|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
przemówienia
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Prawość taty zabiła go
Wywiad dla Times of India, 23
września 2010
Tytuł oryginalny: Dad’s Honesty
Killed Him
Autor: Anshul Chaturvedi
Prawość mojego taty zabiła go, bo był zbyt łagodny, by
uporać się ze światem – ale ja taki nie jestem; jestem
uczciwy, ale nie bronię się przed wygrywaniem i wygodnym
życiem – mówi SRK i spogląda wstecz na życie, trzydzieści
lat po śmierci swego ojca spowodowanej rakiem.
Pisałeś dziś (19 września) na twitterze o swoim tacie...
Tęsknota?
Tak, stary... Nagle dziś to do mnie dotarło, obudziłem się,
nie kojarząc, jaka jest data, spojrzałem do gazety i nagle
to sobie uświadomiłem... A przy okazji, nietypowo –
wcześniej, w nocy, przyszedł do mnie mój syn – żona jest w
szpitalu, nocuje tam – przyszedł do mnie i powiedział:
„Tatusiu, chcę się przytulić” Zapytałem: „Dlaczego?”.
Powiedział: „Tak po prostu, tato... Myślę, że cię kocham”.
Bardzo mnie to poruszyło.
A potem wstałem i dotarło do mnie, kiedy zobaczyłem gazety,
że to rocznica śmierci mojego taty. Cieszę się, że jestem
dziś w Delhi. Przy okazji pójdę się pomodlić. Kiedy w moim
życiu dzieją się dobre rzeczy – a uważam, że zdarzają się
one każdego dnia – wiem, że chciałbym, by moi rodzice byli
tutaj, kiedy moje dzieci dorastają. Na przykład – musieliśmy
zabrać dzieci tutaj, nie mogliśmy ich zostawić w Mumbaju;
czasami nagle pojawia się myśl: „No, gdybym miał rodziców,
można by zawsze zostawić dzieci z dziadkami”; ale tak nie
jest.
W domu nie ma nikogo starszego. Brakuje mi tego, tęsknię za
nimi...
Mój ojciec zmarł tak dawno temu. Obliczyłem z samego ranka –
minęło trzydzieści lat. Cieszę się, że jestem dziś w
mieście, w którym żył i umarł. Dziwne uczucie... Nie ma w
tym nic nadnaturalnego, ale miło być w pobliżu miejsc, w
których mieszkała moja rodzina.
Czy kiedykolwiek udało ci się odwiedzić dom, w którym on
mieszkał, ożywić wspomnienia?
Ten w Gautam Nagar? Widzisz, mój ojciec zmarł, kiedy byliśmy
w Green Park. Moja matka odeszła w domu, w którym
mieszkaliśmy, w Gautam Nagar. Tak, jadę czasami w nocy...
Biorę dzieci na przejażdżkę, przejeżdżam przez tę okolicę,
ale nie, nigdy nie poszedłem do tego konkretnego domu.
Nie masz możliwości, by bez kamer i ludzi wokół odwiedzić
dom, w którym twój ojciec dożył swoich ostatnich dni,
prawda?
Nie, jestem pewien, że mogę pójść i oni nic nie powiedzą!
Pamiętam, że kiedy moja siostra poszła na uniwersytet –
musiałem mieć ze czternaście lat, a ona osiemnaście albo
dziewiętnaście – ojciec zabrał nas na Uniwersytet Delhijski.
Wziął nas do Miranda College. Mieszkał tam w pokoju. Myślę,
że być może nie było w tamtych latach college’ów tylko dla
dziewczyn; w każdym razie dyrektor pozwolił mu zatrzymać się
w tym pokoju. Więc on nas tam zabrał i otworzył drzwi, a tam
były jakieś dziewczyny; powiedział do nich: „Dzieci, mam
nadzieję, że nie macie nic przeciwko, kiedyś tu mieszkałem”.
Więc jestem pewien, że także mógłbym odwiedzić czyjś dom i
powiedzieć: „Słuchajcie, mieszkałem tutaj”; a oni nie będą
mieć nic przeciwko. Ale nie, nigdy nie próbowałem, zerkałem
tylko z zewnątrz. Zwykle zabieram dzieci na przejażdżki
nocą, mówię im, że tu mieszkałem, to jest mój dawny dom...
To dla nich całkiem fajne. Ale nigdy nie wszedłem do środka.
Nie brakuje ci tego? Wejść, rzucić okiem i powiedzieć –
tu zazwyczaj stało jego krzesło, to tu mieszkał, tu są moje
wspomnienia z dzieciństwa...
Nie... Nie wydaje mi się, bym chciał to zrobić. Byłoby mi
zbyt smutno. Zobaczyłem go z zewnątrz, w nocy, ale
prawdopodobnie nie chciałbym go odwiedzić. Nie wiem. Może
tego nie chcę i dlatego nigdy tego nie zrobiłem. Nie
myślałem o tym. Dopiero teraz, kiedy zapytałeś.
Może nie chciałbyś tam pójść, jeśli wokół tłoczyliby się
ludzie.
Tak, gdybym to zrobił, zrobiłbym to sam, bo są rzeczy,
którymi nie dzielę się ze światem, to dla mnie oczywiste.
Ale nie sądzę, by to było w porządku wobec ludzi, którzy tam
mieszkają – zapukać i powiedzieć: „Cześć, jestem tu,
ponieważ żyją tutaj moje wspomnienia o ojcu”. Oni prowadzą
pewnie szczęśliwe życie w tym domu, normalne jest, że
powinni go zapełniać własnymi wspomnieniami, nie moimi. Moje
powinny się wyprowadzić wraz ze mną. A więc nie, nie chcę
odwiedzić żadnego z domów, w których zmarli moi rodzice.
Gdyby to nadal był mój dom, wtedy oczywiście poszedłbym –
ale nie jest. Nie czuję się związany jakąś przestrzenią z
moim ojcem i z matką. Nie potrzebuję konkretnej przestrzeni,
by o nich myśleć... Oczywiście czasami nocą idę na grób
mojego ojca i się modlę.
To ten luksus, na który cię stać?
Tak, tak... Idę po cichu i w nocy. To jest przerażające, ale
to robię (śmiech)! Jeśli nie mogę wejść, idę w pobliże i się
modlę.
A dzieci?
Zabrałem je, tak, parę lat temu zabrałem moje dzieci na
groby moich rodziców. Córkę nie, była zbyt mała, ale syna
tak. Czasem mam ochotę je tam wziąć. Moja żona się trochę
obawia, mówi: „Nie, zabierz je za dnia, jeśli musisz”. Więc
może wyślę je za dnia z rodziną, a ja wybiorę się później, w
nocy. A kiedy trochę podrosną, może wezmę je ze sobą. Trzeba
znać swoje korzenie... Ja na przykład, niestety, prawie nie
znam rodziny mojego ojca. Poznałem ich, wiem o nich, są w
Peszawarze – ale to wszystko.
Czasami myślę – jak wyglądał ojciec mojego ojca? Chciałbym,
żeby mój syn wiedział więcej niż ja – wiedział, jak wyglądał
ojciec jego ojca, pomodlił się za całe to dobro, które
otrzymał...
Jak nierzeczywiste to wszystko jest dzisiaj? Kiedy go
utraciłeś, stałeś się pozbawionym ojca czternastolatkiem
mieszkającym w małym domku w Delhi. Dziś całe Delhi
ustawiłoby się w kolejce, żeby spędzić z tobą kilka minut.
Rozmawiałem o tym trochę z moim szwagrem, kiedy
przyjechałem. Przyjeżdżam tutaj, nawet jeśli jadę do
szpitala, ludzie z Escorts (Escorts Heart Institute Hospital
w Delhi – przypis tłumacza), doktor Seth i pozostali lekarze
są bardzo mili... Ludzie stoją w rzędach, by mnie zobaczyć,
machają do mnie. Cały czas jest wokół mnie tyle
zamieszania...
Te trzydzieści lat to zbyt wielka przepaść, by można ją
zasypać, prawda?
Zdałem sobie sprawę, że jeśli ktoś mnie pyta, co zrobiłem,
by osiągnąć sukces w tym czasie – ludzie mnie o to pytają –
przysięgam, nie wiem. Myślę o ojcach mówiących swoim
dzieciom, jakie powinny być. Nigdy nie wiedziałem, kim będę.
Po prostu się uczyłem, przenosiłem z jednego miejsca w
drugie, przyjechałem do Mumbaju i trochę grałem – i zanim to
do mnie dotarło, mam dwunastoletniego syna, dziesięcioletnią
córkę, coś w rodzaju sławy, jestem bardzo szanowany i
kochany.
I we wszystkim, co napisano na temat tego, jaki odniosłem
sukces, i tego, jak go zostanę pozbawiony, dostrzegam serce.
On jest największą gwiazdą. Nie jest największą gwiazdą. We
wszystkich dyskusjach, które o sobie czytam, widzę serce, są
zaangażowane, to dlatego o mnie mówią.
A pamiętam, jak wędrowałem po tych ulicach, kiedy byłem
nikim. Przyjechałem tutaj (Gurgaon), kiedy to była pusta
przestrzeń – raz, może dwa razy.
Zwyczajnie nie wiem, jak to wszystko się stało. I nie mam
pojęcia – [mówię to] całkowicie z głębi serca – nie wiem, w
jaki sposób odniosłem taki sukces. Są ludzie wyglądający
lepiej niż ja, bardziej utalentowani, pracujący równie
ciężko jak ja – a może ciężej. Ale dlaczego to się zdarzyło
mnie? Dlaczego trwa to od tak dawna?
Myślałem o tym. I doszedłem do wniosku, że tak się stało,
ponieważ nigdy nie wątpiłem w to, co robię. Zawsze
wiedziałem, że nie byłoby nikogo, kto by się mną opiekował
po śmierci rodziców – chociaż nie było nikogo. Zawsze byłem
przekonany, że będę potrafił związać koniec z końcem. Nigdy
nie dopuściłem do siebie myśli, że to, co robię, mogłoby
okazać się fiaskiem. W rzeczy samej uważam, że kiedy mamy to
wszystko, zaczynamy wątpić – więc muszę wrócić do podstaw.
Powiedziałem właśnie pewnej damie tutaj, że w głębi serca
jestem kimś, kto dostarcza rozrywki. Czy serwuję jedzenie w
moim domu, do podaję ci tu zimny napój – chcę, byś się
uśmiechał. Część tego serca – serca faceta od rozrywki –
jego część zawsze była dość rozsądna, by zajmować się
biznesem. Ale większa część mojego serca wciąż wierzy w
magię. Ponieważ w nią wierzę, magia mi się przydarza.
Ona jest także dlatego – jestem o tym przekonany – że moi
rodzice przekazali mi taką mantrę – słuchaj, nie martw się,
posiadasz magię. Nie mam żadnego innego uzasadnienia, by
dawać wiarę mojemu sukcesowi. Nie umiem go powielić. Nie
umiem powiedzieć moim dzieciom, by stałe się takie same. Nie
ma szans – wiem o tym. Ale uważam, że otacza mnie magia
wypływająca z duszy moich rodziców. Wierzę w to, naprawdę.
Nie robię niczego specjalnego – myślę o nich, modlę się do
nich, modlę się do Allacha i proszę, by ich miał w opiece.
Ale jestem otoczony przez czar ich dusz. Jeśli Bóg zabiera
ci coś – jeśli Allach pozbawia cię najważniejszego aspektu
twojego życia – zadośćuczyni w innych dziedzinach. I dziś, z
moimi dziećmi, czuję, że nawet pustka po moich rodzicach
została wypełniona. Mam syna i córkę – i zawsze myślę o nich
jak o moim ojcu i matce, w tym znaczeniu, że kiedy oni tu
byli, to byli właśnie oni, ja, moja żona i moja siostra –
teraz to jest też ta sama ekipa.
Jestem sam w tym, co robię – mam bardzo małą rodzinę – ale
nigdy nie jestem samotny. Nie potrzeba mi zbyt wiele.
Potrzebuję tylko tych trojga, czworga ludzi, by chronili
mnie przed samotnością, i uważam, że to dar, który mi
ofiarowali rodzice. Jestem zupełnie sam, jestem obcy w
Mumbaju, ale wszystko robię z ogromnym przekonaniem. Coś
czasem schrzanię, popełniam błędy, ale zawsze trzymam się
jednego – jeśli ktoś powie coś złego, zajmij stanowisko;
jeśli ktoś powie coś dobrego – wspieraj go; jeśli ktoś się
wycofa z tego, co powiedział – siedź cicho, zachowaj
godność.
Wierzę, że dopóki tak będę postępował, nigdy nie będę
samotny. Będę sam, ale jestem szczęśliwy – samotną wędrówkę
ofiarowało mi życie. Moja samotność zawsze wypełniało troje
czy czworo ludzi; wcześniej moi rodzice i siostra, teraz
moja siostra, żona i dzieci. To wspaniały dar. W dobrych
dniach, szczególnie w Delhi, tęsknię za moimi rodzicami, tak
jest też dziś, ponieważ przypadkowo jestem tutaj.
Przypadki się zdarzają... Dwa albo trzy lata temu tego dnia
ktoś do mnie zadzwonił, bym uczestniczył w wypuszczeniu na
rynek jakichś leków w Bangalore. Kiran Shaw. Nie znałem jej.
Powiedziałem jej, że nie chcę w tej chwili jechać do
Bangalore... i znowu, zajrzałem w gazety i uświadomiłem
sobie, że jest dziewiętnasty września, rocznica śmierci
taty. Więc zapytałem mojego asystenta, o jakie leki chodzi.
Odrzekł, że o leki na raka. Powiedziałem: „Słuchaj,
zorganizuj szybko samolot, lecę”. Mogliby w międzyczasie
przecież zmienić program i zapytać, po co przyjechałem – a
ja powiedziałbym coś z stylu: „Nie wiem, ale z jakiegoś
powodu to się łączy – to [spotkanie] dotyczy leków na raka,
a mój tata zmarł na raka i dziś jest rocznica jego śmierci –
więc jestem”. Trzeba wierzyć w takie rzeczy – nieważne, czy
to wiara, miłość, czy magia. Te „nieistniejące” rzeczy dla
ludzi. Musimy w nie wierzyć. Ja wierzę.
Wybierałem stroje na dziś. Wybrałem sherwani, powiedziałem
sobie, że tacie by się spodobało.
Często mówisz o swoim tacie jako o punkcie odniesienia...
Także o mojej mamie. Mój tata był bardzo łagodny, bardzo
uczciwy – i jego prawość go zabiła. Moja mama także była
bardzo uczciwa, ale była kobietą zorientowaną w świecie.
Wiedziała, jak walczyć ze światem i zachować swoją
szczerość.
Dlaczego mówisz, że zabiła go jego uczciwość?
Myślę, że on był, wiesz... Odniósł wielki sukces, potem
powodzenie się skończyło. Był prawnikiem, nie praktykował.
Miał możliwość ciągnięcia korzyści od ludzi, ale tego nie
robił. Przyjechał z Peszawaru z mnóstwem marzeń, wziął mnie
też tam... Ale wydaje mi się, że gdzieś w środku czuł, że
zawiódł, bardzo się przejmował, i sądzę, że zmartwienia
spowodowały raka. Dziś zostało to udowodnione, że w pewien
sposób zmartwienia są przyczyną wrzodów i innych rzeczy,
także raka. Myślę, że te zmartwienia odebrały mu życie –
poza tym był bardzo silny, miał tylko pięćdziesiąt jeden
lat, nie miał choroby serca, nigdy nie pił, nic... Myślę, że
to trzymanie się niepraktycznej prawości i swoich przekonań
zabrało go tak wcześnie.
Z drugiej strony moja matka – mimo że także zmarła w wieku
pięćdziesięciu lat – była przebojowa i energiczna. Od obojga
otrzymałem nauki – od taty nauczyłem się być spokojnym,
religijnym, uczciwym. Uczył mnie ghazali, wierszy. Od mojej
mamy nauczyłem się – pozwól mi to powiedzieć tak: w życiu
dziecka są trzy etapy rozwoju; uczyłem się o tym i pamiętam.
Pierwszy etap powinien skupiać się na sercu – miłość,
sztuka, muzyka, natura, wszystkie dobre rzeczy. Drugi
element rozwoju to głowa – jak jej używać, jak rozwijać
intelekt. I trzecia część – jak używać tego intelektu. Te
trzy etapy – w takim właśnie porządku. Naprawdę jestem
przekonany, że mój ojciec nauczył mnie wszystkiego, co
związane z sercem, a moja matka – tego, co związane z
intelektem.
To dlatego, kiedy spotykam ludzi, młodzież, mówię jej –
proszę, idźcie i wygrywajcie to, czego chcecie – uczciwie.
Nie myślcie tak, jak wielu ludzi, że nie powinno się tego
czy tamtego. Zapomnijcie o tym, jest tyle spraw, o które się
trzeba martwić. Powinniście dążyć do spełniania swoich
osobistych pragnień. Dążcie to tego szczerze, otwarcie, nie
zawdzięczajcie tego nikomu. Nie proście. Zapracujcie, by to
osiągnąć.
Sądzę, że jako człowiek jestem mieszanką tego, co otrzymałem
od nich. I tęsknię za nimi obojgiem, ale możliwe, że
inaczej. Kiedy popełniam błędy w pracy, myślę o mojej mamie,
o tym, że muszę ZROBIĆ TO, nawet jeśli wygląda na to, że
wszystko pójdzie źle, iść i dać z siebie to, co najlepsze. A
kiedy popełniam błędy w życiu, w moim myśleniu, wtedy
przypominam sobie tatę. Wtedy myślę coś w stylu: „Wybacz mu,
stary. Zrobił błąd, po prostu zapomnij o tym. On do tego
wraca, ale ty po prostu to zostaw...”. Trzeba przezwyciężyć
mnóstwo utajonego i odruchowego gniewu i niepokoju. Mój tata
taki był. Mama mogłaby uderzyć. Więc nauczyłem się, jak
uderzać, od mamy, i jak się hamować, od taty (śmiech).
Nie wiem, czy będę umiał nauczyć moje dzieci tego
wszystkiego, wiesz, we mnie jest słabsze odbicie ich
dobroci.
Możliwe, że kiedy będziesz miał pięćdziesiąt lat,
będziesz coraz częściej miał skłonność do porównań?
Nie wiem, ale moja siostra mówi mi, że zaczynam wyglądać
coraz bardziej jak tata – i traktuję to jako komplement.
Ponieważ on miał łagodną naturę. Nie sądzę, bym kiedykolwiek
mógł być taki, jak mój ojciec. Jestem trochę zbyt rzeczowy i
intelektualnie przyziemny. Chciałbym móc tak stwierdzić, ale
skłamałbym, mówiąc, że potrafię być tak prostolinijny, jak
mój tata. To pochodzi z wnętrza. Jeśli się pojawi, to
dobrze, będę wtedy zamożnym, uczciwym człowiekiem. Chciałbym
tak! Jeśli będę miał pięćdziesiąt lat i dam radę przekazać
dalej nauki, które dał mi mój tata, będzie wspaniale; ale
szczerze – nie sądzę, że byłbym w stanie osiągnąć taki
kaliber. Myślę, że zawsze będę mieszanką tego, czego
nauczyli mnie moi rodzice.
Czy to źle?
To fantastycznie. Myślę, że moja mieszanka jest najlepsza.
Jesteś otwarty, szczery, dobrze żyjesz – myślę, że to
najlepszy sposób. Mówię moim dzieciom to samo, co wszystkim
młodym – pracuj solidnie, baw się jeszcze solidniej i nie
zapominaj o modlitwie. Do tego dodam też – płać podatki. Nie
bądź nikomu nic dłużny. Zawsze dawaj, jeśli cię na to stać.
I po prostu żyj w taki sposób, a na końcu nie powinno być
żadnego „Nie powinienem tego robić” – żadnego żalu u kresu
życia.
Tłumaczenie: GosiaJG
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|