Powinni mi dać National Award 20 lat temu
Wywiad dla Hindustan Times z 4 stycznia 2009
Autor: Vajir Singh
Zdolny Khan
Ach, jest niedziela! Cóż będzie
lepsze od pogawędki z aktorem... w nieustannym wirze
opozycji do reguł systemu? Po zaprezentowaniu się jako
łagodny szary człowiek w "Rab Ne Bana Di Jodi", pokaże się
nam wkrótce, grając samego siebie - i to nie w tytułowej
roli - w "Billu Barber", a potem jako bohater tytułowy filmu
"My Name Is Khan", kręconego właśnie w Los Angeles.
Przedstawiamy Shah Rukha Khana w rozmowie z Vajirem Singhem,
który ostrzega, że napisze książkę i wkrótce opublikuje
album zdjęć supergwiazdora.
Powinni mi dać National Award
20 lat temu
Od początku "Rab Ne Bana Di
Jodi" wywoływał mieszane reakcje. Czy film był z góry
typowany jako sukces?
To ty powinieneś wiedzieć. My włożyliśmy w ten film całe
serce i nam się on bardzo podobał. Jego wydźwięk jest bardzo
nietypowy. Adi (Aditya Chopra) wziął na siebie wielkie
ryzyko, biorąc na warsztat taki właśnie temat. Dla mnie Suri
jest bohaterem bez six packa. Film jest bardzo w stylu dzieł
Hrishikesha Mukherjee.
Co do efektów finansowych, to nie śledzę raportów o
oglądalności. Ludzie z branży zadzwonili do mnie i
powiedzieli: „Sir, ab toh sab manne lag gaye hain”. Dla mnie
prawdziwa radość bierze się z faktu, że kiedy byłem ostatnio
w szpitalu Nanavati, ludzie mówili do mnie "panie Suri".
Wcześniej też nazywano mnie imionami postaci z moich filmów,
na przykład z "Baazigar".
Czemu uważasz, że część branży była od początku
nastawiona nieprzychylnie do „Rab Ne Bana Di Jodi"?
Słyszałem o tym, ale ta sama część zmieniła zdanie już po
trzech-czterech dniach wyświetlania. W tych dniach film
zgromadził 60 crore w ciągu tylko pierwszego tygodnia. A
jeśli inne filmy zarobią dwa procent mniej lub 15 procent
więcej – jakie to ma znaczenie? Jeśli chcesz wiedzieć,
uważam, że to „Om Shanti Om” jest największym hitem.
Potem zadzwonił Adi i powiedział mi, że film przyniósł 90
crore dochodu na całym świecie w ciągu pierwszego tygodnia,
a to już oznacza jego mocną pozycję. Brzmiał, jakby był
bardzo szczęśliwy, a generalnie Adi nigdy taki nie bywa.
Jeśli on jest szczęśliwy, to znaczy, że film naprawdę
poradził sobie dobrze.
W twoim następnym filmie, „Billu Barber”, grasz
supergwiazdora.
Zanim odpowiem, pozwól mi podkreślić, że „Billu Barber” to
nie jest mój film. Należy do Irrfana (Khana). Ja jestem
tylko jego częścią. Inshallah, będziemy mogli zrobić
premierę 13 lutego. To remake filmu malajalam. Głównymi
bohaterami są Irrfan i Lara Dutta. I znowu jest to opowieść
o zwykłym człowieku, który napotyka kogoś, kto wydaje się
być nadzwyczajny. Film jest mieszanką wiejskich klimatów z
bollywoodzka masalą, opowiada o dwóch odrębnych światach,
które spotykają się z sobą.
Czemu wybrałeś akurat Irrfana Khana do zagrania głównej
roli?
Pan Priyan (Priyadarshan) uważał, że on będzie najlepszy.
Bohaterem filmu jest Billu, a według pana Priyana film
spodoba się tylko wtedy, kiedy główna postać „chwyci”.
Uważał, że Irrfan ma oczy pełne prawdy i dobroci, takie,
które mogą przekazać wiele znaczeń.
Tamilska wersja, „Kuselan”, nie poradziła sobie dobrze w
notowaniach box office'u.
Nie widziałem „Kuselan”, więc nie mogę się wypowiadać. Co do
„Billu” - pan Priyan opowiedział mi tę historię, próbował
zachować maksymalną wierność oryginałowi w malajalam. Nasz
film kręci się wokół Billu i supergwiazdora, który pojawia
się w jego życiu.
Jako aktor kręciłem wiele filmów w małych miasteczkach. W
trakcie trwania prac nad filmem zmienia się czyjeś życie.
Czy Priyadarshan nie zamierzał nakręcić tego filmu z tobą
w roli głównej?
Miał w zanadrzu dwie opowieści – jedną o wielkim napadzie i
„Billu”. Ja wolałem ten pierwszy, a on – „Billu”. Powiedział
mi, że ta historia ma wielki ładunek emocjonalny.
Zadzwoniłem więc do Irrfana. Był akurat w Stanach, ale
zgodził się natychmiast.
Czy chcesz także wyprodukować ten film o napadzie?
Spójrzmy. Mój terminarz jest już zapełniony. Teraz kręcę
film Karana (Johara) „My Name Is Khan” w Los Angeles, potem
będzie „Ravan” Anubhava Singha i „Happy New Year” Farah Khan.
Zechcesz mnie oświecić na temat „My Name Is Khan”?
Taaa, jest to film z tezą, o bohaterze autystycznym (pauza).
Właściwie nie jest on autystyczny, ma syndrom Aspergera...
który polega na upośledzeniu umiejętności społecznych. Film
opowiada o kimś, kto jest bardzo zaburzony psychicznie w
sposób stały. To historia tego człowieka i jego rodziny...
bardzo nietypowy film dla Karana, a także nietypowy dla
mnie. To kolejny trudny film, jak „Rab Ne...”, jak „Chak
De...”.
Trudny?
Tak, bo jestem postrzegany jako bohater kina komercyjnego.
To spore wyzwanie – zrobić coś innego, co może być
nominowane do National Awards, a mimo to nadal należeć do
nurtu kina komercyjnego.
Bo 90 procent ludzi, którzy odbierają krytycznie moje filmy,
także wielu aktorów... uważają, że nie umiem grać. Więc po
20 latach walczę o to, żeby pokazać ludziom, że umiem...
inaczej. I że jednocześnie mogę zrobić to w filmie, który
odniesie sukces komercyjny. Inshallah, dokonam tego dzięki
„Rab Ne...”, potem „Billu Barber”, a w końcu w „My Name Is
Khan”.
Zagrałeś też w filmie „Dulha Mil Gaya”, który będzie miał
premierę w tym roku.
To nie jest mój film. Miałem w nim cztery – pięć dni
zdjęciowych, tak jak w „Bhoothnath”. Wystąpiłem w „Dulha Mil
Gaya”, bo jego reżyser, Vivek (Vaswani) zrobił dla mnie
bardzo wiele.
Włożyli w ten film wiele pracy, lecz niestety przeze mnie
jego kręcenie się przedłużyło. Teraz w końcu dokończyłem
robotę, a Bóg mnie pokarał kontuzją na planie „Dulha Mil
Gaya”.
Chcę więc powiedzieć to bardzo wyraźnie, zapłaciłem już
swoją cenę i mam nadzieję, że film odniesie sukces. Odtąd
nie będę robił żadnych więcej występów gościnnych. Czuję się
bardzo niekomfortowo, kiedy zdjęcia do filmu opóźniają się
przeze mnie. Wszystko kręci się wokół występu specjalnego, a
ja nawet nie jestem osią filmu. Nie warto. Nie biorę
honorariów za występy gościnne, robię je jako przyjaciel - a
potem widz otrzymuje zły sygnał. Oczekuje że dłużej będzie
oglądał mnie na ekranie.
Czy to są Twoje noworoczne postanowienia – zdobyć
National Award i nie robić więcej występów gościnnych?
National Award! Powinni mi ją wręczyć 20 lat temu, kiedy
postanowiłem zostać aktorem (uśmiecha się). Jeśli nie dadzą
mi nagrody, trudno, będę pracował jeszcze ciężej.
Nawiasem mówiąc, uważam, że po 20 latach spłaciłem już
wszystkie długi wdzięczności w stosunku do moich przyjaciół,
którzy pomogli mi zostać gwiazdą. Nie muszę już robić
żadnych więcej występów gościnnych. To był mój podstawowy
obowiązek, w jakiś sposób uczestniczyć w ich filmach. I
cieszę się, że to robiłem.
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"