w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK


Bez cenzury. Wnikając w umysły Khanów.

The Times of India, Grudzień 2008 rok
Tytuł oryginalny: UNCUT: Understanding the minds of Khans
Autor: Anshul Chaturvedi

"Człowiek, który występuje przeciw jakiejś społeczności czy religii, nie tylko nie rozumie tej społeczności, nie rozumie też swojej własnej".
("The man, who is anti community or religion, he not only does not understand that community, he does not understand his own".)


To było wkrótce po 26.11. Przez Mumbaj przetaczały się wiece i marsze protestacyjne, a każdy miał coś do powiedzenia. On nie. Jego następny film -" My Name Is Khan" - miał właśnie wejść do kin, ale w panującej atmosferze mówienie o promocji było niezręczne, więc bardzo mało o niej mówiono. Ta rozmowa była najbardziej szczegółową pogawędką o religii, porozumieniu międzyreligijnym i o tym, co człowiek nazwany przez AR Rahmana "ambasadorem islamu" osobiście myśli o wierze. Uważam, że jego porównanie okularów ojca z okularami Karana Johara świadczy o wrażliwości i wnikliwości. Przeczytajcie, oceńcie sami...

Nie uczestniczyłeś w marszach solidarności w Mumbaju, żeby ludzie nie powiedzieli, że to dla promocji filmu?

Głupcy zawsze będą mówić głupoty i tak już zostanie... Ciągle czytuję jakiegoś idiotę - dziennikarza, wypisującego o mnie wszelkie g****. Ale uważam, że nie ma potrzeby, żebym szedł gdzieś i wywoływał zamieszanie, bo - jakkolwiek chciałbym iść i zachowywać się normalnie, nie byłoby normalnie. Pojawiłyby się kanały telewizyjne, zacząłby się ten cały cyrk. Oczywiście jestem wściekły i rozgoryczony, ale jestem tez trochę starszy i może bardziej się kontroluję. Nie chcę iść gdzieś, żeby się po prostu pokazać. Jeśli to sprawa solidarności - wiem, że jesteśmy solidarni. Jeśli chodzi o smutek - jesteśmy smutni. Ale myślę, że ważni byli ci młodzi, którzy w tym uczestniczyli i się wypowiadali. Popieram ich, nawet jeśli mnie tam osobiście nie było. Poza tym ja zwykle nie zabieram głosu w sprawach publicznych. Przez większość czasu jestem maksymalnie zajęty. Publicznie pojawiam się tylko w czasie promocji filmów, żeby o nich mówić. Czuję więc, że gdybym teraz uczestniczył w wiecach i rozmawiał na ten temat, wyrażał uczucia, mówił, że to smutne, jesteśmy wściekli itd., ludzie zinterpretowaliby to bardzo źle, a po co dawać im do tego okazję? W sprawach tak poważnych jak ta nie trzeba nam rozproszenia uwagi, w dobrym czy złym celu, w stylu: och, co ten aktor powiedział, gdzie poszedł tamten reżyser.

RGV?

Tak, znaczy - bez względu, czy to było gruboskórne, to rzecz do dyskusji, ale nagle, przez dwa - trzy dni nagle zaczęło chodzić o coś innego - zostaliśmy oddaleni o krok od spraw, którymi należało się zająć. Poza tym ja nie bardzo nadaję się do marszów i protestów.

Czemu tak jest?

Nie wiem. Nie czuję tego... Ale to jest bardzo ważne, że młodzi wyszli na ulice. To z całej siły popieram. Bardzo się cieszę, że ci wszyscy ludzie stali tam i wypowiadali, co czuli. Ja byłbym tam tylko zgiełkiem, nie głosem. To byłoby po prostu odwrócenie uwagi od faktu, że młodzi ludzie stali tam razem.

Powiedziałeś, że poprzesz każdą partię pozawyznaniową, jeśli młodzi takową założą.

Tak, poprę. Stanę się jej poplecznikiem. Ale kiedy mówię o poparciu, nie mam na myśli, że sam zajmę się polityką. Zawsze będę stał za każdą świecką partią młodych. Będę tylko zachęcał młodzież, żeby szli i głosowali na świecki rząd na tym etapie czasu, z programem rozwoju ekonomicznego, sekularny. Może to brzmi zbyt idealistycznie, ale 99% ludzi w tym kraju myśli podobnie. I jeśli są ludzie, którzy chcą iść za taką ideologią, jestem za. Będę ich wspierał.

Ale czy nie powiedziałeś: "Nawet kiedy zapraszają mnie, żebym wygłosił przemówienie w Davos czy innym miejscu, nie jadę, nie mam na to czasu...

Tak. Widzisz, cokolwiek robię z jakiegoś powodu, robię to po mojemu i robię to na bardzo małą skalę. Jeśli coś się dla mnie liczy, jeśli zobaczę w wiadomościach coś, co mnie poruszy, na przykład, że ktoś nie ma pieniędzy, po prostu je wysyłam. Wysyłam po cichu, tak, żeby moje nazwisko przy tej okazji nie wypłynęło. Robię to poprzez moje biuro, mają tam instrukcje, że kiedy dostaną ode mnie takiego smsa, mają wypełnić polecenie w około pięć godzin, inne polecenia mogą zignorować. Takie sprawy są dla mnie istotne, ale nie potrzebuję do tego pośrednictwa żadnej organizacji, bez względu na to, jak bardzo ją szanuję czy ile dobrej roboty ona wykonuje. To sprawa osobista, lubię załatwiać to szybko i mieć to za sobą. Mówię w biurze: "Wyślijcie to razem z kwiatami, nie mówcie, od kogo"; oni wysyłają i dają mi znać, że sprawa załatwiona, to wszystko. Nie chcę, żeby ktoś do mnie potem dzwonił, dziękował, nie dziękował. Kiedy chodzi o sprawy, które się dla mnie liczą, mam ten problem poczucia własności. Chcę pomagać dzieciom, robię to po swojemu. Lubię czytać własne książki. Lubię pomagać w sprawach społecznych, ale robić to, co mogę, wprost, bez żadnych ingerencji czy pośrednictwa organizacji.


Czemu nikt nie powiedział słowa o Raju Thackerayu, kiedy przez swoje działania doprowadzał do podziału?

Myślę, że teraz ludzie to zrobią. Teraz jest poczucie jedności wywołane przez prawdziwy strach, rozumiesz, kiedy nagle doświadczyliśmy autentycznego przerażenia.

Wróg u bram?

Nie, nie u bram, on pojawił się w naszych domach, nie w progach czy gdzieś daleko, na granicy. To stało się w naszych sypialniach. Teraz wiemy, czym jest strach. Teraz wszyscy mamy wspólnego wroga. Ludzie podnoszą głos, hej, widzieliśmy, jak inni strzelali do nas, zabijali nas na ulicach, nie możesz po tym teraz już więcej mnie straszyć i rzucać kamieniami w mój sklep, prawda? To jest plus - o ile coś takiego może być plusem. Doświadczyliśmy prawdziwych ataków, prawdziwego strachu, a kiedy to widziałeś, doświadczyłeś na własnej skórze, to każda rzecz - znęcanie, wykręcenie ramienia, będzie tym, czym jest - znęcaniem się, wykręcaniem ręki, ale nie atakiem.

Czy teraz myślisz bardziej serio o zagrożeniu ze strony indyjskich mudżahedinów, ostrzegających aktorów - muzułmanów, żeby nie grali w indyjskich filmach?

No cóż, rzeczywistość jest taka, że teraz każdy będzie musiał zmienić to, jak żyje, pracuje, porusza się po mieście, jak dba o bezpieczeństwo... To jest jedna rzecz. Ale żeby ktoś mówił mi, że nie powinienem pracować w kinie? No nie! Jeśli ktoś mi mówi, że religia nie pozwala mi na granie w filmach, trochę to dla mnie dziwne, bo kiedy ustanawiano te reguły, nie było jeszcze kina i nie ma o tym ani słowa w Świętej Księdze, którą ja czytałem. Żadna religia nigdy nikomu nie mówiła, że praca jest zła, jakakolwiek praca. Musimy dowiedzieć się, jaką pracę możemy wykonywać z tymi uzdolnieniami, które mamy, pracować uczciwie, ponad podziałami, zarabiać na życie.

Powiedziałeś, że za pięć lat może będziesz działał w sposób bardziej zorganizowany, ale nie będziesz na tyle bezinteresowny, żeby zostać politykiem. Słowa "bezinteresowny" i "polityk" nie chodzą w parze, prawda?

Nie mówię o konkretnych politykach, nie wskazuję ich palcem. Nawet dom trudno jest prowadzić, a oni kierują całym krajem. To kawał roboty, a ktokolwiek się jej podejmuje, musi mieć świadomość, że nie będzie miał czasu dla siebie, dla rodziny. Nawet moja praca aktora, która stanowi jakiś ułamek pracy czynnego polityka, zostawia mi mało czasu da siebie. A ja chciałbym go o wiele więcej, wiesz, żeby może napisać książkę, popracować bardziej nad postaciami, które gram, pobawić się z dziećmi. Nie jestem raczej gotowy, żeby z tego zrezygnować. Chodzi mi więc o to, że nie jestem na tyle bezinteresowny, żeby zrezygnować z zawodu - co musiałbym zrobić, chcąc podjąć się roli polityka. I zawsze dziwne wydaje mi się pytanie, czy nie chciałbym zająć się polityką? Ale jak ja miałbym być politykiem? Równie dobrze można mnie pytać, dlaczego nie jestem astronautą.
Polityka to specjalistyczna praca na cały etat. Jak ja, 43-letni mężczyzna, który nakłada makijaż i rano jedzie, żeby kręcić film, miałbym to wszystko rzucić? Nie mam kwalifikacji. Kiedy więc pytają mnie o to w kółko od nowa, jak rząd odpowiadam: "Zapytajcie mnie za pięć lat". Kiedy pokazuję moje filmy Soni-ji czy panu Vajpayee, albo kiedy ktoś z nich wpada, od razu każdy pyta, czy zaczynam zajmować się polityką. Mówię: "Dajcie spokój, chłopaki, czy to, że jem obiad z Laxmim Mittalem, znaczy, że teraz będę rekinem branży hutniczej?".

Rahman kiedyś powiedział ci, że stajesz się ambasadorem islamu. Przez ponad 10 lat ("20 lat" - poprawia mnie) byłeś narodową ikoną. Dogadujesz się z młodzieżą nieskończenie lepiej niż politycy. Jak powiesz młodym, dla których jesteś idolem, że nie ma potrzeby popadania w rozgoryczenie, w gniew, porzucania swojej wiary, jakąkolwiek wyznajesz? Czy w takich czasach jest dla ciebie opcją niezabieranie głosu? Jakie jest twoja spojrzenie z perspektywy kogoś, kto ma być ambasadorem czy wzorcem jakiejś wiary?

Pierwsze, co ci powiem, to to, że bycie wzorcem wyznawcy jakiejś religii nie jest właściwą rzeczą. Jestem temu absolutnie przeciwny. Wierzę, że religia jest jak język potrzebny do poszukiwania prawdy, mój język jest taki, jakiego mnie nauczono, twój - jakiego ciebie nauczono, a każdy z nich jest samowystarczalny. Nie ma potrzeby mówić, że mój język lepiej wyraża prawdę niż twój. Mam absolutną jasność, że moje przesłanie do młodych powinno brzmieć: nie ma religijnych ikon, które powinieneś naśladować.
Mamy książki - ikony, ikoniczne reguły, jeśli możemy się nimi napawać w zgodzie ze współczesną edukacją, to jest to najlepszy sposób. Oczywiście muszą być jakieś zmiany, bo świat współczesny jest inny, nie muszę więc mieć czterech żon, bo czasy już tego nie wymagają. Czytaj książki, niech będą po angielsku, jeśli wtedy zrozumiesz je lepiej, niech będą bliskie twemu sercu. To są bardzo osobiste sprawy. Tak osobiste jak okulary, które zostały po twoim ojcu.
Kiedy zmarł mój ojciec, zachowałem jego okulary, mam je tutaj teraz. Spotkałem Karana i widzę, że i on ma ojcowskie okulary. Ale nigdy nie prychnę, nie powiem: "Karan, okulary mojego ojca są lepsze od okularów twojego". Rozumiesz, jest tu duży bagaż emocjonalny, więc osobisty musi pozostać, a nam trzeba zaakceptować fakt, że one są znakiem pamięci o nich. Religia dla mnie jest tak osobista jak wspomnienie o rodzicach, a tych wspomnień się nie porównuje. Ja pamiętam tatę lepiej niż ty, mój tato był lepszy niż twój - mógłbyś coś takiego powiedzieć?

I?

Religia jest dyscypliną, sposobem, w jaki coś robimy. Przenosimy to na poziom, w którym mylimy to z duchowością i praktykowanie religii staje się sposobem na osiąganie duchowości.
Nie. Duchowość osiągasz, wierząc w potęgę Najwyższej Istoty, która stworzyła świat, jakiekolwiek imię Jej nadajesz. I religia jest porządkiem, dyscypliną, która ci pomaga, prowadzi cię, pomaga ci zrozumieć potęgę Istoty Najwyższej może szybciej, niż uświadomiłbyś to sobie sam. To wszystko. Chciałbym przekazać młodym ludziom, że być może powinniśmy stworzyć teraz nową religię, nową dyscyplinę. A tą nową religią byłaby praca. Praca uczciwa i ciężka, nad poprawą miejsca, które nazywasz swoim - twojego kraju. To wszystko. Pracuj ciężko, zarabiaj, żyj dobrze, stwórz lepszy świat dla tych, którzy są z tobą związani, przyjaciół, rodzin. Zadbaj o twój mały świat - jeśli zrobisz choć tyle, już cały świat będzie ogarnięty opieką. Osoba, która występuje przeciwko społeczeństwu czy religii, nie tylko nie rozumie tamtej społeczności - nie rozumie swojej własnej. To dlatego, że jedynym powodem poczucia niepewności wobec jakiejś społeczności jest niepewność co do swojej. Jeśli masz pewność, że twój sposób działania jest w porządku, jest dla ciebie najlepszy, nie masz potrzeby wciskania go innym, zmuszania, żeby też go przestrzegali. Póki nie nadeptujemy sobie na odciski, uprawiając nasze porządki, to moim zdaniem powinniśmy dać innym spokój. Powinniśmy moim zdaniem być bardziej skupieni na samych sobie, bardziej pewni swego, bardziej się wspierający.

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"