedziałem: „Jeśli ty
albo twoi przyjaciele weźmiecie, urwę ci głowę”. Tak
naprawdę nie jestem luzakiem. Za każdym razem mnie to
dziwi, kiedy słyszę: ten gość ma romans. Moja pierwsza
reakcja to: zaraz, czy on nie ma żony?
Masz niezwykle aktywnych fanów, podążających za Tobą
po całym świecie. Czy rozumiesz waszą wzajemną chemię?
Tak. Myślę, że kochają mnie głównie starsze kobiety,
typy matczyne. Typy dziewczęce chyba nie uważają mnie za
dość modnego, ale rozumieją mój język. Nie sądzę, żeby
lubili mnie bardzo męscy mężczyźni. Jestem na to za
bardzo wymuskany, połowa z nich myśli, ze jestem gejem.
Inteligentni lubią Aamira Khana, więc wiem, że większość
moich fanów nie podpada pod tę kategorię (śmiech). Ale
bądźmy poważni: ludzie myślą, że jestem miłym, łatwym w
obcowaniu facetem. Po prostu kochają mnie. Uważają mnie
za część swojego życia. Najlepszą częścią mojego
aktorstwa jest fakt, że to nie idzie o to, że ludzie
mnie po prostu lubią. Jestem ich przyjacielem. Mówiono
mi, że nie budzę należytego respektu, że nie jestem dość
enigmatyczny. Ale nie uważam, żeby to było konieczne do
bycia gwiazdą. Niemcy, Francja, Afganistan, Turcja,
Polska, Japonia, Maroko, teraz i Chiny – lubią mnie
ludzie w najdziwniejszych miejscach na świecie. Mówili
mi w Niemczech, że u nich wszystko jest na guziczek:
wychodzenie w górę, schodzenie, jazda samochodem. Nie
mamy tylko guziczka od płaczu. Staliśmy się zimni. Ty
jesteś naszym guziczkiem od płaczu. Włączamy sobie twoje
filmy i płaczemy. Myślę też, że ja lubię tłumy, lubię
iść przez tłum i panować nad nim. Nie czuję się dobrze
na spotkaniu z 10 osobami, ale świetnie – z 10
tysiącami. Czuję się komfortowo, kiedy mogę poudawać
kogo innego, a mało komfortowo, kiedy muszę być sobą.
Często mówisz lekceważąco o swoim aktorstwie. O co w
tym chodzi? I czy jest jakiś film, który chciałbyś
nakręcić?
„Życie jest piękne”. Smutny, a jednocześnie obłędnie
śmieszny i żywy. Taki film chciałbym nakręcić. Wiesz,
zawsze pragnąłem kręcić różnorakie filmy. Kiedy
przyjechałem do Bombaju, miałem za sobą przygotowanie
teatralne. Myślałem, ze jadę pracować w kinie poważnym,
artystycznym. Ale ci reżyserzy – nie wymieniaj tu ich
nazwisk – naprawdę mnie przerazili. Mówili na przykład
(parodiuje ironicznie): „Shah Rukh, chcę, żebyś dotknął
włosów, tak jakby to nie były włosy, tylko możliwości”.
Albo: „Chcę, żebyś wyraził taki szok, jakbyś zobaczył po
raz pierwszy swoją matkę nagą". Albo na przykład:
„Widziałeś falę? Chcę, żebyś zachował się jak fala
uderzająca o brzeg. Ale nie pierwsza fala, nie druga,
tylko siódma fala. Fala, która wyczerpała swoją siłę”.
To było zupełnie pop********ne. I takie sztuczne. Nie
myśl, że myślę, ze w rozrywce aktorstwo jest zbędne.
Ludzie o poważnym podejściu do życia uważają śpiew,
taniec i romansowanie z dziewczynami za błazenadę. Ale
zapominają, że rozrywka składa się z całej palety
kolorów. Czasami musi być to biel i cisza, czasami oranż
i wrzawa. Ale każdy z tych kolorów składa się na
rozrywkę i każdy trzeba traktować poważnie. Cynizm nie
jest artystyczny. Smutek nie jest artystyczny. Możesz
być wesołkowaty, kwiecisty, ładny, mówić wprost, a to
wciąż będzie kreatywne. Kreatywność to nie musi być
ponurość, czerń, smutek, cynizm, mrok, cisza, minimum
słów, kurta, „khadi”.
Kiedy więc zacząłem pracować z nowymi reżyserami, którym
ufałem – Karanem, Adim, Farah, poczułem, że robimy inne,
inteligentne kino, nie to coś nudnego i sztucznego. Ale
to nigdy nie działało w ten sposób. Zaczęli kręcić mój
rodzaj kina, myślę, ze to z powodu mojej energii.
Szczerze mówiąc, myślę, że moje gwiazdorstwo popchnęło
ich w tę stronę.
Więc jakie filmy w Twojej opinii były kamieniami
milowymi?
„Baazigar” jest bardzo interesujący, uwielbiam być złym
facetem. Także „Don”. Zawsze lubiłem „Kabhie Haan Kabhie
Naa” Kundana Shaha. „Darr”. „Dilwale Dulhania” to był
oczywiście punkt zwrotny. „Kuch Kuch Hota Hai” był
wyjątkowy z powodów osobistych, bo mogłem z Karana
zrobić reżysera, bo jego ojciec nie chciał z nim kręcić.
„Phir Bhi Dil Hai Hindustani” był dla mnie wyjątkowy.
Bardzo wyjątkowy. Był to pierwszy film naszej firmy i
kiedy zrobił klapę, strasznie nas to rozbiło. Ja, Juhi i
Aziz płakaliśmy przez 10 dni. I nigdy się właściwie z
tego nie otrząsnęliśmy. Co więcej, naszej firmie
podcięło to skrzydła na zawsze. Zrobiliśmy inne filmy, „Chalte
Chalte”, „Asokę”. Wszystkie przepadły. Osobiście
jesteśmy wciąż przyjaciółmi. Spotykamy się dwa, trzy
razy w tygodniu, ale wydaje mi się, ze gdzieś tam w
głębi straciliśmy wiarę w siebie nawzajem. Coś
przepadło. Lepiej byłoby, żebyśmy tego nie zaczynali. To
złe wspomnienia.
Więc teraz pracuję z Karanem, Farah iAdim. Ufam im.
Jesteśmy jakby na tym samym poziomie. Mamy jasno
wytyczone powody, dla których coś robimy. Nie kłamiemy
sobie nawzajem. Wiemy, że robimy film za 30 crore.
Musimy te pieniądze odzyskać. Więc oczywiście stroje
muszą być od Louisa Vuittona, czy wam się to podoba, czy
nie. I tak, musi być w pozamałżeńskim romansie trochę
wzruszeń, ale nie będziemy się zagłębiać w to, co kryje
się w głębiach serc i umysłów pary bohaterów. Nie
wchodzimy w to bardzo na serio. Nie dlatego, że jesteśmy
za głupi. Działamy w wykalkulowany sposób. Rozumiemy
nasze wzajemne zepsucie.
Ile dla Ciebie znaczy Twoje gwiazdorstwo? Wiele się o
tym dywagowało, kiedy pojawił się Hrithik. Czy to Cię
poruszyło, obeszło?
Tak, to było przygnębiające. Nie byłem załamany dlatego,
ze Hrithik sobie tak dobrze radził, przecież on jest
teraz moim przyjacielem i zawsze nim był. Jego ojciec
był pierwszą osobą, z którą pracowałem po przyjeździe do
Bombaju. Najgorsze w tym było to, że wszyscy wokół
zaczęli pisać o mnie źle. Ja akurat przechodziłem
operację, czułem się fatalnie. Byłem naprawdę podatny na
zranienia. Poza tym ja dopiero z pięć lat temu
zaakceptowałem fakt, że jestem supergwiazdą. Każda
recenzja, każda wzmianka w prasie drażniła mnie i
wzbudzała mój gniew. Byłem oszalały na punkcie
zdobywania nowych fanów, trochę z północy, trochę z
południa. Dopiero całkiem niedawno zacząłem się czuć
bezpiecznie.
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"