Nie kwestionujcie mojej inteligencji
Wywiad dla Times of India, 30 września 2010
Tytuł oryginalny: Don’t Question My Intelligence
Autor: Anshul Chaturvedi
„Skoro mowa o sprawach związanych z SRK, dorzućmy też do
tego trochę o zgodzie społecznej” – SRK mówi, jak są
traktowane z gwiazdorskiej perspektywy zagadnienia państwowe
i dlaczego nie zawsze mówi to, co myśli. Z wyjątkiem
oczywiście tego, co mówi Times of India.
W ubiegłym tygodniu policja mumbajska poprosiła gwiazdy
kina, by zaapelowały do ludzi o utrzymanie spokoju w związku
ze zbliżającym się werdyktem w sprawie meczetu Babara (Babri
Masjid – meczet Babara w Ajodhji, w stanie Uttar Pradesh,
zbudowany w XVI wieku, będący wiele razy przyczyną
konfliktów muzułmańsko-hinduskich; ostatniego września
zapadł wyrok w sprawie własności ziemi, na której znajduje
się meczet – przypis tłumacza). Mówiłeś wcześniej – po
konferencji prasowej Emraana Hashmiego, który nie mógł
dostać domu w Mumbaju – powiedziałeś wtedy, że masz swoje
zdanie, ale bronisz się przed wypowiadaniem go, ponieważ: a)
zawsze jest niewłaściwie interpretowane, i b) media nie
zajmują stanowiska. Dziś, poproszony o wypowiedź na temat
zgody społecznej, jesteś skłonny wyjść poza ogólniki?
Być może nie powinniśmy być brani na serio, ponieważ
jesteśmy gwiazdami filmowymi. Nie idziesz do każdego
inżyniera czy lekarza i nie prosisz go o opinię na temat
społecznej zgody. Kontrargument brzmi: „Och, ale wy
jesteście osobami publicznymi!”. Mój argument z kolei jest
taki – jesteśmy osobami publicznymi do momentu, gdy
dostarczamy rozrywki. Jeśli poza tym jest jakaś sprawa, o
której chcę powiedzieć, może to być coś osobistego, może to
być edukacja kobiet – wypowiem się. Nie musisz tego
traktować serio, ale jeśli jestem o czymś przekonany,
wypowiadam się. Jeśli ktoś traktuje to poważnie – wspaniale.
Ale jestem przekonany, że to, jak serio traktujemy gwiazdy
filmu, jest dość niewyraźne; prosimy każdą gwiazdę, by
opowiadała o jakiejś sprawie państwowej – czy chodzi o
rozgrywki (Commonwealth Games – przypis tłumacza), czy o
mecz krykieta, porządek społeczny, używanie środków
antykoncepcyjnych, stosowanie szczepionek na polio... I od
razu pytamy je też o różne naprawdę durne rzeczy. Z racji
tego, że twoja profesja jest postrzegana tak dwojako... –
„Proszę, opowiedz nam, zachowywałeś się nieodpowiednio w tym
miejscu, piłeś i siałeś zamęt, słyszeliśmy, że...” – stajesz
się trochę schizofreniczny. Jestem kimś, kto powinien mówić
o jakiejś poważniejszej sprawie w interesie ogółu, czy kimś,
komu przeznaczona jest jedynie błazenada?
Tak, ostatnio, kiedy o tym mówiłeś, stwierdziłeś: „Jestem
tylko głupią, prostacką gwiazdą, dlaczego powinienem mieć
jakieś zdanie?”.
Tak, dlaczego więc muszę odpowiadać na to wszystko... Zawsze
są wątpliwości. Są dni, kiedy dochodzisz do wniosku: „Nie
będę mówił, stary”. Ponieważ mając taką pozycję i robiąc to,
co robisz, doszedłeś do momentu, w którym zależy ci tylko na
osobistej satysfakcji. Potem myślisz sobie: „Zrobię to,
ponieważ kino będzie mieć lepszą opinię”. Oczywiście chcesz,
by twoje filmy osiągnęły sukces, ale w pewnym momencie
myślisz nie tylko o wynikach box-office’u.
Ale ludzie widzą to tylko tak – że nie potrafisz myśleć o
niczym innym poza przyszłością twojego następnego filmu. Z
tego powodu wracam do przekonania, iż filmy, filmowcy oraz
aktorzy są częścią dziwacznej sztuki, której jedynym
kryterium jest komercyjność. Istnieje dychotomia i ona
będzie zawsze. Jesteśmy artystami, ale dopóki nasze płótno
nie zostanie sprzedane za miliony, nie będziemy umieli
sprawić, by stało się przebojowe. To dziwne, że jest się
postrzeganym czysto komercyjnie, podczas kiedy jest się
artystą w zamyśle i przekonaniach. Więc czasami tobie, jako
artyście, jest zadawane pytanie dotyczące sprawy państwowej.
A ty sobie myślisz: „Tak, jestem artystą, więc opowiadam na
ten temat”. Znienacka pojawia się pytanie związane z
komercyjnością – i „Aaa, skąd się to wzięło?”. Tak już jest,
to ryzyko zawodowe i nigdy nie będę w stanie tego zmienić.
Toteż jeśli ktoś mi mówi, bym wypowiedział się o zgodzie
społecznej, powiem – tak, jestem o niej przekonany, w moim
domu taka panuje. Wierzę, że mój naród jest rzeczywiście
świecki, naprawdę tak uważam. Wypowiem się o tym. I w tym
samym momencie, jak właśnie przed chwilą to pokazałem, ktoś
mnie zapyta: „Masz już six-packa?”. To jest takie... Jak mam
odpowiadać na pytania o społeczną zgodę i six-pack w tym
samym zdaniu? Jestem więc, jak powiedziałem,
schizofreniczny. Wiem, że rozgrywam równocześnie dwie
partie, a czasami próbuję odmawiać rozgrywania przynajmniej
jednej z nich.
Nie wiem, czy ludzie z zewnątrz to rozumieją, dwutorowość
pytań, które się nam zadaje, to, o co się nas pyta w tej
samej chwili. Nie zadaje się takich pytań narodowym
przywódcom, tych błahych. To, że zabawiamy publiczność,
skaczemy, robimy sceny walki i tańczymy, nie powoduje, że
jesteśmy... Trzeba wiele inteligencji, by przekonać miliony
ludzi, że głupie rzeczy, które robimy na ekranie, to prawda.
Potrzeba wiele inteligencji, by przekonać ludzi, by
uwierzyli w fikcję – ale ludzie zdają się tego nie doceniać.
Tak, np. Walt Disney nie był postacią rysunkową...
Dokładnie. Walt Disney nie jest z kreskówki. Jest prawdziwie
międzynarodowym, nieskończonym fenomenem. Kiedy widzisz jego
twarz, nie śmiejesz się, mówiąc: „To Myszka Miki”. Nie jest
Myszką Miki – jest kreatorem marzeń. Niektóre marzenia są
zabawne, inne niedorzeczne, jeszcze inne słodkie – ale to
nie czyni takim ich twórcy; to sprawia, że postrzega się go
jako człowieka obdarzonego ogromną wyobraźnią.
Wszechstronnego.
Lubię się wypowiadać, kiedy ludzie zadają mi rozsądne
pytania. Ok, zadaj mi pytanie pozbawione sensu, ale w pewnym
kontekście, będę miał ubaw, rozśmieszę cię moimi
odpowiedziami. Ale nie powinno być tak, że robisz to po
prostu celowo i jest to całkowicie jasne; poddajesz w
wątpliwość moją inteligencję, zadając mi takie pytanie;
zadaj mi pytanie, ale nie wątp w moją inteligencję. Wiele
razy do tego właśnie to się sprowadza. Przyjdź z pytaniem, a
nie z pobudką w nim ukrytą. Ale... to twoja sprawa. Ty też
czasami możesz być zirytowany. Może to dlatego ludzie
częściej biorą się za portale społeczne i takie rzeczy. Oni
się tak naprawdę usuwają. To dlatego można ostatecznie
stwierdzić, że najszybszą informacją, najważniejszą
informacją – wszystkie znane osoby w końcu zaczną
przekazywać swoje myśli za pomocą własnego kanału – będzie
czy to książka, czy blog, twitter czy coś innego. Jeśli nie
mówię na jakiś temat na moim kanale, znaczy to, że nie chcę
o tym mówić. To oczywiste, na przykład nie mówię o religii.
Jeśli ktoś zadaje mi pytanie, zazwyczaj nie będę udzielał
odpowiedzi, bo cokolwiek powiem, zrani ludzi. Więc jest tak,
przepraszam, teraz publicznie nie możecie usłyszeć mojej
opinii na temat religii, ponieważ nie umiecie jej docenić,
ponieważ powoduje ona zbyt wiele konfliktów.
Utrata przekazu?
Tak, tak się dzieje... czasami rzeczywiście. Zdecydowałem,
że nie będę odpowiadał na pytania o aktorach, z którymi
gram. Pytajcie o moje filmy, moją pracę, moje sprawy –
dobrze. Na tym koniec.
Więc jeśli [pytanie] będzie dotyczyło twojego kostiumu w
„Ra. One” czy six-packa, będzie lekkie, odpowiesz każdemu,
ale jeśli będzie dotyczyło czegoś, co myślisz na dany temat,
jak np. religia, nie odpowiesz publicznie, nie podzielisz
się swoimi przemyśleniami?
Nie, nie podzielę się. Nie z popularnymi mediami. Nie sądzę,
żeby były zainteresowane taką wiedzą. Wątpię, że naprawdę je
to interesuje. To jest coś z stylu: „Powiedz nam coś,
proszę, powiedz kilka słów o porządku publicznym...”. To
znaczy? To jak reklama. Potrzebują mnie – kogoś, kto
natychmiast coś sprzeda. „Po prostu powiedz nam kilka słów,
dobra? Zaczniemy historię od spraw związanych z SRK i
zahaczymy też trochę o zgodę społeczną”. Myślę, że wielu
aktorów i dobrze myślących ludzi będzie w takiej sytuacji
zmieszanych, czyż nie?
Zostajesz przy tym, by nie komentować spraw o znaczeniu
społecznym?
Tak, nie sądzę, by gwiazdy filmowe miały znaczenie państwowe
– to takie proste. Albo – istnieją opinie, że niewłaściwe
jest, by mówiły o dobru narodowym, sprawach narodowych, bo
powodują przy tej okazji kontrowersje na dużą skalę. Nie
wolno nam mieć opinii. Jeśli mamy zdanie, musi być ono
kontrowersyjne – to tak jesteśmy zawsze postrzegani. To
trudne; oczywiście prywatnie mam swoje opinie i chcę się
nimi dzielić, chcę także się przekonać, czy są one słuszne,
czy nie; jestem typem człowieka otwartego na dyskusje, ale
jest godne pożałowania, że dziś obawiam się powiedzieć
cokolwiek – nie mogę nawet powiedzieć niczego miłego o
mieście (Delhi), bo w takim razie inne miasta poczują się
urażone! Mogę mieć dobre zamiary, ale ludzie to zrozumieją
opacznie – o wiele częściej będzie właśnie tak, nie inaczej.
Nie mógłbym pomóc, wypytując cię o to, co mówiłeś
przyjaciołom, zanim zaczęliśmy tę rozmowę, na temat robienia
pieniędzy w projektach o znaczeniu państwowym...
Jeśli pracuje się nad czymś, co ma znaczenie narodowe –
nawet jeśli taka jest natura człowieka, że chce zarobić,
ponieważ oddając się tej czy innej działalności, pracuje
bardzo ciężko; jeśli uważa, że jego wysiłki nie spotykają
się z odpowiednią gratyfikacją finansową – trzeba uczynić
jednoznaczne rozgraniczenie co do tych kwestii. Ale bądźmy
szczerzy, cokolwiek robi się dla państwa, jako działalność
publiczną, można oczekiwać zysku w wysokości czterdziestu
dziewięciu procent, ale przynajmniej pięćdziesiąt jeden
procent powinno zyskiwać państwo. Nie może być tak, że biorę
dziewięćdziesiąt dziewięć procent, a jeden procent daję
państwu! To trzeba zwrócić. Mówię tak i nie jestem
idealistą, jestem materialistą, biznesmenem, jestem
pieprzoną gwiazdą! Ok, może nie powinienem tak mówić, ale
chodzi mi o to, że jeśli jestem proszony o zrobienie czegoś
w interesie państwa, zrobienie projektu o znaczeniu
narodowym, nie jest tak, że nie dostanę za to zapłaty, ale
gwarantuję, że zysk, jaki przyniosę, jest wart nie tylko
tych pieniędzy, ale czegoś ponad to. Nie powinno chodzić
tylko o pieniądze, ale o coś więcej. Jeśli prowadzisz
biznes, prywatne przedsięwzięcie, weź sto procent zysków,
weź pięćset procent, proszę bardzo, ale jeśli pracujesz nad
projektem państwowym, celem nie może być uzyskanie pięciuset
procent zysku. Jeśli ktoś ciężko pracuje czy zasługuje na
mnóstwo pieniędzy, zapłać mu po prostu, powiedz, że będzie
pracował dużo i długo, zasługuje na to – a potem reszta
pieniędzy niech trafi tam, gdzie powinna. Niestety, taki
rodzaj przejrzystości jest w tym miejscu rzadki.
Nawiązując do tego – Rahmanowi zapłacono pięć crore za
piosenkę na igrzyska (Commonwealth Games – przypis
tłumacza), o których mówi się powszechnie, że będą fiaskiem.
Myślisz, że to właśnie przykład czegoś, co jest warte więcej
niż tylko pieniądze, jak powiedziałeś, czy jest tak, że
kiedy zlecają coś politycy i biurokraci, nawet taki Rahman
kończy, dostarczając dzienny urobek?
Ufff... widzisz, chłopie, z twórczością jest taki problem,
że czasami się spodoba, a czasami nie. To godne pożałowania,
że być może my oczekiwaliśmy od tej muzyki jakiejś łatwości,
a ona taka nie jest. Widzisz, to bardzo subiektywne.
Znajdziesz także, jak sądzę, wielu ludzi, którym się
spodobała. Ale być może ktoś zdecydował na jakimś poziomie,
by zabrać się za Commonwealth Games i powiedzieć, że
wszystko jest nie tak. To stało się teraz takie proste –
chodzi o CWG, wszystko jest kiepskie. Powodzie, gorączka
tropikalna, zbyt wielki ruch, to i tamto... wszystko jest
złe. I piosenkę także to dosięgło.
Myślę sobie także, że całe to przedstawienie jest odbiciem
tego, jak mało w naszym kraju doceniamy wydarzenia sportowe.
Kiedy mają miejsce, jesteśmy bardzo szybcy w dokopywaniu im,
a wszystkie ostatnie kontrowersje w krykiecie itp.
oczywiście ani trochę nie pomagają. To dla nas nieco szara
strefa.
Bollywoodzka supergwiazda, twarz stanu, trochę później
twarz kompletnie innego stanu z zupełnie odmienną ideologią
polityczną...?
Możesz to widzieć w taki sposób, ja postrzegam to inaczej;
np. byłem związany, powiedzmy, z Pepsi. Kiedy zakończyłem
współpracę z Pepsi, Coke powiedziała, bym coś dla nich
zrobił, i zrobiłem to. To, czy Coke i Pepsi mają inne wizje,
czy nie, nie jest problemem. Widzisz, oferuje mi się pracę,
ja ją wykonuję. Reklamowałem firmę komputerową, nie pracuję
dla niej już od półtora roku. Jest inna forma komputerowa,
która zaoferowała mi pracę, i powiedziałem, że jak
najbardziej, wykonam ją. Oczywiście wierzę, że obie firmy są
dobre w tym, co robią. Uważam, że moje zadanie to
powiedzenie ludziom, jakie dobre strony ma każda z tych
firm. Nie kłamię w żadnym z tych przypadków.
Zostałem poproszony o otwarcie Delhi Eye i powiedziałem:
„Ok, będę”. Zrobiło na mnie wrażenie London Eye, więc jeśli
coś takiego jest otwierane tutaj, i dzwoni się do mnie,
przyjadę. Jeśli jutro poprosi się mnie o otwarcie Chennai
Eye, pojadę i zrobię to, tak samo w przypadku Bhopal Eye czy
Lucknow Eye. Nie ma to, jak ja to widzę, związku z polityką.
Tłumaczenie: GosiaJG
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"